Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 lipca 2015

Darek Marszałek

Wielka Podróż

Dotykaj gwiazd stąpając po ziemi
Niech twoje myśli, jak kolorowe motyle
Piją magiczną rosę z kwiatów codzienności

Elle yoh le gienna
Etha meneteiss

Oto sycą się tobą
Wszystkie moje zmysły...

W swojej sztuce i w życiu, eksploruję wielowymiarowe aspekty i granice tak zwanej rzeczywistości. Jestem mistykiem, dążącym do pełnej integracji ducha i materii, tego co na górze oraz tego co na dole. Interesuje mnie zjednoczenie wszelkich przeciwieństw. W jednej z gnostyckich ewangelii, Jezus tak mówi na ten temat: Jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak stronę wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, wtedy wejdziecie do Królestwa Boga.

Inspirują mnie podróże, baśnie, surrealizm, tajemnice Kwiatu Życia i Świętej Geometrii oraz odmienne stany świadomości i nieograniczona wyobraźnia, która jest kluczem do wyższej wizji.

Hajo Banzhaf w „Drodze Tarota” pisze o podróży bohatera jako najstarszej opowieści świata, utkanej z mitów, baśni i legend. Stanowi ona tło dla wszystkich historii opowiadanych po dziś dzień pod niezliczonymi nazwami we wszystkich językach i kulturach. Nikt jej nie wymyślał, gdyż wyraża wewnętrzną wiedzę ludzkiej duszy i jest pierwowzorem drogi życia człowieka. To czyni ją tak interesującą i powinna być zawsze i wciąż opowiadana, abyśmy nie zapomnieli, po co przyszliśmy na Ziemię i czego powinniśmy tutaj dokonać. Cała ta podróż jest archetypowym motywem życiowego scenariusza, utkanego z oddzielnych praobrazów.

Odkąd pamiętam, życie jawiło mi się jako odwieczna wędrówka, pielgrzymka. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę z tego, że o ile nie wszyscy, to większość ludzi tak właśnie postrzega życie. Lecz u niektórych objawia się to bardziej dosadnie. Tak jest też w moim przypadku. Moje yavallońskie imię Valcari, oznacza m.in. Wędrowca & Hiperwymiarowego Podróżnika. I chociaż moja legendarna, wymarzona Wielka Podróż, wciąż jest jeszcze przede mną, to z powodzeniem już teraz odwiedzam najodleglejsze zakątki wszechświata, wielowymiarowe hiperprzestrzenie i najskrytsze zakamarki własnej jaźni. W medytacji, odmiennym stanie świadomości, ale przede wszystkim w codziennym życiu, eksploruję granice rzeczywistości, odkrywam radość bycia tu i teraz.

Tak, w zupełnie naturalny sposób, archetyp Wędrowca, manifestuje się w moim życiu. Najciekawsza część tripu ma miejsce właśnie teraz, bowiem to nie sam cel podróży, ale doświadczenie drogi jest przysłowiową wisienką na torcie. Jak to ujął pewien mój przyjaciel, chylę czoła przed niestrudzonym wędrowcem przemierzającym światy w poszukiwaniu wizji i równowagi. Przenikając wymiary, zazna on piękna, ale też niebezpieczeństw podróży, póki nie zrozumie, że czarne i białe nie istnieje, a rozkosz bytu należy się każdemu, kto odważy się po nią sięgnąć.

W sztukach wizualnych, które są najbliższą mi formą wyrazu, staram się m.in. ukazywać niezgłębione wymiary ludzkiego ducha. W niektórych obrazach i grafikach pojawiają się motywy wielu par oczu, które są oknami duszy. Źrenice rozszerza wpływ endogennego halucynogenu. Wszystko to istnieje zarówno w moim umyśle oraz percepcji, jak i daleko poza nimi. Świetliste pejzaże, artefakty oraz magiczne portale i psychodeliczne wrota hipnotyzują widza i wprowadzają w medytacyjny nastrój. Moja ścieżka jest naturalnym powrotem do Źródła, na łono Uniwersalnego Umysłu, skąd pochodzą wszystkie wizje.

Alex Grey [alexgrey.com] uważa, że celem szamańskiej sztuki w dzisiejszych czasach jest rozwijanie i budzenie świadomości naszej kultury na nieznane rzeczywistości, na święte tajemnice, które zostały stłumione i odrzucone przez instytucje naukowe, kościelne i administracyjno-kulturalne. Zadaniem artysty-wizjonera jest doświadczanie wyższych stanów duchowych i przenoszenie ich – w postaci energii lub obrazów – do tworzonej przez siebie sztuki. Głównym medium artysty jest świadomość, ożywiająca siła, która ukierunkowuje i przenika wszystkie pozostałe środki wyrazu.

