Śmierć dla Platona oznaczała lysis, odłączenie, i chorismos, rozdzielenie. Filozofię definiował on właśnie dlatego jako phaedros melete thanatou, praktykę i przygotowanie ku śmierci; wierzył on, iż dzięki tej wiedzy filozofom śmierć jest mniej straszna niż innym ludziom. Powiadano, iż pewien przyjaciel Platona, który przyszedł do jego łoża śmierci, poprosił go, aby ten streścił całą swoją filozofię w jednym prostym zdaniu. Platon miał na to odpowiedzieć: "Ucz się umierać!" [1]
Ścisły związek szamanów z umieraniem, śmiercią i życiem po śmierci, jak również ich techniki duchowe, które prowadzą ich na granicę życia i śmierci, czynią z nich wybitnych przedstawicieli owej platońskiej filozofii.
Ale i nowoczesna tanatologia nie odeszła daleko od tamtej istoty filozofii Platona. Chodzi o to, że od samego początku w badaniach tych wykryto charakterystyczną kolejność doświadczeń przyśmiertnych. Jak pokazują badania Osisa i Haraldssona, którzy porównywali przypadki z Indii i z Zachodu, w tych tak różnych kulturach ludzie umierający stykają się z podobnym przebiegiem doświadczeń towarzyszących śmierci.
Krzywa ewolucji, której szczytem są jazdy na tamten świat znane z pierwotnych kultur, nie została wprawdzie jeszcze przez nowoczesną naukę wyrysowana, jednakże etnologowie powinni czym prędzej przyswoić sobie rozróżniającą wiedzę o psychologii śmierci, następnie w swoich badaniach przejść od roli obserwatorów na pozycję prawdziwych partnerów w rozmowach, a także powinni przestać błędnie interpretować doświadczenia szamanów jako symboliczne kulturowe artefakty. Gdy tak się stanie, będziemy mieć do czynienia z rozkwitem nauki o śmierci.
W tym rozdziale chciałbym omówić typowe doświadczenia pośmiertne, w zgodzie z dotychczasowymi ustaleniami tanatologii - tak abyśmy mogli na ich tle lepiej zrozumieć podróże duszy [2] szamanów. 
Zanim świadomość umierającego uwolni się od ciała, wiele osób słyszy szczególny hałas, który opisywany bywa jako trzask lub szum, ale również jako cudownie harmonijne dźwięki. Pewien 28-letni mężczyzna, który w wiezieniu próbował popełnić samobójstwo, nagle usłyszał osobliwy hałas: "Usłyszałem to dzwonienie, głośne, głośne dzwonienie; i potem pojawiła się naokoło mnie czarna jama ze wszystkimi tymi świecącymi rzeczami i cudowna muzyka, najpiękniejsza muzyka, jaką kiedykolwiek słyszałem... Dzwonienie stało się jeszcze głośniejsze i przeszło w chorały, które odzywały się wszędzie wokół mnie. To było najpiękniejsze przeżycie, jestem przekonany, jakie kiedykolwiek miałem - byłem cały zanurzony w tym dźwięku, w najwspanialszym głosie, jaki kiedykolwiek słyszałem."
Po rozmaitych wrażeniach akustycznych umierająca osoba natychmiast odnajduje się w pewnym godnym uwagi położeniu: oto może obserwować własne ciało z zewnętrznego punktu widzenia. Czuje się pozbawiona ciężaru, unosi się w powietrzu pod sufitem, prześlizguje się, lata, przenika przez materialne przeszkody, a także słyszy i widzi wszystko, co dzieje się wokół jej ciała, a przy tym słowa "żywych" - na przykład lekarzy, którzy ją operują lub wręcz oświadczają, że nie żyje - w ogóle na niej nie robią wrażenia. Próbuje nawet przyłączyć się do nich, ale nikt na nią nie zwraca uwagi. Błyskawicznie przenosi się z jednego miejsca na drugie i ma poczucie bycia w stanie neutralnym co do czasu; przestrzeń i czas tracą dla niej sens. Wkrótce uświadamia sobie, że jednak posiada jakieś ciało, ale nie z twardej materii: to ciało raczej przejawia się jako mgła, chmura, dym, para lub pole siłowe. W tym pozacielesnym stanie częsty jest kontakt telepatyczny z innymi, przekraczanie granic materialnego świata.
