zdjęcie Autora

14 grudnia 2011

Nes W. Kruk

Wojny światów i poglądów
czyli o łatwej sztuce dystansu i tolerancji

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: psychologia

Ludzie identyfikują się z poglądami, które wyznają.1 Efektem tego jest ciągła walka o własną tożsamość. Gdy spotykają się w dyskusji, bardzo często reagują emocjonalnie na argumenty, które przeczą ich poglądom. Gdy spotykają się dwie takie osoby, od razu mamy walkę na słowa. Pół biedy, gdy obie strony nie mają żadnej władzy ani chęci wymuszania racji na swoim oponencie, a jedynie pielęgnują swoją własną dumę. Gorzej, gdy dochodzi do przemocy i realnej walki, gdy argumentem staje się przysłowiowy baseball.


YouTube: "Dzień świra", scena przemówienia

Nie wiem kiedy po raz pierwszy odkryłem tę ludzką skłonność do identyfikowania się z własnymi poglądami, do stawiania znaku równości między własnym światopoglądem a obrazem własnego Ja. Być może wtedy, gdy będąc członkiem pewnej grupy podważyłem autorytet guru.2 Albo też wtedy, gdy w pewnej dyskusji mój rozmówca, gdy zabrakło mu argumentów, zakończył rozmowę zdaniem: "Wygrałeś. Pewnie się cieszysz, że mi dokopałeś?" Lub gdy rozmowa z żoną przeradzała się w walkę o zachowanie swojej pozycji, co jest częstym zjawiskiem w związkach. To na prawdę dziwne. Bardzo dużo tracimy w ten sposób. Raz, że się nie rozwijamy, bo bronimy czegoś, co w rzeczywistości jest ulotne i nie jest częścią nas samych, a dwa - wywołuje to konflikty i dzieli tam, gdzie można zwyczajnie współ-działać. Szczególnie szkodliwe jest to w życiu publicznym, gdzie podejmuje się decyzje mające wpływ na życie większości - w polityce, religii, ekonomii, a motorem zmian są niskie instynkty, lęki, pragnienia, fobie.3

Takim jaskrawym przykładem tej postawy jest właśnie scena polityczna. Mówi się o grze politycznej, o walce przedwyborczej. Polityk, który broni swoich poglądów, będzie używał wszelkich dostępnych mu środków by wygrać.4 Nie przyzna racji opozycji, bo to będzie znaczyło, że jest gorszy, że nie miał racji i automatycznie to skaże go na przegraną w grze zwanej polityką. Do końca będzie bronił swoich zamków z piasku. Podobnie zresztą jak jego przeciwnik. Tak przyzwyczailiśmy się do tego modelu, iż bez mrugnięcia okiem wierzymy w doktryny typu "w polityce trzeba się ubrudzić" i przyjmujemy za coś naturalnego, iż nasi przywódcy to „szuje i świnie, małostkowi szowiniści i kłamcy”. Czy na prawdę to jest owa demokracja - rządy ludów? Czy nie powinno być tak, że ci, którzy dążą do władzy, powinni uczyć się sztuki porozumienia i kompromisów pamiętając, że niekoniecznie muszą mieć rację?

Nauczyłem się nie przywiązywać do swoich poglądów, doktryn, wierzeń. One wciąż się zmieniają. Gdy zdobywam nowe informacje, doświadczenia, które podważają dotychczasowy porządek, jestem w stanie zbudować na gruzach coś nowego, o ile wystarczy mi odwagi. Gdybym tak nie robił, odrzucałbym fakty, nie dopuszczałbym ich do świadomości. Jeśli byłbym inteligentny i wyszkolony w sztuce retoryki mógłbym nawet bardzo dobrze uzasadnić to, czego bronię. Ale co oznaczałoby to dla mnie? Zatrzymanie się i zasklepienie. Stąd biorą się wszelkie fanatyzmy. Ba, od tysiącleci pokutuje pogląd, iż wiara w to czego nie rozumiemy jest święta. Silna wiara, wytrwałość w obronie konkretnego światopoglądu, który zazwyczaj jest dany odgórnie, jest uważana za cnotę. Podobnie jest z wiarą w rozum, logikę, które są ograniczone, a więc już na początku można założyć, że coś im umyka, że czegoś nie są w stanie uchwycić, przez co percypują i opisują tylko drobny wycinek rzeczywistości. Tak, bo i racjonalista, który odrzuca wiarę, choć się do tego nie przyzna przed samym sobą, sam broni swojej wiary w... racjonalizm.

