Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 maja 2016

Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz

Wojna się już skończyła - o relacjach w parze

To zdanie powtarzam ostatnio często, prowadząc warsztaty ustawień systemowych. Czasami dociera mocniej, czasami słabiej – zależy. Zawsze jednak wywołuje pewne zadziwienie w oczach tych, którzy 77 lat po wrześniu 1939 wciąż niosą w sobie jak żywą wojnę i jej skutki.

Kobiety jakieś 77 lat temu przeżyły traumę. W mojej opinii po tym co widzę, całkiem sporą. Zwłaszcza te, które miały mężczyzn, a te, które były wtedy z nimi w ciąży albo wychowywały ich dzieci, jeszcze większą. Ktoś powie, ale to przecież dawno i nie prawda. A jednak dla duszy nie ma czasu i to, co się nie rozegrało do końca, przy naszych dziadkach, rozgrywa się wciąż jak żywe w nas.

Mężczyźni są słabi i to nie przesada. Często niosą na sobie winę swoich dziadów za to, że zostawili te kobiety same. Za to, że nie udało im się wrócić do domu, albo że wrócili jako kalecy. Wyjechał zdrowy chłop, a wrócił kawałek. Niektórzy wracali w jednej części, ale jak patrzę na to, co widać na ustawieniach systemowych, to duszą, myślami, emocjami zostali niejednokrotnie razem ze swoimi towarzyszami broni, gdzieś tam, daleko, w okopie do, którego wpadło kilka granatów. I często Ci, którzy przeżyli, w duszy czują się winni, że żyją. Dziadek tego nie przeżył do końca. Był nieobecny dla ojca, a jak ojciec nie wziął, to co dał synowi? Dał to, co miał. Te niedokończone historie są wciąż w nas żywe. Babcia często... kobieta była poszkodowana. Czuła się ofiarą tej sytuacji. Często obwiniała swojego chłopa, że poszedł gdzieś tam na wojnę i ją zostawił. Te żale i pretensje wciąż są jak żywe we wnukach.

Co musi się zrodzić w facecie, jak idzie na wojnę, gdzie będzie musiał być codziennie przez może noc i dzień obecny, na 100%? Co ciekawe, osoby, które trafiały np. na front albo do obozów koncentracyjnych, gdzie każdy dzień był przepełniony tą gotowością do walki na śmierć i życie, niemal natychmiast zdrowiały ze wszelkich depresji i innych chorób psychicznych. Zdrowiały natychmiastowo. Ciało postawione w obliczu dużego stresu tak właśnie reaguje. Odpalają się hormony odpowiedzialne za gotowość do podejmowania akcji - mówiąc kolokwialnie, nie ma czasu na rozkminy i zatapianie się w mętnych meandrach umysłu. A wszelkiego rodzaju wyobrażenia, zakrzywienia spostrzegania, nagle odchodzą w dal. Psychika i cały organizm mobilizuje się i jest nastawiony na jedyny cel – przetrwać, przeżyć. A żeby przetrwać i przeżyć musisz być obecny. Jak strzelają, to uciekasz, a nie zastanawiasz się, w którą stronę. Tak działa mózg automatyczny. Podświadomość. Non stop analiza napływających bodźców i reakcja na nie, ponoć w 0,2 sekundy. Ale nie w szczegóły chcę tym razem wchodzić, nie w szczegóły biologii.

Gdy chłop szedł na wojnę, swoją czy nieswoją, to kobieta zostawała sama. Sama, albo z dziećmi. Czasami z chłopcem. Jeżeli Ona doświadczyła takiej sytuacji, to jak Ona potem będzie wychowywać chłopca? Będzie w nim budować zachowania agresywne? Będzie uczyła go, jak walczyć? Czy dopuści w nim tą gotowość do podejmowania akcji, w obliczu zagrożenia? Nie sądzę. Będzie go bardziej wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca, który ma czyste porteczki i równo przystrzyżoną grzywkę. Czy to dziwne? Nie. Po pierwsze, kobieta po takiej traumie, gdy została sama, będzie się bała, że owoc jej starań, często nieprzespanych nocy, będzie taki sam jak tata... czyli jak dorośnie, to pójdzie na swoją czy nieswoją wojnę. Więc w obawie, że tak właśnie może się wydarzyć, będzie go wychowywała na grzecznego ułożonego chłopca. Wojna się skończyła – i dość często ostatnio powtarzam to na warsztatach ustawień systemowych, bo zdarzają się, klienci - potomkowie sprawców lub ofiar, którzy ze ślepej miłości wciąż na tej wojnie są. Może nie idą fizycznie na wojnę, ale chętnie oglądają filmy wojenne lub takie, w których jest obecna przemoc. Często grają w gry, już teraz bliskie rzeczywistości, szczególnie gdy do naszych domów wdziera się technologia Virtual Reallity. Ale powracając do pewnego procesu, który swoje owoce przedstawia dzisiaj po blisko 80 latach, w młodych, czasami dojrzałych mężczyznach.

Ci mężczyźni nie mają dostępu do swojej agresji. Boją się mieć do niej dostęp. A zamknięcie się na swoją agresję powoduje brak dostępu do swojej siły. Agresja wbrew obiegowej opinii jest czymś naturalnym i normalnym. Nasz organizm cały czas zachowuje się agresywnie, chociażby w relacji z różnymi wirusami, bakteriami i grzybami. Cały czas trwa niekończąca się agresja w stosunku do otoczenia. Siedząc na danym krześle w autobusie czy tramwaju także przejawiam pewną formę agresji, bo nikt inny właśnie na tym miejscu nie może usiąść, bo siedzę tam ja. Śmieszne? Nie wydaje mi się. Walczymy o przestrzeń, czas, zasoby, pieniądze, kobiety, mężczyzn, przetrwanie. Agresja jest częścią życia. Agresja to coś innego niż przemoc, manipulacja, kłamstwo i podstęp. To zachowania przemocowe. Agresja jest ludziom wpisana w ich bycie i życie. Hamowanie agresji w sobie, skutkuje często depresją.

Dlatego przestań się okłamywać kobieto, że chcesz, aby Twój facet był silny i zarabiał dużo pieniędzy, bo konsekwencją stanięcia w męskim, w męskiej sile jest znaczna poprawa w temacie kasy. Przestań się okłamywać, że chcesz, aby on był silny i tu nie do końca chodzi o siłę mięśni. Aby był ostoją, abyś mogła się przy nim poczuć bezpiecznie. Przestań łgać, bo to kłamstwo i kolejna iluzja. Jeżeli jesteś kobietą i stoisz w żeńskim, to po prostu już masz takiego faceta. A skoro go nie masz i mówisz, że o nim marzysz, to najprawdopodobniej sama kontynuujesz rytuał kastracji męskiego, który być może ze strachu rozpoczęła Twoja babcia? W sumieniu najprawdopodobniej jesteś powiązana z tymi wszystkimi kobietami, które to robią od 77 lat, a czasem i dłużej, bo przed drugą wojną światową była też pierwsza wojna światowa i wcześniej historia Polski i Europy nie była związana z bajką pt. "Żyli długo i szczęśliwie”. Czy przypadkiem nie jest tak, że jak facet staje w swojej sile, to zaczynasz drżeć. Zaczynasz się bać... grunt trochę drży pod nogami? Dlaczego? Może dlatego, że czujesz, że tutaj kończy się Twoja kontrola, a zaczyna Twoja bezsilność. To po pierwsze. Po drugie, gdybyś miała tak, że masz faceta, który stoi w swojej sile, to miałabyś możliwość się o niego oprzeć, w wąskim sensie, i mówię też tutaj o oparciu się psychicznym. Po trzecie i może najważniejsze, w sumieniu musiałabyś zdradzić te wszystkie kobiety z Twego rodu, z Twego wewnętrznego drzewa życia, które tego nie miały, bo ich mężczyźni poszli w pizdu... i często nie wrócili. A one same zostały z dzieckiem, dzieciakami... czasami z całą gromadką i w wyniku okoliczności nauczyły się nosić spodnie. Przestań się oszukiwać, że chcesz chłopa, który ma jaja jak dwa arbuzy i ma siłę być konsekwentny i iść za swoim obrazem. Wewnętrznym obrazem. To jest ostatnia rzecz, której byś chciała. Ty chcesz mieć takiego chłopa, którego będziesz mieć pod kontrolą, bo tak nauczyłaś się dbać o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swojego potomstwa i żyjąc w ten sposób możesz pozostać wierna swoim babkom, prababkom i kobietom w swoim rodzie, które chłopów straciły. Świat się zmienia, mijają lata, przychodzą nowe pokolenia, a Ty wciąż częstokroć zamrożona, w tym lęku swojej babci. Mężczyzna, który ma kontakt z własną agresją, potrafi walczyć. Dostęp do pieniędzy również łączy się z pewną formą przejawiania agresji. Ta agresja jest potrzebna. Kiedyś była potrzebna, aby stanąć naprzeciw niedźwiedzia, foki czy innego zwierza, aby zadbać o swój rewir, o swój dom. Czasy się zmieniają, ale energia jaką potrzebuje mężczyzna, aby wyjść do świata na swoje polowanie, jest ta sama. A ta agresja i dobry z nią kontakt, jest potrzebny, aby wychodzić do świata i zarabiać np. pieniądze. Kiedyś zabijać foki albo być gotowym na odparcie najazdu wrogiego plemienia. Czasy się zmieniły. Już nie ma mamutów, tygrysów szablozębnych, ale energia ojca, energia wychodzenia do świata, to nadal ta sama energia, co tysiąc, dwa czy dziesięć tysięcy lat temu. Może w mniejszym stopniu w cywilizowanej części świata możesz stracić życie, ale za to możesz stracić twarz, wizerunek, stanowisko w korpo albo grubego klienta. Tam można stracić wszystko i to w jedną chwilę. Kierują nami te same energie. Podobne wzorce. Przedmioty się zmieniły, ale nie my, wewnątrz nas. Sumienie które wiązało z klanem, wciąż jest obecne, wciąż, jak pokazują ustawienia, działa, bez względu na to, czy jeździmy rowerem czy najnowszym modelem Tesli (auto w 100% na prąd).