Aktywna wyobraźnia jest kolejnym takim medium. Daniel Pinchbeck w swoim bestsellerze „Przełamując Umysł” posuwa się nawet dalej, twierdząc, iż kreatywność to jedyny cel istnienia, a naszym zadaniem jest dążenie do stania się istotami żyjącymi ponad planem fizycznym i samodzielnie tworzącymi wszechświaty.

Analogicznie można powiedzieć, że akt twórczy jest niczym szamańska podróż. Artysta podobnie jak szaman wchodzi w głęboki trans. Doznaje wizji swojej śmierci i ponownych narodzin, po czym wraca z zaświatów i uzdrawia siebie oraz całe plemię.

Kolejnym, istotnym elementem własnej kreacji, z jednej strony spajającym wszystkie pozostałe, z drugiej będącym ich naturalnym wynikiem jest Yavallon, rodzaj języka wizualnej komunikacji i ekspresji oraz percepcji. Yavallon stanowi urzeczywistnienie idei, które poprzez określone działania, rozbijają utarte struktury, uwarunkowania i schematy myślowe, językowe, religijne, społeczne oraz kulturowe. W wyniku takich działań, wzrasta poziom świadomości (własnej i kolektywnej) oraz aktywuje się swoiste pole dla wolności twórczej, gdzie sztuka jest naturalnym siedliskiem myśli magicznej, a enteogeny to życie i zabawa w boskich wymiarach egzystencji i kreacji.

To właśnie enteogeny, indukujące mistyczne i duchowe przeżycia oraz radykalnie zmieniające świadomość i percepcję substancje, stanowią jedno z moich najbardziej intrygujących doświadczeń.

Enteogeniczne związki chemiczne występują naturalnie w wielu gatunkach roślin i grzybów, niektórych gatunkach zwierząt (np. ropucha Bufo alvarius) oraz wytwarzane są w naszym organizmie. Najpotężniejsza z tych substancji to dimetylotryptamina, znana jako DMT, stanowi psychoaktywnie czynny składnik osławionego amazońskiego wywaru – ayahuasca. Krainę DMT wszyscy doskonale znamy, gdyż przybiera ona m.in. postać naszych marzeń sennych i mistycznych wizji. Towarzyszy nam w chwili urodzenia oraz w momencie śmierci umożliwia kalejdoskopowy przegląd całego życia.

Podobnie głębokich wglądów i transformacji, można doświadczyć dzięki grzybom psylocybinowym. Najbardziej znany na całym świecie to meksykański Psilocybe cubensis, rozsławiony w latach 70. dwudziestego wieku przez braci McKenna. Osobiście jednak nad wszystkie gatunki świata przedkładam naszą rodzimą łysiczkę lancetowatą – Psilocybe semilanceata, z racji tego, że rośnie na ziemi, na której się urodziłem. Chociaż czuję połączenie z całą Matką Ziemią, to najbliższa i najdroższa jest mi ta jej część, na której żyję.

O cannabis, kaktusach peyotl i San Pedro, szałwii wieszczej, LSD czy wreszcie uwalniającej z nałogów heroinowego i alkoholowego – afrykańskiej ibogainie – już nie wspomnę.

Psychodeliki (objawiające umysł), halucynogeny (wywołujące wizje) lub enteogeny (łączące z wewnętrzną boskością) – stosowane ostrożnie i w ceremonialnym kontekście, są potężnym narzędziem deprogramującym system. Dlatego też system tak ich nienawidzi, demonizuje i delegalizuje. Tymczasem owe rzekomo niebezpieczne i tzw. nielegalne rośliny i substancje służyć mogą jako naturalna medycyna, być pomocne w różnego rodzaju terapiach i leczeniu uzależnień bądź stymulować twórczy styl życia. Umożliwiają m.in. stopniowe zdejmowanie wszystkich filtrów ego oraz widzenie energii. Myślę, że jest coś na rzeczy w słowach Terence'a McKenny, iż istnieje bliski, przyczynowy związek pomiędzy stłumieniem naturalnej ludzkiej fascynacji odmiennymi stanami świadomości, a obecną fatalną sytuacją wszelkiego życia na Ziemi.

