Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 kwietnia 2015

Bea Chorąży-Lech

z cyklu: Taniec po spirali (odcinków: 6)

Wojenne rozmowy

Kategoria: Historia i współczesność
Tematy/tagi: Ukrainawojna

« Zaćmienie, nów, równonoc i kobieca MOC

Nie mam telewizora, najczęściej też unikam wszelkich wiadomości, bo to i tak tylko szum... a jak już coś do mnie "przypadkowo" dotrze, mam metodę, która pozwala mi trzymać dystans "przyjmowanie do wiadomości". Przypominam sobie czas przed wyborami w Rosji na teraźniejszego prezydenta, materiał o udaremnieniu próby porwania czy innego ataku, wtedy jeszcze na kandydata na urząd, który miał miejsce na Ukrainie...

Moi znajomi z Rosji opowiadali o tym, że "Krym zawsze był ruski, tylko pijany ówczesny prezydent uległ naciskom zachodu i go oddał", mówią, że do sprawy krymskiej ich prezydent nie miał takiego poparcia jak ma teraz. Opowiadają o wielkich koncernach, które już kopią na Ukrainie, i w dalekosiężnych planach mieli właśnie zająć sporny półwysep.

Przyjmuję do wiadomości.

Tymczasem wspólnie zasiadamy przy Dziadku Ogniu, modlimy się, doświadczamy tu i teraz, nasze bycie razem jest poza wszelkimi podziałami.

Jesienią wysyłałam paczkę do innych "szamańskich" znajomych do Rosji z polskimi serami:) prosili, bo nie ma w ogóle w sklepach, a oni lubią, śmialiśmy się i czarowaliśmy, żeby przesyłka dotarła, udało się.

Komuś zależy, żebyśmy się "nie lubili".

Inna znajoma z Rosji opowiada, że jej daleka od wszelkiej polityki, szamańska strona internetowa na Ukrainie otwiera się z nagłówkiem: "jestem przeciw Ukrainie", nasi wspólni ukraińscy znajomi jej o tym powiedzieli, okazuje się, że większość stron rosyjskich tak się właśnie otwiera, bez zgody, a nawet wiedzy właścicieli.

Kuzynka z Tarnopola (Ukraina zachodnia) mówi o pomnikach Stefana Bandery, które powstają u nich. Przypominam sobie spotkanego w autobusie do Paczajewskich Lavrów (sanktuarium prawosławne na Ukrainie), w 2005 roku mężczyznę , który jak sam wykrzykiwał, pochodził z Dombasu, pomstował na Papieża, na Unię Europejską, mówił o głodowych rentach i zdecydowanie był przeciw. Byłyśmy z siostrą w szoku, gdy zobaczyłyśmy go potem w klasztorze w szatach mnicha.

Obserwuję postawy ludzi, ich reakcje na to co się dzieje na Ukrainie, są tacy, co od początku się zdeklarowali za, głoszą hasła i prawdy o wolności, są i tacy, którzy po prostu organizują zbiórki rzeczy, transporty i realnie pomagają ludziom.

O Gorłowce, miejscowości na Ukrainie niedaleko Doniecka, mało kto słyszał, aż do czasu bombardowań. Ja jeździłam tam do rodziny na wakacje...

Moja rodzina mieszka w różnych miejscach na Ukrainie i w Rosji, ponieważ po wojnie nastał czas przesiedleń, trafiło na wieś Suchodół, gdzie mieszkała moja babcia; jej rodzeństwo i mama - moja prababcia, mieszkali w Dźwinogrodzie, po sąsiedzku, ich nie wysiedlono. Tam też u prababci przebywał jako dziecko mój wujek, koledzy nastraszyli go, że to wojna i że go tam właśnie wiozą, ten ze strachu schował się w lesie, nie wyszedł do swojej mamy - mojej babci, kiedy ta przyjechała po niego. Prababcia Honorata pocieszyła ją, że się nim zaopiekuje, że teraz babcia ma skupić się na młodszym dziecku, mojej ciotce i teściowej, która jechała z babcią, a która nie chodziła o własnych siłach. Dziadek był wtedy jeszcze na froncie, albo już w wojskowym szpitalu nad morzem. Miała po swoje dziecko wrócić do Dźwinogrodu wtedy już ZSRR, kiedy tylko się urządzi w Polsce. Babcia wyruszyła pociągiem z podopiecznymi oraz krową i koniem, nieraz próbowałam sobie wyobrazić te godziny, dni, tygodnie tułaczki, kiedy nie wiadomo, dokąd jedziesz i nie wiadomo, kiedy się pociąg zatrzyma, a trzeba nabrać wody dla ludzi i zwierząt. Ludzie byli przygotowani, mieli worki z paszą, ze zbożem, już w Polsce moja rodzina piekła chleb z tego co ze sobą przywieźli.

