Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 grudnia 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 5 (odcinków: 16)

(Zaciekła) obrona analogistów

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: antropologiaDescolaHamiltonSheldrakeskandal ezoteryki

« Drżyjmy, ezoterycy: Descola nas policzył! Ha i psi czyli czym różni się analogizm od naturalizmu »

Jak zaobserwował Clive Hamilton, odbywa się ontobójstwo, ontocyd, ontocide. Zwyciężająca ontologia naturalizmu (jak nazwał ją i rozpoznał Philippe Descola) eksterminuje i anihiluje pozostałe, należące do trzech rodzajów: totemizmu („istnieją wspólnoty współistotnych sobie wewnętrzności i zewnętrzności”), animizmu („są te same wewnętrzności pomimo odmiennych zewnętrzności”) i analogizmu („ani wewnętrzności ani zewnętrzności różnych bytów nie są te same, ale jedne i drugie podzielą się na podobne wzajem do siebie – analogiczne – fragmenty”). Naturalizm sam głosi, iż zewnętrzności są te same (i poznawalne), wewnętrzności zaś odmienne (i wzajemnie niedostępne).

O ile przemoc naturalizmu wobec totemizmu i wobec animizmu mało nas boli, bo chata nasza wszak z kraja, nie nas to dotyczy, to wypieranie przezeń analogizmu... – o, to już nie jest czymś, z czym pogodzilibyśmy się łatwo. Z pochodzenia jesteśmy analogistami, a nawet, mało: nie nacieszyliśmy się nim, nie nasłodziliśmy dosyć, a już jest on nam odbierany, jak dziecku za wcześnie zabawki.

Dusze nasze – dusza nasza – naturaliter analogistica est, i nie poradzisz: stąd nieuchronny bunt i opór przeciw napierającemu naturalizmowi.

Jak analogiści bronią się?

Niektórzy – najodważniejsi? Czy najwięksi desperados?– idą za radą Nietzschego-Zaratustry i „owijają się wzniosłością, tym płaszczem szpetnych!”* (Przekład Sławy Lisieckiej i Zdzisława Jaskuły z 1999, „To rzekł Zaratustra”, s. 60.) Głoszą mianowicie, że analogizm ezoteryki w jakiś sposób stoi wyżej niż właściwy nauce (science) naturalizm i jest meta-nauką lub super-nauką, dostarczając jej symboli lub mocy-dyspozycji, bez których tamta nie byłaby możliwa. Z autorów Taraki taki pogląd kiedyś zadźwięczał u Włodzimierza Zylbertala; zdaje się też, że podobny da się wyczytać w „teoriach wszystkiego” Kena Wilbera.

[*Słowo bardzo na miejscu, ponieważ analogiści w oczach naturalistów są właśnie szpetni: zacofani, tępi, niedouczeni, błądzący, w baśnie wierzący, naiwni, infantylni, chorzy, szaleni, szarlatani, oszuści, szkodliwi.]

Prostoduszni wśród analogistów starają się nie zauważać rodzajowej odmienności dzielącej ich od naturalistów. Podtrzymują złudzenie, że to, co uprawiają, jest też rodzajem nauki, a to, że przez science nie są uznawani, ba!, potępiani są, uważają za jakieś dziwne nieporozumienie i przepraszają jak gość, który usiłuje wejść na salę z nieważnym biletem: „ależ kochani, ja bilet mam, mnie wydaje się, że ważny!” Czym oczywiście cerberów naturalizmu nie przekona.

Ci bardziej praktyczni wydzielają sobie działkę i okopują się na pozycjach: „Tu jest moje feng-shui (numerologia, astrologia-Jyotiśa, homeopatia itd.), a wam naturalistom-w-sensie-Descoli nic do tego, nie wasza sprawa, my na wasze pole nie wchodzimy, wy na nasze też nie wchodźcie.”

Pewne frakcje wśród analogistów ratują się, lub nawet promują, przez to, że de-radykalizują się, mianowicie rezygnują z części swojej (analogistycznej) ontologii, częściowo wycofują się z niej. Typowo lub przeważnie, ograniczają ją do wewnętrzności czyli do psychiki. Mówią: my nie ingerujemy w ustalenia fachowców od biologii, fizjologii, biochemii nie mówiąc o fizyce, my nasze analogistyczne podejście ograniczamy do psychiki. Jest więc tworzony analogizm częściowy: taki, który stosuje się do wewnętrzności (psychiki), ale omija zewnętrzność: to co materialne i rozpoznawane przez science. Analogiści częściowi flirtują z nauką, uważając swoją działalność za należącą do jej ciała. Przykład: psychoanaliza, zwłaszcza ta twarda, Freudowsko-Lacanowska. Czy są inne przykłady?

