Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 marca 2013

Maria Piasecka

e-tom: Przypowieści z Ziemi Run

Przypowieść o znaczeniu runy Thurisaz

Kategoria: Runy
Tematy/tagi: germańska mitologiaprozaruny

  (1)    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    20    dalszy >  

motto

gdy nic już jest tym, czym być powinno
nastaje nowy ład


THURISAZ Thor nie zdążył wyprząc swoich kozłów z wozu, gdy rozległo się walenie we wrota zamku. Był okrutnie zmęczony. Pragnął zaszyć się w skóry przy płonącym ogniu, najeść się wreszcie do syta i nacieszyć oczy córką. Nie był w domu kilka miesięcy. Odyn wysłał go do kraju Olbrzymów na zwiady, czy granice królestwa są bezpieczne. Thor wiedział, że wyprawa będzie uciążliwa, bowiem ród Olbrzymów wciąż się buntował. Nie mógł zrozumieć, dlaczego potomkowie Ymira pragną zniszczenia i chaosu.

Zły i głodny podszedł do zamkowej furty i otworzył ją. W pierwszej chwili nikogo nie zauważył. Dopiero gdy spojrzał tam, skąd dochodziły słowa pozdrowienia, ujrzał karła Alwisa.

– Co cię sprowadza o tak późnej, a raczej o tak wczesnej porze? – odezwał się niezadowolony Thor. – Przyjdź jutro!

– O nie, mocarny Thorze! Czekam i tak zbyt długo. Przyszedłem po zapłatę.

Thor zdziwił się. Nie przypominał sobie, by cokolwiek był winien karłowi. Od lat nie odwiedzał jego podziemnego królestwa, gdzie nie dochodzą promienie słońca. Przez chwilę wahał się jednak. Może zmęczenie po wyprawie odebrało mu cząstkę pamięci? Nie chcąc uchodzić za niesłownego, zapytał życzliwiej:

– A cóż to za zapłata, Alwisie?

– Przyszedłem po twą córkę, swoją przyszłą żonę. Została mi obiecana!

Thor poczuł się tak, jakby uderzyły w niego naraz wszystkie pioruny nieba. Wyciągnął swój śmiercionośny młot, zamachnął się i uderzył w ziemię, aż zadrżała. Karzeł znał dobrze Thora i wiedział, że As może w każdej chwili wpaść w straszny gniew.

Thor ostygł. Sapiąc i dysząc oparł się o wrota i popatrzył na swoje dzieło. Ziemia i skały po uderzeniu młota rozstąpiły się i utworzyły wielki dół.

– Opamiętaj się Thorze! – krzyknął Alwis. – Prawo jest po mojej stronie!

– Jakie prawo?! Moje zdanie jest tu najważniejsze! Jestem ojcem! Wynoś się, bo mój młot po raz drugi nie chybi!

– Wysłuchaj mnie Thorze. Asowie z Odynem na czele obiecali mi twą córkę, w zamian za zbroję, którą wykułem dla nich ze złota i górskiego kryształu.

Thor w jednej chwili domyślił się nikczemnego podstępu. Odyn wysłał go do kraju Olbrzymów, by rozporządzić jego córką! Wściekły, powtórnie chwycił młot i zamachnął się na karła. Gotów był iść choćby na zamek w Asgardzie, by ukarać Asów. Jednak po chwili młot opuścił. Siłą niczego by nie wskórał, Odyn był zbyt potężny.

Znalazł pułapce, więc zebrał się w sobie, by przeprosić karła i oddać to, co Najwyższy mu obiecał. Lecz gdy wyobraził sobie swój ukochany kwiatuszek w podziemnych grotach, bez światła słonecznego, w objęciach szpetnego gnoma, zrodziła się w nim myśl, że warto podjąć próbę przechytrzenia losu.

– Dobrze, dam ci córkę za żonę, jeśli odpowiesz mi na kilka pytań – zaproponował układnie.

Alwis klasnął w dłonie. Znał życie i świat doskonale. Widział to, co odkryte, jak i to, co niedostępne oczom. By nie tracić cennych chwil, podjął wyzwanie.

– Pytaj więc, Thorze – powiedział.

– Jak nazywają ziemię w każdym ze światów?

– Ziemią zwą ją ludzie, Rolą Asowie, u Wanów słyszałem o Szlakach. Twoi odwieczni wrogowie, Thorze, Olbrzymy, nie mówią inaczej jak: Niebiesko-Zielona, natomiast najwyżsi Bogowie powiadają – Glina.

