TARAKA
zdjęcie Autora

21 września 2009

Krzysztof Wirpsza

Z cyklu: "Dodekaedr: dwanaście czakr"
Wszystko co jest i być może
- czyli o enneagramowej Dziewiątce, jako Matrycy Istnienia

Dodekaedr jest dwunastostopniowym grafem, opierającym się na założeniu, że Wszechświat posiada dwanaście poziomów (szczebli). To, że pełnię natury wszechświata opisuje Dziesiątka mówili już numerolodzy - dziesięć miało wyrażać pełnię wszechrzeczy, Krąg Istnienia, czy koło medicine. Obecność dwóch dodatkowych stopni, Jedenastki i Dwunastki, wiąże się z ideą iluzoryczności takiego dziesięciostopniowego systemu. Jeżeli system jest błędny jako taki, to potrzebny jest jakaś alternatywa. Dwa dodatkowe szczeble są właśnie próbą sięgnięcia ku tej alternatywie, zwanej przez nas Prawdą, lub Punktem X. Same w sobie Jedenastka i Dwunastka też są iluzoryczne, podobnie jak cały Dodekaedr, ponieważ jedynie Prawda jest prawdziwa, a tej nie zawrze żaden system. Jednak w odróżnieniu od pozostałych Dziesięciu, dwa ostatnie szczeble przynajmniej sięgają ku Prawdzie. Są zatem jak przysłowiowy cierń, którym pozbywamy się wbitej drzazgi. Choć sam kłuje, a jednak ostatecznie od kłucia ma nas zbawić.


Dziewiątka (Gapa)

Jednak zanim tam dojdziemy, musimy stawić czoła Dziewiątce. Gapa jest jakby zasłoną dymną kryjąca nas przed tymi wyższymi szczeblami. Wydaje się że toleruje wszystko co jest. Wydaje się tolerować wszelkie możliwe Wszechświaty, wszystko co tylko można sobie pomyśleć. Taka tolerancja zakrawa wręcz na Uniwersalną Miłość ze świętych pism! Czy nią jest? Uznajemy Dziewiątkę za Boga, Wiedzącego Starca, Wszechumysł, czy jakąś temu podobną ostateczną instancję. A jednak zostaje niesmak. Czego brakuje w tym wszechogarniającym Kręgu Istnienia, zawierającym Wszystko Co Jest i Być Może?

Owszem brakuje bardzo istotnej rzeczy - źródła decyzji. Brakuje osobistej woli wpływania na świat, woli odkrywania prawdy na swój sposób. Ta wola, odbywająca się zawsze teraz, wskazuje na Punkt X, Prawdę. Akceptując jak leci wszystkie formy, Dziewiątka nic dla siebie nie chce, a zatem traci rzecz najcenniejszą - Treść, która za tymi formami się kryje. Istnienie przyjmowane jest bez zastrzeżeń - nie ma natomiast okazji zadziwić się i zapytać: co mi to mówi? Czego w związku z tym chcę lub nie chcę? Wszelka możliwość osobistej nauki upada, jeśli narzędzie nauki, wola i wybór , zostaje zanegowane.

Wg Dziewiątkowej filozofii powszechnej harmonii i ładu, wszelkie formy, jakie tylko przejawia Wszechświat są OK. Ale przecież te formy to tylko puste skorupy, powstałe w Punkcie X. Czym jest Punkt X? Dlaczego formy powstały? O to Dziewiątka nie pyta. To Dziewiątki nie interesuje. Tymczasem Punkt X jest Treścią, która, na skutek błędu, stworzyła wszelkie formy. A już na pierwszy rzut oka widać, że formy te nie są doskonałe. To czemu Punkt X je stworzył?

