Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 października 2016

Bob Dylan

(Z 11 naszkicowanych epitafiów)
Wiersz bez tytułu z „11 naszkicowanych epitafiów“ z okładki trzeciej płyty Boba Dylana - The Times They Are A-Changin‘, Columbia, 1964. Przekład i posłowie: Jacek Dobrowolski



* * *

noc teraz szybko mija
i po odtańczeniu swego tańca
rozbiera się
nie pozostawiając niczego prócz nagiego brzasku
dumnie stojąc
uśmiechając się uśmiechając się
obracając się obracając się
łagodnie łagodnie
niezliczoną ilość razy widziałem jak
skradała się… zostawiając mnie przytomnym
z tysiącem sennych myśli
nieoswojonych
i próbujących uciec
w takich chwilach myślę
o wielu rzeczach i o wielu ludziach
przeważnie o Sue
o kształtach łabędzia
spłoszonego nieśpiesznie
jak jelonek w lesie
a o tej porze już pogrążonej w snach
jej długie włosy rozrzucone w krąg
koloru słońca
nasycają ciemność
rozsypują światło
w piwnicach mojej wiecznej nocy
gdzie wymyślam miłosne poematy
jako biedny samotny kaleka
znający swoją moc
unicestwiania
włóczęgów
nie znających słabości
prócz dobroci
(pytasz o miłość
nie ma miłości
jest tylko w ciszy
a cisza nie mówi ani słowa)
ale Sue
ona zna mnie dobrze
i jest przede wszystkim
prawdziwą wróżką losów mojej duszy
jak myślę chyba jedyną
(pytasz o prawdę
nie ma prawdy
jakiż głupiec śmie twierdzić że ją posiada
to sprawa całkiem pijana
romantyczna? Tak,
tragiczna? nie sądzę)
drzwi dalej stukają
a wiatr nadal dmucha
budząc we mnie wspomnienia
przyjaciół i dźwięków i kolorów
nie mogą uciec
schwytane w dziurki od kluczy
Eric… brodaty Eric
daleko w Bostonie
pogrzebany pod oknem
tak mam ochotę rozkopać ziemię
ale jestem zmęczony
i nie wiem gdzie szukać narzędzi
stuk stuk
klekoczący wiatr
wtłacza do środka Geno
który skacząc po podłodze
opowiada mi o Filistynach
na których wpadł w nocy
śmieję się
piję zimną kawę i stare wino
beztroski
słucham jak jeden z mych języków
przejmuje wodze
prowadzi ścieżką
i zostawia mnie nagle…wracając z powrotem
do krańców własnej nocy
trzask drzwi i Geno
również znika
na dworze zawodzi syrena
prowadząc mnie w inną stronę
skaczę tam lecz stukot kroków z ulicy
kieruje mnie na boczny tor
(jak gdybym nie panował już
nad moją wyobraźnią)
zastanawiając się czy karaluchy
nadal łażą po kuchni Dave’a i Terri
na piętnastej ulicy
zastanawiam się czy to te same karaluchy
o tak czasy się zmieniły
Dave nadal gardzi mną za to że nie czytam książek
A Terri wciąż śmieje się z mego sposobu bycia
lecz opuściliśmy już piętnastą ulicę
przenieśliśmy się dalej…
koty na dachu naprzeciw
oszalałe z miłości
drą się do rynien
tworząc dźwięki muzyki
jedynej muzyki
i ja jestem tym który jest gotów
gotów słuchać
odpoczywając odpoczywając
i srebrny spokój
panuje już
stając się nerwami poranka
a ja podnoszę się ziewam
rozgrzany ze skaczącym tętnem
nigdy nie zmęczony
nigdy nie smutny
nigdy nie winny
ponieważ biegnę w uczciwym wyścigu
bez żadnej bieżni prócz nocy
i żadnego rywala prócz świtu

Tłumaczył: Jacek Dobrowolski
Druk pierwotnie w miesięczniku „Jazz“ nr 7-8, 1970

Komentarz tłumacza

Sue z poematu to Suze Rotolo – dziewczyna Boba Dylana z czasu jego pierwszego pobytu w Nowym Jorku, graficzka i aktywistka społeczna. Stała się sławna po opublikowaniu przez wytwórnię Columbia drugiego albumu Dylana The Feewheelin‘ Bob Dylan (1963), na którego okładce oboje idą po ulicy objęci. To samo zdjęcie jest na okładce wydanych w maju 2008 wspomnień Suze Rotolo pt. A Freewheelin‘ Time: A Memoir of Greenwich Village in the Sixties, New York, Broadway Books. Suze, gdy mieszkała z Dylanem w Greenwich Village, była zaangażowana w teatr brechtowski; jej lewicowe poglądy mocno wpłynęły na Boba. Zainspirowała go również do malowania. Prócz powyższego wiersza napisał dla niej dwie piosenki: Don’t Think Twice It’s All Right i Tomorrow is a Long Time.



