Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

16 października 2007

Jarosław Kolczyński

Zagadka czasu: czas przodków - czas żywych
Pojmowanie głębi czasu u dawnych ludów

Kategoria: Antropologia

Pamięci Władysława Panasa


Jeszcze dzisiaj, gdy przechadzamy się po wiejskich cmentarzach, nader rzadko natrafiamy na groby zmarłych starszych niż z pokolenia pradziadów. Groby starszych zmarłych zapadają się w grunt, zarastają roślinnością i znikają całkowicie z powierzchni ziemi. Tylko groby możnych i zakorzenionych w historii rodów czy groby sławnych i wciąż pamiętanych postaci mają szansę uratowania się od zapomnienia. Ale też trzeba zauważyć, że zapomnienie omija te groby raczej poza cmentarzami – gdy zmarli spoczywają w mauzoleach, kaplicach, kościołach. Zanikanie w czwartym pokoleniu, czyli prawnuków, pamięci o zmarłych wydaje się zjawiskiem całkowicie naturalnym i tym samym uniwersalnym. Z plejady przykładów przywołam tylko kilka. W Chinach tabliczkę z imieniem zmarłego, w której ma przebywać jedna z jego dusz, tzw. niższa dusza po (dusza ciała lub dusza krwi), przesuwa się coraz dalej w głąb świątyni przodków, a po trzech lub czterech pokoleniach zaprzestaje się składania jej ofiar z pożywienia i wreszcie w ogóle usuwa – chowa w skrzyni z tabliczkami wszystkich zmarłych dotąd przodków rodu. Wtedy nowonarodzonemu dziecku można już nadać imię zmarłego, w wyobrażeniach Chińczyków dusze zmarłych powracają bowiem na ziemię w ciele wnuka lub prawnuka→1. W Indiach rytuały wedyjskie wyraźnie odróżniają zmarłych przodków, Pitarah czyli „Ojców” z ostatnich trzech pokoleń, i wcześniej zmarłych. Dopiero po odliczeniu czasu trzech pokoleń modlono się do zmarłych o zdrowie, długie życie, bogactwo→2. Charakterystyczne jest też, że ci zmarli, którzy po śmierci zamieniali się w straszliwego demona bhutę, żywiącego się ludzkim mięsem i krwią, niebezpieczni byli tylko przez cztery pokolenia, a często tylko przez dwa – istotna tu była szybkość zacierania się pamięci o zmarłym→3. Także w Grecji dopiero zmarli przodkowie starsi od pokolenia dziadów wchodzili do rodziny Tritopatores, „Trzechojców”, u których wypraszano narodziny dzieci→4. U Buriatów narodziny praprawnuka wyznaczały chwilę uśmiercenia niebezpiecznie długo żyjącego pradziada, którego duszono kawałkami baraniego tłuszczu podczas rytualnej uczty→5. Huiczole wszystkie pokolenia starsze od pradziadów uznawali za pradawne, w znamienny sposób różnicowali też głębię przeszłości: mój prapradziadek, nekakai wiwieri, czyli „rzemyk od sandała”, „podeszwa od sandała” (w znaczeniu „to, co najbliższe ziemi, to idzie w dół, bardzo głęboko, tak jak sandały są na najniższym poziomie”) i mój praprapradziadek, neyeteurixo (słowo z rdzeniem yeteurixa – ost), co można tłumaczyć jako „Dawny Lud” lub Pierwsi Huiczole; poza tym znane było słowo netewari, mój pradziadek, używane na określenie bogów ognia czy w ogóle wszystkich bóstw męskich→6.

Z przywołanych przykładów wyłania się natychmiast oczywiste ideowe znaczenie gasnącej pamięci o zmarłych. Dopiero zmarli, o których wspomnienie rozpłynęło się w niepamięci, ostatecznie umierają dla „tego” świata i znajdują się w zaświatach, wchodzą do drugiej społeczności – wszystkich zmarłych od początku świata. Z dwu społeczności ludzkich, żywych i zmarłych, ta druga jest zawsze liczniejsza→7 i potężniejsza. Dla ludzi kultur archaicznych to wszak „tamten” świat był zbiornikiem mocy w ogóle umożliwiających życie w „tym” świecie, żywi nieodmiennie byli uzależnieni od życzliwości swoich zmarłych przodków.

