Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 listopada 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Nasze zwierzęta mocy (odcinków: 31)

Zając

Kategoria: Symbole
Tematy/tagi: anekumenabaśńdzieckoSiódemka (enneagram)symbolezwierzęta mocy

« Tajemniczy orzeł ZYS

Wśród zwierząt-ssaków najbliższych człowiekowi, zaraz po domowych krowach, owcach i psach, pierwszym z tych dzikich był zając. Tak było w naszym chłodniejszym pasie Europy, ale nie tylko, ponieważ zające żyją w większości krain Ziemi (pierwotnie nie znała ich tylko Południowa Ameryka, Australia i niektóre wyspy) i wszędzie ich rola w gospodarstwie człowieka była podobna: były łatwą zdobyczą i „chętnie” dawały ludziom zaspokoić ich wieczny głód na mięso, a skóra służyła jako mało wykwintny ocieplacz. Bywały okazyjnie oswajane, ale przez swoje szczególne zwyczaje rozrodcze nie pozwoliły się udomowić – inaczej niż ich bracia króliki. Ludzie dobrze je znali i ich obyczaje, ich „drogę”, ponieważ ścieżki obu gatunków nieustannie się krzyżowały, gdyż zając zamieszkiwał ten sam biotop, co człowiek, a właściwie było tak, że ludzie karczując lub rozrzedzając lasy i osuszając błota, zastępując pierwotną roślinność polami i pastwiskami, w istocie budowali dom zającom, gdyż stwarzali krajobraz, w którym gatunek ów mnożył się i prosperował. Przy tym ani nie zagrażał ludziom lub ich domowym zwierzętom, ani z nimi nie konkurował. Nie słychać, żeby gdzieś zające stały się plagą, którą trzeba byłoby zwalczać. Stosunki zajęczo-ludzkie, prócz zdarzających się polowań, były pokojowe. Danina, jaką gatunek zając składał promującym go ludziom, nie zagrażała jego istnieniu. Zmieniło się to dopiero w najnowszych czasach.

Zając znaczący. Gdy dziecko przewróciło się, konieczna przygoda przy nauce chodzenia, starsi wołali: zając! złapałeś zająca! Ta fraza wprowadza w symboliczne zrównanie zajęcy z dziećmi. Gdy myśląc o zwierzętach nakładano na nie mapę stosunków w rodzinie, zającom przypadała rola dzieci lub bliska dzieciom. Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” pisze: „bo z łowów wracając, /.../ spod konia mknie się biedak zając: /.../ wtenczas za nim dla zabawki /.../ na konikach małe goniły panicze Przed oczyma rodziców”. Zające postrzegano jako istoty wprawdzie należące do „wielkiej rodziny”, inaczej niż np. zbójcy-wilki lub złodzieje-lisy, ale były to istoty niepoważne, podobnie jak dzieci w rodzinie ludzkiej traktowane właśnie jako niepoważne, chociaż „nasze”, przynależne i kochane. W tym samym ustępie poematu Autor (ustami Wojskiego) zająca jako „zwierzę niemające kłów, rogów, pazurów” zostawia „dla płatnych sług i dworskich ciurów” – tutaj jawi się symboliczne zrównanie sług i „ciurów” z dziećmi, to samo, za sprawą którego piesze wojsko po angielsku nazywa się „infanterią” (infantry) czyli jakby „wojskiem dzieci”, a stara carska żołnierska śpiewka głosi „sołdatoczki zdorowy riebiatoczki”. Dla nas w tym to jest ważne, że zając zostaje zrównany bądź z dzieckiem, bądź z osobą niskiego stanu, i ta niskość lub niepowaga będzie dalej grała w jego symbolicznym wyposażeniu.

W tej zwierzęco-rodzinnej mapie już pies stał nisko, niżej od ludzkich sług, ale zając przed psem ucieka, więc jeszcze niżej stoi w porządku bytów. Choć nie tak nisko, jak zwierzęta szkodliwe bądź bezużyteczne. W końcu był jadalny i miał użyteczne futro. W patriarchalnym porządku pan-mężczyzna zającem pozwalał sobie gardzić, ale na dolnych piętrach tamtej drabiny dochodziło do ciepłych stosunków, jak w rymowance „mój zającu, nie bój-że się, ja borówki zbieram w lesie”. Dziewczyna-borówczarka przemawia do zająca jak do równego sobie, poucza go, że nie jest mu groźna; zresztą jej borówki są podobnym leśnym darmo danym pokarmem jak zajęcza trawa. Cieplejsze stosunki z zającem miał człowiek-kobieta niż należący do społecznej góry groźny dlań lub mający go w pogardzie człowiek-mężczyzna-pan. W bajkach dla dzieci zajęczyca jest przedstawiana jako kochająca matka, troszcząca się o ukochanego zajączka-synka.

