Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 marca 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Zaufanie


« Jak pracować nad sobą w złym społeczeństwie? Preferuję żelazo »

W poprzednim odcinku „dramatycznie” pytałem:

Gdzie, w którym miejscu i pod jakim względem, „ja” (czyli jednostka) jestem winny niedorozwoju sfery publicznej?

Wydaje mi się, że jedno takie miejsce znalazłem. To jest zaufanie, a właściwiej jego niedobór. Nie jest to moje odkrycie, bo o tym kiedyś czytałem (chociaż nie pamiętam gdzie, u kogo i w jakim kontekście) – że w porównaniu z bardziej rozwiniętymi społeczeństwami Polacy mniej wzajemnie sobie ufają i właściwie krąg zaufania ograniczają do rodziny. U siebie też widzę ten defekt: przejawia się on np. tak, że wiele zadań, które mógłbym zlecić innym, robię sam. Mam skłonność do zawłaszczania zadań. Do stawania się Zosią samosią i jednoosobową firmą. Trudna wada i powinienem ją poddać jakiejś psychoanalizie – zobaczę. Bardzo możliwe, że ten defekt zaufania u mnie przejawia się tak, jak napisałem, ale u innych inaczej, i ciekawe byłoby przyjrzeć się, jak przejawia się u różnych osób i jak wygląda bardziej obiektywnie, na większej próbce populacji.

Zachęcam Cię czytelniku-czytelniczko, do przyjrzenia się sobie: gdzie u Ciebie jest ta wada? Jak wygląda twój niedobór zaufania?

W odcinku tego bloga pt „Elita” pisałem o apelach Jacka Dobrowolskiego o stworzenie elity wokół Taraki. Teraz myślę, że w elitach i w zapotrzebowaniu na elity i na przynależność do elit, być może naprawdę chodzi o przynależność do grup zaufania – o ile pewna elita jest taką grupą zaufania. Być może jest tak, że „nam” brakuje nie elit, tylko grup zaufania.

Przy okazji Konfederacji Barskiej („Astrohistoria: Konfederacja Barska 29 lutego 1768”) napisałem, że ówczesny konflikt przypominał obecny: konfederaci, jak obecnie PiS, stawali po stronie lokalności i tradycji, podczas gdy ich przeciwnicy obstawiali ówczesny („oświeceniowy”) odpowiednik globalizmu i nowoczesności. Ale najuporczywszy z wodzów Konfederacji, Kazimierz Pułaski, był masonem! Tu chętniej bym więcej dowiedział się o związkach masońsko-konfederackich, ponieważ dotąd wydawało mi się, że wolnomularstwo było agendą „oświeceniowo-globalistyczną”, przełamującą różnice stanów, państw i lojalności wobec dynastii. Na masonerię-wolnomularstwo można patrzeć jak na tworzenie grup zaufania i budowanie nowego, szczególnego kanału zaufania. Masońska solidarność miała być silniejsza ponad inne zobowiązania, a okrzyk „Do mnie dzieci wdowy!” miał skłaniać wolnomularza do ratowania brata po kielni, nawet gdy ten był jego wrogiem na polu bitwy. (Przy okazji: czy znano i stosowano to hasło w wielu językach, czy tylko w jednym? W którym? Francuskim?)

Socjolog new-age'u (gdzie oni są?) powinien zwrócić uwagę na ten aspekt new-age'owych grup i „sekt”, w Polsce – bo jak jest lub jak było gdzie indziej, nie mam śmiałości spekulować – że prawdopodobnie miały one silne znaczenie jako właśnie grupy zaufania, kanały zaufania. New-age'owe sekty rozkwitły w Polsce w okresie Jaruzelszczyzny (w czasie stanu wojennego i po); sam wtedy należałem kolejno do dwóch, może trzech. Działo się to wtedy, kiedy ogólnospołeczne zaufanie – czyli solidarność! – zostało zadeptane przez Ubecję. Czy te new-age'owe grupy-sekty nie były reakcją na tamto?

Po roku 1989, a właściwej już po 1988, czyli po restytucji kapitalizmu w Polsce, ciekawe, jak wielu ludzi zetknęło się – nadziało się – na skałę pt. interesy z oszustami? Lub na podobną, ale wstydliwszą skałę: własną nieumiejętność powożenia rydwanem biznesu? Kiedy przez nieuwagę, nieumiejętność, brak doświadczenia, niewiedzę łatwo było stać się nadużywcą lub innym krzywdzicielem, będąc jednocześnie samemu okradanym i krzywdzonym? (Tamten „rydwan” pisałem umyślnie, bo karta VII-Rydwan w swojej negatywnej wersji taką sytuację przedstawia.) To też polecam uwadze (przyszłych) socjologów. A także odkrycie sposobów, przez które Polacy przed tym się bronili. (Raczej, jak mi się wydaje, mało skutecznie.)

