Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 stycznia 2017

Roman Kam

Wstręt

Kategoria: Antropologia

Kupiłem sobie komputer. Firmy A. Powiększony ultrabook z dotykowym ekranem. Dość przyzwoity. Dzisiaj sprzęt powiadomił mnie za pomocą komunikatu na ekranie, że mogę sobie doinstalować firmową, osobistą chmurę. Chmura pozwoli mi na to, na tamto, z każdego urządzenia i miejsca na świecie, nie napisali mi, że będę szczęśliwy na tej chmurze, ale sam się domyśliłem.

Pomyślałem, czas skończyć z tą awersją do działań wielkich, komputerowych gigantów. Powiedziałem sobie – czas skończyć z tą mentalnością wiejskiej, ciemnej baby w stolicy, która wszędzie węszy podstęp i oszustwo, a strach zrodzony z niewiedzy i braku obycia w świecie czyni jej ostrożność karykaturą. Tak! Koniec z tym, z tymi pseudonimami, nickami, podawaniem lewych nr telefonu i kont mailowych otwieranych pod spodziewany spam. W końcu, ja - przecież - nie mam - nic - do ukrycia! Poruszam się mniej więcej w granicach prawa, ot, czasem przejdę na czerwonym późną nocą, czy noga mi zaciąży (Wstyd!) na pedale (Wstyd! Wstyd! Wstyd!) gazu.

Tak pozytywnie zmotywowany zacząłem wpisywać dane w formularzu rejestracyjnym w usłudze (a był to formularz w mowie mej tubylczej, co przyjąłem z wdzięcznością):

Imię: Roman

Nazwisko: Kam

E-mail: roman@kam.pl

Hasło: anielebożystróżumójtyzawszeprzymniestój

określone, jako słabe, zmieniłem na egipskie 

– każdyktozłamietępieczęćniechzdechniewmęczarniach8piekieł!

I pochwalił mnie A. wszechmogący. Mocne!  

Co tam jeszcze podawałem, nie pamiętam, bo ceremonii ślubnej się z założenia nie powtarza. Wydaje mi się, że kliknąłem „dalej” i już byłem w chmurze. Chmura, jak chmura – raczej mała niż duża, proponowała instalację jakiś aplikacji oraz udzielała informacji. Jedną z nich się zainteresowałem z racji mej nie całkiem wyleczonej mentalności wiejskiej baby. Były to „Zasady korzystania z usług”. Nie! Od razu mówię, jeśli ktoś się spodziewa, że opowiem jakąś żałosną historię o wymuszonych opłatach – to nie - to przecież A., gracz globalny lub z taką ambicją, oni takich rzeczy nie robią! Niemniej lektura zrobiła na mnie wrażenie, kto wie, czy nie większe, jak przy czytaniu zasad Google'a.

Wybieram, co najlepsze i jakże pouczające. Od razu coś sobie przyswoiłem od tych SS (czytelnikowi pozostawiam możliwość rozwinięcia tego skrótu, jako Santa San, w wolnym tłumaczeniu - Świątobliwi Młodziankowie lub S...Syny). Oto garść ułatwiających rozróżnienie cytatów:

"Klikając „Akceptuję” lub korzystając z Usług, Użytkownik zgadza się, że niniejsza Umowa licencyjna (bla...bla...bla….) mają zastosowanie, gdy Użytkownik uzyska dostęp do Usług lub z nich skorzysta".

Akceptuję sobie nie przypominam, ale skorzystałem, bo zacząłem czytać owe zasady :)

"Jeśli Użytkownik skorzysta z Usług, A. MOŻE BEZ ZAWIADOMIENIA USUNĄĆ JEGO ZAWARTOŚĆ W CIĄGU 30 DNI OD JEJ NADESŁANIA. Nie należy korzystać z Usług w celu przechowywania zawartości, którą zamierzasz zatrzymać na dłużej niż 30 dni, jeśli nie została wykonana jej kopia zapasowa w innym miejscu".

Chmura zrobiła się ciasna i jakby mniej różowa :(

"Nowe funkcje. A. może za pośrednictwem Usług wprowadzić nowe opcje przechowywania, aplikacje lub funkcje, które mogą podlegać dodatkowym opłatom, zasadom i warunkom".

