Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 września 2015

Earl Doherty

e-tom: Zagadka Jezusa

Zagadka Jezusa. Problematyczne rozwiązania układanki
Część druga

Kategoria: Religie
Tematy/tagi: Bibliachrześcijańska mitologiachrześcijaństwoDohertygnozaJezusjudaizm

  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

Oryginał: „The Jesus Puzzle. Pieces in a Puzzle of Christian Origins”, © Earl Doherty 1997. W Tarace z uprzejmą zgodą Autora. In „Taraka” with the kind permission of the Author.

Przekład: Jerzy Florczykowski

Poniższy artykuł ukazał się w Journal of Higher Criticism, (jesień 1997), publikowany przez Institute for Higher Critical Studies (Instytut Wyższych Studiów Krytyki) z siedzibą na Uniwersytecie Drew w Madison w stanie New Jersey. Niniejsza uwaga została zamieszczona na prośbę redaktorów, J. - Darrella Doughty i Roberta M. Price’a.


Problematyczne rozwiązania układanki

Jeśli są to najistotniejsze fragmenty zapisu dokumentalnego czasu, to jak uczeni tradycyjnie próbowali je połączyć razem? Niemal powszechnie przyjęli postać Jezusa z Nazaretu, o którym -  poczynając od końca pierwszego wieku - świadczą jedynie Ewangelie, i umieścili go przed najwcześniejszymi zapisami, patrz: Listy Pawła i inne listy Nowego Testamentu, które nie zawierają żadnego znaku o nim. Aby skompensować ten brak na początku zapisu, wyodrębnili elementy z Ewangelii i próbowali prześledzić wstecz ich korzenie - aż do czasów rzekomego Jezusa, myśląc, jakby tu odkryć słowa i czyny, które mogą mu być przypisane. Te próby wykopalisk zostaną ocenione później.

Ale inna anomalia, do której uczeni musieli się odnieść, jest chyba jeszcze większym wyzwaniem. Jeśli Jezus umarł około roku 30. n.e. - a był niczym więcej niż charyzmatycznym propagatorem Królestwa  (jednak niezbyt charyzmatycznym, skoro zginął bez śladu we wszystkich niechrześcijańskich zapisach z pierwszego wieku) — to jak mamy wyjaśnić sposób, w który jest przedstawiany w najwcześniejszych zachowanych zapisach chrześcijańskich, które są datowane na nie więcej niż dwie dekady po jego śmierci, a które wydają się zawierać starsze elementy sięgające do czasów, gdy jeszcze nie został złożony w grobie?

Uczeni od dawna zdają sobie sprawę, że wcześni chrześcijańscy autorzy przedstawiają nam dokładnie boskiego Chrystusa. Uznają, że Paweł, wraz z kultowymi kręgami, których reprezentuje, dokonał skoku tak daleko poza Jezusa-człowieka, prezentowanego w Ewangeliach, że obraz tej ostatniej postaci kompletnie zaginął. Herman Ridderbos jest tylko jednym z wielu głosów wyrażających głośno to samo zakłopotanie:

„Nikt, kto bada Ewangelie... a potem czyta listy Pawła, nie może oprzeć się wrażeniu, że porusza się w dwóch zupełnie różnych dziedzinach... Kiedy Paweł pisze o Jezusie jako Chrystusie, historyczne i ludzkie cechy wydają się być niejasne, a Chrystus wydaje się mieć znaczenie tylko jako transcendentna boska istota”  [Paul and Jesus (Paweł i Jezus), str. 3] - po czym zadaje pytanie: „Jezus nie przeżył normalnej długości ludzkiego życia, a jednak jego pozycja nie tylko nieskończenie wzrosła, ale także całkowicie się zmieniła. Jak do tego doszło?”

Inni, tacy jak Rudolf Bultmann, [I]. określili sytuację w inny sposób — że wczesny kościół niemal natychmiast stracił zainteresowanie ludzkim życiem, jakie prowadził jego Mistrz, i skoncentrował całą swoją uwagę na jego naturze i roli jako ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nawet szczyt historii zbawienia, wydarzenie krzyża, nie znajduje się na wzgórzu Kalwarii, ani jego zmartwychwstanie nie jest umieszczone w kontekście pustego grobu poza Jerozolimą. Norman Perrin [II]. przedstawił obraz wczesnego kościoła, który nie rozróżniał, jak on powiada, między Jezusem historycznym i wywyższonym Chrystusem, postrzegając obie postacie jako nierozłączną jedność. To sprawiło, że zbędnymi stały się wszelkie wyjaśnienia (związków i rozróżnień) między tym, co Jezus powiedział na ziemi, a tym, co mówił nadal w jego nowym duchowym stanie [lub - przyp. Taraki] "próby wyjaśnienia, dlaczego właściwie nic z tych pierwszych się nie pojawia, określone jako takie, w zapisie".

W tych wszystkich scenariuszach są trudności, którym komentatorzy niechętnie dają wyraz trudności, które sprawiają, że wiele z ich założeń jest praktycznie niemożliwe. [Niemożliwe w realnym świecie – przyp. Taraki.].


Przeciwko żydowskiemu ziarnu

Pierwszą trudnością jest to, że zdecydowana większość pierwszych chrześcijan była, oczywiście, Żydami. „Bóg jest jeden”, mówi najbardziej podstawowy żydowski dogmat teologiczny. Ponadto umysł żydowski miał obsesję na punkcie wiązania czegokolwiek ludzkiego z Bogiem. Bóg nie mógł być reprezentowany nawet przez sugestię ludzkiego wizerunku, a tysiące Żydów obnażyło szyję pod miecze Piłata po to, by po prostu zaprotestować przeciwko umieszczaniu symboli wojskowych z wizerunkiem Cezara w pobliżu świątyni. Pomysł, że człowiek był dosłowną częścią Boga, spotkałby się u każdego Żyda z przerażeniem i wręcz apopleksją.