A my mężczyźni? Dlaczego mamy taki problem ze stanięciem na swoim? Bo pokutujemy za naszych prapradziadków, pradziadów i dziadków. Bo niesiemy ze ślepej miłości za nimi brzemię ich decyzji. Ostatnio miałem na ustawieniu klienta, który leżał wśród ofiar dziadka. Dziadek walczył podczas wojny o życie. I wygrał. Ten drugi – przegrał. Zginął. Dzisiaj po ponad 70 latach jego wnuk leży z ofiarami w grobie i mówi, że mu tam dobrze. Że czuje, że tam przynależy. Od kilku lat depresja. Tłumiona agresja. Dokurwianie wszystkim wkoło. I tego nie widzi. Dopiero ludzie mu mówią, że coś nie tak, bo zamiast dostać upomnienie, dostają po mordzie. Wszystko przerysowane. Zbyt silne emocje. Widać od razu, że chodzi o uwikłanie. Facet boi się mieć dostęp do swojej agresji, do swojej siły, bo boi się, że zabije – że zabije tak, jak dziadek.Więc woli uciec w depresję, w chorobę psychiczną. Częstokroć kobiety, które wychowywały naszych ojców wychowywały ich w oderwaniu od męskości. Bo to było zbyt niebezpieczne. Blokowały częstokroć męską naturalną chęć wychodzenia do świata, do zewnątrz i penetracji go. Podporządkowania go sobie. A jak myślicie, jak długo można tłamsić swoją naturę? Czy tak się da? Czy myślicie, że to może się udać?

Chłopiec. Lat 20. Dość szybko stracił ojca. Zamknął się w domu. Dużo czyta. Dużo gra na komputerze. Woli wirtualną rzeczywistość od tej prawdziwej. Zagłaskany przez mamę. Zero pracy. Jak jakąś znajdzie, to zaraz coś tak wywinie, że go zwolnią. Prawie zero relacji towarzyskich. Zamknięty na wychodzenie do świata. Kładzie się spać bardzo późno. Wstaje koło południa. Nerwowy. Stoi przy mamie. Kobiety nie ma. Czego mu potrzeba? Jemu potrzeba taty. Mama wychowała go na grzecznego, ułożonego. Ale to nic nie zmieni. W końcu mu strzelą bezpieczniki. Jak tylko się trochę napije, to wychodzi z niego ta cała agresja, wręcz się wylewa. W słowie, w geście, w mimice. I jak długo można to gnieść w sobie? Przecież to gdzieś musi wyjść z tego chłopca. Ta energia gdzieś musi znaleźć ujście. Więc męski wieczór wygląda często tak, że trzeba się zalać w trupa i zaliczyć przy okazji kilka agencji towarzyskich. Szybki sex, bez miłości, bez uczucia, w odcięciu od siebie i w złości na kobiety.

A co te obecne kobiety, żyjące w tu i teraz mają z tym wspólnego? To wnuczki albo prawnuczki tych, którym kiedyś było ciężko. Ten konflikt pomiędzy męskością a kobiecością trwa w nas do dzisiaj, a wojna się przecież już skończyła. Ale ta babcia nadal nie wypłakała tych łez, za dziadkiem, który nie wrócił z wojny... więc wnuczka wkurwia się na swojego chłopa, bo na kogo się wkurwiać, jak ma jednego pod ręką.

Musimy to puścić. Mężczyźni muszą puścić swoich dziadków, którzy skończyli tak jak skończyli, a żyli tak jak żyli. I muszą trafić do męskiego. Do zdrowego męskiego korzenia. Muszą zostawić oceny. Kiedyś klient z wściekłością na ustawieniu krzyczał do swego dziadka, który zabijał Niemców w obronie swego życia – To przez Ciebie, to przez Ciebie Oni nie żyją! Tak silna identyfikacja z ofiarami. Tak – nie inaczej. A u niego w życiu co? Dziesiątki kobiet, narkotyki, alkohol, pół miliona długów i depresja ze stanami maniakalnymi. Chce stracić wszystko, bo dusza nie pozwoli tego tak zostawić. To musi się skończyć, to musi się wypalić, wysycić, nie da się tego zamieść pod dywan. Nie da się narobić na środku pokoju i udawać, że fiołki pachną. W pokucie, w winie, w zamknięciu na siebie samego. Mężczyźni muszą puścić winy swoich ojców. Muszą skończyć tą wojnę w sobie, muszą złapać kontakt, zdrowy kontakt ze swoją agresją.

Co muszą zrobić kobiety? Kobiety muszą puścić te swoje babki, które miały taki los, jaki miały. Bo tym babkom, jak patrzę na to, co pokazuje się w ustawieniach, wcale nie zależy na tym, aby ich wnuczki miały tak samo ciężko i pod górkę jak one. Tam często da się usłyszeć słowa: ”Ty możesz już mieć inaczej”, albo „już wystarczy, już wystarczy”. A na końcu np. zdanie „chętnie popatrzę jak będziesz miała lekko”. Te babki, prababki przez każdy taki konflikt przewracają się w grobie. To my żywi, w swoich konfliktach wciąż każemy im wstawać z grobu. Wciąż przywołujemy ich do życia, w sobie, przez siebie, a jak widać na warsztatach, oni chcą już świętego spokoju, chcą po prostu zasnąć.

Wojna się już skończyła. Czas wracać do domu. Do kobiety, dzieci, pracy – takiej lekkiej, z satysfakcją, z uznaniem, z godnymi pieniędzmi. Pora wracać do domu... Już czas.

Jesteś mężczyzną? Stań w swoim, rzuć jakąś ideę w powietrze i zobacz jak zareaguje kobieta. Czy pójdzie za Tobą chętnie? Wątpię. Może będzie krytykować, osłabiać, gdy będziesz mówił o zarobieniu dużych pieniędzy związanych między innymi z wyjazdem gdzieś albo z Twoją nieobecnością w domu. Będzie chciała się przytulić, będzie ciągnęła do łóżka, będzie Cię zmiękczać. Po co? Po to, abyś tam gdzie chcesz iść nie poszedł. Paradoksalnie, jak nie pójdziesz tam, to będziesz dla niej nieatrakcyjny. Jak dasz jej we władanie własne jaja, to już przegrałeś i na koniec zostaniesz bez jaj i bez kobiety. Czy One są złe, że tak robią? Nie. Są uwikłane i nie potrafią puścić tych kobiet, w swoim rodzie, które właśnie wybrały taki sposób na zatrzymanie chłopa w domu. To będzie trudne, czasami bardzo trudne, bo one to robią często nieświadomie. Z wierności do tych, które były wcześniej, a wojna przecież się już skończyła... ale w ich głowach wciąż, tak samo jak w Twojej nadal grzmią wybuchy artylerii. A przecież wojna się już skończyła. Pora zamknąć te drzwi i pójść do swojego.

Oryginalnie opublikowane w blogu "Ustawienia Systemowe" 13 maja 2016.
W Tarace za uprzejmą zgodą Autora.


Korekta przez: Radek Ziemic (2016-05-14)


komentarze

[foto]

1. Nie mam ochoty polemizować • autor: Radek Ziemic2016-05-14 18:29:21

z redukcjonizmami tego tekstu, z niewyszukanymi wyobrażeniami na temat mężczyzn i kobiet, z tą knajpianą filozofią płci, z uproszczeniami na temat psychologii ofiar wojny itd; najbardziej zniechęcająca jest jego, tego artykułu, wulgarność. Odsyłam zatem do tekstu, który również ukazał się dziś na Tarace: Contra coachos.

W ramach komentarza odniosę się tylko do jednego zdania: "Siedząc na danym krześle w autobusie, czy tramwaju także przejawiam pewną formę agresji, bo nikt inny właśnie na tym miejscu nie może usiąść, bo siedzę tam ja. Śmieszne? Nie wydaje mi się. Walczymy o przestrzeń, czas, zasoby, pieniądze, kobiety, mężczyzn, przetrwanie."

Ostatnio jeżdżę autobusem rzadziej, ale nie sądzę, by siedzenie na jakimś miejscu było formą agresji. Czasem siedzenie jest siedzeniem (i to nie tylko wtedy, gdy są jeszcze wolne miejsca). Ale zachęcam Autora (i nie tylko jego) do ustępowania miejsca - osobom starszym, kobietom w ciąży lub z dziećmi. Lub zwykłego jeżdżenia na stojąco.

Kiedy stoimy to znaczy, że mamy siłę, by stać. Tak fizyczną, jak i psychiczną. Jesteśmy na tyle silni, by móc ustąpić - by swoją energię wykorzystać nie tylko dla siebie (to jest oczywiście konieczność, że poświęcamy sobie uwagę), ale i dla innych. Można to robić nie tylko w autobusie.

Rano na moim osiedlu można zobaczyć wsiadające do autobusu dzieci: jak się przeciskają, jak pędzą na miejsce, by usiąść, jakby od tego zależało ich życie. (Oto wyzwolona agresja = brak kultury.) Albo starsze kobiety (zazwyczaj) wciskające się agresywnie, zanim jeszcze człek zdąży wysiąść, do autobusu (choć te akurat w dużym stopniu byłbym skłonny rozumieć). I te dzieci, i te kobiety chyba korzystały z usług coacha. Oderwały się od swoich przodków i już nie przeżywają drugiej wojny, bo tworzą własną. (Zwrócę uwagę, że często widziałem, jak miejsca ustępowali starsi mężczyźni, staruszkowie.)

Ostatnia rzecz: jedno z najważniejszych uproszczeń tego artykułu polega na tym, że tworzy alternatywę wyzwolona agresja z jednej strony, z drugiej depresja, nieudacznictwo, pozostawanie w rękach kobiet, jakby nie było innych wyjść.
[foto]

2. Agresja • autor: Przemysław Kapałka2016-05-15 20:42:13

Jakaś straszna obsesja agresji u autora. Objawiająca się tym, że tekst jest nią przepełniony, i zawartymi w nim wulgaryzmami. Obsesja tak silna, że autor chyba sam potrzebuje jakichś ustawień. Wręcz odnoszę wrażenie, że w znacznym stopniu pisze o sobie i poprzez ten tekst jego podświadomość chce się od czegoś uwolnić, tylko autor na to nie pozwala.


