Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 maja 2005

Tomasz Stawiszyński

Wyzwanie Eliadego
Przemyśleć na nowo tradycję szamanizmu, jogi, mitologii archaicznych...

Kategoria: Szamanizm
Tematy/tagi: EliadeezoterykajogaJungszamanizm

W 1963 roku Mircea Eliade zanotował w swoim dzienniku:

"Dalej dyskutuję z Tomem Altizerem. Na jego zarzut, że kiedy piszę 'nie prowadzę dialogu z reprezentantami nowoczesnej świadomości', (Nietzsche, Freud, Marks itd.), odpowiadam: wszyscy ci znakomici autorzy, podziwiani przez Toma, są ludźmi Zachodu. Co oznacza, że zmierzyli się oni z problemami i kryzysami charakterystycznymi dla nowoczesnej duchowości zachodniej. Ja uważam, że te horyzonty kulturalne są 'prowincjonalne'. Kryzysy i problematyka takiego Freuda, Nietzschego czy Marksa, itd., są już przekroczone lub rozwiązane. Jeśli o mnie chodzi, to próbuję otworzyć ludziom Zachodu widok na inne światy - nawet jeśli niektóre z tych światów uległy zagładzie dziesiątki tysięcy lat temu. Ja rozmawiam nie z Freudem czy Jamesem Joycem: próbuję zrozumieć myśliwego paleolitu, jogina i szamana, chłopa z Indonezji, Afrykańczyka, itd., i porozumieć się z każdym z nich".

Myśl sformułowana tutaj przez Eliadego, myśl rozwijana przez niego przez całe życie, daje się ująć następującymi słowami: istnieje wspólna przestrzeń doświadczenia ludzkiego, w której partycypujemy wszyscy i - stosownie do swoich kultur oraz epok - generujemy rozmaite systemy symboliczne, za pomocą których owo doświadczenie uogólniamy. We wczesnej fazie rozwoju ludzkości były to archaiczne modele kosmosu, z ich wszechobecną hierofanią, magiczną strukturą myślenia, która nie zna rozbicia na wyspę materii i wyspę psychiki. Później duże religie zdejmujące z kosmosu odium przejawionej świętości (to przede wszystkim chrześcijaństwo, które sekularyzując materię umożliwiło rozwój poznania naukowego), indywidualizujące człowieka wobec całej reszty tego, co istnieje, choćby to przeciwstawienie miało tak paradoksalny charakter, jak w buddyzmie, gdzie ostateczną emancypacją podmiotu jest jego samounicestwienie (a raczej unicestwienie jego własnej iluzji o swojej substancjalnej egzystencji). Niezliczone ilości mitów i mitologii, kultów, rytów, stowarzyszeń, inicjacji, symboli, bóstw, skrajnie ekstrawaganckich niekiedy wierzeń i materializujących je obrzędów; niezliczone ilości egzo- i ezoterycznych kręgów, wtajemniczeń i doktryn.

Jakiego rodzaju uczucie rodzi konfrontacja z tym niewiarygodnym przepychem światów, z tą metafizyczną feerią pomysłów? Niewątpliwie uczucie dezorientacji. Ogromną zasługą Eliadego (który przecież nie wziął się z próżni, jego myślenie wyrosło na gruncie XIX i XX wiecznego religioznawstwa, przede wszystkim w osobach Rudolfa Otto i Gerardusa van der Leeuwa oraz z psychologii głębi w osobie Carla Gustava Junga) było konsekwentne stosowanie pewnej szczególnej perspektywy patrzenia na religijną czy też mitotwórczą aktywność człowieka. Ta perspektywa zakłada przede wszystkim, że jest ona ludzkości przyrodzona, jest jej niezbędna do istnienia, bowiem właśnie istnienie jest tym, co uzyskuje człowiek, kiedy snuje mityczną opowieść, albo kiedy w obrębie swojej grupy spontanicznie wytwarza czynność rytualną (czy raczej ją odkrywa). Wszystko, co się wydarza w świecie, o tyle tylko jest realne, o tyle tylko jest prawdziwe, o ile ma swój udział (ma swoje odzwierciedlenie) w porządku pozaświatowym, aczasowym, mitycznym. Nasz świat jest więc odbiciem, albo raczej rekapitulacją, świata sakralnego. To, w jaki sposób ów świat ułożymy, czym go nasycimy w większej, a czym w mniejszej intensywności, to jest właściwie bez znaczenia. Grunt, że tego typu diagnoza - diagnoza postawiona w oparciu o długoletnie studia nad religijnością archaiczną - czyni owe plątaniny przedziwnych wierzeń zrozumiałymi. Czy w każdym stwarza uważnemu badaczowi możliwość ich zrozumienia.

