Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

30 stycznia 2004

Eugeniusz Obarski

William Blake, artysta i heretyk
Spojrzenie odmienione wszystko odmienia: William Blake

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: Blakegnozapoezjapraca z symbolamiSwedenborg

Spojrzenie odmienione
wszystko odmienia

William Blake (1757-1827)

Zobaczyć świat w ziarenku piasku
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar
W godzinie - nieskończoność czasu.

William Blake, Wróżby niewinności, tłum. Z. Kubiak


Oto jest dozwolone...
Artysta i heretyk

Myśl będąca tytułem niniejszego szkicu należy do Williama Blake'a, angielskiego poety, malarza i rytownika, człowieka niezwykłego - artysty i mistyka, antymonarchisty, przeciwnika oficjalnego Kościoła, "heretyka" i dysydenta (pochwalał Rewolucję Francuską oraz bunt amerykańskich kolonii przeciw Anglii), człowieka skłóconego ze swą epoką. Postaci Blake'a poświęcono na świecie sporo książek; również w Polsce napisano ich kilka. Niechaj więc Czytelnik okaże zrozumienie i wybaczy, iż w poniższym szkicu nie zawrzemy wszystkiego, co na temat Blake'a kiedykolwiek powiedziano i napisano... wszak to szkic tylko, i oby oddał on choć zarys i kontury owej zadziwiającej postaci, która jako żywo sama jest "zjawiskiem", by nie wspomnieć o osobliwych jej dziełach, w których uzewnętrzniła swą "heretycką", a więc bardzo osobistą wizję wyrażającą istotę i treść subiektywnego doświadczenia religijnego...

Wychowywał się Blake w Londynie, "ponurym mieście" pełnym rewolt i przemocy. Były to czasy rewolucji francuskiej, a rządy uciekały się do okrutnych represji. Blake żył więc w ciągłym zagrożeniu. Sądzono go nawet razu pewnego za podburzanie przeciw królowi (złorzeczył "przeklętemu królowi"), i choć go uniewinniono, on uważał, że proces wytoczono nie jemu, a jego dziełom. "Mielą ciemne Młyny Szatańskie" - mawiał (i pisał w Miltonie), gdy widział jak rozum knebluje Wyobraźnię, bo owe "młyny" to nie tylko symbol politycznej przemocy ówczesnego establishmentu, ale i panoszącego się materializmu. Blake czuł najwyższą niechęć do "bezosobowej" mechaniki Newtona, za pomocą której opisywał on i tłumaczył świat; Blake uważał system ów - jak i każde wynikające z oświeceniowych wizji próby systematyzowania prawdy! - za kaleki, prostacki, fałszywy i zgubny. Nie cierpi Blake również filozofii Locke'a i Bacona - z tych samych powodów; widzi przecież Anglię poddaną XVIII-wiecznej rewolucji przemysłowej, Anglię, która na jego oczach zamienia się w wielki dom towarowy; informacje dotyczące produkcji, towarów i cen zastępowały głęboki namysł nad światem i człowiekiem, ginął Duch, tryumfowała materia... Pisze Blake:

"Abym strząsnął Bacona, Locke'a i Newtona z płaszcza Albionu 1
I zwlekł z niego brudne szaty i okrył Wyobraźnią"

Przestrogi Blake'a są nadal aktualne, bo najprawdopodobniej apogeum "technologicznych tryumfów" zbiegnie się rychło z realnym religijno-społeczno-kulturowym "wyczerpaniem Zachodu" dokonanym przez człowieka masowego. Hegel powiedział, że sowa Minerwy wylatuje o zmroku, co w tym wypadku oznacza, iż procesy historyczne (w tym również agonię "naszej" cywilizacji, a przede wszystkim jej powody) jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć, dopiero gdy dobiegną końca, a wtedy na ogół jest już za późno. Już dziś przecież obserwujemy wszelkie przejawy upadku kultury i zdziczenia (czyt. - odczłowieczenia). Wygląda na to, że jedynie nauka nie chyli się ku upadkowi... Z perspektywy czasu widzimy więc jak dalece prorocze były Blake'a wizje zagrożeń ze strony "Młynów Szatana"; antymaterializm Blake'a, który izolował go od ludzi (dziś oczywiście jest podobnie z jego wyznawcami!), ma przecież podstawowe znaczenie dla zdrowia ludzkości. Problem w tym jednak, iż zdecydowana jej większość uważa panoszący się materializm za "stan" normalny, wręcz warunek sine qua non istnienia świata, ba, Naturę samą... Tak czy inaczej niebezpieczeństwo kolapsu materialistycznej cywilizacji istnieje... Warto pamiętać, że przestrzegał przed tym pewien "szalony" artysta i mistyczny poeta dwieście lat temu...

Blake urodził się w okresie zwanym Oświeceniem, kiedy to rozum przejmował władzę w każdej dziedzinie życia. Zaczynał Blake jako pomocnik grawera, prowadził sklep, później do końca życia był rytownikiem. Nie imponowała mu jednak grzeczna, pogodzona ze światem w jakim przyszło mu żyć, szara i przeciętna egzystencja. Stroniąc od refleksji nad szarością życia, wznosił się ponad codzienność, ku temu, co ponadzmysłowe - jego twórczość jest hymnem na cześć mocy Ducha, wolności seksualnej (do czego jeszcze wrócimy) i wyzwolenia przez Wyobraźnię, którą utożsamia Blake z Duchem Proroczym, Duchem Świętym, z Energią Wstępowania.