3. Komentarz do... • autor: Nierozpoznany#95182016-05-15 22:05:11

Ciekawy artykuł, dający do myślenia - dziękuję. Autor szczerze opisał własne przemyślenia na podstawie doświadczeń z wykonywanej pracy, czyli nie urwał teorii za przeproszeniem "z choinki".Co do "wulgaryzmów", dzisiejszy świat jest ich tak pełny, że bez pewnego zgorszenia trudno po prostu przejść się ulicą (choćby tematyka bilbordów). Uważam, że mądra agresja jest wręcz wskazana, dla zachowania zdrowych zmysłów. A "wyżywać się" można także w konstruktywny sposób.

4. a ja nie odnoszę takiego wrażenia • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 01:07:19

 Szczerze mówiąc, nie rozumiem; co Was aż tak zirytowało w tym artykule ?  Owszem, autor kilka razy używa  bardzo dosadnych sformułowań, ale to mnie jako kobietę powinno bardziej razić, a jakoś nie razi. Naprawdę nie wiem; co Was aż tak poruszyło?
To moim zdaniem nie jest obsesja agresji u autora.  Szkoda, że autor wyraźniej nie zdefiniował; co rozumie przez agresję? Wprawdzie zaznaczył, że to coś innego niż przemoc, ale wydaje mi się, że mimo tego, tak to zostało odebrane.Potocznie utożsamia się agresję  tylko z przemocą.Termin „agresja” pochodzi od łacińskiego słowa „aggredi” , którego podstawowe znaczenie jest wolne od emocjonalnego zabarwienia i oznacza: podchodzić, zbliżać się do czegoś, coś zaczynać, stawić czoło wyzwaniom. Podobne rozumienie agresji znajdziemy w Międzynarodowym Słowniku Webstera , gdzie agresja oznacza poruszanie się naprzód a cel ruchu nie ma znaczenia: zamierzenie może być przyjazne lub wrogie. Zatem pierwotnie agresja nie jest ani dobra, ani zła, bowiem dopiero zamiar agresora nadaje jej pozytywną lub negatywną wartość, co odpowiada węższemu znaczeniu łacińskiego słowa „aggredi” czyli atakować, (wklejka z:http://www.przedszkole15.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=5:agresja-i-jej-geneza&catid=1:dla-nauczycieli&Itemid=4)
 Ma rację, w tym co pisze, że stłumiona, nieświadoma agresja przeradza się w autoagresję, depresję  autosabotaż.  Tak dokładnie się dzieje jak pisze.  Może też prowadzić do przemocy wobec innych! 
Ja nie jestem specjalistką od ustawień, ale wiem, że najnowsze badania potwierdzają, że w jakiś sposób dziedziczymy emocje i  przeżycia swoich przodków.http://discovermagazine.com/2013/may/13-grandmas-experiences-leave-epigenetic-mark-on-your-genes
 Być może, dawniej ludzie mieli więcej intuicji i  gdy np. przeklinali kogoś, kto ich skrzywdził- życzyli mu w ramach zemsty- by się to mściło na nim, aż do siódmego pokolenia.
Brałam  kiedyś udział w warsztatach psychoterapeutycznych, których zadaniem było wyzwolenie tłumionej agresji w grupie terapeutycznej.( Taka tłumiona agresja w grupie jest bardzo niekorzystna terapeutycznie. Wyjaśniam to, by nikt nie myślał, że to było robione dla zabawy, albo widzimisię terapeuty) 
 Miałam okazję się przekonać o tym, o czym autor pisze, na własne oczy.  Prowadzący powiedział mężczyznom, że są wojownikami, a kobiety miały być brankami- walczyli o nie tak, że o mało nie porozrywali kobiet. Albo: " jesteście

5. c.d. • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 01:25:39

na Dalekiej Północy.Jest minus ileś tam stopni. Tutaj pod tą ściana pali się ognisko. Od zajęcia miejsca przy tym ognisku zależy wasze przeżycie". Ludzie walczyli tak o to miejsce, że deptali jeden drugiego po głowach.
O tym, jakie negatywne konsekwencje dla chłopca rodzi wychowanie bez ojca,  interesująco pisze psychoterapeuta Wojciech Eichelberger- "Zdradzony przez ojca". Jest w internecie dostępny tekst pdf.Lew Starowicz również pisze o tym ,że współczesnemu mężczyźnie trudno jest być mężczyzną. Wielu z nich woli np. zaspokajać się przy pornografii, niż uprawiać seks z partnerką. Kobiety natomiast stały się obecnie bardziej męskie.
[foto]

6. @Przemku • autor: Radek Ziemic2016-05-16 10:06:21

znakomity komentarz! :-)
[foto]

7. @Rotari • autor: Radek Ziemic2016-05-16 10:22:47

Angielskie i łacińskie znaczenia słów, które Pani podaje wyżej, to manipulowanie pojęciami. Na wszelki wypadek podam współczesne i polskie znaczenie słowa AGRESJA, które zresztą odpowiada artykułowi (zwrócę uwagę, że jego Autor nie używał słowa ’aggredi’, ale polskiego rzeczownika ’agresja’).

WIKIPEDIA:
"Agresja (łac. aggresio – napaść) – w psychologii określenie zachowania ukierunkowanego i intencjonalnego[1] na zewnątrz lub do wewnątrz, mającego na celu spowodowanie szkody fizycznej lub psychicznej".

SŁOWNIK JĘZYKA POLSKIEGO PWN:
agresja 1. «wrogie, zaczepne zachowanie się; też: silne negatywne emocje wywołujące takie zachowanie»2. «zbrojna napaść jednego państwa na drugie»
---
[foto]

8. W SPRAWIE BOGIŃ MATEK • autor: Radek Ziemic2016-05-16 10:23:57

A teraz z drugiej mańki. Wychowanie bez ojca może mieć negatywne skutki, owszem, podobnie jak wychowanie z... ojcem. (Inaczej - nieobecność ojca to nie tylko jego fizyczny brak.) [Poeta Kazimierz-Brakoniecki w licznych wierszach opisuje swojego ojca psychopatę, AK-owca, antysemitę itd. To jest trauma. I jest pytanie: ten ojciec był obecny, czy był nieobecny. O jakiej obecności w ogóle mówimy. Dziś natomiast nieobecność ojca jest związana albo z jego dysfunkcyjnością (co matek też może dotyczyć przecież), albo ze "zwykłym" porzuceniem matki z dzieckiem (jest to częstsze, gdy dziecko rodzi się niepełnosprawne), a co matkom zdarza się o wiele rzadziej. Te sprawy mają mało wspólnego z wojną. Jeśli ja zachowuję się niewłaściwie, niekoniecznie depresyjnie, może agresywnie w stosunku do kogoś, to mój dziadek i pradziadek nie mają z tym nic wspólnego; owszem poprzez środowisko dziedziczymy pewne mechanizmy behawioralne, ale to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny; jeśli ktoś bije żonę (= daje ujście swej męskiej agresji), to do uświadomienia sobie, że jest to coś złego i do zmiany tych zachowań nie potrzeba ustawień Hellingera.]
---
Krótko więc: czasem należy dziękować Bogom, jacykolwiek są, oczywiście, że tego ojca nie było, a były na przykład dwie matki.
---
Czy zamiast Boga-Ojca nie wolelibyśmy na przykłada dwóch albo i trzech Bogiń-Matek?

9. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 11:04:42

No więc właśnie; dlatego stawiam zarzut autorowi, że nie definiuje dokładniej- co rozumie przez agresję. Wyraźnie wynika z jego artykułu, że nie to, co mu zarzucacie. Nie jest to na pewno promocja przemocy, a tak zdajecie się odbierać ten jego artykuł.
Odpowiadając na inne Pana uwagi odnośnie negatywnych skutków wychowania z ojcem, który nie wypełnia właściwe swojej rodzicielskiej roli- całkowicie się zgadzam, że takie skutki również mogą być równie dotkliwe, lub nawet gorsze, lecz nie o tym ten artykuł jest. To, że takie skutki są, jest dość oczywiste i nie powoduje, że nie należy mówić o tych, o których mówi autor.
[foto]

10. @Rotari • autor: Radek Ziemic2016-05-16 11:19:24

Ja zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz: nie mamy już problemów z grzecznością, wrażliwością, czułością, mądrością, ale z tym, czy faceci mają jaja, czy nie. To jakiś taki dziwny, dehumanizujący język (wulgarność leksykalna jest tylko jedną ze składowych tej dehumanizacji, a właściwie jest tylko jedną z odmian tej wulgarności).

Jeden z wcześniejszych artykułów, chyba Wojtka Jóźwiaka, uzmysłowił mi, że kultura, czyli my, ma poważny problem z pieniędzmi (i to nie tylko mężczyźni). Ten problem ma bardzo różne postaci, także i taką, czy kobieta może w związku zarabiać więcej niż mężczyzna (szerzej: czy mężczyzna może być na tyle mądry i dojrzały, by uznać, że kobieta jest od niego w wielu sprawach lepsza, czy może to nie tylko uznać, ale i cieszyć się, czy też jest jedynie takim stworzenia, co musi z jaj agresję wyreagować.)

Ale wracam do pieniędzy. Są tu dwa skrajne podejścia. Pierwsze, quasi-chrześcijańskie (materialność nie ma znaczenia) [de facto idealistyczne, "arystokratyczne", w klasowy sposób zakłamane, tzn. przywiązujące dużą wagę do materialności, ale wypierające ją z dyskursu publicznego]. Drugie, neo-kapitalistyczne, w duchu "Sekretu", przesadnie akcentujące wartość bogactwa i jednocześnie tworzące jego mętną psedo-filozofię. Dwa rodzaje nerwic finansowych: nerwica wyparcia i nerwica nadmiaru, rozwiązłości (tak samo jest z seksem, zresztą, brakuje ciągle rozsądnego podejścia między tymi dwoma skrajnościami).

Ale nie wykluczałbym z dystrybucji zysków kobiet. Pora odejść od prostych dualizmów typu yin yang (czy ktoś w fizyce odwołuje się dziś do Arystotelesa?)

