Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 marca 2011

Terravis Wiktor Rumocki

z cyklu: Sacrum & Profanum (odcinków: 5)

O zaniku szamanizmu - moc środka i moc skraju raz jeszcze

Kategoria: Antropologia

« Ateny, Jerozolima, Ganges - Źródła wstydu, poczucia winy i lęku Paleolit - Neolit czyli polowanie kontra Dożynki »

Ostatnio na e-łamach Taraki pojawiło się zagadnienie znikania wierzeń szamańskich a przede wszystkim samych szamanów w kulturach rolniczych. Wydawca Taraki w odcinku blogu pt. Samorodni szamani zadaje pytanie dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że szamanizm "nie żeni się" z rolnictwem? Nes Havason odpowiadając Wojtkowi w komentarzu do tamtego odcinka twierdzi, że dzieje się tak dlatego, że w kulturach rolniczych pojawia się zinstytucjonalizowana religia, na straży której stają kapłani działający w imieniu określonych bogów. Owi kapłani wypierają szamanów, którzy działali jako pośrednicy między ludźmi a całą społecznością duchów. Dalej Nes bardzo trafnie zauważa, że kultury rolnicze pomimo tego, że są związane ze środowiskiem (muszą znać rytm pór roku, okresów deszczu i suszy, czy wylewów rzek), to jednocześnie zaczynają stawać w opozycji do Natury poprzez takie działania jak karczowanie lasów, czy budowa kanałów nawadniających. To poczucie opozycji, którego kultury łowiecko - zbierackie nie znają, jest tutaj zagadnieniem kluczowym o czym więcej za chwilę. Wojciech Jóźwiak zgadzając się z Nesem w kwestii istotnej roli pojawienia się w cywilizacjach rolniczych zinstytucjonalizowanej religii, co skutkuje zanikiem szamanizmu, uważa jednak, że nadal pozostaje pytanie dlaczego tak się w ogóle dzieje, że szamanizm tam zanika?

Zastanawiając się nad postawionym pytaniem zauważyłem, że odpowiedź na nie w dużej części znajduje się już w Tarace! Przypomnieć trzeba dwa teksty: Barbarzyńcy na rubieżach autorstwa Wydawcy oraz odcinek blogu Marii Borkowskiej: Antychryst w Skiroławkach. Po dokładnej analizie tych artykułów pewne elementy układają się w całość. W dalszej części zamieszczę kilka cytatów z tych artykułów wraz z wnioskami. Wróćmy teraz do problemu, który łowcom i zbieraczom jest nie znany. Ta kwestia to poczucie opozycji wobec przyrody, co w kulturach rolniczych jest dosyć typowe. Maria Borkowska przypomniała powieść Nienackiego pt. Wielki Las, której głównym bohaterem jest niejaki Horst Sobota:


W powieści „Wielki las” las jest żywą istotą. Okrutnymi metodami walczy o życie i swoją przestrzeń. W środku lasu znajduje się piękny dom i sad starego Horsta Soboty. Sobota walczy z lasem o każdy kawałek ziemi, o każdy skrawek sadu, w którym powoli zagnieżdżają się leśne drzewa. Obwinia bór za zaginięcie pierwszej żony i ucieczkę drugiej. Stary człowiek nienawidzi lasu, ale jak nikt inny zna i rozumie swojego odwiecznego wroga. Narażając się na śmieszność powtarza, że las popełni zbrodnie na ludziach. Zamordował rodzinę Horsta, wchłonął w siebie życie wielu żołnierzy, którzy stali się pożywką dla bagien i drzew. Las był istotą odpowiedzialną na brutalny gwałt na młodej dziewczynie. Po stronie lasu stoją „ludzie lasu” – leśniczy, którzy chcą odebrać Horstowi jego ziemię. Ci ludzie dobrowolnie oddali się we władanie złowrogiej przyrody. (podkreślenie moje)

Komentując swego czasu odcinek bloga, którego fragment wkleiłem powyżej zauważyłem, że powieść "Wielki Las" zawiera echa konfliktu cywilizacji rolniczej z łowiecko - zbieracką, napisałem:


Dla reprezentanta tej pierwszej las przestaje byc domem i obszarem sacrum stanowiącym miejsce życia i dostarczającym zwierzyny łownej, staje się głównie miejscem z którego wyjść może zagrożenie takie jak drapieżnik, który zaatakuje inwentarz lub żarłoczny roślinożerca, który zeżre plony. Las zaczyna być postrzegany jako miejsce do zawłaszczenia z którego można wydrzeć nowe obszary ziemi uprawnej i z którym trzeba toczyć walkę by z powrotem nie porósł tego co mu wydarto.