Koń nie przeżył, spłoszył się w Katowicach, wpadł pod tramwaj i zabrało go wojsko... Babcia opowiadała mi, że on to czuł, bo nie chciał jechać, dwa razy do domu, do stajni uciekał ze stacji przed załadunkiem do wagonów.

Po jakimś czasie granice zamknięto, a wujek wychowywał się u prababci, później przyszedł czas szkoły i wojsko... i już został. Przeniósł się "na Donbas", do Gorłowki właśnie.

Mówi się "nieduże miasto", dla mnie było wielkie, z perspektywy młodej panienki. Trolejbusy, tramwaje, ogromne parki, pomniki, kopalnie, teatry i wszędzie mówiło się po rosyjsku, nie po ukraińsku. Kiedy jeździłam do Tarnopola, jeszcze za czasów ZSRR, i w sklepie odezwałam się po rosyjsku, nie byłam mile traktowana, albo nie obsługiwana w ogóle, dlatego mówiłam po polsku. Tu w Gorłowce było inaczej, mogłam praktycznie ćwiczyć rosyjski. Tak było już wtedy, tu była bardziej Rosja.

Pamiętam czarną ziemię, już zaoraną, bo to sierpień był, a ja z kuzynem jechaliśmy kolejką i przez otwarte drzwi widać było pola kołchozowe, ogrom czarnej ziemi, a przecież słoneczny dzień, nie padało. Ze szkoły nie pamiętałam, że to czarnoziemy, urodzajna ziemia, i uświadomiłam sobie, że to niezwykłe miejsce, bo taka ziemia i kopalni dużo. Moja ciotka pracowała w Gorłowce w biurze kopalni rtęci, opowiadała, że na dół do kopali biorą tylko więźniów dożywotnich, bo z czasem ludziom wypadają włosy i zęby... Nie wiedziałam, ile i jakie jeszcze kopalnie mają, nie interesowało mnie to.

Teraz jeden z kuzynów z Gorłowki mieszka już w Polsce, stara się o obywatelstwo wraz z żoną. Opowiada, że jednej nocy obudził ich huk bombardowania. Powtarza co jakiś czas, że nigdy nie wyobrażał sobie, że coś takiego może się zdarzyć u nich. Opowiada, że z miasta prawie nic nie zostało i że panuje tam chaos. Nie ma żadnej władzy, mogą zabrać samochód na ulicy i nie masz nic do powiedzenia. Raz strzelają ci z Doniecka, raz ci z Kijowa. Trzeba wiedzieć, do których mówić, żeby dali spokój, jak zatrzymają na wyjeździe z miasta.

Siedział też dwa dni w więzieniu. W pokoju pięć na pięć metrów czterdziestu mężczyzn boso. Nie miał żadnych poważnych oskarżeń, ale "mógł coś wiedzieć". Powiedział nam, że nie widział tam ani jednego Rosjanina, że z karabinami chodzili tacy, co to się ich widzi co dzień we własnym mieście, a teraz mają coś do powiedzenia, najczęściej młodzi, nawet miał wrażenie, że oni wyglądają jakby byli zadowoleni, że grają w grę na żywo. Jego żona w tym czasie siedziała na korytarzu i przerażona słuchała wrzasków ludzi przesłuchiwanych. Widziała, jak prowadzili młodego chłopaka od internetu, był przesłuchiwany, bo mógł coś wiedzieć, przecież zakładał internet w różnych mieszkaniach. Nie wierzyła, że człowiek może wydawać takie dźwięki, kiedy się go podłączy pod prąd. Na korytarzu siedziała kobieta, okazało się, że siedzi tak już dwa tygodnie... winna była tego, że zorganizowała transport, kiedy zaczęło się bombardowanie, i wywiozła w bezpieczne miejsce pensjonariuszy z domu starców. Mój kuzyn miał wrażenie, że wszystko to mu się śni, kasza i używane, brudne plastikowe talerzyki, widelce. Zarzuty do ludzi, na podstawie zdjęć na facebooku, "bo chodzą do restauracji, a z wypłaty na pewno ich nie stać". Uwolnienie przyszło przypadkiem, po znajomości. Watażka-dowódca rozpoznał sąsiadkę, czyli żonę mojego kuzyna.

