Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 października 2011

Robert

Zapiski po warsztatach z Konstantinem

Kategoria: Nowy szamanizm
Tematy/tagi: neoszamanizmRosjaSyberiaszałas potuwarsztaty w terenie

Zdaję sobie sprawę, że pisząc tą relację będzie ona bardzo osobista. Zatem, do bólu prawdziwa i czysta przekazie. Zdecydowałem się poprowadzić szałas potów na warsztacie Konstantina, który został zorganizowany w pięknej Przestrzeni Inspiracji i Rozwoju u Grażynki i Krzysia Kacperków w Jabłonnie pod Warszawą, gdzie budują swój piękny dom z gliny i słomy. Tym samym wziąłem udział w bardzo ważnym dla mnie warsztacie.

Szamanizm syberyjski dopiero poznaję lecz pomyślałem, że to jest najlepszy moment na integrację wcześniejszych doświadczeń w duchu tradycji obu Ameryk z wiedzą ze stepów Ałtaju. Zauważyłem dużą spójność kręgu koła mocy, jego symboliki, czterech głównych Bogów jako aspektów i kierunków działania - z kołem mocy Indian różnych tradycji zarówno z północy jak i południa. Poszczególni Bogowie: Tengri - aspekt powietrza, Umai - wody, Elgen - ziemi, Erlik - ognia, są emanacjami tej samej energii Wielkiego Ducha co Światowid, Pachamama czy Wahantanka. W tej tradycji aspekt męski połączony jest z kobiecym strzałą stwarzania. Różne są tylko nazwy tego samego, co wywołuje tak wiele emocji. Więc o co naprawdę są te waśnie między religiami? Czy tylko o prymat ważności? Czy to nie jest w ogóle przyczyną walk między ludźmi?

Po wprowadzeniu poprzez karty tarota syberyjskiego szamanizmu w elementy świata ważne dla szamana z Syberii, poczułem dużą bliskość z tą wizją i coraz bardziej zacząłem się z nią integrować. Coraz wyraźniej poszczególne bóstwa zaczęły tańczyć w świadomości mojego ciała. Odczuwałem przepływ energii poruszanej przez poszczególne żywioły z kręgu mocy coraz głębiej zatapiając się w trans, gdzie różnice światów zaczęły się zacierać i stapiać w Jedno. Pogłębiłem go jeszcze bardziej gdy przestały mi dokuczać komary, gdy pokryłem glinką widoczne partie ciała. Poczułem błogi chłód i dużą otwartość na pracę energetyczną z duchami minerałów, roślin, zwierząt i ludzi. Początkowo byłem jakby bardziej na zewnątrz, dopiero później gdy emocje opadły zacząłem się integrować w moim centrum ciszy płynącej z serca. Poczułem dużą błogość i otwarcie na przepływ, więc się dużo działo. Podczas przygotowywania i rozpalania ognia, aby go podtrzymać w tak wilgotnym otoczeniu, czułem, że z moim gardłem dzieją się różne rzeczy. Rozbolało mnie i czułem tam duże wibracje. Pomimo drapania rozpocząłem rozmowę z ogniem śpiewem gardłowym. Zauważyłem, że przestrzeń skąd wydobywałem głos, znacznie się obniżyła i wypełniła, co miało przełożenie na niskie dźwięki i pomruki. Zauważyłem, że nieco tym ubawiłem Krzysia, który dokładał drewna, aby wygrzać stos kamieni do szałasu. Co chwilę radośnie spadał kamień i za sprawą Krzysia wracał na wolne miejsce na stosie. Po dwóch godzinach przyszli wszyscy z Kostią, po treningu wargowania i kamłania, w których nie brałem udziału zajmując się ogniem. Później był szałas potów po zaproszeniu elementów natury, kierunków oraz wszystkich sprzymierzeńców jak zwierząt totemicznych. Bardzo silnie czułem obecność przy mnie mojego białego wilka. Czasami układał mi się w nogach jak dajmon i reagował na moje emocjonalne stany podnosząc głowę i czułem jak mnie bacznie obserwuje jak uważny nauczyciel. W tym czasie czułem już wyraźną obecność wielu zwierząt: dzika, jastrzębia i żubra. Przenikał też gdzieniegdzie rosomak u mnie bardziej podobny do borsuka.

Do szałasu weszliśmy przed zmierzchem, aby zakończyć urodzinowym rytuałem na cześć Grażynki, gospodyni tej cudnej przestrzeni. Kostia został przy ognisku wspierając naszą ósemkę z zewnątrz miarowymi uderzeniami bębna, który zaczął wirować i rozbrzmiewać ze wszechstron. W szałasie poprowadziłem dwie bramy: narodzin i oczyszczania. Zauważyłem prowadzenie wielkiego oka opatrzności Tengri, które coraz bardziej się we mnie integrowało i dopełniało wyściełając od środka spokojem i głębokim odprężeniem. Czułem w sobie więcej zwierząt niż zazwyczaj. Cóż, każda ceremonia jest inna i nie ma sensu silić się na porównania. W szałasie było całkiem gorąco, lecz wszyscy dotrwali do końca. Był to raczej szybki szałas z głębokim oczyszczaniem ciała.

W nocy spałem w szałasie mając niesamowite sny przeplatające się z gigantycznymi gromami i błyskawicami przetaczającej się burzy. Ulewa trochę podtopiła namiot. Lecz rano zawitało piękne słońce, zapraszające do wczesnych praktyk. Jednak do 12-tej zbieraliśmy się do porannych ćwiczeń czekając na osoby przyjezdne. Na wstępie Kostia pokazał gimnastykę poranną oraz ćwiczenia rozluźniające, które dobrze by było, aby dla naszego zdrowia stały się codziennością. Później było trochę opowieści szamańskich i joga poprowadzona przez Magdę, asystentkę Konstantina. Było kilka medytacji i przeszliśmy do duchowej części ogrodu gdzie stoi szałas z ogniskiem. Zaczynała się część warsztatu, gdzie z towarzyszeniem dźwięków bębna Kosti zaczęły schodzić przywołane duchy, które miały nam powiedzieć najistotniejsze na tą chwilę. Czułem bardzo mocno ich obecność. W miarę pojawiania się ich rytm bębna Kosti się zmieniał, co intuicyjnie podchwytywałem utrzymując rezonans bębnów. Było to niesamowite przeżycie jak oba bębny rozmawiały z zaświatami. Gdy przyszła na mnie kolej to pomimo trudności w rosyjskim, rozbrzmiała mi i zarezonowała w sercu informacja od duchów wypowiedziana przez Kostię. Było to bardzo spójne rozwinięcie mojej rozmowy z Duszą, która tak pięknie zamanifestowała się w moim obecnym życiu podczas ostatniego wyjazdu w Bieszczady na "Taniec w świetle". Przekaz był bardzo konkretny i trudno z nim dyskutować, skoro czuję jego potrzebę realizacji i prawdę na tę chwilę płynącą. Było to mocne przeżycie wprowadzające mnie w jeszcze głębszy trans. I wszystko bez udziału roślin psychoaktywnych.

Była to dosyć długa sesja. Później jeszcze skakaliśmy przez ogień i chodziliśmy po rozżarzonych węglach, aby zintegrować i wyrazić wdzięczność za dary i to co każdy z nas na pastwiskach Wielkiego Ducha otrzymał. Chciałbym powiedzieć więcej o stanie połączenia i prowadzenia przez świat ducha, jaki czułem podczas tego warsztatu, lecz jako przykład wystarczy poniższe zdarzenie. W pewnym momencie poczułem i zobaczyłem integrację żywiołów i pierwiastka męskiego i kobiecego we mnie jak czułe dotknięcie płynące z mojego centrum. Rozbrzmiało mi: "Gdzie jest strzała?", przenosząc moją świadomość i wyprzedzając zdarzenie, które ujrzałem za chwilę. Mianowicie, dostrzegłem dwa polana, które bardzo spójnie w tym rozmazanym obrazie stanowiły ów łuk centrum koła mocy. Poczułem delikatne dotknięcie w sobie i domknięcie się zrozumienia owego zdarzenia. W tym momencie do ogniska podszedł Konstantin i mówiąc na całkiem inny temat, odpowiadając na pytania osób, po prostu schylił się i będąc myślami gdzie indziej położył intuicyjnie cienki patyk, który był ową strzałą. W tym momencie obraz mi się rozmył. Słyszałem jakieś śpiewy i głosy i ten krąg mocy mnie przeniknął na wskroś. Później jak najdłużej utrzymywałem ten stan zrozumienia rzeczy. Ta magia jest bardzo prosta i prawdziwa, gdy znikają wątpliwości, że po prostu wiem. Żeby wiedzieć, nie wierzyć - tylko doświadczać tego co wiedziałem od samego początku, a świadomość pozwoliła mi to przywołać i przeżyć.


Robert-Mikado


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)