Poglądy to nic innego jak zbiór doktryn, które (chwilowo) uznajemy za prawdziwe. Oczywiście te doktryny są często opakowane w racjonalne argumenty i nadziewane emocjami. Gdy byliśmy dziećmi, wierzyliśmy w coś innego niż kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat później. O czym to świadczy? Czy mówi to coś o naszym przywiązaniu do poglądów? Jeśli nasze poglądy pokrywają się z poglądami większej ilości ludzi, urastają do prawd oczywistych. Tak było z poglądem, iż Ziemia jest płaska. To samo z wyższością mężczyzny nad kobietą. Wyższość rasowa. Paradygmat naukowy, religijny. American Dream. Jedzenie/nie jedzenie mięsa. Stereotypy, role społeczne. Teorie naukowe przedstawiane laikom jako fakty. Animizm, scjentyzm i wszelkie izmy. Różni nas tylko to, iż każdy z nas dobrał sobie swój zestaw puzzli, z którego złożył obraz rzeczywistości. Nie dostrzegamy jednak, że nie jesteśmy zbiorem puzzli. Że w zasadzie spokojnie możemy współistnieć obok siebie posiadając różne światopoglądy. Tymczasem spora część ludzi w zetknięciu z innym reaguje zwalczaniem odmienności, pozbawiając samych siebie bogactwa różnorodności. Dlaczego? Oczywiście - bronią swego, a więc walczą.

Wszystko co posiadamy, możemy też stracić. Dotyczy to również poglądów, pamięci, osobowości, bliskich, etc. Nic dziwnego, że tak trudno jest nam przyznać się do błędu, że o wiele więcej energii jesteśmy w stanie włożyć w "obronę" naszych poglądów, niż postarać się zrozumieć tego, kto reprezentuje odmienny światopogląd. Stąd też tak trudno o zrozumienie drugiego człowieka, o tolerancję dla odmienności.

Wiem, że jestem idealistą. Jednakże swój idealizm nazywam praktycznym, bo w praktyce nie utrudnia, lecz pomaga mi w życiu. Kiedy przestaję traktować rozmowę jak walkę, gdy pamiętam, że moje poglądy to nie Ja, żadna dyskusja nie jest w stanie mi zagrozić. Kiedy ktoś obnaża głupotę moich poglądów, mogę śmiać się razem z nim. Ba, każda dyskusja jest potencjalną szansą na poznanie czegoś nowego, poszerzenia horyzontów własnej, starannie ułożonej rzeczywistości. Kiedy przestaję walczyć, rzeczywistość przestaje walczyć ze mną, staje się moim przyjacielem...

Nes Havason


Przypisy

1) Czy to nie ciekawe, że słowo "wyznawać" towarzyszy poglądom jak i wierze?

2) Jeśli osoba podjęłaby wyzwanie publicznej dyskusji, zyskałaby mój szacunek. Niestety ktoś, kto publicznie głosi, iż dąży do "wyzwolenia wszystkich istot z cierpienia i ignorancji", w odpowiedzi na kontrargumenty używa prymitywnych, choć skutecznych metod manipulacyjnych - odcięcie słuchaczy od poglądów oponenta (nie słuchajcie go, nie kontaktujcie się z nim, nie rozmawiajcie z nim, on kłamie), oszczerstwa, ośmieszanie, nie jest dla mnie prawdziwym nauczycielem ani mistrzem, lecz zwykłą ofiarą swoich ambicji. Tym bardziej jest to smutne, gdy taki mistrz nie potrafi wyjść poza własne lęki i pragnienia broniąc zachowania swojego status quo. Dla mnie przyznanie się takiego mistrza do błędu świadczyłoby o jego wielkości.

3) „Moja racja jest racja najmojsza” - „Dzień Świra” Koterskiego. Reżyser po mistrzowsku obnażył chciwość i małostkowość ludzi, którzy skrywają swoje instynkty i traumy pod płaszczykiem populizmu i starannie wykreowanego wizerunku "dobrego wujka".