 

W religii Zachodu jedną wybraną definicję uważa się za ostateczną i mającą absolutny, wiążący charakter. Oczywiście wszystkie inne są "fałszywe" i "heretyckie". Termin herezja pochodzi od greckiego haireis - "branie dla siebie, wybór". Starożytność tym mianem nazywała autonomiczne szkoły filozoficzne. W literaturze patrystycznej (autorstwa Ojców Kościoła) bardzo wcześnie zaczęto używać tego słowa na określenie grup chrześcijan, których poglądy i interpretacja doktryny, odstępowały od ortodoksji ustalonej przez zwierzchność kościelną.

Blake nieprzerwanie tworzył. Pisał i malował całymi dniami, od rana do wieczora.. Żył w kompletnej izolacji; lekceważono go, ignorowano, śmiano się z niego. Nikt nie czytał jego poezji, nikt też nie traktował go poważnie; nie chciał go słuchać upadły Albion. Lecz Blake był uparty; miał wizje i wierzył w ich realność. Ignorowany przez współczesnych, stworzył jedne z największych dzieł XVIII wieku. Jest też Blake twórcą nowego rodzaju grafiki; stworzył bowiem rycinę łączącą słowo i obraz, pismo i iluminację. Na jednym ze swoich obrazów umieścił inskrypcję: "Pracuję ku przyszłości". Mówił o sobie: "Mam wizje i miewam sny. Mogę, nie niepokojony, prowadzić dysputy z przyjaciółmi ze świata wiecznego. Wieszczę proroctwa i wygłaszam przypowieści wolny od wątpliwości śmiertelników. Drwię sobie z fortuny, bo wiem, że jest ona na usługach szatana, gotowa pocałować każdy tyłek..." . Głównym tematem jego twórczości - podobnie jak gnostyków i kabalistów - jest Upadek. Blake wyróżniał kolejne epoki, a ściśle - fazy człowieczeństwa: Upadek, Odkupienie, Nowa Ziemia. Człowiek Blake'a ma wymiar kosmiczny; jak Adam Kadmon kabalistów jest upadły, a jednocześnie odkupiony, i z racji swej nieskończonej potencji wezwany do wstępowania i w pełni szczęśliwego bytowania.

Blake, jak żaden inny artysta, pozbawiony był nie tylko szczątkowego choć uznania, ale i nawet... publiczności, a mimo to zachowywał zdumiewającą pogodę ducha (ponoć umarł ze śpiewem na ustach!); był pewien, iż ma swoich wdzięcznych czytelników w Niebie. I że w Niebie rozumieją jego obrazy. A kiedy już zaczął Blake swoje obrazy wystawiać, wyśmiewano je jako obraźliwe, brudne i zbyt prymitywne. Zapewne nieroztropnie jest ujawniać niewtajemniczonym ezoteryczne prawdy, które - to pewne jak amen w pacierzu - zostaną opacznie zrozumiane. I gdybyż się tylko na tym kończyło... Uważano więc, że są owe obrazy dziełem szaleńca; głupca, który zamierza się motyką na słońce... Nic bardziej mylnego: Blake bowiem wyznawał w sztuce i w życiu to, co nazywał Wielką Złotą Zasadą: "Im ostrzejszy jest zarys, im bardziej zdecydowana jest linia, tym doskonalsze dzieło. Wielcy odkrywcy wszystkich epok wiedzieli to. I rozpoznawali się po tej linii; Rafael, Michał Anioł i Albrecht Dürer znani są dzięki tej linii i tylko dzięki niej. Zrezygnuj z tej linii, a zrezygnujesz z życia! Gdyby sztuki można było się nauczyć, mielibyśmy stu Rafaelów i Michałów Aniołów!" . Robił więc tylko to, do czego czuł się powołany i mawiał: "Człowiek zdolny robi to, co potrafi, geniusz - to, co musi" .

Jako dziecko czytywał Blake Biblię i dzieła angielskiego poety Johna Miltona (1608-1674); jako twórca był przekonany, że wspólne źródło mają religia i poezja (i generalnie - sztuka), twierdził że łącząc je wyrazi w ten sposób duchowe tęsknoty Anglików. Śpiewał nielicznym przyjaciołom swe wiersze (nie wiadomo wprawdzie na jaką melodię), czuł się powołany do roli barda, a rola ta miała dla niego ogromnie ważne znaczenie: uważał ją za źródło swego geniuszu. Oprócz śpiewania łączyło Blake'a wiele z muzyką: grał także na współczesnych mu instrumentach; prawdopodobnie na organach kościelnych, na portatywie, względnie na harmonium. Słuchał też z zainteresowaniem ulicznych ballad, popularnych piosenek, kościelnych pieśni metodystów, przyśpiewek. To one są w istocie źródłem jego najwybitniejszych liryk.

