Przejd?do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 kwietnia 2018

Paweł Droździak

Wieczny Grunwald Gowina – konstytucja na prawdziwie nowe czasy

Oryginalnie zamieszczone pod tym samym tytułem i tegoż dnia W Tarace za uprzejmą zgodą.


Jarosław Gowin, zwany swego czasu pozytywnym świrem deregulacji, ogłosił w ostatnich dniach ciekawy pomysł. Niech liczba głosów w głosowaniach powszechnych zależy od tego ile kto ma dzieci. Dzieciaci głosują podwójnie, potrójnie bądź wielokrotnie zależnie od tego ile tych dzieci mieć będą. Prawie w tym samym czasie Duda, też różnie już nazywany i też raczej zabawnie, ogłosił  że zamierza wpisać do konstytucji ojcostwo jako wartość konstytucyjnie chronioną.

Patrząc na sprawę pobieżnie, starczy uznać, że obaj panowie kompletnie już odlecieli. Do tego stopnia, że nie widzą na jak wielką śmieszność tego rodzaju pomysły ich mogą narażać. Takie bywają konsekwencje zbyt długiego przebywania w zamkniętych, zideologizowanych środowiskach podobnych nieco do sekt, w których słów języka używa się w nieco przesuniętych znaczeniach, gdzie wiara w to co dla ogółu oczywiste uchodzi za oczywisty dowód ignorancji i gdzie do zrozumienia rzeczywistości dawany jest klucz, o jakim nic profani nie wiedzą, a który przyjętym do kręgów każde drzwi otworzy. Politycy neokonserwatywnych partii zwykle należą do tego rodzaju stowarzyszeń całkiem serio, lub pozostają pod wpływem ludzi do nich należących. Takie zamknięte elitarne stowarzyszenia religijne skupione wokół biblijnych, apokaliptycznych wyobrażeń rządzą się logiką o której niewiele wiedzą wyborcy, gdyż im się tych rzeczy nie prezentuje. Bywają też mocno infiltrowane przez wywiady, bo w tym przypadku to łatwe.

Jedna ze słynniejszych tego typu sytuacji dotyczy amerykańskiej inwazji na Irak. Nie doszłoby do niej, gdyby Bush i jego najbliższa grupa nie znajdowała się przez wiele lat pod wpływem pewnego charyzmatycznego kaznodziei, któremu sam Bush zawdzięczać miał wyjście z alkoholizmu. Człowiek ten przekonał Busha całkowicie, że właśnie gdzieś na terenach ówczesnego Iraku, późniejszego państwa ISIS i dzisiejszej anarchii totalnej urodzić się ma wkrótce nowy mesjasz. Bush był o tym absolutnie przekonany i planując inwazję pewien był, tak on jak i wielu jego zaufanych ludzi, że uczestniczą w boskim planie. Tak oto między innymi polscy sojusznicy wzięli udział w tworzeniu warunków pod narodziny mesjasza wyprorokowane alkoholikowi przez ostro psychicznie zaburzonego mistyka. Zdaje się, że rządziło wówczas u nas SLD. Ktoś mógłby twierdzić, że to ironia losu, ale pewnie nie wiedziałby, jak wielu polityków SLD należało swego czasu do sekty Antrovis, która ni mniej ni więcej tylko czekała na przybyszów z kosmosu, co nas mieli wszystkich stąd do lepszego świata zabrać. Kto nie wierzy, niech sobie wstuka w gogle choćby Barbarę Labudę, dawniej polityka, dziś eksperta „wiedzy waleologicznej”. Dzisiejsi rządzący też mają swoich kaznodziei i swoje sekciarskie grupy, gdzie rzeczywistość oglądana jest z perspektywy naprawdę przedziwnej. Tropy wiodą tu tam, gdzie prawnicza grupa uderzeniowa Ordo Iuris łączy się z brazylijską sektą TFP. Kto mi nie dowierza na słowo, temu polecam lekturę tekstów Tomasza Piątka na ten temat. Tak więc – pozostawanie pod wpływem przez czas zbyt długi szkodzi i oto skutki.