4) Spójrzcie na reakcję wygranych i przegranych po ogłoszeniu wyników wyborów. Są takie same jak sportowców czy ludzi, którzy biorą udział we wszelkiego rodzaju konkursach. Zwycięzca nie myśli o tym, że oto teraz czeka go ogrom pracy w realizowaniu swojego programu wyborczego. Nie. On się cieszy. Duma go rozpiera, promieniuje szczęściem. Wygrał! A przegrany? Zazwyczaj grozi: „będziemy twardą opozycją, będziemy was kąsać, nie damy wam zasnąć”. Czy to są postawy, które chcemy widzieć u ludzi, którym oddajemy ster? Dokąd nas prowadzą? I co tak naprawdę prowadzi ich, nas?


komentarze

1. Zawracanie Wisly kijem • autor: Nierozpoznany#2082011-12-14 11:54:13

Zacytuje klasyka; "Nie przywiazuj sie do zadnej idei aby w najmniej spodziewanym momencie nie skrecila ci karku". Masz oczywiscie racje Nes, ale proby uswiadamiania innych sa takze jalowe. Nie mozna nikomu pomoc, kazdy musi sam przegryzc sie przez wlasny matrix. Tekstow na ten temat jest troche, ja tez o tym pisalem
http://www.taraka.pl/klatswiat
Ta zabawna dyskusja swiatopogladowa do ktorej milczaco nawiazujesz jest tylko kropla w morzu. Szkoda czasu.
Powodzenia na sciezce ktora idziesz, piszesz tu ciekawe rzeczy!
Pozdrawiam!
[foto]

2. W kwestii dogmatyzmu • autor: Terravis Wiktor Rumocki2011-12-14 12:15:59

(...)zdarzało mi się otrzymywać zapalczywe, choć niezbyt mądre listy od dwóch grup dogmatyków – fundamentalistycznych chrześcijan i fundamentalistycznych materialistów.
Fundamentalistyczni chrześcijanie wmawiali mi, że jestem sługą Szatana i powinienem jak najszybciej poddać się egzorcyzmom. Natomiast fundamentalistyczni materialiści informowali mnie, że jestem kłamcą, szarlatanem, oszustem i skandalistą. Mimo tych drobnych różnic listy te były do siebie zdumiewająco podobne. Obie grupy cechowała niepohamowana zaciekłość oraz całkowity brak poczucia humoru, życzliwości i dobrych obyczajów.
Te dwie straszne sekty jedynie pomogły mi utwierdzić się w agnostycyzmie, dostarczając dalszych dowodów na rzecz mojej tezy, że kiedy dogmat zakrada się do umysłu, ustaje wszelka aktywność intelektualna. "Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów" Robert Anton Wilson
[foto]

3. Czarnoksiężnik z Krainy Oz • autor: Nes W. Kruk2011-12-14 13:48:27

Forsujesz swój pogląd o nieistotności poglądów z racji ich przemijalności...
Rozumiem, że dostrzegasz tu sprzeczność. Zauważ jedną rzecz - nie forsuję, tylko zachęcam do pewnej postawy nie wciągania się w niepotrzebną walkę, bo tam, gdzie zaczyna się walka, kończy się dyskusja. Gdybym tu grzmiał z ambony, moja postawa byłaby przeciwna temu, o czym piszę. Tu nie nieistotność poglądów jest głównym problemem, ale nasze przywiązanie do poglądów. Poglądy mogą być istotne, jak najbardziej. Sprawa indywidualna każdego czytelnika, czy będzie się ze mną zgadzał czy nie. Nauczyłem się, że za fasadą górnolotnych idei kryje się człowiek - czarnoksiężnik z krainy Oz. I to człowiek jest ważny, nie idea.
Zachęcam do spróbowania choćby takiej postawy, o jakiej piszę powyżej. Kiedy uświadamiam sobie, że tak na prawdę nie mam czego bronić, że jeśli zabraknie mi argumentów w rozmowie, mogę po prostu z niej zrezygnować, albo jeszcze lepiej - wyjść poza własne Ja i spojrzeć oczami drugiego człowieka. Jeśli odnajdę nowy punkt widzenia zmieniając punkt siedzenia, tym lepiej dla mnie. Jeśli ktoś mnie nie przekona, cóż, idę dalej. Jeśli się z kimś nie zgadza, nie muszę z nim walczyć. No, chyba że cudze poglądy zagrażają mi realnie, bo trafiam na fanatyka. W takim przypadku nie ma mowy o rozmowie, o spotkaniu dwóch światów...
[foto]

4. Ariadno, co mam z tym zrobić? • autor: Nes W. Kruk2011-12-14 15:17:20

"proby uswiadamiania innych sa takze jalowe.Nie mozna nikomu pomoc, kazdy musi sam przegryzc sie przez wlasny matrix."
Najtrudniej jest pokazać komuś, a nawet sobie samemu, że tu nie chodzi wcale o różnice poglądów, że to właśnie forsowanie własnych przekonań, o czym pisałeś wcześniej, decyduje o tym, czy rozmowa skończy się przy fajeczce, czy z pianą na ustach. To "moja racja jest własnie święta racja" sprawia, że stajemy się misjonarzami, a misjonarz nie idzie rozmawiać, tylko nauczać. W takim przypadku z góry zakładamy swoją wyższość, a nasz rozmówca jest tym maluczkim. Tym bardziej zaczynamy walczyć, gdy tracimy grunt pod nogami, bo chcemy obronić swoją pozycję.

