Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 maja 2016

Pati Parvati Becker

Wetiko - niewidzialne pasożyty
O energetycznych pasożytach, objawy choroby duchowej i co z tym zrobić

Indianie z plemienia Cree nazywają je Wetiko - czyli energetyczne pasożyty, niewidzialne psychiczne tasiemce, gadziny. Po czym je poznać? Nie jest to trudne, choć może być ciężkie do wytępienia. Przede wszystkim ich zadaniem jest przetrwać, zatem pobierają energię z naszego ciała – czujemy się źle, ociężale, ospale, mamy napady złości, gniewu, dręczą nas uzależnienia i złe nawyki, ciało staje się chorowite, boli kręgosłup, głowa, rano czujemy się jakbyśmy noc wcześniej wypili butelkę wódki, choć nie braliśmy alkoholu do ust! Oczy tracą blask! Najchętniej odżywiają się naszym strachem, podsyłają wyczerpujące sny, podkopują nasze poczucie wartości, dręczą w postaci wewnętrznego dialogu. Nie cierpią emocji miłości (zwłaszcza własnej), za to chętnie czerpią ze strachu i smutku!

Jako że w naszej trójwymiarowej rzeczywistości to, co energetyczne, posiada odpowiednik w formie fizycznej, Wetiko może się zamanifestować w postaci różnych pasożytów w naszym ciele. Dokarmiamy je toksynami, złą dietą, chemią, przetworzonymi produktami i mięsem z uboju, gdzie zwierzę odczuwało wysoki poziom strachu, a także negatywnymi emocjami.

W takiej sytuacji konieczne jest zrobienie porządków! Mądre jedzenie i mądre głodówki to dobry pomysł, ale jeśli już coś w nas siedzi, to co dalej? Z prostszych sposobów można okadzać siebie i dom – szałwia, piołun i bursztyn są bardzo po-mocne! Po godzinnym okadzaniu ilość patogenów (wszystko to, co wywołuje w nas choroby) i bakterii redukuje się w powietrzu o 97%!

Można stosować saunę, a jeszcze lepiej szałas potów (ale tylko pod okiem wytrawnego szamana!).

Wszelkie szamańskie rytuały, podczas których uaktywniają się wewnętrzne głosy, pozwalają na dobranie się do Wetiko i pozbycie się ich, tak długo, jak nosiciel jest skłonny w ogóle się z nimi pożegnać. A zdarza się, że nie zawsze chce.

Genialność świętej rośliny Ayahuaski polega właśnie na tym, że za jednym zamachem ułatwia nam pozbycie się zarówno pasożyta energetycznego, jak i wszystkiego, co zalega w naszym organizmie, a co wspiera jego egzystencję. Stąd kibel u szamanów cieszy się ogromną popularnością. Dla niektórych puszczanie pawia to nawet główny gwóźdź programu, choć częstotliwość i efekty specjalne są u każdego inne i niekoniecznie nieprzyjemne. Jeden z moich przyjaciół obżarł się miodu w trakcie ceremonii i wymiotował „lemoniadką” – jak to rozmarzony wspominał. Ayahuasca doprowadza do sterylności naszego organizmu na tyle, na ile to możliwe. Jest to niezbędna operacja – pozwala na dogrzebanie się do niefizycznych bytów.

