Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 sierpnia 2019

Paulina Lucyna Danecka

Wybieram czucie, czyli moje sposoby na integrację emocji

Kategoria: Techniki rozwoju

Od ponad roku doświadczam zmiany, tak jakbym przekroczyła masę krytyczną moich blokad oraz oporu przed czuciem a wraz z nimi tego, że zalewają mnie cudze emocje, które nota bene nigdy nie są tylko cudze… Jeśli na coś reaguję, to coś takiego we mnie jest. I dlatego potrzebuję wiedzieć, co z tym robić, a czego nie. Rozpoznawać, stawiać granice i decydować, czy i w jakim zakresie chcę się tym zająć u siebie. I przede wszystkim: nie zajmować się tym za kogoś – nie brać na siebie i nie brać do siebie.

Emocje negatywne wciąż we mnie są – nieźle poukrywane. Są we mnie również nieodkryte jeszcze potencjały, czyli nagroda za integrację cienia. Te zaś (w postaci turbodoładowania energii, klarowności, nowych pomysłów oraz entuzjazmu) pojawiają się często tuż po ciemnej nocy duszy. Dlatego m.in. wybieram czucie.

INTEGRACJA EMOCJI – INTEGRACJA PROCESU

Dla opisu moich doświadczeń lubię używać słowa integracja. Zwłaszcza, że emocjonalnie trudne dni nastają u mnie ostatnio po intensywnym i dobrowolnie (chętnie wręcz!) odbytym warsztacie, w którym uczestniczę lub na którym asystuję. W trakcie warsztatu i w polu grupy trzymam się dobrze – proces ogarnia mnie kilka dni po emocjonującej, energetycznej pracy.

Kiedyś było inaczej – jako osoba wrażliwa/introwertyczka/empatka/Osoba Wysoce Wrażliwa, „brałam od ludzi” albo się do mnie „lepiło” – i byłam zła! Na ludzi i na siebie. Po co mi to? Nie chcę tak! Z tego powodu przez jakiś czas unikałam pracy w grupie, aż do cyklu treningów Synergy International, organizowanych m.in. przez fundację Olde Vechte, gdzie obserwując mechanizmy mojego bycia z ludźmi: brak asertywności oraz trudności z proszeniem o pomoc, uczyłam się jak być w grupie (a potem jak ją prowadzić) w zdrowy dla mnie sposób.

Cenne było też zrozumienie natury introwertyzmu, który może być darem, jeśli tylko wiem, jak troszczyć się o własną energię oraz potrzebę samotności (o czym piszą m.in. Susan Cain oraz Michele Chung).

ZWOLNIJ I POMÓŻ CIAŁU

Świat emocji mnie fascynuje, nie wyobrażam już sobie życia bez czucia. Dlatego kiedy nastaje trudny emocjonalnie czas, najpierw zwalniam i zajmuję się ciałem, żeby się nie zamykało i nie zakładało pancerza. Rozbrajaniu pancerza (m.in. de-armouring) poświęciłam już ponad dwa lata. Jest na to wiele sposób: masaż, taniec, ruch, rolfing, joga – i o metodach już pisałam.

Chciałam ciała rozbrojonego i wrażliwego, więc teraz czuję. I zdecydowanie wolę czuć i widzieć, co w cieniu śpi albo co się czai, niż żeby to się działo z poziomu nieświadomości – w formie „przeznaczenia” czyli zewnętrznych zdarzeń. Bo to w końcu moje. I w pewnym sensie nasze.

PRACA Z GRUPĄ, CZYLI Z LUSTRAMI

Tak, chcę mieć doświadczenia pracy z grupą oraz pracy z emocjami na głębokości – jak podczas kursu z ustawień systemowych/konstelacji rodzinnych metodą Hellingera albo na warsztatach szamańskich. Dzięki nim uczę się energetycznego rozpoznawania i stawiania granic – tego, że coś może być zarówno moje jak i nie moje. Umiejętność rozpoznawania, co jest moje, a co współprzeżywam z kimś (albo co od kogoś biorę – choć to już rzadziej) pomaga utrzymać wewnętrzną równowagę oraz dowodzenie.

