Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 marca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie Sheldrake'a (odcinków: 17)

Wpływ przeszłości. A jeśli przyszłości?

Kategoria: Pytania i granice

« Maksymalizm Sheldrake'a Magiczne myślenie? Mit sympatii i mit początku »

Rupert Sheldrake pisze (w swojej książce „A New Science of Life”, II wyd. 2009, wkrótce będzie polski przekład), że prawa fizyki, operujące energią, nie do końca i niejednoznacznie determinują kształty złożonych układów (takich jak cząsteczki chemiczne, zwłaszcza duże – polimery, lub kryształy, lub twory biologiczne). Istnieje tu pewna dowolność – niekiedy ogromna, kiedy energetycznie równoważne warianty idą w astronomiczne liczby – i właśnie w tej dowolności operują pola morficzne, którym on oręduje. Pola morficzne skutkują tak, że „łatwiej i chętniej” czyli ze zwiększonym prawdopodobieństwem powstają te formy, które już wcześniej kiedyś zaistniały. („Przyroda pamięta” jakby powiedział Czesław Miłosz.) Przy tym – tak twierdzi Sheldrake – pola te działają poprzez przestrzeń i poprzez czas, co należy rozumieć, że precedens nie musi stykać się w przestrzeni ani w czasie ze swoimi następnikami.

Na pola morficzne można patrzeć jak na tunele w przestrzeni i czasie. Powstająca i mająca przybrać jakąś formę struktura „widzi” w przeszłości i na odległość w przestrzeni „pasujące jej” uformowane kiedyś i gdzieś struktury i na ich wzór „robi się” sama. Nie wynajduje od zera swojej formy, lecz korzysta z zalegającego w przeszłości depozytu gotowych form, które już kiedyś zaistniały. Wchodzi z nimi w morficzny rezonans.

Tu zauważmy coś, czego nie zauważył sam Sheldrake: że oznacza to, że przyroda ma wbudowany w siebie, immanentny i inherentny, mechanizm replikacji! Który wg Dawkinsa, Blackmore i innych memetyków miał być arcyrzadki i pojawić się w znanym nam świecie zaledwie dwa razy: raz jako replikacja genów (DNA), czyniąc życie, drugi raz jako replikacja zachowań u ludzi, czyniąc kulturę. Tymczasem Sheldrake uważa, że natura sama przez się replikuje się na potęgę, kiedy tylko może, tzn. kiedy energetyczna jednorodność (u kwantystów zwana „zwyrodnieniem”!) jej na to pozwala.

Możemy się przewrotnie zapytać: skąd w tych rezonansowych kanałach między „teraz” a „dawniej” wiadomo, w którą stronę idzie strzałka czasu? Skąd wiadomo, co jest przeszłością, a co teraźniejszością? A jeśli okna rezonansu otwierają się, prócz przeszłości, także w przyszłość? Jeśli jakiś polimer lub organellum „robi się” takim (przybiera taki a nie inny energetycznie dopuszczalny kształt) ponieważ „wie”, że coś takiego będzie istnieć w przyszłości?

Od razu przychodzi na myśl kontra: To w takim razie dlaczego już wszystko do tej pory nie powstało? Dlaczego wszystkie (jakoś możliwe...) formy już nie powstały – dotychczas? Co im przeszkadza?

„Widzenie” przyszłości i stawanie się teraz tym, co przyszłe, nie jest wcale aż tak egzotycznym pomysłem. Nie ja to wymyśliłem, tylko Roger Penrose, który rzucił hipotezę, że inteligencja (ludzka, ale może i inna, może też przyszła sztuczna, ale kwantowa) polega na użyciu mieszanych stanów kwantowych teraźniejszo-przyszłych, co sprawia, że „układ” potrafi rozwiązywać zadania w ten sposób, że nie oblicza krok po kroku ich wyników, tylko te wyniki skutecznie zgaduje, czyli po prostu „widzi” - kwantowo sprzęgając się z przyszłością.

Tu dodam, chyba już wzorując się na innych autorach, bardziej aktualnie piszących niż Penrose w swojej książce z lat 1990-tych, że przy takim mieszaniu się stanów teraźniejszych z przyszłymi (w tej „próbce” gdzie to się dzieje) znika różnica między teraźniejszością a przyszłością. Mówiąc prościej, nie ma tam czasu. Przestrzeni, w sensie przestrzennej różnicy między różnymi miejscami, też zresztą nie ma. Ale właśnie tak ma być w stanach splątanych (termin ten wymyślił Schrödinger, ten od kota, w tym samym artykule, co o kocie), które (jak uważają niektórzy) są czymś bardziej elementarnym od przestrzeni i czasu, więc różnice zarówno przestrzenne i czasowe nie dotyczą tego, co się dzieje w nich.

Przy okazji: termin „stany splątane” zawiera myśl, że coś było osobno i dopiero specjalnie, w wyniku jakiegoś szczególnego aktu, zostało „splątane” - ang. entangled, co też można tłumaczyć jako „uwikłane”. Tymczasem elementarność stanów splątanych każe myśleć o nich całkiem przeciwnie: oto są jakieś „kwantowe stany normalne” (które my swoim ślepym umysłem określamy jako „splątane”), z których niektóre i wcale niekoniecznie rozpadają się na „stany osobne”, i to właśnie one (te osobne stany) są czymś dziwnym, rażącym i nieporządnym. Gdy się wczytać w Penrose'a, dostrzec można, że on rozum czy inteligencję widział w tym, że układ nerwowy zdolny jest, w pewnym zakresie, przywrócić tę „splątaną kwantową naturalność” będącą poza czasem (przestrzeń mniej Penrose'a interesowała), wyrwać ją spod (wszech)władzy rozdrabniającej kwantowy świat entropii.

Jak pola morficzne Sheldrake mają się do kwantowych stanów splątanych, zobaczymy, może, czytając dalej jego książkę.

Czytanie Sheldrake'a: wstęp na końcu

O koncepcjach Ruperta Sheldrake'a na tle innych poglądów.

Książki czytane: Rupert Sheldrake, A New Science of Life, III wyd. 2009, The Presence of the Past, 1988.



« Maksymalizm Sheldrake'a Magiczne myślenie? Mit sympatii i mit początku »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)