 

Oto kilka nazwisk ludzi uznanych za heretyków przez Kościół rzymskokatolicki (w kilku wypadkach także przez Kościół luterański, kalwiński lub anglikański); zastanówmy się co łączy Wiklifa, Joannę d'Arc, Mistrza Eckharta, Abelarda, Jakuba Boehme, Giordano Bruno, Savonarolę, Serveta, Joachima z Fiore; co łączy bogomiłów, katarów, ruchy ubogich, waldensów, beginki, biczowników, begardów, wyznawców Wolnego Ducha, husytów, anabaptystów i innych tzw. różnowierców. Łączy ich przede wszystkim jedno: domaganie się dla siebie - często z narażeniem własnego życia lub nawet za jego cenę - wrodzonego człowieczeństwu prawa do wolności, tej najwznioślejszej kategorii ludzkiego ducha! Bezpośrednie, osobiste przeżycie religijne o charakterze czysto duchowym, dokonujące się w prawdziwej wolności, rodzi w "heretyku" postawę indywidualistyczną i spirytualistyczną, a taka postawa nijak nie pasuje do Objawienia zamkniętego w fortecy panującej religii.

Blake jest najwybitniejszym poetą Londynu; jego księgi proroctw i wiersze przesycone są dźwiękami i obrazami tego miasta. A Londyn był dla niego jednocześnie realny i mistyczny; na jego ulicach widział Blake Wieczność. Londyn stanowił dla niego rzeczywistość duchową, część boskiej wizji, a stąpając po jego ulicach widział też miasto zrodzone ze swej wyobraźni, więc śpiewał: "Oto widzę Londyn, ludzki, potworny cud Boga... Widzę cię, potworna ojczyzno, widzę! Wróćcie mi Albion!" .

Nie lubi Blake Natury, więc powie tak: "Natura osłabia, niszczy moją wyobraźnię" . Owa niechęć dotyczy także podziwiania przez współczesnych Natury jako "cudownego mechanizmu" i "zwartego systemu praw". Nie interesuje Blake'a naturalność taka jaka jest - interesuje go jej przemienienie dzięki istotnej przemianie człowieka, który pozna wówczas nie tylko swą kondycję, ale przede wszystkim prawdziwą wieczność i prawdziwą nieskończoność - Wieczne Teraz, który odkryje, iż Rajski Ogród, tak jak i Zbawienie, jest tu i teraz, i że do niebiańskich rozkoszy prowadzi... pięć przemienionych zmysłów człowieka. Nie dokonawszy takiej przemiany siebie i Natury człowiek pozostanie w posępnej i złowieszczej krainie (Blake nadaje jej nazwę Ulro), ojczyźnie ludzi duchowo okaleczonych - w głównej mierze filozofów, a przede wszystkim zwolenników filozofii Newtona - w krainie śmierci za życia.

Blake jest ostatnim w Anglii wielkim twórcą sztuki religijnej. Jako chłopiec przyglądał się obrazom ogarnięty - jak sam powiada - "prostą fascynacją". Kiedy ukończył 14 lat, został pomocnikiem mistrza grawerskiego. Co dnia mistrz ów posyłał go do opactwa Westminster, by kopiował podobizny dawnej szlachty. Z obrazów, które oglądał w Westminster, czerpał Blake swoje wizje; stworzył własną, jakże oryginalną ikonografię, którą nazywał "sztuką ducha". Wydaje się, iż na tym polu nie miał on ani prekursorów, ani następców. Czuł się związany ze starożytną angielską tradycją; pragnął być jej częścią. To dlatego tak bardzo interesował się druidami - celtyckimi magami, dlatego stworzył mit Albionu, dlatego świadomie nawiązywał do średniowiecza, do gotyku, i do angielskiej tradycji, która w jego oczach była zupełnie niedoceniana przez współczesnych.

Najważniejsze w wizjach Blake'a jest to, że nie były one romantycznymi epifaniami, a więc zjawiskami niezwykłymi i występującymi sporadycznie; Blake miał wizje nieustannie. Żył pośród wizji. To one izolowały go od świata. Często nie mógł nawiązać kontaktów z ludźmi, bowiem widział coś za ich plecami.. Wizje - paradoksalnie - przeszkadzały mu w pracy; pogrążony w iluminacjach nie mógł pracować. Popadał w nędzę - wówczas jego żona, Katherina, stawiała przed nim na stole pusty talerz, by przypomnieć mu w ten sposób, iż muszą także jeść... Wizje przyprawiały go wręcz o szaleństwo, lecz najczęściej wynosiły go aż do granic objawienia. A zaczęły pojawiać się bardzo wcześnie. Blake miał trzy, cztery lata, gdy ujrzał Boga zaglądającego przez okno do jego pokoju. Z powodu tego wydarzenia, i jemu podobnych, rodzice nie posłali go do szkół; matka nauczyła go pisać i czytać, łacinę i grekę zgłębił sam. Powiada Blake: "Bogu dziękuję, żem nigdy nie poszedł do szkół w których posłali by mnie na ścieżki głupców. Zamiast tego mogłem wyruszyć w niekończącą się drogę" . Blake był dziwnym młodzieńcem. Pewnego razu ujrzał na drzewie śpiewające świetliste anioły, a kiedy umierał młodo jego brat, Robert, widział jego duszę unoszącą się najpierw pod sufitem, a później już wprost do nieba, duszę radośnie klaszczącą w dłonie i śpiewającą nabożną pieśń.

