Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 maja 2009

Marta Zjawa Goszcz

Wybaczanie
Co to jest wybaczanie? Wybacza pan poddanemu. "Radykalne Wybaczanie"? Pojednanie bez poniżania

Kategoria: Techniki rozwoju
Zob. też: Marta Zjawa Goszcz, Wybaczanie (2009-05-15)

Co to jest wybaczanie? Wybacza pan poddanemu. "Radykalne Wybaczanie"? Pojednanie bez poniżania


Co to jest wybaczenie? Kiedy wybaczamy? Jak się wtedy czujemy? Jak się czujemy, kiedy nam wybaczono? Czy na pewno lepiej? Jak się czujemy, gdy prosimy o przebaczenie?

Przebaczyć, wybaczyć znaczy tyle, co darować komuś winę. Czyli, aby istniało przebaczenie musi być wina. Wina w naszej kulturze jest sprzężona z karą, wręcz kary wymaga - nieważne na jakim poziomie i w jakiej formie. Obok kary, jako odpowiedź na winę funkcjonuje zadośćuczynienie: i/albo. Kara albo zadośćuczynienie winę zmywają, odkupują, winny może żyć dalej z czystym kontem, już bez winy "aktywnej".

A czymże jest wina? Wina według słownika, to przyczyna czegoś złego, to też odpowiedzialność za zły czyn, albo postępek niezgodny z normami postępowania.

Wina obciąża człowieka moralnie, staje się dla niego czymś niewygodnym, czymś, czego chciałby się pozbyć. Rozwiązaniem jest poddanie się karze i/lub zadośćuczynieniu - wtedy naturalnie się z tej winy człowiek odciąża.


Wybacza pan poddanemu

Chrześcijaństwo wymyśliło inną metodę postępowania z winą: wykorzystuje winę dla wiązania ze sobą ludzi. Winny zrzuca swój ciężar poprzez spowiednika na swojego Boga, który przejmuje winę na siebie i odkupuje ją poprzez swoje cierpienie przebaczając winnemu, a ten w zamian oddaje mu swoją wdzięczność, poniża się, oraz okazuje posłuszeństwo i przywiązanie.

A co się dzieje, kiedy jeden człowiek drugiemu wybacza? Mówi mu: tak, ty zrobiłeś źle, jesteś zły, ale ja jako ten lepszy jestem tak łaskawy, że ci wybaczam. I co wtedy? Czy zostaje miejsce na karę lub chociażby zadośćuczynienie? Nie dostał odpowiedzi adekwatnej do swojego czynu, został potraktowany jak ktoś, kogo nie traktuje się poważnie. Zostaje bez kary, bez konsekwencji, za to z poczuciem niższości. Bo odpowiedzialność za winę wziął na siebie ten, który wybaczył. Ten, któremu zostało wybaczone zostaje z poczuciem niewyrównanej sprawy, co go wiąże z osobą, wobec której był winny. Jeśli w taki sposób konsekwentnie jedna strona uniemożliwia ponoszenie konsekwencji swoich działań drugiej stronie - w układzie takim będzie narastało napięcie. I nie jest istotne, czyją inicjatywą było wybaczanie.

W każdym więc kontekście wybaczanie wiąże się z poniżaniem tego, komu zostaje wybaczone oraz z tworzeniem się nierównej relacji.

Bert Hellinger tak mówi o wybaczeniu:

"Człowiek nie ma prawa wybaczać. Żaden człowiek nie ma prawa wybaczyć. Gdy ktoś prosi mnie o wybaczenie, wtedy przerzuca na mnie odpowiedzialność za swoją winę.