Powszechnie widoczne w różnorodnych kulturach świata rychłe zacieranie się pamięci o zmarłych od dawna zwracało uwagę antropologów. Nie budzi wątpliwości, że odbija się w tym zjawisku uniwersalna postawa wyobraźni, stanowiąca dobry punkt wyjścia do ogólniejszych obserwacji. Naturalna – czy może bardziej szczęśliwie będzie określenie: uzasadniona – krótka pamięć pokoleniowa wydaje się elementarnym źródłem poczucia i wizji czasu w kulturach archaicznych w różnych ich odmianach (plemiennej, wszesnohistorycznej, ludowej). O rychłym, liczonym pamięcią pokoleń od dwu do czterech, przesuwaniem się wszelkich w ogóle zapamiętanych wydarzeń do głębokiej i niezróżnicowanej przeszłości, z doczesności do prawieczności, z czasu rzeczywistego do czasu mitycznego podobnie pisali badacze zajmujący się różnymi i odległymi od siebie kulturami, np. Bronisław Malinowski o Triobriandczykach czy John S. Mbiti o ludach Czarnej Afryki, Kazimierz Dobrowolski o chłopach w naszej części Europy czy Aron Guriewicz o ludziach Wczesnego Średniowiecza→8. Można powiedzieć, że tak jak zmarli rychło tracą swą indywidualność i rozpływają się w anonimowym tłumie wszystkich zmarłych od początku świata, tak wszelkie w ogóle godne pamięci wydarzenia rychło tracą swa niepowtarzalność, przybliżają do wzorcowych prawydarzeń i nikną w poprzedzającym współczesność czasie mitycznych początków.

Z innej zaś strony ujmując sens owej krótkiej pamięci, warto dostrzec, że pokrewieństwo z przodkiem oddalonym o trzy do pięciu pokoleń (tzw. płytki lineaż) tworzy oczywiste więzi społeczne, które w pierwszej kolejności określają zasięg grupy i lokują ją w aktualnej konfiguracji społeczeństwa→9. Sięganie pamięcią głębiej w przeszłość, w coraz bardziej skomplikowane genealogie, ma natomiast pierwszorzędne znaczenie dla symboliki władzy. Wiele doskonałych przykładów można znaleźć w źródłach oświetlających wczesnośredniowieczną Europę – m.in. w Irlandii „następcę władcy” ridgamma należało wybrać z derbfine, czteropokoleniowej rodziny (wywodzącej się od wspólnego przodka) ostatniego władcy→10.

Jeśli istotnie rozróżnienie pomiędzy krótkim czasem współczesności i głębinowym czasem mitycznej przeszłości stanowi jakąś praformę w świecie archaicznej wyobraźni, to jednak różne kultury wykraczają poza wzorzec trzech-czterech pokoleń. Edward Evan Evans-Pritchard ujawnił, że u Nuerów we Wschodniej Afryce pamięć rodowa (którą określił jako pamięć strukturalną) sięga wstecz o 10-12 pokoleń→11. Podobnie Hawajczycy, jak ukazywał Marshall Sahlins, genealogie wodzowskie śledzili dokładnie do 10. lub 12. pokolenia (zwykli ludzie tym właśnie różnili się o członków rodów wodzowskich, że nie umieli odtworzyć genealogii wykraczającej poza pokolenie ich dziadków). Pomimo że znawcy tradycji ustnej na Hawajach strzegli pamięci zdumiewająco długich genealogii wodzowskich, docierających do 900. pokolenia, to po 10. lub 12. pokoleniu ich struktura była uproszczona, wolna od zawiłości właściwych wiedzy o sieci pokrewieństw w ostatnich pokoleniach – szło bowiem już tylko o zakorzenienie rodu w jak najgłębszym wymiarze czasu kosmologicznego→12.

