zdjęcie Autora

08 maja 2013

Maria Piasecka

e-tom: Przypowieści z Ziemi Run

Przypowieść o znaczeniu runy Wunjo

Kategoria: Runy
Tematy/tagi: germańska mitologiaprozaruny

  < poprzedni    1    2    3    4    5    (6)    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    20    dalszy >  

WUNJO

motto

prócz gonitwy i spania
jest radość gdy nogi i ręce tańczą


do otwarcia serca


Ziemię Run przykrył śnieg i królestwo Oszronionych Olbrzymów uchyliło swe wrota. Mróz bez litości wypełnił powietrze ostrymi igiełkami, a wokół ludzkich siedzib zapanowała cisza. Zwierzęta w lasach padały z głodu lub ostatkiem sił walczyły o przetrwanie, gdyż zmarznięta gleba i gruba pokrywa śniegu utrudniały wygrzebywanie jesiennych roślin.

O tej porze roku Oszronione Olbrzymy lubiły się zapuszczać na Ziemię Run i podpatrywać ludzi, którzy spędzali w swoich chatach czas na zabawie. Starzy i młodzi tańczyli przy muzyce fidli, a Olbrzymy starały się przyswoić jak najwięcej wdzięcznych i uciesznych tanecznych figur, wirowań, zwrotów, przytupów i podskoków, by potem naśladować je, żwawo pląsając w swoim królestwie. Wiedziały, że bez wesołych harców, paradnych szaleństw i psot skostnieją, zastygną i wymrożą się na śmierć lub zacisną pięści i zaczną zwalczać same siebie, otumanione codziennym rytmem gonitwy i spania. Radości mogły się nauczyć tylko od ludzi, a w tańcu było jej najwięcej.

Aż do utraty głowy i otwarcia serca ludzie tańczyli zwłaszcza pod koniec grudnia, czekając na nadejście światła po najkrótszej nocy. Ten właśnie moment wybrały Gerin i Frenki, młode Olbrzymki, na pierwszą w ich życiu wędrówkę do Ziemi Run. Był to szczególny dzień, po którym królestwo Oszronionych Olbrzymów zamykało na długo swe podwoje.

Nierozłączne od dziecięcych lat przyjaciółki uzupełniały się. Gerin potrafiła z daleka rozpoznać pojedyncze płatki śniegu i nazwać je po imieniu. Frenki natomiast miała wrażliwe uszy, które pozwalały jej słyszeć muzykę kołyszących się na odległym morzu lodowców. Obserwując tańce w ludzkich siedzibach, dzieliły się wrażeniami:

  • Słyszałaś, Gerin, melodię towarzyszącą tym posuwistym korowodom? A ten rytm przy hołubcach?
  • Zauważyłaś, Frenki, te ukłony i przyklęki?
  • Myślisz, Gerin, że zapamiętamy to wszystko?
  • Ma się rozumieć, Frenki. Mamy świetny wzrok i słuch. Zdobędziemy wielkie uznanie w naszym królestwie, gdy zaprezentujemy piękne i niełatwe taneczne układy.
  • To dopiero będzie radość, jakiej dotąd nie było!

Pochłonięte nowymi wrażeniami zapomniały o czasie. Dopiero gdy umilkła muzyka i ludzie przestali tańczyć, pojęły, w jak przykrym znalazły się położeniu. Minęła północ i wrota ich królestwa zamknęły się. Zrozumiały, że pozostaną na Ziemi Run, a tu, w razie głodu, pożywienie trzeba będzie zdobyć samemu. Gdy pustka w żołądku stała się dokuczliwa, spróbowały zapolować, lecz wszędzie znajdowały tylko ogryzione kości. Gerin była zdecydowana ruszyć w stronę ludzkich siedzib i wykraść krowę lub owcę. Frenki niechętnie na to przystała. Nie chciała zabijać zwierząt należących do człowieka. Lecz czy miała wybór?

Olbrzymkom udało się porwać dwie duże owce i ujść niezauważenie. Mięso smakowało wybornie. Zadowolona z siebie Gerin pożerała krwiste kawałki, a jej oczy błyszczały szczęściem. Łypała nimi na przyjaciółkę i chełpiła się swoją odwagą. Frenki kęs po kęsie przeżuwała mięso i spokojnie znosiła docinki Gerin, która naśmiewała się z niej, zarzucając słabość i tchórzostwo.

