Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 maja 2013

Mar Canela

Wejście w matrycę. O metodzie Matrix Energetics

Platon, dawno, dawno temu, odczuł, że świat, w którym żyjemy, jest złudzeniem. Jest odbiciem świata idei, które są pierwowzorami przedmiotów, a przedmioty to jedynie cienie rzeczywistych bytów. Czy platońska „idea” nie jest łudząco podobna do pojęcia informacji?

Gdzie mieszka informacja, skąd wszystko przychodzi i dokąd odchodzi? Czy pola morfogenetyczne Sheldrake’a czyli coś na kształt niewidzialnych wzorów czy schematów konstrukcyjnych nie są zbiorami platońskich idei? Wygląda na to, że Platon wyczuł już parę setek lat przed naszą erą coś, co teraz powoli zaczyna nabierać kształtów i przebijać się do ludzkiej świadomości. Mówi się o tym coraz głośniej i coraz śmielej, pisze się o tym coraz częściej.

Po zapoznaniu się z teorią pól morficznych Ruperta Sheldrake’a, z informacjami z książek Gregga Bradena, z „Transerfingiem rzeczywistościVadima Zelanda, z „Diagnostyką Karmy” Siergieja Łazariewa, z techniką dwupunktu opisaną w „Matrycy energetycznej” Richarda Bartletta czy innymi fantastycznymi pomysłami z „Fizyki cudów” tegoż autora lub wielu innych, których nie sposób tu wszystkich wymienić, aż w końcu – z najnowszymi odkryciami fizyków kwantowych, dochodzimy do wniosku, że właściwie wszyscy mówią o tym samym, oblekając to jedynie w nieco inne słowa. Jeszcze innymi słowami od wieków mówią o tym religie - czy ciała obrócone w proch nie odrodzą się właśnie według zachowanego wzoru? A kto, jak nie religie Wschodu przekazują nam koncepcję, że widzialny świat to maja, iluzja, złudzenie?

Vadim Zeland, autor wieloksięgu „Transerfing rzeczywistości” stwierdza: „Przestrzeń wariantów jest strukturą informacyjną. Jest to nieskończone pole informacji zawierające wszelkie możliwe warianty wszystkich mogących mieć miejsce zdarzeń. W przestrzeni wariantów znajduje się wszystko dla każdego. Każdy otrzymuje to, co wybiera. Masz prawo wyboru właśnie dlatego, że nieskończona ilość wariantów już istnieje.”

Richard Bartlett: „Matryca jest tym, z czego nieustannie powstaje cała materia. W każdym kolejnym momencie w obrębie siatki morficznej masz dostęp do potencjalnej, nieskończonej liczby możliwości. Zgodnie z teorią kwantową – w każdym momencie możliwe są różne wyniki.”

David Bohm: „Eksperyment z bliźniaczymi fotonami, które przekazują sobie informacje natychmiast, bez żadnego upływu czasu, bez względu na to, w jakiej są od siebie odległości dowodzi, że obiektywna rzeczywistość nie istnieje i mimo jej pozornej trwałości jest ona w istocie złudzeniem – gigantycznym i niezwykle szczegółowym hologramem.”

Fritjof Capra: „Atomy składają się z cząsteczek, a te cząsteczki nie są zrobione z żadnej materialnej substancji. To, co obserwujemy, to dynamiczne wzorce nieustannie zmieniające się jeden w drugi – nieustanny taniec energii; jest tam ruch, lecz ostatecznie nie ma ruchomych obiektów, jest aktywność, lecz nie ma aktorów, nie ma tancerzy, jest tylko taniec.”

Jest tylko taniec... Tańczmy zatem! Ale nie tak, jak nam zagrają. Bo skoro możemy tańczyć, to możemy też grać. Mimo, że nas nie ma, jednak poruszamy się. Każdy nasz ruch – to wybór, wybór dokonany w oparciu o naszą świadomość, która może urzeczywistnić któryś z wariantów istniejących w świecie równoległym w postaci wirtualnej. Z nieskończonej ilości możliwości urzeczywistni się tylko ta, która zostanie przez nas wybrana. Czy wierzycie w to?

