Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 28)

Pożegnanie jesieni. Cz. 5: Wspólnota winy i wstydu


« Pożegnanie jesieni. Cz. 4A: Mieć własny rozum Kwanty, geny i brunet wieczorową porą »

Oryginalnie w blogu Autora pod tym samym tytułem, 28 września 2018. W Tarace za uprzejmą zgodą.

W słowach Dudy o wyimaginowanej wspólnocie najgorsze jest to, że jest w nich wiele prawdy. Nic nie pokazuje ich prawdziwości dobitniej, niż odpowiedź krytyków. Tę odpowiedź można sprowadzić do jednego. Przecież mamy pieniądze. Dostajemy kasę. Kasa. Czy wspólnota może być wyimaginowana, jeśli jej istnienie uzasadnia się z pomocą pieniędzy?

Ze słowami Dudy radzą sobie jego krytycy w sposób dość przewidywalny. Uwierzyli już, że wyborcze zwycięstwo plemiennej wizji świata wynikało z rozdania pięciuset złotych. Uwierzyli, że koniec końców zawsze chodzi o pieniądze, przekonują więc pieniędzmi do realności swych uniwersalnych idei. Oto dziennikarz podchodzi na ulicy do ludzi z kamerą i prosi ich, by mu dali dwa złote. Zaintrygowani wręczają mu monetę, a on w odpowiedzi daje im dziesięć złotych i informuje, że tak działa Unia Europejska. Mój Boże... Czy trzeba naprawdę tego, co zrobił jeden z tak zaczepionych, by pokazać absurd tej całej sytuacji? Ten człowiek zaproponował, że skoro tak się chcą tutaj z nim bawić, to on teraz da dwieście i chciał tysiąc w zamian. Usłyszał rzecz jasna, że to tak nie działa. Po prostu. Daj dwa, masz dziesięć, ale dwustu nie wezmę, bo przecież ci nie dam tysiąca. To nie działa w ten sposób.

Ale dlaczego nie działa? Dlaczego można dostać dziesięć za dwa, a nie można dostać tysiąca za dwieście? Odpowiedź jest oczywista. Nie można dostać tysiąca za dwieście, bo tak naprawdę nie można nawet dostać dziesięciu za dwa. Nikt nie daje dziesięciu za dwa, bo musiałby być Bogiem samym, który chleb zamienia w wino i bez ustanku mnoży z definicji martwe ryby. Pieniądze daje się po coś, inaczej bowiem szybko się skończą. Oczekuje się jakiegoś zysku, a jeśli nie zysku, to czegoś innego w każdym razie. Można mówić komuś, że jest inaczej, o ile się go uważa za zupełne dziecko. To pierwszy problem tak budowanej kontrargumentacji, ale jest i poważniejszy.

Czy naprawdę tu chodzi tylko o pieniądze? Bo jeśli nie, to czemu akurat pieniędzmi próbuje tu ktoś przekonywać?

Wiele dla pieniędzy można sobie wyimaginować, o czym wiedzą kobiety, co wyszły za mąż z rozsądku – wierne czytelniczki płomiennych romansów. Ale czy pieniądze dają miłość, czy jedynie wiążą?

To łatwo sprawdzić. Wystawcie europejską drużynę piłkarską, zobaczycie kto jej będzie kibicował. Ogłoście ochotniczy nabór do europejskiej armii, zobaczycie ilu chętnych się zgłosi, jeśli alternatywą będzie służba w armii własnego kraju. Albo wymieńcie pięć powodów, dla których bycie Europejczykiem powinno napełniać dumą. Pierwszy – wyeliminowaliśmy słomki. Już prawie nie używamy słomek, a one śmiecą. Ten problem dumy jest tu jednym z kluczowych. Ludzie identyfikują się bardziej z własnym krajem, niż z Unią, ale jest i poważniejszy kłopot, bowiem warunkiem dumy jest poczucie własnej wyjątkowości, a współczesna postępowa Europa przekazuje ludziom raczej tę tezę, że nie powinni czuć się wyjątkowi z powodu jakiejkolwiek zbiorowej tożsamości, ta bowiem z definicji wyklucza tych co są poza nią.

Zgodnie z nowoczesną narracją na Europie ciążyć mają raczej liczne winy, niż może ona sobie przypisywać jakieś zasługi. Jeśli nie można nikogo wykluczać i jeśli Europa w niczym nie jest lepsza od reszty świata, to nie ma powodu, by czuć się dumnym z takiej przynależności. Związek między obniżaniem rangi europejskich dokonań, a niechęcią do utożsamienia się z Europą w poszczególnych krajach jest dość oczywisty, ale chyba nie dla postępowej strony, która jednym tchem powtarza dwie sprzeczne litanie i nie widzi, jak bardzo wzajemnie się znoszą.