– Jesteś żarłoczna i tłuszcz owcy obrzydliwie oblepia ci brodę. Twoja odwaga się kończy na krzywych zębach i żołądku wielkim jak jezioro Laguz – mruczała i syczała groźnie w odpowiedzi na prześmiewki.

– Ty mi do gęby nie zaglądaj! – krzyknęła Gerin. – Gdyby nie ja, to byś nie dostrzegła owcy nawet tak wielkiej jak lodowiec, ślepoto!

– A ty beze mnie, głuchoto, nie usłyszałabyś ludzi szepczących zaklęcie runy Thirisaz przeciw Olbrzymom. I zostałby z ciebie sopel lodu!

Kiedy biesiada dobiegła końca, Olbrzymki były tak rozsierdzone, że skoczyły ku sobie z pięściami. Wycieńczone, walczyły krótko. Padły na śnieg bez sił, a kiedy oddech im się wyrównał – usnęły. Obudziły się smutne.

  • Gerin, przyszłyśmy tu po radość...
  • Frenki, radość dopiero będzie jak wrócimy do naszego królestwa i pokażemy tańce...
  • Gerin, radość już była. Pamiętasz nasze tańce w dzieciństwie?

Olbrzymki w końcu pogodziły się, połączyły swe wysiłki, lecz wciąż nie mogły niczego upolować. Nawet obfita uczta nie na wiele się zdała, gdy jej miejsce zajął głód. Przez następne dni mróz nie puszczał. Złe i przygnębione ponownie wyruszyły do siedzib ludzkich. Tym razem nie powiodło im się jak poprzednio. Człowiek zastawił pułapkę – głęboki dół – i Olbrzymki tam wpadły. Gerin trzęsła się ze strachu, rozpaczając:

  • Frenki, nic tu nie widać! Nigdy stąd nie wyjdziemy! Mogłyśmy nie wykradać owiec!

Frenki natomiast wymacała gałęzie wokół siebie i zaczęła je układać warstwami, aż urósł spory stos. Wdrapała się nań i kazała Gerin wejść sobie na ramiona. Potem Gerin chwyciła wystający u góry korzeń drzewa, wydostała się na powierzchnię, znalazła długi konar i podała go Frenki. Oswobodzone ruszyły do lasu i dopiero na odległej polanie stanęły, by odpocząć.

Gerin znów rozpierała duma. Uśmiechnięta i pełna animuszu przechwalała się, że bez niej Frenki nie wydobyłaby się z jamy. Bo kto, jak nie ona, podał z góry konar? Frenki słuchała przez chwilę kłamstw przyjaciółki, aż wreszcie zacisnęła pięści. Jeszcze chwila, a dziewczyny doskoczyłyby do siebie z furią. Lecz nagle posmutniały.

  • Gerin, przyszłyśmy tu po radość, pamiętasz?
  • Frenki, tu jej nie ma. Była, gdy bawiłyśmy się w naszym królestwie. I może będzie, gdy tam wrócimy i pokażemy tańce.

By ratować przyjaźń, Olbrzymki postanowiły się rozłączyć. Kto wie – myślała każda – może kiedyś nasze ścieżki znów się splotą? Żyły samotnie tygodniami, czuły jednak, że z dala od siebie nie jest im najlepiej. Czy Olbrzym może żyć bez Olbrzyma? Tęsknota sprawiła, że ich drogi zbliżyły się ponownie. Zdecydowały się razem polować i walczyć z przeszkodami, a potem rozstawać. Cóż, kiedy nie tego pragnęły najbardziej. Gonitwa i spanie, spanie i gonitwa napełniały je coraz większym smutkiem.

Pewnego dnia, kiedy w bezpiecznej od siebie odległości odpoczywały po męczącym dniu, dostrzegły przechodzącego nieopodal boga Odyna. Poderwały się i nie szczędząc nóg podbiegły do Najwyższego, który zatrzymał się i spojrzał na nie przenikliwie.