 

Od połowy III wieku, kiedy to wyznawców żywej charyzmatycznej religii zastąpiono kościelnymi administratorami - biskupami (gr. episkopos, nadzorca), żywa religia poczęła kostnieć w martwych schematach kościoła-instytucji, tracąc nieustannie swój pierwotny wymiar duchowy na rzecz jednowymiarowej i biurokratycznej ortodoksji podszytej moralnością żydowskiego i rzymskiego prawa. Nastąpiło odejście od ducha Błogosławieństwa na Górze do jurystyki Mojżeszowego Dekalogu! Naturalnie po takim zabiegu wszystkie niezgodne z tak pojętym "chrześcijaństwem" objawienia i idee żywej charyzmatycznej religii, w tym i bezpośrednie doświadczenia duchowe wyznawców z Chrystusem Zmartwychwstałym, nazwano negatywnie mianem "herezji" ponieważ oficjalny Kościół przypisał sobie posiadanie "prawowiernego" depozytu wiary; jest on do dziś przekonany o wyłącznym posiadaniu prawdy absolutnej! Niestety, "prawowierna" kościelna ortodoksja oznacza jednak na ogół nietwórczą stagnację, stępienie intuicji i wyobraźni; w rezultacie prowadzi wprost do zubożenia umysłów i osobowości wyznawców takiej jednowymiarowej "religii". Kolejnym rezultatem jednowymiarowej "prawowierności" jest popadnięcie jej wyznawców w skłonność tak do bezmyślnej i agresywnej "samoobrony", jak i do podszytego paranoją wyznaniowego fanatyzmu prześladującego ludzi o odmiennych przekonaniach. Nie trudno przecież o przykłady.

To dzięki swemu bratu, Robertowi, William Blake zapoznał się z pismami szwedzkiego mistyka i wizjonera Emmanuela Swedenborga (1688-1772), który otwarcie mówił o swych wizjach, o tym, ze rozmawia z aniołami, który dostąpił ponoć kiedyś wniebowzięcia, i który ogłosił rok 1757 czasem Sądu Ostatecznego (przypomnijmy, iż w tym właśnie roku urodził się Blake!). Pisma Swedenborga stanowiły dla Blake'a oczywiste potwierdzenie jego własnej drogi; ktoś jeszcze poza nim doświadczał takich samych przeżyć! Odkrywa w Londynie społeczność swedenborgian, do której będzie należał tylko przez pewien czas. Swedenborgianie to jedna z licznych denominacji lat 80. i 90. osiemnastego wieku. Ówczesny Londyn był przedziwnym melanżem politycznych dysydentów, radykałów, zwolenników niemieckiego lekarza-magnetyzera F. A. Mesmera (1734-1815), magów, spirytualistów i mistyków seksualnych. W takim oto środowisku wychował się Blake. Kiedy był czeladnikiem, naprzeciw warsztatu jego mistrza mieściła się loża masońska i tawerna w której przesiadywali masoni, a od wczesnej młodości miał też kontakt z okultyzmem. W tej samej dzielnicy rezydowali także teozofowie, a później wyznawcy "Złotego Świtu" ("Golden Down"). Nadal zresztą mieszkają tu swedenborgianie, nadal działa tu wiele "ezoterycznych" księgarni, nadal istnieje tu loża wolnomularzy.

Blake wstąpił do kongregacji swedenborgian w 1789 roku; pociągały go tu wizje i ich akceptacja, głoszona tu realność życia wiecznego, nowe podejście do wiary, nowy sposób czytania Biblii, i wiara, ze istnieje inny, wieczny świat, i to nie gdzieś w niebiosach, a tu i teraz, obok nas;. że otaczają nas dusze, których wprawdzie nie widzimy swymi ziemskimi oczami, lecz istnieją one w świecie równoległym, do którego ludzie przechodzą po śmierci i żyją tam bardzo podobnie, a jeśli byli ze sobą szczęśliwi, to nadal żyją ze sobą jak mąż i żona, a nawet odzyskują swą ludzką powłokę... Blake nie cenił wynikającego z chrześcijańskiej dogmatyki kultu dziewictwa, wstrzemięźliwości i ascezy; cierpienie bowiem jakiemu poddany jest człowiek na tym "padole łez" jest wystarczająco duże i bez kolejnych "uświęcających" ciężarów: Także istnienia Piekła nie chciał przypisywać Bogu; zresztą Piekło według Blake'a to wyłącznie stan duszy człowieka, a nie konkretne miejsce, jakieś "jezioro gorejące ogniem i siarką" z Apokalipsy. Zna też Blake myśl św. Hieronima, który powiada: "To, co dla jednych jest piekłem, dla drugich bywa niebem"... A ponieważ częścią wizji Blake'a, pojmowania tego, co duchowe, była również swoboda seksualna - celebracja energii i pożądania - toteż przez całe swe życie Blake afirmował erosa i życie seksualne oraz podkreślał znaczenie energii seksualnej; twierdził, iż jest ona wieczną rozkoszą. Jego strofy o tym czego pragną mężczyźni i kobiety mówią o zaspokojonych żądzach.. "Ten, który pożąda, a nie działa, szerzy zarazę" - twierdzi. Blake, a pod koniec swego życia głosi, że poligamia i swoboda seksualna jest oznaką pełni człowieczeństwa. Pisze na ten temat Jerzy Prokopiuk następująco: "Wspomnijmy na prastarą tradycję: jej źródła znajdowały się, być może, w bliskowschodnim kulcie Bogini-Matki, a ona sama przechodziła przez etapy kultury Doliny Indusu, indyjskiej tantry, pewnych wątków taoizmu chińskiego, gnostycyzmu libertyńskiego, alchemii, pewnych aspektów kabały, czy wreszcie sabataizmu i frankizmu (by skończyć na XVIII wieku). W tej tradycji proponującej dążenie do Bóstwa, nie na drodze ascezy, lecz poprzez transformację natury, materii, ciała, erosa i seksu - dokonywaną w toku odpowiednich przygotowań i treningów, ćwiczeń i medytacji - można, jak sądzę, umieścić także życie i twórczość, mit i myśl Williama Blake'a".2.