Tymczasem mamy uwierzyć, że Żydzi zostali natychmiastowo nakłonieni do podniesienia Jezusa z Nazaretu na boskie poziomy, co jest ewenementem w całej dotychczasowej historii ludzkiej religii. Mamy uwierzyć, że oni nie tylko utożsamili ukrzyżowanego przestępcę ze starożytnym Bogiem Abrahama, ale rozeszli się po imperium i, praktycznie z dnia na dzień, nawrócili ogromną liczbę innych Żydów na tę samą, skandaliczną — i z gruntu bluźnierczą — propozycję. Czytamy, że w ciągu kilku lat po rzekomej śmierci Jezusa powstały wspólnoty chrześcijańskie w wielu dużych miastach imperium, które wszystkie zapewne zaakceptowały to, że człowiek, którego nigdy nie spotkali, ukrzyżowany jako buntownik polityczny, na wzgórzu koło Jerozolimy zmartwychwstał i był w rzeczywistości istniejącym od dawna Synem Boga, stwórcą, odnowicielem i odkupicielem świata.

Ponieważ wiele z tych wspólnot chrześcijańskich działało zanim Paweł do nich dotarł — a z Listów Pawła nie wynika obraz, jaki jest nakreślony w Dziejach Apostolskich na temat intensywnej działalności misyjnej (grupy w Jerozolimie skupionej wokół Piotra i Jakuba) — historia nie rejestruje, kto dokonał tego zdumiewającego wyczynu. [III].

Co więcej, to najwyraźniej zostało zrobione bez konieczności jakiegokolwiek uzasadnienia. Nie ma ani słówka w którymkolwiek z Listów Pawła, ani w żadnym innym liście, że chrześcijanie musieli bronić tak dziwacznej doktryny. Nie wydaje się, by ktokolwiek kwestionował chrześcijańskie twierdzenia w tej materii; temat ten nigdy nie jest poruszany. Nawet w Pierwszym Liście do Koryntian (1: 18-24), gdzie Paweł broni „mądrości Boga” (czyli przekazu, który głosi) przeciwko „mądrości tego świata”; nie dostarcza nawet wzmianki o wyniesieniu Jezusa z Nazaretu do boskości, również  żadnej obrony tej tezy. Potrafi przyznać, że dla Greków i Żydów doktryna krzyża — pomysł ukrzyżowanego Mesjasza — jest „głupstwem” i „przeszkodą”. Ale to nie ma nic wspólnego z przekształceniem człowieka w Boga, kawałkiem szaleństwa, którego nigdy nie omawia, ani nie broni. To, że jego przeciwnicy, a w ogólności żydowski establishment, nie przeciwstawiliby się mu w tej podstawowej zasadzie chrześcijańskiej, zmuszając go, aby zapewnił jakieś uzasadnienie, jest nieprzekonujące.


Powściągliwy ruch moralizatorski

Czy jakiś apostoł mógł utrzymać takie umiarkowanie w swojej działalności misyjnej? Jeśli Paweł opowiadał o człowieku, który był Bogiem, czyż jego słuchacze i nawracani nie zażądaliby szczegółów dotyczących życia tego człowieka, jego słów i czynów? Czy Pawłowi się to podobało, czy nie - człowiek-Jezus stałby się tematem dyskusji między nim a jego kongregacjami, których szczegóły na pewno ujawniłyby się w jego listach, ale żaden się nie ujawnił.

Paweł z trudem mógł dać sobie radę z zadaniem niesienia gojom (na całym znanym świecie) wiadomości o Jezusie bez posiadania pewnej ilości informacji na temat człowieka, o którym miał zamiar głosić kazania. Jednak jakie działania podjął, aby zdobyć takie informacje? W ciągu pierwszych 17. lat po jego nawróceniu, a po odczekaniu trzech z tych lat, spędził dokładnie dwa tygodnie w Jerozolimie z mężczyznami, którzy, jak się przyjmuje - znali Jezusa w czasie jego duszpasterstwa i byli strażnikami tej informacji. Wszystko, co robił w tym czasie, jak sam nam mówi (List do Galatów 1, 18-19), było „poznanie Piotra” i zobaczenie się z Jakubem. Czy oni zapewnili mu intensywny kurs na bazie swoich wspomnień z życia i służby Jezusa? Paweł nie daje żadnych wskazówek o czymś takim i żadnych szczegółów na ten temat nigdy nie przekazał swoim czytelnikom.

Chrześcijaństwo stanowiło konkurencję dla greko-rzymskich kultów misteryjnych, z wielu przesłaniami zbawienia, rozprzestrzenianymi przez wędrownych filozofów i wielbicieli kultowych bogów. Ważnym dobrodziejstwem oferowanym przez te bóstwa była ochrona przed złymi duchami. Jednak pseudo-pawłowe Listy do Kolosan i Efezjan, które mają szczególne znaczenie w tej materii, nie zauważają, że w przeciwieństwie do innych zbawicielskich bóstw, w najnowszej historii Chrystus został wcielony w ciało i krew. Że on sam doświadczył i przeciwdziałał na ziemi takim demonicznym siłom. Że pokazał swoją władzę nad nimi przez swoje cuda, egzorcyzmując je z chorych ludzi. W swoim duszpasterstwie Jezus okazał współczucie, tolerancję, hojność, wszystkie rzeczy, których mężczyźni i kobiety byli żądni w konfrontacji z wrogim, nieczułym światem. To jest po prostu nie do pomyślenia, aby Paweł lub ktoś inny, zignorował lub stracił zainteresowanie tymi zaletami człowieka-Jezusa w czasie, gdy prezentował swoim słuchaczom, gojom lub Żydom chrześcijańskiego wykonawcę zbawienia.