Formy nie są doskonałe, choćby dlatego, że są zmienne i nieobliczalne. Nie można ich zrozumieć, nie można na nich polegać, mało tego - oprócz tych pięknych, są też wybitnie brzydkie. Ich bezwarunkowa akceptacja i udawanie że wszystko jest OK., nie jest zatem wyjściem. Pytanie czemu został stworzony taki galimatias, dlaczego jest to wszystko takie nieobliczalne, skąd przemieszanie Dobra ze Złem, a nie np. samo Dobro - jest jak najbardziej na miejscu. Ciekawe byłoby np. odkrycie, w którym punkcie Prawda zbłądziła, czemu te wypaczone formy tu są i co mi mówią. Takie odkrycie zostaje jednak ostatecznie zahamowane przez akceptowanie wszystkiego "w czambuł", za pomocą Kosmicznej Miłości. Tzw. Kosmiczna Miłość, Wszechakceptacja, Dobroć i Harmonia Sfer działają tu jak narkotyk służący skutecznemu zagłuszeniu dezorientacji i gniewu. Prawda jak wiadomo nie jest czymś łatwym i budzi często w człowieku instynkty wręcz przeciwne Harmonii i Pięknu. Prawdy człowiek często zwyczajnie się boi. To dlatego wyparł ją poza Krąg Istnienia, i to dlatego całe życie walczy od jej odzyskanie.


Poza enneagram

Słabym punktem Dziewiątki jest zatem negacja osobistego zaangażowania w życie. Mówiąc inaczej, Dziewiątka unika osobistego doświadczenia "dlaczego?" Rzeczy, myśli i uczucia są właśnie takie, jakie są. Jest to negacja osobistego doświadczenia Prawdy. Jeżeli "wszystko już jest" - to faktycznie nie ma dokąd iść, nie ma po co wywierać wpływu. Jest tak, jakby Wszechświat osiągnął swój maksymalny, nieskończony rozmiar - i zatrzymał się. Doświadczamy, że wszystko będzie dobrze, jakkolwiek się potoczy, jak w słynnym zdaniu Szwejka:

"Jak tam było tak tam było
Przecie jakoś było
Jeszcze tak nigdy nie było
Żeby jakoś nie było"

To doświadczenie "jedności z wszelką możliwością" usypia naszą wolę i ciekawość, bo człowiek macha ręką i nie widzi sensu w poszukiwaniu jakiegoś własnego wkładu w to. Czujemy się świetnie jako część naturalnie przejawiającego się wszechświata, zapominamy jednak, że jest to wszechświat mechaniczny, że bez naszej woli i indywidualności, wszystko będzie Nieprawdziwe.

Widzimy też, że Dziewiątka nie jest prawdopodobnie końcem, ale początkiem drogi. To tu wydarza się przekonanie, że umysł nie ma woli i indywidualności, ponieważ wszystko i tak toczy się zgodnie z istnieniem. Dziewiątka jest zatem szczeblem wyjściowym ku odkryciu woli i indywidualności! Jest to droga poza krąg enneagramu, droga poza świat przeciwieństw, którego nie da się zrozumieć ani poprawić. Punkt przełomowy (Dziewięć) będzie tu oddzielał dwa odrębne obszary: dziedzinę Człowieka, który sądzi, że ogarnięty jest niemocą, oraz dziedzinę Ducha, w której nasza osobista moc stwarza rzeczywistość. Pierwsza z tych dwu dziedzin zakreśla to, co jest do zobaczenia i do pomyślenia. Druga jest próbą zwrócenia się ku temu, czego nie można ani zobaczyć, ani pomyśleć.


Szekina i Akasza

[Uwaga Redaktora Taraki: słowo które Autor pisze wszędzie "akasza", powinno się spolszczać jako akaśa, bo tak brzmi ono oryginalnie w sanskrycie. Redaktor nie zmienił pisowani Autora, nie chcąc zaburzać jego tekstu.]

Sposobami mówienia o Dziewiatce znanymi z religii Żydów i Hindusów są Szekina i Akasza.

Szekina oznacza Obecność,[1] inaczej Istnienie. Odpowiada sefirze Malchut, leżącej w najniższym punkcie kabalistycznego Drzewa Życia. To, czy rzeczy "istnieją" czy "nie istnieją", jest bodaj najbardziej podstawową kwestią świata. Wydawałoby się że nie ma nic bardziej oczywistego - istnieje to, co widać, że istnieje, i basta. Istnienie Prawdy (punktu X) narusza jednak tę pewność. Jeżeli Prawda istnieje, i jest wszystkim, co jest, to jak może istnieć coś jeszcze? Jak, oprócz Prawdy może istnieć jakieś obarczone błędem Koło Istnienia, w którym nie wiadomo nic na pewno? Prawda powinna być pewna i ostateczna, bez wahań i niedoskonałości, które dominują w Kole. Efemeryczność Koła Istnienia, wynika z jego przeciwstawienia Prawdzie. Oznacza, że, jak mówił Platon - to co rzekomo istnieje (Koło Istnienia), tak naprawdę nie istnieje, natomiast to, co z pozoru nie istnieje (Prawda) - to dopiero naprawdę istnieje.