Dokładnie tak samo jest, gdy się ktoś przed kimś spowiada. Wtedy przerzuca na drugiego skutki swojego zachowania. Niektórzy spowiadają się psychoterapeutom. Gdy im na to pozwoli, bierze to na siebie i wtedy ma. Ale może się przed tym ochronić, jeśli powie: "Nie chcę tego wiedzieć". Przy przebaczeniu jest zawsze układ z góry na dół, który uniemożliwia równorzędny związek. Ale jeśli powiesz: "Przykro mi", jesteś partnerem. Wtedy masz swoją godność, i wtedy drugi może szybciej wyjść do ciebie, niż jeśli prosisz go o przebaczenie.

Hellinger mówi tu o bardzo ważnym aspekcie przebaczania - przebaczanie nie tylko wiąże ze sobą winnego i przebaczającego, ale też na stałe przypisuje wyższą rangę przebaczającemu. W ten sposób winny nie odpowiada w pełni za swoje winy, nie ma już możliwości zmierzenia się z ich konsekwencjami, bowiem przebaczający wziął je na siebie i teraz winny może mu być jedynie wdzięczny i oddany.

Dlaczego więc ludzie tak bardzo pragną, szukają i potrzebują przebaczenia?

Dlaczego uważają wybaczanie za akt szlachetny, pożądany i godny podziwu?

Może ludzie lubią się poniżać, lubią być zależni i związani? A może to tylko domena naszej chrześcijańskiej kultury, gdzie wybaczanie jest ważną funkcją chrześcijańskiego Boga, a ludzkie poniżanie się przed jego obliczem jest właściwą postawą.

Podobne przełożenie widać we wszystkich relacjach poddany - pan. Poddany sprzeniewierzał się woli pana, albo popełniał jakąś winę, a pan łaskawie mu wybaczał, albo nie. Wybaczenie dla poddanego często oznaczało jego "być albo nie być", stąd było tak bardzo pożądane.

Mam wrażenie, że obecnie pomimo braku sztywnej hierarchiczności w życiu społecznym (za wyjątkiem środowiska pracy) ludzie nadal mentalnie tkwią w poddańczym szukaniu przebaczenia, na zmianę z wywyższającym się za pomocą przebaczania innym.


"Radykalne Wybaczanie"

Jako że ten, który wybacza czuje się automatycznie lepiej psychicznie, bardziej szlachetnie itd. jakiś czas temu w kręgach New Age wykształciła się metoda zwana "Radykalnym Wybaczaniem". Z metodą związana jest cała ideologia która zakłada min. wiarę w "boski plan" rządzący ludzkim życiem, który określa wszystkie nasze drogi życiowe i doświadczenia i od którego nawet jakbyśmy chcieli nie możemy odejść (rodzaj przeznaczenia, losu). W przeciwieństwie do tzw. "ślepego losu" boski plan da człowiekowi szczęście jeśli tylko się człowiek mu podda, nie będzie z nim walczyć, ani też nie będzie walczyć ani żywić uraz w stosunku do innych ludzi. Ideologia ta głosi wybaczanie wszystkim i wszystkiemu, jako podstawową i niezastąpioną drogę do pogodzenia się z boskim planem. Na kursach Radykalnego Wybaczania uczy się ludzi że powinni wybaczyć całe zło, zaniedbania i pomyłki sobie, swoim rodzicom, oraz wszystkim ludziom których spotkali w swoim życiu - tym i w poprzednich (integralną częścią tej ideologii jest wiara w reinkarnację). Jeśli im się to uda i naprawdę wszystkim wybaczą będą wolni od poczucia krzywdy i odnajdą harmonię z boskim planem.

Zastanówmy się teraz jak ta metoda faktycznie oddziałuje na życie ludzi w nią zaangażowanych oraz jak ona rzutuje na ich relacje z otoczeniem.