Obsadzenie Jezusa w mitologicznym dramacie

Robert Funk, założyciel Seminarium Jezusa, w jego Honest to Jesus (Szczery wobec Jezusa), [IV]. bardzo stara się podkreślić, że chrześcijaństwo rozwinęło się jako starcie pomiędzy „kultem Chrystusa” i „Ewangelią Jezusa”. Paweł ma być głównym winowajcą w tworzeniu pierwszego i blokowaniu dostępu do tego drugiego. Funk przyznaje, że odłam kultowy ma wyłącznie charakter mityczny, że był pod silnym wpływem Starego Testamentu i hellenistycznych idei kultu zbawiciela i boga umierającego i zmartwychwstającego. Jednak jak mogły hellenistyczne pomysły mitologiczne tak silnie i gwałtownie zawładnąć myśleniem tych, którzy byli wyznawcami ludzkiego Jezusa? Jaki, w czyimkolwiek umyśle, kontrkulturowy [V]. kaznodzieja Królestwa, stracony przez władze rzymskie za pewnego rodzaju podejrzenie o działalność wywrotową, mógł mieć związek z mitycznymi bogami-zbawicielami i odkupieniem świata, który mógł doprowadzić kogoś do oddania go tak dokładnie w tej postaci — z wykluczeniem wszelkich śladów nauczającego oryginału?

Uczeni od dawna starali się wymyślić scenariusze wyjaśniające ten proces. Jeden z nich wygląda następująco: Z gorliwością i cierpieniem, po ukrzyżowaniu, zwolennicy Jezusa starali się zrozumieć, co się stało; próbowali interpretować sens życia ich mistrza, aby nadać nazwę jego roli w bożym planie. Sięgnęli do swych Biblii i zaczęli przypisywać mu wszelkiego rodzaju fragmenty zaczerpnięte ze Starego Testamentu, zwłaszcza tych uważanych, przez ówczesnych Żydów, jako mesjanistyczne. Przy okazji zmienili również współczesną mitologię helleńskiego Logosu, uzupełniając ją żydowskim odpowiednikiem postaci uosabiającej mądrość, dorzucając jako dobrą monetę (dla nas niewyraźne) mity o zstępujących-wstępujących niebiańskich odkupicielach. Ci wczesno-chrześcijańscy myśliciele wchłonęli ten cały ogromny zasób kulturowy i zdecydowali, że ich Jezus z Nazaretu rzeczywiście był prawdziwym ucieleśnieniem wszystkich mitów i zaczęli je przypisywać, chcąc nie chcąc, jemu. Ten „poranek po” przetrząśnięciu bieżącej filozofii i żydowskich pism doprowadził, jak powiadają, do utworzenia wysoce wzniosłego, mitologicznego obrazu Jezusa (szybko po jego śmierci) i do przekonania, że został on „wskrzeszony”.

Pierwszą rzeczą, o którą musimy zapytać, to: Kto zrobił to wszystko? To nie mógł być krąg prostych rybaków wokół Jezusa, takich jak Piotr i synowie Zebedeusza, [VI]. którzy, jak Ewangelie ich przedstawiają, prawdopodobnie ledwo umieli czytać, a co dopiero mieliby włączyć się, praktycznie z dnia na dzień, do egzegetów w rodzaju Filona z Aleksandrii, studiujących Septuagintę [VII]. i współczesną im filozofię grecką. Jeśli to był sam Paweł, to jak mógł kiedykolwiek pracować z kręgiem apostołów w Jerozolimie? W rzeczywistości jego listy nie wykazują sporów na ten temat — [tak jakby - przyp. Taraki] cieszył się bliskim kontaktem i współpracą z grupą skupioną wokół Piotra, nawet jeśli to czasem był niespokojny związek. Jeśli to był większy krąg bardziej wyrafinowanych umysłów, z których tylko Paweł jest imieniem, które do nas dotarło, krąg zapewne z siedzibą w Antiochii, jak niektórzy sugerują — to co dało owej grupie impuls, aby to zrobić? Aby zwrócić się do [nauk i uczniów - przyp. Taraki] ukrzyżowanego kaznodziei, którego nigdy osobiście nie doświadczyli, po najwznioślejsze filozoficzne i religijne koncepcje ich czasów? A gdzie są dowody na rozdział, który z pewnością miał miejsce na początku chrześcijańskiego ruchu pomiędzy takimi filozofami z głową w chmurach i jądrem [ruchu - przyp. Taraki] w postaci prostych uczniów, którzy chodzili za Jezusem-człowiekiem i słyszeli, co głosił w kazaniach, w których on prawie nigdy nie przedstawiał się w takim świetle? Nie ma najmniejszego dowodu jakiejkolwiek niezgody w szeregach, wynikłych na tle takich tendencji do mitologizacji.

To rodzi kolejne pytanie: Jak można wyjaśnić, w jaki sposób ta cała mitologizacja niedawnego człowieka zyskała taką szeroką akceptację? Wprawdzie jest możliwe, że niektórzy uczniowie Jezusa (kimkolwiek byli) byli tak zanurzeni w arkana religijne, że nie widzieli niczego niezwykłego we wpisaniu swego mistrza w te mitologiczne parantele. Ale jest zupełnie inną sprawą zrozumienie tego, jak przeciętny mężczyzna lub kobieta, do których dotarło takie orędzie chrześcijańskie, mogli tak łatwo je ogarnąć. Takie twierdzenia o niedawnym człowieku (który raczej nie głosił takich rzeczy o sobie), zwłaszcza którego stracono jako wywrotowca - spotkałyby się ze śmiechem lub pustymi spojrzeniami, podobnie jak, niewątpliwie, twierdzenie, że wstał żywy z grobu. Co może wyjaśnić, dlaczego tak wielu podobno dokonało tak dziwnego skoku [VIII]. w wierze?

Nawet jeśli takie mitologiczne motywy były obecne w świadomości kulturowej tamtego czasu, jakże trudno byłoby przekonać słuchacza, że te wszystkie mity, dotychczas znane tylko w duchowym kontekście, winny być stosowane do człowieka — ukrzyżowanego przestępcy? Wczesne nauki chrześcijańskie musiałyby skupiać się na uzasadnieniu tego wszystkiego, ale właśnie tego brakuje w najwcześniejszej korespondencji.