Jeśli współprzeżywam, to znaczy, że emocje tej osoby dotykają też czegoś mojego – czasem niebezpośrednio i naokoło. Rzadko jest tak, żeby „opętało” mnie coś zupełnie oderwanego od mojej historii i żebym nie wiedziała, co z tym zrobić, czyli jak to zintegrować. Skoro się pojawiło, to znaczy, że była we mnie na to przestrzeń. A przestrzeń była, bo mogłam być mało skupiona, uważna albo spójna i weszło sobie. Lub sama chciałam komuś/sobie pomóc, często nieproszona. No to mam.

Po kilku/kilkunastu dniach przeważnie wiem, co i po co się manifestuje. Kryzys jest tym, w czym jestem pomiędzy – wtedy, kiedy NIE WIEM co zrobić i tekst ten piszę właśnie dla takich wtedy oraz dla osób, które szukają inspiracji. Wiedząc, że inspiracje nie zastąpią odpowiedzi własnej intuicji.

DAJ SOBIE CZAS I SPOKÓJ

Zacznij od wyłączenia telefonu i Wi-Fi, od długiego spaceru, sauny i kilku nocy długiego snu. Pomocne może być też obsydianowe jajko, o którym piszę w artykule „Cienia się boisz?!” Poza tym owoce – dużo słodkiej i lekkiej energii. Smaczne jedzenie – takie, które podnosi na duchu i sprawia przyjemność. Czasem więcej tłuszczu – np. olej kokosowy i oliwa z oliwek. W niektóre dni również comfort food, nawet jeśli oznacza on słodycze, fast foody czy mięso. Nie za długo, bo ciało będzie przeciążone i detoks sauną gorzej będzie działał. Ale jeśli ciało wyraźnie prosi i jeśli to pomaga – tak. A jeśli dzień jest neutralny, wtedy wracam do zdrowszej diety, bo na dłuższą metę to działa lepiej.

Możesz też zacząć od zaprzeczenia: „nie mam czasu” oraz „nie teraz”, ale wtedy najprawdopodobniej potrwa to dłużej i może doprowadzić do blokad, czyli nieczucia.

POSŁUCHAJ INTUICJI

Przede wszystkim zaś zacznij od zadania pytań własnej intuicji, niczym zawodowy coach: O czym to jest? Dlaczego? Po co? Jak mogę sobie pomóc? oraz o pozostawieniu czasu, przestrzeni i jakościowej ciszy bez bodźców – żeby usłyszeć odpowiedź. Kiedyś się pojawi…To ostatnie jest często najtrudniejsze, jeśli lubię wiedzieć szybko i załatwiać sprawy raz-dwa-trzy. Jeśli dopadnie (lub pobłogosławi, bo wolę na to patrzeć w ten sposób) Cię długi kryzys, to próba szybkich i siłowych rozwiązań z umysłu będzie tylko pogarszać sprawę.

Czasem pomaga nazwanie uczuć po imieniu – w pisaniu albo rozmowie z kimś bliskim. Najlepiej z kimś, kto nie będzie chciał słuchać ofiary w Tobie i kto nie zgodzi się na taką pełną win i oskarżeń narrację – na powtarzanie historii zranienia, która sprawia, że negatywności przybywa. Ważne też, żeby mówienia pojawiło się równolegle z troską o ciało i stosowaniem techniki uwalniania – nie zamiast.

TECHNIKA UWALNIANIA

O sztuce uznawania i odpuszczania emocji opisanej w książce Hawkinsa „Technika uwalniania” pisałam już kilka razy – teksty te możesz odnaleźć na blogu. Dlatego w tym miejscu tylko krótka wzmianka, bardziej o tym, czym uwalnianie nie jest.

