Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 lutego 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Zawijawa: sny i wizje (odcinków: 2367)

Wieczny Otryt

Kategoria: Sny i wizje
Tematy/tagi: domdrzewogórapieszmarły

« Dziwna wizyta „A ja idę samotny ulicą mego miasta” »

Jestem na Otrycie, tzn. przybyłem tam, przyszedłem tam. Na wierzchołku tego pasma znajduję się to, z czego to miejsce słynie: wielka hala, w której rośnie las. Hala jest budowlą z drewna: z belek i desek, ale jest ogromna, zamyka pod drewnianym dachem wielką przestrzeń, w której rośnie tutejszy las: stary, pierwotny, z grubymi drzewami. Widzę i dowiaduję się, że ta hala ma być zlikwidowana i rozebrana, a drzewa wycięte i właśnie to się dzieje. Mijam ścinane drzewa – rosnące pod dachem! – które już częściowo zrąbano lub spiłowano i wokół nich leżą kupy klocków, na które tnie się ścięte drzewa. Stare, bardzo grube dęby. Mówię do kogoś albo do siebie, albo głośno myślę, pocieszam się: To jest wyzwolenie dla tych drzew. Przecież one tu nie miały szans na rośniecie, na rozwój. Tam mówię lub myślę, w sprzeczności z tym, że przecież te drzewa żyły tu te swoje kilkaset lat, chociaż stały w półmroku pod dachem tej drewnianej hali.

Zbliżam się do miejsca, gdzie ta leśna hala została już częściowo rozebrana i w części nierozebranej widać jej konstrukcję w pełnym świetle. Mam przez chwilę nadzieję, że las „odetchnie” i będzie mógł rosnąć na nowo w pełnym świetle, ale nie, okazuje się, że las, który teraz jest w świetle dnia, a wcześniej rósł w ciemności, jest jednak wycinany.

Ale jestem już blisko celu. Jest łąka, pora roku wygląda na czerwiec, intensywnie świeżo zielona wilgotna roślinność, przez teren płynie strumień, właściwie mała rzeczka. Jakieś „brutalne” dzieci przebiegają w kaloszach wzdłuż tej rzeczki, mącąc ją, ktoś starszy je strofuje i hamuje. Na łące przysiadła grupa osób – ale zaraz za plecami mają drewnianą ścianę schroniska, którego w całości ani razu w tym śnie nie widzę. Sytuacja jest taka, jakby szedł rajd, który na dłuższą chwilę zatrzymał się, przysiadł przy schronisku. Ludzie siedzą, lub „przysiadują” w tymczasowych pozycjach, ciasno jedni przy drugich. Ja jakbym chwilę się spóźnił i osobno dołączył po przyjściu: dołączam do siedzących. Wmieszam się w rozmowy. Jest tam Krzysztof W., który opowiada mi o jakichś swoich najnowszych sprawach. Jest Chrystian (Belwit), który rozmawia z Krzysztofem i „rzuca”, że dzisiaj będzie nocować u niego, skorzysta z jego gościnności. Z Chrystianem mam dłuższą konwersację. Pytam go: „Powiedz mi, Chrystian, w którym właściwie roku ty się urodziłeś?” odpowiada: „W ósmym.” Dopytuję dalej: „W pięćdziesiątym ósmym?” On: „W siedemdziesiątym ósmym.” Wstyd mi z powodu tej pomyłki, patrzę w płynącą wodę w strumieniu i mówię: „Mieszają mi się te liczby.” Wśród siedzących są też Henryk H. i Krzysztof K., tzn. „starzy otrytczycy”, jednak wyglądają dość młodo. Pytam Henryka („Ty na pewno coś wiesz...”), co będzie urządzone na górze po rozebraniu hali i wycięciu lasu? Odpowiada, że korty tenisowe, wielki ośrodek do tenisa. Dziwię się, zebrane towarzystwo jakoś to komentuje, dziwne, że tenisiści akurat to miejsce sobie upatrzyli. Henryk wstaje i idzie po lekkiej pochyłości pod górę w stronę wycinki, jakby chciał zbadać sprawę na miejscu. Za nim na smyczy biegnie pies, brązowy mały w typie ratlerka. Ja też wstaję, inni wstają, ale grupa przesuwa się w przeciwną stronę, gdzie mamy nadzieję dostać obiad.

Niezbędny komentarz: W latach 1970-tych brałem udział w powstawaniu Chaty na Otrycie i Klubu Otryckiego. Henryk Kliszko był „głównym” w tamtych przedsięwzięciach. Chrystian Belwit (także TU) naprawdę urodził się w 1956 r., a nie w 1978; w tym drugim roku poznałem go na Otrycie. Krzysztofa Wirpszę poznałem w 2005 r., bez związku z Otrytem. Krzysztof z Chrystianem się nie znali, ponieważ tamten zmarł w 2003. Stary las rosnący pod dachem to obraz, który wcześniej pojawiał się w moich snach. Żadnych instalacji w rodzaju tych z tego snu na realnym Otrycie nigdy nie było. Tamtejszy las w latach 1970-tych był pierwotną karpacką puszczą, którą w kolejnych dekadach leśnicy coraz bardziej dewastowali. Jak wygląda teraz, nie wiem. Na Otrycie dębów nie ma, za to buki. Żadnego strumienia przy schronisku nie ma. W tenisa nikt tam nie grał. Tytuł zapisu snu na wzór powieści „Wieczny GrunwaldSzczepana Twardocha.

Zawijawa: sny i wizje: wstęp na końcu

Sny.
Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Dziwna wizyta „A ja idę samotny ulicą mego miasta” »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)