Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 września 2013

Bea Chorąży-Lech

Wyprawa nad Bajkał

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: podróżeregionySyberiaszamanizmzakopywanie

Na zdjęciu u góry: Autorka przy Skale Szamanka.


Bajkał wzywał mnie od lat. Jeszcze w dzieciństwie czytając książkę „Atlantyda i Agharta” W. Montyherta, byłam oczarowana magią i tajemnicą, ponieważ właśnie w najgłębszym jeziorze na Ziemi, autor umieścił jedno z wejść do tajemniczej krainy Agharty.

W drodze do Mongolii, kilka lat temu widząc przez okno pociągu bezmiar bajkalskiej wody, przyrzekłam sobie w duszy, że tu wrócę, a jednak kiedy Aina zaproponowała mi wyjazd z polską grupą na organizowaną przez nią wyprawę, wydawało mi się to dalekie i prawie nierealne. Gościła u nas w Trzech Źródłach z warsztatami i zapamiętałam naszą rozmowę, Aina powiedziała mi: „zobaczysz, odrodzisz się w wodach Bajkału”. Poczułam to w sobie wtedy i wewnętrznie podjęłam decyzję, ponoć to jedyna rzecz, jaką robimy świadomie, resztę zawdzięczamy podświadomości.

Chociaż wątpliwości i przeciwności było wiele, to 23 lipca [2013] w okolicach pełni ruszyliśmy polską grupą do Moskwy i stąd koleją transsyberyjską do Irkucka. Wsiedliśmy w Moskwie do pociągu 24 lipca, wysiedliśmy 28. Było dość czasu na przemyślenia i rozmowy.


Bajkał
Cała mapa tu: Karte_baikal2.png


Podróż ma dla mnie wymiar symboliczny, obserwuję co wydarza się po drodze, jakich ludzi spotykam, wszystko to mówi mi w jakim miejscu na swojej „drodze” jestem. Z tego też powodu podróżniczka i podróżnik postrzegają otaczającą go rzeczywistość przez bardzo indywidualne okno duszy, na bardzo konkretnym etapie. I tak dotarło do mnie, że skoro mam się odrodzić to najpierw trzeba umrzeć.

W trakcie podróży przyszła do mnie wiadomość o śmierci mojej ukochanej suki Maxi. Byłam wstrząśnięta i przekonana, że śmierć, nie tylko symboliczna może mnie spotkać.


Znaki pojawiały się przeróżne, tym razem droga dla mnie była ciężka, nie czułam się tym zaskoczona, ponieważ tematem warsztatu, na który jechaliśmy już polko-rosyjską grupą, była „Moc Rodu”, czyli praca z energią Przodków. Ze znanej mi historii rodziny wiem, że trzy osoby przeżyły zesłanie, a dziadek uciekł z transportu. Myślałam o tym, że mogli jechać dokładnie tą samą drogą, na pewno w innych warunkach.


Bajkał
Syberyjskie chatki


A tu za oknami życie, małe drewniane domki i brzozy. Zadziwia mnie to, że cała Syberia to małe drewniane domki, które wyglądają jak letniskowe, a ludzie w nich przeżywają tak niskie temperatury i długie zimy.


Bajkał
Ja i Bajkał


Na wyspę Olchon dotarliśmy już całą grupą, zabierając po drodze resztę uczestników z lotniska. Przywitał nas krajobraz surowy, jakże daleki od bujności zieleni mojego miejsca pod lasem w Trzech Źródłach! Górzyste, suche przestrzenie, porośnięte skąpo trawą, modrzewiowe lasy i piękno lazurowej wody, wszystko to od razu objęło mnie w mocnym uścisku, jeszcze nie rozumiałam jakim, ale respekt dla tej krainy mieszał się we mnie ze wzruszeniem.


Nasz pierwszy zachód słońca i pierwsze spotkanie, na które przeszliśmy przez duchowe wrota do świętej przestrzeni, płacąc po drodze Duchom strażnikom. Duchowe wrota to trzynaście słupów postawionych dawno temu przez trzynaście buriackich rodów. Pełniły kiedyś funkcję pali do przywiązywania koni, kiedy spotykano się tu, niedaleko świętej Skały Szamanki, na naradach. Z czasem słupy zaczęły wyznaczać obszar sacrum i profanum, a przejście między nimi należy potraktować z szacunkiem i najlepiej z ofiarą dla Duchów tej przestrzeni, kładąc na kamieniach monety lub słodycze.