W 1995 byłem na pierwszych warsztatach z Davidem Thomsonem i Mattie Davis-Wolfe, później na kolejnych. (I to był początek moich przygód z nowym szamanizmem.) Od razu rzuciło mi się w oczy, że niezależnie od „szamanizmu” i „Indian”, wiele ćwiczeń było na zaufanie – miało wykształcić wzajemne zaufanie uczestników i podnieść poziom tego zaufania. Raczej nie były to ćwiczenia jakoś „indiańskie”, brane z ich tradycji, tylko z ogólnego zestawu warsztatów „psycho”. David i Mattie po długiej nieobecności byli w Polsce ostatnio latem 2014 i w ich zestawie działań to się nie zmieniło: wciąż afirmują zaufanie, jako wartość, chyba, numer jeden. I nie sądzę, żeby to nastawienie dopasowywali do polskich potrzeb, bo raczej wydaje mi się, że tych potrzeb nie znają.

Ciekawe byłoby rozejrzenie się po świecie: jak z tym problemem – niedoborem zaufania – radzą sobie inni? Przysłowiowa jest solidarność Żydów – ale czy faktycznie to prawda? Jak z tym jest u mniejszości religijnych, czyli sekt, ale nie tych efemerycznych, których istnienia tyle, ile potencji guru, co tych trwałych, jak mormoni lub świadkowie Jehowy? U mniejszości narodowych, np. Niemców opolskich, Litwinów sejneńskich? U Polaków wileńskich? Polaków brytyjskich lub irlandzkich?

Najciekawsze byłoby dotarcie do sposobów budowania i odbudowywania zaufania czyli solidarności, jakie były już obmyślane, proponowane i stosowane. Może więcej o tym wiedzą followers „Arnie” Mindella? Nawiasem, jednego z tych genialnych Aszkenazyjczyków, którzy bóle i żale swojego plemienia umieli uczynić surowcem wartości powszechnych.

Chciałem napisać o tym, jak niedobór zaufania przejawia się w terenie, czyli w konkretnych zjawiskach, i jak znajdować go u siebie. Ale uwaga pobiegła mi w inną stronę, więc o tym może innym razem.

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.


« Jak pracować nad sobą w złym społeczeństwie? Preferuję żelazo »

komentarze

[foto]

1. Taki szybki komentarz tymczasem • autor: Radek Ziemic2015-03-27 11:11:35

Kiedyś brałem udział w następującym doświadczeniu. Należało przewrócić się do tyłu - powoli odchylać najpierw, a potem "puścić", tak aby osoby, chyba cztery, może sześć, które stały z boku i które mnie ubezpieczały, mogły mnie chwycić, abym nie uderzył o ziemię. Nigdy nie rozważałem swojego sceptycyzmu jako nieufności, kto wie, może pora. (Ja się wtedy, w tym doświadczeniu "puściłem").
[foto]

2. Ulubione ćwiczenie Thomsonów! • autor: Wojciech Jóźwiak2015-03-27 11:21:06

Oraz drugie, kiedy puszczało się spadając do tyłu ze stania na podwyższeniu ok. 1 metr na dłonie zabezpieczających.
[foto]

3. Trzeba by zapytać • autor: Radek Ziemic2015-03-27 11:44:47

jakie są źródła nieufności. Przez długi czas na przykład bałem się skakać do wody na głowę, bo kiedyś uderzyłem głową o dno. A potem to poćwiczyłem i co więcej, nie dość, że zacząłem skakać ze słupka (żadnego skakania, oczywiście, jeśli się nie zna lub nie widzi dna), to potem jeszcze skoczyłem z wieży, najpierw trzymetrowej, a potem pięcio. Ostatnio myślę dużo o pewnym afirmatywnym zaufaniu do świata, o gotowości na to, co on może mi dać (a dał mi trochę złego, ale też dużo dobrego do tej pory). O tym, że lęk i zaklinanie mogą niczego nie zmieniać, a odbierają dużo dobrej energii. Otóż tę gotowość, tę ufność widzę jako... UWOLNIENIE. Ale ten komentarz miał być inny. Chciałem zapytać, czy nie zmierzamy ku pytaniu typu: "No to co, ′puszczamy się′"? Ale skoro rozgadałem się, to jeszcze jedna rzecz. Otóż Pyrron, jak wiadomo twórca sceptycyzmu filozoficznego, nazywanego nawet niekiedy pirronizmem, stworzył swoją doktrynę pod wpływem pobytu w Indiach i zetknięcia się z joginami. To mi pozwala postawić pytanie, czy może być nieufność mądra, nieufność ufna i ufność nieufna, bo nie chodzi o to, żeby być uśmiechniętym jak prosię w deszcz, i ufać bezkrytycznie, ani o to, żeby się całkiem wycofać. Nieufność, która nie  jest skłonnością i upodobaniem, jak optymizm czy pesymizm. Plątam się trochę, ale w jednym z wierszy Herberta mówi się o kimś, że patrzył wzrokiem który wybacza i który nie powinien wybaczać. Nie chodzi o wybaczenie. Nie wiem, jak to nazwać. Może o zachowanie życzliwości w negatywności. Chodzi o tę trzecią drogę do, jak to się drzewiej mawiało, socjalizmu. PS. Może należałoby założyć partię: Prawo i Zaufanie (ryzykowny skrót!),  albo Sprawiedliwość i Zaufanie? 
[foto]