"Tekstow na ten temat jest troche, ja tez o tym pisalem
http://www.taraka.pl/klatswiat"

Wiem, że sporo już napisano o tolerancji. Twój tekst również znam ("to nie siła argumentów ale stan umysłów decyduje o tym, w co się wierzy i jak postępuje."). Mnie tu bardziej jednak interesuje owo zapominanie się, bycie pochłoniętym przez własne ambicje i dogmaty. Jak pokazać komuś, że tolerancja nie jest zagrożeniem dla niego, jeśli jego ideologia przesiąknięta jest właśnie lękiem? Gdy nie argumenty są tu ważne, ale lęki, poczucie wartości?
I jeszcze...
"Nie mozna nikomu pomoc, kazdy musi sam przegryzc sie przez wlasny matrix."
Czy każdy musi wyjść z labiryntu? Niektórym dobrze tak jak jest. Ci co odczuwają dyskomfort, ci rzeczywiście sami muszą to przejść i nikt tego za nich nie zrobi. Ale też można komuś pomóc. Pokazując choćby swój własny przykład, stawiając przed nim/nią lustro. Dając do ręki nić... inspiracji.
[foto]

5. Jeszcze o walce • autor: Nes W. Kruk2011-12-15 23:54:40

Gwoli jasności. Gdy jestem przyparty do muru i nie mam innego wyjścia, walczę. W tekście piszę o dyskusjach, w których stykają się dwa różne spojrzenia na daną sprawę. Nie mówię o sytuacji, gdy jedna ze stron jest faktycznym zagrożeniem dla swojego rozmówcy (ów baseball, lub ostatnie demonstracje około OWS), ale o rozmowach, gdy coś zagraża naszym poglądom, nie nam samym. Chcę to wyraźnie zaznaczyć. Gdy rozgraniczam Ja od poglądów, podważenie poglądów nie jest atakiem wymierzonym we mnie. Jeśli jestem przywiązany do swoich poglądów, jako zagrożenie mogę odebrać też atak na swoje poglądy. I w tym momencie kończy się dialog, a zaczyna walka... Jeśli ktoś chce ze mną walczyć, mogę przyjąć wyzwanie. Jeśli nie chcę, nie walczę. Nie walczę, gdy więcej można zyskać bez agresji.
[foto]

6. kosmiczne wariatkowo • autor: Nes W. Kruk2011-12-17 15:06:59

Zrozumienie własnej natury to żmudna praca, ale też wielka przygoda. Czasem zastanawiam się, na ile ów zbiór zwany ludzkością jest faktycznie zbiorem ludzi, patrząc na ogromny rozrzut istot, które dysponują ludzkimi ciałami. Jedno z moich ulubionych opowiadań SF (nie pomnę już tytułu i autora) opisuje Ziemię jako kosmiczny szpital psychiatryczny, do którego trafiają skrzywione indywidua z całej galaktyki. Im dłużej żyję, tym prawdziwszy wydaje mi się ten obraz...

7. ... • autor: Nierozpoznany#57892011-12-17 15:24:08

"opisuje Ziemię jako kosmiczny szpital psychiatryczny, do którego trafiają skrzywione indywidua z całej galaktyki. Im dłużej żyję, tym prawdziwszy wydaje mi się ten obraz..."
mi się zdaje a raczej zyskuję tego pewność, że to więzienie, gułag. Jakkolwiek patrzeć na więzienia ziemskie, nam znane, przez ludzi budowane, przełożenie jest praktycznie dosłowne, choć przemieszane z lekką nutką hodowlaną.
[foto]