Bajkał

Bajkał
Wrota do świętej przestrzeni


Poczuliśmy więź i zapowiedź dobrego czasu, kiedy każdy opowiedział o sobie, a energia zaczęła łagodnie płynąć. Zaskoczyło mnie to z jakim szacunkiem i zrozumieniem odniosła się rosyjska część grupy do faktu, że Syberia dla Polaków ma szczególne znaczenie z uwagi na naszą historię.

Aina opowiadała o Szamance, niezwykłej skale, gdzie ona sama przechodziła inicjację pod okiem swojego nauczyciela. Przekazała nam instrukcje i poradziła w jaki sposób można odwiedzić Szamankę, jedno z najsilniejszych miejsc mocy, które czasem zaprasza, a czasem nie wpuszcza osób do siebie. W skale znajduje się pieczara, na jej ścianach wewnątrz odkryto napisy w sanskrycie, odprawiane tu szamańskie praktyki i inicjacje mają wielką siłę. Nikt do końca nie wie, od jak dawna to miejsce jest święte, biorąc pod uwagę fakt, że Bajkał liczy sobie dwadzieścia pięć milionów lat i jest nie tylko najgłębszym ale i najstarszym jeziorem na Ziemi. Wpływa do niego trzysta trzydzieści sześć rzek, a wypływa jedna Angara.

Wszystko wokół pachnie! Woda ma cudowny zapach który niesie się po całej wyspie. „Batiuszka Bajkał” ma siłę niewyobrażalną, jego mocą jest czystość i szczerość. Tylko tak można się do niego zbliżyć, będą szczerym ze sobą i światem, takie mamy wyzwanie będąc na Olchonie.


Wieczorami u bram bazy turystycznej „Sołnecznaja”, w której jesteśmy zakwaterowani płonie ognisko. Turyści z całej Rosji i zagranicy, goszczący w ośrodku mogą się tu spotkać. Przysiadłam się, aby się trochę ogrzać i trafiłam na przedstawianie się czyli: kto skąd przyjechał. Są oklaski dla tych kto z daleka, przy czym „z daleka” ma tu zupełnie inny wymiar. My z okolic Wrocławia jechaliśmy w sumie sześć dni, tu takie odległości mieszczą się w granicach kraju, mimo to dostaję brawa za to, że aż z Polski przyjechałam. Tak, to prawda, czuję tu, przy syberyjskim ogniu pod ogromnym, rozgwieżdżonym niebem dumę i szczęście, że tu jestem, że tu dotarłam.


Bajkał
Droga na przylądek Choboj


Na kolejny zachód słońca wędrujemy na inną skałę z widokiem na Szamankę. Pachnie bajkalską wodą i świeżo uwędzoną rybą, którą mężczyźni z grupy przynieśli dla nas. Omul, to ryba która występuje tylko w Bajkale, a jedzona palcami w takim miejscu smakuje wyśmienicie! Atmosfera jest luźna i rodzinna kiedy zasiadamy w kręgu do ceremonii nadania imion. To już tradycja na warsztatach Ainy, a mianowicie ci z uczestników, którzy czują potrzebę, mogą wybrać sobie imię na czas pobytu na Olchonie.

Nie jest to zabawa, raczej grupowy proces, bo imię w tej ceremonii wybierane jest z odpowiedzialnością, to drzwi przez które wpuszczamy określoną energię do siebie i przestrzeni, czyli między nas. Dagnyja z Łotwy wstaje i mówi wszystkim dlaczego wybiera takie imię i co ono ma jej w życiu przynieść, jaką konkretną energię z którą się chce spotkać. Wszyscy przysłuchują się uważnie, gdy przedstawia się nam trzy razy swoim nowym imieniem, jeśli jednogłośnie poczujemy moc w jej słowach, wtedy powtarzamy za nią głośno również trzy razy, zgadzając się z jej wyborem. Od tej pory cała grupa na czas trwania warsztatu zwraca się do niej, jej nowym imieniem. Jeśli grupa nie czuje prawdy – siły nowego imienia, trwają dyskusje, negocjacje zakończone często kolejną zmianą imienia. Pojawili się więc wśród nas: Dakini, Kleopatra, Honga, Kalibruszka, Słoneczna Czajka, Siergiej, Biały Orzeł, Gaja, Orila, Liana.


