Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 marca 2017

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Wymienność
Czyli o psach, kotach i kokardkach

Kategoria: Twórczość

« Zaułek czołgających się nietoperzy Kasowanie siebie »

         Z przyjaciółmi nie boimy się wymieniać informacjami. Wiedzą o nas rzeczy, które ukrywamy przed innymi. To wyraz naszego zaufania do nich i wyzbycie się obawy, że wykorzystają je przeciw nam. Także i wiara, że nasz obraz w ich oczach nie straci przez świadomość, że nie jesteśmy do nich we wszystkim podobni – w trybie życia, poglądach, obawach i ich charakterach. Co zrobić jednak z ludźmi, których uważamy za przyjaciół, a którzy nie mówią nic o sobie? Zaprzestać przyjaźni czy dopytać o sprawy dotychczas nam nieznane? A jeśli ich doświadczenia tak bardzo są odmienne od naszych, że nie wiemy nawet nic z ich życiorysów? Czy może zbyt wcześnie uznaliśmy ich za przyjaciół? Czy też idąc po linii najmniejszego oporu chcemy po prostu komuś wierzyć? A może to do nas należy nieustanne przyglądanie się im i wyciąganie wniosków z naszych spostrzeżeń, wybieganie naszymi myślami naprzeciwko nim?

         Nie każdy chce wchodzić w mroczny świat drugiego człowieka, a jeżeli nawet weń wejdzie to formułuje wobec siebie warunki, na jakich to zrobi. Chętnie wszedłby w tę jego część, która nie popsuje jego humoru, pominął zaś resztę w której czuje się niekomfortowo. Także wieczne odgadywanie, gdy ktoś nam w tym nie pomaga, staje się nużące. Jednak nie zawsze przyznaje się do tego przed sobą, łatwiej bowiem obwinić drugą stronę, że żyje w swoim świecie i za nic ma jego wrażliwość. To jest jak przeciąganie liny — i wówczas gdy napięcie przerodzi się w akcję, przyjaźń się kończy.

         Są jednak istoty tak nieszczęśliwe, że za przyjaciół uznają każdego, kto choć w jednej sprawie ma zbieżne z nimi zdanie. Czasem wydzwaniają, piszą do nich rozpaczliwe maile, gdzie emocje zaburzają możliwość wyartykułowania swojego nieszczęścia, jakby tylko oni jedyni na całym świecie mieli problemy i jakby przyjaciele istnieli wyłącznie po to, żeby zajmować się ich sprawami. Czasem tylko zadadzą formalne, niecierpliwe pytanie: a co u ciebie? Po to, żeby usłyszeć: nic specjalnego — i wrócić na swoje tory, z których w istocie rzeczy nawet na chwilę nie zjechali. Ja nigdy nie czuję się na siłach takiemu komuś opowiadać o swoich sprawach. Żal mi ich, ale też czuję niechęć, choć wychowana w innych czasach, nie przyznaję się do niej, póki ktoś nie przeciągnie struny.

         A co z nieprzyjaciółmi? Teoretycznie rzecz biorąc powinno być nam obojętne, co o nas wiedzą, jeśli nie mają możliwości wykorzystania tej wiedzy przeciwko nam. Tego jednak nigdy nie jesteśmy pewni, Rzadko także „miłujemy nieprzyjacióły swoje”, rzadko też im wierzymy. Czy dlatego, że po prostu nie chcemy im wierzyć, bowiem są naszymi nieprzyjaciółmi.

         Gdzieś pośrodku naszych problemów z prawdziwymi i nieprawdziwymi przyjaciółmi lokują się przywiązania do domowych zwierząt. Niemniej zazwyczaj są one jaskrawym odbiciem tego co dzieje się między ludźmi. Posiadamy więc je po to aby kochać (lub odczuwać to, co za miłość uważamy), albo absolutnie nad nimi dominować, rządzić i pokazywać im ich miejsce.