Buddysta wierzy, Budda wie – powiedział kiedyś Osho.


Powyższe zdanie przypomniało mi się, gdy wyczytałam nie tak dawno treści całkiem podobne w swojej wymowie w książce Richarda Bartletta, „Matryca energetyczna”:

„Gdy wiesz, a nie tylko wierzysz, że na coś zasługujesz, możesz to mieć.

Mogę robić to, co robię, ponieważ wiem, że to się wydarzy.

Zrób to tą częścią siebie, która wie, że możesz tego dokonać, a to się zdarzy. A jeśli nie wydarzy się od razu, nie ustępuj.”

Gdy wiesz, a nie tylko wierzysz... no właśnie.

Możliwości sprawdzania jest wiele, ja – zaintrygowana i zachwycona efektami działania techniki dwupunktu, wybrałam kurs Matrix Energetics. Byłam, przekonałam się, doświadczyłam, wiem. Kolokwialnie mówiąc, nauczyłam się energią powalać ludzi na podłogę, również pozwoliłam, aby mnie powalano. Szybko, łatwo i skutecznie.

Ale zwalanie z nóg to jedynie widowiskowy fragment czegoś o wiele głębszego.

Dla tych, którzy nie czytali książek Richarda Bartletta, podam w skrócie:

na początek, aby się nauczyć o co w tym wszystkim właściwie chodzi, stajemy wyprostowani i (na ogół) zamykamy oczy. Jedna osoba stoi za nami, aby nas podtrzymać i ułożyć lub usadzić na podłodze, a druga – działa, czyli uruchamia i przekazuje nam falę z intencją. W czasie od ułamka sekundy do paru sekund zaczynamy odczuwać bardzo wyraźnie, że jakaś siła spływa na nas i delikatnie, acz stanowczo, odgina nasze ciało do tego stopnia, że przewracamy się do tyłu. Wygląda to tak:


http://www.youtube.com/watch?v=OY6rGeGIOKU

Podczas pracy z tematami z przyszłości ruch często odbywa się do przodu, czyli „lecimy na twarz”. Pierwsze zetknięcie z falą na większość osób działa... rozweselająco. Po prostu wrażenie jest tak niesamowite, nietypowe i zaskakujące, że zaczynamy się śmiać: świadomość jest w szoku, że to jednak prawda, że to istnieje, że to takie łatwe...

Możliwości zastosowania fali są właściwie prawie nieograniczone. Bartlett przypomina: „Musimy jedynie zrobić to, o czym mówiła Królowa w „Alicji w Krainie Czarów”: musimy mieć pewność, że nawet sześć niemożliwych rzeczy wydarzy się jeszcze przed śniadaniem! Przeniesiemy się wtedy w sferę myśli, gdzie magia i cuda są możliwe. Właśnie z tej sfery pochodzi i w niej mieszka Matryca Energetyczna.”

Co ciekawe – zupełnie „przypadkiem” odkryłam, że fala „kotwiczy się” i zaczyna potem działać spontanicznie: parę dni temu podczas spaceru brzegiem morza, zatrzymałam się na chwilę, zamknęłam oczy i pozostałam w stanie nie – umysłu. Nie minęło parę sekund jak, zaskoczona, odczułam znajome odginanie ciała do tyłu. Natychmiast usiadłam na piasku, zanim zostałabym przewrócona. Gdy już ochłonęłam, zaczęłam się zastanawiać, co właściwie się stało i dlaczego? Nie wywoływałam fali, nie pomyślałam żadnej intencji, nie zrobiłam niczego oprócz stanięcia w miejscu, zamknięcia oczu i zatrzymania myśli. A jednak Matryca poczęstowała mnie falą. Dopiero gdy to się stało, przypomniało mi się: „Gdy potrafisz uspokoić myśli, wchodzisz w rezonans z wielkim morzem energii wszechświata, czyli polem punktu zerowego. Przestań się starać zrozumieć, jak to się dzieje i po prostu pozwól, aby się działo. W chwili, gdy przestaniesz aktywnie myśleć, możesz stać się jednością z obiektem swoich myśli – jesteś splątany z perspektywy kwantowej i wtedy następuje pożądana przez ciebie zmiana. (Bartlett)