Codziennie spotykamy się w kręgu prawie trzydziestoosobową grupą, na zajęciach odbywających się zawsze w terenie. Aina decyduje które miejsce będzie najlepsze na kolejną praktykę. Pierwsze ćwiczenia, pozornie proste, zabierają nas głęboko w relacje z rodzicami. Łzy wzruszenia płyną, oto doświadczam i widzę w jakim pięknym i dobrym miejscu jestem, ile już za mną ile już uszanowałam w sobie i w swoim Rodzie. Zbieram żniwa kilkuletniego zaangażowania w pracę z Przodkami. Dzielimy się naszymi wzruszeniami i odkryciami w kręgu, a ja dzielnie tłumaczę z polskiego na rosyjski i z rosyjskiego na polski.

Grupa mimo różnorodności współbrzmi. Doceniam ten magiczny „klej”, który nas połączył, czuję że głównie jest to zasługa Ainy. Każdy dla każdego jest lustrem, a dla prowadzącej to grupa odzwierciedla jej moment w życiu. Cokolwiek w kimś z nas się przejawia, pokazuje wszystkim ten niezauważony, nieuszanowany kawałek.

Czas jest wypełniony zajęciami, rytuałami i kąpielą w wodach Bajkału.


W jeden z wieczorów Aina proponuje nam rytuał „Księżycowej Łódki”, przeprowadza się go w określoną fazę księżyca. Ustawiamy się z kręgu z bębnami, Aina nadaje rytm, bębny ustawiamy w specjalny sposób, jakby tworzyły krąg tarcz. Każdy z nas po kolei ma możliwość doświadczenia siły tego rytuału, stając w środku. Energia odbija się od instrumentów i zagęszcza spiralnie, napór jest tak duży, że trudno mi ustać, zaczynam kołysać się na boki, to znak, że czas się wycofać. Przechodzimy potem „drogę przeciwieństw”, czyli szlakiem między grającymi na bębnach parami. Uderzam w mój bęben patrząc w oczy młodej Orily, która jest tu moją odwrotnością. Czuję jej zmęczenie, zniecierpliwienie długą grą, a jednocześnie nasze oczy mówią sobie znacznie więcej niż mogłybyśmy wyrazić słowami. Wzruszamy się obie. Ludzie przechodzą między grającymi, między nami, a my potrzebujemy patrzeć sobie w oczy, bo to spotkanie Dusz. Przychodzi moja kolej, idę z zamkniętymi oczami, wchodzę między ludzi bez bębnów, którzy delikatnym dotykiem prowadzą mnie do końca drogi, to cudowne uczucie, móc zaufać i poddać się prowadzeniu.


Nocą ognisko, tym razem z okazji „połowy plonów”, bo to połowa lata. Na ogniu gotuje się rytualna indyjska zupa i imbirowy napój, a my w tym czasie opowiadamy sobie o urodzaju jaki nas spotkał w tym roku. Grupa słucha uważnie i przytakuje każdej opowieści z aplauzem, pomnażając w ten sposób urodzaj. Dagnyja czyli Kleopatra, opowiada o festiwalu, który odbył się w tym roku na Łotwie, a odbywa się co pięć lat, mówi o niezwykłym uniesieniu kiedy tysiąc pięćset osób śpiewa jedną pieśń. Nie daje się długo prosić i śpiewa dla urodzaju piękną łotewską pieśń. Opowiadamy sobie ile się dla każdego już w tym roku zadziało, ile nieprzypadkowych spotkań i wydarzeń, które na koniec zaprowadziły każdego z nas do tego ognia. Polska grupa również została poproszona o pieśni, więc śpiewamy kilka znanych wspólnie, ku ogólnej radości. Jeszcze Gorak z Ukrainy śpiewa po ukraińsku, Alfinor – piękna Tatarka, kołysankę w swoim języku, po czym rusza cały recital rosyjskich pieśni, niektóre na nasze zamówienie. Zupa jest wyborna szczególnie w takim towarzystwie, przy ogniu pod nocnym niebem, pełnym gwiazd.