Istnienie (obecność) określić też można jako związek, między postrzegającym i postrzeganym, Istnienie zachodzi pod warunkiem, że dana rzecz jest widziana przez umysł. Jakże inaczej moglibyśmy wiedzieć, że coś istnieje, gdyby nie mówił nam tego umysł? Umysł mówi nam: "tu leży but", "tam siedzi Wacław", "Zosia jest głupia", itd. Nie twierdzimy tu, że bez umysłu te sprawy nie istniałyby (o tym za chwilę), nie wchodzimy więc w kwestie solipsyzmu. Mówimy jednak że bez umysłu nie miałoby w ogóle sensu stwierdzanie czegokolwiek - w tym zadawanie pytań o istnienie. Po co cokolwiek stwierdzać, po co stosować nawet to słowo "istnieć", jeśli nikomu na nic to nie jest potrzebne? A zatem zastanawianie się, czy coś istnieje, czy nie, potrzebne jest jedynie wtedy, gdy mamy umysł, który posiada taką potrzebę.

Istnienie implikuje postrzegającego i postrzegane, inaczej dualizm subiektywno-obiektywny. Podział na obiektywność i subiektywność jest istotą Koła Istnienia, istotą enneagramu. Wystarczy, że przypomnimy sobie podział na kategorie "racji" i "maski", które w idealnej symetrii opisują wszystkie osiem składowych Koła Istnienia - enneagramowe punkty 1-8. Dziewiątka w sposób najbardziej ogólny podsumowuje to rozszczepienie. Jako podstawowy składnik istnienia, wykazuje, że jest obecna w dowolnej formie świata, pod różnymi nazwami, które można zawsze sprowadzić do prostego zdania "ja - to".

Akasza, inaczej Eter, jest terminem pochodzącym z filozofii jogi. U Hindusów jest to Piąty Żywioł (obok Ziemi, Wody, Powietrza i Ognia) zawierający w sobie zapis wszystkiego co jest, było, będzie i być może - zwany też czasem Kroniką Akaszy. Kronikę Akaszy często wyobrażamy sobie jako kosmiczną strukturę, w której, niczym na filmie, przemieszczają się majaki wszelkich zdarzeń, przeszłych i przyszłych, jakie tylko stworzył lub kiedyś stworzy wszechświat. Podłączenie się do tego magazynu form, ma dawać zdolności jasnowidze i rozmaite wglądy w historię, tudzież światy równoległe.

W istocie kronika Akaszy nie jest jakąś książką, spisywaną hen, gdzieś w mistycznych chmurach. Ona zwyczajnie jest tym, co jest. A zatem jest np. tym wszechświatem, który w tej chwili widzimy. Plus, ma się rozumieć, każdym innym możliwym wszechświatem.

Jak powstaje zapis? Bardzo łatwo to sobie wyobrazić, gdy przypomnimy sobie naturę Dziewiątki - związek pomiędzy "subiektywnym" a "obiektywnym". Każdy taki związek przybiera określona formę. Wszystko cokolwiek możemy zobaczyć, lub pomyśleć, istnieje w jakiejś formie. Aby coś istniało, musi istnieć umysł, który określa parametry formalne: nazwę, funkcję, cechy. Gdyby nie było określającego umysłu, wówczas nazw, funkcji i cech byłaby nieskończoność. Dlatego trudno wtedy mówić o oddzielnym istnieniu czegoś.

Skoro każdy związek "ja - to" musi przybierać formę, to wszystko cokolwiek możemy zobaczyć, lub pomyśleć - istnieje w jakiejś formie. Umysł określa parametry formalne, wymagane, aby istnienie czegoś mogło być uznane za istnienie. Umysł zatem "rzeźbi" kształt w pierwotnym mule możliwości. W mule znajduje się nieskończoność możliwych cech. A raczej, gdyby nie było określającego umysłu, wówczas cech byłaby nieskończoność. Ale umysł "rzeźbi", lub "pisze", tworząc "zapis" lub "formę", stosownie do swoich potrzeb. Ten "zapis" ("forma") jest dokładnie tym, co widzimy, czujemy i myślimy.