W pojęciu Blake'a wrogiem człowieka jest istniejący instytucjonalny Kościół, w którym litera odgrywa niewspółmiernie większą rolę niż Duch, zaś religie, które opierają się na systemie zakazów i nakazów; religie, które oddzielają sacrum od człowieczeństwa, zasługują na potępienie. A nad portalem kaplicy londyńskiej kongregacji swedenborgian widniały ponoć słowa: "Oto jest dozwolone"... Pisał więc Blake:

"Poszedłem do Ogrodu Miłości,
i ujrzałem czegom dotąd nie widział,
wzniesiono tam bowiem Kaplicę,
gdziem się jako dziecię bawił,
podwoje Kaplicy zamknięte były,
słowa "Nie wolno ci" je zdobiły,
więc zawróciłem do Ogrodu Miłości,
pełnego kwietnej słodyczy,
lecz ujrzałem same mogiły,
gdzie kwiaty - grobowce już były,
kapłani w czarnych sukniach krążyli wśród cierni,
i powrósłami wiązali radości i żądze"

Choć w rozumienia Blake'a świat był częścią wieczności, Blake nie opowiada ckliwych i błahych historyjek o zjawach, które go nawiedzały. Blake mówi o intymnej, duchowej wspólnocie ze sztuką minionych wieków, którą wedle swego mniemania on zachowywał i pielęgnował w epoce, w której nikt jej nie cenił. Twórcza wyobraźnia przekracza skromne granice ludzkiego poznania rozumowego i zmysłowego, a ponieważ Blake wierzył w Boga i anioły, wyobraźnia jego tworzyła całe obszary wychodzące poza ludzką rzeczywistość. Zapewne dwieście lat wcześniej, z powodu tych samych wizji, uznano by go za błogosławionego; oczywiście można sobie też wyobrazić, że usilnie spierano by się czy owe wizje pochodziły od Boga czy od diabła, spierano by się czy Blake to heretyk-obrazoburca, czy jeszcze co gorszego, ale samo pojawianie się wizji zaakceptowano by bez protestu. [Zainteresowanych problematyką "poprawności" sakralnej ikonografii nie sposób nie odesłać do Psalmu 115 i Listu Jeremiasza z biblijnej Księgi Barucha oraz myśli teologa Paula Tilicha, który zauważył, że symbol religijny ma charakter bałwochwalczy, jeśli nie ukazuje swojej własnej nieadekwatności; każda rzecz skończona nie zasługuje na oddawanie jej czci, a absolutyzowanie samego symbolu jest typowym bałwochwalstwem]. Blake zaś powiadał: "Świat jest zbyt ubogi, by wydać jedno ziarno" . Bo mistyk (czy to chrześcijański, hinduski, czy też muzułmański sufi) zawsze powie, że jest tyle dróg do Boga ilu ludzi. Niewielu to wówczas rozumiało... A dzisiaj?

 

Buntował się Blake przeciw Bogu dogmatów chrześcijańskiego Kościoła, przeciw Bogu, którym posługiwano się na ogół w tym celu, aby oddzielić ludzi od ich człowieczeństwa. Uważał, że instytucjonalny Kościół wykorzystywał Boga dla głoszenia i szerzenia niezgodnych z naturą praw, do tłumienia spontaniczności i żywiołowości, tłumienia popędu płciowego, wolności i ludzkiej, naturalnej radości. Buntował się też Blake przeciw idei Boga transcendentnego, niewyobrażalnie dalekiego - taka idea była dla niego równie bezzasadna, co odrażająca, bowiem żadna ludzka działalność nie jest obca Bogu - twierdził - nawet płciowość... I dlatego zmysłowa sztuka Blake'a jest sztuką wywodzącą się i prowadzącą do iluminacji i epifanii indywidualnej; stanowi ona przeciwieństwo sztuki rzymskokatolickiej, powstałej pod dyktando pojęciowych sformułowań dogmatyki Kościoła przypisującego sobie wyłączność interpretacji Biblii...