Zając trikster. Symboliczny zając jawi się więc jako istota niskiej rangi, ale w jakiś sposób konieczna w Rodzinie Świata. Jest więc wyobrażany jako dziecko, ale również jako psotnik i trikster! – jako że wśród niskich społecznie istot obok dzieci stali błazny i kuglarze. Ale jeśli postrzegany jest jako dziecko, to w tym miejscu pojawia się dysonans poznawczy: bo dziecko jest zależne od ludzi-dorosłych, tymczasem zające znakomicie radzą sobie bez ludzkiej opieki ni pomocy, przeciwnie, na swych skocznych nogach śmigłe jak wiatr i odporne na mróz i inne przeciwności bardziej niż nie tylko człowiek, ale i jakiekolwiek domowe zwierzę, należą do kompletnie nie-ludzkiej sfery, bliżej jakichś duchów przyrody, immanentnie zrośniętych z jej twardością. Skoro jest poznawczy dysonans, to, jak mawiał Klaudiusz Lévi-Strauss, musi przyjść mit, który dwa brzegi tej dartej materii znaczeniowej zszyje.

Mit powstał. Być może był opowiadany wcześniej, ale w literaturze zapisał go Mikołaj Niekrasow w postaci wierszowej historii o tym, jak „Dziadek Mazáj” ratował zające przed powodzią; ros. tytuł: „Дедушка Мазай и зайцы”. Kluczem do sensu tej bajki jest epitet „płutý kosýje”, którym niekrasowowski Mazáj obdarza swoje zające; co na polski można przełożyć jako „zezowate łobuzy”. Płut to oszust lub krętacz, więc w szamańskiej terminologii trikster. Ale dlaczego „kosy”, „kosooki”, patrzący z ukosa lub w końcu zezowaty? Dla znających z bliska zające (lub choćby króliki), rzecz jest oczywista: zające nie patrzą na wprost. Nie mają takiej umiejętności! Natura dała im widzenie dosłownie naokoło głowy w pełnym kręgu 360 stopni, a to za sprawą wyłupiastych, panoramicznych oczu osadzonych po bokach głowy. Za to nie dała im umiejętności skupiania wzroku na wprost dwojgiem oczu w jednym kierunku i na jednym punkcie. Dlatego z zającem (z królikiem podobnie) nie nawiążesz kontaktu wzrokowego, jak z kotem lub z psem, nie mówiąc o bratnich małpach. Widzi cię zawsze tylko jednym okiem, gdy drugim gdzieś błądzi. Czy może być lepszy – dla nas, istot skupiających wzrok – obraz dwuznaczności, pomieszania, bycia „i tu i tam” jednocześnie, a więc czegoś, czego trzeba nieco się obawiać jako zapowiedzi oszustwa, fortelu, wyprowadzenia w pole? Ta ostatnia fraza jest zresztą rdzennie zajęcza i wzięła się z licznych obserwacji zająca, który przed ścigającymi go psami i łowcami ucieka z opłotków lub zagaju w pole właśnie, gdzie na otwartej przestrzeni go nie dogonią. Swoimi „kosymi” oczami, jednocześnie widzącymi i niewidzącymi, zezowatymi i patrzącymi gdzie indziej, więc może w jakąś inną warstwę rzeczywistości?, zając dobitnie potwierdza swoją naturę nawiedzonego-oszusta, czyli trikstera.

W bajce Niekrasowa dziadek Mazáj, stary myśliwy, włóczący się po polach-lasach ze strzelbą, której już prawie przestał używać do zabijania, a potrzebuje raczej do usprawiedliwienia przed ludźmi swoich polno-leśnych wędrówek, zauważa, że zającom grozi wiosenny wylew wód. Rzecz dzieje się w rodzinnych stronach pisarza, gdzieś w dolinie Wołgi pod Jarosławiem – autor w tekście narzeka na płaskość terenu wciąż narażonego na powódź. Woda podniosła się i Mazáj spostrzega zające uciekłe na kępy. Podpływa do nich łodzią i zabiera je na pokład. Zające rozumieją, że oto przybył z ratunkiem i same chętnie wskakują niby posłuszni rozbitkowie-ocaleńcy. Wywozi je na twardy ląd, gdzie zwierzęta rozbiegają się, a cztery najbardziej mokre i zabiedzone zabiera do swej chaty, by je wysuszyć i nakarmić przed uwolnieniem. Bajka odnawia mit o Noem ratującym zwierzęta przed potopem. Ale także ustanawia brakujący związek w pojęciach, głosi bowiem: tak, zając jest „zezowatym łobuzem”, więc triksterem-oszustem i istotą z nie-ludzkiego świata, ale przecież zające to, że żyją, zawdzięczają Mazajowi, który je ocalił od powodzi. I pod tym względem podobne są do dzieci, które wymagają troski, podobnej, chociaż trwającej długie lata, nie tylko jedną noc potrzebną do wysuszenia futerek, jak w przygodzie z Mazajem.