Jedna litania jest o winach. Wyprawy krzyżowe to my, zatrucie środowiska my, kolonizacja to my, niewolnictwo to my, rasizm my, faszyzm my, i Cortez i Pizarro i efekt cieplarniany i broń sprzedajemy biednej Afryce i dlatego oni sobie robią krzywdę i nie reagujemy kiedy sobie tę krzywdę naszą bronią robią... Wszystko my. Wspólnoty z innych stron świata, co żyły w harmonii, zanim im ją zakłóciliśmy, są ekologiczne, niepatriarchalne, relaksujące i uduchowione. Równowaga ciał ich jest w brzuchu, w punkcie „tan-tien” równowagi, a nasza w głowie, dlatego są stabilniejsi, a my chwiejni tacy. My za dużo myślimy, oni przebywają w ciągłej medytacji. Nasze sztuki walki są siłowe, ich magiczne. Oni bizonów zabijali tyle ile trzeba, my dla zabawy zabiliśmy wszystkie. Ich wojownicy pachnieli olejkami wschodnimi i mieli na sobie w dni gorące gustowne dżelaby, a działali oni jedynie w obronie. Nasi w pustynnym słońcu w blaszanych zbrojach cuchnęli, na wschodnich mozaikach nogi im się w pałacach rozjeżdżały, to przez te buty blaszane, damy arabskie mdlały od tego odoru, a rycerze owi zawsze byli tylko w ataku i zawsze niesłusznym, a sprawa ich absurdalna kompletnie. I szli na przełaj przez pustynie całkiem bez wody, gdyż pozbawieni byli ludzkiego rozumu. Wszystkie śmieci jakie powstają, to przez nas. Głód w Afryce przez nas. I tak bez końca. Filozofia nasza też zbyt racjonalistyczna, przez to przemocowa, lepsza od niej jest wschodnia, co dźwiękiem jednej klaszczącej dłoni załatwia wszystko to, czego rachunkiem zdań nie rozwikłasz.

Co tam za mądrość można uzyskać myśląc, jak to myśli rzeźba Rodina? Żadną. Mindfulness trzeba uprawiać. To dopiero daje mądrość prawdziwą. Nie gimnastyka szwedzka, a hatha joga. Hatha joga lepsza. Bo starsza. Tak jest od czasów książki o Winnetou, gdzie jeden z bohaterów opowiada, jak to Indianie mogą ogrzać się przy cieple ogniska z dwu, trzech małych patyczków, podczas gdy my, obcy, potrzebujemy wielkie żagwie palić. Nie ma w zasadzie dziedziny, w której mitologia postępowa dawałaby nam jakąś przewagę, prócz tępej siły, która wcale nie może być przecież powodem do dumy. I to jest ta jedna wciąż opowieść, której ucieleśnieniem jest film Avatar, o Raju który niszczymy naszym europejskim piekłem. My karakany, oni piękni jak bóstwa.

Równolegle z nią zaś idzie narracja druga, która każe mieszkańcom europejskich krajów nie identyfikować się egoistycznie z krajem własnym, tylko właśnie z tą Europą jako całością. Tą samą, którą akapit wyżej od czci i wiary się odsądza. Tyle w tym tylko logiki, że już lepsza ta Europa, choćby i kolonialna i choćby ogrody zoologiczne dla ludzi dawniej budowała, ale jednak i tak lepsza, niż ten kraj własny, mentalne ranczo Wilkowyje, gdzie nawet klatki dla Aborygenów nie było w zoo, bo byśmy zaraz pewnie i ukradli klatkę.

Oczywista jest tu więc postępowa wewnętrzna sprzeczność, gdy nam postępowcy każą kochać to, czego nienawidzą, ale sprzeczność wewnętrzna konserwatystów jest wcale nie mniejsza.

Na czym bowiem europejska wspólnota miałaby się opierać? Historycznie na chrześcijaństwie. Powiedzieć, że wspólnota Słowian z Zachodem jest wyimaginowana, to jak powiedzieć, że w głębi duszy pozostali oni poganami. Freud twierdził tak kiedyś i oczywiście miał rację, ale w ustach słowiańskiego konserwatysty brzmi to równie groteskowo, co żądanie identyfikowania się z Europą w ustach postępowca, co ją chwilę wcześniej obwinił za całe zło świata. Jeśli naprawdę nic nas z Zachodem nie łączy, to czy to znaczy, że chrzest był jedynie pozorem? A może był... dla pieniędzy..?

Wspólnota każda poniekąd jest fikcją, ponieważ na fikcji opiera się cała w ogóle kultura. Dzisiejsza wspólnota Europejska to fikcja, która ma nas ocalić od wojny. Ale jeśli fikcja ma działać, trzeba zatrudnić kogoś, kogo fikcje poruszały ludzi, by coś doradził. Może Lucasa? Gwiezdne Wojny się sprzedały, niech opowie o Wielkiej Europie. Póki co mamy opowieść o Europie Wstydliwej. Masy garną się, by w gronie innych Europejczyków uderzać się w piersi za tysiące lat zła i tą metodą uzyskać doskonałość duchową. Naszą dumą będzie brak dumy i to nas połączy. Oczywiście żartuję. Coś takiego nie może z nikim połączyć nikogo. Nie da się żadnej wspólnoty dewaluować i budować w tym samym czasie.