Odczucie działania Matrycy Energetycznej na własnym ciele powoduje, że nabieramy przekonania. Uczymy się wiedzieć, zamiast tylko wierzyć. Jest to doznanie, które burzy stare programy, jeśli ktoś ma problemy ze zwaleniem ich w sposób świadomy. Nagle jesteśmy świadkami tego, jak jakaś niesamowita moc, której przecież częścią jesteśmy, spływa na nas i oplata nas siłą swego niewidzialnego istnienia. Piękna symbioza. Zespolenie ze Źródłem, które odtąd możemy przywoływać kiedy tylko chcemy i sycić się nim do woli. Oto naprawdę dotyka nas to, czego nie widać – fala osławionej Boskiej Matrycy.

Nasze przekonania określają to, co jest dla nas możliwe. Od nas zależy wybór. Trzeba jedynie uwolnić wszelkie wątpliwości i działać z poczuciem pewności, nie pozwolić, aby umysł dokonał korekty do znajomego nam stanu rzeczywistości uzgodnionej, w której na ogół nic niesamowitego się nie wydarza, bo jesteśmy ciałem w świecie twardej materii – zatem cuda są niemożliwe. Tymczasem tak naprawdę „nie istniejemy”, nie jesteśmy ciałem – jesteśmy ZBIOREM INFORMACJI i możemy działać w przestrzeni rzeczywistości nieuzgodnionej zmieniając częstotliwość, gęstość lub jakość wzorców światła budujących naszą rzeczywistość.

Sposób, w jaki postrzegamy fizyczną realność, ustalone i utrwalone wzorce, tworzą matrycę codziennych, zwykłych, powtarzalnych doświadczeń, a tymczasem wszędzie dookoła oscylują inne, nowe, szalone możliwości! Są w zasięgu ręki! Zgodnie z teorią kwantową – w każdym momencie możliwe są różne wyniki. Wszędzie wokół nas dzieją się światy równoległe, a przeszłość i przyszłość są teraz. Teraz – to wieczność. Wszystko jest wieczne. Wierzysz? Nie wierz! Sprawdź sam!

Richard Bartlett mówi: „Poddaj się! Na ułamek sekundy wyjdź z czasoprzestrzeni. Chociaż przez chwilę odczuj nową rzeczywistość, a stan twojego otwartego oczekiwania stanie się twoją kwantową modlitwą. Niech pierwiastek łaski wszechświata zmienia elementy twojego życia.”

Odczucie fali Boskiej Matrycy pozostawiło we mnie pewność podobną do tej, której doświadczyłam już kiedyś w Peru, po spotkaniu z ayahuaską: od teraz już nic nie będzie takie samo...

Zatem, nowe motto na co dzień: Ja mogę! To łatwe! Niech!

Marzena Pillado

Mijas, Malaga, 3 maja 2013




komentarze

[foto]

1. Btw.: Zeland - Ziełand • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-05 00:09:26

Btw. Skoro Vadim Zeland jest Rosjaninem i w swoim języku pisze się Вадим Зеланд, to po polsku powinno się go pisać "Wadim Ziełand".
[foto]

2. Komentarz w blogu Czytanie Sheldrake'a • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-06 11:06:02

Odcinek bloga pt. "Czytanie Sheldrake'a. Rupert Sheldrake i nowa joga Zachodu. Czy świat jest złudzeniem?" --- jest komentarzem do tego artykułu. Odsyłam.
[foto]

