zdjęcie Autora

13 października 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Wilczy las

Kategoria: Twórczość

« Wariacje słowiczych treli Laurka na dzień Nauczyciela — Niezrozumienie w metrze »

Postanowiłam odrębny odcinek poświęcić mojemu stosunkowi do lasu. Niektórzy moi znajomi, jak większość czytelników zresztą, myli autora z bohaterem. Zamieszczenie opowiadania „Wasz fiolet” o kobiecie popadającej w paranoję z powodu lęków m.in. przed lasem uznało, że ja także boję się lasu i nie lubię go (podobnie jak jamników).

         Mój przyjaciel z dawnych lat napisał nawet z podświadomie sformułowaną pretensją: „Tyle lat cię znam, a nie wiedziałem, że nienawidzisz lasu... Ja bez niego nie mogę żyć”

         Miałam mu to wytłumaczyć w mailu, napiszę jednak na blogu.

Do lasu nie mam żadnych uprzedzeń. A jednak...

         W astrologii kwadratura planet różni się  od ich opozycji tym, że skłania do dyskusji i prób osiągnięcia rezultatu w postaci uzgodnienia, przepracowania, w przeciwieństwie do opozycji planet, która skłania raczej do walki i przeciwstawiania się czemuś. Tak więc używając astrologicznej analogii, mój stosunek do lasu jest raczej z gatunku kwadratur niż opozycji.

         Myśląc o lesie najdalszą pamięcią sięgam do lat dziecinnych. Rzecz działa się prawdopodobnie w roku 1948 lub wcześniej na Białostoczczyźnie, prawdopodobnie na dzisiejszych  terenach puszczy Białowieskiej. Wnioskuję to stąd, że do szkoły poszłam w wieku 5 lat (nikt w domu nie był w stanie ze mną wytrzymać – dziś nazywa się to ADHD), a urodziłam się w roku 1942, siostra w 1945. W czasie tych wydarzeń nie chodziłam jeszcze do szkoły, był więc to prawdopodobnie rok 1946 lub 1947.

         W lecie matka ze mną i siostrą jeździła na letnisko. Towarzyszyłyśmy przyjaciółce mamy, do której przedwojennych majątków wieś ta należała. Matka lubiła tam jeździć. Pobyt nie kosztował drogo, a traktowano ją tam z głębokim szacunkiem i wręcz uniżonością. Przyjaciółka matki była dobrą dziedziczką, więc ludzie ją życzliwie pamiętali i szanowali, a co więcej, nie będąc pewni stałości powojennych porządków, na wszelki wypadek woleli dobrze żyć ze swoim byłym państwem.

         Wieś  znajdowała się w środku rozległej puszczy. W mojej pamięci zostały przede wszystkim ogromne łopiany porastające brzeg małej rzeczki, ginącej w lasach okrążających wieś, o których mówiono: nieprzebyta puszcza. Samo słowo „łopuchy” budzi we mnie do dziś skojarzenie z upalną tajemniczą wilgocią i małą Calineczką kulącą się na liściu.

W pobliżu wsi puszcza wyglądała jak każdy inny las — rzadko rosnące stare sosny i świerki, miękki mech i podłużne wielkie szyszki, którymi bawiłyśmy się z siostrą, a które stare, wiejskie kobiety zbierały do wielkich, zarzucanych na plecy koszy, aby nimi palić pod kuchnią. Ale coś z tajemniczości i grozy tego określenia wywierało wpływ na drzewa rosnące wokół, wydawały się bowiem większe i szumiały groźniej, niż jakiekolwiek inne drzewa. W tym lesie, między dwoma pniami matka rozwieszała sznurkowy hamak, w którym bujałam się, podczas gdy siostra spała w wózku.

         We wsi najciekawsze były wieczory. Matka wraz ze swoją przyjaciółką, siadywały w kuchni  z wiejskimi kobietami. My bawiłyśmy się w kącie i przysłuchiwałyśmy dorosłym. W tym otoczeniu matka nie mogła tak kierować rozmowami, jak u siebie w domu i to sprawiało, że mogłam słyszeć mnóstwo interesujących rzeczy, zupełnie dla mnie nowych. Wprawdzie matka uważała, że jej dzieci nie powinny słuchać głupich bajek prostych bab, ale przyjaciółka ją wyśmiała. Twierdziła, że na tych bajkach wychowało się wiele dzieci ze sfer ziemiańskich włącznie z jej córkami i w niczym to im nie zaszkodziło. Moja matka, urodzona w mieście, a wychowana w sierocińcu u zakonnic, uważała, że bajki tylko szkodzą dzieciom, uczą je głupstw i przesądów. Była jednak podatna na wpływy ludzi, którzy jej imponowali, a do których należała jej przyjaciółka, chociażby z racji swojej niegdysiejszej pozycji wielkiej właścicielki ziemskiej – tak, że przynajmniej w jej obecności nie sprzeciwiała się obowiązującym zwyczajom. Mówiła wprawdzie do mnie z pogardą, że są to proste wiejskie kobiety i nie można przywiązywać zbytniej wagi do tego, co plotą, ale uwagi te puszczałam mimo uszu, bo opowiadania tych kobiet były barwne i fascynujące; słuchać ich można było bez końca z zapartym tchem.