Oczywiście zadanie pytania, co tak naprawdę miałoby scalać Europę w sensie kulturowym i ją definiować jest czym innym, niż twierdzenie, że europejskich krajów nic absolutnie do siebie nie upodabnia. Jasne jest, że upodabnia. Każdy Europejczyk wie, że państwo ma wobec niego jakieś obowiązki. Nie wie tego żaden Afrykanin. Na gruncie amerykańskim także nie jest to oczywiste, choć z nieco innych przyczyn. Azjata też tego nie wie, choć wie coś odwrotnego – że mianowicie to on ma obowiązki wobec państwa. Ten domyślny, tajemniczy byt, do którego od Lublina po Barcelonę adresujemy frustrację, gdy myślimy, że „zima znów zaskoczyła drogowców”, ten tajemniczy byt, który może dać dziesięć złotych za dwa, który powinien dać mieszkania tym, co ich nie mają, nauczyć dzieci czytać nie umiejące, zapłacić za darmową zupę w szkołach, postawić stadiony piłkarskie ku uciesze wszystkich po równo – to jest ten tajemniczy byt, który łączy Europę, a którego nigdzie indziej nie ma, a najwyżej się jego istnienie udaje, tworząc mentalne protezy. Cóż to za Duch? Skąd się wziął?

Ano właśnie..


Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni. Cz. 4A: Mieć własny rozum Kwanty, geny i brunet wieczorową porą »

komentarze

1. O wspólnocie na czele rzekomo stoi Duda... • autor: JSC2018-10-01 22:03:28

można powiedzieć podobne rzeczy... np. WOT tłumów nie porwał.

2. żaden duch • autor: ume2018-10-02 12:43:34

ani duchy nie pomogą przesłonić bolesnego faktu, że każda wspólnota jest wyimaginowana, czy to rodzinna, czy lokalna, czy narodowa etc. Nie ma różnicy między "Polską" a "Europą", "Bizancjum" czy "Imperium Angkoru" oprócz długości trwania i przyzwyczajenia jednostki do nazywania. Niemowlę nie rodzi się "narodowe" a nasiąka otoczeniem kulturowym, tym czy innym a może nasiąknąć każdym. Kwestia czasu.
Nie ma w sumie innych procesów niż jednostkowe. Z punktu jednostki jej życie to Truman Show, czy w otoczeniu azjatyckim, europejskim czy innym. Taki czy inny kartonowy layout, który niemądrzy biorą pomyłkowo za treść i swoją istotę. Państwa/narody są więc tworzone i podtrzymywane jako wartość przez niemądrych, którzy są większością.

’Polska" to taka sama kartonowa wadliwa wspólnota jak i "Europa" i żaden duch jej nie pomoże, ani wyimaginowany pogański ani wymarzony słowiański ani jeszcze bardziej odleciany chrześcijański. Ani też wiara w Ducha czy Dudę. A jednak ciekawe, że ciągle wolimy wyimaginowaną wspólnotę pt. "Europa" czy "USA" od wyimaginowanej wspólnoty pt. "Polska"- dlatego, że jednostki nie spełniają się w "Polsce" a mają nadzieję spełnić się w "Europie" czy w "USA". Te 500 plus to przecież przekupstwo żeby tej "polskiej wspólnoty pożal- się-boże" masowo nie opuszczać, dziećmi zapełniać, i wstydu na forum międzynarodowym, przed Innym nie robić. Być może właśnie ta europejska (ale nie słowiańska) a potem amerykańska czy australijska (na sztandarach a nie w realu, oczywiście) wartość "jednostkowości" przyciąga, przecież nie tylko nas. Bo bliższa prawdy niż "naród"?
[foto]

3. Dwa lata temu temat Europa był już atakowany w Tarace • autor: Wojciech Jóźwiak2018-10-02 14:25:15

Kamil Kaczmarek zamieścił fragmenty swojej (ważnej) książki jako "Europa pogańska", a ja skolacjonowałem (tak to się chyba mówi?) tekstem "Czytanie... Kamila M. Kaczmarka: o powrocie Europy do swych religijnych korzeni". Tym bardziej polecam oba teraz.