Dzika przyroda, która łowcy dostarcza pożywienia i schronienia (i od której moc czerpią szamani), staje się dla kultur rolniczych miejscem niemalże demonicznym, które wzbudza lęk i niechęć. Zamiast starać się żyć ze środowiskiem w harmonii człowiek zaczyna z Naturą walczyć a nawet jej nienawidzić. Czerpiący moc z dziczy szaman, który kontaktuje się i dogaduje z jej duchami postrzegany będzie właśnie jako ktoś, kto dobrowolnie oddał się we władanie złowrogiej przyrody , a zatem niebezpieczny, mający konszachty ze sferą, z której może wyjść wspomniany już drapieżnik atakujący inwentarz, lub roślinożerca, który skonsumuje pod osłoną nocy plony, którym poświęcono wiele czasu i potu.


Wojciech Jóźwiak w swym artykule "Barbarzyńcy na rubieżach" pisze:
Rubieże naznaczone śmiercią, naznaczone są też heroizmem. Grożą, ale i przywabiają obietnicą przekroczenia zastanych statusów. W języku mitów zostało to wyrażone tak, że oto za rubieżami zamykającymi świat ludzki, znany, swojski i (przynajmniej pojęciowo) bezpieczny - za rubieżami zamykającymi ekumenę - rozpościera się anekumena, czyli świat nie-ludzki, więc czyj? Przynależny bogom, demonom i duchom, zwierzętom oraz ludziom-nie-ludziom czyli barbarzyńcom właśnie. I jak poza śmiercią, o ile się ją w heroicznym poświęceniu przekroczy, leży zwycięstwo, tak poza rubieżą w anekumenie leży moc. Ekumena to źródłowo obszar zamieszkały i zagospodarowany przez ludzi, urządzony przez nich jako ich własne życiowe środowisko, anekumena zaś, an-oikoumene, to jego przeciwieństwo, ziemia nie ruszona pługiem ni toporem, gdzie nie człowiek, lecz Co Inne włada. Jeśli ktoś chce sięgnąć poza siebie, poza to co zwykle dane człowiekowi, musi wyjść do anekumeny i stanąć na ziemi, która doń nie należy. Żeby to uczynić musi przekroczyć rubież. Anekumena jawi się więc źródłem mocy i jako miejsce mocy.

Szamani są reprezentantami mocy anekumeny, natomiast kapłani oficjalnych religii oraz władca w cywilizacji rolniczej reprezentują moc środka. Szamani stanowią zatem konkurencję dla powszechnego w kulturach rolniczych zjawiska - sojuszu tronu z ołtarzem. Moc środka traktowana jest jako uświęcona i legalna, a moc skraju staje się potępiona. Kolejny cytat:

Dla wybranych i zbawionych, zapewne na resztę wieczności, Bóg oto przeznaczył na miejsce pobytu zstąpione z nieba Nowe Jeruzalem, miasto ze szlachetnych kamieni. Poza zaś jego murami, na zewnątrz... „na dworze będą psy i czarownicy, i wszetecznicy /..../” Ekso hoi kynes kai hoi pharmakoi kai hoi pornoi... - oraz parę innych rodzajów potępieńców. (Obj. J. 22:15).

Ludzie z kultur szamańskich potrafiący żyć wśród dzikiej przyrody, traktowani są przez ludy mieniące się cywilizowanymi z mieszaniną strachu i pogardy. Jeszcze jeden cytat: (podkreślenia moje)


W średniowieczu na Grenlandii spotkały się dwie ludzkie kultury: normańscy osadnicy, chrześcijanie hodujący bydło - z koczowniczymi myśliwymi Inuitami, śmigającymi po morzu w skórzanych kajakach. Wyroby Normanów, w tym ich żelazne narzędzia, były poszukiwane przez Inuitów i rozchodziły się wśród nich szeroko. Normanowie od Inuitów nie brali nic - impregnowali się na nich, nazywali ich „łajdakami”, gardzili jako potępionymi poganami. Falę chłodów, jaka nawiedziła Grenlandię, przeżyli jedni Inuici. Normanowie, odcięci od Europy i porzuceni przez swych duszpasterzy, wymarli z głodu i zimna. Czytając o tym dziwnym spotkaniu kultur, odczułem to, jak mogli oni myśleć o Inuitach: mając ich jednocześnie za potępionych i zdolnych żyć; za tych, którzy przeszli na ciemną stronę anekumalnych mocy - lecz dzięki temu pędzą swe niepojęte życie i nim się cieszą. Czy ci nieszczęśni ostatni Normanowie Inuitom nie zazdrościli?