Duchowy pasożyt wysysa energie życiowe, obżera się naszą złością, smutkiem, desperacją, a szczególnie brakiem miłości. W gorszym przypadku doprowadza do poważnych chorób, nałogów, depresji, perwersji czy ślepej żądzy posiadania, ostatecznie do śmierci. Jest obecny w naszych myślach i w momencie wyrywania go z ciała fizycznego, bo tak to można określić najlepiej, odnosi się wrażenie, że uśmiercamy siebie samych, że popełniamy samobójstwo. Jego diabelska inteligencja polega na tym, że jak kameleon, przybiera on postać nas samych. Zatem mamy wrażenie, że gdy słyszymy wszelkie obelgi i ciężkiego kalibru oskarżenia kierowane pod własnym adresem, jest to po prostu głos naszej intuicji, naszego wewnętrznego kompasu moralnego. Zmyłka. Jeśli w słowach tych nie zawiera się ziarno miłości i współczucia dla siebie, to nie jest to nasz głos! Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Cisza wewnętrzna, jakiej niektórzy doświadczają po powrocie z ceremonii, spokój w głowie, brak wewnętrznego dialogu, to efekt pozbycia się intruza. Problem w tym, że te pasożyty mają zdolność do manipulacji nami tak, aby zależało nam na trzymaniu ich przy życiu. Wspomagają nasze talenty, przyczyniają się do sukcesów naukowych, obdarowują charyzmą, ułatwiają zarabianie dużej kasy, objawiają się w najprzeróżniejszych aspektach naszego życia. Spotkałam się z poglądem, że nosiciele stają się wybitni w swoich dziedzinach właśnie dzięki obecności co inteligentniejszych pasożytów. Nie dajmy się jednak zwieść – to tylko jedna z ich sztuczek. Pasożyt niczego nie daje od siebie, jest dobry w braniu i świetny w manipulowaniu, ale to my rodzimy się z predyspozycjami i talentami. On je tylko wykorzystuje, ewentualnie pomaga im „wypłynąć na powierzchnię”, biorąc w zamian haracz. Nie tylko złe nawyki wspomagają ich rozwój, ale również, i może przede wszystkim, poddawanie się duchowym kompromisom, poświęcanie własnych ideałów, manipulowanie innymi i pozwalanie na bycie manipulowanym.

Kolejną złą wiadomością jest to, że tych obłudnych chochlików jest pełno wszędzie i jednorazowe pozbycie się ich nie wystarcza. Tu potrzebna jest higiena duszy trwająca całe życie. Dobrą wiadomością jest to, że z czasem jest nam coraz łatwiej wyłapywać ich obecność, posługując się doświadczeniem, intuicją i najsilniejszą bronią we wszechświecie – miłością własną!

Osobiście doświadczyłam już kilku różnorodnych wetiko (szaman sobie musi poeksperymentować, nie?), w tym jednego o tak spektakularnym działaniu, że gdyby nie szamańska ingerencja, groziła mi ciężka choroba.

Pierwsze oczyszczanie z energetycznych pasożytów było trudne. Była to moja druga ceremonia Ayahuaski. W moim ciele siedziały sobie takie dwie paskudy, natrętne i wielce przebiegłe. Jedna miała na imię Zwątpienie, druga Pokrętna Logika. Gdy walczyłam z nimi i chciałam koniecznie się ich pozbyć, pierwsza mówiła: „to się nie uda”, druga tłumaczyła: „bo statystycznie nie masz szans”. Ich siła perswazji była olbrzymia. Kłapały mi krokodylimi paszczami do ucha na przemian, wyolbrzymiając moje słabości i doprowadzając do zwątpienia we własne siły.  Mordowałam się z nimi długo, aż wreszcie przestałam walczyć. W ogóle przestałam się nimi zajmować, bo Aya brała mnie już w inne tematy i nie miałam siły dłużej tak się męczyć. I to właśnie było idealnym remedium. Tak długo, jak walczyłam z pasożytami, karmiłam je swoją uwagą, tak długo siedziały jak u Pana Boga za piecem. 

Zatem lekcja pierwsza brzmi: nie karm ich swoją uwagą. Nie negocjuj. Powiedz im, że mają się wynosić i zajmij się czymś innym.

Drugi wybitnie złośliwy pasożyt, jaki się u mnie zadekował, miał władzę nad moją radością życia i odbierał mi wszelką chęć do działania, a byłam w takiej sytuacji życiowej, że właśnie zmian i siły do ich wdrażania bardzo potrzebowałam. To był taki sleeper – bo uaktywniał się od czasu do czasu, gdy sprzyjały okoliczności. Był to obślizgły obrzydliwy pluskwiak z małymi czerwonymi oczkami i obleśnymi czułkami. Podczas próby zwrócenia go w kibelku, zaklinował się w karku, powodując okropny ból fizyczny w tym miejscu. Gdy zorientował się, że go namierzyłam, zaczął negocjacje: chciał  mi ofiarować umiejętność prekognicji, wyczuwania niebezpieczeństw, podwyższonej intuicji, w zamian za pozostawienie go w ciele. Przekonywał mnie, że nie możemy bez siebie żyć, że jest moim symbiontem i bez niego nie poradzę sobie. Tłumaczył, że jesteśmy dla siebie stworzeni i bez niego będę tylko szarą, małą, nic nieznaczącą dziewczynką. Z nim mogę być potężna, mądra i piękna. Pojechał po moim Ego i uwierzyłam mu. Naprawdę mu uwierzyłam! Gdyby nie interwencja Szamana, chyba zostawiłabym go w spokoju i pozwoliła na dalszą dewastację. Żegnałam się z nim jak z najlepszym przyjacielem. Dopiero gdy odszedł, zdałam sobie sprawę z jego okrucieństwa i podłości! Usunięcie go odblokowało tak ogromne pokłady miłości, że przeżyłam tej nocy przepiękne oświecenie serca.