DMT określane Molekułą Duszy lub w języku angielskim Divine Moments of Truth, przyjęte z zewnątrz w formie wywaru ayahuasca lub w wersjach do palenia, całkowicie przewartościowuje nasze dotychczasowe przekonania na temat natury rzeczywistości i zmusza do zrewidowania całej wiedzy.

Zgadzam się z autorem „Przełamując umysł”, że eksplozja wywołana pod wpływem DMT nie jest podróżą do częstego przemierzania, gdyż towarzyszy jej m.in. instynktowne poczucie zagrożenia. Jednak z całą pewnością powinniśmy tego zaznać osobiście, przynajmniej raz lub dwa razy w życiu. Portal istnieje. Rezygnacja z badań dotyczących tajemnic, skrywających się po drugiej stronie lustra, oznaczałaby zanegowanie całego dziedzictwa ludzkiej ciekawości.

Istnieje wyraźnie jakiś powód, dla którego Natura wyposażyła ludzki mózg w receptor wychwytujący DMT, a nasza szyszynka, niewielki, tajemniczy gruczoł umiejscowiony w jego centrum, produkuje tę substancję.

Według buddyjskiej tradycji, dusza wciela się w czterdziestym dziewiątym dniu życia płodu. Można wtedy określić płeć dziecka, a w młodym mózgu ukształtowana jest już szyszynka, którą Kartezjusz nazywał Siedliskiem Duszy. Jeśli tak jest, to kto wie, być może wtedy właśnie, przeżywamy swój pierwszy w życiu trip dimetylotryptaminowy.

Na jednej z moich ayahuaskowych ceremonii doświadczyłem czegoś, co nazywane jest przeżyciem z pogranicza śmierci. Był to jakby cień rzeczy przyszłych, symulacja na poziomach mentalnym i duchowym. Nabrałem wtedy sporej dawki zdrowego dystansu do wielu spraw w swoim życiu oraz zrozumiałem m.in., że moment autentycznej śmierci będzie naszym ostatnim i najpotężniejszym doświadczeniem psychodelicznym. Dimetylotryptamina to rodzaj kosmicznego, rakietowego paliwa które z nadświetlną prędkością wystrzeli opuszczającą ciało duszę, w transcendentalną przestrzeń poza wszelką myślą i czasem. Uda się ona w swoją zamykającą kolejny cykl wielką podróż do Źródła, z którego wszystko pochodzi i do którego wszystko powraca...

Oczywiście tego rodzaju doświadczenia nie dają gotowej recepty na życie ani nie przynoszą wszystkich odpowiedzi, wręcz przeciwnie, pozostawiają więcej pytań, lecz jednocześnie pokazują, w jaki sposób odpowiedzi szukać w sobie samym. Jeśli nie w sobie, to gdzie mielibyśmy szukać, dokąd się udać? Do religii, bogów, zbawicieli, do guru, kapłana, wróżki, psychologa? Można oczywiście, ale wystarczy prześledzić historię ludzkości, aby przekonać się, dokąd nas to zaprowadziło. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że nastał czas przebudzenia, wychodzenia z matrixa, odkrywania mistrza w sobie samym. Jesteśmy wizjonerami i kreatorami przyszłości. Jesteśmy Nową Ziemią i Nowymi Niebiosami.

Na koniec, ponownie zacytuję Daniela Pinchbecka: Gdzie mamy szukać wystarczająco potężnych szamanów, którzy byliby w stanie wyssać i zwymiotować całą duchową truciznę z naszego społecznego ciała? Czarowników, którzy okiełznają te demony? Wizjonerów, którzy wskażą nam kierunek dalszej podróży? Jest tylko jedno rozwiązanie. Wszystko wskazuje na to, że musimy zostać swoimi własnymi szamanami, czarownikami i jasnowidzami. Jako duchowi wojownicy musimy wziąć na siebie odpowiedzialność za trudną sytuację, w jakiej znajduje się nasz gatunek. Przełamując czar hipnotycznego rozproszenia i kłamstw generowanych przez naszą kulturę, potrzebujemy odwagi, aby stawić czoła temu, co znajduje się po drugiej stronie otwartych na oścież drzwi naszego umysłu.



Za cenne uwagi i inspiracje dziękuję:

Martynie Borsewicz, Katarzynie Dańko, Wojciechowi Jóźwiakowi, Pawłowi Kołaczkowskiemu, Aldonie Mirońskiej, Krzysztofowi Orłowskiemu i Joannie Surzyn.




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)