         I tak oprócz baśni usłyszałam mnóstwo prawdziwych historii o wilkach, wilkołakach, duchach, zmorach, utopcach i strzygach. Nie obeznana do tej pory z baśniową mitologią nie odróżniałam tych stworzeń od siebie, zwłaszcza wilków od wilkołaków, ale bałam się ich tak samo. Kobiety opowiadały, że w czasie ostrych zim wilki buszowały po wsi nawet w biały dzień, a ludzie bali się wyjść do stajni, obory lub studni. Najstraszniejszą chyba historię opowiadano o młodym koniku, kasztanku, który był własnością syna opowiadającej. Źrebak ten wydostał się przez niedomknięte drzwi stajni i uciekał po całym podwórku, goniony przez stado wilków. Rodzina zamknięta w chacie, bała się wyjść i syn opowiadającej musiał patrzeć, jak wilki zagryzają jego ukochanego konika i słuchać jego przedśmiertnego rżenia, od czego zawsze już w chwilach napięcia drga mu powieka.

         Było także mnóstwo innych historii o wilkach: o niemowlęciu, które matka zostawiła w lesie zbierając jagody i które zagryzły wilki, o kobiecie z drugiej wsi, której wilki tak słuchały jak swojej pani i robiły wszystko, co im kazała. Kobieta ta chodziła śmiało sama po lesie, a kiedyś widziano ją, gdy szeptała na ucho coś sekretnie dwom wilczycom. Następnego dnia wilki zagryzły krowę na pastwisku jej największej nieprzyjaciółki. Było wreszcie opowiadanie o młodej dziewczynie, maltretowanej przez narzeczonego, która nie mogąc znieść tego traktowania, poszła sama w nocy do lasu, na spotkanie śmierci. Rano ku przerażeniu wsi, wróciła cała i żywa, ale z pokąsanymi przez wilki rękami. Od tej pory zmieniła się zupełnie. Przestała odzywać się do ludzi, jeśli coś chciała, okazywała to warczeniem i gestami; odeszła też od chłopca, a on znalazł sobie inną dziewczynę, mimo że narzeczona była najbogatsza w okolicy. Pewnej nocy znaleziono jednak chłopca z drugą dziewczyną zagryzionych przez wilki. Gdy ludzie ruszyli śladem wilczych tropów, doszli do chaty narzeczonej i przez okno ujrzeli, że z wilczycy zmienia się z powrotem w dziewczynę. Związali ją więc, zbili batami, że ledwo dyszała i w głębokim lesie przywiązali do drzewa, aby zamarzła, nikt bowiem nie miał tyle odwagi, aby własnoręcznie zabić kogoś, kogo znało się od dziecka. Ale kompani dziewczyny — wilcy — nie dali jej zginąć. W lesie pozostały tylko przegryzione więzy, a sama dziewczyna, już w postaci wilczycy, długo nękała okolicznych chłopów, nie zmieniając się jednak na szczęście w kobietę, bo wiedziała, że ludzie jej już wśród siebie nie chcieli.

         Wszystkie te opowieści zapadły głęboko w mój umysł. Bałam się chodzić do lasu mimo bliskości wsi i jasnego dnia. Matka jednak śmiała się z mojego strachu.

         — Wilki mogą wyjść z lasu do wsi — mówiła — jedynie w czasie bardzo ostrych zim, kiedy w lesie nie mogą znaleźć pożywienia. Poza tym, polują tylko w nocy. W środku lata, a tym bardziej w dzień, nie zbliżają się do siedzib ludzkich na odległość głosu.

         Matka postanowiła wyleczyć mnie z moich obaw. Pewnego dnia powiedziała, że idzie na grzyby, a my mamy zostać na polanie w lesie i tu na nią czekać. Wsadziła siostrę do wózka, a mnie do hamaka i zabroniła nam ruszać się z miejsca. Wybuchłam płaczem.

         — Mamusiu, nie zostawiaj mnie samej — wołałam — ratuj mnie, ratuj mnie!

         Gdy matka odchodziła, z krzykiem pogoniłam za nią i uczepiłam się jej sukienki, próbując ją zatrzymać. Matka urwała jakąś witkę z krzaka i zbiła mnie, po czym wsadziła z powrotem do hamaka. Ale strach przed wilkami i pozostawieniem w lesie  był we mnie silniejszy, niż obawa przed biciem. Znowu pobiegłam za matką zanosząc się krzykiem. Tym razem matka była bardziej stanowcza. Zdjęła pasek od sukienki, odwiązała sznurek od torby przywiązując nimi mnie do hamaka za ręce i nogi, po czym zbiła mnie tak mocno, że na udach i rękach wystąpiły sine i krwawe pręgi. Zabrała wówczas koszyk i poszła do lasu.