Po powrocie do domu zauważyłam, że po pasożycie została we mnie pewna wyrwa. Pozbycie się Pluskwiaka usunęło mój zapał do tak ważnego dla mnie procesu twórczego i wszelkiej kreatywności. Byłam tym faktem załamana, bo pomyślałam sobie, że w takim wypadku talent nigdy nie należał do mnie, skoro teraz nic a nic z siebie nie mogę wykrzesać. Zabrał go skurczybyk do grobu! Zignorowałam jednak te myśli i po kilku tygodniach powróciłam do pracy twórczej. Po prostu potrzebowałam czasu na regenerację i jak widać pasożyt wcale nie był mi potrzebny.

Lekcja Druga: Pasożyt niczego nie daje od siebie, ale może sprawić wrażenie, że tak jest. Nie wierz w to. Pozbądź się go raz i na zawsze. Nie stracisz niczego, co jest dla ciebie dobre!

Trzeciego i najbardziej spektakularnego ataku energetycznego pasożyta doświadczyłam niespełna rok temu. Byłam w świetnej formie. Tryskałam energią, siłą witalną, pomysłowością. Jak jakiś Herkules, brałam wszelkie problemy, stres i wyzwania na duchową klatę, przekuwając je w silne morale, odwagę i uśmiech. W moim życiu pojawiały się rzeczy, osoby i sytuacje, które spektakularnie wzbogacały mnie duchowo. I wtedy właśnie to zrobiłam. Wywołałam wilka z lasu. Pamiętam dokładnie ten moment, było to słoneczne sierpniowe popołudnie gdy powiedziałam do siebie: „jest tak wspaniale, że chyba nie ma takiej siły we Wszechświecie, która mogłaby to zmienić!” Od razu pożałowałam tej myśli, i właściwie natychmiast poczułam że coś się ze mną dzieje. I „to” nie było dobre.

Przez ponad trzy miesiące od tego momentu obserwowałam u siebie drastyczną degradację sił witalnych i mentalnych. Zaczęły nawiedzać mnie okropne „przeczucia”, sny o zagładzie, strach przed śmiercią w wyniku jakiejś katastrofy. Mój kręgosłup i stawy chrupały, czułam się tak, jak gdyby mój układ szkieletowy miał się zaraz rozlecieć. Nie mogłam się wyrwać ze złych przeczuć, z marazmu. Próbowałam się zrestartować, ale jak w samochodzie, któremu siadł akumulator, kręciłam kluczykiem bez efektów.

Miałam przecież doświadczenie z pasożytami energetycznymi, ale jednak coś mi tu nie grało. To coś nie było we mnie, a jeśli nie było w moim wnętrzu, to jak się miałam tego pozbyć? Znikome przeczucia co do natury problemu zagłuszał coraz głośniejszy szum w głowie. I nie było to trajkotanie jak tamtych krokodylków, i nie była to wredna pluskwa negocjująca swe miejsce w moim świecie. Nie wiedziałam, co to było.

Pojechałam na Ceremonię. Był koniec listopada. Umęczona ległam na kocach. Zaczęło się od bólu głowy. Ale to nie był tylko ból. Rozrywało mi czaszkę, miałam uczucie, że do mojego mózgu podłączone są rurki, przez które sączy się moja energia życiowa, których drugi koniec sięgał gdzieś hen w kosmosie. Zdumiona zdałam sobie sprawę, że tak właśnie jest. Całe moje ciało, mój kręgosłup, brzuch, kolana, były poprzetykane niewidzialnymi rurkami podłączonymi do jakieś machinerii, która wysysała ze mnie wszystko co się dało. Byłam żywicielem jakiegoś kosmicznego monstrum, które potrzebowało mojego strachu i desperacji, podsycanych okropnymi snami, lękami i trwogą o przyszłość.