Życie Blake'a wypełniało poznawanie, uczenie się, próby zrozumienia tego, co skończone, i co nieskończone. Mawiał: "Ludzie trafiają do Nieba nie dlatego, że opanowali swe namiętności, rządzili nimi lub ich nie mieli, ale dlatego, że kultywowali rozumienie świata i ludzi" . Na takich podwalinach rodził się jego mistycyzm. Stworzył Blake z czasem swój własny, hermetyczny i radykalny system filozoficzno-teologiczny (a w malarstwie własną "gramatykę symboli") na który składały się: mistyczna myśl Emmanuela Swedenborga (Blake "korzysta" w swoim systemie z antropocentrycznego chrześcijaństwa Swedenborga, lecz wprowadza doń także elementy manichejskie i gnostyckie wyrażające antypatię do Jehowy Starego Testamentu), Biblia i protestancka moralistyka, mistycyzm największego teozofa Zachodu, Jakuba Boehme [1575-1624] (mistycyzm pozostający nie bez wpływu gnostycyzmu i magicznej filozofii przyrody Paracelsusa [1493-1541], a składający się wraz z ideami szkoły mistyka nadreńskiego nawiązującego do neoplatonizmu, Mistrza Eckharta [1260-1327], na rozwój mistyki protestanckiej będącej tak w opozycji wobec protestanckiej ortodoksji jak i katolickiej scholastyki), jak również refleksja nad wydarzeniami Rewolucji Francuskiej. System Blake'a wydaje się być prędzej instrumentarium biblijnych wizji (z tym, że udrapowanych świeckim kostiumem czyli występujących niejako w przebraniu) niż odwrotnie...

 

Wolne, duchowe jednostki nie są zainteresowane nabywaniem skolektywizowanej osobowości typowej dla "ducha" kościoła-instytucji; nie chcą też rządzić się jego obyczajami czy prawami, nie są też podatne na wpływy otoczenia, wyznaniowy oportunizm czy kościelny przymus. Nonkonformistyczna duchowość prowadzi więc nie tylko do krytyki istniejącej religii, ale jest także źródłem refleksji teologicznej, często również filozoficznej. "Heretyk" zainteresowany jest bowiem wyłącznie boską transcendencją/immanencją; ta stanowi dla niego niezaprzeczalny autorytet duchowy, nie stanowią go zaś uzurpatorskie zalecenia Kościoła. "Heretyk" traci z oczu "cały świat", często lekceważy dobra tego świata - odwrotnie Kościół: ten jest, jak widać, nieprzerwanie nimi zainteresowany! Czy dziwić zatem powinny ludzkie poszukiwania Ducha i sacrum poza zmurszałą instytucją takiego Kościoła? Jednym słowem, prawdziwi chrześcijańscy "heretycy" to ci, którzy świadomie stawiali (i stawiają) wyżej Chrystusa niż Kościół historyczny, twór ludzki. Oni to bowiem dobrze rozumieją werset z Nowego Testamentu: "Bóg nie mieszka w świątyniach ręką ludzką uczynionych"3.


Kropla deszczu zatraca swą tożsamość w oceanie...
Artysta i mistyk

Dla mistyka, którym był Blake, wszystkie wydarzenia i objawienia mistyczne mają miejsce w jego duszy. Są pozaczasowe i pozaprzestrzenne. Dla przedstawicieli oficjalnych zaś tradycji religijnych - istnieją w konkretnej, najczęściej dokładnie określonej przeszłości, a więc w czasie i w określonym miejscu (np. sanktuaria, gdzie szczególnie ma objawiać się sacrum i jego moc). Mistyk czuje, iż Wszechświat jest jedną wielką myślą, czuje że Kosmos jest wypełniony świadomością (a więc jest świadomy!), a on, mistyk, jest częścią jego świadomego bytu. Wszystko na co spojrzy mistyk jawi mu się jako część jednej, ogromnej całości; dosłownie wszystko jest ze sobą wzajemnie powiązane w Jedni, i w ten sposób mistyk pozostaje w jedności z wszystkimi elementami Uniwersum. Przestrzeń i czas jest iluzją, zło i dobro - pozorne. Jest więc to świat zupełnie innej metafizyki, opartej na uczuciu i wyobraźni, i jakże zmysłowej, a zatem nie takiej, jak owa zamknięta w quasi-mistycznych opasłych tomach oficjalna metafizyka erudytów, rozumowa i abstrakcyjna (wobec której bez trudu można wysunąć zarzut, iż oprócz nonsensów, nie proponuje żadnej praktycznej filozofii życiowej). Świat mistyka to świat, którego poznanie prowadzi nas do Rzeczywistości w której niknie nasza świecka tożsamość osoby oraz wszystkie opisy rzeczywistości pełne polaryzacji i opozycji - mistyk rozpływa się zupełnie w Rzeczywistości ponad-osobowej (trans-personalnej). Rozpłynięciu temu towarzyszą takie przemożne uczucia jak pokora wobec ogromu Tajemnicy, spokój, wewnętrzne wyciszenie, łagodność i współczucie, zachwyt i wzniosłość, jak również silne poczucie własnego istnienia i obecności. Takie dotknięcie Tajemnicy i roztopienie się w niej, jest z naszego, świeckiego, materialistycznego punktu widzenia przeżyciem w dużym stopniu irracjonalnym, a także na ogół niewyrażalnym. "Na dodatek" z własnego języka mistyk eliminuje resztki pojęć zdroworozsądkowych; jest to wówczas język, który przekracza normalne pojęcia.