         Zastanawiając się nad tym, co leży u źródła nie zawsze sensownej miłości do domowych zwierzątek, trzeba sięgnąć do historii. W czasach, gdy byłam dzieckiem, nikt specjalnie nie kochał kotków i piesków. W zasadzie była tylko jedna grupa uczuciowo głęboko związana z pokojową zwierzyną – starsze, samotne panie, wdowy lub tzw. „stare panny”, bezdzietne, niemające kogo obdarzyć uczuciami, wypełniającymi ich zazwyczaj nazbyt obfitą klatkę piersiową. Reszta społeczeństwa, nawet posiadająca udomowione zwierzaki, traktowała je nie jako obiekt uczucia, a pożyteczne stworzenia, bo przywiązują się do właściciela, strzegą jego i jego dobytku i nie trzeba się specjalnie nimi przejmować, jak rodziną: żoną i dziećmi na przykład. Kochało się lub lubiło ludzi. Także pokojowych piesków i kotków było mniej, liczyło się to, że wymagają pewnych starań i ponoszenia kosztów. Nikt oczywiście nie słyszał o takich fanaberiach jak specjalne cmentarze dla zwierząt z całą ich oprawą, pogrzebami, kondolencjami dla właścicieli i tak dalej.

         To były inne czasy. W pociągach, pekaesach i miejskich autobusach ludzie rozmawiali ze sobą, zwierzali się ze spraw rodzinnych i uczuciowych, użalali się i skarżyli na zły los. Jedynie nikt nie rozmawiał o polityce (szeroko rozumianej), bowiem nie było to bezpieczne. Tylko tę jedną kategorię zwierzeń można było przeciw komuś wykorzystać. Cóż mógł zaszkodzić przypadkowy rozmówca z pociągu, nie znający nazwiska, imienia ani adresu? Mógł być dobrym słuchaczem, ciekawym życiowej historii i tyle. Nie budziło większego zainteresowania nawiązywanie rozmów z nieznajomymi.

         Stopniowo czas ten przemijał i gdy byłam już dorosłą kobietą, ten zwyczaj zanikał. Może tylko czasem trafiał się jakiś odmieniec, epigon dawnych czasów, na którego patrzono z ironią i raczej wstydzono się nawiązywać z nim rozmowę, żeby nie zarazić się śmiesznością. Skoro chce, niech opowiada sobie coś w próżnię, ja tam nie będę reagować. Echem tamtych czasów było moje opowiadanie „Kosmitka” o dziewczynie, która zaczęła śpiewać w pociągu.

         Zwierzę ma pewną wyższość nad ludźmi. Nie skomentuje twoich opowieści, które wygłaszasz wobec otoczenia, nie obrazi się, gdy wysłuchawszy homilii na dzień dzisiejszy, wepchniesz się ze swoją nieproszoną radą czy komentarzem, nie odpysknie, że wygłaszasz ją nie po to, żeby cokolwiek miał do powiedzenia w tej sprawie. Masz cicho siedzieć i słuchać, bo pan/pani mówi. Jest więc przyjacielem idealnym. Potrafi nawet okazać zrozumienie człowiekowi, choć kto go tam wie, co naprawdę sobie myśli. Wasze stosunki są proste i zrozumiałe — ty dajesz mu jeść, on cię słucha i kocha. Jaka przewaga nad niewdzięczną rodziną i dziećmi, którym trzeba różne rzeczy tłumaczyć i przestrzegać pewnych standardów zachowania, a w ogóle raczej należy z nimi od czasu do czasu rozmawiać!

         Jednak czasami, niespodziewanie można się uwikłać w tę z pozoru bezproblemową miłość. Zwierzęta, jak i ludzie, kiedy wyczują jak daleko mogą się posunąć, potrafią człowieka zdominować.