Thor uświadomił sobie, że karzeł bez trudu odpowie również na następne pytania. Po cichu liczył już tylko na to, że Alwis zapomni o największym dla siebie niebezpieczeństwie – wschodzie słońca. Wtedy będzie po kłopocie. Jednak kiedy chciał zadać następne pytanie, Alwis wpadł mu w słowo:

– Jutro przyjdę o tej samej porze po kolejną zagadkę.

Alwis przejrzał podstępny plan: Thor chciał go przetrzymać u siebie do świtu, a przecież żaden karzeł nie oparł się jeszcze promieniom słonecznym. Idąc w ślady swych nierozważnych pobratymców, Alwis utkwiłby pod zamkiem Thora na wieki jako kamień. Był już pewien, że dostanie to, co mu zostało obiecane, ale przed otrzymaniem nagrody chciał jeszcze oddać pięknym za nadobne przyszłemu teściowi. Postanowił dla zabawy przychodzić do niego co dzień, tuż przed świtem, i odpowiadać tylko na jedno pytanie.

Następne spotkanie karła z Asem przebiegło podobnie. Thor tym razem zapytał o niebo. Alwis doskonale wiedział, jak w każdym ze światów je nazywają. Mówił o Kraju Gwiazd u Bogów, Tkaczu Wiatrów u Wanów, a kiedy wspomniał o Górnym Domu u Olbrzymów, Kapiącej Sali u Karłów i odszedł, Thor zaczął popadać w rozpacz. Jeszcze liczył naiwnie, że może następnego dnia, kiedy zapyta o księżyc, karzeł pomyli się. Lecz trzeciego dnia nadzieje Thora rozprysły się jak skała pod uderzeniem młota. Alwis doskonale wiedział, że księżyc to Miesiąc u ludzi, Ognisty u Bogów, Śpiesznym nazywają go Olbrzymy, Karły Światłem, Alfy Lat Licznikiem, a w Krainie Ciemności zwą go natomiast Krążącym Kołem.

Właściciel potężnego młota miał się z pyszna. Alwis szydził z niego wiedząc, że nie może być w nieskończoność pytany. Nie spieszył się więc. Był jak cierń, którego nie da się łatwo wyciągnąć z rany. Thor nie miał wyboru. Musiał oznajmić córce, co ją czeka i przyznać się do porażki. Pełen obaw i wstydu wyjawił jej wreszcie, co chmurzy mu czoło od paru dni.

Dziewczyna nie przejęła się wyznaniem ojca. Poprosiła go, by następnego dnia, kiedy Alwis odpowie na kolejne pytanie, zaskoczył go wiadomością, że narzeczona chce spojrzeć na swego wybrańca. Thor zrobił tak, jak prosiła córka. Kolejnego wieczoru zadał pytanie:

– Jak zwą chmury w każdym ze światów, Alwisie?

– Chmurami zwą je ludzie, Zapowiedzią Ulewy Bogowie, Wanowie zaś Latawcem Wiatrów. U Alfów mawiają – Moc Powietrza, Olbrzymy mniej zgrabnie, bo zwą je Obietnicą Deszczu, natomiast w Helju – Szłomem Kryjącym.

Gdy Alwis miał już odejść, Thor podniósł rękę mówiąc:

– Jeśli masz jeszcze chwilę, wstrzymaj się. Moja córka pragnie na ciebie spojrzeć.

Alwis wyczuł, że Thor chce go zwabić w pułapkę, lecz nie potrafił się oprzeć pokusie. Spojrzał na niebo. Zostało nieco czasu do wschodu słońca. Ryzykował życiem, lecz ciekaw był, jak wygląda narzeczona. „Jeden rzut oka, to nie wieczność. Zdążę” – pomyślał.

Thor poprowadził karła do komnaty bez okien, którą słabo oświetlały płonące na kominku polana i pochodnie na ścianach. Choć wokół panował półmrok, Alwis bez trudu zauważył, że zza zasłony wiszącej naprzeciw drzwi wyłoniła się jasna postać W pierwszej chwili zmrużył oczy. Nie był pewien, czy objawiła mu się cudowna walkiria w poświacie, czy przepiękne nagie dziewczę, które wyszło z kąpieli. Widział wiele, słyszał o dziwach, które zapierały dech w piersi, znał nazwy wszystkiego, lecz to, co ujrzał zachwyciło go i oczarowało bardziej niż wszystko inne. Nie mógł się poruszyć, jakby padły na niego promienie słoneczne, zmieniając go w kamień. Choć był czujny, stał nieruchomo, sycąc oczy bajkowym obrazem. Mijał czas.