Zwrot w tamtą stronę

W przytaczanym na początku fragmencie Eliade wzywa (a to wezwanie przewija się w jego twórczości praktycznie przez cały czas) do zwrotu w stronę szeroko rozumianej religijności, do zwrotu w stronę ezoteryki, szamanizmu, dawnych mitologii, jako do źródła, w którym wyraża się pełnia ludzkiej kondycji, natury czy psychiki. Te zapoznane fragmenty kultury, opracowywane i studiowane prawie wyłącznie jako fenomeny etnograficzne, katalogowane i przyswajane poprzez li tylko rejestrację ich istnienia, kryją w sobie ogromną wiedzę o człowieku i o sposobach, z pomocą których porządkuje on swoje istnienie w świecie. Owe po macoszemu traktowane przez nauki o człowieku obszary, w tym również sensie domagają się nowoczesnej percepcji, że - najprawdopodobniej - kryją w sobie ogromne pokłady nieuświadomionej często (i często pod wieloma względami naiwnej, ale mogącej zawierać cenne intuicje) wiedzy o działaniu umysłu ludzkiego, o jego związkach z rytmami przyrody, o zakresie funkcjonowania mózgu, poziomach świadomości itp. itd.

Zadaniem filozofii i antropologii (jak również czymś, co może - szczególnie w tę pierwszą - tchnąć nowe życie) jest przemyślenie na nowo doświadczeń i spuścizny szamanizmu, jogi, mitologii archaicznych, ezoterycznej tradycji Wschodu i Zachodu. Trzeba wydobyć z tych dawnych ludzkich reakcji na świat to, co w nich cały czas aktualne, bowiem dotyczące niezmiennego położenia człowieka w kosmosie, jego, by tak rzec, elementarnej sytuacji egzystencjalnej, która w ciągu całej historii nie uległa zmianie.

Szczególnie filozofia, która w ostatnim czasie, daleko oddaliła się od czegokolwiek, co ma jakiś związek z ludzkim doświadczeniem i z realnymi problemami, a uciekła w stronę jałowych językowych zabaw, postmodernistycznej zgrywy, albo analitycznej dłubaniny; szczególnie zatem filozofia powinna dziś dojrzeć w tych dawnych (ale nie tylko dawnych) koncepcjach i drogach rozwoju, niezwykle atrakcyjne i spójne światopoglądy. Bo w czym Patańdżali jest gorszy od Platona czy Arystotelesa?.

Związek z doświadczeniem

Jakkolwiek bowiem ekstrawagancka może się wydać taka teza - warto sobie uświadomić, że tym, co najsilniej cechuje rozmaite formy dawnych (nie tylko dawnych, oczywiście) wierzeń religijnych - najlepszym przykładem może być tutaj szamanizm - jest ich ścisły związek z doświadczeniem. Słowa doświadczenie można używać w wielu znaczeniach, ja jednak posługuję się nim w sensie najbardziej potocznym: mówię więc o tym wszystkim, co zjawia się w polu świadomości podmiotu. W takim również sensie Eliade tworzył swoją fenomenologię religii, fenomenologię nie w sensie filozoficznym, tak jak powołał ją do życia Husserl, a w swym znaczeniu źródłowym, jako naukę o tym, co się zjawia, co jest treścią doświadczenia.

Jest, opisywana w rozmaitych miejscach, anegdota o Carlu Gustavie Jungu i jego uczennicy Marie Louise von Franz. Otóż, von Franz, jako świeża zupełnie asystentka i uczennica Junga, omawiała z nim kiedyś przypadek pewnej kobiety, psychotyczki, która tkwiła w świecie szczególnie silnych i konsekwentnych wizji i snów. Od lat każdej nocy śniła, że prowadzi drugie życie na księżycu, gdzie zarządza wspólnotą wyemancypowanych (jakbyśmy dzisiaj powiedzieli) kobiet. "Fascynujące", powiedziała któregoś dnia von Franz, "jej się wydaje, że naprawdę była na księżycu". "Bo ona n a p r a w d ę była na księżycu", miał stanowczym tonem powiedzieć Jung. "Wtedy zrozumiałam", komentowała von Franz, "czym jest rzeczywistość psychiczna".

Rzeczywistość psychiczna, rzeczywistość podmiotowa, przeżywana, doświadczana, wyobrażana, jest bowiem rzeczywistością równie realną jak ta materialna. Pacjentka Junga codziennie w nocy przenosiła się na księżyc i to doświadczenie było dla niej równie prawdziwe, jak to, że rankami jadała śniadania, chodziła na spacery, kąpała się w jeziorze itp.