4. naiwność vs. świadomość • autor: Joanna Najdowska2015-03-27 12:00:53

To bardzo ciekawy i złożony temat. Króciutko rzekłabym tak:

W kulturze chrześcijańskiej ten ambiwalentnie odczuwany wewnętrzny przymus zaufania wywodzi się z 3 filarów mijającej właśnie epoki: wiary, nadziei i miłości, które prowadzą do naiwności, i na których opierają się religie i sekty – swoiste grupy wsparcia dla „zagubionych”.

Elita jest w pewnym sensie ich przeciwieństwem, bo tu bazą jest osobiste poczucie mocy i wiedzy, a więc zaufanie do samego siebie, odpowiedzialność za własne czyny i realizowanie własnej wizji. Inni ludzie mogą być partnerem w działaniu (pod warunkiem zaufania do ich świadomości) lub pomocnikiem (proste czynności nie generujące zmian celu).

[foto]

5. Tak, to ma również wymiar religijny • autor: Radek Ziemic2015-03-27 12:11:28

a właściwie metafizyczny i było często aktualizowane w różnych kulturowych opozycjach: [Pieśni] niewinności i doświadczenia [Blake], naiwności i krytycyzmu (w różnych postaciach), komedii i tragedii (jasnego i ciemnego doświadczenia), Południa i Północy. Ale jest pytanie, czy współczesny, "techniczny" człowiek może być "ufny", czy  gdy siedzimy przy komputerze, to drga w nas ta cząstka duszy pasterza?  
[foto]

6. Radzę zapomnieć o religii • autor: Wojciech Jóźwiak2015-03-27 12:16:41

i obserwować to, co się dzieje/działo.
[foto]

7. To chyba nie o zaufanie chodzi • autor: Przemysław Kapałka2015-03-27 15:07:15

Ja bym widział przyczynę w czym innym, niż brak zaufania. To źle pojęta samodzielność. Przekonanie, że wszystko muszę robić sam, bo... W moim przypadku jest tak (prawie) na pewno, a wynika to z tego, że długo mieszkałem sam, a większość rzeczy, które robię, jest na tyle specyficznych w moim otoczeniu, że nie mogę na nikogo liczyć. No i się przyzwyczaiłem, i zdołałem nad tym zapanować tylko do pewnego stopnia.
[foto]

8. Dobrze jest pwać... • autor: Jarosław Bzoma2015-03-28 18:00:53

Dobrze jest pwać w Boga, niż pwać we człowieka. Jiż imają w nim pwę
Psałterz floriański
, XIV/XV w. 

[foto]

9. Przemysławie! To właśnie... • autor: Michał Mazur2015-03-28 23:51:29

Przemysławie! To właśnie z braku zaufania wynika owa źle pojmowana samodzielność. Jest jeszcze jedna rzecz, która niszczyła i niszczy Polaków - chciwość. Chciwość, która nakazywała zaganiać miliony "swoich" w karby pańszczyzny, która nakazywała brać "lafę" od agentów obcych mocarstw, gardłować na sejmach i sejmikach za ich interesami i wyprzedawać pomalutku Rzeczypospolitą... aż w końcu ona upadła.

Tu gdzie jestem obecnie (w Anglii) jest pewien zakład, w którym menadżment cieszy się wyjątkowo paskudną reputacją - reputacją nadzorców niewolników, którzy zabierają im nawet ustawowe przerwy, narzucają ponadludzkie normy by osiągnąć jak największą efektywność - czyli dla nich jak największe premie. W zasadzie w większości podobnych miejsc pracy menadżment otrzymuje dodatki za efektywność, ale porównywalne sytuacje zdarzają się rzadko. Tu jednak z jakiegoś powodu jest inaczej...