4. jeśli • autor: ume2018-10-02 16:15:23

tematy tu dubluję, to przepraszam, proszę usunąć.
Po prostu się głośno zastanawiam i jesli to poza tematami Taraki to proszę o taką uwagę.
Co do Kaczmarka i jego idei, mam jednak wrażenie, że to tylko obraz dla ubogich. Religia taka czy inna zakłada klękanie a mnie od tego kolana bolą... Jahwe czy Swaróg, jeden to obraz: ludzkiej iluzji i błądzenia. Którą można od biedy odnieść do wewnętrznego życia i przeczuć nieświadomości, ale budować na tym się nie da. Wielorakość energii jest w matrixie  (oczywiście) ale ludzie się tego boją, bo -jak myślę- boją się polifonicznych samych siebie. I tu jest sęk a nie w braku oficjalnego politeizmu.
Rodzimowierstwo jest tak samo zacofane, jest tak samo bezpłodnym wymysłem miejskich intelektualistów i tak samo garną się do tego słabi na umyśle jak i do chrześcijaństwa.
Niemowlę nie ma pojęcia o religiach i bogach, tak samo jak o "narodzie". Warto zapytać o czym niemowlę powinno mieć pojęcie jak dorośnie? Flagę, tradycyjną rodzinę, naród i religię- skreślam.
[foto]

5. @ume - pytanie • autor: Arkadiusz2018-10-02 19:07:05

cyt. "Warto zapytać o czym niemowlę powinno mieć pojęcie jak dorośnie? Flagę, tradycyjną rodzinę, naród i religię- skreślam." Robi się ciekawie, co proponujesz w takim razie w zamian, i kto ma uczyć tego, co ważne młode pokolenia, jeśli nie rodzice (bo to zawsze "grozi" powielaniem starych pojęć)? Może trzeba by wtedy odejść od jakiegokolwiek uczenia, skoro starzy głupsi od młodych?

6. do Autora • autor: Jerzy Pomianowski2018-10-02 20:04:39

Rzeczywiście propaganda europejska jest trochę sprzeczna, ale to wynika z jej dwutorowości. Oba nurty skierowane są do różnych odbiorców. Nurt "wstydu za nic nie wartą Europę" ma zachęcać rdzennych obywateli starego Zachodu do dzielenia się z obcymi kulturowo ludźmi swoimi żonami, i niesłusznie zdobytymi przez kolonialny wyzysk pieniędzmi. Taka propaganda słabo działa w krajach Europy Wschodniej niedawno wcielonych do Unii, gdyż trudno wmówić Polakom czy Czechom, że kiedyś kolonizowali Afrykę, Indie, Azję i Amerykę jak np Anglicy. Na ten rynek stosuje się propagandę pro integracyjną mającą budzi dumę z bycia prawdziwym Europejczykiem wolnym od obciążeń narodowych. Choć w pewnym stopniu jednak próbuje się stosować zmodyfikowaną politykę wstydu opartą na solidarności Europejskiej. Czyli wprawdzie akurat świeżaki unijne nie podbijały kontynentów, ale skoro chcą być równe obywatelom starej Europy to muszą się wstydzić się za nią solidarnie.

7. @ Arkadiusz • autor: ume2018-10-02 22:00:10

Nie mieszajmy do tego wieku, są głupi starzy i mądrzy młodzi. Co niemowlak miałby mieć? Np. kontakt ze sobą i swoim duchowym pierwiastkiem, poczucie przynależności do Ziemi, poszanowanie dla biologicznych procesów i świata nie-ludzi (gleby, roślin, zwierząt), świadomość swojej wewnętrznej polifonii i iluzoryczności ego, świadomość ciała i jego potrzeb, emocjonalne uniezależnienie od rodziny i rodu, poczucie piękna, poczucie wolności i odwagę, otwartość, krytycyzm wobec memów i narracji...
Bo żeby przeżyć to co nadchodzi trzeba pomyśleć o innym rozwiązaniu problemów,  "tradycja" nie działa już (moim zdaniem wręcz okazała się toksyczna ref:wojny światowe, wykluczenie kobiet czy zniszczenia biologicznej równowagi w ubiegłym stuleciu). Do nowych wyzwań trzeba nowej miary i nowych rozwiązań. Wszystko wskazuje na to że nie będzie, ale pomarzyć zawsze można.
Tutaj autor wyśmiewa się bardzo z tej jogi i Indian etc, ale to jest właśnie to czego -racjonalnej, chciwej, behawioralno-poznawczej i wypranej z duchowości - Europie brakuje, więc o tym fantazjuje i gada. Brakuje szaleństwa i czegoś więcej niż patriarchalna rodzina, instytucja religii, flaga i hymn. Tego braku nie zapełniają ewidentnie gimnastyki szwedzkie, fikołki słowiańskie ani pieprzenie o "starych bogach" (o których nikt w kronikach nawet nie wspominał tak byli "ważni") ani też obłąkane gadki o nad-rodzie i jego rzekomej "jedności". To karykatura. To już nie niesie żadnej energii, jest martwe, nie wzbogaca.
Europa czepie więc z innych źródeł - ze Wschodu, przerabiając to po swojemu, i dostaje też do nauki irracjonalności nachodźców. System w pewien sposób się uzupełnia sam o brakujące elementy, zmienia się przez zapożyczenia, tworząc nową jakość.

