Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 grudnia 2009

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki (odcinków: 148)

Zło epifaniczne i inne

Kategoria: Antropologia

« Wielowymiarowe Wielkie Arkana Autorecenzja bożonarodzeniowa »

Mirosław Miniszewski zamieścił w "Tarace", jako odcinek blogu, fragment swojego doktoratu zajmujący się mniej więcej tym, jak pojęciowo ująć zło i jakie są z tym kłopoty, zwłaszcza tam, gdzie zło czyli krzywda czyniona jednym ludziom przez drugich przybiera(ła) masowe i monstrualne rozmiary. Nie bardzo rozumiem tych rozważań. Granica miedzy złem małym a monstrualnym nie istnieje, nie wiadomo, gdzie ją położyć. Zaczyna się od tego, że ludzie nie mają biologicznie wbudowanych "bezpieczników" zapobiegających temu, żeby jeden drugiego zabił - jakie (podobno) mają wilki. Człowiek może człowieka zabić i często to czyni. Chętniej zabije, jeśli tamten nosi cechy obcości. Co łatwo tłumaczy się tym, że gatunek Homo sapiens ewoluował (przez większość swoich 2 mln lat czy ileś) w małych krewniaczych grupach, które pozostawały miedzy sobą w stanie napiętej konkurencji przechodzącej w wojnę, czyli grupowe zabijanie się. Które było genetycznie promowane (wzmacniane) ponieważ ci z mężczyzn, którzy mieli geny kodujące wojenne cnoty, czyli agresję połączoną w jedno z poczuciem solidarności i wojennego braterstwa broni, skuteczniej zapładniali pochwycone obcoplemieńcom kobiety (wpierw zabiwszy ich mężów, braci, ojców) i tak propagowali swoje geny. Pierwotna wojna - tak wyszło z rachunków socjobiologom - była przede wszystkim wojną o kobiety, o czym dobrze pamiętał jeszcze Mickiewicz, pisząc "Trzech budrysów". Wśród pierwotnych wojen nierzadkie były też wojny totalne, prowadzone do końca, aż do zabicia ostatniego mężczyzny z prześladowanego plemienia, co zabezpieczało przed mścicielami. Szczególnie tak było u ludów osiadłych, które nie miały dokąd uciekać, a dostępna ziemia była ograniczona; takie wiadomości dochodzą np. z Nowej Gwinei. Wojny i prześladowania z ostatnich stu lat różnią się od wojen "genetycznych" tylko swoim rozmiarem: zagłada plemienia gdzie zabito kilkadziesiąt osób, to etnograficzna ciekawostka, a gdzie zabito ludzi kilka milionów, to dysonans poznawczy, przy którym filozofowie łapią się, że brakuje im narzędzi teoretyczno-pojęciowych.

Ale to są oczywistości. Zwrócę uwagę na mniej oczywisty przyczynek do tematu wojna niemiecko-żydowska 1935-1945 (pierwszy rok to Ustawy Norymberskie). Ideologia która motywowała tę wojnę w jakimś sporym stopniu odwoływała się do ideału czystości, albo pierwotnej czystości. Że oto "kiedyś", w idealizowanych dawnych dobrych czasach, niemiecki Volk żył sobie na swoich porosłych dębem (Eiche) i jodłą (Tanne) wzgórzach, sami swoi ze swoimi i był szczęśliwy. Jego pokój zakłócili wredni obcy, przynosząc żądzę pieniądza, kapitalizm, wyzysk, prostytucję i inne świństwa. Zatem należy przywrócić pokój, usuwając obcych. Proste jak trzonek cepa. Jak to zostało wykonane, wiemy. Przyczynek, którym tu zapowiedziałem, jest taki, że motyw powrotu do pierwotnej narodowej czystości był realizowany dużo szerzej, i również po-II-wojenny kształt Polski i krajów ościennych jest skutkiem jego realizacji. Granice Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, Czech, wcześniej Węgier - przykrojono do historycznych map zasięgu odpowiednich krajów lub języków obrazujących czasy "początku" czyli z wczesnego średniowiecza około 1000 roku. Jeśli chcemy poznać, rozpoznać to zjawisko, powinniśmy podziwiać potęgę Map! Następnie powinniśmy podziwiać potęgę mitu Początku - która przejawiła się tak, że to co na Początku, jest jedynie ważne, a cala reszta, to "historii ślad, który dłoń nasza zmiata". Także potęgę poczucia, że kiedy nastaną "sami swoi między swoimi" to będzie dobrze, a póki jakiś obcy się miedzy "nami" wałęsa - to tak długo jest fatalnie.

Być może taka psychoanaliza środkowo- i wschodnio-europejskich dusz potrzebować będzie jakichś nowych narzędzi pojęciowych, które powinni wyfrezować filozofowie, i w tym miejscu zgadzam się z Mirkiem Miniszewskim.

Co jeszcze: warto być świadomym tego, że sami siedzimy w tym kotle; luksus patrzenia z zewnątrz, z bezpiecznego dystansu na to, co Niemcy 70 lat temu przebrani w takie lub inne mundury wyczyniali, nam nie przysługuje; zresztą geny mamy te same, co ci z Rwandy, z Kampuczy itd.



« Wielowymiarowe Wielkie Arkana Autorecenzja bożonarodzeniowa »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)