Uwalnianie nie jest wyrażaniem emocji ani ich przeżywaniem. Uwalnianie jest czuciem emocji w ciele – takimi, jakie się pojawiają, bez snucia historii na ich temat czy przywoływania i „wałkowania” bolesnych wspomnień. Oczywiście bywa tak, że jakaś emocja odzywa się właśnie w reakcji na historię/słowo/melodię – coś ją uruchamia. Moim zadanie jest wtedy zostać z odczuwaniem na poziomie ciała, nie zaś udawać się do krainy wspomnień i resentymentu a wraz z nimi nakręcać spiralę myśli. Ponieważ myśli są jak chmury – kłębią się i pozbawiają umysł klarowności. I jeśli tylko im pozwolę i zajmę się snuciem historii – czucie zejdzie na dalszy plan. Proces zaś zdominuję mentalna masturbacja.

Piszę o tym tak ostro, ponieważ są sytuacje w których niewytrenowany, małpi umysł oraz ego naprawdę nie pomagają. Zdarza mi się zapuszczać w te rejony i uczę się mówić moim myślom: Ja tu dowodzę: teraz cicho. (albo s***cie, choć to rzadziej). Hawkins pisał, że nasze ego to mały, głupiutki miś – nie warto się na niego złościć, warto natomiast wytłumaczyć, kto decyduje.

TO TWOJE – TO MOJE ORAZ ĆWICZENIE Z USTAWIEŃ SYSTEMOWYCH

Z mojego doświadczenia pomaga przyjęcie pozycji, w której przyjmuję emocje – bo emocje będąc częścią mnie, są moje oraz kiedy mówię: Ja tu dowodzę… Ja tu dowodzę! Ja tu dowodzę. Tak długo, aż sama w to uwierzę i poczuję.

Mogę napisać na 5 kartkach 5 emocji; złość, strach, smutek, radość i obrzydzenie (nie zapominajcie o tym ostatnim!) oraz ułożyć je na podłodze, w przestrzeni, a potem stanąć między nimi – zająć pozycję, w której to „Ja dowodzę” i poczuć się z nimi – zobaczyć i uznać wszystkie. Można też stanąć na każdej z nich i poczuć, jak to jest być tą emocją i jak świat wygląda z tej perspektywy. To jedna z metod ustawień systemowych i ma wiele wariantów. Używana jest również w terapii Gestalt. Zagadnienie emocji dobrze i dziecinnie ciekawie obrazuje kreskówka „W głowie się nie mieści”.

Emocje są moje i dla mojego dobra oraz dla dobra mojego ciała chcę je czuć. Hawkins szczegółowo i rzeczowo wyjaśnia, dlaczego to nie ktoś nas denerwuje, tylko to my mamy w sobie złość. Podobnie nie ktoś nas zasmuca, tylko jego zachowanie uruchamia smutek, który już w nas jest. Po więcej odsyłam Was do książki oraz do podstawowych założeń komunikacji bez przemocy (NVC).

CISZA, JA I CZAS

I jeszcze morze! A może przede wszystkim morze? Tak się składa, że w szóstym roku numerologicznym dane mi było i dałam sobie dużo czasu nad morzem – świadoma, że ten rok jest o harmonizowaniu systemu (zarówno nerwowego jak i rodzinnego). Dałam też sobie prawo do tygodni w samotności. Do tygodni bez Internetu, do nie odzywania się do ludzi i do trwania w „nie wiem”.

Jestem sobie wdzięczna, że potrafię stworzyć warunki łagodzące i że dalekie jest mi podejście: teraz cierp! Teraz czuj – tak. Również ból – tak. Ale bez dodatkowego umartwiania się okolicznościami. Jeśli tylko mogę, to jadę na łono natury – nad morze albo do lasu. Gdzie można wypłakać i wykrzyczeć wszystko to, czego już nie potrzebuję. Uznać, uwolnić, odpuścić i otworzyć się na radość i miłość.


komentarze

1. Dziekuje za ten... • autor: Biurovs2019-09-03 08:16:40

Dziekuje za ten tekst😊🙏

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)