8. tradycja ma się jak najlepiej: • autor: Sławek2018-10-02 23:38:30

Pani Ume, tradycja ma się jak najlepiej: Wspólnoty etniczne wyznający Islam zagospodarowują Starą  Europę bardzo skutecznie i to całkiem obywając się bez pożądanych przez Panią wartości. Każdy chyba Francuz czy Szwed to potwierdzi.To samo można powiedzieć o Żydach, ich skuteczna i tradycyjna działalność rozciąga się o wiele dalej niż na Starą Europę. Dla mnie i środowisk z którymi mam fizyczną styczność to są fakty. Powstaje więc pytanie: Skąd taki dysonans poznawczy jaki odczuwam w stosunku do tego co Pani opisuje i vice -versa ?
Dalej pisze Pani: ,,Flagę, tradycyjną rodzinę, naród i religię- skreślam." . Prochu nie odkryła Pani. To są główne założenia ustroju powstałego w 1917 r. , co prawda nie za bardzo się udało jak wiemy, ale Stara Europa próbuje z typową dla niej bufonadą i maniakalnym uporem wersji 2.0 Tylko po co zmuszać tych co nie chcą, bo się już na własnej skórze przekonali że prawa natury stoją na przeszkodzie?

9. Ja też doznaję dysonansu poznawczego... • autor: JSC2018-10-02 23:45:52

na widok paniki jaką wpada ten naród, silny wiarą ojców, w obliczu islamistów, żydów, komunistów itp.
Skoro Bóg z Wami to kto przeciwko Wam?

10. Litości @ Sławek • autor: ume2018-10-03 09:43:09

Nie ma sił które mogłyby "zagospodarowywać" cokolwiek, bo to już jest koniec. Obserwujemy śmiertelne drgawki. Jednym idzie w marzenia ucieczkowe jak mi, drugim w lękową paranoję jak panu. Upadek wszystkich biosystemów w ciągu jednego-dwu pokoleń i nie jest to wina nachodźców bynajmniej (imigracja to skutek zniszczeń ekosystemów) a systemu przemocy (wyzysku, wykluczenia) utrzymywanego ludzką głupotą przez ostatnie dwa stulecia. Projekt Europa jest z pewnością wadliwy ale jest pewną próbą stawienia tej niszczącej tradycji czoła, próbą opowiedzenia innej historii, dopuszczenia do głosu wykluczanych. Ich energia tradycyjny system wyzysku rozwaliła a rozwaliła bo "tradycji" utrzymać się nie da. "Naród", "flaga" "religia" to jedynie iluzja dla wystraszonych, karton.
Polacy, bezmyślnie wyznający wartości inne niż reszta Europy (ref mapa kulturowa, blisko nam do Etiopii, Turcji i Indii a nie wartości Europy)  nie byliby w stanie nawet takiej narracji wymyśleć, więc stąd nienawiść do "Europy", która jest (z jakich powodów?) magnesem i punktem odniesienia dla wszystkich.
Tak czy inaczej przyszłości niet. Proszę się nie stresować. Nie będzie już ani Żyda ani Greka ani pana ani niewolnika- wobec śmierci, choć każda jednostka będzie walczyć o życie- jak zwierzę. Jeśli wyznaje pan prymat "praw biologicznych" , to właśnie takie one są. Urawniłowka.

11. Dogadajmy się... • autor: Sławek2018-10-03 11:18:49

Nie odpowiedziała mi Pani wprost  na moje pytanie skąd taki dysonans poznawczy, więc muszę zracjonalizować Pani odpowiedz: Pani uważa że nie ma żadnych sił zagospodarujących  cokolwiek - a ja jednak widzę że są.Niezły rozdzwięk. Czy zatem gotowa jest Pani  ustalić ze mną wspólnie kategorie dowodów poznawczych (publikacje w formie nagrań, doniesienia prasowe) które jesteśmy w stanie obydwoje zaakceptować aby dojść do prawdy używając rachunku zdań? Nie mogę wykluczyć że jestem w błędzie, jednak to że Pani pisze że tak jest - bo tak, nie udowadnia tego. Amatorska diagnoza chorób psychicznych czy stresu przez Panią nie ułatwia tego, więc proszę dla dobra wspólnego nie robić tego więcej.