Zając błazen. Zajęcy, chociaż to „zezowate dranie” nie sposób się bać ani na nie złościć. Stąd pochodzi wątek umieszczania zająca w roli sprytnego protagonisty istoty faktycznie groźnej, np. wilka, jak w rosyjskim kreskowym serialu „Wilk i zając”, gdzie w kolejnych końcowych scenach sponiewierany przez zająca wilk syczy zemstą: „Nu pogodí!”, czyli: czekaj, ja ci jeszcze pokażę. – Lub jak w naszych dowcipach „o niedźwiedziu i zajączku”. Różnica tylko taka, że o ile rosyjski zając faktycznie zwyciężał, to polski zając robi coś innego: śmiesznie usiłuje przedstawiać swoją klęskę jako wygraną.

Jednak zając, gdy wadzi się z wilkiem lub niedźwiedziem, nie został umieszczany w owej roli tylko z powodu swojej dziecinnej słabości, która rzekomo ma budzić sympatię u widza-słuchacza. Wspomniałem wyżej, że na społecznej nizinie obok dzieci stali błazny i kuglarze. Błazna poznajemy po karykaturalnych przerysowaniach. I takie same przerysowania znajdujemy u zajęcy. Zające są małe, ale mają wielkie uszy, wielki zadnie nogi i stopy, wielkie wypukłe (wytrzeszczone) oczy i wielkie przednie zęby-siekacze. Wszystkie te części ciała mają nieproporcjonalnie duże, zwłaszcza gdy porównywać je z tym, co widać u ludzkiego dziecka. Więc skoro nie dziecko, to błazen, a siłą błazna jest jego bezczelność, jego wpychanie się tam, gdzie go nie proszą, jego hucpa. I tę rolę zając gra w bajkach jako protagonista zbójów drapieżców.

Zając nowak. (Bo skoro jest szarak i bielak, to może też być nowak.) Zając jako uratowany przed wiosenną powodzią przez Mazaja i zając jako dziecko zawierają coś wspólnego: są nowe. Nowy jest zarówno ocaleniec, jak i urodzeniec czyli dziecko, które świeżo na świat przyszło. Porą powodzi (i ocalenia zajęcy) jest wiosna. (Mazáj nie jest całkiem miłosierny dla swoich pupilów: obiecuje im zaledwie rozejm do zimy, kiedy wróci do nich ze strzelbą i wtedy jej użyje zgodnie z przeznaczeniem.) Zające żywe, zoologiczne, pomagają w tym miejscu zającom mitycznym: zaczynają rodzić się wczesną wiosną, w naszym klimacie wręcz jako „marczaki”, na polach tulące się do niestajałego jeszcze śniegu. Przez co Jakub Grimm (1785 – 1863; starszy z dwóch sławnych braci) uznał zająca za zwierzę poświęcone bogini Ostarze, amplifikując wątki z niemieckiego folkloru, gdzie zając był jednym z symboli święta Wielkiejnocy. Nie jest całkiem pewne, czy Ostara bogini wiosny była znana przed Grimmem, niemniej zając w popkulturowym imaginarium Wielkiejnocy zdominował zarówno Chrystusa, jak i jego kanoniczne zwierzę mocy, Baranka – podobnie jak Santa Kloz zdominował Chrystusa w jego aspekcie bożonarodzeniowym. Wiedząc o tym, nie przymykajmy jednak oka na zająca jako symbol tego co nowe i powstające. Przy okazji zauważmy, że przez symbol wielkanocnego zająca, święto owo zostaje poświęcone Narodzinom, a nie, jak oryginalnie, Śmierci – wprawdzie poprzedzającej Odrodzenie, ale jednak śmierci. Widocznie ewangeliczne lub gnostyckie skojarzenie wiosny ze śmiercią było nie do pojęcia i nie do przyjęcia dla prosto opowiadających się za życiem ludów Północy.

Zając seksu. Seksualne obyczaje zajęcy byłyby szokujące, gdyby nie to, że samo zwierzę jest, jak odkryliśmy wcześniej, z zasady niepoważne. Pora rui wprawia zwierzęta w szaleństwo – jeszcze jeden kamyk do mozaiki trikstera. Są jak „zające w marcu”, „marcowe zające”; March Hare – tak nazywa się zając bohater przygód Alicji w Krainie Czarów, uczestnik niekończącej się herbatki przy nieskończonym podwieczorkowym stole. Tu zauważmy przepastną różnicę między zającem a królikiem w owej Opowieści Mocy: zając jest zaledwie szaleńcem, podczas gdy królik: magicznym przewodnikiem i mystagogiem bohaterki. Zające zbierają się gromadami na gody, podczas których zwierzęta odprawiają istne tańce i rytualne walki, w których biorą udział i samce i samice, najwyraźniej ustanawiając porządek nie tylko który dzielniejszy chłopak, ale i która ponętniejsza dziewczyna. Zanim zwierzęta te zaczęły masowo wymierać około 20 lat temu, te zajęcze tańce w wykonaniu kilkudziesięciu osobników naraz można było na Mazowszu obserwować na polach z okiem pociągu. Ale choć są tak strasznie napalone, zające pośpieszną kopulację kończą po paru sekundach – co też wpływa na mityczny obraz zwierzęcia jako franta, który wiele obieca, ale mało zdziała.

Powaga zająca. Inaczej niż dzieje się to w głównym nurcie, który każe zającom grać role dziecinne, niskie, oszustcze lub inaczej niepoważne, moje spotkania z zającami nauczyły mnie dostrzegać w nich – i podziwiać oraz doceniać – ich bytową inność. Zające, te realnie napotkane, jawią się jako doskonale i solidnie osadzone w swoim bycie, w ich szczególnym sposobie istnienia. Są jakby gospodarzami ziemi, tej płachci, na której żyją, a stąd już niedaleko do statusu ducha-gospodarza lub opiekuna miejsca, istoty tak rewerowanej przez szamanów. Są tu i stąd. Są (jakby) ukrytym ludem ziemi. Owszem, płoszą się: co jednak nie jest powodem, by podejrzewać je o jakąś płochość, bo łatwo dostrzec, że ich ucieczki nie są paniczne i nie budzą litości, jak u ich współmieszkanek saren, ponieważ jawnie widać, że ucieczka zająca jest ruchem szachisty, który samego siebie przestawia na z góry obmyśloną przewidzianą pozycję. Prawdopodobnie jest tak, że polna lub zagajnikowa przestrzeń jest dla zajęcy przetkana ich mentalnymi kanałami, którymi przemieszczają się w znane sobie miejsca, raz szybciej, raz wolniej, nie tyle z lęku przed prześladowcą, co tak, aby stać się dla kogoś niewidzialnym. (Sztuka, którą wprawdzie inaczej, ale dobrze praktykują także myszy.) W oczach zająca jest wieczna pewność istoty, która była i będzie. Oby.

Zające realne. Zające należą do rzędu zajęczaków, wraz z pokrewnymi i bardzo podobnymi królikami, i z mniej podobnymi i dalej spokrewnionymi szczekuszkami, które zamieszkują wysokie góry Azji i Ameryki Północnej. Zajęczaki są siostrzanym kladem-rzędem względem gryzoni, z którymi łączy je wiele podobieństw, ale i dzielą różnice, m.in. taka, że o ile gryzonie skłaniają się do wszystkożerności, a niektóre nawet do drapieżnictwa, to zajęczaki są czysto roślinożerne. Gryzonie też próbują innych niż naziemny trybów życia: bywają nadrzewne, a nawet latające, pływające lub podziemne, podczas gdy zajęczaki twardo trzymają się ziemi: chociaż umieją pływać, to żaden gatunek nie próbował skolonizować wodnego środowiska, i chociaż kopią nory, to nikt z nich nie pozostaje w nich permanentnie; jak również nie ma zajęczaków chodzących po drzewach.

Gatunków zajęcy – z rodzaju Lepus – jest 32. Są ogólnie podobne do naszego zająca europejskiego czyli szaraka (Lepus europaeus); różnią się szczegółami szaty-sierści, długością uszu i podobnymi drobiazgami. Żyją w skrajnej Arktyce, w strefie umiarkowanej i w pustyniach zarówno chłodnych jak subtropikalnych, w sawannach, na równinach i w górach. Zające zajmują północną Amerykę od Grenlandii do Meksyku, całą Europę wraz z Wyspami Brytyjskimi, większość Azji z Japonią i większość Afryki. Nie było ich oryginalnie w Ameryce Południowej i w Australii, i oczywiście na Antarktydzie, a także na wyspach Indonezji. Rodzaj Lepus najwidoczniej jest w fazie ekspansji, w czym pomógł mu człowiek, zaprowadzając europejskie zające do nieznanej im przedtem Argentyny i Australii. Niektóre gatunki mają wielki zasięg, jak zając bielak, zamieszkujący cała północną Eurazję, a także Alpy, Irlandię i Szkocję; albo zając płowy: kawałkami Afrykę od Kapsztadu po Maroko oraz Bliski Wschód aż do Indii. Inne są izolowane do mniejszej ojczyzny, jak zając kantabryjski (Lepus castroviejoi), żyjący na wrzosowiskach w Górach Kantabryjskich, północna Hiszpania. Wydaje się, że relacje ludzi z zającami są wszędzie podobne, niezależnie od gatunku.

Od królików zające różnią się tym, że nie kopią nor jak one, żyją pod gołym niebem nie korzystając z żadnych schronień, a przed drapieżnikami ratują się ucieczką w dal, popartą gruntowną znajomością własnego terenu. Druga różnica jest taka, że młode zające rodzą się gotowe: z kompletną sierścią, która chroni je w pojedynkę przed chłodem, widzące i poruszające się. Nie potrafią tylko uciekać i przed drapieżnikami chroni je maskowanie i brak zapachu. Różnica między gotowymi zajęczętami a niedołężnymi króliczętami jest dokładniej taka, jak między ptakami gniazdownikami (np. bociany lub wróblowate) a zagniazdnikami (kury, kaczki, żurawie). Warto zauważyć, że i gryzoniom zdarza się być zagniazdnikami, jak rodzące się gotowe świnki a raczej świnięta morskie.

Wymieranie zajęcy. Chociaż są mieszkańcami krajobrazu stworzonego przez człowieka i jego gospodarkę, zajęcy wciąż ubywa. W Polsce międzywojennej, w bardziej wschodnich granicach, było ich podobno 7 milionów. Podawana „na dzisiaj” liczba 0,5 miliona w Polsce wydaje się niewiarygodna i nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że faktycznie jest ich dziesięć razy mniej. Chociaż o ich ubywanie wini się nadmiar lisów, których przybyło przez wytępienie wścieklizny, to jednak prawdopodobnie ich głównym wrogiem jest chemizacja rolnictwa, zalewająca pola masą trucizn. Te tzw. obłudnie „środki ochrony roślin”, aby anihilować zające i inne zwierzęta, nie muszą ich zabijać – wystarczy, jeśli powodują poronienia lub sprowadzają choroby na młode. W czasach najnowszych dobija je trucie roślin glifosatem-randupem, barbarzyński nałóg rolników, przez który pola, dawniej pokryte bogatym naturalnym poplonem lub śródplonem z nieszkodliwych chwastów, na których żerowały zające, a także sarny, kuropatwy lub gołębie grzywacze, okresowo zamieniają się w wysuszoną pożółkłą i martwą pustynię. „Mokrzycę chrupią” pisał Adam Mickiewicz o zającach w „Panu Tadeuszu”, a to właśnie jest chwast naturalny śródplon w zbożach, dzisiaj skutecznie kasowany randupem.

Zając na Księżycu. Tak zwane Morze Obfitości (Mare Foecunditatis) i Morze Nektaru (Mare Nectaris) na Księżycu wyglądają jak zajęcze lub królicze uszy. „Tak zwane” – bo wiadomo, że są to równiny ciemnego bazaltu. Obok są Morza Spokoju i Jasności (Tranquillitatis, Serenitatis) które zlewają się w głowę zwierzęcia. Resztę „mórz” widać jako tułów, a Chińczycy w Morzu Wilgoci i Morzu Chmur (Humorum, Nubium) dopatrzyli się moździerza w którym ów Księżycowy Zając (lub Królik) ubija tłuczkiem eliksir nieśmiertelności. Zająca/królika na Księżycu widywali też Indianie z Meksyku. Legenda ta musiała istnieć także w Indiach, skoro w sanskrycie zając brzmi śaśa, a Księżyc (jedno ze wielu słów na niego) – śaśanka. Symbolika zająca jest ogólnie księżycowa – tzn. obejmuje te znaczenia, którym w astrologii i pokrewnym naukach tajemnych patronuje Księżyc. Ta zajęcza pieczęć wybita na Księżycu tym bardziej potwierdzała tamte intuicje.

Zając magiczny i demoniczny. Skoro Księżyc patronował temu, co ciemne i skryte, więc także czarom i magii, to również zające lub produkty z nich musiały pojawiać się jako magiczne materiały. Echa tego znajdujemy u autorów Taraki. W poemacie-dramacie „Dziewanna” Jacka Dobrowolskiego (którego fragment tutaj) czarownice noszą zajęcze czapki. Mirosław Miniszewski, w Tarace jako Amalius von Othmart, napisał znakomite opowiadanie grozy pt. „Katoptrium”, gdzie:

Do kuli wchodzi mysta (resp. adept) i zapala lampkę oliwną na olej z zająca, tłoczony zeń w noc pierwszego nowiu zimowego. Po zapaleniu lampki katoptrium wypełnia się światłem nieziemskim, które, nie mając gdzie uciec, razi okrutnie mystę, który zwy głagolicą starodawną zapisane odczytuje. W ten sposób otwiera się brama do innego świata, którą można przełazić w te i we wte, znaczy się przetwierać się można tu i tam. Tak księgi przerażające prawią.

(Opowiadanie to weszło do zbioru „Opowieści ze wsi obok”, więcej zob. „Czytanie... Miniszewskiego. Dzieło jest!” Strona książki: wewsiobok.pl.)

Sam zając też pojawia się na styk z demonami. Dręczący morskie diabły rosyjski heros Bałda („Chcę tutaj morze postronkiem marszczyć I was, plemię przeklęte, martwić” – tak Aleksander Puszkin w przekładzie Tuwima) wygrywa wyścig z wnukiem starego biesa, w którym zamiast samemu stanąć do zawodów, wyręcza się dwoma zającami, z których jeden startuje, a drugi przybiega, oczywiście przed diablim młodzieńcem, na metę. Wprawdzie zające są tu tylko narzędziem w rękach chytrego Bałdy (u Tuwima pod imieniem Jołop), ale cała historia jest przykładem figury „mały-słaby fortelem zwycięża wielkiego i groźnego”, której innym przykładem są – też rosyjskie – wspomniane wcześniej boje zająca z wilkiem.

Zające, przy pomocy których Bałda oszwabia diabły i ściąga z nich rzekomo zaległy dług na korzyść popa, są – zauważmy – uzewnętrznieniem mocy jego umysłu: zarówno symbolizują jego przebiegłość, jak i służą temu, żeby jego fortel został wykonany. Puszkin więc nieprzypadkowo do roli tej wybrał właśnie zająca. W tym samym epizodzie bohater przedstawia diabłu zająca jako swojego młodszego brata – znów wychodzi na jaw natrętne zrównywanie zająca z dzieckiem.

Bałda był nie tylko chytry, ale i nieprzeciętnie silny. Jedną i drugą moc zawdzięczał ascezie, co sam ogłasza: „jeść będę sam warzony bób”. Bób jest wysoce magiczny! – jako roślina i potrawa, jednak opisanie tego wymagałoby osobnego rozdziału. Dieta zawężona do jednego gatunku rośliny ma w sobie coś zwierzęcego i bobożernego Bałdę podejrzewamy, iż jest w istocie jakimś zwierzem w ludzkiej postaci. Czyżby był zającem? Zające wszak zjadają własne bobki... Ale czy Puszkin pisząc baśń, wiedział o tym?

Gdy się objawia

Gdy motyw zająca objawia się w snach, w spontanicznych wizjach, w powracającym zainteresowaniu lub w seriach dziwnych życiowych przypadków, lub gdy twoja uwaga jest dziwnie nakierowana na zające, należy rozpoznać to jako wezwanie do załatwienia lub przepracowania jakichś spraw, psychicznych procesów, zaczętych kiedyś w dzieciństwie, lecz niedokończonych i niespełnionych. Różne atrybuty zająca posłużą tu jako klucz i przewodnik.

Ratowanie zajęcy przez Dziadka Mazaja podczas wiosennego przyboru wód po to, aby wrócić do nich i po nie zimą jako już po łowną zwierzynę, wskazuje na konieczność ochrony początków, tych które dopiero w przyszłości zaowocują i będą mogły zostać spożytkowane. Te początki mogą czekać w postaci niejako zamrożonych wspomnień z dawnych czasów, kiedy były nowe i świeże, albo dziać się teraz, jednak będąc nie całkiem rozpoznane. Tu włącza się metafora zająca jako istoty wiodącej życie równoległe do naszego-ludzkiego, ale nieuchwytnej, znikającej, niedającej się podejść ani pochwycić, wiatronogiej i chwilowej. Zając odsyła do oryginalnej pomysłowości, do tej właściwości umysłu, która rozbija schematy. Kluczem jest tu proste ćwiczenie myślowe: oto zające żyją i korzystają z tego samego krajobrazu, w którym my sami jesteśmy zanurzeni – ale przecież robią to zupełnie inaczej od nas. Jak ta sama rzecz i środowisko może być postrzegane, odbierane i używane całkiem inaczej niż to jest normalnie przyjęte? Również obraz zająca-szaleńca poszerza spektrum wyobrażeń.

Ale przy pracy z zającem nie trzeba zbyt ciężko myśleć. W istocie, nasz wewnętrzny zając jest ekstrawertykiem i lekkoduchem, epikurejczykiem żyjącym tu-i-teraz, polegającym, jak realny zając na swoich bystrych nogach, na niezwykłych skojarzeniach i odkryciach, na paradoksach i wiecznym uczeniu się, także po to, aby tych groźnych umysłem wyprowadzić w pole. Zając wzywa do odnowy, do zaczynania nowego życia jak na wiosnę lub do przesunięcia się do niższej kategorii wiekowej, więc także do zabawy, która jest właściwa początkowym i młodym fazom.

Ekwiwalencje:

Żywioł: powietrze/ziemia.

Planety: Księżyc, ale w związku z Merkurym i Uranem (jako trikster).

Znak zodiaku: Bliźnięta.

Miejsce w horoskopie: imum coeli albo IV dom.

Karta tarota: VII-Rydwan (o niej czytaj niżej); Szóstka Kijów (zabawy, szaleństwo, „jak pijany zając”, upust namiętnościom).

Litery/głoski: L (bardziej niż Z, od której zaczyna się słowiańskie imię zająca), E.

Kierunek świata: Wschód (jako początek i święto Ostary/Easter).

Drzewo: Wierzba.

Enneagram: 7-Epikurejczyk, ale przechodzący w 1-Perfekcjonista (postać troskliwej zajęczej matki) – linia ta odpowiada karcie VII-Rydwan. Typy te korespondują z żywiołami powietrza i ziemi.

Ciekawostki i etymologia

Istnieje opinia lub legenda, że powiedzenie „wyskoczył jak Filip z konopi” odnosi się do zająca („filipa”), który wypada z łanu konopi zamroczony tą rośliną. Wiadomo jak konopie, zwłaszcza te indyjskie, działają na ludzi, ale brakuje danych, jak działają na zające? W każdym razie jest to dodatek do frazy „jak pijany zając” i do szalonego Marcowego Zająca z Alicji w Krainie Czarów, czyli obrazu zająca jako szaleńca-nawiedzeńca.

Słowiański apelatyw „zając”, powtarzający się z odmianami we wszystkich tych językach (i w łotewskim, gdzie być może słowiańską pożyczką), nie ma dalszej etymologii ani pokrewieństw w innych j. indoeuropejskich. Prof. Ignacy Ryszard Danka w znakomitej książce „Pelazgowie, autochtoni Hellady. Pochodzenie, język, religia”, znajduje jednak coś podobnego w pokrewnym pelazgijskiemu języku Traków, mianowicie imię Zaika , dziwnie podobnie brzmiące jak „zając”; tym ważniejsze, że inny Trak miał na imię Kozas: jak słowiańska „koza”. (Zob. w Tarace: „Pelazgowie i praojczyzna Indoeuropejczyków”.)

Zając po angielsku jest hare, po niem. Hase, w sanskrycie śaśa. Pierwsza z dwóch spółgłosek, h lub ś, w pie. była palatalnym („miękkim”) k`, podczas gdy druga, dziś w ang. wymawiana jako nieme r, w niem. jako z, w sanskrycie ś – dawniej była zwykłym s. Jak by to słowo brzmiało dziś po słowiańsku, np. po polsku? – sasa. Czy w takim razie „hop, sasa” nie znaczyło dawniej i oryginalnie: „skacz, zającu”?

W Taroku Zwierzęcym zając jest wyobrażony na karcie nr VII, czyli tej, która w tarocie głównego nurtu („Marsylskim”) zwie się Rydwan i wyobraża wojownika na dwukonnym rydwanie, obraz rytualnie odbywanego tryumfu. Zając jako jego odpowiednik odsłania ukryty wymiar tamtego arkanum: że to, co jawnie i „oficjalnie” uznawane za zwycięstwo, bywa w istocie i w swej ukrytej warstwie: ucieczką.



Nasze zwierzęta mocy: wstęp na końcu

Nasze - europejskie i polskie - zwierzęta mocy różnią się od tych znanych od Indian Ameryki i Aborygenów Australii. Tu chcę dać przegląd tych najważniejszych.
(Zob. też "Nasze zwierzęta mocy: książka w trakcie pisania".)


« Tajemniczy orzeł ZYS

komentarze

1. Jeszcze jedna twarz • autor: And21022018-11-05 20:03:59

Zająca - chyba najbardziej mroczna - postać Zająca prześladująca bohatera z filmu "Donnie Darko" (tu kadr z filmu) - kto widział to wie jakie wywoływał wrażenie. Kto nie widział niech obejrzy "w ciemno".
https://www.antyradio.pl/Film/News/Czy-powstanie-kontynuacja-Donniego-Darko-12934

2. Chiński zając :) • autor: Bearyl2018-11-06 16:52:20

Zając w astrologii chińskiej to znak yin, księżycowy i z żywiołu drewna. Należy do Trójkąta Katalistów, czyli tych co wywołują zmiany, sami się przy tym nie zmieniając. Jego motto : "Współgram z pulsem Wszechświata. W spokoju i samotności słyszę melodie znaczące dla duszy. Unoszę się nad rozproszonym i rozpadającym się przyziemnym światem. Poddaję się i godzę z nim. Mój świat ma pastelowe, spokojne barwy. Jestem symbolem harmonii i wewnętrznego spokoju. Moje imię to Mao, Konformista". Taka ciekawostka :)
[foto]

3. Chiński zając? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-06 21:00:11

Dzięki, Bearyl, za uzupełnienie.
Przy okazji usprawiedliwię się, dlaczego nie piszę o symbolice zająca (ani przeważnie innych zwierząt też) w Chinach, ale też w Indiach albo u mówiących w nahuatl Meksykanów, albo w Afryce: ponieważ tematem tego serialu, a być może przyszłej książki, są nasze zwierzęta mocy. Pytanie, co to znaczy "nasze"? To są mniej więcej takie, jakie docierają do naszej obecnej świadomości i siłą rzeczy polskiej świadomości, skoro teksty są pisane po polsku przez autora, dla którego inne języki są jednak obce. To że włączam wątki z Rosji albo z obszaru angielskojęzycznego to dlatego, że są one częścią tej popkultury, która nas otacza. Z drugiej strony nie chcę wchodzić czterema nogami w popkulturę, która odstręcza tym, że jest za bardzo "zrobiona" -- przeciwieństwo spontaniczności, dzikości (serca) i łowienia duchowych wpływów w żagle umysłu. Staram się raczej, żeby ten serial sam był takim łowieniem. Nie wykluczam, że czasem coś złowię chińskiego -- zresztą w tym odcinku o zającu złowiłem ewidentnego zająca/królika na Księżycu i już poza tekstem, za to w winiecie Nowości Taraki -- Mandalę Trójzająca. A chińszczyzna jako taka w ogóle odstręcza mnie swoją systemową zamkniętością. Tam nic nie można stworzyć, można tylko powielać. Ale to ich sprawa, pewnie Chińczycy to lubią.

