Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 lipca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Wieś

Kategoria: Podróże i regiony

« Neolit, oraz to, co przed nim i po nim Co z tymi przodkami? - Suljanowi odpowiadam »

Nie mam sentymentu do wsi. Wspominki o wsi powinny się zaczynać od westchnień: „urodziłem się...”, „wracam...”, „tęsknię...”. No więc urodziłem się na wsi, wprawdzie takiej, którą administracyjnie już wtedy zaliczono do miasta, ale za mojego młodu krajobraz tam był wiejski, pola, rolnicy. Ale sentymentu nie mam. Wieś jako wieś, czyli uprawiana ziemia i ludzie, którzy na tej ziemi siedzą, „od małego” jawili mi się jako PRZESZKODA, przeszkadzająca mi dosięgnąć tego, czego naprawdę szukałem (i wciąż szukam mimo upłynięcia mnóstwa lat) czyli PRZYRODY, czyli świata prawdziwego, świata który jest sobą, a nie do czegoś służy.

wies_motherearth01.jpg
Mother Earth

Kiedy mówimy o „wsi”, to mamy na myśli dwie różne, przeciwne i właściwie wrogie sobie „siły” lub „żywioły”. Pierwsza to wiejsko-rolnicza gospodarka i żyjący nią ludzie, druga to anekumena, ten „świat prawdziwy” i samorodny, czyli przyroda.

Wieś-gospodarka, kiedy jest sobą, czyli kiedy jest wysokoenergetyczna, żywa i działa swoją pełną parą, jest prawie tak samo nieznośna, jak ulica miasta, hala fabryczno-magazynowa albo kolejowy dworzec. (Tak samo tam nie odpoczniesz.) Kiedyś pojechałem nad sławne jezioro Hańcza, to na Suwalszczyźnie, najgłębsze w Polsce. Okazało się nieznośne, bo obudowane wsią i to właśnie wsią wysoko-funkcjonalną, zabudowaną oborami i zaludnioną przez wysokoprodukcyjne krowy, i okazało się, że te obory są wystawione w stronę jeziora, wzdłuż którego nawet nie ma gdzie przejść. Podobnie kiedyś szukałem noclegu w „agroturystyce” kilka kilometrów od Bałtyku, pod Władysławowem, Kaszuby. Tamta wieś okazała się uprzemysłowionym produkcyjniakiem, wyasfaltowanym i pachnącym kiszonką i palonymi odpadami. Uciekać. Wieczorami wiejscy producenci włączają dojarki i chłodziarki do mleka, których przewiercający dźwięk obrzydza życie. Intensywnie uprawiane, nawożone, chemizowane, foliowane pola należą właściwie do przemysłu i miasta. Dawna wieś sprzed jej industrializacji nie była wiele lepsza. Skażał ją obornik (czyli pospolicie mówiąc, gówno), rozwleczona słoma, muchy, a także gospodarka głodowa, każąca zutylizować wszystko co się da: każde trochę podrosłe drzewo wyciąć na opał lub deski, każdy skrawek zieleni wypaść bydłem, każde zwierzę większe od myszy schwytać i zjeść. Z mojego młodu pamiętam gładko wypasione bydłem nasypy kolejowe, wyglądające jak dzisiejsze kosiarkowane trawniki.

Na „mojej” wsi będąc dzieckiem czułem się obco, nie miałem wspólnego języka i wspólnych wibracji ani z dziećmi-rówieśnikami, ani ze starszymi. Jedni i drudzy tworzyli świat, który odbierałem jako obcy i zagrażający. Nie byłem w nim u siebie. (W mieście też nie byłem u siebie i zostało mi to do dziś. W mieście załatwiam sprawy i odchodzę; spędzanie czasu w mieście zżera energię; nie rozumiem, jak można delektować się kawiarniami, restauracjami, klubami, sklepami, stadionami; wszystkie te miejsca odbieram jako energetycznie wampiryczne.)

Wiejscy ludzie wydawali mi się bezduszni. – Wiem, kogoś krzywdzę tą opinią. Więc może tak: nie tyle ludzie, co DYSKURS. Wiejski dyskurs, czyli to, co można i co wypada mówić i ujawniać, o czym można rozmawiać i co przyjęte jest sygnalizować, jawi mi się jako bezduszny i ogłupiający. W latach, kiedy jeździłem w Bieszczady, starałem się chodzić górami, unikać kontaktów z „ludnością”, bo na tamtejszy dyskurs (plus wódka) miałem alergię.