11. uważam ze analiza... • autor: Nierozpoznany#61032016-05-16 11:32:56

uważam ze analiza sytuacji pary w artykule jest dobra, a język barwny, styl bezpośredni:)

12. @ Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 13:07:05

Mamy problem z grzecznością i wrażliwością i mamy też problem z określeniem na noworól męskich i kobiecych. Taka wrzawa się od dawna podnosi wokół gender,a ja myślę, że to wcale nie jest najważniejszy problem naszych czasów, a już na pewno nie u nas.
Mamy problem z panoszącą się przemocą i nic nie robimy, by temu zapobiegać. Mamy problem z umiejętnościami współpracy w grupie, w społeczeństwie, z poszanowaniem i tolerancją odmiennego sposobu myślenia, z zaufaniem społecznym, które jest niszczone zamiast budowane i bardzo niską samoświadomością emocjonalną, która jest podstawą niezbędną do budowy pozytywnych relacji interpersonalnych. Niestety, nie we wszystkich domach dzieci nabywają tę samoświadomość, bo rodzice też jej nie mają, a szkoła uczy różnych głupot, ale tego akurat, co jest najbardziej potrzebne zupełnie nie.
Myślę, że autor użył tych słów, które uznaliście za wulgarne, by dodać mocy temu co chciał wyrazić. Wydaje się, że wywarło to odwrotny skutek.
Tak, to jest bardzo ważny problem, by mężczyzna akceptował swoją męskość- w tym i agresję. Gdy nie ma takiej akceptacji, uczucia agresywne są upychane w podświadomości i tam  magazynowane. Obojętnie, jak patrzymy na agresję; czy traktujemy ją jako jako wrodzony popęd,czy instynkt  wykształcony w drodze ewolucji, czy jako reakcję na frustracje wyuczoną w procesie wychowania-  jest faktem, że ona  przynależy do gatunku ludzkiego i nie ma sensu zaprzeczać jej istnieniu, bo jej to nie zlikwiduje- tylko wypchnie poza zakres świadomości danej jednostki.  Zdarzają się później takie sytuacje, że osoba nie czuje złości, nie czuje swojego gniewu, lecz czuje lęk, bo się boi, że może komuś coś zrobić i na wszelki wypadek chowa sama ze swojego pola widzenia noże, albo inne , ostre przedmioty. Może być też tak, że staje się niemiła i nieznośna dla swego otoczenia, ale to otoczeniu przypisuje winę.
 Może też zdobyć broń i zacząć strzelać na oślep z balkonu do niewinnych ludzi, lub popełnić rozszerzone samobójstwo - mordując całą swoją rodzinę.  To są oczywiście najbardziej skrajne wypadki rozładowania w sposób niekontrolowany nagromadzonej agresji.Mamy też zjawisko biernej agresji-  dopasuję się tutaj do autora - mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z uczuć agresywnych, które żywi do partnerki, albo nawet do kobiet w ogóle  i mu nie staje !  Może to robić natomiast,  podniecając się oglądaniem scen porno.

13. słowo komentarza • autor: Nierozpoznany#95562016-05-16 13:08:17

Mam 37 lat. I jakieś 13 lat doświadczeń w pracy z ludźmi. I wiem, że jak ktoś się czepi mnie jak rzep psiego ogona... w sensie jakiegoś słówka, zwrotu, zdania wyrwanego z kontekstu, to tak naprawdę robi sobie ze mnie wieszak. I na tym wieszaku wiesza to, na co sam w sobie nie chce patrzeć, i widzieć tego. Tekst nie jest elaboratem, pracą doktorancką, czy nawet magisterium. To raczej luźno sformułowany przekaz obrazujący jakiś jeden czy dwa puzzle układanki. Roztrząsanie go na drobne elementy i poddawanie analizie semantycznej, znaczeniowej, i krytyka służy zazwyczaj tylko ucieczce przed tym co wewnętrznie porusza... gdzieś tam w środku. Mam 37 lat i nie mam potrzeby, aby on do każdego trafił... do jednego trafi... do drugiego nie... i takie to jest. I takie jest właściwe. A jeżeli ktoś w całym tym tekście widzi tylko jedno... słowo, i pisze elaborat o jego konotacjach... to niech poczuje te słowo w swoim ciele. Odnośnie wulgaryzmów... taki jest mój język. Dosadny, rzeczowy, wprost... nie silę się na jakieś grzeczne określenia. Tak... czasami sobie przeklnę, i to jest takie moje.
Pozdrawiam serdecznie,
Mirosław Czarko-Wasiutycz

14. @Mirosław Piotr Czarko ! • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 13:25:19

 I tak Panie Mirku trzymać ! Zgadza się,że tak jest.
[foto]

15. To ja powiem dlaczego... • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-16 13:27:15

...poprosiłem Mirosława o zgodę na re-publikację jego artykułu w Tarace, a wcześniej zwróciłem uwagę na ten tekst.
Z trzech ważnych powodów:
1) że porusza sprawy relacji kobiet i mężczyzn w związkach, a jest to miejsce,w  którym aż roi się od problemów, które trwają i się odnawiają;
2) że bierze na warsztat problem traumy wojennej -- a to jest problem wciąż niedostatecznie przejaśniony, przebadany ani przedyskutowany. Ciągle za mało o tym wiemy. Ja sam kiedyś, gdy dowiedziałem się o jednostce ludzi specjalnej troski pt. DDA - Dorosłe Dzieci Alkoholików, natychmiast zdiagnozowałem własną jednostkę, do której należę: DDPŻ -- czyli Dorosłe Dzieci Pokonanych Żołnierzy, żołnierzy, którzy ponieśli klęskę, PRZEGRALI WOJNĘ. Mówić o tym nigdy za dużo. Nawet z ryzykiem popełniania błędów;
3) że używa metody Ustawień czyli Berta Hellingera, której też czuję niedosyt, w tym niedosyt pisania o niej w Tarace.
Wobec tych wartości takie peryferia jak styl Autora (rzekome wulgaryzmy itd.) są naprawdę mało ważne.
[foto]

16. męskie i żeńskie • autor: Arkadiusz2016-05-16 13:35:38

Tematyka ustawień jest bardzo ciekawa, oglądam filmiki na YT Renaty Cyzman Bany, nieźle rzuca mięsem, więc wrażliwcom nie polecam. Jak ktoś lubi bardziej delikatnie, o tym samym wszakże, to polecam Ewę Ustawia, ma bloga i jest też na FB. To naprawdę ciekawe podejście. 

Tekst autora bardzo mi się podoba.
[foto]

17. @Wojtek, @Radek i inni • autor: Przemysław Kapałka2016-05-16 13:37:02

Zgadzam się z tym, że autor poruszył ważny problem. Zastrzeżenia mam do tego, jak to zrobił. Ale dobra, zostawmy to, skoro tekst był potrzebny ze względu na poruszany problem, którego w Tarace brakuje (a faktycznie brakuje), to dam spokój z czepianiem się innych rzeczy, choć mimo tego, co odpisał autor, chętnie jeszcze bym to zrobił.
Co do Bogiń-Matek: Że lepszy brak ojca od ojca psychopaty, to tak oczywiste, jak to, że lepsza samotność niż mąż psychopata czy żona psychopatka. Tak się jednak składa, że mój ojciec zmarł kiedy miałem 8 lat, nagle i nieoczekiwanie, i od tej chwili nie było przy mnie żadnego mężczyzny, który miałby na mnie wpływ, natomiast było wiele kobiet, które go miały. Wiem, co to znaczy brak mężczyzny a nadmiar kobiet, i dlatego mówię: Broń nas Panie Boże-Ojcze przed nadmiarem Bogiń-Matek! Jedna tak, jest bardzo potrzebna, ale nie wiele. Podobnie zresztą, jak z każdym brakiem równowagi.
[foto]

18. @Mirosław Czarko-Wasiutycz • autor: Radek Ziemic2016-05-16 13:38:02

Założenie, że "krytyka służy zazwyczaj tylko ucieczce przed tym co wewnętrznie porusza... gdzieś tam w środku" jest poznawczo nieuczciwe, właściwie jest to próba przerzucenia uwagi z artykułu na jego czytelnika. To jest erystyka, a nie argumentowanie. Równie dobrze można zakładać, jak  w jednym z komentarzy, że to Autor ma problem z tym, o czym pisze (motywacja psychologiczna). Albo na przykład, że odwołuje się do pewnych schematów większościowych, bo w ten sposób ma większe szanse na zdobycie klientów (motywacja komercyjna). Ja nie zakładam żadnej z tych możliwości, a jedynie biorę pod uwagę te dwie i jeszcze kilka innych. Komentarz Autora nazwałbym natomiast ucieczką w argumentację ad personam.

Słówko o wulgaryzmach, bo akurat coś o tym wiem z doświadczenia (ale nie tylko z tej strony). Po pierwsze, dosadny, a tym bardziej wulgarny, nie oznacza rzeczowy. Byłbym skłonny dowieść, że tam, gdzie sięgamy po wulgarność, rzeczowości nam właśnie brakuje.

Po drugie, pokaż mi swój język, a powiem Ci, kim jesteś: nie używamy wulgaryzmów, bo tak nam się podoba, zazwyczaj skłonność do tego powstaje w określonych okolicznościach, dość długo. Dopiero potem dorabiamy do tego filozofię. To pewien nawyk, nie tylko słowny, ale i emocjonalny, bo ze słowami wiążą się również emocje. Z wulgaryzmami łączą się zazwyczaj niezbyt dobre (choć nie ma przełożenia w drugą stronę, złe emocje mogą żywić też ludzie, którzy takich słów nie używają; a poza tym, pewna prostota emocjonalna tego typu może iść w parze z emocjami szlachetnymi, nie należy zaraz popadać w siekierą robione dualizmy). 

W tym przypadku jednak łączyłbym wulgarność z pewnym uproszczonym pojęciem męskości.