Dwa wszechświaty i garnek

Pojawia się tu oczywiście kwestia: czy przedmioty istnieją niezależnie, czy też zależnie od umysłu. Skoro Krąg Istnienia, jak mówiliśmy, jest iluzoryczny, czy to znaczy, że promujemy tutaj solipsyzm ?[2] Chcemy jednak zwrócić uwagę na fakt, że iluzja Kręgu dotyczy obu jego aspektów - zarówno "obiektywności" jak i "subiektywności". Prawda nie jest żadnym z nich. W solipsyzmie uważa się, że zjawiska obiektywne są fałszywe, podczas gdy subiektywne "ja", to które zostało oszukane, jest faktem. My sugerujemy, że zarówno "ja" które oszukano, jak i widziany przez nie świat, są Nieprawdą. Świat nie znika po zamknięciu oczu. Ani oczu, ani świata, ani patrzącego, zwyczajnie nigdy tam nie było. To jednak wcale nie czyni nas winnymi, nie skazuje na potępienie. Dopóki wydaje nam się, że istnieją obaj - i patrzący i świat - czyli, z grubsza, przez całe nasze życie - dopóty obowiązują wszelkie prawa tego świata, włącznie z bólem, śmiercią, walką itd. Możemy żyć w iluzji tak długo jak chcemy, i żaden "Bóg", żadna Prawda (prócz tej, jaką sami jesteśmy) nas za to nie potępi. Nie umniejsza to jednak faktu, że jest to świat iluzji. Zamiast niego istnieje oczywiście pewien Prawdziwy stan, jednak oddanie go słowami, myślami czy jakimkolwiek działaniem - musi być z definicji falsyfikujące. Jak bowiem - i kto i po co? - miałby oddawać słowami coś, poza czym nic innego - zwyczajnie nie ma? [3]

Aby wyjaśnić różnicę między materializmem, solipsyzmem a naszym podejściem, weźmy przykład. W kuchni na półce istnieje garnek. Klasyczny sposób spierania się na ten temat jest taki:

Czy gdyby nikogo nie było w kuchni, to garnek wciąż by istniał? I dalej: czy gdyby cała populacja Ziemi nagle znikła, tzn. wszyscy zamieszkujący Ziemię ludzie, gdyby nagle się rozpłynęli w powietrzu i nigdy nie wrócili, to czy garnek wciąż by tam był?

Mamy materialistów, którzy mówią, że owszem, garnek istniałby, niezależnie od tego czy byłby tam ktokolwiek zdolny to przyznać, i mamy solipsystów, dla których garnek znika, w momencie gdy znika umysł zdolny go pojąć.

Obie opcje wydają się nieco nienaturalne. Zarówno istnienie garnka w przestrzeni bez ludzi jako dokładnie tego samego garnka, jaki widział człowiek (a co widzieliby np. wizytujący taką opustoszałą Ziemię kosmici?), jak i dziwaczne "znikanie" przedmiotów (a niby z jakiej racji?), z chwilą usunięcia obserwatora, zdroworozsądkowo, wydają się niepełnym przedstawieniem sprawy. Zastanówmy się, co dzieje się naprawdę.

Jeżeli założymy, że człowiek widział mniej więcej "cały" garnek, tzn. wszystkie jego parametry warte widzenia, to faktycznie garnek ten istnieje również i bez człowieka. W sytuacji tej przyjmujemy, że cechy takie jak "twardość", "kształt", "rozmiar", "materiał" czy "lokalizacja" są w miarę doszczętnym oddaniem rzeczywistego stanu, i że będą istnieć, niezależnie od tego, czy ktoś jest w stanie je zmierzyć, czy nie.

Jeżeli natomiast założymy, że człowiek nie widział wcale "całego" garnka, tylko mały jego wycinek, to wtedy, po odjęciu człowieka, wlewa nam się również cała reszta. Tracimy wtedy wygodny szablon, mówiący czy to jest garnek czy nie. W wariancie tym, cechy takie jak "twardość", "kształt" itd., są tylko niektórymi z nieskończonej listy parametrów garnka. W tym układzie oczywiste jest, że umysł decyduje jakie cechy wybrać jako rzeczywiste, a zatem garnek, bez umysłu "rozpływa się" w niepewności - co wybrać.