Dni są wypełnione przeżyciami, mamy wrażenie, że jesteśmy tu miesiąc, a minęło zaledwie kilka dni. Zajęcia przerywamy tylko na posiłki, na które wracamy do turystycznej bazy. Często też pracujemy osobno, otrzymując od Ainy wcześniej instrukcje. Na jedną z indywidualnych praktyk mamy nazbierać kamieni, potrzebne są do ułożenia drzewa genealogicznego. Zgodnie z szamańskim zwyczajem, każda z istot kamiennych ma się zgodzić do udziału w rytuale, a że układamy drzewo do siódmego pokolenia, trzeba ich nazbierać dużo. Jak w transie wychodzę w teren i tak oto znajduje mnie meteoryt. Mieści mi się w dłoni, oczywiście na początku nie podejrzewam, że to wiadomość i kamień z gwiazd, więc na koniec mojej pracy z energią Przodków, okazuję wdzięczność wszystkim istotom, które były mi pomocne, odczarowuję kamienie i wracam do bazy. W nocy nie mogę spać, cały czas mam informacje, że mam wrócić po kamień. Więc wracam następnego dnia, rano przed śniadaniem. Biorę go do ręki i przypominam sobie, że najważniejsze moje znaleziska, czy to rogi jelenie, czy szamańskie kamienie z dziurką, przychodzą do mnie na prostej drodze, w takim momencie kiedy ja jestem gotowa. Ten również leżał na drodze, tak po prostu, przed moimi stopami.


Kolejne grupowe przedsięwzięcie to „Potok Rodu”, decydujemy się na pracę na plaży. Jest gorąco i słonecznie, Bajkał pachnie i woła do siebie, a my mozolnie, każdy po kolei, budujemy piramidę Rodu, łącząc pokolenia w przepływie energii. Zadziwiające jest to jak każde z ustawień zamyka nas w niewidzialnym polu Rodu, tak że ludzie krążący po plaży nie zauważają nas przechodząc obok. Po każdej porcji emocji biegniemy do Bajkału. Mewy krążą i krzyczą nad brzegiem, a kąpiel w zimnej wodzie odświeża i zmywa wszelki ciężar.


Miejscowość, w której znajduje się nasza baza, jedyna na wyspie to Chużyr.

Liczy tysiąc pięćset mieszkańców, którzy utrzymują się głównie z turystyki. Kiedyś działało tu przedsiębiorstwo rybołówstwa, ale zabroniono połowów, chroniąc bajkalską przyrodę. Elektryczność do miejscowości doprowadzono w 2005 roku, od tej pory jak grzyby po deszczu rosną pensjonaty i turystyczne bazy, pojawiły się też kłady i nocne wystrzały sztucznych ogni. Wszędzie tu można spotkać Buriatów, czy to jadących konno, czy motocyklem z przyczepą. Wsłuchuję się z przyjemnością w brzmienie ich języka, kiedy rozmawiają ze sobą, to piękne, że zachowali swoją odrębność, nie tylko językową, bo szamanizm syberyjski ma się tu dobrze i mocno. Broniąc swoich tradycji w zgodzie z Duchami Przodków, szamani nie wyrazili zgody na postawienie na Olchonie buddyjskiej stupy. Wyznaczono dla tego celu małą wyspę, na której w 2005 roku stupa powstała.