 

Jeśli mistyk coś widzi, to wyłącznie oczyma duszy, bo być mistykiem to widzieć zza zamkniętych powiek... i dalej: być mistykiem to posiadać otwartą, nie-Newtonowską, jak również nie-Kartezjańską i nie-Euklidesową osobowość; trzeba umieć wejść w świat w którym wszystko się przenika, który jest bezczasowym światem mitów, bogów, marzeń sennych, by m.in. zobaczyć tkwiący w nas potencjał rozwojowy - to zadanie dla tych z nas, których bardziej interesuje "być" niż "mieć". No cóż, nie łudźmy się; do osiągnięcia prawdziwych stanów mistycznych zdolna jest niewielka liczba ludzi... A Blake posiadał tę zdolność, czuł w sobie "świętą iskrę"; iskrę umożliwiającą "zbieranie" ponadzmysłowej wiedzy na drodze doświadczeń mistycznych.

Mistyczna podróż jest podróżą w głębie Umysłu, Duszy i Ducha, a jednocześnie w głąb Wszechświata. Tak też wędrował William Blake. Oczywiście istnieją niebezpieczeństwa: zanurzanie się w głębiach podświadomości, by osiągnąć nadświadomość, wymaga wielkich umiejętności. Dotknięcie niewysłowionego podczas wędrówki poprzez las symboli transcendencji, jak również zwykłych majaków i halucynacji, kiedy to przekracza się ograniczenia czasu, przestrzeni i potocznej, ziemskiej wiedzy, kiedy dotyka się Rzeczywistości wykraczającej poza wszelkie ludzkie kategorie, poza ograniczenia intelektu, poza świat rozsądku, a nawet poza sam Kosmos, kiedy to wstępuje się coraz wyżej i wyżej, takie przeżycie nie jest dostępne każdemu. Jest to wspinaczka w głąb, zejście do najskrytszych zakamarków umysłu. Może też być ono niebezpieczne dla nieprzygotowanej psychiki z której mogą wyłonić się rzeczy szokujące i trudne do zniesienia. Z tych oto powodów we wszystkich poważnych tradycjach ezoterycznych często ukrywano mistyczne teksty przed profanami. Być może mistyk powinien milczeć, ale nie może: on musi mówić!... Nie ma to jednak nic wspólnego z prymitywnym ekshibicjonizmem naszej epoki. W tradycji chasydzkiej podkreśla się na przykład usilnie, że jeśli święty mędrzec, cadyk, będzie starał się służyć tylko Bogu, a zapomni o swych powinnościach wobec ludzi, to - jak powiada słynny rabbi, Nachman z Bracławia - bez względu na to, jak wysoko wszedł po drabinie, dążąc ku doskonałości, spadnie z niej niechybnie. Bo nie gromadzi się tej specyficznej wiedzy o rzeczywistości boskiej i ludzkiej dla samego jej posiadania... Toteż Blake nie milczał; chciał się wiedzą swoją dzielić.

Doświadczenie mistyczne jest więc doświadczeniem osobistym, przeżyciem z gruntu subiektywnym, a nie np. wspólnotową adoracją obrazu bóstwa o charakterze osobowym. W przeżyciu mistycznym odwołuje się mistyk na ogół do obrazów bezosobowych - ja mistyka rozpływa się jak nie we Wszechrzeczy o panteistycznym "zabarwieniu", to w boskiej Praprzyczynie, a często w bezosobowym Absolucie. W takim doświadczeniu zaciera się też granica pomiędzy podmiotem a przedmiotem (również przedmiotem wiary); mistyka opanowuje wszechogarniająca jedność. Mistyk zanurza się we wszechogarniającym oceanie szczęścia, widzi łagodną światłość, która nie oślepia mentalnie. Jest to doświadczenie, co do istoty którego zgadzają się mistycy całego świata. Zupełnie inaczej jest w innym rodzaju religijnego doświadczenia, ograniczonego dogmatycznym paradygmatem wiary, typowego dla oficjalnej religii Zachodu. Tu różnica pomiędzy człowiekiem a bóstwem, przestrzeń pomiędzy adorującym a przedmiotem kultu ma być odbierana jako przepastna. Rudolf Otto wykazał, iż zachodnie doświadczenie religijne ma charakter numinotyczny (numinosum); klasyczny jego opis znajdujemy w jego głośnej i ważnej książce Świętość4. Spotkanie numinotyczne jest przesycone takimi uczuciami jak bojaźń, cześć, cudowność, lęk, uświęcenie. Otto mówi o przeżyciu tajemnicy, która budzi lęk i grozę, a jednocześnie przyciąga i fascynuje. Odpowiedzią na taki rodzaj doświadczenia są na ogół zinstytucjonalizowane, typowe dla religii Zachodu ekstrawertyczne i "wspólnotowe" formy: kult, obrzędy, adoracja, a wszystko to w czasie mierzalnym, "zdroworozsądkowym" i linearnym (w którym zdarzenia następują kolejno po sobie i są nieodwracalne, względnie cykliczne i powtarzalne niczym kopie). Domeną zaś mistyka jest. Wielki Czas, czas w którym wszystko dzieje się jednocześnie, bez żadnego "wcześniej" i "potem". Mistyk korzysta zresztą z dobrodziejstwa obu w/w czasów, a poruszając się w nich bez rozróżniania i wartościowania, osiąga mistyczną pełnię. Lecz nie powstanie dzięki tym przeżyciom żadna teologia pojmowana jako "obowiązujący", zamknięty system wiary. Tu nie obowiązuje krępująca litera, a wolny Duch.

