Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Wojna z Bułgarią w imię Boże
Świetliści kontra Twardziele


« Kwanty, geny i brunet wieczorową porą Pożegnanie jesieni. Cz. 7: Nowej Uczty nie będzie »

Spór o uchodźców mocno w ostatnich miesiącach przygasł. Co się miało spełnić, to się spełniło, co się nie spełniło, to już też wiadomo, ludzie znudzili się sprawą i dopiero w ostatnich dniach dzięki pewnemu wyborczemu filmikowi przypomnieli sobie czas, gdy kłótnie o to dawały im nieco radości. Spór toczy się więc w mniejszej skali, ale w identycznym rytmie jak dawniej. Jedni wytykają realizatorom filmu, że ten kopiący kobietę i zrzucający ją ze schodów śniady facet, to nie żaden uchodźca, a Bułgar i w dodatku ponoć alkoholik. Drudzy podkreślają, że choć może i Bułgar, ale jednak gwałty były i strefy i ogólnie nieładnie zachowują się niektórzy z przyjezdnych, no i samochodów parę też w ludzi wjechało, więc nawet jeśli tu jest akurat Bułgar, ale nigdy nic nie wiadomo. I tak to trwa.

Film pokazuje uchodźców jak bandycką hordę, krytycy dzieła oburzają się, oskarżając o sianie nienawiści i manipulowanie strachem. Ci którym film się podoba słuchają tych zarzutów z pogardliwym uśmieszkiem i tym bardziej cenią go sobie. Pozornie spór jest o to, czy przybysze z bliskiego wschodu są groźni, czy tylko konserwatyści ich takimi czynią, lecz oczywiście to tylko pozór. Naprawdę spór jest o to, czy świat jest dobry, czy zły. Czy jest w świecie zło samo w sobie, czy tylko my to zło stwarzamy własną ignorancją? Stanowisko postępowych dobroduszników jest tu jednoznaczne. Zła nie ma. Nikt nie jest zły, nie może więc być zły człowiek z innej niż nasza kultury. Jeśli by nawet nami gardził, to tylko z tego powodu, że jeszcze nas nie zna. Pogarda dla nas, gdyby istniała, nie jest wpisana w jego człowieczeństwo, a jedynie jest wynikiem niedostatecznej znajomości języka i może jeszcze trochę strachu. Poza tym nie gardzi, a tylko niektórym z nas tak się zdaje z przyczyn, które się już wymieniło. W rzeczywistości lubi nas i życzy jak najlepiej. A jeśli by nam i źle życzył, to tylko dlatego, że przeszedł wiele złego i większość z tego sami mu uczyniliśmy, choćby broń sprzedając, co mu sama w bratobójczej walce czemuś wypaliła w rękach, gdy to ją niebacznie kupił przez ten nasz wściekły marketing. I teraz żałuje. A jeśli by chciał tutejsze kobiety ukrzywdzić, to tylko przez kulturowe nieporozumienie. To stanowisko, do głębi urocze, ma jednak pewne poważne pęknięcie. O ile bowiem przybysz z zewnątrz, nawet popełniający coś naprawdę strasznego, w gruncie rzeczy strasznym sam w sobie być nie może, o tyle nie jest jasne, czy ta życzliwa optyka dotyczy także PiSowców. Czy oni też są źli jedynie z powodu niewiedzy, czy też są wyjątkiem i jednak mogą być źli substancjalnie, w sposób niemożliwy już nigdy do zmiany? Dobroduszność postępowa nie wydaje się szczególnie konsekwentna. Weźmy resocjalizację. Każdy postępowiec przysięgnie, że morderców da się resocjalizować. Morderców, złodziei, dilerów opiatów, oszustów, bandziorów – wszyscy oni w gruncie rzeczy, gdzieś na dnie swego serca, pod grubymi pokładami dziecięcych traum są dobrzy i chcą dobrze, zatem resocjalizacja, socjal jak ze szwedzkiego więzienia, pokój do spotkań intymnych i współczucie psycholożki należą im się jak owcy dzwonek. Wszystkim. Z pewnym wyjątkiem. Nie jest bowiem pewne, czy dotyczy to seksistów. Seksizm, w każdym jego możliwym przejawie, przebaczeniu żadnemu podlegać nie może. Nie daje się zresocjalizować, nie wynika z traumy, nic go nie tłumaczy, ani żadna głębsza prawda poszukiwania w świecie Dobra i Światła, tyle że w złym miejscu – wszystko to obejmując takiego na przykład Breivika, któremu się wybacza i piątkę przybija, nie obejmuje jednak żadnych przejawów seksizmu. Z Breivikiem można dyskutować miesiącami o jego strzeleckich wyczynach, za każdym razem witając go podaniem ręki i kiedy już siedzi te swoje dwadzieścia parę lat, to może choćby i studiować, ale seksista żaden studiować nie powinien i nie będzie i nikt mu na pożegnanie piątki nie przybije. Żadne go traumy nie tłumaczą. Unforgiven.