19. @Przemysław Kapałka • autor: Nierozpoznany#87012016-05-16 13:48:42

W związku z tym, co Pan napisał o sobie,że pański ojciec zmarł i wychowywał się bez niego,  gorąco polecam tę pozycję: "Zdradzony przez ojca". Uważam, że każdy ojciec, który ma syna,  też to powinien przeczytać.http://pobierajebooki.pl/ebook/12754/zdradzony-przez-ojca/

20. ... • autor: Nierozpoznany#95562016-05-16 14:24:49

W ustawieniach nie chodzi o to, aby a priori zrozumieć. Chodzi o to, aby poczuć, i aby w nas coś się wysyciło, wypaliło, dokończyło. I aby się z tym co w nas skonfrontować. Zrozumienie przychodzi potem samo. Znam dużo osób, które wszystko rozumieją, ale jakoś zmiany w życiu im nie wychodzą. Mają wspaniałe umysły, cięte jak żyletka. I co? Gucio... nic... tkwią od lat w tym samym miejscu. Ustawienia pokazują, że nie ma złych rodziców. Zaprzeczanie, że ktoś jest naszym ojcem, albo że powinien być lepszy jest bez sensu. To tak, jakby od naszej decyzji zależało, np. czy jestem w ciąży, czy nie. Nie da się być w połowie w ciąży, a w połowie nie być. Albo się jest, albo się nie jest. Tak samo jest z rodzicami. To fakt, że ktoś jest naszym ojcem, czy matką, czy nie jest. Rodzice są zawsze właściwi... i nawet ten psychopata, to nie jest ten, który jest zły. Jeżeli ktoś taki jest to znaczy, tylko tyle, że wcześniej gdzieś musiało być bardzo trudno. Wyrzekając się takiego ojca, tak jakbyśmy wyrzekali się siebie, wewnątrz siebie. Tego sie nie da. Tak się to nie udaje. Hellinger jest kontrowersyjny... bo to co pokazują porządki systemowe wymaga od nas bardzo dużo, jako od ludzi, to po pierwsze, a po drugie w ustawieniach widać, że te nasze wspaniałe decyzje, pomysły, działania, to często nic innego jak uwikłania w losy rodziny i przodków. Zostaje nam odebrana korona małego Ego. Cieszę się, że tekst prowokuje do przemyśleń... znaczy się, że działa.
[foto]

21. @Mirosław Czarko-Wasiutycz • autor: Radek Ziemic2016-05-16 14:53:06

Jaka jest skuteczność ustawień Hellingera? I jak się ją mierzy?
PS. Skuteczność terapii kognitywno-behawioralnej wynosi około 60%, a psychodynamicznej ok. 45.

22. badania • autor: Nierozpoznany#61032016-05-16 15:19:36

ogólnie a w psychologii szczególnie zależą od sposobu ich przeprowadzenia, postawionych hipotez, itd.  Ustalono natomiast co działa i tu niespodzianka zastosowana metoda to około 15% skuteczności, najwiekszy wpływ miała osoba terapeuty i różnice indywidualne, razem około 70% jesli mnie pamięć nie myli

Naturalnie można zrobić badania efektywności Hellingera i udowodnić jakiś % i nic z tego nie wynika.

[foto]

23. @Karolu • autor: Radek Ziemic2016-05-16 15:45:40

Problem jest skomplikowany, bo co to znaczy, na przykład skuteczność? Albo jest kwestia rodzaju terapii - grupowa, indywidualna; albo długości - liczby sesji. Itd. Ale gdzie mogę znaleźć dane na temat sposobu sprawdzania skuteczności tej metody? To, że coś nie jest łatwe do sprawdzenia, nie oznacza jeszcze, że nie należy tego robić. Chyba że hellingerowcy to jakaś specjalna kasta, której powinniśmy ufać w 100% i która powinna pozostać poza całkowitą kontrolą. A tu dla chętnych artykuł na temat badania skuteczności terapii:

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=734

Nie posunąłbym się do skrajności twierdzenia, że terapeuta czy coach to odpowiednik oficera politycznego NKWD, ale też staram się nie popadać w drugą skrajność, wedle której nie ma sensu badać skuteczności terapii. To jest wręcz konieczne - przynajmniej z punktu widzenia chorego. (Niekoniecznie zaraz terapeuty.)



24. po odpowiedzi kieruje do • autor: Nierozpoznany#61032016-05-16 16:51:05

Jana Czabały - Czynniki leczące w terapii.

poznawczo-behawioralna jest rzekomo najbardziej skuteczna. W mojej i nie tylko opinii wynika to stąd ze rozne stowarzyszenia poz-bih. przeprowadziły najwięcej badań i dlatego ze objawy krótkoterinowo a czasem dłuzej terminowo znikają albo zamieniaja sie w inne objawy, więc "wyleczenie" nastąpiło:)

Wrzód na lewj piecie zniknął, ale pojwił się wrzód na plecach.

Co do ustawień, mozna przeprowadzić takie badanie, podstawą jest tak jak w innych badaniach tego typu kwestnionariusz samoopisowy, mozna to skorelować z opinią prowadzącego, jego odczuciem jak powiodło się ustwienie, mozna zastosowac kwestionarusze osobowosciowe Neo-fi (wielka piątka cech osobowości) i inne Styl Zycia. Mozna naprawdę przeprowadzic ciekawe badania, albo po prostu wziąć udział w Ustawieniach, prowadzic dziennik przez rok i potem go przeczytać i wyciągnąć wnioski:)

Pozdrawiam:)
[foto]

25. @Karolu • autor: Radek Ziemic2016-05-16 17:53:11

Dwie sprawy.

Pierwsza. Na podstawie czego radziłbyś mi się dowiedzieć, z jakiej metody ma skorzystać: ustawień Hellingera, dwupunktu kwantowego czy totalnej biologii lub jeszcze czegoś innego? Mam rzucić kośćmi, zapytać któregoś z terapeutów czy może żeby wstępnie się zdecydować (przy świadomości ryzyka błędu, oczywiście) powinienem najpierw na każdą z nich przez rok pochodzić?

Druga. Ja jednak jestem zwolennikiem jawności i robię się nieufny, jeśli ktoś przekonuje mnie do jakiejś metody, a nie chce powiedzieć na jakiej podstawie (prócz własnych słów, które do mnie wypowiada).

Terapie tradycyjne są na dość niskim poziomie w Polsce jeśli chodzi o standardy etyczne. (Tradycyjne, czyli właśnie w trybie psychodynamicznym czy kognitywno-behawioralnym (jest ich oczywiście więcej.)) One dopiero są wypracowywane, te standardy, bo u nas dopiero powstaje rynek - i to jest ciągle dziki rynek. Dopiero w 2012 roku RZECZNIK PRAW PACJENTA wystąpił do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej o stworzenie regulacji prawnych w tej sprawie. Bo terapeuta może skrzywdzić pacjenta, tak samo jak lekarz, w tym lekarz psychiatra. I jest teraz pytanie - kim jest ktoś, kto korzysta z terapii? PACJENTEM czy KLIENTEM. Jeśli na przykład korzysta się z terapii psychodynamicznej, płatnie, to pacjent powinien być poinformowany, że to jest terapia długotrwała, a więc kosztowna, ale i o tym, czy terapeuta przekaże jego dane terapeucie wyznaczonemu przez NFZ, gdy zabraknie mu pieniędzy (lub czy będzie leczył go bezpłatnie, gdy zajdzie taka konieczność, przez jakiś czas przynajmniej, gdy będzie starał się o terapię z NFZ. Naszym, polskim terapeutom, zazwyczaj to w ogóle nie przychodzi do głowy, korzystają z bezsilności pacjenta. Dopiero powstaje prawo i dopiero powstaje zwyczaj, i dopiero pacjenci zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że są... pacjentami. I teraz pytanie: dlaczego inne rodzaje terapii - Hellinger na przykład, miałyby być z tych, tworzonych dopiero, standardów wyłączone? Z jakiego, racjonalnego, powodu? W czym Hellinger jest lepszy od psychodynamicznej (która zresztą też wraca do przodków i jeśli jest dobrze prowadzona to ma bardzo silne oddziaływanie emocjonalne (bo z tym się akurat zgadzam z Autorem tego artykułu, że nie tylko w ustawieniach, ale w ogóle w terapii "chodzi o to, aby poczuć, i aby w nas coś się wysyciło, wypaliło, dokończyło".)

Zgadzam się z tym, do pewnego stopnia, że najważniejszy jest terapeuta, to jak sam pracuje, jaką ma zdolność wpływu na pacjenta, jak go traktuje. Ale to nie oznacza wcale, że nie należy badać skuteczności terapii. Należy, ostrzegając przy tym o ich ograniczeniach.

Ta sprawa jest skomplikowana i nie da jej się zbyć stwierdzeniem, że najważniejszy jest terapeuta. Terapia ma wiele aspektów.

26. Radku chyba masz zły dzień:) • autor: Nierozpoznany#61032016-05-16 19:42:04

Klient, pacjent to zależy od podejscia. Humanistyczne np. uważać Cię będzie za klienta. Nie myslę że ze standardami etycznymi jest zle. Dane naturalnie MUSZĄ być przekazane.

Jeśli nie ma badań naukowych nad metdą, które wielokrotnie są błędne, więc radzę wypróbować samemu. Ja np. wszelkie metody próbowałem na sobie i mam się dobrze.
Nie sugeruję aby jakąś metodę kontynuować przez rok. W przypadku Ustawień możesz to zrobić raz i rezultaty za pomocą dziennika, obserwować przez rok.
pozdrawiam:)

27. Spróbować... • autor: Nierozpoznany#95562016-05-16 21:22:44

Karol - świetne podejście. Czasami jest tak, że człowiek od drugiego człowieka bierze coś, czego nie mógł w sobie dostrzec, robi jakiś kwantowy krok i... i idzie dalej. Czasami nie chodzi o metodę, a o to, co niesie ten człowiek ze sobą. Uważam, że dać innym terapeuta może tylko to, co sam przeszedł ze sobą samym. Do głowy przychodzi mi historia z reala, gdzie profesor ekonomii naucza o spółkach prawa handlowego. Zapytany, czy sam kiedyś miał spółkę, odpowiada, że "nie, bo by sie bał założyć" - jaką to ma siłę? Dla mnie to wiedza zimna. Wiedza gorąca, to doświadczenie, więc uważam, że Pan Ździchu po 25 latach prowadzenia firmy budowlanej, która odnosiła sukcesy, jest w stanie dać więcej od siebie, niż ten profesor ekonomii. Ale to takie moje podejście do świata, ludzi, życia, wiedzy. Też próbowałem wielu metod, z wieloma ludźmi. Niektózy przychodzili, i byli tylko iskrą... jak chciałem zostać gdzieś dłużej, to znajomość sama sie kończyła. Po pewnym czasie po prostu odpadali ode mnie, a ja od nich. Ale klucz do zmiany, to próbować, czasami się pomylić, mieć odwagę, i słuchać siebie. To co będzie dobre dla Kazika, nie musi być dobre dla mnie. To co dobre dla mnie nie musi być dobre dla Kazika. Rok na dziennik to dużo.. dla mnie wystarczyłby miesiąc. Ale to też moje podejście. To co moim zdaniem ważne to umiejętność słuchania siebie, i swojego ciała. Pozdrawiam. M.