Po hałasie lub niebiańskiej muzyce i po odłączeniu od ciała, umierające osoby czują się wciągane do ciemnego tunelu lub innej przestrzeni, w głąb jamy lub jaskini. Oto relacja 25-letniego mężczyzny po próbie samobójstwa: "Nagle straciłem poczucie, że posiadam ciało. Czułem się jako energia w kosmosie. Panowała zupełna ciemność, czułem, że gdzieś pędzę, jakbym leciał w strone jednego miejsca, które było ciemne jak smoła. To wciągało mnie, wciągało, wciągało."
Często występuje w mitach , ale także w przeżyciach transpersonalnych, motyw granicy, przeszkody. Zapewne najbardziej znaną formą linii oddzielającej "ten świat" od "tamtego" jest rzeka; inne to kłęby mgły, wody, płoty, bramy. Bezcielesna świadomość musi pokonać te granice.
Po przelocie poprzez tunel lub ciemność, na końcu tej drogi pojawia się jasne światło. Objęta tym światłem, umierająca osoba doświadcza uczucia miłości i zrozumienia, a także znika wszelkie poczucie winy wobec życia. To światło posiada cechy niemal osobowe, a spotkanie z nim jest najważniejszym doświadczeniem w tym stanie i prowadzi do pełnej duchowej przemiany człowieka. W tym blasku człowiek rozpoznaje świetliste istoty oraz znajomych zmarłych. Niektórzy spotykają w tym świetle także istoty służące im ochroną [3] lub duchowych pomocników. Gdy z tego światła dochodzi głos, osoba nie odbiera go akustycznie, lecz jakby w centrum swojej świadomości. Wygląd owych istot może być bezkształtny, albo przybierają one postać ludzi lub też przypominają duchy - tak jak się je w rozpowszechniony sposób wyobraża. Pewna osoba tak opisuje taką postać, którą uznała za swego zmarłego dziadka: "Zobaczyłem szaty jakby z jedwabiu, postaci nieomal płynne, właściwie nieuchwytne, ale mimo to posiadały one pewną gęstość. Oni byli z innej materii, bardzo, bardzo lekkiej, delikatnej, ale mimo to mocnej. Oni śpiewali..."
Niektóre osoby opowiadają o napotkanych tam ludziach lub istotach, które znajdują się w godnym pożałowania stanie: chociaż umarli, nadal uwikłani są w pożądania i materialne funkcje ziemskiego świata. Jedni badacze, jak np. Charles Garfield, klasyfikowali takie przypadki jako motywy wizji piekielnych,
podczas gdy inni autorzy nie wyróżniali takich stanów.
Często dochodzi - również tam, gdzie typowe motywy tamtego świata nie pojawiają się - do retrospektywy życia. To zjawisko występuje zazwyczaj w związku ze spotkaniami z istotami z tamtej strony. Umierającej osobie przedstawiony zostaje ogląd całego jej życia, postrzega ona wszystkie etapy swej życiowej drogi naraz albo w błyskawicznym ciągu jeden po drugim. Tę retrospektywę życia wielu odbiera jako pewnego rodzaju sąd, gdyż świetliste istoty podkreślają przy tym, jak wielkie znaczenie ma w życiu miłość i poszukiwanie mądrości, a także jak ważnym jest, jaki wpływ czyny człowieka wywarły na innych. Doświadczając tego, osoba od razu wie, co w życiu uczyniła właściwego lub niewłaściwego. Platon opowiada o znakach, które na tym sądzie dusz zostają przydane duszom, po których można rozpoznać, co która uczyniła w życiu. Tybetańska Księga Umarłych w podobny sposób mówi o zwierciadle karmy.