Obserwuje się wreszcie wśród analogistów zachowania misjonarskie. Ci wchodzą śmiało – lub brawurą kierowani – na teren naturalistycznego przeciwnika, usiłując znaleźć brakujące ogniwa, missing links, które łączyłyby ich dziedziny ze światem uznawanym przez naturalizm (naukę, science). Są tu dwa podejścia, od strony teorii lub od strony doświadczenia, empirii. Najbardziej znanym misjonarzem teoretycznym jest Rupert Sheldrake, który sugeruje, że prócz znanych praw prowadzenia się materii jest jeszcze odkryte przez niego prawo „powszechnego naśladowania”, którego nośnikami są pola morficzne (lub morfogenetyczne). Że teoria Sheldrake'a, z taktyczną ostrożnością nazwana przez niego hipotezą, należy do analogizmu i to wcale nie częściowego, jak w psychoanalizie, świadczy to, że powszechne naśladowanie ma obowiązywać zarówno materię jak i zachowania zwierzęce lub ludzkie wiązane z psychiką. Również ja w swoich dociekaniach nad astrologią przyznawałem, że chętnie widziałbym istnienie jakiegoś pola, najlepiej kwantowego, które by przenosiło „astrologiczne oddziaływania”, i parę razy pisałem o tym.

Misjonarze praktyczni robią coś innego: gromadzą fakty i przypadki, głównie takie, które naruszają filar naturalizmu, którym jest totalna oddzielność wewnętrzności. Tu należą niestrudzeni badacze psychokinezy, telepercepcji i prekognicji, szukający (i znajdujący, być może nie tylko w swoim mniemaniu) potwierdzeń nie-bezsilności psyche i jej interferencji z zewnętrznością-materią. W astrologii taką rolę odegrał Michel Gauquelin. Nie dziwi, że fakty, które zebrał, zostały bezceremonialnie odrzucone przez opinię publiczną nauki.

Wreszcie w obozie science zdarzają się rzucający koło ratunkowe (wierzę, że po angielsku jest na to jedno zręczne słowo!), którzy postulują prawa prowadzenia się materii (lub pomysły jej opisu) takie, które by psychikę włączyły do natury, włączyły do universum poważnie studiowanego i uznawanego przez nauki przyrodnicze. Mam jednak wrażenie, że w głównym nurcie nauki działa stanowczy opór, wręcz szlaban na takie pomysły. Neuronauka (neuroscience) – ta jest OK, bo twardo stoi na gruncie naturalizmu i jego filaru redukcjonizmu. Ale pomysł Rogera Penrose'a, że świadomość może mieć coś wspólnego z dynamiką kwantów, pozostał w nauce niepodjęty, za to zawłaszczyli go analogiści ostentacyjni, religijni lub New-Age'owi, do tego przeważnie w kwantach ignoranci.

Czytajmy Descolę. Czytajmy Hamiltona.

Auto-promo Taraki 5: wstęp na końcu

Ciąg dalszy autopromocji Taraki i podobnych spraw.


« Drżyjmy, ezoterycy: Descola nas policzył! Ha i psi czyli czym różni się analogizm od naturalizmu »

komentarze

[foto]

1. O kurcze • autor: Arkadiusz2017-12-05 19:52:01

Nie zauważyłem nigdzie w Tarace profesjonalnego wytknięcia Goswamiemu kwantowej ignorancji, chyba niezbyt dokładnie czytam. Interpretacja kopenhaska nie jest jedyną. Zdaję sobie sprawę, że mam (wynikające z kosmogramu) skłonności do pewnych mistycznych interpretacji rzeczywistości, ale analogicznie (sorry) inni mają inne, swoje własne, skłonności interpretacyjne. Chciałbym napisać, że to ja mam rację i na (zaciekłe) ataki na teorie Gowsamiego krzyknąć "Bzdura!", ale po dzisiejszym tekście Krzysztofa Wirpszy ugryzę się z pokorą w język. Nie jestem tu w żadnym aspekcie bez grzechu.
[foto]

2. O, curara! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-12-05 22:30:36

Arkadiuszu, przyznaję, że udzielił mi się nastrój wojny naturaliści kontra analogiści, który sam w tym tekście wykreowałem. Goswamiego niepotrzebnie w to mieszam, gdyż należy mu się -- i jego Sprawie -- większa i osobna uwaga, a nie taka zdawkowa wzmianka, jaką napisałem. Usuwam jego nazwisko z odnośnego miejsca.
[foto]

3. Bym wytknął i... • autor: Mirosław Piróg2017-12-06 22:02:44

Bym wytknął  i może, ale po połowie jednej z jego książek odpadłem. Nie dla mnie, ale może podyskutuję gdyby ktoś coś napisał.
[foto]

4. Dobrym wstępem do Goswamiego • autor: Wojciech Jóźwiak2017-12-06 22:37:00

i krótkim, jest tekst z Frondy pt. Wiara sprzeczna z nauką? Nic podobnego!, autor Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, prof.
[foto]