         Wrzeszczałam tak, że wydawało mi się, że za moment umrę od tego wrzasku. Brakowało mi już tchu, czułam, że się duszę, ale nie mogłam przestać krzyczeć. Dookoła był spokojny, słoneczny las, a mnie wydawało się, że za chwilę zza krzaka wypadnie gromada wilków z błyszczącymi czerwonymi ślepiami i rzuci się na mnie, skrępowaną i unieruchomioną, rozszarpując na krwawe kawałki. Wolałabym już umrzeć od wrzasku, teraz, w tej sekundzie, niż oczekiwać tego cierpienia, które nieuchronnie musi się pojawić, gdy wilki zaczną żywcem szarpać moje ciało; trzeba więc wrzeszczeć jak najgłośniej, może wszystko w środku mnie samo popęka.

         Wtedy pojawiła się wiejska staruszka. Rozwiązała mnie, zdjęła z hamaka i zaczęła uspokajać. Kiedy nadeszła matka, staruszka postawiła mnie na ziemi, wymyślając matce jędrnymi, chłopskimi słowami, dosadnymi i pełnymi zimnej, spokojnej pogardy ludzi, którzy nie mają żadnych wątpliwości. Obrażona matka zabrała nas i wróciła do wsi. Byłam już spokojna, ale po raz pierwszy poczułam ogromną siłę nienawiści do matki. Gdybym była duża i silna i umiała to zrobić, na pewno bym ją zabiła, albo namówiła wilki, żeby ją zagryzły. Gotowa byłam zawrzeć pakt z każdym wilkołakiem, który potrafiłby sprawić, żeby matka umarła w takich mękach, jakie szykowała dla mnie.

         W ten sposób skończyły się nasze wakacje. Przyjaciółka mamy powiedziała bez ogródek, że matka postąpiła głupio i okrutnie, a wilki zagryzły niemowlę w ubiegłym roku właśnie w środku lata i że jej zdaniem miałam prawo się bać. Matka doszła do wniosku, że w tej sytuacji nie może dłużej korzystać z jej gościny tym bardziej, że wiejskie kobiety odnosiły się do niej teraz bardzo wrogo i nawet spluwały na jej widok.

         Wsiadłyśmy więc na wynajętą furkę, która zawiozła nas do stacji kolejowej, a powożący chłop od razu podkreślił, że nigdy by z taką paniusią, jak ona, nie pojechał za żadne pieniądze, gdyby nie to, że pani dziedziczka usilnie go o to prosiła.

         Dziś za sprawą internetu i telewizji dzieci bardziej żyją w świecie wymyślonym niż rzeczywistym. Zapewne dlatego są uodpornione – do czasu – na niektóre typy lęków.

         Ale w mojej pamięci las przetrwał jako struktura obca, do której należy podejść z rezerwą. Wspaniale jest słuchać szumu lasu przed burzą, kiedy w otoczeniu cichną nagle ptaki, a człowiek może siąść na chwilę na ławce przed domem oglądając błyskawice świadomy, że za chwilę może skryć się w domu, zamknąć drzwi i że chociaż nie ma piorunochronu (który w mieście jest na każdym wysokim budynku) to sąsiedzi mają wyższe domy, piętrowe, więc prawdopodobieństwo uderzenia pioruna w mój parterowy jest niewielkie.

         Nawet gdy na skraju lasu pioruny powaliły kilkanaście drzew przeżywałam to jedynie jak mieszczuch oglądający w telewizji wystąpienie rzeczki „Smródki” z koryta – z zaciekawieniem i fascynacją. Droga prowadząca na nasze działkowisko  została zablokowana i fajnie było patrzeć jak niedoświadczeni kierowcy usiłują w leśnym gąszczu zawrócić, albo porzucają samochody i brnąc po kolana w kałuży, przenoszą swój dobytek, zamiast luksusowo dowieźć go pod wiatę własnego domu.

         Czytałam kiedyś powieść o mieszkańcach świata „po katastrofie”, zamkniętych za palisadą wioski, w której  to powieści pojawiał się motyw straszliwych, wieczornych, przerażających dźwięków. Na końcu okazywało się to szumem lasu.

         Daleka jestem od takiego odbioru. Chodzę do lasu chętnie, wolę las dziki od takiego, w którym spotyka się co krok grzybiarza, jednak każde leśne bagienko przywołuje obraz leśnej rusałki, każdy omszały kamień legowisko dziwnego stwora, każdy szum i trzask pękających gałęzi odgłosy czegoś nieznanego i nieoczywistego. Moje obecne lęki, to strach przed samotnym natknięciem się na zastawione sidła (w moim lesie na działce brak zasięgu telefonu komórkowego i poza sezonem grzybów rzadko kto tam spaceruje, las jest pełen wykrotów i nor, w których łatwo wpaść).

         Jestem jednak jak najdalsza od myśli odgradzania się od niego wielkim murem. Nie lubię jednak być w nim sama — choć ćwiczę to uparcie.

         Jednak w snach i fantazjach zawsze LAS jest wielką, zaskakującą niewiadomą.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Wariacje słowiczych treli Laurka na dzień Nauczyciela — Niezrozumienie w metrze »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)