Jednostronne interpretacje

Uczeni mają tradycyjny sposób opisywania poprzez przykładanie treści filozoficznych i pism religijnych do Jezusa we wczesnej literaturze, poczynając od arcykapłana, czyniącego ofiarę z własnej krwi w niebiańskiej świątyni (w Liście do Hebrajczyków), po przedwiecznego (pre-existent) Syna [Bożego - przyp. Taraki] u Pawła. To, jak mówią, była „interpretacja” człowieka i roli, którą, jak wtedy postrzegano, on odegrał. Ale jak mamy rozumieć to jako „interpretację”, gdy o tym, co jest interpretowane, nigdy się nie wspomina?

Suzanne Lehne, na przykład, w jej badaniu Listu do Hebrajczyków (The New Covenant in HebrewsNowe Przymierze Hebrajczyków, str. 27) wyjaśnia, że Pismo [St. Testamentu - przyp. Taraki] pomogło autorowi „wyartykułować swoje przekonania” o „przypadku Chrystusa”. Ale nigdzie w Liście do Hebrajczyków jego autor nie wskazuje, że relacjonuje jakieś wydarzenie historyczne związane z Chrystusem. I faktycznie, odniesienie w Piśmie [St. Test. - jw.] jest zwykle traktowane tak, jakby to było częścią tego wydarzenia, a nie wyjaśnieniem czegoś innego, nie mówiąc już o najnowszej historii. Właśnie z Pisma wzięło się to, że „wydarzenie” z Chrystusem zostało skonstruowane — to nie są „teksty dowodowe”, ale „teksty źródłowe”.

John Knox, w Myth and Truth (Mity i Prawdy, str. 59), wyjaśnia List do Efezjan (1: 3-10) jako swego rodzaju hymn stworzony, by określić Jezusa w kategoriach w całości nadprzyrodzonych. Mówi o „pamiętanym człowieku-Jezusie” oraz „cudzie jego czynów i słów”. Ale gdzie są te rzeczy w Liście do Efezjan (1: 3-10) lub gdziekolwiek indziej? Nie możemy zaakceptować twierdzenia Knoxa, że mit w Liście do Efezjan jest zbudowany na „danych historycznych”, kiedy tych danych nigdzie się nie wymienia. Lepszym wyjaśnieniem jest to, że dane historyczne dodano do mitu w późniejszym czasie. Knox, jak i nauka o Nowym Testamencie w ogólności, jest winny odczytania ówczesnym chrześcijanom mitologicznej prezentacji boskiego Chrystusa historycznego z [dodanym - przyp. Taraki ] kontekstem pochodzącym z późniejszych Ewangelii. Mit Chrystusa, jako interpretacja wydarzeń historycznych, jest fantazją.


Nowe wyprawy do początków chrześcijaństwa

Nowsze scenariusze opisujące początki ruchu chrześcijańskiego i to, jak Jezus stał się Chrystusem, starały się być bardziej subtelne i kompleksowe. Burton Mack sugeruje [IX]., że oprócz grup galilejskich, które uważały Jezusa za nie więcej niż ludzkiego nauczyciela, nieżydowskie środowiska (w miejscach takich jak Antiochia) były odpowiedzialne przez pewien okres czasu za zastosowanie ówczesnych mitologicznych interpretacji do Jezusa z Nazaretu i że Paweł przeszedł do jednej z tych „sekt”. Ale w tym scenariuszu pojawiają się problemy. Żydzi nadal stanowili znaczną część składową wspólnoty w Antiochii. Czy oni po prostu pozwolili gojom, by tamci namówili ich do zdrady najcenniejszych zasad ich żydowskiego dziedzictwa? Pomysł stopniowej ewolucji (Mack sugeruje, że miało to miejsce w okresie 25. lat) przeczy wcześniejszym, poprzedzającym Pawła elementom, takim jak hymn w Liście do Filipian (2: 6-11), które mogą - jak przyznajeMack - być bardzo wczesnymi utworami. Jeśli chodzi o samego Pawła (zgodnie z informacją w Liście do Galatów [X].), jego konwersja była także zbyt wczesna, aby pozwolić na czas potrzebny do dokonania się takich procesów, zwłaszcza w odległych ośrodkach. I mamy uwierzyć, że on również — Żyd urodzony i wychowany na Żyda, jak sam nam mówi — połknął bluźnierczą tezę, że człowiek jest Bogiem, w wyniku jakiegoś pogańskiego ciosu zza węgła? Nawet wśród tych pogan-gojów takie wyniesienie śmiertelnego człowieka [do pozycji boga - przyp. Taraki] byłoby bezprecedensowe i niełatwe.

Tymczasem wciąż musimy odpowiedzieć na pytanie „dlaczego”. Co zmusiłoby Pawła, lub pogan z północnej Syrii, aby wziąć prostego kaznodzieję, którego znali tylko z opowiadań, i zrobić zeń kosmiczne bóstwo, bez względu na ich dietę w postaci hellenistycznych tajemniczych idei? Atrakcyjność nie mogła wynikać z tego, co głosił i charyzmy jako nauczyciela, ponieważ natychmiast odarli by go z tej skóry i wyrzucili ją. Jeśli Paweł nie interesował się nauczycielem i jego naukami - jaki pożytek miał z tego Jezusa, jako kandydata na boskiego odkupiciela? Zarówno Mack jak i Robert Funk [XI]. mówią o punkcie wyjścia kultu [głoszonego przez - przyp. Taraki] Pawła w postaci faktu „szlachetnej śmierci” Jezusa, ale fakty szlachetnej śmierci są bardzo pospolite w historii, w tym historii Żydów, i rzadko, jeśli w ogóle prowadzą one do przebóstwienia na tak wywyższony poziom. Sam fakt renomowanej szlachetnej śmierci raczej nie prowadził wykształconego i prawowiernego Żyda, takiego jak Paweł, do naruszenia najświętszych przykazań jego dziedzictwa i skojarzenia tego konkretnego człowieka - którego nigdy nie spotkał - z Bogiem.