Utrwalone w piśmiennych kulturach wczesnohistorycznych listy władców są mniej skomplikowane niż strzeżone tylko w tradycji ustnej wodzowskie genealogie, za to zdradzają coraz lepszą rzeczywistą pamięć genealogiczną. Najstarsze znane spisy władców są jeszcze wyraźnie fantastyczne (choć różne szczegóły, zwłaszcza niektóre imiona władców, zdają się autentyczne), jak np. słynna Sumeryjska Lista Królów z Ur (ok. 2050 r p.n.e.), ale już kolejne mezopotamskie listy królów stają się coraz bardziej wiarygodne→13. Innym dobrym przykładem jest lista władców starożytnego Iranu wynikająca z tekstu Szahname „Księgi Królewskiej” z X wieku, przedstawiającej 50. kolejnych panowań od Kajomarsa (odpowiednika pierwszego człowieka Gajomartana w staroperskiej tradycji mitologicznej) do ostatniego króla z dynastii sasanidzkiej Jazdagerda III (623-651), któremu rządy nad krajem zabrali Arabowie. Szahname płynnie przechodzi od czasu mitycznego i wkracza do czasu historii razem z panowaniem 18. i 19. w kolejności (a zatem 32. i 31. od końca) władców Daraba i Dary, a ich wizerunek jest rozpoznawany jako wspomnienie po władcach achemenidzkich z połowy I tys. p.n.e→14. Jeszcze innym charakterystycznym przykładem jest wykaz władców z rodu Ynglingów w Skandynawii przedstawiony przez Snorrii Sturlussona w Sadze o Ynglingach (30 pokoleń) oraz w genealogicznym wierszu Wyliczenie Ynglingów (27 pokoleń). Z zapisu Snorriego jasno wynika, że praprzodkiem rodu był bóg Frey występujący pod imieniem Yngwifrey; w Wyliczeniach protoplasta rodu występuje pod imieniem Yngwi i może on być utożsamiany także z bogiem protoplastą ludu Ingewonów (o którym wspomina Tacyt w Germanii, 2)→15.

