Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 lipca 2012

Eliza Kruszewska

Zen a sztuka coachingu

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: coachingpsychoterapiazen

Ze względu na nazwę firmy (noblesse oblige), wybrałam się w końcu na jedno ze szkoleń, które wiążą zen z coachingiem. (Jest ich więcej? A jakże.)

Okazało się, że poza pewną liczbą ćwiczeń poniekąd związanych z zen (z naciskiem na „poniekąd”), odwołań do neuropsychologii (a neuropsychologia coraz częściej odwołuje się do buddyzmu, bada osiągnięcia i możliwości „umysłu medytującego”, przenosi je na grunt terapii i walki ze stresem), zen to tam właściwie nie było...

Pewnie należałoby zacząć od pytania, czym jest zen? W dosłownym tłumaczeniu to po prostu medytacja. Stąd też wzięła się zresztą nazwa mojej firmy, bo po prostu buddyzm, czy też może raczej uważność, jest moją życiową ścieżką. Przy czym jeśli buddyzm, to raczej tybetański, niż ten wywodzący się z Japonii. Dlaczego? Bo rzeczą szalenie ważną w buddyzmie tybetańskim jest współczucie, zarówno dla siebie samego, jak i dla innych. Współczucie, które pozwala nam kochać i rozumieć (właściwa byłaby raczej odwrotna kolejność). Radzić sobie lepiej z wyzwaniami codziennego dnia, trudnymi ludźmi, których spotykamy na naszej ścieżce - oczywiście najtrudniejsi, zwłaszcza dla nas, jesteśmy najczęściej my sami.


Po co to całe zen?

I znowu po co to całe zen w nazwie? No cóż, postanowiłam być praktyczna (jak stwierdził kiedyś pewien mnich buddyjski odpowiadając na pytanie, czy buddyzm jest bardziej filozofią, czy religią: „Religią – ze względu na podatki, musimy być praktyczni pod tym względem.”); zen powszechnie kojarzy się z medytacją, spokojem, równowagą, a słów tybetańskich znanych szerokiemu ogółowi jest raczej niewiele (chociaż „OM coaching” też może brzmiałoby nieźle). Miałam też jedno zupełnie już niepoważne skojarzenie – we Francji słowo zen, używane jest zamiast amerykańskiego cool, odpowiednika naszego „spoko”. Sois zen (bądź zen) oznacza jednym słowem „wyluzuj”.

No i tutaj rzeczywiście od razu pojawia się więcej luzu i powiązań pomiędzy zen a coachingiem!


Po co ten cały coaching?

Intencją coachingu, wbrew pozorom nie jest samo osiągnięcie celów, ale przede wszystkim poszerzenie naszej świadomości. Wyrwanie nas z naszego „pudełka”, tego rodzaju myślenia, które zamyka nas na świat, na samych siebie i innych. Myślenia, które nie pozwala nam dostrzegać piękna świata na co dzień i każe nam ciągle „gonić króliczka”. Na co dzień bardzo często żyjemy w trybie automatycznym, często nie zauważamy, że minął dzień lub tydzień (co ja właściwie robiłem w zeszły weekend, a w poniedziałek, czyli wczoraj?) Funkcjonujemy w ramach pewnych zastałych struktur myślowych, przekonań na temat nas samych, świata, innych ludzi. Myślimy: „ja się do tego nie nadaję”, „jestem już za stara”, „to za późno, za wcześnie”, „gdyby tylko, to tak..”, „przecież na tym nie da się zarobić, a ja muszę z czegoś żyć..”, „on osiągnął sukces, ale mi się nie uda, jestem inny...”.


Nie wierzyć swoim myślom

Jak powiedziała kiedyś nauczycielka medytacji: „Jak za długo nie medytuję, zaczynam zbytnio wierzyć moim myślom”. Oczywiście nie chodzi tutaj o dojście do pewnego punktu, w którym będziemy wątpić we wszystko: „czy rzeczywiście jest tutaj to łóżko, a jeśli nie ma, to na czym ja leżę?”, lub bardziej niebezpiecznie „czy ten samochód faktycznie nadjeżdża i powinienem zejść na pobocze, czy też to może moja iluzja?” - takiego wątpienia nie polecam. Fizyczna rzeczywistość, nawet jeśli na poziomie atomowym jest głównie falą lub pustką, to na co dzień działa w sposób dosyć skuteczny i często bolesny.