W każdym razie kultowe przedstawienie ukrzyżowania Jezusa nie pasuje do scenariusza „szlachetnej śmierci”. Ta ostatnia, w klasycznym przypadku, pasuje do wojownika lub nauczyciela, który umiera za swój kraj, swoich zwolenników, swojej nauki. Te rzeczy skupiają się na życiu, na przyczynie — a w judaizmie, zawsze dzieją się w imię Prawa. To jest właśnie to, czego brakuje w kulcie Chrystusa, który nie ma nic wspólnego z życiem, nauką i zwolennikami Jezusa. Umieranie za grzech nie mieści się w tej samej kategorii, zwłaszcza gdy jest umieszczone w sferze duchowej — jest to mistyczna, duchowa koncepcja.


Nasłuchiwanie odgłosu kroków. . .

Wydaje się, że „prosta propozycja”, którą rozpoczął się ten artykuł, nie jest kompatybilna z akapitem Kawałek nr 2: „Transcendentalny Chrystus …”, ponieważ nie jest możliwe prześledzenie we wczesnochrześcijańskich zapisach realnej ścieżki od domniemanego historycznego Jezusa do najwcześniejszej wypowiedzi (jako kosmicznego odkupieńczego bóstwa). Po pierwsze - nie da się znaleźć możliwego do zaakceptowania wyjaśnienia, dlaczego taki krok byłby wykonany, kto go uczynił, jak można było przełamać żydowską wrażliwość i dlaczego w tym procesie człowiek, który zapewne był początkiem wszystkiego, znikł zupełnie jakby wpadł w czarną dziurę.

Gdy dodamy Kawałek nr 3: Czas Apokalipsy, dowiadujemy się, że Paweł i inni w rzeczywistości czynią niemożliwym zidentyfikowanie początku ruchu wiary z historycznym człowiekiem. Ustępy takie jak: List do Rzymian (16: 25), List do Kolosan (1: 26), List do Efezjan (3: 5), itp., mówią nam, że jest to czas objawienia Syna za pośrednictwem Ducha i Pisma Świętego. Te tajemnice „ukryte przez wiele pokoleń” są dopiero teraz odsłonięte światu za pośrednictwem apostołów takich jak Paweł, a nie przez jakiegoś historycznego Jezusa.

W Drugim Liście do Koryntian (5: 18) Paweł mówi swoim czytelnikom: „A to wszystko z Boga jest [XII]., który nas z samym sobą pojednał przez Jezusa Chrystusa i dał nam usługiwanie tego pojednania”. To apostołom, takim jak Paweł, „powierzył Bóg słowo jednania” (wers. 19). To, że Paweł nie dzieli się światłem jupiterów z żadnym niedawno żyjącym Jezusem z Nazaretu i jego misją, znajduje również potwierdzenie we wcześniejszym fragmencie, by nawet nie „przez Chrystusa” łagodzić osobistą pochwałę. Zaczyna się (3: 5-6): „sposobność nasza z Boga jest, który nas też uczynił sposobnymi sługami nowego testamentu, nie litery, ale Ducha; albowiem litera zabija, ale Duch ożywia. On też sprawił, żeśmy mogli się stać sługami Nowego Przymierza”. [Tekst z Biblii Gdańskiej - przyp. Taraki]

Całkowite lekceważenie Pawła w stosunku do roli samego Jezusa, w przydzielaniu Nowego Przymierza, jest zdumiewające. On dalej mówi, że Stare Przymierze zostało zainaugurowane boskim blaskiem, co znalazło odzwierciedlenie w obliczu Mojżesza. Pyta: „Czyż nie większy splendor spoczywa na (jest odbity w) boskiej dyspensie Ducha?” [Biblia Gdańska - przyp. Taraki]. Paweł pomija wszelki splendor, który mogło zawierać oblicze Jezusa i jego kariera, i skupia się na ruchu misyjnym, powodowany przez Ducha wysłanego od Boga. „Jakoż daleko więcej” - pyta - „usługiwanie Ducha” (w znaczeniu jego własnej usługi) [lub misji -przyp. Taraki] „nie ma być chwalebne?” (Oto moje tłumaczenie. [E. Doherty - przyp. Taraki]). "Splendor, który kiedyś był (czyli w starym przymierzu) jest teraz ... przyćmiony przez jeszcze większy splendor.” Do tej rezydencji chwały, w której Paweł zasiadł, Jezus nie jest wpuszczany nawet przez wejście dla służby!

W takich fragmentach ignoruje się pogląd, że Jezus mógł odegrać jakąkolwiek rolę w najnowszej historii zbawienia, ale co z tymi, którzy [wyraźnie - przyp. Taraki] nie pozostawiają żadnego miejsca na to? List Tytusa (1: 3), gdzie mówi się w imieniu Pawła, jest dobrym przykładem: „Ku nadziei żywota wiecznego, który obiecał przed czasy wiekuistemi ten, który nie kłamie, Bóg, a objawił czasów swoich. To słowo swoje przez kazanie, które mi jest zawierzone według rozrządzenia zbawiciela naszego Boga: otwarcie zadeklarował się w głoszeniu, które powierzono mi w drodze rozporządzenia, Zbawiciela naszego, Boga” (Biblia Gdańska). Nie ma pęknięcia w fasadzie, w której Jezus mógł zdobyć przyczółek. Obietnice Boga, co do życia wiecznego, leżą w przeszłości i jego pierwszym działaniem na rzecz tych obietnic jest obecne objawienie się apostołom, takim jak Paweł, którzy przeszli do głoszenia przesłania. Własne nauki Jezusa o wiecznym życiu, jego własna osoba jako ucieleśnienie tego życia (jak to upamiętnia Ewangelia Jana), [wszystko to - przyp. Taraki] wyparowało z wiatrem.

Pierwszy List św. Piotra Apostoła (1: 12) deklaruje, że to, co powiedzieli prorocy, zostało ogłoszone nie przez Jezusa w Jego misji, ale „przez tych, którzy wam kazali Ewangieliję przez Ducha Świętego z nieba zesłanego” (Biblia Gdańska). W Liście do Tytusa (2: 4 i 3: 4) mówi się o tym, co „wzeszło na świat” w teraźniejszości. Zamiast samego Jezusa, jest to „łaska boska” i „dobrotliwość, i miłość ku ludziom zbawiciela naszego - Boga ” (Biblia Gdańska). Uczeni, kiedy pozwalali sobie na martwienie się o takie rzeczy, zapewniali, że są to metaforyczne odniesienia do Jezusa z Nazaretu. Jest to interpretacja zrodzona z desperacji.