« Ateny, Jerozolima, Ganges - Źródła wstydu, poczucia winy i lęku Paleolit - Neolit czyli polowanie kontra Dożynki »

komentarze

[foto]

1. Wyjątek Mandżurów • autor: Wojciech Jóźwiak2011-03-07 09:18:26

Terravision,
czy faktycznie zanikanie szamanizmu wszędzie tak się odbywało, jak Ty to przedstawiłeś?
Ciekawym wyjątkiem są Mandżurowie - bo w Mandżurii szamanizm nie zanikł, chociaż Mandżurowie siali proso, hodowali świnie, nauczyli się pisać i (nawet) stworzyli państwo.
[foto]

2. ^^ • autor: Krzysiek Joczyn2011-03-07 12:07:20

Dalej Nes bardzo trafnie zauważa, że kultury rolnicze pomimo tego, że są związane ze środowiskiem (muszą znać rytm pór roku, okresów deszczu i suszy, czy wylewów rzek), to jednocześnie zaczynają stawać w opozycji do Natury poprzez takie działania jak karczowanie lasów, czy budowa kanałów nawadniających.
To raczej my je stawiamy w opozycji do natury. Wątpię by ówcześni ludzie myśleli tak jak my tu teraz. A swoją drogą, gdzie jest wobec tego granica między naturą a kulturą? Czy człowiek rozpalający ogień czy budujący szałas już sprzeniewierza się naturze, czy też robi to dopiero wówczas gdy jego twór jest "trwały"? Jeżeli pierwsze to o czym my w ogóle mówimy, a jeżeli drugie to dlaczego tak?
Komentując swego czasu odcinek bloga, którego fragment wkleiłem powyżej zauważyłem, że powieść "Wielki Las" zawiera echa konfliktu cywilizacji rolniczej z łowiecko - zbieracką,
Nonsens. Jak zauważył wówczas Inqubus, Wielki Las tak samo jest hodowlą. Rzecz w tym, że Las ma kłamliwą mowę. Wygląda pięknie i spokojnie ale w głębi stanowi ciągłą walkę. Drzewa wzajemnie zabierają sobie światło i wodę a zwierzęta wzajemnie się zabijają.
[foto]

3. dwie sprawy • autor: Terravis Wiktor Rumocki2011-03-07 21:35:00

1. Co do pytania Wydawcy o Mandżurów, którzy pomimo tego, że zaczęli uprawiać ziemię, jednocześnie zachowali wierzenia szamańskie, to Wydawca sam pisze we wspomnianym odcinku blogu pt. "Samorodni szamani", że wśród tego ludu rolnictwo jest traktowane jako pewna kulturowa nowość, którą przynieśli obcy. Poza tym Mandżurowie to naród żyjący w istnym morzu ludów wyznających różne tradycje szamańskie, tak więc kontakt z pewną tradycją został zachowany. Co do pytania, czy zanikanie szamanizmu zawsze odbywało się w sposób jaki przedstawiłem, to mam świadomość, że takie postawienie sprawy byłoby zbyt ryzykowne. Zapewne w poszczególnych przypadkach decydować mogły inne przyczyny. Należy zadać pytanie, czy szamanizm rzeczywiście obejmował pierwotnie całą ludzkość? A może istniały ludy, które nawet na najwszcześniejszych etapach swej historii nie cechowały się zespołem wierzeń typu szamańskiego?
2.W kwestii komentarza Krzyśka Joczyna dotyczącego pytania gdzie przebiega granica między naturą a kulturą trzeba zauważyć, że ta granica jest czasem bardzo płynna. Oczywiście nie każdy przejaw działalności człowieka ingerujący w środowisko można nazwać walką z Naturą, ale jeśli ktoś buduje dom na terenie zalewowym rzeki (zjawisko w Polsce b. częste niestety), albo próbuje hodować owce w Bieszczadach bez jednoczesnego chowu owczarków, to o straty może obwiniać siebie, a nie morderczą naturę
"Wielki las" też jest hodowlą - zgadzam się, ale nawet posadzony i nadzorowany przez człowieka pozostaje obszarem w którym można się nocą zagubić, można zostać pogonionym przez rozzłoszczoną lochę dzika na drzewo, albo przynieść z niego kilka kleszczy w różnych miejscach ciała. Nawet hodowlany las wymaga respektu.
Las ma kłamliwą mowę. Wygląda pięknie i spokojnie ale w głębi stanowi ciągłą walkę. Drzewa wzajemnie zabierają sobie światło i wodę a zwierzęta wzajemnie się zabijają.
Tak zgadzam się, ale to tylko jedna strona medalu, z drugiej strony jest to obszar w którym możemy "naładować swoje akumulatory" i naprawdę odpocząć od miejskiego zgiełku. Wojtek Jóźwiak trafnie pisze, że rytuały nawiązujące do tradycji szamańskich udają się tylko w terenie możliwie mało przekształconym przez działalność człowieka - w anekumenie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)