Mieszkania bez szyb w oknach, co chwilę wybuchy, ktoś zostaje trafiony, ludzie siedzą po piwnicach, na szczęście była lekka zima.

W rozmowie z nim zapytałam, czy to prawda, że firmy z zagranicy, z Zachodu u nich "kopią", okazało się, że od dawna, że za to miały być nowe drogi i metro rozbudowane... itd... itd...

Przyjmuję do wiadomości.

Ludziom w Gorłowce jest wszystko jedno, gdzie będzie granica, teraz chcą tylko spokoju, tęsknią za prostymi rzeczami, jak spokojny sen. Nie wyobrażam sobie ich codzienności, modlę się o to, żeby sobie tego nie wyobrażać... moja kuzynka mówi ze śmiechem, dzwoniąc z Gorłowki: "wiesz, żyć trzeba", nikt z nich nie przypuszczał, że kiedykolwiek może coś takiego się zdarzyć.

Komuś na tym zależy, żebyśmy się "nie lubili"...

Modlę się o świadomość, nas wszystkich, abyśmy widzieli w sobie to, co nas łączy, nie dzieli. Staram się nie być za, ani przeciw. Proszę o zrozumienie i prowadzenie, abym umiała objąć miłością i postrzegać sercem, bez uprzedzeń i przyjmować do wiadomości.

Taniec po spirali: wstęp na końcu

Mam takie poczucie, że gdybym mogła opisać energetycznie moją ścieżkę byłby to taniec po spirali. Ten symbol pokazał mi się w dzieciństwie wtedy nie rozumiałam, nie wiedziałam, że oto otrzymuję pierwszą wizję i że będzie ich w przyszłości więcej. Wszystko jest w ruchu, w przenikającej się kreacji, wszystko tętni Duchem, tak postrzegam świat. Szamanizm jest dla mnie częścią życia, głębokim szacunkiem i niekończącą się przygodą. Dane mi było doświadczyć wielu ceremonii i inicjacji z różnych zakątków świata, wszystko to splatam w jedno, uśmiechając się i celebrując świętą prostotę codzienności.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-04-11)



« Zaćmienie, nów, równonoc i kobieca MOC

komentarze

1. Potencjalnie ciekawy artykuł • autor: Nierozpoznany#57382015-04-12 10:06:59

Witam

Mam wrażenie, że tekst powyższy zawiera bardzo ciekawe relacje źródłowe, zapewne mogące być materiałem na 2-3 artykuły. Jest tam też komponent ideologiczny, pewnie materiał na sosobny materiał.

Czy możnaby te ciekawe informacje uporządkować? Zwolnić tempo. wyjaśnić, napisać komentarz? Lepiej by się czytało.

Na przykład ja nie wiem o co chodzi, że każda strona internetowa otwiera się z napisem, że jestem przeciw Ukrainie. Można by o tym zrobić info na pół strony. Może wykop by się zainteresował.

Pozdrowienia
Alexander
[foto]

2. Czyj Krym? • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-12 11:41:18

>>> Moi znajomi z Rosji opowiadali o tym, że "Krym zawsze był ruski, tylko pijany ówczesny prezydent uległ naciskom zachodu i go oddał"
Zapewne chodzi o Jelcyna, który (a) nosił tytuł prezydenta i (b) mial czarny pijar pijaka. Naprawdę Krym z Rosji do Ukrainy przeniósł Nikita Chruszczow w 1954 r. ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Obw%C3%B3d_krymski ), który NIE miał tytułu prezydenta i raczej nie był dezawuowany przez przeciwników z powodu pijaństwa, ani NIE ulegał naciskom Zachodu, wręcz przeciwnie.
Cesja Krymu odbyła się w obrębie ZSRS i miała znaczenie ledwo dekoracyjne.
Chruszczow urodził w miejscowości, która w końcu znalazła się po rosyjskiej stronie ukraińsko-rosyjskiego pogranicza. Formalnie był Rosjaninem, ale w latach 1939-49 był szefem komunistycznej partii na Ukrainie. Być może te wahania - UA czy RU - wpłynęły na to, że dając im Krym, chciał się przypodobać "towarzyszom" z "Ukraińskiej Republiki". W końcu gdy był na Krymie, dopadł go w 1964 zamach stanu przez Breżniewa i kolegów.