Słowo o Bobie

Bob Dylan to jeden z najwybitniejszych amerykańskich poetów naszych czasów. W kwietniu 2008 roku otrzymał specjalną Nagrodę Pulitzera za cały swój dorobek poetycki. Dylan, jako śpiewak, jest nie tylko mistrzem oryginalnej wokalnej frazy i zaśpiewów wywodzących się z bluesa i ballady ludowej, ale też wielkim wizjonerem amerykańskiej wyobraźni, któremu udaje się połączyć kulturę plebejską z kulturą wysoką. To natchniony poeta, uprzytamniający swą twórczością Amerykanom, kim są i jakich mają bohaterów.

Dylan w swych pieśniach i piosenkach odmalował galerię typów "ludzi drogi" z amerykańskiej prowincji, a więc lokalnych bluesmenów, minstreli, wędrownych muzykantów, włóczęgów, biednych farmerów, szeryfów, rewolwerowców-janosików, kaznodziejów i zawodowych karciarzy. Przywołał również w swoich słynnych protest songach ludzi skrzywdzonych i poniżonych, jak np. Hattie Carrol, czarną służącą, zabitą laską przez syna bogatego plantatora, czy Hurricane'a Cartera, wrobionego w zabójstwo bokserskiego czempiona, czy też obrońcę praw człowieka, Megara Eversa, walczącego z rasizmem i zamordowanego w 1963 roku przez członka Ku Klux Klanu. Czyniąc tak, bronił godności tych ludzi i ich nobilitował, umieszczając w panteonie amerykańskiej wyobraźni. Co więcej, swych rzeczywistych i fikcyjnych bohaterów ukazywał obok prawdziwych i mitycznych bohaterów wyobraźni tradycji i wysokiej kultury Zachodu, takich jak: Kain i Abel, praojciec Abraham, św. Augustyn, Shakespeare, Artur Rimbaud, T.S. Elliot, Ezra Pound, Kopciuszek, Robin Hood,  Ofelia i Romeo. Zaludnił nimi nie tylko swe śpiewane utwory, ale także swoje wiersze i prozę.

Dylanowi udawało się to, w czym celowali najwięksi światowi mistrzowie poetyckiego paradoksu i metafory, ci, którzy łączyli to co pozornie niskie, z tym co wysokie. Ten amerykański bard został uznany za głos swego pokolenia, jak i swego narodu, ponieważ w sposób genialny i trafiający do przeciętnego słuchacza wyartykułował wiele bolesnych prawd o Ameryce. Jest on autorem nie tylko przejmujących pieśni-przypowieści o ludzkich losach, ale również znakomitych ballad miłosnych i groteskowo-surrealistycznych obrazków z życia wielkich metropolii. Trzeba docenić też jego wkład w nową angielszczyznę, którą wzbogacił o celne metafory; jego powiedzenia takie jak: don't think twice, it's all right czy the times they are a-changing weszły do języka potocznego. Ruch polityczny Weathermen wziął swą nazwę z jego pieśni. Dylan jest poetą zbuntowanym, poetą protestu, krytykiem rażących niesprawiedliwości.

W drugiej połowie lat 60. przyjaciele ostrzegali go przed ewentualnym zamachem na jego życie i z tego powodu Robbie Robertson, lider The Band, przestał z nim występować. Nb. takie pieśni jak Masters of War o producentach broni, czy A Hard Rain's A Gonna Fall, która jest hymnem antynuklearnym, nie były i nie są puszczane w radio publicznym w USA. Jednak Dylan nie chciał odegrać roli Martina Luthera Kinga czy jakiegoś duchowego guru (do czego go nakłaniano). W końcu lat 70. nawrócił się na ewangelickie chrześcijaństwo, nagrał wiele pieśni o Jezusie. Jednak w połowie lat 80. powrócił do judaizmu – bez afiliacji z jakimkolwiek zgromadzeniem. Krytycy próbowali się od niego dowiedzieć, jak łączy obie te tradycje wiary. Odpowiedział: Patrząc na zachód słońca w Wielkim Kanionie w Kolorado.

Dla wielu Dylan jest "filozofem drogi", twórcą maksym, jak np. Nikt nie jest wolny, nawet ptaki przykute są do nieba; Niektórzy czują deszcz. Inni po prostu mokną; Nawet Prezydent USA czasami musi stać nago; Żadna śmierć nie zatrzyma świata.