Ruszamy całą grupą na oddaloną piaszczystą przestrzeń. Aina prowadzi nas skrótami, więc i przez płot się przechodzi. Zeskakując widzę martwego, podsuszonego już psa w wysokiej trawie, czuję, że czeka mnie mocne doświadczenie. Jak przed każdą praktyką, siadamy w kręgu, wyciszamy się zamykając oczy a Aina prowadzi nas głosem przez wszystkie wzruszenia i wglądy, które już za nami. Odnajduję siebie i zbieram moje kawałki z różnych miejsc, wracam, czując że jestem TUTAJ. Dopiero teraz Aina wprowadza nas swoim spokojnym głosem w przestrzeń kolejnego zadania. Zakopywanie to rytuał połączenia się z energią Matki Ziemi, a połączenie to jest możliwe tylko wtedy, kiedy jej całkowicie zaufamy. Ona otula nas swoją energią, dlatego mamy się do niej zwracać jak dziecko do ukochanej mamy. Ona zabiera to, co zbędne i uzdrawia bezwarunkową miłością. Dlatego wszelkie maski ego mają opaść, wtedy poddanie się jest możliwe. Mamy dobrać się w pary, gdy jedno z nas zmierza na spotkanie z Matką Ziemią, drugie jest aniołem stróżem, pomaga zasypać piaskiem i czuwa przy kopcu, mamy również rozebrać się do strojów, aby uzyskać jak największy kontakt Ziemi z ciałem. Każdy zostaje wyposażony w worek na głowę i słomkę, albo dwie w usta do oddychania. Rozchodzimy się i wczuwamy w energię miejsca które nas zawoła. Gdy kopię sobie dołek, robię to z intencją i modlitwą do Niej. Jestem gotowa, zakładam na głowę worek, robię małą dziurkę w którą wkładam słomki przez które będę oddychać i kładę się. Serce bije jak oszalałe, cały czas modlę się i proszę, aby zabrała ten niepokój. Kiedy mój anioł zaczyna mnie zakopywać czuję ulgę, ale tylko do momentu gdy między słomki dostaje się trochę piachu, który wpada mi do ust. Zrywam się w napadzie paniki, wypluwam piach i układam się jeszcze raz i cała sytuacja się powtarza. Siedzę i pytam siebie czy chcę zrezygnować, czy tego doświadczyć? Odpowiedź jest prosta. Kładę się i poddaję, podążam za słowami Ainy, z każdym oddechem zapadam się w energii Ziemi, coraz głębiej. Ciężar piasku jest duży, ego nie może kontrolować jak głęboko jestem już zasypana. Wszelkie dźwięki dookoła mnie słyszę mocniej gdy uszy są schowane pod Ziemią, a mój anioł stróż wciąż dosypuje i szura w piachu. Czuję tętno, głębokie i głośne w całym ciele, które zdaje się poruszać od stóp aż do serca i wyżej do gardła. Suchość w ustach ze słomkami, wysiłek w nawilżeniu gardła i przełknięciu śliny z przysypanym, zatkanym nosem. Zdaję sobie sprawę, że ego wciąż próbuje wszystkiego doglądać. Jak długo jeszcze mam tego pilnować? STOP!!! Odpuszczam, teraz naprawdę zapadam się, mkną piękne obrazy, które przeżywam, są odpowiedzi do przemyślenia, są wiadomości od Przodków, wyciszam się. Zupełnie zanurzona w Niej, odczuwam tylko miłość i spokój. Dokładnie wiem, kiedy będę odkopywana, jakbym całą sobą otrzymywała informacje. I tak narodziłam się na Olchonie, słysząc dźwięki szamańskiego bębna, wciąż połączona do tętna Matki Ziemi. Leżąc na gorącym piasku, potrzebuję czasu aby „wrócić”, bo teraz moja kolei być aniołem stróżem. Nie chciało się wierzyć, że byłam zasypana prawie czterdzieści minut. Dopiero po chwili zauważyłam, że niedaleko nas pod dużym modrzewiem odbywa się szamańska ceremonia i naprawdę gra bęben!!!


Bajkał

Bajkał
Kopię dół na spotkanie z Ziemią. -- Zakopana!


