Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 grudnia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Wolność nastoletniej matki


« Jestem bogiem Co mnie w życiu ominęło? »

Kiedy w 1966 roku po długim i ciężkim porodzie z rozmaitymi komplikacjami urodziłam w Olsztyńskim szpitalu wojewódzkim dwoje bliźniąt, na moją salę przywieziono pewną piętnastolatkę, która właśnie urodziła dziecko. Patrzyłyśmy na nią z zazdrością – tak lekko jej poszło. Poród trwał zaledwie dwie godziny, a dziewczyna pełna była życia i radości. Od razu sięgnęła pod łóżko po swoją tekturową walizkę (w takich trzymało się wtedy dobytek), wyciągnęła pół pęta kiełbasy i z apetytem pochłonęła ją wraz kilkoma bułkami. Potem rozkosznie się przeciągnęła i oświadczyła, że musi się przespać, bo nareszcie ma spokój.

         Na mojej sali leżały same ciężkie przypadki i czułyśmy się wszystkie jak w więzieniu. Kazano nam chodzić, ale chodzenie bolało i brakowało czasem siły, żeby wstać. Żadnej nie przyszłoby do głowy schylić się i wyciągać coś spod łóżka. Z powodów sanitarnych (podobno) zabronione było posiadanie własnej bielizny, a zwłaszcza zakładanie majtek. Rozcinane do połowy koszule, wiązane na troczki, wydawano nam każdego ranka, jak popadło; czasem sięgały do kostek, czasem nie przykrywały tyłka, zresztą troczki też były często pourywane. Paradowanie do ubikacji w takim czymś, nie osłaniającym ciała, było bardzo upokarzające. W szpitalu były tylko krany z zimną wodą, ciepłą, a właściwie gorącą, podobno przegotowaną, przynoszono rano w stągwiach (czy ktoś jeszcze dzisiaj wie, co to jest stągiew?) i pielęgniarki obowiązkowo podmywały wszystkie kobiety, czasem zapominając dolać odpowiedniej ilości wody wystudzonej. Poranek więc zaczynał się wrzaskami poddawanych przymusowej higienie poparzonych delikwentek. Karmiącym kobietom chciało się pić, więc wykradały tę wodę ze stągwi, za co były sztorcowane. Najważniejsze były kobiece narządy a nie kobiece samopoczucie i potrzeby. Byłyśmy chwilowo opróżnionymi brzuchami, pod rządami państwa, które lepiej wie, czego potrzeba obywatelce matce i obywatelowi dziecku. W naszym pokoju całe noce musiało palić się światło, a żeby którejś nie przyszło do głowy je zgasić, wymontowano wyłącznik. Dysponowały nim tylko pielęgniarki w swojej dyżurce. Kontakt z rodziną był właściwie żaden – można było czasem zobaczyć z drugiego piętra męża, jeśli się akurat trafiło i porozmawiać przez otwarte okno, ale był styczeń i mróz, więc okno szybko kazano zamykać. Dzieci nam nie przywożono, bo nie pozwalano nam karmić. Gorączkowałyśmy, więc nasz pokarm był jak trucizna: „przepalony”, jak mówiono. Jednym słowem prawdziwe więzienie. Nie miało to większego znaczenia, jeśli kobieta leżała trzy obowiązkowe dni, ale gorzej, gdy jak ja i moje współtowarzyszki z komplikacjami, po 3-4 tygodnie.

         I tu nagle do takiego więzienia trafia gówniara i jeszcze się cieszy! Na początku wszystkie jej współczułyśmy: taka młodziutka i już ma dziecko! Każda widziała oczami wyobraźni ciężkie życie, jakie ją czeka, te obowiązki ponad wiek i siły, ostracyzm otoczenia i tak dalej. Pytałyśmy więc, co ją tak uszczęśliwia. Na to ona oświadczyła, że czuje się nareszcie wolna.

Zaniemówiłyśmy. W końcu któraś z nas, chyba najstarsza, bliska już pięćdziesiątki kierowniczka delikatesów odważyła się wejść z butami w sprawy nastolatki i przedstawić jej wizję życia, w którym bynajmniej nie będzie miejsca na jakąkolwiek wolność.

         Na to dziewczyna wytłumaczyła, jakiej wolności się spodziewa.