3. Do kazika-t • autor: Mar Canela2013-05-07 00:45:32

Oczywiście, Matryca może nie być wszystkim, natomiast nie jest również sposobem - możliwością, lecz raczej czymś, co sposoby - możliwości w sobie zawiera. Nie mnie polemizować z nazwami. Posługuję się nimi, aby opisać coś, co w taki właśnie sposób już wcześniej i nie przeze mnie zostało nazwane, w tym wypadku chodzi o nazwę, którą przyjął na przykład Gregg Braden. "Wchodząc w to" można naprawdę bardzo wiele, co udawadniają spektakularne niekiedy osiągnięcia Matrixeros (na przykład uzdrowienia czy modelowanie życia tak, aby układało się z prądem, a nie pod prąd - umiejętność wchodzenia w rzeczywistość nieuzgodnioną otwiera świat cudów, które właśnie stamtąd przychodzą). Istota ludzka ma tendencje do komplikowania, a tymczasem wiele rzeczy okazuje się tak proste, że aż nie do wiary (jak na przykład wejście w tę tak zwaną Matrycę poprzez falę - jest to tak proste, że udaje się każdemu za pierwszym razem, nawet dzieciom). Bartlett w "Fizyce cudów" pisze: Możesz nauczyć się zmieniać swoją rzeczywistość, wdychając jeden układ rzeczywistości i wydychając drugi. To jest prostsze niż myślisz."  Tak jak piszesz - nie jest znana przyczyna, ale możemy obserwować efekty działania, a także nauczyć się samemu "działać poprzez", a wtedy nazwa traci na znaczeniu, bo nagle czujemy, że jesteśmy wewnątrz i że to działa  :)

[foto]

4. Wojtku, • autor: Mar Canela2013-05-07 00:50:01

no właśnie, dlaczego zatem tak się nie pisze? Nie wiem. Podałam pisownię taką, jaka widnieje na polskich książkach Zelanda.
[foto]

5. Zeland • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-07 10:40:26

Marzeno; (a. poważnie:) Z imionami i nazwiskami Rosjan i Ukraińców się zrobił w ogóle kłopot, ponieważ do ok. 1990 r. było tak, że po prostu spolszczaliśmy ich imiona/nazwiska, pisaliśmy je po polsku i było wszystko jasne. Po tej dacie Rosjanie i Ukraińcy sami zaczęli pisać swoje imiona nazwiska alfabetem łacińskim i to według zasad angielskich, zwłaszcza gdy są lub chcą być znani na Zachodzie czyli w krajach jęz. ang. Co szczególnie jest wyraźne, gdy Rosjanin mieszka w kraju ang.-jęz. i jego ang. nazwisko jest oficjalne. Przykładem historyk Yuri Slezkine, ros. Юрий Слезкин czyli wg. normalnych polskich zasad Jurij Sliozkin. Albo przyjeżdża do Polski szaman Sergey Roslovets - według polskich zasad Siergiej Rosłowiec (skądinąd rodzina Rosłowców spod Kijowa była herbową w Rzeczypospolitej) - tylko że właściwie nie można go pisać z polska, bo on sam "pisze się" z angielska. Mój perfekcjonizm cierpi, ale ważniejsze jest to, że związek polskiej kultury z ros. i ukr. jest rozrywany i między nas wchodzi klin angielszczyzny.

(b. praktycznie:) Nie musimy, ani Ty, ani ja, martwić się, czy Zeland, Ziełand, Zeelend (tak on się pisze po angielsku), bo decyzje i tak podjęli redaktorzy jego książek.

(c. filozofując:) Na styku kręgów cyrylicy i pisma łacińskiego dzieje się mnóstwo "nieregularności". Np. jeden z najwybitniejszych ros. językoznawców nazwa(ł) się Vasmer, tak się pisał, gdy łacińskim, był Niemcem rosyjskim, po ros. Васмер, więc mógłby być spolszczany Wasmier. Znowu nazwisko sławnego pisarza, tego od Mistrza i Małgorzaty, ktoś u nas zaczął pisać Bułhakow, chociaż on po ros. Bułgakow. Nie dojdziesz...
[foto]

6. czcionka • autor: Mar Canela2013-05-07 12:49:30

Kopiowałam swój tekst - komentarz z Worda, ale widzę, że szaleje czcionka i polskie znaki, nie mam pojęcia dlaczego.... Sorry, ale nie mam na to wpływu, chyba że Wojtek coś podpowie?
[foto]

7. Ja też nie wiem :) • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-07 12:57:02

Bo to (czy tekst się wklei prawidłowo czy nie) zależy od konkretnego komputera i przeglądarki.