         Tak jakoś mam, że i zwierzęta i dzieci traktuję jak ludzi. Nikogo z nich nie kocham ot tak sobie za nic, jednych lubię bardziej, innych mniej, a wszystkich traktuję jak równych sobie, na swój sposób rozsądnych i myślących. Jestem daleka od czułostkowości, nazywanej miłością do zwierząt. Może więc jaśniej widzę to wszystko, co naprawdę nas z nimi łączy. I przyznam się, nie każde dziecko w moich oczach jest milusińskie, nie każde zwierzę pieszczoszkiem. Obserwując niedawno małe, prawie identyczne kotki doskonale nauczyłam się odróżniać je po zachowaniu i charakterkach, byłam też świadkiem jak powoli zdominowały swoją panią i wierzcie mi, to wcale nie był miły widok. Widziałam też pełne przemocy zachowania starej kocicy, którą zdjęto z piedestału, jej mściwość i gwałt wobec małych. Świat w istocie się nie zmienił z tego powodu, że kotami zastąpiono ludzi, tylko ludzie, zniżając się do zwierząt, czują się lepiej. Ale czy to, co otrzymują, jest naprawdę tym, czego pragnęli?

         Zawsze jednak można kotu zawiązać kokardkę, a pieska ubrać w kubraczek. I wierzyć, że ten czy inny strój mu się podoba i jest nam za niego wdzięczny doceniając nasz dobry gust.

         Czasami (o zgrozo!) przychodzi mi do głowy, czy przypadkiem strojenie lalek przez dorosłych ludzi nie jest pozyskiwaniem sobie nowej kategorii przyjaciół, jeszcze bardziej milczących i jeszcze mniej kłopotliwych.



« Zaułek czołgających się nietoperzy Kasowanie siebie »

komentarze

1. Dziękuję ... • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 07:21:35

Czy można w takim razie zaryzykować założenie, że zawsze ludzie którzy otaczają się zwierzętami (od razu mam ekstremalne przykłady przed oczami kobiet, którym podrzucane są zwierzaki a one nie mają serca się ich pozbyć i ich dom zamienia się w nieformalne schronisko) to ludzie unikający innych ludzi? W tekście odczytałem jak gdyby pogląd, że tacy ludzie "obniżają" swój poziom do świata zwierząt. To "obniżenie" mnie intryguje ponieważ z góry zakłada, że ludzie są "wyżej"? A co jeśli tacy ludzie z powodu swej wrażliwości nie mogąc odnaleźć się w świecie stosunków społecznych naturalnie przechodzą (a nie schodzą) do świata zwierząt? Pozdrawiam i dziękuję za podzielenie się swoimi przemyśleniami.
[foto]

2. Postęp w robotyce • autor: Wojciech Jóźwiak2017-03-09 08:27:53

Postęp w robotyce sprawi, że wkrótce będą robione i sprzedawane sztuczne zwierzątka zabawowe, robo-pets, równie wdzięczne i mające szeroką gamę zachowań jak koty, psy lub pandy (pandokształtym robopetom wróżę wielką przyszłość!), a przy tym niekłopotliwe, bo nie jedzące ani nie wypróżniające się oraz wyłączalne pilotem. Rychło zostaną połączone z botami do konwersacji (które zostaną wyprodukowane w osobnym ciągu wynalazczym), więc ze swoim e-zwierzęciem będzie można sobie ucinać pogawędki.
Przewiduję wielki rozwój tej gałęzi przemysłu!
Także w celach edukacyjnych i dla słusznego zajęcia dzieci i zamortyzowania ich wielkiej energii.
[foto]