Dwie odległe od siebie tradycje, perska i germańska, podobnie ujawniają granice pamięci genealogicznej, granicę pomiędzy czasem ludzi i czasem bogów i bohaterów: około 30 pokoleń wstecz. Czy rzeczywiście ludzie w starożytnych kulturach czuli, że ich era jest tak młoda, że wciąż tak blisko są mitycznej przeszłości? Najlepszym źródłem do refleksji nad tym problemem wydają się słynne, bo niezmiennie budzące zainteresowanie, fragmenty w tekście Dziejów Herodota→16. W księdze II, 145 Herodot rachuje, że „od tego Dionizosa, który miał pochodzić z Semeli, córki Kadmosa, aż do moich czasów jest najwyżej około tysiąca [i sześciuset] lat; od Heraklesa, syna Alkmeny, około dziewięciuset [lat]; a od Pana, syna Penelopy (bo z niej to i z Hermesa według Hellenów Pan się narodził), jest jeszcze mniej lat niż od wojny trojańskiej, tj. mniej więcej osiemset lat aż do moich czasów”. Te rachunki wręcz zdumiewają swoją długością, w innych bowiem miejscach swoich Dziejów Herodot ujawnia znacznie krótsze genealogie. W księdze VII, 204 powiada o słynnym obrońcy Termopil w wojnie perskiej królu Sparty Leonidasie, że przedstawiał on swoją genealogię, którą Herodot pokolenie po pokoleniu wylicza, sięgającą w 19. pokoleniu do Hyllosa, syna Heraklesa – a zatem jego przodkiem w 20. pokoleniu był Herakles. W księdze II, 143, czytamy, że historyk Hekatajos wyliczył kapłanom w egipskich Tebach pokolenia swoich przodków cofając się w 16 pokoleniu do boskiego przodka. Kolejne zdania w tym fragmencie są prawdopodobnie kluczowe dla zrozumienia Herodotowego poczucia głębi czasu. Otóż kapłani egipscy nie uwierzyli Hekatajosowi: nikt w tak niedawnej przeszłości nie mógł pochodzić od boga. Kapłani tebańscy pokazali autorowi Dziejów 345 posągów swoich kolejno władających arcykapłanów, z których żaden nie był boskiego pochodzenia→17. To „przed tymi mężami mieli być władcami Egiptu bogowie” (II, 144). Herodot usłyszał też, że panowało kilka pokoleń bogów, a ostatnim władcą był Ozyrys Oros (II, 144). Zafascynowany taką głębią przeszłości Herodot śmiało rachuje: w księdze II, 43 nie zawahał się obliczyć czasu od chwili „kiedy z ośmiu bogów powstało dwunastu” do współczesnego mu króla Amazisa na 17 tysięcy lat. Ta fascynacja trudną do ogarnięcia perspektywą przeszłości łączy się jednak u Herodota z poczuciem jej uwarstwienia. Czas bogów wcale nie jest jednorodny, wciąż coś się dzieje, rodzą się nowi bogowie, kolejne pokolenia bogów obejmują władzę w świecie. Herodot był przekonany, że wielu bogów Grecy przejęli od Egipcjan – choć nie wszystkich, nie był fanatycznym egiptomanem czy panegiptystą – i dlatego uważał ich za starszych niż jego ziomkowie. Można wszakże zadać pytanie czy istotnie ogarniał w pełni głębię przeszłości. Czy owe 17 tysięcy lat nie jest w jego ustach takim samym okrzykiem zdumienia i symbolem pojęcia „nieprawdopodobnie dawno” i „nieprawdopodobnie długo” jak tysiącletnie epoki panowania mitycznych władców w mezopotamskiej czy perskiej tradycji? Bardziej znacząca wydaje się u Herodota większa świadomość granicy pomiędzy czasem mitycznej przeszłości i czasem genealogicznym, mierzonym przez współczesne mu pokolenia. W księdze III, 122 powiada, że Polikrates był pierwszym, który pragnął rządzić na morzach „za tak zwanych ludzkich czasów”→18, przed nim władał na morzach Minos i prawdopodobnie także inni, ale było to w innych czasach. W opinii P. Vidal-Naqueta: „Historia ludzka zostaje w ten sposób przeciwstawiona mitologii”→19. Niezależnie od oceny wyobrażeń i przekonań samego Herodota cenne są wszelkie jego zapisy, w których utrwalił stan świadomości swoich ziomków, ich poczucie bliskości do epoki bohaterów, dla wielu z nich oddalonej nawet nie o trzydzieści pokoleń, ale około dwudziestu. Grecy czas jednego pokolenia obliczali na 30 lat→20, około dwudziestu pokoleń to zatem około sześciuset lat. Warto tu wtrącić, iż Grecy dość konsekwentnie lokowali upadek Troi w 1184/3 roku p.n.e. i to wydarzenie było dla nich trwałym punktem odniesienia, tak więc epoka bohaterów tylko o chwilę poprzedza wojnę trojańską, która zresztą jeszcze do tej epoki należy (wielu bohaterów Iliady było dziećmi lub wnukami bogów). Wszystko co działo się wcześniej rozpływało się w nie dającej się zmierzyć przeszłości, sięgającej aż do theogoni, czasu narodzin bogów. Wreszcie warto zauważyć, że Herodot dziwi się starożytności Egiptu, bowiem inne kultury nie są tak głębinowo zanurzone w przeszłości. Za „najmłodszy ze wszystkich ludów”, jak czytamy w księdze IV 5 i 7, uważają siebie Scytowie. „Od chwili ich powstania, tj. od pierwszego króla Targitaosa, aż do wtargnięcia Dariusza do ich kraju upłynęło, jak mówią, ogółem lat niewiele więcej niż tysiąc, lecz właśnie tyle”. Nawet jeśli w ustach Scytów tysiąc lat było wartością symboliczną, to dla Herodota była to prawdopodobna miara czasu, która go nie dziwiła.