Załóżmy teraz, że nie jesteśmy jedyną rasą zaopatrzoną w umysł: wyobraźmy sobie, że jest takich ras we wszechświecie więcej. Jak wyglądałby Wszechświat pełen myślących ras, w pierwszym z omówionych przypadków? Oczywiście, w pierwszym przypadku, Wszechświat pełen jest istot "twardych", obdarzonych "kształtem", "rozmiarem", zbudowanych z jakiegoś "materiału" oraz posiadających określoną "lokalizację". Takimi istotami niewątpliwie są ludzie, no a na dodatek wszyscy przypuszczalnie istniejący kosmici. "Kształt" czy "lokalizacja" są zatem parametrami bezwzględnymi, uniwersalnymi, bez względu na to, czy urodziliśmy się na Ziemi, czy w gwiazdozbiorze Herkulesa. Wszelkie możliwe do pomyślenia istoty będą "widzieć" podobny kształt, podobny rozmiar i podobną lokalizację, ergo: garnek będzie zawsze tym samym fizycznym przedmiotem, niezależnie kto go widzi, czy nie widzi.

W drugim przypadku byłoby inaczej. Istniałaby nieskończoność parametrów. "Rozmiar" czy "kształt" wcale nie są tu jedynymi parametrami, nie są bezwzględnymi parametrami i nie są uniwersalnymi parametrami. Są tylko jednymi z niewyobrażalnej liczby możliwych parametrów, danych do wyboru niewyobrażalnej liczbie możliwych umysłów. Co się dzieje? Przylatuje taki kosmita, patrzy na garnek i np. kompletnie nie rozumie (nie dostrzega) pojęcia "kształt". Co więcej, nie dostrzega też pojęcia "rozmiar". Żeby było już zupełnie śmiesznie, pojęcia takie jak "materiał", czy nawet "lokalizacja", również nie mają dla niego znaczenia. Po prostu w jego świecie nie są to wcale priorytety. Natomiast priorytetami są takie pojęcia jak "stretterhawl", "gawrbenner" i "horrabhanna". O tych z kolei my ludzie nie mamy pojęcia. Ale to właśnie je będzie postrzegał kosmita, i to właśnie na ich podstawie będzie definiował garnek. Zaraz, ale czy to wciąż będzie - garnek?

W pierwszym przypadku (nazwijmy go Wszechświatem A) mamy do czynienia z Wszechświatem trójwymiarowym, wypełnionym przez bryły, i istniejącym w czasie. Cechy takie jak "rozmiar" czy "kształt" wydają się być oczywiste dla istot trójwymiarowych, a tylko takie w tym wszechświecie istnieją. W drugim przypadku (Wszechświat B) mamy Wszechświat wielowymiarowy, zamieszkały przez wielowymiarowe umysły. Trzy wymiary oraz czas są tylko aspektem tego wszechświata, i to aspektem wcale nie najistotniejszym - ale równorzędnym z miriadami innych aspektów. Znaczenie słowa "umysł" jest tu inne, niż we wszechświecie trójwymiarowym. "Umysł" oznacza "zdolność doświadczania", a zatem nie jest wyłącznym atrybutem istot obdarzonych rozumem. Na przykład zwierzęta postrzegają inaczej niż ludzie, i to wcale nie znaczy, że gorzej. Obecność, czy brak rozumu wcale nie kwalifikuje jakości umysłu, ponieważ "zdolność doświadczania" istnieje bez względu na rozum. Pies widzi inny garnek niż człowiek, no i który garnek jest słuszny?

Nie dość na tym. Umysł we wszechświecie B nie jest nawet wyłącznym atrybutem istot obdarzonych ciałem! Możemy mieć bezcielesne umysły z innych wymiarów, których postrzeganie garnka będzie równorzędne z naszym, a które nie widzą "kształtu", za to widzą "stretterhawl"!

Wszechświat B jest niewątpliwie bardziej barwny i ciekawy niż Wszechświat A. Mamy z nim jednak podstawowy problem. Umysł, we Wszechświecie B jest czymś kompletnie niewyjaśnionym, bo i skąd bierze się i co oznacza owa osobliwa "zdolność doświadczania", która może istnieć wszędzie i przybierać nieskończoność form? Umysł we Wszechświecie A wydawał się czymś znacznie prostszym: rodzajem elektrycznej lampki, która rozjaśnia i tak już obecną rzeczywistość. Pyk! - i widzimy. Struktura umysłu we Wszechświecie A podlega weryfikowalnym prawom, i daje się wyjaśnić. Można poznać jak umysł widzi, a zatem i co, tak naprawdę, jest tam do zobaczenia. We wszechświecie B jest to niestety niemożliwe.