Następnie osoba będąca w tym stanie wkracza w świat pełen jaskrawych kolorów i złotego światła; znajduje się pośród krajobrazu z cudownymi kwiatami. Ci, którzy stamtąd wrócili, opisują, iż przebywali w świecie, w którym teraźniejszość, przeszłość i przyszłość istnieją równocześnie, a bycie w tym świecie równa się oświeceniu. Wielu miało poczucie, iż w tym stanie w niepojęty sposób dysponowali pełnią całej możliwej wiedzy. Będąc świadomymi tego, niewielu z nich miało chęć wracać do normalnego świata. Jeden z odesłanych z powrotem opowiadał Raymondowi Moody'emu: To było jak jakaś błyskawica wszechwiedzy, wiedzy o wszystkim, co od prapoczątku kiedykolwiek się wydarzyło i co zawsze po wieczność dalej będzie, to było tak, jakbym w jednej sekundzie zrozumiał wszystkie tajemnice wszystkich czasów, wszystkie zagadki wszechświata, gwiazd, księżyca - po prostu wszystko.
Kolejny motyw, z którym wciąż spotykamy się w takich relacjach, to szczególny scenariusz powrotu do ciała. Istoty z tamtej strony towarzyszące danej osobie prowadzą ją najpierw do innej, jakby wyżej postawionej istoty, która zarządza powrót, jako że czas zainteresowanego jeszcze nie minął. Istoty z tamtego świata odprowadzają wtedy go z powrotem, i następną rzeczą, jaką on sobie uświadamia, jest nagłe przebudzenie się w łóżku lub w szpitalu. Po udanej reanimacji wiele osób czuło złość do lekarzy, którzy wbrew ich woli swymi zabiegami przywrócili ich do życia.
Skutkiem doświadczenia stanów bliskich śmierci często jest radykalna zmiana całokształtu życia. Ludzie, którzy to przeżyli, rozwijają zainteresowania filozoficzne, zajmują się kwestiami religijnymi i wielką role w ich życiu zaczynają odgrywać humanistyczne wartości i cele. Silniej przeżywają istnienie tu i teraz; w ogóle można mówić o intensyfikacji ich bytu. Według obserwacji, które prowadził Kenneth Ring, 60% odesłanych zmieniło swoje życie, 43% twierdziło, iż doświadczenie to było najważniejsze w całym ich życiu, 89% chętnie by je powtórzyło.
Jak się wydaje, przeżycie stanów bliskich śmierci związane jest z psychicznym odrodzeniem, z afirmacją ludzkiej egzystencji. Poprzez przeżycie śmierci klinicznej większość osób rozwinęła nowe wyobrażenie o tym, czym jest umieranie, pozbyli się oni także leku przed śmiercią i zyskali pozytywne nastawienie wobec ludzkiego bytu i losu.
Także dla szamana doświadczenie bliskie śmierci oznacza przemianę, z której powraca on przynosząc zagadki, objawienia i przesłania od umarłych. Dla wielu z nich podróż w górę do nieba lub w dół do świata podziemnego jest centralnym doświadczeniem inicjacyjnym, z którego wychodzą jako przemienieni, jako ci, którzy na drogę otrzymali szczególne moce od istot z tamtego świata.
Krytyka fenomenologii stanów przyśmiertnych, którą tu krótko omówimy, idzie w dwóch kierunkach. Pierwszy z nich bierze się z lęku przed spirytyzmem w naukowym przebraniu i obiecuje wyjaśnić omawiane zjawiska na gruncie medycznym, na bazie fizjologii i biologii mózgu. Drugie podejście stosuje ponadto przestarzałe pojęcie halucynacji.
Ronald Siegel uważa, iż doświadczenia przyśmiertne odzwierciedlają wewnętrzną budowę mózgu, a efekt tunelu i retrospektywa życia są własnym wytworem mózgu. Często zdarza się, że zablokowane treści pamięci są uwalniane przez środki psychoaktywne, przez traumatyczne przeżycia lub elektryczną stymulację mózgu; w tym sensie można wyjaśnić choćby panoramiczny ogląd całego życia. Efekt hałasów i muzyki Siegel tłumaczy tym, że podczas operacji pod anestezją informacje sensoryczne nadal docierają do mózgu. Wrażenia światła wyjaśnia on jako pobudzenie centralnego układu nerwowego, które imituje percepcję światła.