Tu na próbę wklejam ze swojego Worda:

Trwałe „stowarzyszenie” układu z właściwym mu polem przejawia się najwyraźniej w zjawisku regeneracji.
[foto]

8. Wojtku, • autor: Mar Canela2013-05-07 12:57:15

zastanawiam się, czy pisownia nazwisk uzgadniana jest z ich "właścicielami"?

btw, Kopernik po hiszpańsku funkcjonuje jakby z łaciny jako Nicolás Copérnico,

a z kolei mamy spolszczonego Kolumba, bo to przecież Cristóbal Colón...

[foto]

9. No tak... • autor: Mar Canela2013-05-07 13:01:08


ale zobacz, mój komentarz nr 4, też wklejałam i wyszło dobrze, a te dzisiejsze fatalnie...

szkoda, bo czyta się dużo gorzej, ale nie mam pomysłu, co z tym zrobić, zatem nie pozostaje nic innego, jak odpuścić. Albo potraktować to może falą, he he :D

[foto]

10. Kaziku, • autor: Mar Canela2013-05-07 13:20:29

Możliwości “tego czegoś” są ograniczone jedynie wyobraźnią i przekonaniami danej osoby, programami, które funkcjonują w jej umyśle. Na ile człowiek potrafi być absolutnie przekonany, że coś się wydarzy – na tyle się wydarzy. Dlatego pisałam o dużym znaczeniu przekonania, a nie jedynie wiary, bo wiara dopuszcza możliwość wątpienia. Wieloletnie programy w naszych umysłach, jak również przekonanie, że świat jest taki, jakim go widzimy, powoduje, że wyjście ze świata “uzgodnionego” w świat “nieuzgodniony” u wielu osób dzieje się opornie, a u niektórych jest prawie niemożliwe. Jeśli dana osoba o tym wie, a chce to zmienić, to również może poddać się działaniu fali zaaplikowanej przed drugą osobę – z intencją “kasowania” programów, które blokują otwarcie się na działanie w przestrzeni rzeczywistości nieuzgodnionej czyli tej, gdzie bytują wszystkie możliwe warianty dla wszystkich, w tej właśnie chwili. Nie jestem w stanie opisać tego w paru słowach, bo panowie Bartlett i Zeland napisali o tym całe książki, zatem trzeba sięgnąć do rozszerzonej wiedzy na ten temat właśnie tam. Ale to jest właśnie dokładnie to, o czym napisałeś: “umysł jest tym, co odciąga, uniemożliwia przejście w stan inny od tego, który zna. Można powiedzieć, że umysł i jego myśli, inaczej nie potrafią.” Właśnie kluczem jest przekonanie samego siebie czy też swojego umysłu, że aby mogły wydarzać się rzeczy, których pożądamy, musimy przejść w stan inny od tego, który znamy, czyli musimy nauczyć się wchodzić w “rzeczywistość nieuzgodnioną”.

Tak, stosując falę udało mi się uzyskać zamierzone zmiany w moim życiu i codziennie osoby po kursach donoszą o takich zmianach w swojej przestrzeni lub tych, z którymi “pracują”.

Działa to po Twojej myśli, bo idzie za intencją. Jeśli ktoś miałby ochotę popróbować ze “złymi intencjami” to oczywiście może, ale znając pewne prawa wiadomo, że to, co się wysyła, wróci jak bumerang… 

[foto]

11. c.d. • autor: Mar Canela2013-05-07 13:22:44

Możesz mieć “poczucie ochrony” jeśli właśnie taka będzie Twoja intencja i zastosujesz falę z tą właśnie intencją. Jeśli nie – fala sama w sobie nie będzie dawać Ci żadnej ochrony, dopóki tak nie postanowisz. Wówczas nie tyle coś odczuwasz, jak raczej doświadczasz, że nie wnika do Twojej codzienności nic, co mogłoby Ci zagrozić. Jeśli miałyby być jakieś potencjalne zagrożenia – Ciebie tam po prostu nie będzie.