 — Z dzieckiem nie ma problemu — oświadczyła — podrzucę je mamie. Ma nas siedmioro, więc się na tym zna. Ja zaś wreszcie będę mogła chodzić na potańcówki. Teraz mama mi nie pozwalała, bo mówiła, że jestem za młoda, ale skoro urodziłam już dziecko, to jest żaden argument. Jestem przecież już dorosła, no nie? I nie będę musiała chodzić do szkoły i pisać głupich dyktand i w ogóle się uczyć. Będę miała prawdziwą wolność!

         Nie mogę się oprzeć przekonaniu, że we współczesnych dyskusjach o wolności zachowujemy się jak owa nastolatka. Nie wiadomo czemu twierdzimy, że mamy mnóstwo wolności, a jedynymi rzeczami, które nas ograniczają to nasze geny, nasza fizjologia, doświadczenia rodzinne, przekonania nabyte i wyuczone, osobnicze cechy i parę innych drobiazgów w rodzaju nieświadomości. Niczym dziewczynka ciesząca się, że mama jej już nie będzie mogła zakazać potańcówek twierdzimy, że nikt nas do niczego nie przymusza. Nie musimy wiązać się ze złym pracodawcą, zawsze możemy się z pracy zwolnić. Możemy głosić co nam się podoba, mieć własne zdanie o wszystkim i nie musimy się z nim kryć. Jeśli słuchamy jakichś głupot i przejmujemy się nimi, jeśli kierujemy się w życiu reklamami, to wyłącznie nasza wolna wola — nikt nas przecież do tego nie zmusza. I tak dalej.

         Podobnie jak owa dziewczyna wolność rozumiała jako prawo do potańcówek, my rozumiemy ją jako prawo do demonstrowania, zrzeszania się, wybierania przedstawicieli nami rządzących — niczym partnera do chwilowego tańca. Jeśli jednak poszliśmy na niewłaściwą zabawę, do niewłaściwego lokalu, może okazać się, ze każdy wybrany partner będzie jednego rodzaju, bo po prostu w danym lokalu porządnego chłopaka się nie spotka, tylko same szumowiny. W rozważaniach o naszej wolności pomijamy oczywiście aspekt finansowy — idzie się na zabawę do remizy, gdzie popija się bimberek z flaszek wyciąganych zza pazuchy i spotyka określonych chłopców, a nie do renomowanej restauracji z wyszukanymi potrawami i dobrą orkiestrą z powodu nie posiadania właściwej sumy pieniędzy. Niektórzy z nas skazani są na pracodawców byle jakich i iluzją jest wolność poszukania sobie innego. Tańczysz z tym, który cię poprosi do tańca.

         Poza tym nie dostrzegamy, że sfera naszej osobistej wolności stale się kurczy. Utożsamiamy liberalizm z wolnością i choć pochodzenie tego słowa od liber – wolność jest znane, mało ma z nią wspólnego. Istnieje bowiem przymus wyznawania jakiejś całościowej teorii politycznej w rodzaju „izmów” nacjonalizm, kapitalizm, komunizm, socjalizm, anarchizm, imperializm i właśnie liberalizm. Najpierw się ją wyznaje, czasem w jej imię walczy, potem uznaje za coś, co przestało działać (jakby w ogóle kiedykolwiek działało bez zarzutu) i poszukuje innego izmu, który ma ją zastąpić. Wszystko to jednak jest całościową doktryną, niewiele mającą wspólnego z rzeczywistością.

         Swego czasu panowała teoria „państwa nocnego stróża”. Był to ideał: wszyscy robili co chcą, a państwo dysponowało strażakami, ratownikami i policją i niczym więcej się nie interesowało. Jako wychowani w tzw. komunizmie (bo nie był to prawdziwy komunizm) wzdychaliśmy do takiej wolności, mimo, że ją oficjalnie gromiono. Jak wszystkie utopie i ta była swego rodzaju perpetuum mobile — brak zewnętrznego napędu nie pozwalał podtrzymać iluzji. I chociaż wydawało się nam, że komunizm był najgorszym uciemiężeniem, dowiadujemy się, że wcale z nie mniejszym mamy do czynienia obecnie. Wszechobecne kamery, polujące na niesfornych kierowców radary, telefony pozwalające ustalić miejsce pobytu, drony, facebooki i podsłuchy amerykańskich i innych przyjaciół wydawałoby się wyczerpują całość możliwego nadzoru nad, w zasadzie wolną, jednostką. Niestety, nie wyczerpują. Każdy wynalazek, każde usprawnienie zazwyczaj zostanie wykorzystane dla zwiększenia kontroli nad ludźmi i zmniejszenia ich sfery wolności.