12. mam wrażenie • autor: ume2018-10-03 12:22:31

że po prostu nie mamy wspólnego aparatu pojęciowego. "Narodowość" to dla mnie pusta kategoria. Są oczywiście kulturowe jakości, które bardziej sprzyjają rozwojowi jednostki (co jest dla mnie wartością) a inne mniej. "Tradycja" moim zdaniem nie sprzyja więc czemu jej nie zakwestionować?
Uważam, że "zagospodarowywanie Europy przez złych islamskich uchodźców czy Żydów" jest totalną iluzją tak jak przeciwna wiara, że zasoby europejskie są z gumy i szok kulturowy nie istnieje. Różne grupy/jednostki żyją na różnych terenach i się przemieszczają jak wyczerpią się ich zasoby. I tyle. Ani to złe ani dobre, dzieje się od zawsze.
Islam tez się zmieni, tak samo jak zmienia się "polska tradycja" , bo jak pisałam, tradycja patriarchatu i wyzysku opiera się na sile. Do tego trzeba mnóstwa energii żeby taki system przemocy utrzymać. Nie utrzyma się (mamy teraz piękną passę podważania "autorytetów"). Pęknie tak jak pękła europejska przemoc i patriarchat. Wcześniej czy później poczucie krzywdy wybuchnie. Europa przoduje bo przeszła już te procesy sensownego budowania innych narracji pod ciężarem krzywdy.
Choćby pan się obraził to jednak ta niedobra, wadliwa, bez-religijna, zakłamana, niespójna, obwiniająca się, słaba i śmieszna Europa /Skandynawia przyciąga zasobami i szansami imigrantów a nie Etiopia ani śmieszna, prymitywna i zacofana pod każdym względem "tradycyjna" Polska.
Odbieram pana wypowiedzi jako lękowe i po prostu zastanawiam się dla własnych potrzeb- skąd ten lęk?
Może się we wszystkim mylę oczywiście.
Tyle naszego co sobie pogadamy :).

13. proszę o doprecyzowanie • autor: Sławek2018-10-03 16:42:39

Pani Ume, czy mogę prosić o doprecyzowanie czym jest ten ,,aparat pojęciowy",  bo w sieci są szczątkowe informacje na ten temat. Czy raczej może chodzi Pani o metodologię badania czegoś? Bez ustalenia jakiegoś akceptowalnego wzorca metodologicznego czy ,,aparatu pojęciowego" dojście do prawdy czy nawet jakiegoś konsensusu będącego efektem nałożenia się dwóch czy więcej prawd - porozumiewanie się będzie znacznie utrudnione.( I może to jest przyczyna  napięć na świecie ? )
[foto]

14. Tak ogólnie w nawiązaniu do dyskusji i nie tylko • autor: Arkadiusz2018-10-03 19:55:34

Rozwój świadomości, czy to w jednostkowym wydaniu czy w większej skali – jako rozwój społeczeństw, odbywa się po spirali wznoszącej. Wzrastamy, opuszczamy stare miejsca i formy, by po jakimś czasie powrócić w podobnie wyglądające okolice z przeszłości.  Albo też - wznosimy się i upadamy. Mamy już wtedy jednak inne doświadczenia, wiedzę, świadomość.  Rzeczywistość nie przydarza się więc już tak samo. Te powroty są jednak nieuniknione. Są one po to aby zintegrować „nowe”  doświadczenia  ze „starszymi”.  W ten sposób się rozwijamy. Nie przekraczamy „starego” poprzez odrzucenie, ale poprzez integrację – to ważne. Dlatego ostrożnie z tym odrzucaniem duchów, bogów, Boga, Rozumu, rodziny itd. Jesteśmy historią ewolucji wszechświata i wszystko jest w nas. Wszystko domaga się zobaczenia, uznania, głosu, akceptacji, miłości. I jeśli tego nie dostanie, to przejawi się w sposób nieświadomy, czasami pokracznie, czasami brutalnie. A to co uświadomione i przyjęte, może być kontrolowane. Nie widzę powodu by gardzić tradycją czy wspólnotą – kiedyś była ona najlepszą odpowiedzią na zagrożenia. Moim zdaniem nie po to się rozwijamy, żeby patrzeć z góry na to, co zostawiliśmy za sobą. Bierzmy to ze sobą, miejmy to w sobie, bądźmy pełnią, wtedy możliwy będzie dialog, zachowamy aparat pojęciowy, no i nie będzie dysonansu poznawczego.

15. @Arkadiusz • autor: ume2018-10-04 09:32:43

Pytanie co jest przystosowawcze? Jesteśmy tu i teraz trzeba rozwiązań na tu i teraz a nie trzymania się "tradycji" żeby ego było miło, że gdzieś przynależy. Trzeba nowych prób- i atmosfery do tego. Uważam że tradycja jest już nieprzystosowawcza i próbom innego myślenia nie sprzyja. Nie ma też powrotu do "tradycji"-oprócz przemocy.

Mnie osobiście nie przeszkadza jak ktoś udaje "Słowianina". Nie przeszkadza mi jak ktoś udaje Żyda Jahwe chwaląc. Tak jak pan pisze, są różne drogi. Ale przeszkadza mi jak indywidualny wybór ma się stać wyborem wszystkich bo zwolennicy tradycji są tak zlęknieni ( i słusznie bo ich "tradycja" to iluzja, narracja ego) będą tę tradycję - z własnego lęku- innym narzucać.