Szamanka przyszła i czuję, jak wypina ze mnie te rurki. A więc ona też je widzi – poczułam ulgę. Operacja była bardzo bolesna. Miałam uczucie, że to coś jest ze mną zrośnięte, że bez najmniejszego znieczulenia Aldonka pracowicie usuwa ze mnie całe to ustrojstwo. Byłam wykończona, leżałam w boleściach.

Od czasu Ceremonii minęło wiele miesięcy. Mój układ szkieletowy powoli dochodzi do siebie, choć mam wrażenie, że może zawsze będzie już taki „chrupiący”. Moja równowaga psychiczna jest OK. Nie mogę powiedzieć, że tryskam taką szczęśliwością jak przed rokiem, ale odnalazłam balans w emocjach i nie folguję energii, nawet gdyby była to energia najwyższej radości. Pasożyt-Ustrojstwo przyszedł, bo sama go zaprosiłam (zresztą absolutnie nic we Wszechświecie nie dzieje się bez naszej woli i każdy pasożyt jest w nas, bo tak chcemy).

Większość Wetiko pochodzi stąd – łapiemy je w pracy, od rodziny, gdy szalejemy w gniewie lub tkwimy w stagnacji. Tamto coś nie było stąd. Była to pozaziemska w pełni zmechanizowana jednostka nieorganiczna.:) I jest tego ustrojstwa tam w Kosmosie na pęczki. Gdybym była słabsza psychicznie, sytuacja w jakiej się znalazłam mogłaby doprowadzić do schizofrenii lub śmierci. Rdzenni szamani zamykają ludzi opętanych (schizofreników) w szałasach czy lepiankach bez dostępu do światła. Siedzą tam co najmniej 3 dni, w zależności od stadium choroby, aż do wyzdrowienia. Dokładnie taki „przepis” dostałam od Ayahuaski. Ustrojstwo niekarmione światem zewnętrznym, lecz pozostawione sam na sam ze swoją ofiarą, samo się usuwa. Doświadczenie jakie zdobyłam poprzez kontakt z tym pozaziemskim pasożytem wzbogaciło moją wiedzę i rozumienie wielu chorób, zresztą po totalnym oczyszczeniu się z Ustrojstwa przyszło wiele pięknych i mądrych chwil.

Lekcja trzecia: Dbaj o równowagę w emocjach, nie folguj skrajnym energiom, bez względu czy jest to żałoba, czy ekstaza radości, i nie wywołuj wilka z kosmicznego lasu! Never!


Pati Parvati Becker
Raleigh, Północna Karolina


Korekta przez: Radek Ziemic (2016-05-14)


komentarze

[foto]

1. Wspaniały wykład! • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-13 19:41:41

Teraz wiemy, dlaczego coś jest u nas nie tak.:)
[foto]

2. Światowa epidemia wetiko, Paul Levy • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-14 10:03:16

O ludzkości dręczonej powszechną epidemią wetiko pisze Paul Levy w Reality Sandwich: The Greatest Epidemic Sickness Known to Humanity. Pisze tam:
malignant egophrenia /.../ calling it "wetiko," a Cree term which refers to a diabolically wicked person or spirit who terrorizes others.
"złośliwa egofrenia ... nazywana wetiko, słowo z języka Kri które oznacza diabolicznie podłą osobę lub ducha, która/który terroryzuje innych."

Levy wydaje się być ciekawym autorem, tu spis jego artykułów na jego stronie: www.awakeninthedream.com/articles/
[foto]

3. Mam Jego książkę... • autor: Pati Parvati Becker2016-05-14 12:24:20

Mam Jego książkę Dispelling Wetiko, co ciekawe ze słowem wstępnym od Stinga :)

4. Przebudzenie • autor: Nierozpoznany#95182016-05-16 09:37:23

Mnie pomogła książka Anthony’ego De Mello - "Przebudzenie"linka:http://www.astro.eco.pl/astro2/przebudzenie.html

5. Pati, wspaniały artykuł!!!... • autor: Nierozpoznany#33392016-05-16 21:22:53

Pati, wspaniały artykuł!!!
[foto]

6. O! Tak • autor: Piotr Jaczewski2016-05-16 22:34:18

gdy tylko ludzkość czy nawet jeden człek pozbędziecie się pasożytów wytrącających z równowagi, będzie oazą kosmicznej harmonii, prawdziwą perłową-diamentowym ultra uduchowionym pożądanym i poukładanym pępkiem wszechświata. Żył będzie taką kosmiczną szczęśliwą rzycią z panpsychicznym vibratto..
[foto]