Pomysł wpisania ojcostwa do konstytucji na śmieszność narażać musi, gdyż w języku polskim słowo „ojcostwo” ma konotacje niemal wyłącznie ironiczne. Kojarzymy je z procesami o zaprzeczenie ojcostwa, alimentami, zdradą, Anetą Krawczyk, Kijowskim, ogólnie z tragikomedią i traumą daremności życia i planowania ludzkiego, a w żadnym razie nie z autorytetem jaki może mieć państwo i jego główny dokument. Ojcostwo bowiem, inaczej niż macierzyństwo jest kwestią wiary, nie wiedzy. Nie można tej wiary wpisać do konstytucji ani w ogóle nigdzie pisać, wyrażenie jej bowiem na piśmie zawsze zawiera w sobie zalążek ironicznego przeciwieństwa. Wiedzą to ci, co swego czasu nosili wielkie na pół klatki piersiowej znaczki „wierzę Anecie Krawczyk”. Prawdziwa wiara się w taki sposób manifestować nie musi. W tamtych czasach pamiętam, chciałem zrobić sobie znaczek inny. Wierzę w Anetę Krawczyk, chociaż jej nie wierzę. Ale gdy komu mówiłem ten pomysł to się każdy obrażał, byli to bowiem w sumie ludzie małej wiary.

Wpisać do konstytucji można ochronę małżeństwa, które nie wprost dowodzi wiary w ojcostwo, o czym przykład Świętego Józefa przekonuje nas jak najdobitniej, ale nie można wpisać tak samego ojcostwa. To musi stać się groteską. Duda jednak wpisać chce i wierzy, że w ten sposób zdołałby odrestaurować mityczny patriarchalny porządek, w którym wszystko miało swoje miejsce. Gdzie kobieta przed domem masło w maselnicy ubijała, gdzie na wierzbie w tle gniazdo bocianie, gdzie za progiem domostwa dziatwa po podłodze baraszkuje.. I wszystko to dzięki temu, że on – Duda – to ojcostwo wpisał. Jasna rzecz, że to tak nie pójdzie i trzeba zaliczyć wiele godzin sekciarskiego jakiegoś prania mózgu, albo mieć doradców co przez jakiś taki proces przeszli, by wierzyć inaczej. Dziś ojcostwu się przeczy, albo je przemilcza. I nie zawróci tego procesu Duda z partii, która nie jest w stanie wyrzucić nawet Lidla z centrum miasta.

Co jednak z Gowinem? Pomysł jego wywoływać musi najpierw oburzenie u wszystkich tych co hodują największe ze współczesnych wyparć. Zgodnie z logiką tego wyparcia nie wolno w żaden sposób poruszać tego, że jako kultura podmiotowości człowieka i jego prawa do samostanowienia wymieramy. Nie wolno poruszać tego, że prawo człowieka do samostanowienia o swym własnym życiu – niezaprzeczalnie słuszne przecież – prowadzi do tego, że ludzie nie chcą mieć dzieci. I taka kultura płaci za danie człowiekowi władzy nad jego własnym życiem. Płaci tym, że biologicznie znika. Tego nie wolno mówić, o tym nie wolno rozmawiać, bo moglibyśmy wówczas poczuć trwogę. Coś może być bowiem tylko całkiem dobre, albo tylko całkiem złe. Jeśli prawo do życia wedle woli jest dobre (bo dla jednostki przyjemne), to nie może przecież być pułapką dla społeczeństwa. Bo wówczas mielibyśmy wewnętrzny konflikt, a konflikty są nieprzyjemne i trudno wyrażać się asertywnie, jak nie wiadomo co się samemu myśli. A asertywność jest przecież dobra, jesteśmy po kursach.. Mój czteroletni syn pyta mnie, czy dany bohater kreskówki jest zły czy dobry. Czy Anakin Skywalker jest zły czy dobry? Niektórzy nigdy nie dojrzewają do takich pytań. Tak też i problem wymierania cywilizacji która respektuje wolności jednostki dla większości ludzi pozostaje na zawsze zakazany do myślenia. Zbyt dużo w nim niepokoju. Można oczywiście sprowadzać dzieci z tych miejsc, gdzie wolności jednostki nie istnieją i gdzie ludzie mnożą się bo muszą. Oni muszą się mnożyć, byśmy my nie musieli. Podobnie Chińczycy muszą z pomocą toksycznych kwasów produkować baterie słoneczne i zatruwać nimi własną glebę, byśmy my u siebie mogli ekologicznie prąd wytwarzać. Tak też i Kongijczycy muszą u siebie masakrować środowisko wydobywaniem kobaltu, byśmy my mogli jeździć ekologicznie elektrycznymi samochodami na baterie których bez kobaltu zrobić się nie da. Mamy więc prawo nie mieć dzieci, a Afrykańczycy swym brakiem wyboru gwarantują nam, że w razie czego zawsze trochę najsprytniejszych zdoła tu dotrzeć i uzupełnić nam stany osobowe. Oczywiście dopóki sami nie wpadną na to, że można mieć wybór tak jak my go mamy. Ale to raczej nieprędko.