–– Chodzi wam o radość, jak mniemam. Po nią tu przywędrowałyście – rzekł Odyn, czytając w ich myślach. – Mędrcy uczą, że radość rodzi się poza gonitwą i spaniem, z dala od tego, co było i z dala od tego, co będzie.

Frenki i Gerin nie rozumiały. Myśląc o radości, wspominały dzieciństwo albo wyobrażały sobie tańce, które zaprezentują w nieokreślonej przyszłości. Rozwiązanie tej łamigłówki było niby blisko, a wydawało się tak trudne. Odyn zdawał sobie sprawę, jak bardzo Olbrzymki są spragnione pomocy, a zarazem, jak ciężko im zrozumieć słowa całkiem oczywiste dla bogów. Kazał dziewczętom przymknąć oczy i pokierował ich wyobraźnią. Po chwili ujrzały, jak lepiły śnieżne kule, rzucały się nimi, ślizgały się po lodzie, goniły i skakały przez śnieżne zaspy, budowały lodowe zamki z mieniących się tafli oraz sopli, a przy tym było mnóstwo żartów i figli. Serce biło im mocno, a najsilniej poruszyło się w piersiach, gdy patrzyły na wspólne tańce na lśniącej powierzchni zamarzniętego jeziora Laguz. Trzymając się za ręce skakały, kręciły się w kółko i tupały, aż lód trzeszczał. Śmiały się przy tym parskając i zaśmiewały w głos, chichotały nie wiadomo z czego, rechotały i uśmiechały promiennie.

  • To oczywiście wasze zabawy– przerwał wizję Odyn. – O czym wtedy myślałyście?
  • O niczym... – zgodnie odpowiedziały zdumione Olbrzymki.
  • Czułyście radość?
  • Tak! Właśnie tak!
  • Było wtedy w waszych głowach to, co przedtem i to, co potem?
  • Nie, nie! Ani to, co było, ani to, co będzie... Ale jak znaleźć radość właśnie teraz?

– Posłuchajcie uważnie. Gdy tańczyłyście w dzieciństwie i gdy ludzie tańczyli w chatach, ich stopy i dłonie poruszały się zgrabnie, kreśląc proste i zakrzywione linie, łączące się i przecinające na ziemi i w powietrzu. To powoływanie do życia Wunjo, boskiej radości. Tańcząc stajecie się jej cząstką i czerpiecie z niej moc na trudne chwile.

Odyn wyjął ze swojej sakwy dwie gałązki leszczyny, prostą i zakrzywioną. Zetknął je, oddalił od siebie i znów połączył. Potem jedną wręczył Gerin, a drugą Frenki. Nasunął kapelusz na czoło i ruszył w drogę. Kiedy po kilku krokach odwrócił się, zobaczył jak Olbrzymki podchodzą do siebie z gałązkami, łączą je, rozdzielają, znów łączą i znów rozdzielają, by ponownie złączyć. Ich stopy i dłonie z wdziękiem kreśliły proste i zakrzywione linie. Nie było w tym momencie sytości i głodu, walki o przetrwanie i rywalizacji, gonitwy i spania. Ciałem Olbrzymek zawładnął taniec, ten, którego nauczyły się od ludzi w pierwszą noc na Ziemi Run. W powietrzu błysnął znak Wunjo i świecił nieprzerwanie wtedy, gdy dziewczęta łączyły i wtedy gdy rozdzielały dłonie z gałązkami leszczyny. Tańcząc dzieliły radość: w ochoczych podskokach i zgrabnych pląsach podążały ku wrotom królestwa Oszronionych Olbrzymów, które stanęły otworem.





  < poprzedni    1    2    3    4    5    (6)    7    8    9    10    11    12    13    14    15    16    17    18    19    20    dalszy >  

komentarze

1. Runy • autor: Nierozpoznany#11262013-05-26 11:07:25

Niezwykłe są pani opowieści  z Ziemi Run. Czekam na każdą kolejną  z niecierpliwością. Znam runy od dawna, przez wiele lat dużo o nich czytałam ,ale te opowieści otworzyły kolejną, nową przestrzeń  do nich. Bardzo za nią dziękuję i serdecznie pozdrawiam.


Anida Jeziorowska-Gołąb

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)