Przede wszystkim od razu rzuca się w oczy, że metoda ta nie zakłada równowagi w kwestii wybaczania - nie uczy ludzi, żeby sami prosili o wybaczenie innych: tak jakby tylko inni tego wybaczenia potrzebowali. Trenerzy zapewne wytłumaczą, że jest to kwestia tego, że wszyscy są tak naprawdę doskonali, a wybaczanie jest techniką, dzięki której mamy to dostrzec. Jednak prawa psychologiczne nie dadzą się tak ładnie zbyć, a nasza nieświadomość, której każe się wybaczać bez proszenia o wybaczenie, utwierdza nas w przekonaniu o naszej wyższości nad wszystkimi innymi, którym wybaczamy, ponieważ - jak wcześniej zauważyłam - istotą wybaczania jest brak równości stron. W efekcie ludzie praktykujący RW często czują się lepsi od innych i co i rusz oznajmiają ludziom z otoczenia, że właśnie im coś zostało wybaczone, albo też z ideologicznego rozpędu pouczają innych o potrzebie wybaczania. Jedno i drugie może się spotkać z niezrozumieniem, albo nawet wrogością.

Wyobraźmy sobie, że mówimy komuś grzecznościowo "Przepraszam, ale nie mogę się z tobą spotkać w tym tygodniu", a on odpowiada "Wybaczam ci", albo inna sytuacja: jestem zła na współpracownika, ponieważ kolejny raz się spóźnił na spotkanie z klientem zewnętrznym, co w sposób oczywisty nasuwa podejrzenie, że nie jesteśmy firmą wiarygodną, a z boku słyszę komentarz "Powinnaś nauczyć się wybaczać". W obu sytuacjach wybaczanie znajdujemy jako zupełnie nieadekwatne, nic nie wnoszące, czy nawet irytujące. Pierwsza sytuacja jednak jest potencjalnie bardziej niebezpieczna, ponieważ mówiąc "wybaczam" podczas gdy druga strona o wybaczenie wcale nie ma zamiaru prosić, ani się nie czuje winna, stanowi całkowicie nieupoważnione poniżanie tej drugiej osoby. 

Przyglądając się tej metodzie oraz chrześcijańskiemu (a zwłaszcza katolickiemu) podejściu do winy i przebaczenia widzimy pewną symetryczność tych podejść. Katolicyzm poniża człowieka trzymając go w nieustającym poczuciu winy i utwierdzając go w przekonaniu, że tylko Bóg może ich z tego poczucia winy uwolnić, a twórcy RW dbają o dobre samopoczucie swoich zwolenników pokazując jak postawić się w pozycji niemalże... katolickiego Boga (poprzez poczucie wyższości wynikające z wybaczania wszystkim innym).


Pojednanie bez poniżania

No dobrze, ale pojawia się teraz pytanie: co zrobić, aby bez toksycznego uwikłania, wywyższania i poniżania rozwiązywać konflikty w duchu partnerskim, nie eskalować wzajemnych uraz i wrogości - krótko mówiąc: w jaki sposób wybaczać bez wywyższania siebie i przepraszać bez poniżania się? Czy przyjmując moje analizy i wnioski za prawidłowe jest to w ogóle możliwe?

Uważam że tak - możliwe jest pojednanie bez poniżania.

Kluczem jest uznanie autonomii każdego człowieka - wraz z jego prawem do popełniania błędów i ponoszenia konsekwencji własnych błędów. Dlatego uznanie prawa do popełniania błędu nie wiąże się to z usprawiedliwianiem - prawo do błędu zawiera w sobie również prawo do ponoszenia konsekwencji błędu.

Jeśli przyjmiemy, że każdy człowiek z nami włącznie, popełnia błędy, ale też jest w stanie się na tych błędach uczyć, a prawidłową relacją z innymi jest relacja partnerska - człowieka dorosłego z dorosłym (wg. analizy transakcyjnej) odkryjemy asertywne i pozytywne rozwiązania różnych konfliktów. Wtedy staje się możliwe, aby każdy błąd, "wina" był mądrym nauczycielem, wzmacniającym i rozwijającym zarówno tego, który ów błąd popełnił, jak i tych, których dotknęły jego skutki.


Marta "Zjawa" Goszcz



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)