Przez moje podróżnicze oko, Syberia jest gościnna, doświadczam ciepła nie tylko od ludzi. Jest gorąco, przez co kąpiel w Bajkale to czysta przyjemność. Nie ma komarów czy natrętnych much, może dlatego że na wyspie królują wiatry. Pytam się przewodniczki na jednej z wycieczek – tym razem do najbardziej oddalonego przylądku Choboj – „ile śniegu jest zima na Olchonie”? Dowiaduję się, że tu nie ma śniegu, byłam pewna, że to jakiś żart. Syberia? Bez śniegu? Okazuje się że jesienią i zimą wieje Sarma, wiatr północno-wschodnia z pomiędzy gór, który potrafi krowę przewrócić i zwiewa cały śnieg. Jest jeszcze Barguzin i Kultuk, ciepły, południowy. Obserwujemy z klifu foki, żyjące tu naturalnie, ich pląsy i zabawy, a przewodniczka opowiada, że zimą tego roku po lodzie przeszły wilki i pierwszy raz są na wyspie, polują na krowy i kozy, ale nie są aż tak uciążliwe. Jezioro jest długo skute lodem więc jest sezon na łyżwy i skutery śnieżne. W czerwcu lód pęka, a huk wtedy jest tak wielki, że nieprzyzwyczajony człowiek zrywa się w nocy z przerażeniem. Stojąc w upale trudno sobie to wszystko wyobrazić.


Bajkał
Przylądek Choboj


Olchon to niezwykłe miejsce. Są ślady po łagrach, stare przystanie, resztki fundamentów po barakach, a jednocześnie jest głębia i spokój, niezmącony zawieruchami historii. Jedziemy dwoma busami przez rezerwat przyrody, samochodami kierują młodzi Buriaci. Droga jest na nasze standardy nieprzejezdna, dla nich i dla rosyjskich Łazów owszem. Punktem kulminacyjnym jest piknik na łące. Okazuje się, że nasi młodzi kierowcy zdążyli ugotować „uchę”, czyli zupę rybną na ogniu i herbatę z dodatkiem świeżego tymianku. Odpowiadają na każde pytania, czyli jakie to zioła, na co działają, gdzie można znaleźć, jakiego ptaka to pióro. Drogę powrotną uatrakcyjniają wyścigiem – czyli który bus pierwszy w bazie. Na początku wystraszeni, prędkością, siłą szarpania i podrzucania na siedzeniach, potem już całkowicie skupieni na kibicowaniu, dajemy się wciągnąć w zabawę.


Aina jako organizatorka i prowadząca wzbudza moje zaufanie. Bierze udział w większości praktyk, nie kryje się z własnymi emocjami czy trudnościami. Jednocześnie wprowadza nas swoją energią w przestrzeń każdego kolejnego zadania, jak w inną, magiczną krainę. Kiedy przychodzą trudne rozmowy, nie unika konfrontacji, jest czysto i szczerze, bez kompromisów, tak jak pokazuje energia Bajkału.

Każdy z nas w jakiś sposób znajduje czas, aby pobyć sam, czy to nocne spacery na Szamankę, czy kąpiele w Bajkale, czy wyprawa z bębnem do lasu. Mijają dni, w których rytuały, obrzędy przeplatane są z ruska banią. Jest wieczorny warsztat gry na warganie (drumli), bo okazało się, że Alan jest znawcą i wykładowcą gry na tym instrumencie. Jest ceremonia fajki, bo Gorak się tym zajmuje i sam wykonuje na zamówienie, przepiękne szamańskie fajki. Są wycieczki, podróż statkiem na wyspę Ogoi ze stupą buddyjską, do świętych źródeł uzdrawiającej wody.

Jest wreszcie międzynarodowa ceremonia organizowana co roku przez szamanów syberyjskich dla Matki Ziemi, ale to już inna historia.


Ostatnie ognisko jest niezwykle wzruszające, wszyscy czują się jak jedna rodzina i już odczuwają ciężar rozłąki również, a może przede wszystkim z MIEJSCEM.

Ostatni spacer na Szamankę, ostatnie obmycie w Bajkale, gardło ściśnięte ze wzruszenia, z wdzięczności za wszystko co mnie tu spotkało.


Bajkał
Widok na "stolicę" Olchonu, miasteczko Chużyr


Zakurzony bus wiozący nas na prom ledwo mieści emocje. Każdy trochę smutny, ale pełen nowych doświadczeń i odkryć, domagających się ułożenia i przetrawienia. Powoli robi się nas coraz mniej, Aina i część grupy rusza do Mongolii, niektórzy na lotnisko, do hoteli w Irkucku, a my na pociąg na Moskwy.