Ludzie w Europie nie mają dzieci nie dlatego, że brak im pieniędzy czy mieszkań. Nie mają ich dlatego, że wolno im ich nie mieć. Nie mają bo nie muszą. Jest wiele innych ciekawszych rzeczy do roboty niż się dziećmi zajmować jeśli ma się możność uniknąć tego. To jedna z prawdziwych przyczyn. Jest i druga. Nikt nie zrobi sobie wielu dzieci jeśli nie ma gwarancji trwałości związku. Zostać samotnym rodzicem trójki to poważny problem, a w dzisiejszych czasach kiedy nikt złego słowa nie powie człowiekowi który „szuka siebie” zostać samotnym to łatwe jak zjeść jabłuszko. Cywilizacje wymyśliły trwałe małżeństwa, bo bez nich nie byłoby jak odchować dzieci. Nie ma trwałości, to i dzieci nie będzie. To oczywiste tak bardzo, że zakazane całkowicie do myślenia tak jak śmierć i inne przykre rzeczy nie do odparcia.

Gowin, lub jakiś jego sufler duchowy wymyślił zatem, by ludzie skoro nie chcą mieć dzieci z chęci zysku (500 złoty niewiele pomogło) mieli dzieci ze strachu przed utratą praw obywatelskich. W dawnych czasach ten głosował kto walczył. Później ten, kto podatki płacił. Dziś ma głosować skutecznie ten, kto ma dzieci bo w ich braku kłopot największy. Napotyka to na pewną trudność, jak bowiem liczyć głosy gdy mąż i żona mają jedno dziecko a chcą głosować oddzielnie? To jednak Gowin dyskretnie pomija. Widziałbym jednak większy jeszcze problem. Z punktu widzenia przetrwania społeczeństw samo zrobienie dzieci niewiele nam wnosi. Nie jest trudno mieć dzieci. Wystarczy się nie zabezpieczyć. Sztuką jest mieć dzieci, które będą mieć dzieci. Sztuką jest być nie rodzicem, a przodkiem. Zrobić dziecko tylko po to, by po zasiłek biegało, to łatwizna i na żadne dodatkowe głosy nie zasługuje. Ale stworzyć dziecko które uwierzy, że powinno mieć dziecko, choć nie musi – oto sztuka. Oto prawdziwy czyn reprodukcji społeczno i państwotwórczego memu. Miej dzieci. Bo trzeba. A nie tylko po klubach latać. Tak oto dochodzimy do sedna. Niech nie ten ma więcej głosów, kto ma dzieci, ale ten kto ma wnuki. A więcej jeszcze ten, kto ma prawnuki. Oto prawdziwie zwycięski projekt nowego, słowiańskiego Międzymorza. Więcej głosów dla Przodka!


komentarze

[foto]

1. Ojcostwo • autor: Przemysław Kapałka2018-04-15 19:24:13

Mnie jakoś ojcostwo kojarzy się z czymś jak najbardziej poważnym. Może dlatego, że mam dwuletniego syna. Ale autor, jak się przyznał, ma czteroletniego, więc to niczego nie tłumaczy. Czyżbym nie pasował do czegoś?