3. Obniżanie • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-03-09 08:30:21

Ja pojęcie "obniżania swego poziomu do świata zwierząt" rozumiem nieco inaczej, choć oczywiście nie jest to dobre określenie, nieobiektywne, stosowane z punktu widzenia przeciętnego człowieka; przeciwnie w swoim tekście wskazuję nawet na pewną wyższość w niektórych sprawach zwierząt nad ludźmi. Chodzi jednak o bariery w komunikacji. Światy zwierząt i światy ludzkie tylko w części zakresów pokrywają się. Zwierzęta inaczej widzą, choć patrzą na to samo, co my, zwłaszcza jeśli chodzi o problemy egzystencjalne. Do części ich odczuć nie jesteśmy w stanie dotrzeć, a z moich obserwacji wynika, że nawet nie próbujemy. I to, paradoksalnie, pociąga wielu ludzi w kontakcie z domowymi zwierzątkami - uważają je za mniej skomplikowane, pozbawione wydziwiania i niepotrzebnych spekulacji. W istocie nigdy do końca nie zrozumiemy świata wewnętrznego zwierzęcia, jak ono nie zrozumie naszego, bowiem i ono i my opieramy się na obserwacji zewnętrznych przejawów zachowania, a to stanowi poważne ograniczenie. Weźmy za przykład ludzkie zamiłowanie do literatury - co może o tym wiedzieć domowe zwierzę widzące przedmiot brany przez człowieka do ręki, książkę lub czytnik? Zapewne więc i w świecie zwierzęcia istnieje coś czego my nie pojmiemy, jeśli zachowanie zwierzęcia nie wskaże nam drogi.

4. Jeszcze o niezrozumieniu pomiędzy gatunkami ... • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 09:47:33

To niezrozumienie, czyli że "Zwierzęta inaczej widzą, choć patrzą na to samo, co my, zwłaszcza jeśli chodzi o problemy egzystencjalne." jest ogólniejsze w moim pojęciu. Nie trzeba wychodzić poza ramy gatunku aby mieć na to liczne przykłady. Ludzie między sobą się nie rozumieją, mają różne podejście, rozumienie do np. literatury - są tacy, którzy wręcz nie mogą się obejść bez czegoś do czytania, są również i tacy, którzy nazwą to "stratą czasu". Jakże różnie ludzie widzą, rozumieją problemy egzystencjalne - potwierdza to wielość konfliktów. Twierdzę, że nie problemem jest fakt, że jesteśmy z innego gatunku i dlatego się nie rozumiemy, lecz z posiadania lub nie postawy chęci poznania jak "Ty to " widzisz, czujesz, odbierasz. Ta chęć może wystarczyć do tego żeby zacząć postrzegać daną sytuację czy zjawisko przez pryzmat percepcji tej drugiej strony. Przecież z ludźmi jest tak samo, czasami wystarczy "wejść w buty" tej drugiej osoby aby zrozumieć jej intencje. Dla mnie przykładem komunikacji "pomiędzygatunkowej" jest to co robi Anna Breytenbach w swoich doświadczeniach ze zwierzętami - jest to mega otwierające doświadczenie prowadzące do postawy komunikowania się ze wszystkim ... nawet z kosmitami :-)

5. Odnośnie postępu w robotyce ... • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 09:59:55

Tak, na tym polu mamy do czynienia z niewiarygodnym wręcz postępem, zarówno samej technicznej strony jak i sztucznej inteligencji. Całe szczęście, że jeszcze stosuje się pojęcie "sztuczna inteligencja" i oddzielnie traktuje od inteligencji, ponieważ mam wrażenie, że coraz częściej promuje się tu i ówdzie hasła "superinteligencji" czyli połączenia biologi mózgu, który uważany jest przez oficjalny nurt naukowy za siedzibę ludzkiej inteligencji z różnymi technicznymi implantami, które mają usprawnić efektywność samej inteligencji. Na razie widać to w filmach s-f, ale jak często okazywało się, że to co widzieliśmy jakiś czas temu na ekranach jako fikcję po jakimś czasie stawało się faktem. Jak to mawia mój dobry znajomy "warto oglądać takie filmy ponieważ może to być tuba przepowiadająca to co niedługo wydarzy się w naszej rzeczywistości, może to być łagodna forma przygotowywania społeczeństwa do "nowego"". Odnośnie zabawek dla dzieci i w ogóle wizji takiego świata - warto obejrzeć film Spilberga "AI" czyli "Sztuczna Inteligencja".
[foto]