...I sam głos

Jeśli ruch rozpoczął się od człowieka, który nauczał na Ziemi, nie wiemy jak wyjaśnić, czemu nawet prostych danych, bądź prezentacji tej działalności, nie można znaleźć w jakimkolwiek wątku początkowej dokumentacji. Konsternację potęguje obecność w wielu listach nauk moralnych i maksym znajomych z zapisu w Ewangelii, w tym niektórych „autentycznych” powiedzeń obecnych w [warstwie - przyp. Taraki] „Q”, ale bez najmniejszego przypisanie ich postaci Jezusa. [XIII]. Od Błogosławieństw po wypowiedzi na temat miłości, po osądzanie i przysięgi oraz zbliżanie się Boga, kochanie wrogów i nadstawiania drugiego policzka, nie wspominając o dziesiątkach apokaliptycznych nastrojów, które w Ewangeliach są umieszczone w ustach Jezusa - żadne z tych powiedzeń nie jest przedstawiane jako głos Jezusa. Mówi się, że niektóre pochodzą bezpośrednio od Boga, tak jak w Pierwszym Liście do Tesaloniczan (4: 9), podczas gdy inne, takie jak u Pawła „słowa Pana”, są traktowane jako produkt inspiracji duchowej pochodzącej od Chrystusa w niebie. Komentarze naukowe, w wyniku tej całej ciszy w sprawie skutków nauczania Jezusa [XIV], są pełne zaskoczenia i zakłopotania.


Rzut oka na List do Rzymian (10 i 11) powinien przekonać dowolnego bezstronnego obserwatora, że Paweł nie zna żadnych historycznych nauk Jezusa. (Pozostawiam czytelnikowi zastanowienie się nad tym fragmentem.) Stara się podkreślić winę Żydów, że nie reagowali na wieść dostarczoną przez apostołów, takich jak on sam, mimo że mieli mnóstwo okazji, aby to zrobić. Jednak nie korzysta z możliwości oferowanej przez samego Jezusa i jego nauki. Kilka punktów w 10: 11-21 woła o jakieś odniesienie, jakąś wskazówkę dotycząca historycznej misji, ale żadna się nie pojawia. [XV]. Następnie Paweł przechodzi do rozdziału 11., w którym zapoznaje z wieloletnim mitem o tym, jak Żydzi zabijali proroków wysłanych od Boga, lecz nie słychać nawet słówka o zabiciu samego Syna Bożego. Nic nie może usprawiedliwić tego milczenia.

List do Hebrajczyków otwiera się ze stwierdzeniem, że „W te dni ostateczne mówił nam przez Syna swego,” a następnie nie daje nam ani słowa wypowiedzianego przez tego Syna — przynajmniej w żadnym historycznym, ziemskim otoczeniu. Głos Syna raczej pochodzi z świętych pism — Pismo jest jego platformą. W 10: 5 Syn mówi o czymś w rodzaju „mitycznej teraźniejszości” poprzez fragment z Psalmu 40. (w rzeczywistości 39. LXX).

Dlatego, w czasie Jego przyjścia na świat, mówi:
Ofiary i obiaty nie chciałeś,
aleś mi przekłół uszy;.
całopalenia i ofiary za grzech nie żądałeś.
Tedym rzekł: Oto idę; w księgach napisano o mnie;:
Abym czynił wolę twoję, Boże mój!"

W tym jednym fragmencie widzimy typ źródła, które doprowadziło do tego, że Syn duchowy przejął lub wkroczył w „ciało” (początkowo zostało to uzmysłowione w niższej sferze duchowej — patrz: kawałek nr 5) i pomysł, że ów Syn został poświęcony na ofiarę. Dla autora Listu do Hebrajczyków Chrystus był najwyższą ofiarą, która wyprze raz na zawsze wszystkie ofiary kultu Świątyni, którego Bóg już nie chciał. Pomysł „Jego przyjścia na świat” nie jest przedstawiony w jakimkolwiek sensie historycznym, a tym bardziej w kontekście opowiadania Ewangelii, ale uczeni często z trudem starają się odnosić te wiersze do ziemskiego wcielenia. Paweł Ellingworth jednak zdaje sobie sprawę, że „mówi on” jest „ponadczasową teraźniejszością, odnoszącą się do trwałego zapisu Pisma Świętego” [XVI]., co usuwa go z jakiegokolwiek kontekstu historycznego.

Pomijamy tu idee platońskie z ich koncepcją wyższego świata w ponadczasowej rzeczywistości. To właśnie w tym świecie duchowym działa Chrystus, co w Liście do Hebrajczyków jest wyraźnie przedstawione jako ofiara złożona w niebiańskiej świątyni. „Przyjście na świat” jest nadal mityczne, podobnie jak idea działania „w ciele”. [XVII].

W tym samym duchu List do Efezjan (2: 17) jest szczególnie interesujący: „I przyszedłszy (Chrystus) opowiedział pokój…” [Dosłownie tłumacząc za oryginałem: „ogłosił dobrą wiadomość”. Przyp. Taraki]. Ale jaka była treść tej wiadomości? Zamiast pochwycić okazję i odnieść się do pewnych nauk zakładanej działalności Jezusa, autor cytuje Izajasza. (Nawet zdanie wprowadzające wyżej cytowany urywek, opiera się na Księdze Izajasza 52: 7). Podobnie jak w Liście do Hebrajczyków, Syn jest przedstawiony, jak mówi słowami świętych pism. Syn zamieszkuje duchowy świat Pisma Świętego, nowo otwarte Boże okno do niewidzialnej prawdziwej rzeczywistości. [XVIII]. To jest właśnie to „przyjście” owego głosu, postrzegane przez objawienie i świeże odczytania Pisma Świętego, które uruchomiło nową erę i ruch chrześcijański.