Nie ma problemu, po 27 latach małżeństwa już dawno się z tym pogodziłem.

"Licencja. Przesyłając lub przedstawiając jakąkolwiek zawartość za pośrednictwem Usług, Użytkownik nadaje firmie A. niewyłączną, nieodwołalną, bezterminową i w pełni opłaconą licencję na powielanie, przesyłanie, publikację i przechowywanie treści na potrzeby zapewnienia Usług przez firmę A.".

Słowem wszystko, co trafi na chmurkę - „na potrzeby zapewnienia Usług”, co rozumiem, jako np. zapewnienie firmie dochodowości, może być zużyte na wszelkie możliwe sposoby. I tak stałem się Licencjodawcą „w pełni opłaconym”.

"Termin praw. Prawa nadane Użytkownikowi na mocy niniejszej Umowy wchodzą w życie z dniem kliknięcia przycisku „Akceptuję” i obowiązywać będą do czasu, gdy firma A. przestanie świadczyć usługi lub wypowie Umowę".

Typowe podejście watykańskie. Wydaje się, że od tej pory tylko A. decyduje o losach umowy...

"Ciągłość postanowień. Jeśli niniejsza umowa licencyjna lub konto Użytkownika zostaną kiedykolwiek wypowiedziane, wszystkie postanowienia Umowy licencyjnej wciąż będą mieć zastosowanie względem uprzedniego użytkowania Usług przez Użytkownika. Użytkownik potwierdza, że gdy niniejsza umowa licencyjna lub konto Użytkownika zostaną wypowiedziane, wszystkie jego dane i ustawienia mogą zostać usunięte, lecz A. nie ma takiego obowiązku".

… a jednak nie. Widać, że gdyby się znalazł osobnik, który w jakiś sposób wypowie umowę, to „ciągłość postanowień” ma mu uświadomić bezsens podjętego wysiłku. Dane „mogą” zostać usunięte – to uczciwe stawianie sprawy naprawdę imponuje.

"Dostępność. Usługi mogą nie być dostępne zawsze, we wszystkich krajach lub we wszystkich językach. Firma A. nie gwarantuje, (a) że Usługi są dostępne lub odpowiednie do użytku w każdej lokalizacji, (b) dane Użytkownika mogą być z powodzeniem podesłane, przechowywane, utrzymywane i przesyłane za pośrednictwem Usług lub (c) zawartość albo dane, które Użytkownik przegląda lub przechowuje za pośrednictwem Usług nie zostaną nieopatrznie utracone, uszkodzone lub usunięte. Firma A. stanowczo zaleca wykonanie odpowiednich kopii zapasowych zawartości lub danych przeglądanych, lub przechowywanych za pośrednictwem Usług, za co Użytkownik ponosi wyłączną odpowiedzialność".

Standard. Za nic nie odpowiadamy, niczego nie świadczymy, mogą nam się pokasować te śmieci - bądź że odpowiedzialny człowieku i zrób sobie kopię! U nich? 

Firma A. idzie dalej i to jest naprawdę dobre:

"Zwolnienie z odpowiedzialności"

"Przez Użytkownika. Użytkownik będzie zabezpieczać i bronić (podkreślenie moje) firmę A. oraz jej podmioty stowarzyszone, członków zarządu, dyrektorów, pracowników, agentów i dostawców usług firm trzecich przed wszelkimi roszczeniami, żądaniami, działaniami, długami lub zobowiązaniami (w tym rozsądnymi opłatami i kosztami obsługi prawnej) wynikającymi lub odnoszącymi się do (a) dostępu Użytkownika do lub użytkowania Usług... (cut)".

Amen.

Ja wierzę, ze można jeszcze lepiej, że można pójść dalej, że można robić z ludźmi, co się chce, bo życie to gra interesów i wygrywać musi silniejszy, to jest logiczne i sprawiedliwe. W sumie nie chce mi się powielać schematów o korporacjach. Z daleka czuje się i widzi jakąś istotową, głęboko w nie wrośniętą patologię działania. Składa się ona z arogancji, chciwości, strachu, bezwzględności, a wymieniając dalej dojdziemy do kompletnej listy cech ciężkiego (i groźnego) psychopaty.