7. Te ulgi o... • autor: Franek2016-05-19 22:14:54

Te ulgi o których piszesz nie są przypadkiem spowodowane odurzeniem prze ayahuasce. Mimo wszystko nadal jest to narkotyk, a narkotyki mają tendencję do znieczulania a nie usuwania przyczyn. Ja szamanem nie jestem ale z tego co mi wiadomo tych pasożytów nie usuwa się od tak po wypiciu cudownego napoju. 

8. aaa • autor: Nierozpoznany#82112016-05-20 17:13:19

". Gdy walczyłam z nimi i chciałam koniecznie się ich pozbyć, pierwsza mówiła: „to się nie uda”, druga tłumaczyła: „bo statystycznie nie masz szans”."Hahahahaha. :D
[foto]

9. Dobre pytanie, bo... • autor: Pati Parvati Becker2016-05-20 18:46:40

Dobre pytanie, bo sprawa rzeczywiście nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mamy do czynienia z pasożytami energetycznymi, a więc nie do końca można to zobaczyć i udowodnić. Jak zauważył pan Jóźwiak, szeroko na temat pisze Paul Levy i jest to literatura dogłębnie badająca to zjawisko. Z drugiej piszę o pasożytach "zwykłych" takich jak drożdzaki na przykład. Ayahuasca nie jest "znieczulaczem", ulga po oczyszczeniu jest długoterminowa, często obserwowana znacznie później niż w trakcie działania napoju. A więc Aya to nie narkotyk pod wpływem którego na tę daną chwilę jest lepiej. Wprost przeciwnie. Po wypiciu wódki masz pan stan odużenia, nawet po jednym kielonku. Po wypicu ayahuasci może sie absolutnie nic nie zadziać, bo to nie jest napój wyskokowy.
Ayahuaskę pije się aby sobie przypomnieć, nie żeby zapomnieć :)
Usuwanie pasożytów jak pisałam jest nieodłączną częścią ceremonii Ayahuaski, roślina ta ma działanie oczyszczająco / przeszczyszające i tak po prostu jest. Czy wywala wszystko co w nas siedzi? Potrzebne by były badania naukowe aby potwierdzić, ale na podstawie moich doświadczeń oczyszcza znacząco z tych widzialnych i niewidzialnych świństw które najbardziej zatruwają nam życie.



 

10. Franek, błądzisz ... • autor: Nierozpoznany#33392016-05-27 15:19:06


Nie wolno nam mylić ayahuaski ani innych roślinnych środków psychoaktywnych z narkotykami. Czynią to bowiem moherowe berety na życzenie mainstreamowych mediów. Zmyłka ta jest celowa, byśmy mieli opinię publiczną przeciwko sobie.  Tymczasem ...
BADANIA NAUKOWE.dowiodły, że ludzie, pijący ayahuaskę raz na 2 tygodnie przez 10 lat posiadają znacznie lepszą pamięć i koncentrację niż starzejący się rówieśnicy.  Są wolni od nałogów i pozostają sprawni umysłowo do późnej starości. Z reguły mają też właściwą swojej konstrukcji wagę ciała, dobre zdrowie i kondycję. Świadomie kreują swój los i nigdy - PRZENIGDY - nie obserwują u siebie objawów, z jakimi borykają się narkomani. Zawarte w napoju składniki organizm rozkłada b. szybko i - jak wszystko, co sam produkuje - usuwa nadmiar z łatwością.
Prace naukowe na temat nieszkodliwości ayahuaski i dobroczynnego wpływu profesjonalnych ceremonii, patrz:   http://ayahuasca.net.pl/o-ayi/badania-naukowe.html

11. @A.Mironski • autor: Nierozpoznany#95602016-05-27 16:38:57

Pojawia się coraz więcej raportów na temat występowania problemów psychicznych u osób pijących ayahuaskę. Próbowałem wkleić tu kilka linków na ten temat, niestety opcja "add link" nie działa mi poprawnie, albo nie potrafię jej użyć. Ograniczę się więc do prośby o większą ostrożność w prowadzeniu kampanii reklamowych.  