Inni badacze interpretują wrażenia światła jako skutek niedotlenienia wzrokowych ośrodków kory mózgowej.
Poglądy te można odeprzeć tak, jak czyni to Moody, który zauważa, iż doświadczenia tunelu i słyszenie hałasów występują nie tylko u pacjentów poddanych narkozie, ale również we wszystkich innych sytuacjach bliskich śmierci, jakie miały miejsce niekoniecznie podczas operacji. Zjawisko słyszenia hałasu porównywano do halucynacji słuchowych, które w epilepsji płatów skroniowych zapowiadają atak; zdarza się też, że ci pacjenci mają zdolność panoramicznego przypominania sobie zdarzeń z przeszłości. Przeżycia bliskie śmierci, o których donoszą wymieniani wcześniej autorzy, występują jednakowoż nie u schizofreników, lecz przy u ludzi w pełni normalnych, przypadkowo tylko dotkniętych wypadkiem lub chorobą.
W ogóle problem nie polega na tym, czy w przypadku doświadczeń bliskich śmierci mamy do czynienia z toksyczną psychozą, z niedotlenieniem mózgu, epilepsją czy skutkami narkozy, czy też - w myśl przeciwnego poglądu - chodzi tu o czysto psychiczne przeżycia mające aspekt duchowy i integrujący psychikę. W dalszym ciągu tej książki dowiemy się, przy pomocy jakich środków fizjologicznych szamani wyprawiają się świadomie w pobliże śmierci [4] i przekonamy się, że obie wymienione wyżej strony zjawiska niekoniecznie muszą się wzajemnie wykluczać. Przerwa w dopływie krwi i tlenu do mózgu, warunki przypominające narkozę i stany transowe podobne do psychotycznego napadu należą do repertuaru szamańskiej psychotechniki - tak samo jak wywoływanie strachu, stresu, szoku i sytuacji faktycznie bliskich śmierci. Jest raczej tak, że powinniśmy na nowo zdefiniować zdolność zmieniania świadomości, jaka kryje się w epilepsji, psychozie i narkozie; tkwią w nich transpersonalne rezerwy świadomości, do które warto by było zyskać dostęp.
To, czy uznamy psychiczne zjawiska tylko za halucynacje, jak chce nastawienie neuropsychologiczne, czy też będziemy je pojmować transpersonalnie lub spirytystycznie, nie ma znaczenia [5] dla pozytywnych egzystencjalnych następstw tych przeżyć. Nastawienie neuropsychologiczne ignoruje psychiczną rzeczywistość, a użycie pojęcia halucynacja zaprzecza realności takich doświadczeń i uznaje je za coś patologicznego. Teoria transpersonalna, przeciwnie, kieruje się poglądem, iż w obszarze tych zjawisk najowocniejsze jest podejście heurystyczne i praktyczne. Staje ona po stronie tych, którzy doświadczyli owych zjawisk, pomaga im zintegrować ich własne przeżycia, a także ukazuje pewien nieznany dotąd potencjał świadomości, na który właśnie przeżycia bliskie śmierci rzucają pierwsze światło.
(tłumaczył W.J., 31.10, 8.11.2003)
Przypisy tłumacza
[1] Niem. Übe zu sterben. Nie wiem, jak to brzmiało po grecku.
[2] Die Seelenreisen.
[3] Die Schutzwesen - co można rozumieć także jako "duchowych strażników" lub "opiekunów".
[4] Oryg. niem: in Todesnähe
[5] Oryg. niem: bleibt ... irrelevant
[6] Znaczkiem
oznaczam miejsca, gdzie w książce Kalweita są odnośniki, których nie przepisuję, bo odsyłają do literatury i tak w Polsce niedostępnej.
Holger Kalweit jest etnopsychologiem, ur. 1947. Książkę "Die Welt der Schamanen" napisał w r. 1984. Istnieje angielski przekład.
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj