zdjęcie Autora

14 lutego 2014

Porcelanka

z cyklu: Sny i wizje (odcinków: 2518)

Zamrażanie mnie, rodzina, jazda rowerem.

Kategoria: Sny i wizje

« Skaczący ludzie Chłopak Chińczyk »
I.
Mój partner miał lecieć w kosmos na 3 lata i w związku z tym zamrażał mnie – do czasu powrotu. Leżałam na jakby katafalku, który stopniowo mnie zamrażał chyba najpierw na plecach, potem leżałam na brzuchu. Czułam coraz większe zimno i wiedziałam, że kolejnym etapem zamrażania będzie coraz wolniej bijące serce i tak też już się stało, że serce spowolniło pracę. Czułam dotyk zimnego twardego podłoża. Wiedziałam, że nie muszę się na to godzić. I w tym momencie podjęłam decyzję, że rezygnuję z zamrożenia. Wstałam i poszłam do drugiego pomieszczenia położyć się do pościelonego chyba biało łóżka, by się rozgrzać (to było zielone łóżko, na którym spałam w dzieciństwie do 11 roku życia). Słyszałam, jak męski głos wyraża pretensje do mojego partnera przez telefon, że się nie dałam zamrozić. Byłam ubrana na biało.
II.
W jakby jakiejś wielkiej hali, pośrodku, po jednej stronie przejścia (które biegło przez środek od jednej strony hali do drugiej) stałam ja i moja córka w białej sukni oraz reszta rodziny (bez szczegółów kto) – było to jej przyjęcie komunijne (w rzeczywistości było przed 7 laty).
W drugiej „scenie” snu byłem po drugiej stronie ww. przejścia i ustawiałam krzesła dla rodziny w jednym rzędzie, jedno obok drugiego. Krzesło dla córki było na drugim miejscu, a moje ustawiłam… jako jedyne w drugim rzędzie, za krzesłem córki.
III.
Poszłam na PKS, na autobus (nieznane mi miejsca w rzeczywistości). Stanęłam w bramie wjazdowej na ogrodzony siatką obszar dla autobusów. Były tam ciężarówki i kilku mężczyzn oraz jakby „stróżówka”. Jeden z mężczyzn poinformował, że autobus odjechał (choć początkowo widziałam, że stoi, po chwili go nie było). Czułam się bezradna, nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. W sumie się nie spóźniłam, tylko tak bez planu tam poszłam i nie wiem dokąd miałam jechać. Wtedy wróciłam, tj. jechałam niebieskim rowerem ulicą (po lewej stronie zielone drzewa), niby mi znanym, tyle że okazało się, że jest mały, ale jechałam nim bez problemu, mimo za długich nóg. (w dzieciństwie jeździłam takim małym składakiem w podstawówce, do ok. 11 r.ż.). Znalazłam się na tym rowerze w rodzinnym mieście, w pobliżu domu cioci, widziałam zielony trawnik, żywopłot zamiast płotu i brak bramy (dom siostry taty, choć inny, niż w rzeczywistości, nadto we śnie można było wejść z jednej strony pośrodku, a wyjść po przeciwnej). Tuż przy tym parterowym domu, przy fundamencie, było coś mojego (nie wiem co…) i chciałam wejść na podwórze, by to wziąć. W następnej scenie weszłam do tego domu od strony północnej (gdzie de facto nie ma drzwi), przeszłam korytarzem, podniosłam coś z podłogi i udałam się do wyjścia po stronie południowej (tam, gdzie ono naprawdę się znajduje). Chciałam wyjść niezauważona. Jednak gdy wychodziłam i drzwi wyjściowe do przedsionka już miałam otwarte, wyszła ciocia, a ja tłumaczyłam się, po co przyszłam. Było mi głupio, wstyd, że dawno u niej nie byłam.

Sny i wizje: wstęp na końcu

Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Skaczący ludzie Chłopak Chińczyk »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)