2. z badań • autor: ume2018-04-15 21:09:44

"Z badań przeprowadzonych w 2009 roku w St. John’s College w Oksfordzie i Wiedeńskim Instytucie Demograficznym wynika jednak, że ani kolejność urodzenia, ani liczba rodzeństwa, ani to, czy matka pracowała na pełny etat, czy siedziała z dziećmi w domu, ani nawet jakość małżeństwa rodziców nie wpływają na przyszłą decyzję o rezygnacji z rodzicielstwa. Co więc wyróżnia bezdzietnych z wyboru? Mniejsze przywiązanie do tradycji i do typowych ról płci, niska religijność, stabilizacja finansowa, wyższe wykształcenie. Z badań CBOS wynika także, że w Polsce niechęć posiadania potomstwa częściej deklarują osoby niepraktykujące oraz te o poglądach lewicowych."
I tyle w temacie. Po prostu niektórzy narracje "przodków" mają gdzieś.
[foto]

3. Domniemanie ojcostwa • autor: Wojciech Jóźwiak2018-04-16 09:10:55

Mój stosunek do słowa "ojcostwo" mieści się w typie Pawła Droździaka. Pierwsze skojarzenie do tego słowa, jakie mam, to: "domniemanie ojcostwa".

4. pierwsze słyszę o tym pomyśle • autor: Jerzy Pomianowski2018-04-16 21:34:28

Rzeczywiście, tak to "ojcostwo" się odruchowo kojarzy. Szkoda jednak że po przeczytaniu artykułu nie sposób się nawet domyśleć o co Prezydentowi chodzi. Nawał komentarza całkiem zasłania fakt źródłowy. To była jakaś luźna myśl prezydencka w chwili odprężenia?
[foto]

5. Jeśli tak • autor: Przemysław Kapałka2018-04-17 20:06:44

Jeśli ojcostwo rzeczywiście budzi takie skojarzenia, to znaczy, że do zrobienia jest baaardzo wiele. I pomysł prezydenta wydaje się wcale nie taki bezsensowny.

6. Powód może być prozaiczny • autor: Iza Korzińska2018-04-21 13:33:08

Tak wielu ludzi - bezdzietnych, lub powielających się wyłącznie dla radości posiadania dzieci (z reguły w rozsądnej ilości ;) ) - jest przeciwko 500+, że trzeba znacznie zmniejszyć wagę ich głosów w wyborach, aby można było przejść przez nie zwycięsko. A wagę tych, którzy myślą ciepło o pomyśle 500+, bo mają z tego bardzo wymierne korzyści, odpowiednio zwiększyć.
Myślę, że obecna władza to doskonale rozumie, bo o ile można im zarzucić brak gospodarczej dalekowzroczności, to na pewno nie można im odmówić wiary w to, że spora część społeczeństwa jest równie przewidująca, jak oni.
Zastanawiam się tylko nad tym, czy oni nie wiedzą, jak absurdalne są ich pomysły, czy doskonale to rozumieją, ale mają to w nosie, bo zdają sobie sprawę z tego, że nie pozystały im już żadne inne sposoby utrzymania władzy.

Przemysław Kapałka - jeśli ojcostwo budzi takie skojarzenia, to do zrobienia jest bardzo wiele, ale jest to robota dla wszystkich ojców, a nie dla "ojca narodu". 
Nie wiem, jak Ty, ale ja widzę ogromną różnicę w podejściu ojców do swoich dzieci teraz, a np. 30 lat temu. Uważam, że obecna polityka za chwilę zrujnuje moje statystyki, bo teraz ojcami zostają żule, którzy potrzebują miesięcznie więcej, niż 5 stówek na wódkę.
[foto]

7. Ojcostwo i macierzyństwo • autor: Przemysław Kapałka2018-04-22 09:38:50

A kto zostaje matkami? Nawet, jeśli jest lepiej z matkami niż z ojcami, to niewiele. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)