Zarysowuje się zatem hipoteza, że dla ludzi kultur archaicznych, kiedy rachowali czas pokoleniami, granica mitycznej przeszłości nie wydawała się bardzo odległa. W przywołanych wyżej trzech kulturach – perskiej, germańskiej i greckiej – owa granica czasów mitycznych (w wypadku tych kultur była to epoka bohaterów) lokowała się około 30 pokoleń wstecz, czyli mniej więcej przed tysiącleciem. Kuszący wydaje mi się domysł, że być może głębsze poczucie zakorzenienia w „historycznym” świecie było im najzwyczajniej niepotrzebne. Człowieka kultur archaicznych równie mocno – o ile nie bardziej – interesowała przyszłość, którą zawsze chciał poznać i od której znajomości uzależniał wiele swoich działań. Nie wolno niedoceniać obaw ludzi starożytnych o przyszłość i roli w ich życiu rytuałów mantycznych. Właśnie w postawach wobec przyszłości tkwi istotna różnica pomiędzy człowiekiem współczesnym i archaicznym. W kolejnych próbach rekonstrukcji świata wyobraźni starożytnych kultur kręgu indoeuropejskiego coraz wyraźniej ujawnia się poczucie podporządkowania życia ludzi nieubłaganemu przeznaczeniu, które z góry określone jest dla całego kosmosu, każdej jego cząstki. Wydarzyło się to, co się wydarzyć musiało i wydarzy się to, co się wydarzyć musi→21. Doskonały wróżbita, np. Homerowy Kalchas (Il. I, 69-70)→22, miał wgląd zarówno w przyszłość jak przeszłość. Zainteresowaniem przeszłością rządziła przede wszystkim chęć poznania ukrytego – rytualnego czy mistycznego - znaczenia wydarzeń, które poprzedziły obecną sytuację, co do przyszłości najbardziej oczywiście przejmowano się tą najbliższą. W efekcie owa przemożna chęć poznania nieuchronnego losu, skupienie się na swoich lękach, przybliżało najprawdopodobniej przeszłość do przyszłości i skracało perspektywę czasową. Dodam tu jeszcze, że wgląd w przeszłość i przyszłość uzyskiwali wszyscy zmarli docierający w zaświaty, m.in. dlatego żywi cenili sobie wszelkie rytualne – a zatem bezpieczne – spotkania z przodkami.

Powracam do punktu wyjścia tych uwag, czyli do przeciwstawienia krótkotrwałej społeczności żywych i wiecznej, czy może raczej pozaczasowej społeczności zmarłych. Dość prędkie zacieranie się wspomnień o zmarłych nie oznacza nikłego poczucia więzi ze zmarłymi, jest wręcz przeciwnie. Anonimowi zmarli, którzy ostatecznie opuścili „ten” świat i weszli do społeczności przodków („Ojców”) są, powtórzę, najcenniejszymi sprzymierzeńcami żywych, to wszak od ich życzliwości uzależniona jest płodność ziemi i dostatek żywych. W wielu kulturach natrafiamy na praktyki rytualne mające na celu przyspieszenie podróży zmarłego w zaświaty, polegające np. na ekskraniacji lub ciałopaleniu. Starano się odesłać zmarłego jak najszybciej w zaświaty z wielu powodów, m.in. dlatego, że obawiano się zmarłych niechętnych opuszczeniu „tego” świata lub też – w kulturach znających koncepcję metempsychozy – starano się ten sposób przyspieszyć powrót duszy do kolejnego życia w nowym ciele wśród żywych, ale ważnym motywem była zawsze również chęć uzyskania kolejnego sprzymierzeńca w zaświatach. Bliską więź między społecznością żywych i zmarłych przodków znakomicie obrazuje postawa fryzyjskiego księcia Rathbolda, który nie dał się ochrzcić, gdy dowiedział się, że po śmierci nie spotka się ze swoimi przodkami, którzy z pewnością tkwią w piekle. „No, to wolę iść do przodków” - odparł→23. Ta ścisła więź ze zmarłymi w kulturach archaicznych objawia się niekiedy w intrygujący sposób. W kulturach megalitycznych monumentalne grobowce były często wykorzystywane przez wiele wieków, a niekiedy znacznie dłużej – przykładem może być wielokomorowy grobowiec w Quanterness na Orkadach, w którym składano zmarłych przez ponad dwa tysiące lat (w sumie 400 zmarłych)→24. Ale na podobne zjawisko natrafiamy także w innych kulturach archeologicznych, np. w kulturze łużyckiej. Cmentarzysko kurhanowe w Kosinie kryje tysiące urn z przepalonymi kośćmi zmarłych składanych tu nieprzerwanie przez nieomal tysiąc lat (ok. XV – V w . p.n.e.)→25. Proszę sobie wyobrazić niewielkie grupy rodowe (kilkadziesiąt osób), półkoczowników, wędrujących w promieniu 100-200 km, wypalających lasy pod uprawę, którzy wracają do tego świętego dla nich miejsca, by złożyć w rodowym grobowcu prochy swoich zmarłych. Uderzające jest, tak samo jak w wypadku grobowców megalitycznych, iż przez tysiąc lat nic nie zmienia się w ich rytuale pogrzebowym, nawet forma urny. W świetle takich przykładów ścisła więź ze wszystkimi od dawna już anonimowymi własnymi zmarłymi wydaje się jednym z istotniejszych – może najistotniejszym – ze źródeł konserwatyzmu w kulturze, upartego trwania przy odziedziczonych wzorcach, niewrażliwości na czas. Cóż znaczy „teraz” w nietrwałym świecie żywych wobec niezmierzonej i nigdy nie wyczerpującej się wieczności świata zmarłych?