Czujemy się dobrze tam, gdzie wieś (ta wyżej scharakteryzowana) słabnie i rozrzedza się. Lecząco działają na nas okolice, gdzie rolnictwo się nie opłaca, gdzie rolnicy zaniedbują swoje obowiązki, pozwalają, żeby im pola zarastała sukcesja. Także przyjaźniejsze są okolice z jałową glebą niż żyzną. Z różnych gatunków gruntu dopiero żółty piasek, więc gleba skrajnie nieurodzajna i niezdatna rolniczo, zachęca, żeby się na nim położyć; oczywiście najlepsza jest plaża, czyli grunt absolutnie nierolniczy. Tam, gdzie gleba ma niską wartość rolniczą, właściciele gruntu pozwalają rosnąć drzewom. (Na żyznych glebach drzew nie ma, albo są tylko w ściśle wyznaczonych miejscach, a orane uprawy dochodzą na styk do murów domów i płotów.)

Gdzie rolnictwo nie angażuje się na całość i pozostawia luzy ekosystemowi, tam znajdują dla siebie miejsce rośliny i owady, gryzonie, płazy, małe ptaki i te większe, które żerują na tamtych. Latają kruki i myszołowy, i żurawie.

Trzeba minąć wieś, tę rolniczo-gospodarczą, żeby dotrzeć do tego, czego naprawdę szukamy, czasem z niewiedzy nazywając to „wsią”. Bo wieś to przeszkoda, a nam chodzi o świat prawdziwy czyli samorodny. Mało go jest, prawda, ale to dalszy temat.

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Neolit, oraz to, co przed nim i po nim Co z tymi przodkami? - Suljanowi odpowiadam »

komentarze

[foto]

1. Wieś i Hańcza • autor: Przemysław Kapałka2013-07-28 16:29:42

No właśnie, i artykuł, i komentarz poruszyły ważne sprawy. Mniej więcej w połowie się zgadzam, ale mniejsza o szczegóły. Osobiście lubię część aspektów wsi, a wieś jako całość raczej tak, niż nie. Ale miasto (jako zjawisko) również. Natomiast nienawidzę pracy w ogródku i nawet samego chodzenia na działkę (na szczęście od dawna nie muszę). Dla mnie jest to ograniczenie i katorga. Wolę pójść nieco dalej do lasu i popatrzeć, jak przyroda sama sobie radzi.

Co do Hańczy: Cóż, Wojtku, z przykrością stwierdzam, że zapoznałeś się z nią bardzo powierzchownie. To jezioro jest mniej więcej w 60% obudowane wsią, z czego mniej więcej połowa to obory i krowy, reszta jest znośna (dane od roku 1991, wtedy byłem tam po raz pierwszy). Reszta to dzicz, przyroda i coś, co by Cię pewnie zachwyciło. Służę zdjęciami. I bije z tego jeziora jakaś niesamowita moc. Szkoda, że Cię to ominęło.

2. wieś • autor: Krycha24512013-07-28 17:49:17

witam
pochodzę z tzw. ziem odzyskanych, które ja nazywam ziemiami wyzyskanym bowiem po zdobyciu

3. Wieś co lasem się stała • autor: Nierozpoznany#60182013-07-28 20:30:16

Mieszkam na granicy miasta – sypialni innego miasta na Zachodzie (Wielkopolska). Niewielka działka i dom na niej postawiony leżą bezpośrednio przy granicy miejscowości Zalasewo. Czyli teren, na który spoglądam na południe, widząc poletko żyta, a za nim kukurydzy (całość około 7 ha) siedząc na tarasie i pisząc te słowa był dawno temu (jak dawno?) lasem. A ziemie leżące za granicą naszej działki – miejscem  z a   l a s e m. Mieszkam więc na obrzeżach dawnego lasu. To kuriozalne, że dotąd tego nie zauważyłam.

Dla mnie wieś oznacza bliziutkie sąsiedztwo lasu. Do takiej wsi lgnę. Do miejsca, z którego w każdej chwili mogę wyjść, by wejść w przestrzeń współbrzmiącą z „tym czymś”, co odnajduję głęboko w swoim wnętrzu, burzliwym, z trudem ujarzmianym, przerażającym, ale zarazem bez-bronnym, wesołym i jasnym. W przestrzeni leśnej potrafię przełożyć kładkę nad jakąś zbyt rozrzutną z punktu widzenia ekonomii gospodarowania energią (cokolwiek to oznacza;) wyrwą, którą, zdarza się, płyną rwące, niebezpieczne strumienie porywające wszystko, co spotkają na swojej drodze.

Jako mała dziewczynka spędzałam z młodszą siostrą wszystkie wakacje letnie i zimowe na mazowieckiej piaszczystej wsi. Stamtąd pochodzi mama i jej przodkowie. Linia żeńska związana jest zatem  lasem. Dającym schronienie w czasie wojny (dziadek się ukrywał po 1939, potem był w partyzantce), chrust na opał, szyszki do ogacenia chałupy na zimę, jagody, borówki, grzyby, cień w upalne dni, szum drzew sączący się przez otwarte okna niczym kołysanka do snu, ale też wymiatał z głów poczucie krzywdy i opuszczenia.