W ten właśnie sposób, w jaki Jung patrzył na tę kobietę, powinniśmy patrzeć na mitologie archaiczne, religie i wszelkie inne systemy symboliczne. Religie archaiczne, mitologie (włączając w to mitologię grecką), rozmaite układy symboliczne, wtajemniczenia itp. itd., pełnią pewną fundamentalną funkcję: nadają sens i porządek chaosowi materii, chaosowi fizjologii czy chaosowi żywiołów. I jest zupełnie bez różnicy, czy przystaniemy na to, że one ów sens n a d a j ą, czy też na to, że go w y d o b y w a j ą.

Wyzwanie Eliadego

Sprostanie wyzwaniu Eliadego wiąże się przede wszystkim z próbą konstrukcji takiego intersubiektywnie zrozumiałego języka, na który można by przekładać to wszystko, co pochodzi z innej kultury, co pochodzi z obszaru religii, tajemnicy, ezoteryki, symbolu, przeżycia ekstatycznego. W wersji minimum chodzi zaś o to, żeby zdać sobie sprawę, że te wszystkie zjawiska nie są produkcją przypadkowej fantazji, lecz spójnymi wypowiedziami ludzkiej psyche. Że zatem zawierają w sobie pewien potencjał ukrytej wiedzy (oczywiście, nie wszystkie w jednakowym stopniu), że dotarcie do tej wiedzy nie polega na przykrawaniu do jednego paradygmatu czegoś, co powstało w paradygmacie zupełnie innym, a raczej do zrozumienia tego wszystkiego, co legło u podstaw danego zjawiska. Metoda jest więc właściwie hermeneutyczna - w jej wersji autorstwa Hansa Georga Gadamera, który - co odnosiło się wprawdzie do tekstów - zalecał taką lekturę, która na jaw wydobywać ma pytanie, na które ów tekst miał być odpowiedzią.

Wyzwanie Eliadego zakłada również odejście od jałowych sporów o rzeczywisty charakter ciał subtelnych, czakr, kroniki Akaszy itd. itp. Wszystkie te zjawiska o tyle są przecież rzeczywiste, o ile zjawiły się w polu ludzkiego doświadczenia, o ile przy ich pomocy określony został jakiś fragment świata - o ile wreszcie suma zawartych w nich obserwacji wnosi coś nowego do naszej wiedzy, wskazuje nam taki rejon rzeczywistości, który wcześniej był ignorowany. Nawet jeśli tym rejonem ma być ostatecznie konstatacja, że we wszystkich warunkach i we wszystkich stronach świata, człowiek zawsze poszukiwał sensu i zawsze w jakiś sposób do przeżycia owego sensu (którym jest, z jednej strony, porządek kosmosu, a z drugiej zbiorowy i indywidualny cel życia) dochodził.


Tomasz Stawiszyński
tomstawi@wp.pl

14 maja 2005





komentarze

[foto]

1. Achtung! Było/jest odwrotnie! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-03-04 22:11:51

Autor napisał: "Później duże religie zdejmujące z kosmosu odium przejawionej świętości (to przede wszystkim chrześcijaństwo, które sekularyzując materię umożliwiło rozwój poznania naukowego)..."

Czyli: "Chrześcijaństwo odczarowało świat, przez co umożliwiło poznanie naukowe".
Czyżby?
Za Kamilem Kaczmarkiem bardziej przemawia do mnie wyobrażenie dokładnie odwrotne: Chrześcijaństwo deprecjonując materię i przyrodę, jako "bezduszną", naprawdę zahamowało badania naukowe, odebrało im sens!
To religia starożytnych Greków, widząca świat jako arenę nieustannej fanii (objawiania się) Bogów, budziła ciekawość świata i skłaniała do badania go.
Nowożytna Europa mogła wznowić naukę dopiero gdy tamten ubezsensowniający nacisk chrześcijaństwa ustał, puścił. (Już kiedyś gdzieś o tym pisałem.)
Czytamy tekst K. Kaczmarka: Religijne odczarowanie świata a powstanie nauki.

2. rozsądna ilość bogów • autor: Jerzy Pomianowski2017-03-05 17:42:41

Chyba jednak nie. W świecie sterowanym przez utopce, nimfy, troli, koboldy, i krasnale, nauka była całkiem bezużyteczna. Na Litwie bożków było około tysiąca, bardzo wyspecjalizowanych. Fermentacją zajmował się np bożek Pijakos. Dopiero gdy ograniczono się do rozsądnej liczby bogów (i raczej nie zajmujących się detalami życia), tak jak to zrobiono w Grecji - coś mogło się ruszyć.
Co nie znaczy że skrajny monoteizm gwarantował postępy w nauce. Jeden, i nadmiernie uprawniony bóg zatrzymał naukę w świecie islamu praktycznie do dziś.
Chrześcijaństwo nie robiło problemów w rozwoju rolnictwa, metalurgii, ekonomii, matematyki, astrologii, i paru innych nauk. Pogorszyło się od czasów Reformacji zajadle walczącej z czarownicami.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)