Korzystam z usług sieciowych, jak większość ludzi w tzw. cywilizowanych krajach. Dziwi mnie, że obecne trendy, nie niepokoją ludzi w stopniu mogącym wywołać czynny opór. Klikając takie „umowy” czuję się baranem w stadzie podobnych mi baranów. Mam wrażenie, że internet, technologie cyfrowe są w jakiś sposób zawłaszczane, że usilnie dąży się do uprzedmiotowienia użytkowników. To uprzedmiotowienie wydaje mi się zjawiskiem groźniejszym od utraty prywatności (zresztą już okrojonej do wyznawanej religii i preferencji seksualnych), gdyż oznacza, tak naprawdę, odhumanizowanie relacji. Odhumanizowana – czyli, nie ludzka. W jakiś sposób wstrętna. Nachalne leasingowanie wszystkiego jest korporacyjną odpowiedzią na to, że zbyt długo jestem skłonny użytkować jeden produkt. Montując mnie w system odpłatnego użyczania, próbuje się wymusić na mnie podkręcenie spirali wydatków w wybranej dziedzinie (stare działa tylko z nowym dodatkiem, oddaj stary samochód, damy ci nowy za 200,- zł m-cznie). Dobrze to widać w ewolucji edytorów tekstu, wprowadzeniu na rynek formatu pdf lub formatów, które wykluczają stare formaty. W końcu i tak skończymy z konsolami, podłączonymi do macierzy. Widać, że cała moja epistoła, do jednego się sprowadza: mam odruchowy wstręt. Do takich umów, takich działań, takich ludzi. I jak tu żyć Pani Premier? Jak żyć?



komentarze

[foto]

1. Lajk! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-01-05 09:42:10

Lajk!
Jak widać, problemem jest nie tylko rozdęcie (inflacja) prawa państwowego, ustawowego, czego skutkiem jest nieustanna niepewność, czy za jakąś niewinność jakiś urząd cię nie dupnie, ale także inflacja prawa prywatnego, handlowego. Powstaje stan: niczego nie jesteś pewien, za cokolwiek mogą cię dupnąć. Wstręt!

2. Tak samo mam • autor: Ignac2017-01-05 13:49:46

Dodajmy do tego jeszcze, że ewentualnie możemy odwoływać się przez okno albo via sąd rejonowy gdzieś w Kalifornii.
[foto]

3. Pomyślmy, jak moglibyśmy... • autor: Wojciech Jóźwiak2017-01-05 18:55:49

Pomyślmy, jak moglibyśmy to zmienić.
(W ogóle wyobraziłem sobie listę rzeczy, które powinny być zmienione, bo źle działają.)
[foto]

4. Dzięki za identyfikacje... • autor: Roman Kam2017-01-05 21:55:13

.... bo wątpliwości miałem, czy potrzebnie zabieram głos. Lajk od Wojtka, to miód na moje skołatane nerwy :) W tych drobnych codziennych drobiazgach, przejawia się demon o mordzie brzydkiej i złej. Jak zmienić? Uważam, że rozmowa nie jest bez znaczenia, że wysyłanie sygnałów w ten sposób, nie trafia w próżnię. To już wiele. Sam na codzień rozglądam się po prostu, czy mam jakiś, mniej skażony wybór. Chociażby kupując jajka u sąsiadki z naprzeciwka. Okolica się ukulturalniła i kury te mają wiele zaciekłych wrogów, więc byłem zachęcany, żebym kupować przestał. Nie przestałem. Kurki owe zjadają chętnie mój stary chleb, liście kapusty, no i mięsożerne są cholery, a mam i takie resztki. Dzieci z okolicy odwiedzają je, karmią, nadają imiona. Taka historia. Myślę jednak, że sąsiadka ma staje się trochę skansenem i, że dni (no niechby i lata) moich kurek są policzone - a kury trzeba rozumieć i umieć je hodować, to nie jest tak prosta sprawa, jak kupno jajek w sklepie. Inne rzeczy? Przydałby się rozdział Kościoła od Państwa, ale jak mało wydaje się to realne. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)