– Alwisie, czas do domu. Jutro znów musisz się stawić i odpowiedzieć na kolejne pytanie.

Karzeł nie zrozumiał w pierwszej chwili słów Thora, lecz w tonie głosu mocarza usłyszał kpiącą nutę. Otrząsnął się i rozejrzał wkoło. Ogień huczał w kominku, a płomienie w pochodniach migotały nierówno. Dziewczyna nie była zjawą, jak sądził w pierwszej chwili. Podchodziła teraz do niego powoli i przyglądała mu się ciekawie. Nagie ciało otuliła chustą z wyszytymi symbolami ochronnych Run. Alwis odwrócił się nagle i ruszył z impetem do drzwi. Drogę zagrodził mu Thor.

– Czy jesteś pewien, że chcesz wrócić do domu?

Alwis zatrzymał się. Spojrzał na Thora i rzucił ukradkowe spojrzenie w stronę dziewczyny. Kiedy na twarzach ojca i córki nie odnalazł śladu niepokoju zrozumiał, w jakim znalazł się położeniu.

– Czy nadal chcesz swą zapłatę? – spytał Thor.

Karzeł milczał. Teraz Thor chciał się zabawić jego kosztem. Podniósł swój potężny młot, uderzył nim w ścianę komnaty i zagroził:

– Następnym zamachem przebiję ją na wylot! Możesz tu zostać do zachodu słońca. Nikt nie będzie cię niepokoił. Żegnaj Alwisie.

Thor objął troskliwie swą córkę i odeszli.

Karzeł spojrzał jeszcze raz na dziewczynę i zacisnął zęby. Targał nim niepokój. Czuł trwogę i pomieszanie. Próbował ogarnąć to, co go spotkało: Odyn dostał swą zbroję, Thor zatrzymał córkę. Obaj okrutnie z niego zakpili. Odyn okazał się przy tym ani mądry ani szlachetny, choć go takim obwołano. Chytry i niesprawiedliwy obiecał to, co nie należało do niego. Zaś Thor nie jawił się ani potężny ani bohaterski, lecz bezsilny, a potem przebiegły, nawet zagadki jego były śmiesznie łatwe. Żaden nie korzystał ze swoich przymiotów i cnót, żaden nie był sobą. „Co to za bogowie – pomyślał – wszystko się pomieszało! Mętlik i zamęt. To koniec świata!”

Poczuł gniew, potem bunt, a kiedy niespodziewanie dostrzegł zawracającego Thora, ogarnęła go furia. Thor wrócił po młot, którego zapomniał wziąć ze sobą. Co to za As, który gubi insygnia swej władzy?! Karzeł w lot zrozumiał, co musi uczynić. Wyprostował się dumnie i rzekł zdecydowanie, najgłośniej, jak potrafił:

– Skoro wszystko jest nie tym, czym być powinno, to znaczy, że świat się rozpada i nastaje chaos. A więc ja, karzeł Alwis przyspieszę jego kres, by po chaosie nastąpił nowy ład!

Zanim zdumiony Thor pojął, co się dzieje, Alwis chwycił jego młot i wziął zamach. Thor nie mógł uwierzyć: do tej chwili nikt nie był w stanie unieść jego niebotycznie ciężkiej broni. Tymczasem wyraźnie obserwował rzucony przez Alwisa i wirujący młot, który przebił ścianę komnaty, poleciał dalej, rozbił mury zamku i zniknął. Przerażony Thor pomknął za młotem.

Tymczasem promienie słoneczne, które dostały się do komnaty przez wyrwę w murze, nie zamieniły Alwisa w kamień. Stał się pierwszym karłem, który poznał blask dnia i pozostał sobą. Gdy nieco ochłonął, przypomniał sobie, po co tu przyszedł, a raczej po kogo. W świetle stała piękna córka Thora, patrząc na niego z szacunkiem i aprobatą, gotowa iść z nim do podziemnej krainy. Lecz Alwis inaczej już postrzegał swoją przyszłość. Nowy ład nastał przede wszystkim w jego myślach i sercu. Zrozumiał, że to nie Odyn go oszukał, lecz własna pazerność i pożądliwość.

– Żegnaj – powiedział z powagą do córki Thora. – Wracam do siebie. Każdy ze światów powinien się rządzić swoimi prawami. Wiesz, gdzie mnie szukać, jeśli oczywiście chciałabyś któregoś dnia odwiedzić podziemne królestwo. Będę dobrym przewodnikiem.


Maria Piasecka




  (1)    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    20    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)