Dowiedziałem się tego dopiero niedawno, że w tej konkretnej firmie większość z tych menadżerów-nadzorców stanowią... Polacy. I właśnie tacy ludzie stanowią jeden z powodów, dla którego wstydzę się nieraz przyznawać, że jestem z Polski.

To nawet dobrze, że mamy tak ogromną emigrację - bo wtedy w zestawieniu ze społeczeństwami zachodnimi pojawia się ten kontrast, w którym pewne wady narodowe są lepiej dostrzegalne.
[foto]

10. pwa, pъva • autor: Wojciech Jóźwiak2015-03-29 09:00:48

Staropolskie pwa, dzisiejsze zaufanie (za-u-pwa-nie) i pewny pochodzą od prze-polskiego (słowiańskiego) pъva, co od (starszego) rdzenia pūv pū. Podobno z analogiami sanskryckimi.
[foto]

11. Wokół tego wszystkiego... • autor: Jarosław Bzoma2015-03-29 12:11:24

Wokół tego wszystkiego krąży słówko ; plwać !
[foto]

12. Ciekawe analogie. A... • autor: Michał Mazur2015-03-29 18:04:14

[foto]

13. Trafiles w sedno • autor: Arthur Zielinski2015-03-31 04:22:48

You′re right, of course, Wojciech, that this is a fundamental question in Poland to-day. Who do I trust? Who can I rely on? Who will protect my back? Who can give me a steadying hand on my shoulder when I am ready to fall? Who will not cheat me?

One of the problems facing modern Poland to-day is that free discourse is through indirect media - the press, through computers, television. This takes away the facility that in my mind most people have - the ability to discern the honest man from the crook, and the bullshitter from the straightforward man, but only in direct, physical, contact with him. Spend some time with anybody, and you will be reasonably accurate in your assessment of an individual′s character, because you have felt, or experienced their energy. It′s then easy to say, "Cos tu nie gra", or "Porzadny czlowiek".

I think, Wojciech, you have a modern disease - you want everything, and you want it now. The evolution of trust is a painstaking process, and takes much time and effort - it is something difficult to construct and easy to destroy. One needs at least a generation who are used to a specific medium from birth who are able to discern truth from falsehood. Be patient!


[foto]

14. może faktycznie warto połączyć "brak zaufania" • autor: Arkadiusz2015-03-31 08:34:29

z "brakiem cierpliwości". Cierpliwość to ważna rzecz, jest w niej spokój, ufność, wiara w proces życia i wyższy porządek, zgoda na odłożenie gratyfikacji na później, schłodzenie rozchwianych emocji, danie sobie i innym czasu, odrobina pozytywnej pobłażliwości, danie sobie przestrzeni na obiektywne przemyślenie spraw, wydłużenie horyzontu osiągnięcia dużych zysków w zamian za bardziej etyczny i zrównoważony rozwój.
Cierpimy na brak cierpliwości jako naród (wynika to moim zdaniem z nieewolucyjnej gwałtownej zmiany ustroju i faktu, że świat który gonimy też gwałtownie się zmienia). Musimy rywalizować na globalnym rynku i tworzyć cywilizowany ustrój polityczny, a nie byliśmy na to mentalnie i kulturowo przygotowani. Chcemy się szybko nachapać, kosztem pracowników, jakości produktów, środowiska, rodziny, innych sfer życia. Patrzymy na zarobki na Zachodzie i na nasze, i chcemy szybko gonić. Zgadzam się, że nasze wady trzeba widzieć i nazywać po imieniu, ale potrzebna jest również świadomość, z czego to wynika i pewna doza spokoju i samo-wybaczenia. 
Z drugiej strony są ludzie, którzy chcą jak najszybciej stać się lepsi, rozwinięci duchowo, oświeceni, a pewnych procesów nie da się przyśpieszyć i przeskoczyć - trzeba zwyczajnie to przeżyć, zwłaszcza te momenty, kiedy robimy krok do tyłu po kilku krokach do przodu. Moim zdaniem brak cierpliwości może cały proces rozsadzić. Porównujemy siebie do wymyślonego ideału siebie i pojawia się frustracja i rozczarowanie sobą. Dalej ta frustracja skutkuje autoagresją lub agresją wobec słabości innych ludzi. 
Dla mnie źródłem wszelkich kłopotów jest brak miłości bezwarunkowej do siebie. Skutkuje ona brakiem akceptacji siebie i od niej wychodzi pierwszy pęd do poprawiania, pośpiech, frustracja, nietolerancja, nieufność, złość, przemoc.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)