 

Wielu myślicieli uważa, że instytucjonalne chrześcijaństwo bezmyślnie zniszczyło kosmos przedchrześcijański, w którym ludzie zupełnie dobrze pojmowali naturę swych bogów, naturę świata, własną historię i głębie własnej duszy, żyli rytmami przyrody. Tak zwana religia Chrystusowa (piszę "tak zwana", bowiem nie jestem pewien czy historia Kościoła założonego przez św. Pawła i religia rozmijająca się z duchem nauczania Mistrza z Nazaretu, podobałaby się Jemu) rozpętała według krytyków chrześcijaństwa istne piekło: demontowano mity, dokonano desakralizacji natury, pojawili się zawzięci ikonoklaści, palono starożytne biblioteki, a dusza, moralność i radość życia spętane zostały więzami dogmatów i przemocą (np. późniejsza Inkwizycja). Na zdrowym ciele tajemnicy pojawiła się najpierw skaza a później rdza... Ta wielowiekowa polityka dogmatycznej ekspansji religijnej (tzw. misje, "nawracanie"), podbój nowych terytoriów i niszczenie zastanych kultur, a w ich miejsce zaszczepianie materialistycznej, linearnej i "zegarowej" kultury Zachodu oraz jego jedynozbawczych wizji, dokonała ogromu zniszczeń; wiele z nich pozostanie niestety nieodwracalnymi.

Dramat Williama Blake'a, artysty i mityka, polegał na tym, że urodził się Blake w epoce rozkwitu materializmu, kiedy to industrializm spychał wizje i iluminacje na margines ludzkiej świadomości (ciekawe co powiedziałby Blake na dzisiejsze czasy?!). A jednak, co było do przewidzenia, spuścizna Blake'a nieustannie nabiera coraz to nowego znaczenia i mimo upływu wieków nadal niesie wielu ludziom mistyczne poznanie i pocieszenie. A co do jej percepcji, no cóż, prawdą jest, że "każde oko widzi inaczej" i że "głupiec widzi inne drzewo niż człowiek mądry" (Swedenborg powiadał: "Jaki jesteś, tak i widzisz"). Więc jeśli jest tak, że egzystencja (w tym i jej jakość) zależy od percepcji, to owo drzewo będzie bardziej realne dla mędrca niż dla idioty, co prowadzi do następującej konkluzji: im więcej siebie wkładamy w to, co robimy, tym pełniej żyjemy. A pełnia przeżycia nie zaistnieje dopóty, dopóki nie dokonamy zjednoczenia, scalenia w Jedno biegunowych, przeciwstawnych stanów naszej duszy; nie osiągniemy również (a raczej nie odzyskamy!) naszej pierwotnej niewinności, jeśli nie dopuścimy, aby "cnotliwość" nasza przeszła przez iście "piekielny ogień" życiowego doświadczenia, a ono samo, aby nie sięgnęło dna... Taką oto Pełnię opiewa Blake w całej swej twórczości; nakłania też nas do jej poznania i uczynienia własną, po to, aby żyć w nieskrępowanej dogmatami wolności, a jednocześnie godnie... I mimo, iż bywa Wyobraźnia często w konflikcie z "praktycznym" rozumem, przestrzega nas Blake nie tylko przed jej brakiem, ale przede wszystkim przed nie korzystaniem z jej wyzwalających dobrodziejstw. Niezaprzeczalnie jednym z nich jest uznanie wartości wolności, co przejawia się w pozbawionej uprzedzeń ludzkiej otwartości i tolerancji. A to zawsze, bez względu na czas, jest słuszne i korzystne; sprzyja szeroko pojętej kulturze i sztuce, jest też lekarstwem na każdy rodzaj dekadencji przejawiającej się w polityce, prawie, moralności, etyce, jak również w religii, bowiem - jak zapewnia Blake - spojrzenie odmienione wszystko odmienia... Oby owocnie!


Eugeniusz Obarski

Eugeniusz Obarski, eseista, publicysta, wydawca,
redaktor Wydawnictwa Thesaurus. Mieszka we Wrocławiu.
Adres e-mail: multiwersytet@wp.pl

Przypisy

1) Dawna, poetycka nazwa Anglii.

2) J. Prokopiuk, Gnoza. Mit indywidualny i "tantra" Williama Blake'a, Wiedza Tajemna, 18/2000

3) Dzieje Apostolskie. 17:24

4) Rudolf Otto Świętość, Thesaurus Press, Wrocław 1993; zob. tegoż autora Mistyka Wschodu i Zachodu.


Twórczość plastyczna Blake'a (stosował on technikę ręcznie barwionego miedziorytu, tempery i akwareli) obejmowała, poza cyklami ilustracji do utworów własnych, m.in. ryciny gotyckich nagrobków z Westminsteru (1772), ilustracje do dzieł E. Younga, G. Chaucera, J. Miltona, Dantego i Biblii (najbardziej znane do Księgi Hioba 1823-1825).

Twórczość literacka Blake'a obejmuje dzieła prozą: Małżeństwo nieba i piekła (1790), poematy - tzw. księgi prorocze: Tiriel (1789), Visions of the Daughters of Albion (1193) i inne, cykl "kosmiczny": The First Book of Urizen (1794), The Book of Los (1795), i in., Milton (1804-1808), Jerusalem (1804-1820), zbiory liryki: Pieśni niewinności (1789), Pieśni doświadczenia (1794).




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)