“Stać się jednością z obiektem swoich myśli” oznacza, że najpierw musimy za pomocą myśli określić, czego chcemy, wybrać intencję, a następnie “przestać aktywnie myśleć” czyli wypuścić intencję i przestać się nią zajmować, czyli właśnie zachować się tak, jakby to już nie istniało. Na poziomie energetycznym już jesteś z tym jednością, stałeś się, gdy myślałeś, bo wysłałeś intencję i wypuściłeś. Trudno się to opisuje słowami, bo “robiąc to” – dzieje się to wszystko bardzo szybko, trzeba się w to wczuć bardziej niż opisywać logicznie co po czym i dlaczego, ponieważ poprzez słowa gubimy sens tego, można pozornie dojść do sprzeczności, które nie występują w działaniu.

TO ma się nijak do naszej rzeczywistości, ponieważ w TYM zawarte są wszystkie, nieograniczone możliwości, których nie jesteśmy w stanie doświadczyć bez TEGO. TO daje narzędzie, aby móc wybierać “inne ja kwantowe” i przenosić je do rzeczywistości uzgodnionej, aby podróżować w czasie i wybierać na przykład siebie samego sprzed wydarzeń, które spowodowały określoną chorobę (Bartlett robi to z ludźmi stale, składa złamane kończyny, usuwa chroniczne bóle, itd.). Po prostu uczysz się wchodzenia w światy równoległe, w których istniejesz w innych okolicznościach i z których możesz wybierać te, które Ci pasują. I przenosisz je do rzeczywistości tu i teraz. 

[foto]

12. c.d. • autor: Mar Canela2013-05-07 13:23:41

Zaczynasz inaczej postrzegać fizyczną realność – to znaczy ja inaczej ją teraz postrzegam, każdy może mieć inne odczucia, piszę o tym, czego sama doświadczyłam i czego doświadczają inni, którzy też dzielą się swoimi przeżyciami. Kluczem jest właśnie to, o czym pisałam w tekście: poddać się, na ułamek sekundy wyjść z czasoprzestrzeni, aby odczuć, że ta tutaj nie jest ani jedyna, ani z góry ustalona, bo nasze życie to jedynie jeden z możliwych wariantów, którzy sami wybraliśmy i codziennie stwarzamy poprzez nasze myśli, przekonania i i dące za tym czyny. (Uprzedzam pytania, które często pojawiają się w tym kontekście: jaki wpływ na swoje życie mają dzieci głodujące w Afryce? Wchodzi tu prawo karmy. Jeśli ktoś urodził się w Afryce, to prawdopodobnie taka była jego wola przed urodzeniem, taki właśnie wybrał wariant z sobie wiadomych powodów.)

Nauczenie się wchodzenia w bezpośredni kontakt z Matrycą czy Polami otwiera nowe przestrzenie, pod warunkiem, że sami zejdziemy sobie z drogi, że przekonamy nasz racjonalny umysł, że to jest możliwe – a wtedy się staje. Niektóre moje doświadczenia są zbyt osobiste, aby je tu przytaczać, ale są też takie “zwykłe”, pomocne w codziennym życiu. Na przykład likwidacja zmęczenia i poczucia senności po nieprzespanej nocy: stajesz, robisz na sobie falę z taką właśnie intencją: “czuję się rześki, wypoczęty i wyspany”, pozwalasz przez chwilę, aby fala spłynęła i po zakończeniu tego krótkiego procesu, po “wyjściu” z fali stwierdzasz, że po zmęczeniu i senności nie został nawet ślad… 

[foto]

13. c.d. • autor: Mar Canela2013-05-07 13:45:11

Możesz pracować nad usunięciem lęków, fobii, kasować pamięć komórkową negatywnych wydarzeń, bo przecież pamięć nie siedzi w głowie, lecz jest w każdej komórce naszego ciała. Możesz co tylko zechcesz ? jedynie Twoja wyobraźnia jest Twoim ograniczeniem. No i dobrze jest oczywiście przy okazji nie wchodzić w konflikt z prawami wszechświata, nikomu nie szkodzić, ale to chyba jasne.