Europa jest właśnie takim nowatorskim projektem gdzie (iluzja) indywidualnego wyboru jest ważna. Przez lata błędów i wypaczeń wyniosła masy robotnicze, kobiety, dzieci, jednostkę na poziom funkcjonowania i dobrobytu jakiego nie było w historii europejskich narodów nigdy wcześniej. Nowatorskim bo prowadzącym do uwewnętrznienia normy samorozwoju i redukcji aparatu przemocy. Nie zrobiono by tego gdyby siłą wprowadzano "tradycję".

Co ciekawe projekt Europa powstał pod spojrzeniem Innego, na żądanie USA. Teraz Polska ma swojego Wielkiego Innego, który wymusza zmiany.
Wniosek: szanuj Innego swojego, bo mądrze patrzy, choć wydaje się głupi. :)

16. sens porozumiewania się... • autor: Sławek2018-10-04 09:48:38

Pani Ume, z przykrością zauważam, że ignoruje Pani pierwotny sens porozumiewania się jako funkcji danego języka. Jaki jest zatem sens formułowanych przez Panią wypowiedzi skoro nie jest w stanie się Pani zrozumiale odnieść do niejasności w nich zawartych? Czyżby podważała by Pani racjonalność komunikacyjną nie mówiąc już o sprawach wtórnych jak rachunek zdań czy poparcie faktami?

[foto]

17. Co jest przystosowawcze? • autor: Arkadiusz2018-10-04 13:50:53

Na pewno należy byc uważnym na to co jest tu i teraz, a także mieć kontakt z tym, z czego wyrośliśmy oraz mieć kontakt z intuicją. Jeśli stracimy kontakt z niższymi wcześniejszymi pokladami świadomości (wyparcie i projekcja na innych, w drodze ku wzrostowi świadomości) to możemy skończyć jak pewien nauczyciel z koszem  na głowie - stracimy zdolność do wlasnej obrony. I to jest zagrożenie dla Europy, jeśli pójdzie za daleko z prawami jednostki i jednocześnie zapomni o obronie wartości wspolnotowych. I piszę to jako socliberał o progresywnych przekonaniach. Myślę, ze konieczne będzie zawsze utrzymanie złotego środka. Z kolei intuicja jest konieczna szczególnie w sytuacjach, z jakimi nigdy nie mieliśmy do czynienia - a taką jest zagrożenie klimatyczne.

18. @Sławek • autor: ume2018-10-04 14:12:15

Czyżby podważała by Pani racjonalność komunikacyjną nie mówiąc już o sprawach wtórnych jak rachunek zdań czy poparcie faktami?
Tak, nie da się ukryć. Nie uchylam się od rozmowy z braku szacunku, tylko myślę że nie ma płaszczyzny porozumienia. I tak już nadużywam gościnności Taraki.

19. Za dużo indywidualizmu to nie dobrze... • autor: JSC2018-10-04 14:24:35

ale ostatnio mamy też przegięcie w drugą stronę... narody podejrzewają jednostkę o terroryzm.

20. @Arkadiusz • autor: ume2018-10-04 14:33:23

stracimy zdolność do wlasnej obrony.
Czego chce pan tak naprawdę bronić? Ego, memów, ciała, rodziny? Czyli iluzji ? :)

Jak już na takim poziomie gadamy, mam wrażenie, że intuicja/ tu-i-teraz stoi w opozycji do "to z czego wyrośliśmy". Żeby dotrzeć do intuicji i tu-i-teraz trzeba odrzucić etykiety kultury, umysłu.To jest nawet poza językiem.

Co do Europy. Być może został popełniony błąd w otwarciu się na nachodźców, bo spowodował szok kulturowy. Nie wiemy tego jeszcze. Ale ta histeria wokół powrotu do "tradycji", duchów, narodów, flag, konfliktów, my /oni etc... Dobra Zmiana to reakcja na nowoczesność, tak, ale nowoczesność a la polonaise, wykoślawioną, nowoczesność wg chama. Więc jednak nie kopałabym projektu Europa tak pochopnie. Żadnego Innego nie mamy by patrzył. I tylko wspólnym globalnym wysiłkiem da się coś zrobić ze zmianami klimatycznymi. Nie sprzyjają temu podziały wg narodów, flag, nasze, ich etc. Rozumiem że real to lęk i głupota a marzy mi się otwarcie, wyjście poza schematy i wspólne ludzkie dobro. Proszę naiwność wybaczyć :).