Trudno polemizować z faktami, Bronisław Malinowski raczej nie mylił się stwierdzając nader krótką pamięć pokoleniową Triobrandczyków, którzy bardzo blisko swojego „teraz” widzieli granicę z niezmierzonym czasem mitycznych już przodków. Sądzę jednak, że nietrafna byłaby próba odniesienia tego wzorca do cywilizacji megalitycznej. Wznoszenie monumentalnych obiektów z pewnością wymagało silnego przywództwa, ogniskującego wokół siebie społeczności. A wszędzie tam, gdzie pojawia się silne przywództwo, jak się wydaje, pojawia się również trwalsza pamięć genealogiczna. Bardziej trafny wydaje mi się zatem domysł, że w cywilizacji megalitycznej, jak potem w kulturach wszesnohistorycznych spotykały się ze sobą dwie wizje – czy może należałoby powiedzieć dwa doświadczenia – czasu: „krótka”, związana z pamięcią o wszystkich zmarłych i „długa”, związana z pamięcią o wybranych zmarłych.

Te dwie wizje, wciąż są obecne w naszej świadomości, wciąż też sprawiają nam kłopot w ocenie głębi przeszłości. Kiedy myślimy tylko o „naszych zmarłych”, przeszłość jawi się jako otchłań, już perspektywa wieku czy dwóch wydaje się nieprawdopodobnie daleka. W sumie tak jak to było w najpierwotniejszych (w znaczeniu: początkowych) kulturach odwracamy się od czasu. Kiedy jednak zaczynamy – tak jak ongiś zaczęły to robić różne kultury – śledzić swoje genealogie i liczyć pokolenia, przestajemy się dziwić głębi czasu. Najprawdopodobniej najstarszy z notowanych w almanachach genealogicznych ród w Europie, irlandzki ród Mac Carthy Mór, sięga w linii męskiej do 51. pokolenia wstecz, króla Eoghana Mór, zmarłego w 192 r. n.e. A znowu w Japonii obecny cesarz jest uznawany za 125. potomka w linii prostej pierwszego cesarza Jimmu-tennō (wnuka bogini Amaterasu-ōmikami !), który przyjął tę godność w 660 roku p.n.e. Można też odnotować, choć budzi więcej wątpliwości, rodowód cesarza Etiopii Hajle Sellasje I, który utrzymywał, że w linii prostej jest 225. potomkiem Menelika I, syna królowej Etiopii Saby i króla Jerozolimy Salomona. Doskonałą puentą niniejszego tekstu wydają się słowa Carla Gustawa Junga: „Nie powinniśmy zapominać, że od epoki najbujniejszego rozkwitu kultury greckiej minęło zaledwie 80 pokoleń. A cóż to takiego te 80 pokoleń”→26.