Czyli rzeczywistość, jaką teraz odbieram ? wyraźnie odczuwam jako jedną z wielu możliwych, a nie zdeterminowaną przez jakieś niezmienne przeznaczenie, na które nie mam wpływu, mam przekonanie, że jestem otoczona nieskończonym morzem możliwości, w których mogę wybierać i codziennie to praktykuję, aby "robić" to coraz lepiej i sprawniej, mam w sobie jakąś większą moc i radość, że naprawdę mogę sterować swoim życiem, przynajmniej na tyle, na ile pozwolą mi interakcje z innymi osobami na tym etapie przygotowania mojej świadomości, na jakim jestem. Dostajemy tylko tyle, na ile jesteśmy przygotowani i ani źdźbła więcej?

Nie wiem, czy w Polsce są już kursy, trzeba by poszperać w necie.

Tak, już po ukończeniu pierwszego stopnia można uczyć innych, a nawet organizować własne warsztaty ? jest to dozwolone, a nawet pożądane, aby jak najwięcej ludzi uczyło się tej "metody", choć nie jest to metoda, a sposób życia. Ale jak najbardziej trzeba się tego najpierw nauczyć.

Można nawet samodzielnie próbować po przeczytaniu książki Bartletta "Matryca energetyczna", ale łatwiej jest na kursie, bo wykładowca "podłącza" uczestników pod swój "serwer", pod swoje pole, w którym już wisi informacja, jak to robić ? dlatego wszystkim od razu się to udaje.

[foto]

14. Emocje. • autor: Mar Canela2013-05-08 23:17:50

Emocje odpowiadają tematowi, z którym pracujesz za pomocą fali. Jeśli Twoją intencją jest usunięcie z pamięci komórkowej wspomnień, które odczuwasz jako destrukcyjne, wówczas mogą pojawić się silne emocje, płacz, a nawet torsje (zdarzyło się tak na kursie, w którym uczestniczyłam - kobieta przeżyła raz jeszcze trumę urodzeniową, układając się na podłodze w pozycji embrionalnej, targały nią silne emocje, w końcu zaczęła wymiotować i płakać, a po zakończonym procesie poczuła się jak nowonarodzona).

Ale jest też wiele innych tematów w naszych życiach, które mogą nie wywoływać silnych emocji - jest to bardzo indywidualna kwestia.

 

To czy braknie szczegółów zależy od Ciebie.

 

Nie musisz się zgadzać. Ja się zgadzam, bo sprawdziłam to prawo na sobie.

 

Zostajesz podłączony pod "serwer nauki wchodzenia w Matrix", a nie w serwer prywatnego życia wykładowcy. Zatem oprogramowanie znasz. Ale zawsze udaje się to Tobie, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi. Jedynie masz do wyboru łatwiejszą drogę (na kursie) lub trudniejszą (z pomocą książki, bez nauczyciela obok).

[foto]

15. do kazika-t • autor: Mar Canela2013-05-09 11:58:14

Nie wchodź!

 

Masz takie a nie inne odczucia czy przekonania, zatem nie mnie je zmieniać.

Trzymaj się tego, co Ci się sprawdza.

[foto]

16. Kaziku, • autor: Mar Canela2013-05-10 13:37:02

nazewnictwo nie moje:

 

Boska Matryca - Gregg Braden

Matryca Energetyczna - Richard Bartlett

 

narażając Cię na jeszcze większe falowanie nazw wspomnę tylko, że wśród tych, którzy zajmują się tą tematyką, funkcjonuje jeszcze wiele innych określeń: umysł Boga, zupa kwantowa, nieskończona przestrzeń wariantów, pole informacji, Kronika Akaszy, superhologram, magazyn kosmiczny, wszechświadomość...

(btw, czy na samochód nie można powiedzieć "auto", a na ziemniaka "kartofel"?)

 

Świat nie "został napakowany ezoterycznymi cudami", one istnieją od zawsze, jak wszystko. To tylko my powoli unosimy rąbek kurtyny...

 

Mój tekst miał zasygnalizować temat, by osoby, które odczują zainteresowanie, same sięgnęły do obszerniejszych źródeł. Powtarzam raz jeszcze: nie jestem w stanie w paru słowach przekazać wiedzy zawartej w wielu książkach, publikacjach, odkryciach czy doświadczeniach tysięcy ludzi, którzy praktykują falę Matrix na co dzień.