4. Cd wieś co lasem się stała • autor: Nierozpoznany#60182013-07-28 20:31:45

Ten dom pod lasem gospodarował tak, że wystarczało, by przeżyć. Małe miasto – państwo kontaktujące się z innymi podobnymi w  tej okolicy, by dokonać niezbędnej wymiany. Radosne, serdeczne, potrafiące pomóc i pomoc przyjąć (piszę o ogólnym kolorycie tego Miejsca na podstawie konkretnych historii, przekazów, których nie zamieszczam z tego podstawowego powodu, ze nie tu ich miejsce).

Co roku na różne Święta jeździliśmy też na Śląsk, z którego pochodzi mój ojciec. Dom dziadka, ten, który znałam realnie, w którym mieszkał już na emeryturze, stał w odległości pół kilometra od lasu. O, ten dom był inny – piękny, wyniosły, chłodny, zamknięty, z formami bezwzględnie przestrzeganymi. Dziadek był leśniczym. Całe życie spędził w lesie. Jego wymarzony syn też kochał las. Jako mała dziewczynka byłam przez tatę zabierana na, tak je dziś pamiętam (a wiadomo na jakie błędy percepcji narażeni-śmy) wspaniałe wyprawy do lasu. Chadzaliśmy jego obrzeżami i duktami. Pokazywał mi rośliny, uczył nazw drzew.  Zamieraliśmy w bezruchu słuchając odgłosów ptaków i zwierząt. Potrafił snuć piękne opowieści o lesie i jego mieszkańcach zaczarowujące słuchaczy prawie zapominających oddychać w chwytaniu jego słów. [Kiedy Wojtek o czymś opowiada, znajduję w tkankach jego opowieści coś z klimatu tych ojcowych].

Tak wieś przemieniła się u mnie w las.

Wieś z zapachem ornej ziemi, obornikiem, dojeniem krów, znojnym trudem i całym tym dookolnym anturażem tez mi bliska do zgryzienia;) Cóż, taki mam Księżyc.


5. wiejskie życie chorobliwie ciche • autor: Jerzy Pomianowski2013-07-28 23:07:26

Na wsi zupełnie się nie znam. Kiedyś często jeździłem na wieś do kolegi wypić dużo wódki. Tam większość. gospodarzy miała wyższe studia, hodowali jakieś dochodowe rośliny lub grzyby, czasem świnię na własne potrzeby, ale ogólnie wieś jak prawdziwa.
Chyba główna właściwość polskiej wsi, to bezludność.
Nie widać żywego ducha, martwa cisza i spokój. Można założyć, że wszyscy pracują gdzieś w polu, ale raczej nie, przecież podobno to się nie opłaca.
Czasem tylko jakiś traktor przejedzie daleko.
Jak miasteczko wampirów za dnia w amerykańskim horrorze.

6. wieś jest super • autor: Yvonne.b2013-07-31 12:49:19

Ze wsi pochodzi większości obecnych mieszczuchów, to jest polski rezerwuar mocy :-).
Taki obrazek: Ostatni weekend spędziłam na wsi na Opolszczyźnie, zaproszona na wesele. Mieszkańcy - potomkowie Kresowian, resztki autochtonów i Niemców. Wieś - śliczna, stare domy plus zadbane nowe. Psy, często rasowe pupilki (chyba niektórzy się snobują) nie na łańcuchach. Miejscowy kościół mały, ale to idealnie zachowane zabytkowe barokowe cudo, z witrażami i obrazami złoconych ramach. Ludzie - mili, ogólnie lepsze towarzystwo niż na niejednej imprezie w mieście.  Udane przyjęcie w klimatyzowanym "domu weselnym", z którego goście byli odwożeni na nocleg tak wypasioną limuzyną, że poczułam się prawie jak Madonna w teledysku "Music". Tylko brakowało Ali G. za kierownicą.  Ludzie, którzy mają ładne domy, wyjeżdżają na wakacje za granicę, wysyłają dzieci na studia to już polska klasa średnia, która tam się wytworzyła dzięki własnej ciężkiej pracy, bez czepiania się pańskich klamek. Rozmawiałam np. z miejscowym dumnym gospodarzem, ma ponad 200 hektarów, wszystkie dzieci (troje) wysłał na studia. Najstarsza córka kończy medycynę, tatuś właśnie kupił jej mieszkanie we Wrocławiu.  Okazało się, że z tej małej wsi pochodzi kilku inżynierów, nauczycieli, dwoje prawników, lekarz i jeden poeta :-).
Ogólnie, ta miejscowość ma walory estetyczne, przyrodnicze, ludzkie itd. Mogłabym tam spędzić całe lato, nie bardzo chciało się wracać do Warszawy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)