8. Osoba jest chyba czymś więcej niż jej poglądy? • autor: Ilona Szewczyk2011-12-22 10:49:45

Ludzie identyfikują się z poglądami .. bardzo często reagują emocjonalnie na argumenty, które przeczą ich poglądom
Ludzie reagują emocjami, bo je mają, są uczuciowi, potrafią te uczucia okazywać a nie dlatego, że spotykają się z tym, co przeczy ich poglądom. Emocje mają to do siebie, że czasem ludziem zawładną i tyle. Reakcja 'na wyzwalacz' zależy więcej od profilu emocjonalnego pobudzonej do emocji osoby, a mniej zakresu czy poziomu tych poglądów z jakimi się spotyka i jakie sama ma. Można by się tu odwołać do behawioryzmu i ewolucji, ale że to oczywiste to raczej potrzeby nie ma.
Różni nas tylko to, iż każdy z nas dobrał sobie swój zestaw puzzli, z którego złożył obraz rzeczywistości
Zestawu puzzli się sobie nie dobiera. Zestaw się nabywa tak samo, jak całe życiowe doświadczenie, w szczególności zarówno wydarzenia wybrane i chciane, jak i te spotkane a nie chciane.
Przykładem wszelkie cierpienie, którego zwykle się unika, czy spotkanie anioła śmierci za kierownicą, który próbował mnie zabić na drodze i tylko o włos zabija kogoś tuż przed lub kogoś tuż za mną..... Przeto różni nas jednak ciut więcej prócz tego co 'sami sobie układamy' ....
Podobnie obrazu rzeczywistości się sobie nie składa on powstaje na podobieństwo collage ze wszystkiego co nas spotyka i co tam sobie każdy , w lesie czy w kąciku plując, wymyśli. Albo inaczej , to jak patrzenie na świat przez przymocowany na stałe (i to bez możliwości jego zdjęcia) kalejdoskop. Przy czym nie koniecznie tylko patrzący obraca lunetką wrzuca do środka te kolorowe kryształki ;-)
itd.
itd.
...
[foto]

9. człowiek jest czymś więcej, niż jego poglądy • autor: Nes W. Kruk2011-12-22 16:52:24

"Ludzie reagują emocjami, bo je mają, są uczuciowi, potrafią te uczucia okazywać a nie dlatego, że spotykają się z tym, co przeczy ich poglądom."
Ludzie reaguję emocjonalnie na bodziec, który tę reakcję uruchamia. Samo posiadanie, dysponowanie emocjami nie oznacza, że się pojawią w danej sytuacji, np w wyniku konfrontacji. Jak mi ktoś powie, że lubi czerwone kaloryfery, to żadnych emocji to we mnie nie wywołuje.


"Emocje mają to do siebie, że czasem ludziem zawładną i tyle."
No nie "i tyle", aż tyle. Albo emocje rządzą nami, albo my nimi. Nie chodzi o to, by emocji się wyzbyć, stać się robotami, ale by nad nimi panować, czerpać z ich mocy a nie być bezwolną łupinką. Dla mnie ma znaczenie, czy to emocje mną targają, czy to ja nimi świadomie dysponuję.

"Zderzenie poglądów to zaledwie jeden z wielu emo-triggerów."
Zgadza się. Zwracam uwagę, że temat dotyczy konkretnego "emo-triggera" - zderzenia poglądów. Daleki jestem od generalizowania.

"Reakcja 'na wyzwalacz' zależy więcej od profilu emocjonalnego pobudzonej do emocji osoby, a mniej zakresu czy poziomu tych poglądów z jakimi się spotyka i jakie sama ma.
To prawda. Zwracam uwagę, że to stosunek do poglądów, a nie same poglądy decydują o tym, jak potoczy się dyskusja. Dlatego podtytuł brzmi "o łatwej sztuce dystansu i tolerancji", a nie "zestaw poglądów, które są lub mogą wywoływać agresję".

"Zestawu puzzli się sobie nie dobiera. Zestaw się nabywa tak samo, jak całe życiowe doświadczenie, w szczególności zarówno wydarzenia wybrane i chciane, jak i te spotkane a nie chciane."
To znaczne uproszczenie. Jeśli uświadomimy sobie, ile naszych pragnień i lęków jest nam wszczepiona (wychowanie, reklama, środowisko, charakter itd), wówczas mamy wybór. Możemy sprawdzać te poglądy, które są prawdziwe, a które nie. Człowiek nieświadomy dobiera sobie poglądy na zasadzie "lubię - nie lubię", a raczej tak mu się wydaje. Kiedy Katolik rozmawia ze Świadkiem Jehowy, poznaje nowy pogląd. Zazwyczaj jednak wybiera pozostanie przy tym, który został mu wszczepiony.
To samo dotyczy doświadczenia. Stachura pisał, że wolny jest nie ten, kto ma wybór, ale ten, kto nie musi wybierać. A więc świadomy wybór jest dobieraniem, nieświadomy - nabywaniem.