6. Upierałabym się • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-03-09 10:19:28

Upierałabym się przy tym, że pewne doświadczenia gatunkowe są niemożliwe do przełożenia na nasze zrozumienie. Wróćmy do czytania książek jako przykładu. Tak, niektórzy ludzie oczywiście nie rozumieją przyjemności z czytania, wiedzą jednak, że książka to nie przedmiot jak każdy inny, ale coś, co zawiera dodatkowy ukryty czynnik - treść - i że w przyjemności z czytania o treść tu chodzi, a nie o trzymanie przedmiotu w rękach, zwłaszcza, że niekoniecznie musi to być książka. Tego wszystkiego nie zrozumie zwierzę. Może odebrać gamę emocji człowieka czytającego książkę, ale nie pojmie związku jaki zachodzi między konkretnym tekstem. a jego czytelnikiem. Podobnie jest zapewne i ze zwierzętami, do pewnych ich myśli nie dotrzemy nigdy - doświadczalnie możemy się jedynie do nich przybliżyć. Co do tzw. "sztucznej inteligencji" - to już całkiem coś innego. To zawsze będzie nieco gorsza niż oryginał kopia człowieka - skażona myśleniem ludzkim, z ograniczeniami narzuconymi także tym myśleniem (wszelkie zabezpieczenia i blokady umyślne i nieumyślne).

7. Ja nie chcę się upierać ... • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 11:05:14

... dążę tylko do przedstawienia swojego punktu widzenia aby być zrozumianym. Widzę tutaj pewne założenie, że "pewne doświadczenia gatunkowe są niemożliwe do przełożenia na nasze zrozumienie" Założenia nas ograniczają z definicji, jeśli ktoś coś zakłada, ogranicza rzeczywistość do konkretnych warunków i nie bierze pod uwagę wszystkich. Jeśli zakładający jest otwarty na inne lub szersze warunki jego percepcja się zmienia, jest już inna. Oczywiście, że zwierze nie może przeczytać książki, ale czy na pewno nie może przeżyć podobnego lub bardzo podobnego odczucia emocji, które pojawia się u człowieka po przeczytaniu jakiejś treści. Jeśli odłożyć na bok narzędzie a przyglądnąć się efektowi - śmiem twierdzić, że zwierzęta przeżywają takie same emocje, natomiast wywołujące je stymulanty z pewnością odbiegać będą od siebie nawzajem. Podsumowując, jeśli doświadczeniem gatunkowym jest czytanie książki - oczywistym jest, że tylko człowiek może ją przeczytać i takiego doświadczenia zwierzę - o ile nie nauczy się samo czytać :-) lub nie zostanie tego nauczone - nie jest w stanie przeżyć. Twierdzę tylko, że pomimo różnic w wyglądzie świat emocji ludzi i zwierząt nie różni się tak bardzo o ile w ogóle.
[foto]

8. Emocje • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-03-09 11:25:16

Człowiek to nie tylko emocje, to także spekulacje, rozumowanie, wiązanie wydarzeń i wyciąganie wniosków. Do części - jak wskazują doświadczenia - możemy dotrzeć, ale nie do wszystkich, a na pewno nie jesteśmy w stanie ująć ich w całym skomplikowaniu i różnorodności. Zwierzęta nie dysponują naszym aparatem doświadczalnym (choć może mają inne) i dlatego nie są w stanie dotrzeć do wszystkich aspektów człowieczeństwa (jak my zwierzęcości). Przywykliśmy sądzić, że emocje w człowieku są najistotniejsze, ale to nieprawda, chociaż ten pogląd tkwi u źródeł zachowań wielu osób, także i tych przelewających swoje ludzkie uczucia na zwierzęta, zamiast na ludzi. Emocje ograniczają w pewnym sensie człowieczeństwo człowieka, wiążąc go ze światem biologii a ignorując świat intelektu. Oczywiście proporcje zmieniają się na różnych etapach życia - w młodszych egzemplarzach tkwi więcej emocji, w starszych nieco więcej myślenia - na ogół rzecz biorąc - ponieważ wachlarz przeżytych emocji może być znacznie większy i doświadczalnie lepiej poznany. Co nie wyklucza, że osobnicze zachowania mogą być odmienne. 