Śni mi się Bajkał i syberyjskie lasy Olchonu. Wydarzyło się tu dla mnie znacznie więcej i głębiej niż przypuszczałam. Jestem wdzięczna moim Przodkom, za możliwość spotkania ich na syberyjskiej Ziemi, odkrycia niezwykłej siły i połączenia.



komentarze

1. Podróż życia • autor: Nierozpoznany#86002015-02-26 17:32:30

Gratuluję arcyciekawego wypadu. Bajkał a zwłaszcza skała Szamanka, ma w sobie coś magnetycznego, przyciągającego, ciagnie mnie do siebie niczym ćmę do żarówki. Obiecałem sobie iż kiedyś się tam wybiorę, przynajmniej raz w życiu, to będzie taka duchowa podróż życia. Oczywiście obecna sytuacja geopolityczna nie sprzyja, i raczej trzeba będzie taką podróż przełożyć na pare lat w przód. Słyszałem wiele fascynujących opowieści, które krążą wokół tego świętego miejsca. Podobno są tam zjazdy szamanów, i przybywają uzdrowiciele dusz nawet z krajów afrykańskich i ameryki południowej. Znaleźć się wśród tych ludzi to by było coś....pozdrawiam
[foto]

2. Szpara w Ziemi • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-11 10:59:46

Przyglądam się zdjęciom znad Bajkału... I widzę, że widać, że te klify nad jeziorem są całkiem świeżymi krawędziami ryftu. Skorupa Ziemi pękła, zrobiła się szpara, taki rozstęp w jej skórze/ciele, dwa brzegi tej szpary odjechały jeden od drugiego. Ale ta szpara lub rana na ciele Ziemi jest wciąż widoczna. Te klify opadają pod stromym kątem tak jak były podczas pęknięcia. Erozja ich nie zatarła. Świeża, widoczna szpara w Ziemi.
Szamani wiedzieli/wiedzą, gdzie działać. Właśnie w takim miejscu wyzwolenia energii Ziemi.
(Przy okazji, dlaczego tam nie porobiły się wulkany?)

3. Ryft bajkalski jest... • autor: Krabat2017-05-11 12:42:02

Ryft bajkalski jest umiejscowiony na granicy płyt kontynentalnych, więc to nie końca tak, że "skorupa Ziemi pękła". Wulkany były we wczesny kenozoiku, obecnie są nieaktywne, są za to gorące źródła.
[foto]

4. Ryft bajkalski • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-11 13:14:03

Ryft bajkalski jest granicą płyt litosfery teraz, czyli od czasu, kiedy powstał. Wcześniej była to jedna płyta. Czyli jednak zaczęło się od tego, że skorupa Ziemi pękła.

5. Nie, to nie... • autor: Krabat2017-05-11 16:27:26

Nie, to nie była jedna płyta. Po jednej stronie jest stary, sztywny kraton syberyjski, po drugiej młodsze strefy fałdowe. Tam od zawsze była granica jednostek tektonicznych, o zmiennym w czasie charakterze. kiedyś dominowała kolizja, teraz ekstensja.

P.S. Mam doktorat z geologii strukturalnej :)
[foto]

6. Cudownie! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-11 22:59:42

Bardzo się cieszę, Krabacie. Wreszcie będę miał z kim pogadać o głębokiej geologii. :)

Tu jest mapka ilustrująca, o czym mówimy:




7. Na tej mapce... • autor: Krabat2017-05-12 23:14:33

Na tej mapce widać, że ryft bajkalski jest położony na granicy płyt eurazjatyckiej i amurskiej.
[foto]

8. Dlaczego klify Bajkału są takie strome? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-05-13 09:34:13

Tak, ja wiem, że ryft Bajkału jest na granicy tamtych płyt. (Inaczej by go nie było.) Tylko jak tłumaczy się stromość tamtejszych klifów? Czy faktycznie tam zachował się stan z czasów pęknięcia? Czy działają inne mechanizmy geomorfologiczne, które podtrzymują stromość klifów i nie pozwalają, żeby erozja je spłaszczyła?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)