Na koniec chciałbym zaryzykować jeszcze jeden krok w głąb czasu i w głąb naszej wyobraźni. Za najstarszy zidentyfikowany przez archeologów przedmiot sztuki wciąż uchodzi przepiękny konik z Vogelherd, wyrzeźbiony w kości słoniowej, którego wiek określa się na około 40 tysięcy lat. Jeśli zgodzimy się z sugerowaną przez ludzi kultur archaicznych rachubą pokoleń (około 30 w tysiącleciu), to od pierwszego nie budzącego wątpliwości świadectwa homo symbolicus dzieli nas 1200 pokoleń. Ale w poszukiwaniu pierwszych społeczności ludzkich, z jakimi łączy nas przede wszystkim właśnie wyobraźnia symboliczna, może trzeba cofnąć się jeszcze głębiej w czasie. Wtedy natrafiamy na wyrafinowane narzędzia kamienne (małe cienkie wióry, często retuszowane i sprowadzane do formy półksiężycowatej lub trójkątnej) odkrywane na stanowiskach kultury Klasies w Afryce Południowej. Kultura Klasies datowana jest na minimum 70 tysięcy lat (do 100 tysięcy), zaś porównywalne znakomite narzędzia kamienne w Europie pojawiają się dopiero 30 do 40 tysięcy lat później. Antropolodzy fizyczni, którzy badali kości ludzkie ze stanowisk tej kultury są zdania, że zidentyfikowali bezpośrednich genetycznych przodków współczesnych Buszmenów !Kung: „byłby to więc endemiczny południowoafrykański szczep, którego rodowód daje się prześledzić od dziś przez 100 tysięcy lat w przeszłość”→27. W takim razie od pierwszych śladów homo symbolicus dzieliłoby nas około 3000 pokoleń, wciąż jednak nie są to rachunki oszałamiające. Skoro wiek homo symbolicus na Ziemi jest tak zdumiewająco krótki wolno śmiało ufać, że w naszym świecie wyobraźni wciąż są obecne wzorce z prawieku człowieka i że więcej nas łączy niż dzieli z ludźmi starożytnych kultur.


Jarosław Kolczyński
tripod@poczta.onet.pl


Niniejszy szkic stanowi nieco rozszerzoną wersję już uprzednio opublikowanego tekstu autora: J. Kolczyński, Zmarli-pamięć-czas, [w:] Tajemnice czasu i religie, pod red. I. Trzcińskiej, Wydawnictwo Aureus, Kraków 2005, s. 211-220.


* Władysław Panas (1947-2005), literaturoznawca, profesor KUL, mistrz ars interpretandi nie tylko dzieł literackich, ale również fascynujący hermeneuta symboli w najszerzej rozumianej historii kultury. (Wroć do tekstu»)



Przypisy

[1] M. Granet, Cywilizacja chińska, Warszawa 1973, s. 314-315.

[2] J. Bowker, Sens śmierci, Warszawa 1996, s.176-177.

[3] E. Słuszkiewicz, O duchach, duszach, djabłach i demonach indyjskich, Lud t. 34:1936, s. 38.

[4] E. Zwolski, Choreia. Muza i bóstwo w religii greckiej, Warszawa 1978, s. 30.

[5] T.M. Michajlov, Iz istorii burjatskogo šamanizma. S drevnejšich vremen po XVIII v., Novosybirsk 1980, s. 80; zob. też. I. Kabzińska-Stawarz, Nic w przyrodzie nie ginie, Etnografia Polska t. XXXVI:1992, z. 1, s. 137-138.

[6] B.G. Myerhoff, Pejotlowe łowy, Kraków 1997, s. 52.

[7] W każdym razie zmarłych jest nie mniej niż żywych, równoliczebność zmarłych i żywych podejrzewał np. Sokrates, u Platona w Fedonie (72, a-b) powiada, że skoro żywi powstają ze zmarłych, to musi występować jakaś równowaga w tym kole przemian; na ten fragment zwrócił uwagę P. Vidal-Naquet, Czas bogów i czas ludzi, [w:] tegoż Czarny łowca. Formy myśli i formy życia społecznego w świecie greckim, Warszawa 2003, s. 79. Od siebie wtrącę tutaj, iż równoliczebność zmarłych i żywych zawsze warto wziąć pod uwagę, gdy natrafiamy na koncepcje palingenezy.

[8] B. Malinowski, Argonauci Zachodniego Pacyfiku. Relacje o poczynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei [w:] tegoż Dzieła t. 3, Warszawa 1981, s. 389-398; J. S. Mbiti, Afrykańskie religie i filozofia, Warszawa 1980, s. 39-46; K. Dobrowolski, Studia nad życiem społecznym i kulturą, Wrocław 1966, s. 96 i n.; A. Guriewicz, Kategorie kultury średniowiecznej, Warszawa 1976, s. 99 i n.