28. Warto przeczytać • autor: Nierozpoznany#94702016-05-17 20:45:06

ten tekst, choćby dla samych komentarzy pana Radka.

29. ojojoj • autor: Nierozpoznany#86632016-05-18 12:16:00

Wojna już się skończyła?-a "artykuł" jak seria z karabinu maszynowego wymierzona w kobiety. Tarako - proszę o świadomość, samoświadomość i szanowanie energii czytelników.
[foto]

30. @bazy-liszka • autor: Radek Ziemic2016-05-18 12:44:36

no to miałem na myśli m.in. mówiąc w komentarzu o niewyszukanych wyobrażeniach na temat mężczyzn i kobiet czy knajpianej filozofią płci. Nie wspominałem taktownie o homoseksualistach, transeksualistach osobach bezpłciowych itd. bo chociaż transgresja seksualna nie całkiem była obca starożytnym szamanom, to na Tarace taktownie się o tym nie wspomina. 

Ale uwaga znakomita o szanowaniu energii czytelników. Trafia w sedno tego, jak to Autor określił, czepiania się jednego słowa, czyli agresji.  

31. niesamowite... • autor: Nierozpoznany#95562016-05-18 13:39:41

niesamowite są te historie w komentarzach :) każdy widzi to co chce zobaczyć :) Radek Ziemnic... knajpiajniana filozofia płci :) Ile razy byłeś na ustawieniach systemowych i ile razy stanąłeś w męskiej energii, i w żeńskiej? :) 
[foto]

32. @Mirosław Piotr Czarko Wasiutycz • autor: Radek Ziemic2016-05-18 14:02:50

Terminu knajpiana filozofia płci użyłem w swoim pierwszym komentarzu, dziwi mnie więc, że reaguje Pan dopiero teraz. Zwrócę jednak uwagę na jedną istotną rzecz. Dyskutujemy o Pan artykule. Być może jest Pan znakomitym coachem, specjalizującym się w prowadzeniu ustawień. Nigdy temu ani nie przeczyłem, ani tego nie potwierdzałem. Ale to nie jest przedmiotem dyskusji, bo o tym z Panem mogą rozmawiać Ci, którzy na ustawieniach byli (najlepiej na Pańskich). Natomiast odwoływanie się do męskiej i żeńskiej energii na ustawieniach nie dotyczy tego, o czym dyskutujemy. Zwrócę uwagę: mowa jest o Pańskim tekście jako pewnej całości myślowej i językowej. Coś takiego Pan tu zamieścił, a nie film z ustawień.  I jeszcze jedna rzecz: to jest forum dyskusyjne. Musimy się liczyć z tym, że ktoś będzie się z nami nie zgadzał. Chyba że Pan ten tekst tu zamieścił po to, abyśmy Pana chwalili. W takim razie przepraszam, doszło do nieporozumienia. Ale jak do tej pory w ogóle nie bierze Pan pod uwagę argumentów. Nie tylko moich. 

33. tak • autor: Nierozpoznany#95562016-05-18 14:16:51

Tak. Nie biorę pod uwagę argumentów, bo to tylko argumenty. Nic więcej. Tych ZA może być tyle samo ile tych NIE ZA. Przypomina mi to trochę debaty o aborcji. Jest grupa, która jest ZA, i jest grupa, która jest PRZECIW. To tylko poziom dyskusji. Na ustawieniach widać, że aborcja jest STRATĄ na poziomie ducha. A strata wiąże się z bólem do przeżycia. Może Pan pisać cokolwiek, tam do Pana przychodzi, jak Pan czyta ten tekst. Przecież to nie moje myśli, nie moje obrazy, nie moje emocje, które się w Panu rodzą. W ustawieniach nie chodzi o to, aby coś zrozumieć... zrozumienie jest wtórne, do czucia. Najpierw chodzi o to, aby poczuć, a potem wgląd, czy też puzzle same układają się w całość. Pan roztrząsa zupę. Wyciąga z niej marchewkę, groszek, makaron - wszystko rozkłada na osobnych talerzach, i analizuje każdy talerz z zawartością w oderwaniu od siebie. Taki Pan ma sposób analizy tego co przychodzi do Pana. To nie jest ani złe, ani dobre - takie to jest. Zastanawia mnie jednak jedno... na ile to co Pan tutaj pisze jest przeczytane, z książek, a na ile jest to Pana doświadczenie, takie poczute do samej dupy. Na marginesie... lubię być chwalony - to ludzkie. Rozmowy z tego rodzaju osobami jak Pan zawsze tylko utwierdzają mnie w tym, że to co robię jest potrzebne. W tekście opisuje swoje doświadczenia, ujmuję to tak, jak czuję, a nie tak jak ktoś powiedział, że się powinno ujmować. Taki jestem. Czasami bezpośredni, czasami rzucę mięchem, aby czemuś dodać kolorytu. Nie jestem taki jak Pan. Jestem zgoła inny. Nie interesują mnie argumenty, bo one nic nie wnoszą. Jedyne co coś wnosi do naszego życia, to nie gadanie o nim, ale doświadczanie. Kiedyś pociągały mnie intelektualne dysputy... ale zauważyłem, że toczę je zamiast... zamiast działania, zamiast robienia. I trochę czuje się tutaj przez Pana prowokowany do tych głębszych analiz... ale opieram się, bo wiem, że to nic nie zmienia - dla mnie, w każdym razie. Pozdrawiam serdecznie Panie Radku i wszystkiego dobrego :)

34. seria z karabinu wymierzona w kobiecą energię/kobiety?:) • autor: Nierozpoznany#61032016-05-19 05:48:51

ludzie tak odmiennie postrzegają świat.

35. Równowaga :) • autor: Nierozpoznany#95182016-05-19 07:43:58

Skusiłam się napisać. Z pewnym rozbawieniem obserwuję komentarze do tego tekstu, które coraz bardziej odbiegają od tematu. Sam temat "Wojna się skończyła" - jakby wyraża postawę autora, który dzieląc się swoimi doświadczeniami zawodowymi, właśnie w ten kierunku - odpuszczenia sporów / wojen, proponuje nam czytelnikom spojrzeć. A wychodzi, że my walczymy - nie chcemy odpuścić. Podoba mi się postawa autora - który sugeruje działanie. Już przez sam fakt wrzawy jaką wzbudził ten tekst - należy mu się brawo :) Moim zdaniem właśnie o to chodzi - pobudzić nas wszystkich do przemyśleń i konkretnych działań. A wracając do tematu - mój dziadek i pradziadek byli żołnierzami. Gdy patrzę na ich medale, czuję smutek i wściekłość mojej babci, która wcześnie straciła męża i została sama z trójką dzieci - więc jest coś na rzeczy. Może nawet porozmawiam z moim ojcem... Pozdrawiam Wszystkich komentujących :)

36. Kobieta kastrujaca, • autor: Nierozpoznany#61032016-05-19 10:08:11


nie może mieć partnera z "jajami jak arbuzy". Mężczyzna kastrujacy nie będzie w związku z partnerką posiadającą silną, dojrzałą kobiecą energię. Czemu nawzajem kastrujemy się? Z lęku przed sobą. Wiążemy się winą, pętamy odpowiedzialnością, obciążamy wzajemnymi wymówkami i zatracamy zupełnie swoją męską i żeńską energię.

Przy kim stoisz, kiedy jesteś nieobecny w tu i teraz?  Mężczyzna kastrujący mentalnie stoi przy mamie, kobieta kastrujaca przy tacie. Sa też osoby które nie stoją przy żadnym z rodziców, ale to inny temat. Zamiast związku o którym marzymy, konsumujemy jakąś namiastkę związku, w cichej lub głośnej nienawiści.

Wyjdz z winy, stań w męskiej lub żeńskiej linii/energii, przestań kastrować siebie i innych! Daj moc swojej partnerce/partnerowi.

Raczej bądz jak Lorena Bobbitt, weź nóż i jednym pewnym ruchem odetnij krzywdzące narzędzie swojego partnera. W tym jest moc, tu jest siła, jest energia. Lorena została unniwiniona, narząd przyszyty. Sprawuje się bez zarzutu, co można zobaczyć w kilku filmach pornograficznych, w których wystąpił John Bobbitt. Chirurdzy stwierdzili że, czyste, jedno cięcie przyczyniło się do sukcesu operacji/przyszycia. Lorena od 17 lat żyje ze swoją, jak twierdzi, bratnią duszą (soulmate).

Wydaje się że John nadal tkwi przy mamie i uwodzi wszelkie pseudo-mamy, które płacą cenę za jego złudzenia na temat relacji z matką. Możliwe że Lorena przeszła od ojca do matki, stanęłą w linii żeńskiej i stworzyła związek oparty na wzajemnym szacunku.

First cut is the deepest:)
http://www.mirror.co.uk/tv/tv-news/woman-who-cut-husbands-penis-6812254

37. winne • autor: Nierozpoznany#86632016-05-19 10:58:52

To co mnie uderzyło po przeczytaniu tego artykułu to poprowadzona linia prosta między złością kobiety na mężczyznę po jego powrocie z wojny, jej nieświadomą decyzją o zduszeniu mężczyzny/chłopca/syna, żeby już nie uciekł, a obecnym stanem męskiego w Polsce. Czy dobrze zrozumiałam, że cała odpowiedzialność za biedy współczesnego 20 latka leży po stronie kobiet? No właśnie. I w tym rzecz, że jest to błędne myślenie. Uproszczone, fałszywe.  A co jeśli jej złość była wynikiem nieradzenia sobie samej ze swoją traumą wojny? Musiała chronić siebie i innych uciekając przez wieś po lasach przed hitlerowcami. A co jeśli on bił, pił, gwałcił, i jeszcze molestował swoją córkę i wyżywał się na wnuczku? A co jeśli on już to samo robił przed wojną? Ja odebrałam ten artykuł przede wszystkim na płaszczyźnie energetycznej i jest on bardzo niefajny.  