Ale czy stanowisko konserwatystów, tak bardzo stroskanych o bezpieczeństwo pań przed przybyszami z patriarchalnej kultury jest bardziej konsekwentne, niż opowieść ich przeciwników? Ci konserwatyści mówią, że trzeba realistą być i nie mieć złudzeń. Ludzie przyjeżdżają tu z bliskiego wschodu dla korzyści, bo taki po prostu człowiek jest. Cwany jest. Oszuka. Ofiarę z siebie zrobi aby dostać co chce i tylko idioci mu wierzą. Ok. A czemu ludzie kandydują w polityce? Przedziwny jest ten mariaż braku złudzeń, gdy się mówi o obcych przy jednoczesnym przypisywaniu sobie samemu idealizmu i szlachetności, a ofiarności po prostu niewyobrażalnej. Przy temacie uchodźców to pęknięcie nie jest może tak bardzo widoczne, ale widać je dobrze, gdy się zacznie rozmowę o stosunku konserwatystów do socjalizmu. Czemu on jest zły? Bo nie działa. A czemu nie działa? Ano nie działa, bo ludzie nie będą przecież pracowali dla całego narodu. Pracować będą dla siebie, gdyż są egoistami. Pracować będą motywowani chęcią zysku. Ok. Do tej pory to jasne. Przyjrzyjmy się jednak pytaniu, czy obalenie socjalizmu i ogólnie walka z nim były szlachetne. Oczywiście były. Szlachetne było domaganie się, by odrzucić system społeczny oparty na nierealnym wyobrażeniu ludzkiego altruizmu i zastąpić go systemem opartym na zasadzie egoizmu. Ludzie poświęcali swoje życie i zdrowie, grzebali swoją karierę i ryzykowali, czyniąc to w interesie społecznym, a wszystko to po to, by obalić system, który opierał się na założeniu istnienia ludzkiej bezinteresowności. Ryzykowali internowanie, więzienie, bicie i własną przyszłość, tudzież rodzinę własną poświęcali, byśmy mogli rywalizować o zysk dla siebie, zamiast w czynach społecznych sadząc drzewka udawać społeczników.

Ideologia z natury jest niespójna, każda bowiem musi być gwarantowana przez jakieś założenie, które nie jest jej częścią. Jednak spór o uchodźców to nie tylko spór dwu idei, ale i spór dwu rodzajów życiowych doświadczeń.

Pierwsze z nich, to doświadczenie dzieci kochanych i zadbanych. Intelektualiści, wrażliwcy dopieszczeni przez kochające matki, zadbane dobre uczennice, ludzie z kulturalnych i bezpiecznych domów, wychowywani troskliwie. Z którymi się rozmawia. Których się przekonuje, że człowiek jest dobry, że zawsze można się dogadać i, że zawsze drugi nas wysłucha. Wychowawcy zwracali uwagę na przemoc i konstruktywnie na nią reagowali. I inna wersja tej samej grupy – ci którzy przeszli taki jakiś rodzaj przemocy, tak bardzo bolesny i przerażający, że postanowili całkowicie od niej się w sobie odciąć i postanowili, że wcale jej nie ma. Te dwa podzbiory ludzkie wzięte razem powtarzają nam jedno. Nie ma zła. Nie można zła nikomu w zasadzie przypisać.

Przeciwstawiają się im Twardziele. Ci chcą walczyć, czują bowiem, że na walce się znają i daliby radę. Wreszcie do czegoś by się nadawali i mogliby czegoś dokonać. Marzą więc o tym, by uchodźcy przywieźli broń. Coś zrobili. By wreszcie można było pokazać, że się człowiek do czegoś nadaje. Że jest potrzebny taki jaki jest, a nie taki jakiego musi udawać. W życiu codziennym tę cywilizowaną, ugrzecznioną jakby walkę, a przecież nie walkę w sumie ci ludzie przegrali. Wiedzą jednak, że człowiek bywa zły. I ci pierwsi, tak bardzo zadowoleni ze swojej świetlistej wizji nieprzytomnie ich drażnią. To nie uchodźcy ich drażnią, tak samo jak ich adwersarze nie uchodźców kochają. uchodźców obie grupy mają gdzieś. Uchodźcy są jedynie figurą w grze między tymi dwiema grupami. To co wkurza Twardzieli, to ich dobroduszni adwersarze, którzy są niczym dzieci i nic z tego złego świata nie pojmują. I próbują Twardziele powiedzieć Świetlistym o swej życiowej wiedzy i o swym doświadczeniu, a otrzymują tylko uśmiech pogardy i wyższościowego zatroskania. I dostają furii.

A kim są sami uchodźcy? Kim są naprawdę? Nieważne. Co za różnica? ISIS pokonane, wojna domowa wkrótce się skończy i za rok dwa, wrócą przecież do siebie. Sposób, w jaki rozumiesz to ostatnie zdanie pokazuje być może, w jakiej jesteś grupie.

Oryginalnie w blogu Autora 18 października 2018. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Kwanty, geny i brunet wieczorową porą Pożegnanie jesieni. Cz. 7: Nowej Uczty nie będzie »

komentarze

1. Poczekaj na autokefalie Kijowa i Moskwy • autor: JSC2018-10-21 17:24:11

to zobaczysz chrześcijańskie umiłowanie bliżniego... jeśli jesteś niecierpliwy to poczytaj o różnych wojnach religijnych np. w Irlandii Północnej i ludobójstwach na Wołyniu i w Srebrenicy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)