Za to nasze myśli, w które tak święcie wierzymy, są zbyt często dużym uproszczeniem rzeczywistości i to działającym na naszą niekorzyść. Nasze struktury i pojęcia myślowe nas unieszczęśliwiają, ale obawiając się zmiany i nie umiejąc znaleźć alternatywy, często w nich tkwimy. W coachingu ważne jest to, co NLP nazywa odróżnieniem mapy od terytorium. Tzn. dość oczywiste pojęcie, że nasze wyobrażenie na temat rzeczywistości ma niewiele z nią wspólnego.

Przyjrzenie się i zakwestionowanie szczególnie nieużytecznych przekonań, oraz odróżnienie faktów od emocji jest niezbędnym krokiem do wyzwolenia, może nie duchowego, ale przynajmniej życiowego. Tak naprawdę, jeśli przestaniesz na co dzień wierzyć własnym myślom, większość pracy masz za sobą. Przy czym wcale nie jest to takie łatwe – z reguły jesteśmy do nich bardzo przywiązani, uważamy nasze myśli za część siebie samych, wydają się nam one absolutną prawdą.

Uważaj w co wierzysz, bo na pewno stanie się to rzeczywistością! Nasze myśli przecież kształtują nasze działanie i zachowanie, a zachowanie tworzy rzeczywistość. Jeśli uważasz się za nieśmiałego, myślisz, że ludzie Cię nie lubią, albo się ich boisz i dopatrujesz się złych intencji wszędzie, to zazwyczaj wtedy unikasz kontaktu z nimi, nie podejmujesz inicjatywy, odpowiadasz półsłówkami, bronisz się „na zapas”, więc w końcu zaczynasz uchodzić za niedostępnego, a nawet agresywnego (a to przecież Ty się bałeś) i rzeczywiście mało kto darzy Cię sympatią. Mówisz „nikt do mnie nie dzwoni”, ale przecież Ty też do nikogo nie dzwonisz...


Czym jest więc rzeczywistość i czy można ją kształtować?

Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to, czym i jaka jest rzeczywistość: mrówka nie jest w stanie zobaczyć drzewa, góry czy nawet krzesła – widzi tylko na bliskie odległości, ale czy to znaczy, że drzewo, góra, krzesło nie istnieją? Nasza percepcja jest bardzo ograniczona – w oku np. mamy tzw. „ślepą plamkę”, tak więc tak naprawdę nie widzimy całego obrazu, ale mózg „dopowiada”, zgaduje to czego nie widzimy, zresztą robi to cały czas, nie tylko z powodu ślepej plamki. Wszystko po to, by przyśpieszyć obieg informacji.

Jak bardzo jesteśmy na co dzień nieuważni odkrywamy, gdy w panice wracamy do domu, bo nie pamiętamy, czy wyłączyliśmy żelazko, w weekend „budzimy się” tuż przed firmowym parkingiem, gdy tymczasem mieliśmy pojechać do lasu... Zupełnie normalnym zjawiskiem jest to, że nie potrafimy znaleźć czegoś, co przed chwilą mieliśmy w dłoniach.

Na którymś z amerykańskich uniwersytetów przeprowadzono eksperyment, w którym jakaś osoba pytała studentów o drogę, w trakcie rozmowy pomiędzy pytającym i studentem przechodzili ludzie niosący drzwi, w taki sposób, że przez chwilę nie było widać pytającego, i ten moment badacze wykorzystywali, by podmienić osobę, mężczyznę na kobietę i odwrotnie... prawie nikt nie zauważył... Jesteśmy nastawieni zadaniowo, w momencie, gdy skoncentrujemy się na jakiejś rzeczy do wykonania, cała reszta świata nam umyka. Ciekawe ile to rzeczy, osób, zdarzeń po prostu nie bierzemy w życiu pod uwagę? Z jednej strony na pewno nam to pomaga, bo mózg broni się przed nadmiernym napływem informacji, ale z drugiej strony powoduje to, że zazwyczaj pracujemy jak komputer w trybie awaryjnym: z najprostszym programem, pomijamy wiele danych, podejmujemy decyzje nie widząc obrazu całości.