3. O Wojennych rozmowach • autor: Nierozpoznany#63412015-04-13 21:18:51

Napisałam w "poszarpany", chaotyczny sposób -  trochę tak, jak to jest nam przekazywane przez różne media. Podejrzewam, że nie tylko ja mam mętlik informacyjny w sobie i pewnie nie ja jedna pragnę w sobie to poukładać, znaleźć harmonię, a rozbierając wszystkie informacje na czynniki pierwsze - raczej nie pomaga.

A jeśli chodzi o Krym - przedstawiłam zdanie większości moich znajomych, takie podejście mają i w taki sposób o tym mówią.
[foto]

4. Bardzo ciekawy tekst,... • autor: Michał Mazur2015-04-14 00:54:51

Bardzo ciekawy tekst, przez zwykły rachunek prawdopodobieństwa w życiu by mi nie przyszło do głowy, że ktoś z piszących Tarakowiczów może mieć krewnych tam. Po prostu. Czegoś jednak nie mogę wywnioskować z tekstu: "Siedział też dwa dni w więzieniu. W pokoju pięć na pięć metrów czterdziestu mężczyzn boso." Jeśli mogę zapytać - kto osadził Pani kuzyna? I gdzie?

Swoją drogą, to ciekawe jak nasz "rząd" chwalił się ewakuacją 178 Polaków. Zupełnie ignorując fakty, że o wiele więcej ludzi wyjechało na własną rękę (bo ileż można czekać...) - oraz to, że na terenach ogarniętych wojenną zawieruchą zostało 4 tys. Polaków i osób polskiego pochodzenia. Podobno

5. W więzieniu w... • autor: Nierozpoznany#63412015-04-14 08:51:22

W więzieniu w Gorłowce, osadzony przez tamtejsze władze "kijowskie". Miasto zostało podzielone, nie oficjalnie, mieszkańcy do końca nie wiedzą, kto jest kim, kto z kim trzyma. To jest właśnie wojenny chaos podchodzi ktoś z karabinem i on ma teraz władzę. Nie ma pracy, pieniędzy, mówią, że gdyby nie konserwy z Rosji "zdechli by z głodu". Paczki przesłać też nie można, bo poczty nie ma.
[foto]

6. O kurcze... no... • autor: Michał Mazur2015-04-16 13:05:37

O kurcze... no to ładnie. Zapytałem, bo tak właśnie wyglądała niegdyś mentalność sowiecka - nie wiadomo za co, za jaką to niby "zbrodnię", ale i tak trafiło się do tiurmy. Tak profilaktycznie. W ten sposób ludzie uczyli się, że władza może zrobić z nimi wszystko, i było to jedno ze źródeł jej hegemonii. Tego bydlęcego posłuchu, jakim darzył ją homo sovieticus

I właśnie tacy ludzie, te ugrupowania rządzące w Kijowie deklarują, że chcą do Europy... z Banderą i Szuchewyczem na sztandarach. Też fajnie. A tymczasem w Kijowie podejrzane "samobójstwa" polityków Partii Regionów oraz zupełnie oczywiste zabójstwa. Wczoraj wieczorem przed swoim domem w Kijowie został zastrzelony Ołeh Kałasznikow.
Tymczasem na moim VKontakte (gdzie jestem bodajże od 2010 roku) zawitał jakiś nieznany mi wcześniej młody człowiek ze Słowiańska, który chce się uczyć języka polskiego. Chce rozmawiać po polsku, i w ten sposób szlifować język - chyba wybiera się do nas na studia. Bardzo dobrze. To może i ja podszlifuję nieco rosyjski :) A przy okazji dowiem się coś więcej, co tam naprawdę się dzieje. 
[foto]

7. Polityka nie polega... • autor: Bartosz Kazibudzki2015-04-16 22:58:00

Polityka nie polega na lubieniu się, ani na zaufaniu, ani już w ogóle na prawdzie.
Polega na interesach.

Lubić to się lubią wszyscy, ale jak przychodzi co do czego to jedni chcą w europie szariatu, a inni cyrylicy.
[foto]

8. Polityka polega na... • autor: Michał Mazur2015-04-17 15:31:45

Polityka polega na interesach
Ha, chciałbym żeby nasi rządzący to wreszcie zrozumieli...

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)