5. Błąd pre/trans? • autor: Arkadiusz2017-12-07 18:16:23

Wilber sporo swojej uwagi poświęcił poziomom rozwoju i błędnym ich interpretacjom. Ale od początku: uznał on, że zarówno jednostka od swojego urodzenia, jak i całe społeczeństwa, a nawet ludzkość, rozwija się od poziomów przedpersonalnych (prepersonalnych, magicznych), przez personalne (racjonalne) do transpersonalnych (przekraczających racjonalne rozumienie). Zauważył przy tym bardzo częsty błąd polegający na tym, że racjonaliści mylą ze sobą lub uznają za to samo nieracjonalne "badziewie" poziomy rmagiczne przedpersonalne i poziomy transpersonalne ponadmentalne. Oczywiście liczni miłośnicy rzeczy dziwnych i osobliwych również popełniają ten błąd, nie odróżniając różnych magicznych wierzeń i rytuałów od wyciszenia umysłu i "kontaktu" z ponadmentalną intuicją czy kreatywnością.
Dlaczego o tym piszę? Zastanawiam się, czy Descola (którego nie czytałem z braku materiału w języku polskim) tworząc podział ontologii również nie otarł się w jakiś sposób o ten błąd, sprowadzając na przykład analogizm do jedynie historycznych, przedracjonalnych wersji. Może nie jest tak, że naturalizm wypiera analogizm, ale może jakaś ponadracjonalna ontologia wyprze naturalizm?
Sam Wilber naturalizm uznaje za filozofię płaskiej ziemi.
[foto]

6. Descola pre czy trans? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-12-07 19:47:45

[Arkadiuszu.] Raczej Descola nie otarł się o nazwany błąd. Piszę ostrożnie "raczej", bo nie mam w głowie całej jego książki. Ale on nie patrzy na świat ani przez pojęcie rozwoju" ani "racjonalizmu". Jest etnologiem -- to bardzo ważne! Dla niego wszystkie formy myślowe są racjonalne. Również animizm i totemizm. Odpowiednie rozdziały bardzo przyjemnie się czyta, bo u niego nie ma śladu "racjonalistycznego rasizmu". Ani podobnego "rasizmu rozwojowego".
Co jeszcze, już poza Twoim pytaniem: z Descoliańskich typów, analogistyczny jest niewątpliwie najtrudniejszy do pojęcia. Bo naturalistyczny jest oczywisty: tak my przeważnie myślimy. Animizm jest prosty: bo znamy go z naszych baśni i filmowych baśni, "Opowieści z Narnii" jednym z tysięcy przykładów.  Totemizm jest trudniejszy, ale też przez swoją odległość właśnie w końcu łatwy. Analogizm jest trudny, ponieważ primo, jesteśmy nim przesiąknięci, przerośnięci, secundo, nie mamy "pod ręką" jego modeli, takich jak baśń zwierzęca dla animizmu. Descola jest tego świadomy i dlatego taki model przestawia w książce, są to wierzenia meksykańskie, głównie ludów mówiącym językiem nahua, czyli Azteków i sąsiadów. Nawet myślałem, żeby ten rozdział streścić, ale Pan Czas wymaga ode mnie robienia czegoś innego.

7. Barbara Brennan • autor: Mirro2017-12-12 07:57:48

No dobra. Ludzie mają swoje ślepe wiary i niewiary, a to da się prosto wytłumaczyć zaburzeniami siódmego czakramu - zob. Barbara Brennan

8. rozpoznał czy skonstruował? • autor: Mirro2017-12-12 08:06:42

"ontologia naturalizmu (jak nazwał ją i rozpoznał Philippe Descola"

wg mnie "skonstruował" a nie "rozpoznał"


[foto]

9. Czytałeś? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-12-12 08:15:17

Descolę? Udowodnisz/uzasadnisz swój sąd? Jeśli nie, to po co zawracać Ludziom głowy. Banalizować sprawę. Itd.

10. konstrukcjonizm • autor: Mirro2017-12-12 08:19:35

Nie banalizuję. Polecam konstrukcjonizm


11. Serio • autor: Mirro2017-12-12 08:46:18

Piszę z komórki, nie mogę rozwinąć tematu. Wojtku, proszę o przestrzeganie regulaminu

     

[foto]

12. łyżka, nóż i widelec • autor: Grzegorz Halkiew2018-08-01 15:44:54

Być może już wielość paradygmatów jest dowodem na to, że jednego być nie może?

Trudno zaprzeczyć, że świat fizyczny jak i energetyczny (ten drugi zaliczył bym do szerszego zbioru świata eteru) najłatwiej poznawać w ramach naturalizmu. Wszystko wcześniej czy później zostanie zmierzone i zważone, choćby miało nano wymiar.

Ezoteryka wymienia jeszcze światy astralny i mentalny (niższego i wyższego poziomu).

W świecie astralnym być może przeważa  animizm wymieszany z totemizmem, a w świecie mentalnym niższym analogizm. Co w wyższym mentalnym nie wiem- pustka/pełnia mistycyzmu?

Jak by nie było, czekam na ciąg dalszy.

[foto]

13. Ciąg dalszy tu jest: • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-01 19:51:10

https://www.amazon.com/Beyond-Nature-Culture-Philippe-Descola
To jest tłumaczenie angielskie. Oryginalnie po francusku książka istnieje od 2005 roku czyli już 13 lat czeka na polskich wydawców. Jak widać prościej jest nauczyć się ang lub fr niż czekać na zmiłowanie wydawców.
(A w ogóle "fr" coraz bardziej mi brakuje.)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)