Z pewnego artykułu natomiast możemy dowiedzieć się jeszcze straszliwszych rzeczy: że rządzą nami gady! http://strefatajemnic.onet.pl/teorie-spiskowe/gady-u-wladzy/kwz9e

Tak tak! W zestawieniu z kompletem filmów udowadniających, że smoki istniały jeszcze w średniowieczu (kto wie, może istnieją jeszcze dzisiaj!) — http://www.youtube.com/watch?v=86jbOgpy5XE możemy całkowicie być pewni, że rządy gadów to coś, co jeszcze bardziej ograniczy naszą wolność. Pytanie tylko czy gady te są prawdziwe, czy może stanowią holograficzny obraz rzutowany na rzeczywistość przez liberałów w nieznanym nam jeszcze celu

Niejaki David Icke, bry­tyj­ski dzien­ni­karz i były pił­karz za­sły­nął dzię­ki gło­szo­nym teo­riom spi­sko­wym. Wśród nich znaj­du­je się rów­nież ta do­ty­czą­ca Rep­ti­lian - rasy lu­dzi-jasz­czu­rów spra­wu­ją­cych wła­dzę na świe­cie. Jego zda­niem naj­waż­niej­sze osoby na Ziemi (bry­tyj­ska kró­lo­wa, ame­ry­kań­scy pre­zy­den­ci itp.) to w rze­czy­wi­sto­ści gady.

I nawet mityczne zwierzęta zaczynają ograniczać naszą wolność! https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1412600_632789170117317_325458565_o.jpg

Dziecinniejemy niewątpliwie z poziomu nastolatki do poziomu kilkulatki.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Jestem bogiem Co mnie w życiu ominęło? »

komentarze

1. Smoki i Reptilianie • autor: Nierozpoznany#33372013-12-05 02:05:50

Witaj Kasiu, ....Dla mnie smoki są mitem tak samo jak feniks i archetypem zwierząt mocy....ze smokami zetknęłam sie czytając Pratchetta i serie Świata Dysku....a potem u Piotra Jaczewskiego na stronach o hunie, gdzie proponował (a dawno to było) pracę z wizją smoka jako zwierzęcia mocy...potem natknęłam sie na wiele publikacji o smokach chińskich w mitologii ale tez na te w fantasy..natomiast w zdumienie wprawiła mnie lektura "Latające węże i smoki" wydana przez Poloneum, gdzie cała niemalże Biblia
przerobiona jest pod kątem prehistorycznych gadów i reptilian...wtedy zaczęłam wyłapywać sygnały ludzi, że niektórzy, a może więcej niż niektórzy, uważają istnienie reptilian za prawdziwe...ło matko i córko...cóż jedni szukają gadów jeszcze inni ufo...hahahaha.. BTW. Smoki z filmu, którego link zamieściłaś nigdy nie istniały..to tylko fantazja jak sama nazwa filmu wskazuje....treść natomiast wielu zwiodła i uwierzyli że to prawda...tak sugestywnie opowiedziana historia, że wielu uwierzyło w realność smoków .
Jedno mnie tylko zastanawia..dlaczego utarło się powiedzenie.."ty gadzie"..skąd takie negatywne skojarzenia?..możliwe, że ich sposób życia wymusza takie postępowanie, które ludzie tłumacza sobie jako niemoralne?.....pewnie tak...smoki nie znają się na "ludzkiej moralności"..robią co muszą...

[foto]

2. Tak podejrzewałam • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-12-05 09:29:36

Tak podejrzewałam, że z tymi średniowiecznymi smokami to zmyłka, jednak nie miałam pewności. Za bardzo profesor przypominał Indianę Jonesa no i postępowanie ze zwłokami smoka było raczej nieprofesjonalne. To świadczy o tym jednak, że łatwo nas oszukać i co więcej, że istnieje pęd do oszukiwania i samooszukiwania się powodujący, że właściwie nic nie ma pewnego. Nawet gdyby było i tak nie będziemy nigdy tego w stu procentach wiedzieli. Stąd i reptilianie i ich "władza" nad nami. Źle znosimy  sam pomysł, że moglibyśmy być wolni i niezależni; poszukujemy władców nawet wśród gadów.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)