9. ... cd • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 11:46:55

"Człowiek to nie tylko emocje, to także spekulacje, rozumowanie, wiązanie wydarzeń i wyciąganie wniosków. Do części - jak wskazują doświadczenia - możemy dotrzeć, ale nie do wszystkich, a na pewno nie jesteśmy w stanie ująć ich w całym skomplikowaniu i różnorodności." - w tym miejscu pozwolę się nie zgodzić, a dokładnie z założeniem, że do części emocji nie możemy dotrzeć. Możemy dotrzeć do każdej emocji jaką żeśmy dotychczas przeżyli. Z drugiej strony nie można przeżyć emocji "na zawołanie", na zasadzie "chcę poczuć emocję związaną z byciem porzuconym". Można ją przeżyć autentycznie doświadczając tego właśnie doświadczenia a później można bez końca wracać do takiego przeżytego doświadczenia i "odpalać" związaną z tym emocję. Kwestia "Przywykliśmy sądzić, że emocje w człowieku są najistotniejsze ..." jest zrozumiała przez kontekst intensywności z jaką przeżywamy emocje, przeżywamy je całym sobą, całym swoim ciałem, każdą komórką - dlatego taką rangę dajemy emocjom. W życiu chodzi chyba raczej o równoważenie emocji, intelektu i ... ducha. Pozdrawiam ciepło :-)
[foto]

10. Pisząc zacytowane zdanie... • autor: Katarzyna Urbanowicz2017-03-09 13:15:00

Pisząc zacytowane zdanie miałam na myśli, iż nie jesteśmy w stanie dotrzeć do wszystkich przejawów intelektu konkretnego człowieka. Ale nie jesteśmy też w stanie dotrzeć do wszystkich jego emocji. Po pierwsze dlatego, że nie zawsze umiemy je rozpoznać, po drugie, że rozpoznajemy uproszczone rodzaje emocji i ich proste mieszanki. Istnieje powiedzenie, że to co nienazwane, nie istnieje. Osobiście poświadczam, iż są w nas emocje, których nie jesteśmy w stanie nazwać i określić. Skoro nasze własne emocje bywają dla nas tajemnicą, cóż dopiero mówić o emocjach drugiego człowieka a jeszcze bardziej zwierzęcia. Rozpoznajemy proste: strach, gniew, miłość, lubienie, uniesienie religijne lub seksualne itp ale nie rozpoznajemy tego, czego nie umiemy nazwać. Oczywiście są ludzie, którzy umieją wszystko nazwać, czego doświadczają, ale zawdzięczają to raczej nie swojej złożoności czy biegłości językowej, ale prostocie i braku wyrafinowanych doznań. Można podać tu przykład kogoś głodnego i konesera potraw czy win. Ja na przykład nie zrozumiem doznań i rodzajów smaków tegoż konesera, chociaż w sprawie uczuć (nazywanych ostatnio niby naukowo emocjami) mogę się wypowiadać chociażby z pozycji czytelnika książek. Dlatego też uważam, że nasze uczucia i myśli są zrozumiałe dla innych tylko po części - i to tej najbardziej rzucającej się w oczy. Zmiana używanych terminów na naukowe lub naukawe służy upraszczaniu zjawisk, co nie oznacza iż są one tak proste, że we wszystkim rozpoznawane.

11. Wniosek z tego taki, że ... • autor: Nierozpoznany#60772017-03-09 16:49:13

w przypadku samorozwoju raczej warto się przyglądać swoim własnym odczuciom, uczuciom, emocjom, (przy czym proces poznawania trwa nieprzerwanie) niż innych. Dopiero kiedy poznamy dokładnie siebie możemy - o ile mamy taką potrzebę - poznawać innych. W odwrotnej sytuacji będzie to tylko karykatura poznawania innych lub tworzenie swojego własnego matrixa.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)