[9] zob. S. Szynkiewicz, Pokrewieństwo. Studium etnologiczne, Warszawa 1992, s. 146.

[10] J. Banaszkiewicz, Polskie dzieje bajeczne mistrza Wincentego Kadłubka, Wrocław 1998, s. 320.

[11] E.E. Evans-Pritchard, The Nuer, Oxford 1940, s. 99 n.

[12] M. Sahlins, Wyspy historii, Kraków 2006, s. 49-50.

[13] S. Zawadzki, Mane Tekel Fares. Źródła do dziejów Babilonii chaldejskiej, Poznań 1996, s.15-19.

[14] zob. M. Składankowa, Mity królewskiej księgi. Symbole i wzorce mityczne w „Szahname”, Warszawa 1981, s. 18-26.

[15] S. Piekarczyk, Mitologia germańska, Warszawa 1979, s. 106-109.

[16] Korzystam z przekładu S. Hammera: Herodot, Dzieje, wyd. 2, Warszawa 1959, t. I-II.

[17] Wypada tu zauważyć, że relacja Herodota o 345 pokoleniach arcykapłanów brzmi wiarygodnie, tzw. Papirus Turyński, datowany ok. 1200 r. p.n.e. wylicza tylko od pierwszego władcy Manesa do końca VIII dynastii, w schyłku Starego Państwa, czyli do ok. 2160 r. p. n.e., 53 władców, rządzących w czasie 955 lat (zob. np. G. Rachet, Słownik cywilizacji egipskiej, Katowice 1995, s. 265-266). Niektóre starożytne cywilizacje miały zatem poczucie i wiedzę o rzeczywiście głębokim zakorzenieniu w czasie.

[18] W tym miejscu cytuję dosłowny przekład M. Węcowskiego, [w:] P. Vidal-Naquet, dz. cyt., s. 73.

[19] P. Vidal-Naquet, dz. cyt., s. 73.

[20] Np. Plutrach, O zamilknięciu wyroczni, 11 (zob. Plutrach, Moralia, tłum. Z. Abramowiczówna, Wrocław 1954, s. 334) określa, jak mówi, za Heraklitem, tzw. krzepki wiek – odpowiednik pokolenia – na 30 lat i wyjaśnia, że jest to czas, „w jakim zrodzony przez ojca syn może z kolei sam syna zrodzić”.

[21] Wskażę tu tylko na naszą literaturę naukową: o takiej strukturze przeznaczenia (ørlọg) u starożytnych Germanów pisał L.P. Słupecki, Wyrocznie i wróżby pogańskich Skandynawów. Studium do dziejów idei przeznaczenia u ludów indoeuropejskich, Warszawa 1998 s. 179 i n.; o nieuchronności przeznaczenia, którego zmienić nie można (śr.pers. baxš, baxt) w tradycji irańskiej pisała E. Wnuk-Lisowska, Irański mit kosmologiczny w świetle Awesty i Bundahišnu, Kraków 1996 , s. 145-148.

[22] Il. I, 69-70: „Kalchas, Testora syn; pośród wróżbitów był najprzedniejszy./ Wiedział on wszystko: co było co jest i co kiedyś się stanie” (Homer, Iliada, tłum. K. Jeżewska, Warszawa 1999, s. 27).

[23] Zob. S. Piekarczyk, Barbarzyńcy i chrześcijaństwo. Konfrontacja społecznych postaw i wzorców u Germanów, Warszawa 1968, s. 257-258; też G. Faber, Merowingowie i Karolingowie, Warszawa 1994, s. 139.

[24] Z. Krzak, Megality Europy, Warszawa 1994, s. 62.

[25] J. Miśkiewicz, T. Węgrzynowicz, Cmentarzysko kultury łużyckiej z Kosina, pow. Kraśnik (stanowiska I, II, III), Wiadomości Archeologiczne, t. 39:1974, z. 2, zwł. s. 179-181.

[26] C. G. Jung, Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii, Warszawa 1998, s. 47.

[27] J. Shreeve, Zagadka neandertalczyka. W poszukiwaniu rodowodu współczesnego człowieka, Warszawa 1998, s. 288.





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)