 

Nie były dla mnie ważne nazwy czy opakowanie, a zawartość, dlatego pojechałam na kurs, aby sprawdzić, jak to, co panowie opisują w swoich książkach, ma się do rzeczywistości, jak teoria ma się do praktyki. I to opisałam. Pamiętaj, że jest to mój subiektywny odbiór, moje doświadczenie, moje osobiste spotkanie z Matrycą. Nikomu niczego nie narzucam, nie przekonuję, nie nakłaniam. Moje entuzjastyczne motto nie musi być Twoim, bo Ty masz inne programy w głowie niż ja, co widać po naszej rozmowie.

 

To nie Matryca sprawi to, że to, co wybierzesz i naładujesz intencją, a następnie zadziałasz, stanie się, ale Ty sam. W Matrycy to już jest, trzeba tylko po to sięgnąć. To zależy od Ciebie, a nie od Matrycy, a przede wszystkim od tego, na ile będziesz umiał znieść blokady w swoim umyśle i przenieść swój zamiar z rzeczywistości nieuzgodnionej do uzgodnionej. Bartlett to potrafi i uczy innych, dając świadectwo temu, że to, o czym pisze, nie jest fikcją - nie tylko dlatego, że potwierdzają to uczestnicy seminariów, lecz również fizycy kwantowi.

Jeśli jesteś jednym z tych, którzy powiadają, że "diabeł tkwi w szczegółach", to niech, skora taka Twoja wola. Ja diabła już dawno wyprosiłam ze swojego pola, a jego miejsce zajęły zupełnie inne wibracje.

 

Ja natomiast nadal będę wzmacniać moje życie afirmacją: "ja mogę - to łatwe - niech", bo takiego właśnie dokonałam wyboru  :)

17. moze ktos opisal... • autor: Nierozpoznany#80492014-03-11 20:52:57

moze ktos opisal by proces dwupunktu.bylem na warsztatach ale w domu nic mi nie wychodzi.nie wytlumaczono mi jak dochodzi do powstawania fali.nie widze sensu aby jeszcze raz placic kilkaset zlotych.to nie jest takie czyste dzialanie z serca jak sie mowi.to jest przede wszystkim biznes,duzy przemial ludzi,jest zainteresowanie jest i podaz,juz nie mowie o cenie seminarium.jak ktos zna temat to prosze opisac jak wywolac fale?prosze opisac punkt po punkcie jak to zrobic na sobie,mysle ze wielu byloby wdziecznych za bezinteresowna pomoc,wielu z nas moze pomoc to wyrwac sie z piekla zycia,w jakie sie uwiklali.

                                                                                                                  pozdrawiam
[foto]

18. Dwupunkt • autor: Mar Canela2014-05-03 22:07:54

jest  kwestią umowną. Mnie uczono wywoływania fali dokładnie w taki sam sposób, jaki pokazany jest na wyżej załączonym filmiku. Ważna jest intencja i intuicyjne odczucie jakichkolwiek dwóch punktów, które przyciągną nasze dłonie, nawet nie dotykając ciała. Po odczuciu ich momentem kulminacyjnym był przedłużony wydech, a zaraz po nim następowała fala. Na seminarium udaje się to wszystkim za pierwszym razem. Po seminarium często popełnianym błędem jest zbyt mocne skupianie się na wywoływaniu fali, zbyt mocne chcenie. To musi być zupełny luz: intencja, wyczucie punktów, wydech i... odpuszczamy, dajemy się ponieść. W ten sam sposób robimy falę na kimś, jak i na samym sobie. Technika dwupunktu jest dokładnie opisana przez Richarda Bartletta w "Matrycy energetycznej". Jednak w końcu podsumowuje on to tak: "Chodzi o to, że te punkty tak naprawdę nic nie znaczą poza tym, jakie znaczenie ty im przypisałeś. Czemu by ich nie zmyślić, żeby znaczyły, że tu jest jedna rzeczywistość, która przecina się i łączy z inną rzeczywistością, tworząc coś nowego i wspaniałego? Ponadto uszanuj własny, niepowtarzalny proces. Daj sobie spokój z myśleniem, czy dobrze to robisz. Przestań tak mocno się starać zrozumieć, jak to się dzieje i po prostu pozwól, żeby się działo".

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)