38. Silna kobieta, • autor: Nierozpoznany#87012016-05-19 11:08:13

potrzebuje silnego mężczyzny. Niepewna w swojej kobiecości kobieta wyszukuje sobie na partnera słabego mężczyznę, który już mógł zostać w procesie wychowania wykastrowany przez inną kobietę- samotną matkę, która nie pozwoliła mu stać się mężczyzną i odejść od niej.
[foto]

39. Siła to skomplikowana sprawa • autor: Radek Ziemic2016-05-19 11:40:20

ciekawe, że mówi się tutaj o sile, energii, a nie mówi o uczciwości, wrażliwości, współczuciu, miłości, czułości, prawości itd. To taki neoliberalny język, brakuje tylko dobrostanu itp. Niebezpieczne są też dualizmy. Ja wiem, że mózg je woli, ale znam niejedną silną kobietę, która żyje ze słabym mężczyzną (bo do tego potrzeba naprawdę siły). Nieco mniej mężczyzn, silnych, żyjących ze słabymi kobietami. (Siła nie jest jedynym kryterium doboru, o czym zapominamy, poza tym faceci są mistrzami w sprawianiu dobrego wrażenia. Nie kobiety, które są ciągle o to oskarżane, ale faceci właśnie.) I co to znaczy, że mężczyzna czy kobieta jest silna. Czy silnym jest wtedy, gdy pokona się słabszego, czy wtedy, gdy umie się przeciwstawić jeszcze silniejszemu, broniąc na przykład tego słabszego? I czy jest możliwy nietoksyczny ("niekastrujący") związek dwóch kobiet? Nie jest? Hellinger i inne njuejdżowskie metody terapeutyczne to wykluczają? Jak tłumaczą homoseksualizm, po czyjej stronie stoi gej (kastrującej z męskości matki?) , a po czyjej lesbijka (też kastrującej z kobiecości matki? bo ojca zazwyczaj nie ma, i to nie z powodu wojny.)

A może silny mężczyzna to jest ktoś, kto umie przyznać się do klęski. Ktoś, kto potrafi przyznać się do słabości. Może naprawdę silny facet umie powiedzieć, że ma małego, albo nawet jest tak silny, że potrafi być poza tym (nawet, gdy ma dużego). Umie mówić przepraszam, umie naprawić swoje winy. Nie macha jajami, ani dosłownie, ani werbalnie? Znacie takich? (Do kobiety też bym to odniósł. Co jest żeńskim odpowiednikiem sformułowania "jaja jak arbuzy" użytego wyżej, "cyce jak melony", "dupa jak szafa"? - tu ponownie podejmuję nie wprost dyskusję na temat wulgaryzmów). Może silny mężczyzna i silna kobieta potrafią się wyzwolić z takiego ewolucyjno-psychoanalitycznego cyklu lękowego, który definiuje się m.in. przy pomocy siły. Może słabi są silnymi, jak ostatni pierwszymi? O jakiej sile mówimy? Może silni po po prostu potrafią kochać? Karol napisał, że kastrujemy siebie z lęku przed sobą. Zgadzam się całkowicie. Ale dlaczego się siebie boimy? Dlaczego boimy się tego, co inne, zamiast afirmować to? Cieszyć się tym?
---
A czy ktoś w ogóle pomyślał, ile trzeba mieć siły, żeby być słabym? (Pofilozofujmy, kur...czaczek, trochę.)
---
Konieczne, choć niewystarczające kryterium siły faceta: nie boi się śmieszności.
[foto]

40. A tu dla chętnych • autor: Radek Ziemic2016-05-19 12:03:47

wiersz o sile, kobiecości i męskości:

https://poema.pl/publikacja/37436-pan-cogito-o-cnocie

Tak, żeby sobie spokojnie poreflektować...

[foto]

41. Argumenty • autor: Przemysław Kapałka2016-05-19 12:18:46

Cóż, jeśli argumenty nie mają znaczenia, to ja również bez nich zniechęcam się do tekstu. Tylko na podstawie mojego odbioru. Z pewnością porusza ważny temat, ale robi to tak, że nie wiem, czy lekarstwo nie będzie gorsze od choroby, ewentualnie czy skutki uboczne nie będą na tyle poważne, że szkoda zachodu. Argumentów nie podaję, bo to podobno do niczego nie prowadzi.A w ogóle dyskusja za bardzo odbiega od tematu i chyba się z niej wyłączę.

42. @ Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#87012016-05-19 12:58:07

 Napisałam: silna kobieta w swej kobiecości.
Nie czuję się na siłach odpowiedzieć na wszystkie Pana pytania i wątpliwości, bo sprowadza Pan dyskusję na zupełnie inne płaszczyzny- są to płaszczyzny ocen, moralności, a nie o tym dyskutujemy.Co nie oznacza oczywiście,że nie są to ważne tematy. Te pojęcia, które tutaj są używane, nie mają nic też wspólnego z liberalizmem czy neoliberalizmem, z wrażliwością czy jej brakiem. 
Artykuł Pana Mirosława nie jest też obwinianiem kogokolwiek za stan rzeczy, który opisuje.Identycznie; można by oskarżać lekarza opisującego objawy choroby, że obwinia pacjenta za te objawy, które wytwarza jego organizm.
Był taki uczeń Freuda-twórcy psychoanalizy, który później się zdystansował od niego. Ten uczeń nazywał się Gustaw Jung . Jung zajmował się badaniami nad archetypami, wprowadził też takie pojęcia jak:  anima i animus. Nie chcę wykładów robić, co te pojęcia znaczą, bo obawiam się że znowu będzie mnóstwo zastrzeżeń, co do mojej precyzji. Co  Jung rozumiał przez te pojęcia może  Pan przeczytać  chociażby w Wikipedii, jest też wiele blogów i artykułów zajmujących się tą problematyką.
Ustawienia Hellingera nie odwołują się wprost do Junga, ale jak sądzę; Hellinger sam będąc najpierw psychoanalitykiem korzystał z tego dorobku budując swoją metodę. Generalnie chodzi o to ,że każda kobieta i każdy mężczyzna ma w sobie i animę i animusa czyli pierwiastek żeński i pierwiastek męski. Z takich, czy innych względów jak np. nieobecność ojca w procesie wychowania, o którym akurat tutaj autor mówi, następuje zakłócenie równowagi, jaka powinna być zachowana w psychice między tymi pierwiastkami, aby możliwa była budowa pozytywnych relacji interpersonalnych. Gdy.np. z takich, czy innych względów;  w rodzinie- córka staje się" małą księżniczką"- oczkiem w głowie tatusia i zajmuje miejsce przy nim, należne matce, to to jest zakłócenie porządku w rodzinie.Należy więc tę równowagę przywrócić.Przywrócenie takiej równowagi mają na celu Ustawienia.Nie jest to terapia długoterminowa,mająca na celu przebudowę osobowości, lecz raczej nastawiona na uzyskanie wglądu w porządek w rodzinie i doświadczenie emocji z tym związanych, które mogą zainicjować zmiany.

43. Badania na SWPS można wziąć udział badają min. wpływ aplikacji mobilnej • autor: Nierozpoznany#61032016-05-19 13:46:22

Odczuwasz smutek lub przygnębienie? Myślisz, że możesz mieć depresję? Skorzystaj z profesjonalnej pomocy!

Projekt E-COMPARED ma na celu porównanie skuteczności klasycznej terapii poznawczo-behawioralnej depresji z terapią dodatkowo wykorzystującą platformę internetową i aplikację mobilną. Do udziału w projekcie E-COMPARED zapraszamy wszystkie osoby, które podejrzewają, że mogą cierpieć na depresję.

Jeśli jesteś zdecydowany/zdecydowana na podjęcie terapii, wypełnij formularz znajdujący się na stronie: http://swps.pl/badanie-e-compared

Prosimy zwrócić uwagę, że terapia jest płatna zgodnie z cennikiem terapeuty.

Więcej informacji na stronie www.streslab.eu w zakładce E-COMPARED.

Zespół E-COMPARED
[foto]

44. Dobre! • autor: Przemysław Kapałka2016-05-19 14:14:23

Weź udział w eksperymencie mającym sprawdzić skuteczność metody i jeszcze za to zapłać!

45. @ Przemysłam Kapałka • autor: Nierozpoznany#87012016-05-19 14:44:40

Ja rozumiem autora, że nie chce podawać argumentów. Żadne argumenty nie przekonają już przekonanego na " nie". Będzie wynajdywał inne zastrzeżenia, albo odrzucał przedstawiane argumenty,czy też kwestionował wyniki badań. Albert Einstein powiedział kiedyś, że łatwiej rozbić atom, niż czyjś przesąd.Ja nie uważam, by terapia Hellingera była niebezpieczna. Jakaś osoba, która brała udział w jego warsztatach popełniła samobójstwo. Takie przypadki zdarzały się też i zdarzają podczas terapii innymi metodami, nie można całkowicie ich wykluczyć.Niektóre twierdzenia Hellingera są dość kontrowersyjne, bo reprezentuje takie dość patriarchalne podejście. Dużo zarzutów pada o szamaństwo, nienaukowość. Tymczasem, cała psychologia i psychoterapia ma woje korzenie w szamanizmie, zresztą podobnie jak współczesna medycyna i farmacja.
 Współcześni, bardziej otwarci psychoterapeuci nadal się od szamanów uczą. Takim psychoterapeutą jest np. Arnold Mindell- twórca psychoterapii zorientowanej na proces.
Rozumiem też, że praktykujący np.klasyczną psychoanalizę mogą uważać tę metodę za konkurencyjną. Psychoanaliza potrzebuje czasami wielu lat, by uzyskać  wgląd w wewnętrzne , nieświadome motywy naszego zachowania, nasze wewnętrzne konflikty, co jeszcze nie musi powodować wyzdrowienia jeśli tego pacjent nie przeżyje emocjonalnie. Taka intelektualna obróbka poszerza samoświadomość,ale nie musi prowadzić do przezwyciężenia tych konfliktów. To jest tak : Spotykają się dwaj koledzy i Janek pyta Franka ":Nadal chodzisz na tę swoją psychoterapię? Umiesz już panować nad swoimi jelitami?  Franek; "Nie, nadal robię w portki,ale przynajmniej wiem dlaczego"
. O wiele bardziej skuteczna jest psychoterapia w ujęciu psychodynamicznym. 
O skuteczności Ustawień Hellingera się nie wypowiem, bo jej nie znam. Wielu jednak znanych mi, uczciwych psychologów i psychoterapeutów ją stosuje, więc zakładam, że mają pozytywne rezultaty. Tak, jak  już zaznaczałam, nie jest to kompleksowa terapia.Sama uczestniczyłam jako widz,( a nie uczestnik ustawień), dwukrotnie w takich warsztatach prowadzonych przez samego Hellingera i mogę powiedzieć tylko, że przeżycia są  bardzo silne.