"Przykładem wszelkie cierpienie, którego zwykle się unika, czy spotkanie anioła śmierci w postaci półgłówka za kierownicą, który próbuje Cię zabić na drodze. Przeto różni nas jednak ciut więcej ;-)
Niech będzie cierpienie - dobry przykład. Jak zauważyłeś, cierpienia zwykle się unika. Wyjątkowo cierpienia się nie unika, gdy wydaje nam się, że nie mamy wyboru lub gdy korzyści ze stawienia czoła cierpieniu są, lub wydają się być większe, niż samo uniknięcie cierpienia, np wizyta u dentysty. Człowiek świadomy natury swoich emocji wie, że zarówno cierpienie jak i przyjemność są dwoma mechanizmami (kij i marchewka), które mają za zadanie sterować nami tak, byśmy przeżyli, byśmy się rozmnażali, byśmy nie umarli z głodu itd. Stąd głód jest cierpieniem, a jedzenie przyjemnością, seks jest przyjemny, łamanie kości cierpieniem. Pomijam tu zaburzenia (fobie) i przeinaczenia (jedzenie czipsów jest przyjemne, ale w rzeczywistości szkodzi). Emocje to skomplikowany system i zazwyczaj nie spotyka się takiego, który działałby idealnie. Człowiek świadomy siebie (inteligencja emocjonalna) wie, które emocje (cierpienie, przyjemność) są korzystne, a które przeszkadzają. Świadomość jest pierwszym krokiem do zapanowania nad tym. To raz. Dwa - zarówno cierpienie jak i przyjemność są schematem w naszym umyśle i można nimi sterować - przemieniać jedno w drugie, albo poprzez odpowiednie techniki i trening, albo poprzez sugestię lub wyrobienie sobie nawyku (dzieci nie lubią kawy, te same dzieci dorastają i bez kawy ani rusz).
I oczywiście, że różni nas dużo więcej, niż układ puzzli-poglądów. Napisałem "Różni nas tylko to, iż każdy z nas dobrał sobie swój zestaw puzzli, z którego złożył obraz rzeczywistości" w konkretnym kontekście. Jak się wyrywa zdania z kontekstu, można wszystko przeinaczyć.
Prosiłbym o czytanie ze zrozumieniem. Przed tym zdaniem wymieniłem kilka poglądów i tego dotyczy właśnie owo zdanie. ;)

"Podobnie obrazu rzeczywistości się sobie nie składa on powstaje na podobieństwo collage ze wszystkiego co nas spotyka i co tam sobie każdy , w lesie czy w kąciku plując, wymyśli. Albo inaczej , to jak patrzenie na świat przez przymocowany na stałe (i to bez możliwości jego zdjęcia) kalejdoskop. Przy czym nie koniecznie tylko patrzący obraca lunetką oraz wrzuca do środka te kolorowe kryształki ;-)"
No i właśnie - przywykliśmy do tego, że ta lunetka (swoją drogą dobry przykład - obraz zawężonej percepcji) jest nam dana na stałe i odgórnie. Ileż to razy słyszałem "ja się w tej religii wychowałem i tego nie zmienię" (zwykle mam wtedy ochotę powiedzieć: "Gdyby ten, którego czcisz myślał podobnie, czciłbyś dziś jakiegoś Swarożyna albo Peruna" :). Pokutuje mit, że człowiek się nie zmienia. Wiara staje się prawdą. Ale to nie prawda tylko wiara. Wiem, bo sam dla siebie jestem najlepszym przykładem, o czym wspominałem wcześniej - nie przywiązuję się do swojej lunetki, bo wiem, że to lunetka i mogę ją sobie przekręcać w różne strony. Ba, mogę też ją zmieniać. Przez inną lunetkę "patrzę" gdy śpię, przez inną gdy nie śpię. Inna jest, gdy wchodzę w trans...

10. Ciekawy zbieg okoliczności :) • autor: Cypriansajna2012-01-05 15:20:50

Jakiś czas temu pisałem tekst, również o bezdogmatyczności, walce na poglądy, chociaż w kontekście tylko chrześcijańskim i biblijnym. I co ciekawe załączyłem ten sam fragment z YouTube.

Spójrz:

http://www.unitarianie.pl/artykuly/175-rozne-interpretacje-biblii

Z Twoim tekstem zgadzam się w 100%.

Pozdrawiam! :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)