PRZYPISY:

[I]. Jesus and the Word (Jezus i Słowo), str. 8

[II]. What is Redaction Criticism? (Co to jest krytyka redakcji?), str. 23f, {Metoda historii redakcji lub historia redakcji (niem. Redaktionsgeschichte, skrót RG) – jest jedną z metod badawczych współczesnej biblistyki. Inna nazwa spotykana w literaturze to krytyka redakcji (ang. redaction criticism).}

[III]. W IV wieku „Ambrosiaster” {Ambrozjaster to imię anonimowego autora, który w drugiej połowie czwartego stulecia za pontyfikatu Damazego I napisał Komentarze do Listów apostoła Pawła. W większości manuskryptów dzieło to przypisywane jest Ambrożemu lub Hilaremu.} w swoim komentarzu do Listu do Rzymian, daje nam wskazówkę, że chrześcijanie w Rzymie przyjęli wiarę w Chrystusa, „nie widząc żadnego z apostołów”. Innymi słowy, był to przypadek lokalnego rozwoju wiary w ideę duchowego Syna i nie ma nic wspólnego z ruchem misyjnym poza Judeą.

[IV]. Rozdział II, str. 31-45 [Zob. recenzję książki Roberta Funka Honest to Jesus (Szczery wobec Jezusa).]

[V]. Aluzja do „kontrkultury”, ang. counter-culture, jaką głosił Jezus, np. jego powiedzenia o porzucaniu rodzin i niedbaniu o dobra materialne. Przyp. Taraki.

[VI]. Zebedeusz – biblijny rybak i szkutnik z Kafarnaum, ojciec apostołów Jakuba i Jana, mąż Salome, patrz: www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=Zebedeusz . P. Tłumacza.

[VII]. Septuaginta to pierwsze tłumaczenie Starego Testamentu z hebrajskiego i aramejskiego na grekę, patrz: www.google.pl/webhp?sourceid=chrome-instant&ion=1&espv=2&ie=UTF-8#q=Septuaginta . P. Tłumacza.

[VIII]. W oryg. leap of faith – czy aluzja Autora do „skoków kwantowych”?

[IX]. Who Wrote the New Testament? (Kto napisał Nowy Testament?), str. 75f; cf. jego A Myth of Innocence (Mit o niewinności), str. 101f.

[X]. List do Galatów 1: 16-2: 1.

[XI]. Mack, Who Wrote the New Testament? (Kto napisał Nowy Testament?), str. 80f, Funk, Honest to Jesus (Szczery w stosunku do Jezusa), str. 43.

[XII]. Tłumaczenie NEB dosłownie: „wszystko to jest z Boga” {NEB, New English Bible jest tłumaczeniem Biblii na współczesny angielski bezpośrednio z oryginalnego greckich, hebrajskich, aramejskich tekstów. W przypadku niniejszego tłumaczenia z j. angielskiego teks biblijny zaczerpnięto z wydania trzeciego poprawionego Biblii Tysiąclecia, oba teksty są praktycznie identyczne. Patrz: https://en.wikipedia.org/wiki/New_English_Bible}.

[XIII]. Musimy pamiętać, że nie ma znaczenia, czy takie wypowiedzi były rzeczywiście autentyczne. Jeśli Jezus był znany jako nauczyciel, konkurencyjny i polemiczny charakter samego ruchu doprowadziłoby do przypisania mu wszystkiego w trosce o jego autorytet.

[XIV]. Być może brak próby wyjaśnienia tego jest zadziwiające, jak to u Sophie Laws w jej studium The Epistle of James (List św. Jakuba Apostoła, str. 34): „Podczas gdy Ewangelie mają jedną formę pojmowania nauk Jezusa, identyfikując je jako jego, Jakub dostarcza dowodów innego sposobu utrzymania i zachowania go: wchłanianie bez różnicowania do ogólnego zasobu materiału etycznego”. Co mamy nazwać: „Zachowaniem przez pogrzebanie”?! Jakub ukrył wszelkie ślady tak dobrze, że można się zastanawiać, jak późniejsze pokolenia były w stanie je wydobyć. Mdłe oświadczenie Laws, mówiące, że „Nie jest ważne dla Jakuba, aby wskazać, gdzie jego przykazania pochodzą od Jezusa”, niczego nie wyjaśnia i tylko podkreśla sama absurdalność idei. Laws znalazła się w dobrym towarzystwie, takich jak Peter H. Davids (James, str.16), który odważnie stwierdza: „Niecytowanie Jezusa, nawet wtedy, gdy jest zależne od jego myśli, jest w pełni charakterystyczne dla listów Nowego Testamentu”. Davids czerpie z ciszy innych, aby udowodnić, że cisza u Jakuba nie jest w ogóle ciszą!

[xv]. Werset 17. „Chrystusa” jest dopełnieniem wspieranym przez cały kontekst. Patrz: próba C.K. Barretta (The Epistle to the Romans, List do Rzymian, str.189) do wprowadzenia nauczania Jezusa obok kaznodziejów apostolskich do małego zaimka względnego w wersecie 14. Hou ouk ekousan, mówi, powinny być przetłumaczone jako „Chrystus musi być wysłuchany albo we własnej osobie lub w osobie swoich kaznodziejów”. Twierdzenie Barretta, z którym nikt, kogo znam, się nie zgadza, niszczy precyzyjny łańcuch argumentacji stworzonej przez Pawła. Barrett powiadamia, że to, w co nie może uwierzyć, to że brakuje przesłonić tego, co jest oczywiście tam — lub nie istnieje — w słowach Pawła.

[XVI]. New International Greek Testament Commentary (Komentarz do Nowego, Międzynarodowego Greckiego Testamentu): List do Hebrajczyków, str. 500.

