Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 marca 2012

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: FunBodyEnglish (odcinków: 5)

Zainteresowany nauczyciel

Kategoria: Techniki rozwoju

« Żywe idee Chcesz czytać, co? »

Zastanawiałem się niedawno nad tym co uczeń ma z zainteresowanego nauczyciela. Wyszło mi, że sporo. Zainteresowany nauczyciel, to taki, który prowadzi zajęcia bo są one wyzwaniem dla jego kreatywności. Takiego nauczyciela chciałby mieć każdy. A jednak „kreatywność” w metodyce nauczania spłycono do zestawu technicznych tricków, które nauczyciel stosuje aby pobudzić ciekawość ucznia. Gdzie w tym wszystkim jest nauczyciel? Gdzie jego osobista kreatywność? O tym kursy uniwersyteckie milczą.

 Stosowanie zabawnych tricków, które mają aktywizować ucznia uznano za psychologiczną podbudowę metodyki. Nauczyciel, który prowadzi kursy tymi technikami może być znudzony, zmęczony, zestresowany - nieważne. Zainteresowanie nauczyciela tym co robi to rzecz drugorzędna. Ważne aby operował sprawnie technikami i z dystansu sprytnie ucznia pobudzał. Przypomina to teatr, w którym aktor pozostaje całkowicie oddzielony od roli. On ją tylko gra, a potem zgarnia kasę. I idzie spać.

 Według mnie brakuje temu podejściu jednej zasadniczej wartości – nauczyciela. Jeżeli „sól straci smak, czymże ją osolą”? Innymi słowy: jeżeli nauczyciel nie będzie zainteresowany lekcją, w jaki sposób, mimo najlepszych chęci, ma nią być zainteresowany uczeń? Nauczyłem się, że podstawą dobrego belferstwa  jest edukowanie innych z zainteresowaniem, w sposób, który belfra interesuje i na tematy, które są belfrowi bliskie. To niestety wyklucza typowe sylabusy (tak w anglo-ucznictwie nazywa się programy nauki), i w ogóle wszelkie  zrutynizowane formy narzucania nauczycielom czego i jak mają uczyć. Każdy nauczyciel powinien tworzyć własny, autorski program przedmiotu, kropka. Być może tak było kiedyś, w czasach mitycznej utopii. Wiek Żelazny, niestety, zapomniał ze szczętem o tym uniwersalnym prawie.

 Jest jeszcze kwestia porozumienia. Mówić sobie nawzajem (mówić sobie samemu, przede wszystkim!) co nas kręci, co nie. Jeżeli lekcja mnie nudzi, mówię otwarcie. Albo po prostu kieruję rozmowę na temat, który mnie ciekawi. Często nie nudzi mnie zresztą sam temat, tylko podejście słuchacza. Maszynka wyrzucająca martwe słowa. Wbijam się wtedy z moim „Co czujesz?!”, „Czego Ty doświadczyłeś?!”, „Jaki to ma Twoim zdaniem sens?!” i temu podobne. Cuda się dzieją, gdy obaj odkrywamy że można mówić co nam w duszy gra –  a mimo to jest coraz przyjemniej, coraz merytoryczniej, coraz wydajniej.

FunBodyEnglish: wstęp na końcu

Od kilku lat tworzę moje osobiste podejście do nauki języków, pod nazwą FunBodyEnglish. Jest już strona, choć na razie w wersji roboczej, jest też sala lekcyjna, są regularne warsztaty. Metoda wychodzi naprzeciw oczekiwaniom, żeby było luźno, przyjemnie i kreatywnie. Polega na tym, żeby dużo opowiadać, o sobie i swoich pomysłach, w warunkach specyficznego "teatralnego" klimatu jaki tworzymy. Stosujemy dramę i róże formy improwizacji, jest z tym kupa śmiechu. Chcemy odblokować Was, postawić w realnych sytuacjach komunikacyjnych, czasem narażając na śmieszność, wstyd, jak w realu. Nie potrzeba być doskonałym, żeby się doskonale bawić. Natomiast gramatyce - mówimy zdecydowanie - niekoniecznie.


« Żywe idee Chcesz czytać, co? »

komentarze

[foto]

1. Nauka języków jako inicjacja • autor: Wojciech Jóźwiak2012-03-29 20:24:33

Krzysztof, podsuwam Ci pomysł tematu do rozważenia: nauka obcego języka jako inicjacja. Wg mnie nauka języka nie jest zwykłym uczeniem się w sensie powiększania wiedzy, jak nauka chemii albo historii. Nauka języka jest aktem samoprzemiany. Po tym, gdy ktoś nauczy się obcego języka, staje się kimś innym. Jego umysł inaczej pracuje. Jego świadomość się poszerza. Jego świat zyskuje nieznane wcześniej wymiary. Otwierają się przed nim bramy do niemożliwych wcześniej możliwości.

Przeciwnie, nieznajomość pewnego języka, zwłaszcza ważnego (np. angielskiego) zamyka osobę w "pudełku" lub "dołku". Nieznajomość języka szerokiego zasięgu jest niepełnosprawnością jak brak kończyny, niewidzenie barw albo głuchota. (Czasami się zastanawiam, kim bym był, gdybym miał sprawność w angielskim choćby w 50% taką jak w polskim... Uau... To tak jakbym miał dochody 10 razy lub więcej niż mam teraz.)
Robert Palusiński wielokrotnie na swoich blogach rozważał problem RANGI, czyli tego że ludzie są odruchowo i zwykle podświadomie klasyfikowani jako lepsi lub gorsi od innych, co zwłaszcza dobrze rozpoznano w USA, gdzie Biały ma wyższą rangę od Czarnego, protestant od katolika, mężczyzna od kobiety i na szczycie zasiadają White Anglo-Saxon Protestants, wśród nich jeszcze najwyżsi co odpowiednio bogaci i (lub) naukowo utytułowani plus sławni. No więc nie przedłużając, nieznajomość języka szerokiego zasięgu jest czymś co radykalnie obniża rangę. Tu dużo do dyskusji, ale na tym skończe.

2. to ciekawe bo ja też myśle o kursie angielskiego:) • autor: Nierozpoznany#61032012-03-31 08:48:36

ale nie takim zwyklym, tylko o takim jaki opisał Krzysztof.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)