W epoce, w której zachodnia poezja, niestety, wzięła rozbrat z muzyką i z „żywym głosem”, stając się tylko "proezją" dla oczu przebiegających tekst, Dylanowi udało się przywrócić jej utracony rytm stóp wiersza regularnego, rym oraz eufonię. Kilka lat temu profesor Oxfordu, Christopher Ricks, napisał po prostu:

Bob Dylan należy do tej samej klasy twórców, co John Milton, John Keats i LordAlfred Tennyson.

Na dylanowskie apokaliptyczne wizje, walkę o sprawiedliwość oraz szukanie zbawienia przez miłość do Boga i człowieka, wpłynęły zarówno Biblia, jak i wielka poezja europejska, amerykańska oraz tradycje ballady, gospelu i bluesa. A przecież poezja przez wieki była śpiewana. Śpiewano psalmy, peany, dytyramby, eposy, canta, carminae, lais i sonety. Dopiero w XX w. zatriumfował nierymowany wiersz wolny i poezja zaczęła rozwijać się jednostronnie, aż stała się – "proezją". Na szczęście pojawiają się jeszcze tacy natchnieni minstrele jak Bob Dylan, z językiem w ogniu i głosem poruszającym nasze serca i umysły.

Jacek Dobrowolski
ODRA, maj 2009

(W Tarace za uprzejmą zgodą Redaktora "Odry" i Tłumacza.)


Mr. Tambourine Man (Live at the Newport Folk Festival. 1964)



komentarze

[foto]

1. Oboje idą objęci? • autor: Wojciech Jóźwiak2016-10-15 10:21:37

Nie, Dylan idzie właściwe sam trzymając ręce w kieszeniach, a Sue go się uczepia.
[foto]

2. Urocze wklejki... • autor: Roman Kam2016-10-16 04:26:14


...rozrzewniłem się. Zadziwiające wykonanie Mr Tambourine Man. Przez moment pomyślałem, że to cover. Znałem tylko jedną wersję tej piosenki, gdzie głos Dylana jest bardziej schrypnięty, a samo wykonanie - nie tak melodyjne. Podziwiam odwagę i zapał Panie Jacku w próbach tłumaczenia Dylana. Teksty nie są jednoznaczne, słowa się krzyżują, a całość danego utworu może sprzeciwiać się treści bezpośrednio niesionej słowami. Że Bob D. poetą był, udowodnił Pan w cytowanym na początku wierszu, którego zakończenie tak bardzo mnie wzruszyło:
"...ponieważ biegnę w uczciwym wyścigu
bez żadnej bieżni prócz nocy
i żadnego rywala prócz świtu"
W zwrocie o uczciwym wyścigu, Dylan może, jak sądzę, odwoływać się do słów Św. Pawła z 2-go listu do Tymoteusza. Nie dziwię się tym odwołaniom, bo jak każdy prawdziwy artysta, Dylan poszukiwał prawdy - i dla swojej sztuki i poprzez swoją sztukę. Gdybyśmy go spytali czym jest "słowo żywe", zrozumiałby dlaczego, po co i o co, pytamy. 
W każdym razie P. Jacku, dziękuję za przypomnienie artysty, przy którym zawsze nabieram szerszego oddechu. Polecam wydany pierwszy tom trylogii "Moje kroniki", dla mnie - pasjonujący! Z kronik wiem kim byli Dave i Terri. PS kompromitacja :] To jednak cover. Tambourine Man śpiewa tutaj Brandon Summers, co by jednak nie powiedzieć, ładnie i z wyczuciem, więc nawet jeśli to wata cukrowa, to w amerykańskim, wesołym miasteczku.PS PS 23-letni BD: https://youtu.be/OeP4FFr88SQ          
[foto]

3. Wina moja, Dylan przywrócony • autor: Wojciech Jóźwiak2016-10-16 09:55:34

Romanie, wina jest moja, bo to ja odredakcyjnie dodałem ilustracje także te ruchome. Nawet się ucieszyłem, że Dylan tak gładko i wyraźnie śpiewa. Dziękuję za zauważenie błędu -- oczywiście, to nie był Dylan, Tambourine Man’a śpiewał ktoś inny.
Ruchomą ilustrację zamieniłem na Dylana autentycznego z koncertu z 1964. Tamtą pierwszą czyli cover pozostawiam dla amatorów tu w linku:
https://youtu.be/PYF8Y47qZQY
(Dykcja jest lepsza niż w oryginale i łatwiej stąd nauczyć się tej poezji na pamięć, jeśli ktoś chce.)

Tekst Tambourine Man, przy okazji:
http://www.tekstowo.pl/piosenka,bob_dylan,mr__tambourine_man.html
[foto]

4. Tak, dykcja... • autor: Roman Kam2016-10-24 05:52:30

...chyba to też mnie pociągnęło w tym coverze, że cokolwiek więcej (niż Mr Tambourine) rozumiem :)))

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)