12. To nie jest... • autor: Nierozpoznany#33392016-05-27 18:57:43

To nie jest kampania reklamowa, a fakty.
Co do nie wklejonych linków - z góry wiem, że nie ma żadnych badań nad  przypadkami problemów psychicznych i nie wiadomo, co tak naprawdę je wywołało. Prasa  i tv tendencyjnie podchwytują temat, aż wstyd ich cytować.
 Zapewne dotyczą historii, opisanych przeze mnie w Zagrożeniach. Patrz: http://ayahuasca.net.pl/zagro%C5%BCenia.html - Bo sama zalecam daleko posuniętą ostrożność. 

 Wprowadzę jednak ważną zmianę: chodzi bowiem o spożywanie ayahuaski NA PROFESJONALNYCH CEREMONIACH.   Badania naukowe prowadzone były wyłącznie z ludźmi, którzy pili napój pod czujnym okiem fachowców  i w rozsądnych, umiejętnie podawanych dawkach. 
[foto]

13. reklama • autor: Pati Parvati Becker2016-05-27 19:11:57

 Prowadzona przez prawdziwego szamana Ceremonia Ayahuaski prowadzi najczęściej do uzdrowienia. Ale ja wiem, gryzie często to że "ci" szamani to nie ciemnoskórzy buszmeni czy czerwonoskórzy indianie. nie latają na golasa i nie mają pióropuszy. Tylko są "nasi". A to "nas" z jakegoś powodu wkurza!
zajadłość, płycizna myślowa tudzież bezpodstawny upór jest częstą oznaką .... pasożyta energetycznego. 
kto u siebie takież emocje odczuwa, mógłby pokusić się o ceremonię Ayahuaski, ale panu nie mogę polecić. To by była ...reklama.

14. @Pati Parvati Becker • autor: Nierozpoznany#95602016-05-27 20:53:24

Pani Pati, nie wiem co "was" wkurza i z jakiego powodu. Mój wpis był adresowany do pani Aldony i dotyczył jej -moim zdaniem- zbyt jednostronnego gloryfikowania Ayahuaski. Kolor skóry i pochodzenie etniczne szamana są mi zupełnie obojętne. Martwią mnie za to: niefrasobliwie łatwy dostęp do Ayahuaski, brak screeningu przed ceremoniami (może z wyjątkiem sprawdzenia płynności finansowej klienta), brak rzeczywistego wsparcia po ceremoniach, podawanie Ayahuaski przypadkowym, niezintegrowanym i nazbyt licznym grupom, oraz tworzenie mody na "przygodę z Ayą", przez umieszczanie wyidealizowanych treści na stronach internetowych ayahuaskowych ośrodków. Odnoszę się do znanych mi faktów, które nie są tak optymistyczne, jak chcieliby to widzieć niektórzy entuzjaści tego rodzaju doświadczeń. Pani refleksje o zajadłości, płyciźnie myślowej i bezpodstawnym uporze proszę zadedykować osobom, które popełniły samobójstwa bądź popadły w ostrą psychozę po ceremoniach Ayahuaski.   