Mamy dwa paradygmaty. We Wszechświecie A rzeczy istnieją, przynajmniej w swoim podstawowym zarysie, niezależnie od tego kto, i jak je widzi. We Wszechświecie B, istnieją one w ścisłym związku z obserwatorem.

Łatwo zauważyć tu pewną prawidłowość:

Wszechświat A - to enneagramowa Ósemka - Szef
Wszechświat B - to enneagramowa Dziewiątka - Mediator

Ósemka Szef, jest władcą absolutnym. Dla Wszechświata hen, w dole, jest ona Bogiem Starego Testamentu, mściwym Bogiem, lub zwyczajnie - obiektywną koniecznością. Zakłada ona, że istnieje wymierna prawda, wspólna dla wszystkich, i że prawda ta wyraża pewnego rodzaju obiektywny stan rzeczy. Ten obiektywny stan to jakby taki wielki Szef wszystkiego - wszyscy muszą postępować w zgodzie z nim, bo jeśli nie, tooooo - wiadomo. Szef mści się na nas okrutnie. Przypomnijmy sobie słynne starotestamentowe zdanie:

"Zemsta należy do mnie - rzecze Pan"

Postępowanie zgodne z tym obiektywnym stanem, przypomina przestrzeganie systemu zakazów i nakazów. Wiąże się z twardością i wywieraniem na siebie samego presji.

Dziewiątka-Mediator jest natomiast Bogiem względności, bogiem np. Hinduistów. Rzeczy nie istnieją tu obiektywnie, i nie ma żadnych "twardych den", tudzież zestawów przykazań do przestrzegania. Wszystko jest uzależnione od tego, KTO widzi - to jego filtr sprawia, że TO wygląda tak, jak wygląda. A zatem wszystko jest akceptowane (kochane). Nie ma presji, ponieważ istnieje założenie, że każdy widzi inaczej, i każdy ma prawo widzieć po swojemu. A że każdy istotnie widzi TO po swojemu, dopuszczona zostaje nieskończoność form i występuje ciągłe nią zadziwienie. Ten rodzaj boga, nazywany "jednoczącą wszystko energią kosmiczną", rozpowszechniony jest w religiach Wschodu. Jednym z jego symboli jest koło Jin-Jang.

W Ósemce kształt garnka jest Bogiem. To ostateczna zdroworozsądkowa formuła prawdy, która istnieje niezależnie od nas, od naszych dłoni, oczu i umysłów, istnieje w całkowitej ciemności zmysłów, obiektywna i tryumfatorska. "Takie jest już życie, że garnek ma kształt garnka, i nie próbujmy tego zamotać w sofistykę" - powiada Ósemka. W Dziewiątce, i ten, niby ostateczny bastion materii - pada. Przylatują kosmici i widzą zamiast garnka - "horrabhanna". Przylatują muchy, i widzą zamiast garnka jezioro bez dna. Sam garnek znika, zmieniając formę jakby był z plasteliny. Wszechświat wypełniają niekończące się metamorfozy form, z których żadna nie rządzi, wszystkie są równouprawnione. Mamy tu wszechświat chaosu i fascynującej różnorodności. Zdaje się on obejmować Wszystko Co Istnieje lub Istnieć Mogłoby.


Wielka Pralka i Śnienie

We wszechświecie B, "obiektywność" i "subiektywność" współistnieją na równych prawach. Żadna z tych dwóch rzeczy nie przeważa, obie pozostają w doskonałej równowadze i obie się nawzajem definiują. Jeżeli istnieje garnek, to dlatego, że widzi go Cezary. Jeżeli Cezary coś widzi, to dlatego, że sam ma ciało, wymiary, trwanie, zmysły i inne fizyczne atrybuty. Nic nie było pierwsze, obydwa, tak subiektywne jak i obiektywne, zdarzają się jednocześnie, lub naprzemiennie. I poza nimi nic już nie ma.

A zatem, w paradygmacie B, umysł i świat, we wszystkich swoich układach, stanowią wszystko co jest, lub być może.