21. @up • autor: JSC2018-10-04 14:40:56

(...)Co do Europy. Być może został popełniony błąd w otwarciu się na nachodźców, bo spowodował szok kulturowy.(...)
Masz rację... napływ nachodżców z Polski wywołał Brexit.
[foto]

22. @ume • autor: Arkadiusz2018-10-04 18:50:20

Przede wszystkim dziękuję za dyskusję ;-) Nie odbieram nigdy marzeń jako naiwności (może dlatego, że sam jestem niepoprawnym marzycielem). Jestem ciekawy, jakie marzenia o wspólnym ludzkim dobru chodzą Pani po głowie. Czy dobrze rozumiem że będzie to dobro już bez tych iluzji (czyli ego, ciała, rodziny, memów)? O czym my właściwie rozmawiamy? Jakie bramy się przed nami otworzą (jakie schematy opuścimy - to już się domyślam, że te wszelkie iluzje)?

23. @ Arkadiusz • autor: ume2018-10-04 20:20:36

na dzis uważam, że nie będzie nigdy powszechnego ludzkiego dobra bo ludzkość powszechnie nie opuści memów, flag i takich czy innych religii. Musiałaby wyjść poza język i ludzki, egotyczny kontekst i utracić radochę i energię jaką daje konflikt. Utopie są niemożliwe. Mam wrażenie, że pan trochę się obawia "braku wspólnoty". Ale ta wspólnota musi być realna, uważna, dbająca o wszystkich uczestników a nie urojona i wykluczająca jak "tradycyjna". Naród czy państwo to nie "dobro wspólne", to namiastka. Żaden mem nie powinien być ważniejszy od jednostki. Problem w tym że jednostka uważa mem za realność bez której nie będzie istnieć. Lęk przed porzuceniem memu jest zbyt silny. Ot paradoks.
Popatrzenie na to co się dzieje jak na Truman Show i siebie w tym przedstawieniu coś daje. Proszę spróbować. Nie jest to ucieczka od gry a raczej wyważony spokój w grze. Nie wiem co jest gdy dopłynie się do kartonowej granicy, pogada ze swoim  Graczem/Reżyserem i zejdzie ze sceny drzwiami z napisem exit (nie mylić ze śmiercią, choć to jedna z dróg). Droga to jedynie indywidualna ale sama w sobie jest ekscytująca. Może dlatego tego indywidualizmu, wewnętrznej wrażliwości, prawa do buntu i samookreślenia (nie mylić z sobiepaństwem, anarchią, obojętnością na dobro wspólne, nieokiełzaną niczym wolnością etc) naiwnie bronię.
I ja też dziękuję, choć mam wrażenie że zaśmiecam bajdurzeniami.
[foto]

24. @ume • autor: Arkadiusz2018-10-04 22:01:56

To w takim razie już na koniec. Jeśli chodzi o marzenia, to czytałem kiedyś "Europejskie marzenie" Riffkina, i nie mam problemu z wyczuciem, o co z europejskością chodzi (i na pewno jak zaczął Autor artykułu, nie chodzi o kasę) - osobiście lubię tę energię. 
Jeśli chodzi o wspólnotę, to znacznie bliżej mi do liberalizmu niż komunitaryzmu, niemniej widzę ww wspólnocie i plusy i minusy - z jednej strony daje ona wsparcie, szczególnie w trudnych chwilach, z drugiej - bywa ograniczeniem dla indywidualistów, wolnych dusz.

Jeśli zaś chodzi o metaforę z filmu "Truman show" to faktycznie, jest fajna. Ja używam metafory snu. Życie jest snem - jest sen indywidualny (każdy z nas śni swój własny - jest jego twórcą i "ofiarą", ma swój własny tunel rzeczywistości, ma możliwość dokonywania zmian w swoim postrzeganiu i w swoim życiu), jest też sen uzgodniony, wspólny, podzielany przez wszystkie istoty (tu można zaliczyć wszystkie fizyczne i biologiczne zasady rządzące światem). Trzeba mieć dużo wewnętrznej  mocy, żeby jednostka w swoim śnie przekroczyła zasady obowiązujące w śnie uzgodnionym. Tu też widać konflikt jednostka - wspólnota. Wspólnoty rzadko wspierają jednostki w rozwoju ich wewnętrznej mocy. O takiej wspólnocie powinniśmy marzyć. Dobra...ja też kończę bajdurzenie.

25. @Arkadiusz • autor: ume2018-10-05 08:43:01

z jednej strony daje ona wsparcie - hmm... nie znam żadnej takiej wspólnoty.
I  jeszcze jedno: rozmawiamy przecież nie ze względu na "wspólnotę", na naród, flagę, rodzinę, jedność, geny, tradycję etc, etc ale dlatego że rozmowa daje nam indywidualną, jednostkową przyjemność.
Metafora snu- tak, jak najbardziej, dziękuję.

26. już bez komentarza • autor: Sławek2018-10-07 19:25:39

[foto]

27. Edukeyshun • autor: Wojciech Jóźwiak2018-10-07 19:51:23

Dobra satyra:)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)