Poniżej mały test na uważność: należy policzyć podania piłki pomiędzy zawodnikami ubranymi na biało, łatwo się pomylić, choć filmik trwa bardzo krótko:

http://youtu.be/Ahg6qcgoay4

Zainteresowanym faktem, jaka jest prawdziwa ilość podań, informuję iż świadczy to o wybitnym nastawieniu zadaniowym i nie to było najważniejsze.

W jaki sposób pomijanie istotnych szczegółów działa w naszym życiu, naszych relacjach, przy podejmowaniu decyzji? Jak może działać to, że tak istotnych elementów rzeczywistości po prostu nie dostrzegamy?

Można to nazwać pierwszym poziomem uważności – skierowanej na zewnątrz i dostrzegalnej naszymi zmysłami.


Co to znaczy być uważnym?

Na pewno umieć odczytywać napływające do nas z otoczenia, od innych i z naszego ciała sygnały. Nawet jeśli zapomnimy, gdzie położyliśmy klucze, to ponieważ to my to zrobiliśmy, wystarczy zapytać się siebie samego, bo nawet jeśli nasza „świadomość” tego nie zarejestrowała, to ta informacja gdzieś jest. Aktorzy nazywają to pamięcią ciała – wystarczy mu zaufać, wsłuchać się w siebie i zaprowadzi Cię do kluczy.

To, że w taki sposób funkcjonujemy, świadczy też o wysokim poziomie stresu, bo to wtedy najczęściej przechodzimy na tryb automatyczny. Czasami budzimy się po jakimś czasie ze zdziwieniem rozglądając się dookoła po krajobrazie zniszczeń; czasami dotyczą one „tylko” naszego zdrowia i wiecznie spiętego ciała, o które zapominamy zadbać, bo przecież ono ma nam służyć – ma Zadania Do Wykonania. Tylko, że ciało ma swoje prawa i postulaty, najpierw puka cichutko, ale jeśli nie chcemy go słuchać to zaczyna „walić do drzwi”. Najczęściej objawia się to chorobą – dobrze, jeśli to „tylko grypa”.

Również nasza podświadomość, nasze wewnętrzne pragnienia, dobijają się do nas w ten sposób, czasami również w postaci chorób, a czasami inaczej: w snach.

To jest drugi poziom uważności – skierowany do wewnątrz – na poziomie fizycznym i mentalnym: umiejętność odczytywania sygnałów naszego ciała i umysłu. Sygnały wysyłane przez umysł to myśli i emocje z nimi związane. Są to sygnały, ale my często mylimy je z rzeczywistością.

Czasami nie zauważamy ich w ogóle, albo odpychamy od siebie jak wszystkie nieprzyjemne doznania. Co jednak się dzieje, gdy nie chcemy „widzieć, słyszeć, czuć” tego co się z nami dzieje?

Prosty przykład: ktoś w pracy powiedział ci coś niemiłego, bądź zachował się nie fair, poczułeś się zlekceważony albo bezsilny. Co jednak dzieje się w tobie? Czasem mówisz sobie: to nieistotne, nie ma się czym przejmować. Nie myśl o tym, zapomnij, rób swoje. Brzmi to nawet logicznie. Potem wracasz do domu i wszyscy cię irytują, na pytanie domowników co się stało,odpowiadasz oczywiście, że nic... Siedzisz zmęczony i poirytowany, i jest to oczywiste dla wszystkich oprócz ciebie samego... I być może ten wieczór skończyłby się jak inne – po prostu zmęczony położyłbyś się spać... Ale oto twój kot/pies/dziecko potrąca wazon i zbija go. Pewnie już wiesz co jest dalej... miejmy nadzieję, że wszyscy przeżyli.

Oczywiście winny był kot – nikt nie ma wątpliwości.

Przyczyna, przebieg wydarzeń i iskra zapalna mogą być zupełnie inne, tylko skutki przeważnie są podobne, czyli opłakane.