[XVII]. W Liście do Hebrajczyków (10:37) jest wyjaśnione, że „ten co przychodzi”, nie przyszedł wcześniej, bo obietnica z Pisma Świętego nie została jeszcze spełniona, a wers 8:4 dosłownie przeliterowuje, że Chrystus nigdy nie był na ziemi. (Ellingworth, op.cit., str. 405, ucieka od tego wniosku przez odrzucenie normalnej interpretacji czasowników w czasie przeszłym niedokonanym, ponieważ „może to być źle zrozumiane w ten sposób, że Jezus nigdy nie był w ziemi”!) Jeśli chodzi o wers 9:28, który naukowcy są skłonni uważać za jedyne miejsce w listach Nowego Testamentu, gdzie o Paruzji {Paruzja to Dzień Pański, Drugie przyjście, patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Paruzja} mówi się jako o drugim przyjściu; „ek deuterou" można natomiast przetłumaczyć jako „dalej” w sekwencyjnym sensie, a nie koniecznie „ po raz drugi”. W rzeczywistości, kontekst w. 27-28 wspiera pierwsze znaczenie. [Zob. artykuł uzupełniający nr 9: The Son in the Epistle to the Hebrews. (Syn w Liście do Hebrajczyków).

[XVIII]. Jako że wyższa sfera ducha stanowiła „prawdziwą” rzeczywistość, ten wyższy świat zawierał duchowe odpowiedniki rzeczy materialnych z niższego świata. Tak więc w sferze duchowej Chrystus mógł podjąć ekwiwalent „ciała”, złożyć ofiarę „krwi”, nawet „z nasienia Dawidowego”, jak w Liście do Rzymian 1:3. Należy pamiętać, że ta cecha Chrystusa „kata Sarka” jest określana przez Pismo, jak to Paweł mówi w wersecie 2. Jest sprawą proroków, a nie znanym faktem historycznym, że Paweł założył swoją „ewangelię Syna” i jego działalność w zarówno „ciele” oraz „duchu”. [Zob. artykuł uzupełniający nr 8: Christ as "Man" (Chrystus jako „Człowiek”).]

Przekład: Jerzy Florczykowski

Korekta przez: ()



  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

komentarze

[foto]

1. Doherty pisze:"Nawet wśród... • autor: Tomasz Żywy2015-09-16 21:59:38

Doherty pisze:

"Nawet wśród tych pogan-gojim takie wyniesienie śmiertelnego człowieka [do pozycji boga] byłoby bezprecedensowe i niełatwe".

Czy aby na pewno? Specyfiką greckiej mitologii (i być może innych, tego nie wiem) była możliwość samoubóstwienia dzięki heroicznym czynom. Feliks Koneczny wspominał między innymi o tym wskazując na różnice między cywilizacją grecką a perską, gdzie w myśleniu ludzi ze wschodu bóg był zawsze czymś ponad, spoglądał a priori. Bogowie helleńscy z kolei byli bytami aposteriorycznymi, tzn. zatopionymi w rzeczywistości, a na samo ubóstwienie śmiertelnik mógł jak najbardziej zasłużyć (olimpiady chociażby).

Swoją drogą rysuje się tu dość ciekawa sytuacja. U samego początku Jezus miałby być wyłącznie człowiekiem, następnie stać się w heroicznym akcie bogiem, kończąc na stwierdzeniu, że był nim od zawsze, a sprzeciw wobec takiej idei był bezwzględnie tępiony (patrz: arianie). A teraz patrząc na to z trochę innej strony: Herakles także był boskim synem, który czynem zasłużył ubóstwienie.
[foto]

2. Deifikacja cesarzy rzymskich • autor: Terravis Wiktor Rumocki2015-09-21 23:53:26


Ważna uwaga w powyższym komentarzu Tomasza Żywego. Teza jakoby
Nawet wśród tych pogan-gojim takie wyniesienie śmiertelnego człowieka [do pozycji boga] byłoby bezprecedensowe i niełatwe.
jest wyraźnie naciągana i jest to jeden ze słabszych momentów tego skądinąd bardzo ciekawego artykułu Doherty′ego. Polecam artykuł jednego z Autorów Taraki pt. Deifikacja cesarzy rzymskich
cytat:
Pierwszym władcą rzymskim deifikowanym ustawą senatu w roku 44 p.n.e. był Juliusz Cezar. Na Kapitolu stał jego posąg z napisem; „Cezarowi półbogu”, w maju zaś 45 roku po powrocie z Hiszpanii w świątyni Kwiryna stanęła jego podobizna z podpisem „Deo Invicto” („Bogu Niezwyciężonemu”)(Tondel J., Jak cesarze rzymscy stawali się bogami, Mówią Wieki, nr. 9 1974 r., str. 25.) Jednakże senat patrzył na te próby wyjątkowo niechętnie i dopiero śmierć przyniosła mu apoteozę. Regułą była zresztą taka kolejność rzeczy. Złamał ją dopiero Kommodus konsekrując się za życia. Odbierał on cześć boską jako sam Herkules. Kaligula i Neron byli cesarzami, którzy folgowali profitom przysługującym z tytułu ich boskości, między innymi egzekwując orientalny zwyczaj proskinesis – padania na twarz przed władcą. Oficjalnie wprowadzony został on dopiero w czwartym wieku. Jak charakteryzuje przemiany ideologiczne Jean Paul Roux; „Przekonanie, że władca jest bogiem żyjącym na ziemi zapanowało wreszcie powszechnie. Na dłuższą metę stało się ono nieodzowne dla ludu, który się tego domagał i który zarazem w dużej mierze utracił wiarę w jakichkolwiek innych bogów. W zbyt wielkim, wielorasowym i coraz bardziej materialistycznie nastawionym Cesarstwie narastający kult cesarza stawał się najpotężniejszą podporą religii. Cesarze z dynastii Antoninów rozumieli, że należy go podsycać i czynili to głosząc coraz intensywniej nadnaturalne przymioty władcy. Uznawanie boskości Cezara stało się dowodem obywatelskiej cnoty, a kult cesarza jednym z najpotężniejszych przejawów rzymskiej religii”.(Roux J.P, Król mity i symbole, Bellona, Warszawa 1998 r., str. 100)

Zresztą istnieje pewien ciekawy trop łączący kult cesarzy rzymskich z chrześcijaństwem:
Jezus a Cezar

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)