Koło Jin-Jang, koło dualizmu, kręci się w nieskończoność. Tak nauczają religie Wschodu. To co męskie (obiektywne) i to co żeńskie (subiektywne) w doskonały sposób się uzupełniają. Powstaje harmonia, w którą nie da się, z pozoru, wetknąć szpilki. Jednak nawet z tą harmonią, tak rzekomo podstawową dla natury wszechrzeczy, jest problem.

"Maamooo! Taaaatooo! Jestem w Praaaaaalce - "
- z dowcipu o Jasiu

Co to znaczy "obiektywny"? To w jakimś stopniu oddzielony od umysłu, taki, na którego sam umysł nie ma wpływu. Co zaś znaczy "subiektywny"? Subiektywny to taki, który jest w jakimś stopniu fałszywy, urojony, inny niż prawda. Wszechświat w Wariancie B miałby zatem być mieszaniną rzeczy na które nie mamy wpływu i rzeczy fałszywych. I mieszaninę taką musimy zaakceptować, jako "ostateczną rzeczywistość".

Czy więc koło Jin i Jang rzeczywiście jest najwyższą i ostateczną rzeczywistością, i czy jest nią enneagramowa Dziewiątka? Czy też tak naprawdę są one więzieniem, podobnym do pralki, w której zamknięty został Jasiu? Przecież każdy z nas chce mieć wpływ, i każdy z nas - chce Prawdy. Walczymy o te rzeczy całe życie, a jednak świat wydaje się mówić "nie będziesz miał wpływu" a umysł "nie dam ci prawdy". Czy to jest fair?

Ludzka wizja Prawdy i Wpływu, nasze marzenie, że możemy żyć w szczerości i czynić naszą wolę w świecie, są odwiecznym snem ludzkości. Współcześnie w duchowości często nazywamy to "śnieniem". "Śnienie" jest przekonaniem, że na zewnątrz koła Jin Jang istnieją wszechświaty Wpływu i Prawdy do których możemy sięgnąć. Sięgając tam negujemy zarówno obiektywność jak i subiektywność, święte emblematy Koła. Oba one - stanowią iluzję. "Obiektywny" wmawia nam bezsilność, "subiektywny" zarzuca kłamstwo. Żadne z nich nie jest słuszne, ponieważ czujemy, że istnieje w nas zarówno czysta Moc, jak i czysta Prawda, których jesteśmy przejawem. Czysta Moc musi być zaprzeczeniem "bezsilnej obiektywności", a czysta Prawda "kłamliwej subiektywności". Istnienie czystej Mocy i Prawdy jest wręcz dowodem na iluzję Wielkiej Pralki.

Samo nasuwa się zatem istnienie wyższych paradygmatów (tzn. wyższych niż wszechświaty A i B), i o nich będziemy mówić, przy omawianiu kolejnych szczebli Dodekaedru, kolejnych, niedoskonałych przybliżeń Punktu X.


Krzysztof Wirpsza


Przypisy

[1] Obecności, rozumianej jako [rzekome] Istnienie Przejawów (Form) iluzorycznego Wszechświata, nie należy mylić z pojęciem "obecności w tu i teraz" jaką proponuje np. szkoła advaity. W ogóle słowo "obecność" bywa rozumiane na różne sposoby. Tutaj przedstawiono termin w dość rzadko spotykanym znaczeniu. Być może istotę sprawy bardziej oddawałoby słowo "domniemane istnienie".

[2] Solipsyzm jest pogladem w filozofii, z godnie z którym wszechświat istnieje jedynie w wyobraźni postrzegającego. Z chwilą gdy zamykamy oczy, wszechświat znika. Teoria ta, zwana też teorią "mózgu w kadzi" (ang. brain in the vat theory), była szeroko omawiana w literaturze i filmie. Dużo zajmował się nią Stanisław Lem, była też kanwą filmu Matrix.

[3] Przytoczone założenia są streszczeniem filozofii Kursu Cudów [A Course In Miracles]


Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.

Udostępnij: Facebook   Wykop
drukujDrukuj

Warsztaty Taraki

Promocje

Ogłoszenia

Zamów ogłoszenie/reklamę. Cennik, zasady | Abonament | Jak publikować u nas teksty | Jak założyć i prowadzić blog | Mapa i przewodnik po Tarace

© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrzeżone.
wróć na górę wróć na górę

Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)