Nie chodzi też o to oczywiście, by te uczucia i wydarzenia bez końca rozpamiętywać. Wtedy również możemy doprowadzić się do opłakanego stanu, czyli „nakręcić się” wewnętrznie rozpamiętując wszystkie podobne przeszłe wydarzenia, zastanawiając się „dlaczego wciąż się nam to przydarza”, dlaczego jesteśmy tacy „beznadziejni”, albo też inni są „tacy okropni”. Tego typu rozpamiętywanie prowadzi często do ogromnego przygnębienia, a nawet depresji.



demellospirituality

„Nie widzimy rzeczy takimi jakimi są,
ale takimi jacy my jesteśmy”

Anthony de Mello


Nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, co to jest „rzeczywistość”, ale możemy dzięki coachingowi, podobnie jak w zen, starać się być z nią coraz pełniej, bez naszych zaciemnień i wyobrażeń, iluzji i przekonań. Każdego dnia dotykać coraz pełniej cudu życia. Widzieć więcej warstw rzeczywistości, nie tylko materię i nasze oraz cudze zachowania (zazwyczaj to one przysparzają nam najwięcej zmartwień), ale też tkwiące za tym przekonania, emocje, lęki a jeszcze głębiej ducha, czy też cud życia, który łączy nas wszystkich.


Joseph Campbell
www.jcf.org
Warto pamiętać, że rzeczywistość ma kilka poziomów: materialny (uzgodniony: wszyscy zgadzamy się, że krzesło to krzesło), symboliczny, archetypowy, mityczny (polecam lekturę choćby Josepha Campbella) i niedualistyczny, czyli kwantowy. Na co dzień najczęściej oczywiście brniemy w materii, ale brak świadomości innych poziomów rzeczywistości nie dość, że zubaża nasze widzenia świata, to często po prostu czyni życie pozbawionym sensu i nieznośnym.


A co z celami i z coachingiem?

Cele i osiągnięcia są nam potrzebne, by nie dryfować przez życie żerując na dobroci innych. By w tej rzeczywistości uzgodnionej jak najlepiej funkcjonować, spełniać się, realizować z uważnością na tzw. ekologię. Pytania coachingowe sprawdzające „ekologię” celu brzmi – Po co to robisz? Jaka większa idea za tym stoi? Czy jeśli to zrobisz, staniesz się lepszy i świat też?

Jeśli nie – lepiej zrób coś innego.



Eliza Kruszewska



komentarze

[foto]

1. Chybiony przykład z filmem • autor: Przemysław Kapałka2012-07-26 12:27:11

Z tym filmem to nie jest tak, że "nie to jest najistotniejsze". Jeśli otrzymuję zadanie do wykonania, i to jeszcze z komentarzem, że łatwo się pomylić, to koncentruję się na wykonaniu zadania, a nie na patrzeniu, co mi jeszcze miga po ekranie. Dopóki nie jest to nic groźnego, nie zwracam na to uwagi. Na tej zasadzie, że należy patrzeć na całość a nie tylko na najbliższy cel, to za jakiś czas zaczniemy narzekać, że wszystko nas rozprasza i na niczym nie możemy się skoncentrować, bo "nie to jest najważniejsze".

2. nie doliczyłam się • autor: Nierozpoznany#33372012-07-29 03:35:24

Oglądałam trzy razy a i tak nie doliczyłam sie podań :) Kręcili sie przemieszczali, grali dwoma piłkami.Kto to zliczy ? W pewnym momencie pojawiała się dodatkowa postać w czarnym kostiumie z uszami :), ktora boczkiem sie potem wymknęła :) Nie , nie chciało mi sie nawet tego liczyć ?

3. ? • autor: Nierozpoznany#65622012-09-02 12:10:04

Ciekawy tekst, ale skąd to przekonanie o wyjątkowym nacisku na współczucie w buddyzmie tybetańskim? Przecież we wszystkich odmianach buddyzmu istnieje silny nacisk na współczucie wynikający z przekazu Buddy w podstawowym wykładzie Buddy zachowanym jako "Sutra Diamentowa".
Ponad to, zen nie przyjął się w tybecie jako zen.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)