15. Panie Darku • autor: Nierozpoznany#33392016-05-28 12:06:58

Panie Darku

-  Niefrasobliwie łatwy dostęp do Ayahuaski?  Mam też łatwy dostęp do noża, nie znaczy, że zaraz zabiję matkę.
  - "brak screeningu przed ceremoniami " -  Najpierw  Pan poznaj, potem dotykaj klawiaturyj. patrz:   PRZYGOTOWANIE DUCHOWE, tu: http://ayahuasca.net.pl/ceremonie-w-holandii.html  i   W KAMIENNYCH KRĘGACH -  http://ayahuasca.net.pl/ceremonie-w-holandii/magiczne-kr%C4%99gi.html
-  "nazbyt licznym grupom" - cytat z: CEREMONIE W HOLANDII - ILOŚĆ UCZESTNIKÓW  "... ceremonie, których celem jest głęboka przemiana i transformacja, najlepiej udają się w gronie 6-ciu, maksymalnie ośmiu uczestników. (U mnie) Przy ośmiu pracuje już trójka szamanów.)   . . ..."
A "ZATŁOCZONE CEREMONIE ZBIOROWE" to tytuł rozdziału w ZAGROŻENIACH, podobnie jak podwajanie dawki napoju, narkotyczne domieszki, szamani amatorzy... i wiele innych.  
- "umieszczanie wyidealizowanych treści "  -  moja strona to największe kompendium WIEDZY o ayahuasce w j. polskim - zawiera historię, tradycje, Szkołę szamanów, przewodnik dla przyszłych uczestników,  badania naukowe, metody pracy duchowej, terapie, zagrożenia....i wiele więcej. Przydatna jest zarówno kandydatom na ceremonie jak i przyszłym szamanom . Patrz: TERAPIA, SZKOŁA SZAMANÓW, TRADYCJA...
- Reklama? - Mam zapisy na przyszły rok!. Pragnę tylko propagować PRAWDĘ O AYI jako metodzie naszych przodków i zamiast walczyć ze złem, wnoszę światło. Dedykuję swoją pracę osobom, które jeszcze NIE "... popełniły samobójstwa  i nie popadły w ostrą psychozę"  po pseudo ceremoniach.  Piszę, jak to powinno wyglądać.
Ponadto, jak napisałam, a Pan nie przeczytał...
"...zagrożenie szaleństwem pod wpływem ayahuaski nie istnieje. Istnieją tylko szaleni ludzie, którzy bez zamiaru wewnętrznej przemiany przychodzą do Źródła jak do night clubu i sądzą, że mogą stawiać warunki...."

"WKURZA" nas kierowana pod zły adres napaść na ayahuaskę z powodu  pseudo-szamanów amatorów i ignorancji uczestników spotkań dla ćpunów.  - Coś jak pretensje do Hiltona w Paryżu, że "ktoś" zatruł się kaszanką na warszawskim dworcu.
Obniża Pan tylko poziom dyskusji, bo powinna ona dotyczyć pasożytów. 

Żegnam

[foto]

16. Jakie moherowe berety... • autor: Franek2016-05-29 20:06:42

Jakie moherowe berety ? Sam Dalajlama mówi o bezsensowności brania takich substancji
https://www.youtube.com/watch?v=AJ0Zwr8l8Bk

17. ...artykuł dotyczy pasożytów,... • autor: Nierozpoznany#33392016-06-01 09:25:43

...artykuł dotyczy pasożytów, nie sensu konsumpcji roślin..
Pasożyty umysłu zachowują się jak ludzie, którzy wchodzą do salonu samochodowego, by przekonać sprzedawcę, że jeżdżą tylko rowerem. Zajmują czas i przestrzeń, dyskusja z nimi prowadzi donikąd, sprzedawca coraz mocniej się irytuje, a pasożyty drążą i drążą.
 Żywią się ludzką uwagą, energią  i niskimi emocjami.
 
Sens korzystania z roślin sam się tu uwidacznia, ale...  Jest wiele metod na pasożyty, nie trzeba nikogo namawiać na ceremonię . Nie wolno tego robić, każdy ma swoją ścieżkę i niech tak zostanie.

Pati, jeszcze raz gratuluję wspaniałego artykułu!
Świetnie uwypukliłaś  jeszcze jedną zaletę ayahuaski, mianowicie, że dzięki niej człowiek doskonale widzi i wie...  Nie potrzebuje już ani księdza ani Dalaj Lamy.
Nic dziwnego, że przywódcy wielkich religii drżą :)
 

18. ??? • autor: Nierozpoznany#94072016-06-03 00:22:44

".....absolutnie nic we Wszechswiecie nie dzieje sie bez naszej woli"
Czy aby na pewno ? Czasami mam wrazenie ze jest wrecz przeciwnie ...Podobnie caly artykul wydaje mi sie byc zbiorem bardzo subiektywnych odczuc niewiele majacych wspolnego z rzeczywistoscia.
[foto]

19. Przezucenie winy • autor: Artur Olczykowski2016-06-26 16:32:49

Czy nie wydaje sie wam, ze artykul ten wpisuje sie w obecny w wielu religiach motyw przerzucania winy? Pasozyty energetyczne, Wetiko, zastepujace demony chrzescijanstwa, ktore powoduja choroby i wszelkie zle mysli, nawyki, zle emocje? Co z odpowiedzialnoscia czlowieka? Co z faktem, ze to twoja psychika, twoj umysl odpowiada za to, co doswiadczasz? 
Czy wystarczy zmienic nazwe na brzmiaca bardziej egzotycznie, aby z taka latwoscia lykac religijne dogmaty?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)