46. psychoterapia depresji • autor: Nierozpoznany#87012016-05-19 14:59:10

Metoda poznawczo behawioralna nie jest najlepszą metodą do leczenia depresji. Ona pracuje z przekonaniami pacjenta, a nie z przeżyciami. O wiele lepsze metody psychoterapii depresji,  to podejście integratywne lub psychodynamiczne.

47. Przemek, to nie tak • autor: Nierozpoznany#61032016-05-19 19:09:34

metoda w pewnym zakresie, dla pewnych ludzi i w pewnych przypadkach dziala. Jest sprawdzona badawczo. Oni chcą sprawdzić czy pewne udoskonalenie, zwiększające kontakt terapeuty z klientem i pozwalajacy na samodzielną pracę klienta przyniesie lepsze rezultaty. Czyli odbywa się normalna terapia plus udoskonalenie.

48. ja nie twierdzę, że • autor: Nierozpoznany#87012016-05-19 19:42:05

ta metoda nie działa.Twierdzę tylko, że są bardziej skuteczne metody leczenia depresji.























49. Panie Radku • autor: Nierozpoznany#562016-05-20 08:12:18

podobnie jak Mysz lubię czytać cenie sobie pana komentarze. Ale jeśli chodzi o ten artykuł to zawiodłam się bardzo Pana wpisami.. Nie byłam osobiście na terapii żadnej, o metodzie ustawień rodzinnych przeczytałam parę lat temu w babskiej gazecie, potem kupiłam dwie książki, a właściwie wywiady z twórca metody. widziałam na you tube jego prace z Rosjanami , czego nie zrozumiałam po niemiecku zrozumiałam po rosyjsku.
Wiem, wiem tonie metoda jest tu poddana krytyce , bardziej chodzi o styl pracy zaprezentowany przez autora w artykule  :), ale nie można wrzucać tej metody do jednego worka z innymi niu - ejdzami.
Gocha








50. @Gosiana • autor: Nierozpoznany#87012016-05-20 08:31:52

Drobna uwaga. Nie wiemy jaki styl  pracy stosuje autor.  Nie opisuje go. Styl artykułu wcale nie oznacza, że taki stosuje w swojej pracy z ludźmi.
[foto]

51. @Gosiana • autor: Radek Ziemic2016-05-20 08:32:59

Ja metodą Hellingera jestem akurat bardzo zainteresowany, co nieco o niej wiem i bardzo poważnie biorę pod uwagę, że skorzystam. (Mam poważny problem z przodkami, i to nie z powodu wojny. Wojna to pikuś, chyba, że myślimy o tej, która nas może czekać.) Moje - bez wątpienia za długie - wypowiedzi nie tykają metody. Podkreślam to. A teraz to ja w sprawie New Age. Nie widzę nic w niej złego, w Nju Ejdż. Nie że wszystko akceptuję tam zaraz, ale przy całej wieloznaczności tego terminu nie traktuję go jako czegoś negatywnego. Do niedawna katolicyzm, też zresztą bardzo eklektyczny i w tym eklektyzmie bardzo pre-njuejdźowski, był dla mnie czymś znacznie mrocznym, szatańskim rzekłbym nawet, niż New Age. Ale to też się trochę zmienia. Podsumowując. Nie bójmy się New Age. To nie njuejdżowcy będą do nas strzelać. 

52. Do Pana Radka - kurczaczkowe filofioły ;) • autor: Nierozpoznany#95182016-05-20 08:34:28

Siła dla każdego z nas przejawia się różnie, w zależności od sytuacji czy naszego systemu wartości. Odnośnie homoseksualistów pozwolę sobie zamilknąć, gdyż nie lubię dywagować w tematach mi obcych (bo nie wniesie to żadnych konkretów). Znam kilku facetów "nie machających jajami", w sumie niewielu, i raczej aż wkurzających swoją hmm bezbronnością. Z tym żeńskim odpowiednikiem płodności albo cech typowo kobiecych, to może "biodra jak gruszka" - jakoś ta szafa do mnie nie przemawia, dlaczego kobietę mamy kojarzyć z meblem a mężczyznę z owocem? :) 
A dlaczego boimy się własnej siły - może właśnie dlatego, że to siła / moc... że nie będziemy w stanie nad nią zapanować, przecież uwielbiamy kontrolę. Takie pójście za sercem (zew natury) często bywa niezrozumiałe przez najbliższe otoczenie (rodzinę), wręcz piętnowane -  a nie chcemy być odrzuceni zwłaszcza przez najbliższych. Bo i co przyjdzie z takiej radości własnej wolności jeśli jest afirmowana samotnie... Choć mówi się, że we właściwym czasie znajdą się właściwi ludzie - więc nadzieja na zrozumienie jest.
[foto]

53. @agnes • autor: Radek Ziemic2016-05-20 08:48:34

Jestem za tym, aby iść za sercem. Pod warunkiem, że wiemy, że to metafora. Jeśli chodzi o zew natury, to byłbym już ostrożniejszy. I myślę też, czym jest siła. Tak, to nie takie proste, ja tylko nie godziłem się wcześniej na pewną redukcję. Tu bym powiedział, że "silny" nie boi się tego, co inne, obce, nie utożsamia tego lękowo z wrogością, nie musi dominować (bo dominuje się zawsze nad słabszym). Tu szukam czegoś ponad płcią, bo my nie mamy problemu z mamą czy tatą, ale z sobą (to nie oznacza, że o mamie i tacie nie warto myśleć, czasem nawet na terapii; ale myśleć nie jajami, ale głową i sercem właśnie; nie zapominać o sercu).

I żeby za długo nie gadać króciutki filmik (Ewa Renata Cyzman-Bany):

https://www.youtube.com/watch?v=aKKQYQ2v--o

:-)


54. @Radek - tak to się chyba pisze ;) • autor: Nierozpoznany#95182016-05-20 09:01:34

Puenta filmiku mistrzowska! Biegnę do pracy - miłego dnia dla Wszystkich:)

55. @Radek • autor: Nierozpoznany#87012016-05-20 12:03:29

To szkoda, że Pan nie zamieścił innego filmu z wykładem tej Pani.  Można z niego zrozumieć;’ co się rozumie w tym byciu w żeńskim.https://www.youtube.com/watch?v=8r6BFplucfw

[foto]

56. @Rotari • autor: Radek Ziemic2016-05-20 12:13:19

Ja ją dopiero zaczynam poznawać. Ale chodziło mi też o to, że poza tym, że jesteśmy facetami z jajami jak Nowy Jork i kobietami z piersiami jak Himalaje, to jesteśmy (?) jeszcze, a może przede wszystkim ludźmi. Nie będę argumentował ZA ani PRZECIW. :-) Natomiast Cyzman Bany robi wrażenie. Także stawkami za swoje ustawienia. Ale to taka trochę "wiedźma", czyli taka, co wie i cześć.

57. Ciekawe • autor: Nierozpoznany#562016-05-20 14:21:44

jak to się wyczytuje z krótkiej wypowiedzi - w tym wypadku mojej - ze ja się osoba pisząca  czegoś boi .. chyba ze to był apel do wszystkich :). Jak mi się wydaje ja akurat z tych silniejszych chyba, sama sobie radze z trudnymi sprawami w życiu - od dziecka. Ustawienia rodzinne to taka metoda, która trafia w sedno, podobnie jak Astrologia Wojtka. Siedziałam trochę nad słowami B. Hellingera, aż znalazłam to jedno. Kto wie jakie słowo trafi w potrzebę kogoś innego...

PS. Kiedyś napisałam coś krotko, zdziwiłam się, ze odczytałeś z tego moje oburzenie.. może to dlatego, ze krotko, zbyt mało ...

Dziękuję za odpowiedz i  filmik . Pozdrawiam :)
[foto]

58. @Gosiana • autor: Radek Ziemic2016-05-22 09:34:44

Gosiu,
moje "nie bójmy się" było retoryczne. Napisałaś, że nie można Hellingera wrzucać do jednego worka innymi niu-ejdżami i ja, odczytując to jako pewne wartościowanie (w przybliżeniu, Hellinger wyjątkowy  / dobry, "inne niuejdże" pospolite / a może i złe) napisałem, że nie widzę nic takiego w New Age złego, by zaraz nad nie Hellingera wynosić. W tym sensie - nie bójmy się: że nie musimy się "obawiać", że "inne niu-ejdże" Hellingerowi zaszkodzą.
[foto]

59. Oj, powtórzę za sobą samym... • autor: Roman Kam2016-05-26 02:41:14

i "niefajny" za kimś w komentarzach. Pierwsze co mnie uderzyło właśnie, to dysonans pomiędzy treścią a językiem. Kiedyś opisał to trafnie juror tanecznego show -piękne pudełko i nawet ładny papierek - odwijamy... otwieramy... a w środku... burak.To razi po prostu. Naprawdę. Nie słownictwo samo w sobie, a ten rozjazd pomiędzy formą i treścią. Taki język to rodzaj poufałości, na którą chętnie przyzwalam przyjaciołom, o których wiem, kim są, ale niezbyt dobrze przyjmuję kiedy kogoś nie znam, lub gdy zdarza się to w obecności mojej żony, mamy, czy w ogóle kobiety. 
Brońmy kultury języka, bo za nią coś się kryje, coś ważniejszego chyba od źle pojmowanego autentyzmu. Wszystko zależy oczywiście od kontekstu, czasem wulgaryzm wydaje się być na miejscu, jednak pobłażanie sobie i innym w kwestii swobody języka, może niezauważenie, zmienić nas samych w prostaków.   
Rzecz druga, która mnie uderzyła, to jednostronność, tendencyjność opisu, jakieś strasznie uproszczone mi się to wszystko zdało. Ten opis - wytrych, bo przecież wszyscy byli uwikłani w wojnę i ci co ginęli i ci, co uciekli. Mamy, więc rozwiązanie jak na dłoni. A co do wątpliwości o skuteczność metody - paradoksalnie, mi się podejście Hellingera podoba - a co mnie to obchodzi!  
[foto]

60. @Romanie • autor: Radek Ziemic2016-05-27 12:02:43

piękny strzał, w sam środek. Pozdrawiam Cię serdecznie.

A dla wszystkich - piosenka:

https://www.youtube.com/watch?v=SMwaMTP8HSQ



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)