4. Czyli zając złowiony... • autor: Bearyl2018-11-06 23:54:00

Czyli zając złowiony na Księżycu jest żywy, natomiast zając chiński jest martwy, bo w naszej popkulturze się nie zawiera ? Próbuję zrozumieć pojęcie "nasze" i "obce" i jak w sferze szamańskiej może być tak łatwo rozgraniczane i przyznaję, że mam z tym problem. Czy kiedy śniłem o ptaku Garuda - miałem obcą przebitkę z innej kultury, czy też ten symbol był na tyle uniwersalny, że miał prawo pojawić się w moim polskim śnie ? Czy archetypiczne symbole nie są uniwersalne, niezależnie od kultury ? Tekst o zającu bardzo mi się spodobał i zaciekawiło mnie czy w kulturze tak odległej jak chińska - zając miał podobną symbolikę. Nie zamierzałem wprowadzać obcego elementu i zaburzać inspirującego przekazu o naszym zwierzęciu mocy.

5. Zródło Mocy. • autor: Mieczy.slowa2018-11-07 06:19:35

Przygotowuję się do podrózy do odległego o 80 kilometrów miasta, w sprawie pracy w ośrodku dla ludzi starych i chorych. Poprosiłam o Zwierzę Mocy, które mnie poprowadzi, wspomoże w moich działaniach, tchnie we mnie siłę by iść naprzód. Wskazało na Rzekę, którą dosłownie będę za chwilę przekraczać. Czy Rzeka może być żródłem Mocy?

6. ciekawa historia • autor: Doskii2018-11-07 10:52:27

[foto]

7. Dwie wstawki w tekście • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-07 13:05:24

Dopisałem dwa fragmenty w tekście:
1) więcej o roli zajęcy w baśni o Bałdzie
i 2) więcej o zającu błaźnie.
Variów o zającach pewnie uzbiera mi się więcej i wtedy zbiorę je w apendyksie pt. "Paralipomena leporum".
[foto]

8. Czapkę oddał lisom • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-07 13:25:38

Pokolenie z hakiem temu czyt(yw)ałem książkę dla dzieci z obrazkami o małym zajączku, który od kogoś dostał czapkę niewidkę i niechcący:
"swoją czapkę oddał lisom, to wbrew zajęczym przepisom"
--- jak głosiła wspaniała fraza.
Czy Ktoś zna tytuł, autora? Ma może tę książeczkę?

PS. @Mieczy Słowa: Tak, Rzeka spokojnie może być zwierzęciem mocy. Nie rzeka w ogóle, tylko ta konkretna po imieniu.
[foto]

9. Przypominam znakomity artykuł o symbolice królika i zająca Olgi Drendy • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-12 19:28:16

Uszaty trickster. Mitologiczny wizerunek królika i zająca
[foto]

10. Ach, zające! • autor: Roman Kam2018-11-15 21:14:16

I zajęcze apokryfy, czy raczej rzec chciałbym appendixy:
1-szy mickiewiczowski, obserwowany na żywo, kiedy skryte w polnej bruździe dwa zające startują do ucieczki dokładnie w przeciwne strony - nie, nie na skos, nie w chaosie, nie - d o k ł a d n i e - w przeciwne (180 stopni) strony i  - d o k ł a d n i e - w tym momencie kiedy, pewny już swego pies wykonywał ostatni, skok na ich grzbiety. Zarycie pieska w ziemi i pocieszne kręcenie głową przy dokonywaniu, zbędnego już wyboru kierunku pogoni..Pyszne! Zawsze mnie zastanawia, jak się te zające na to umawiają. Jest w tym prawdziwy ocaleńczy geniusz, ale i niebywały przykład solidarności. Gdyby wiały od razu, jeden prawdopodobnie położyłby życie - odwaga wytrzymywania do końca pozwala umknąć obu cwaniakom.   
2-gi pominięty przez Wojtka dotyczy zajęczej łapki i w mniejszym stopniu ogonka - używanych z bliżej mi nieznanych celów przez wiedźmy i szamanów.
3-ci z ciekawych obyczajów zająca to wykonywanie tzw. kominka. Przy wyborze miejsca na spoczynek zając wykonuje nawet 5 metrowy skok w bok, który zmusza tropiącego go lisa do zataczania koła przy urwanym śladzie. Daje to zającowi dodatkową szansę. Z drugiej strony, cierpliwy, silniejszy lis, zamęczy mało wytrwałego na dłuższych dystansach zająca, nie dając mu odpocząć. Oglądałem tego rodzaju obrazek nocą, kiedy przemknęła mi w światłach samochodu taka liso-zajęcza, dzielona dystansem 2-3 m para, by za chwilę, za ostrym zakrętem drogi znów się pojawić - tym razem lisa od zająca dzielił dosłownie metr.  
Strojny nie jest, fakt i faktycznie trochę miglanc, lecz myśle sobie, że krzywdzący jest zgryźliwy mit o zajęczej odwadze, o zajęczym sercu, jak i małej roślince Szczawik zajęczy, której nazwa podobno stąd, że jak pan zje, to pan zajęczy!

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)