zdjęcie Autora

07 stycznia 2020

Edward Kirejczyk

Zobaczyłem, więc uwierzyłem (2)
Krytyczna analiza wizji przyszłości

Metody badania prekognicji

Po wydarzeniach opisanych w punkcie 1. pierwszej części tekstu, nikogo nie powinno dziwić, że interesowałem się zjawiskami przepowiadania przeszłości. Prognozowania zresztą też, ale to zupełnie inny temat i tu zostanie całkowicie pominięty. Nigdy nie pociągały mnie inne zjawiska paranormalne, choć interesuje mnie problem zaginionych cywilizacji z lat ponad 5.000 pne., w tym przedlodowcowych. 

Zainteresowania dotyczące prognozowania realizowałem z grubsza w latach 1975-1985, w formie studiów literaturowych i dyskusji z laikami. Nie mogę nazwać tego co robiłem działalnością naukową. Nie tyle ze względu na brak publikacji wyników (w świetle współczesnej nauki - nie punktowane - nie istnieje), ale ze względu na zasadnicze braki metodyczne. Aby praca miała charakter naukowy, powinna być oparta na eksperymentach, a w przypadku nauk czysto humanistycznych - na materiałach źródłowych. 

Badania mogłyby dotyczyć bądź wydarzeń rzeczywistych, których prawdopodobieństwo zajścia trudno ocenić, bądź eksperymentu polegającego na przewidywaniu wyników losowań elementów zbioru zamkniętego, z powtórzeniami. Aby uznać, że eksperyment dał pozytywny wynik, nie jest konieczne uzyskanie 100% trafień. Wystarczy, że znajdziemy osobę, której trafienia dadzą znacząco lepsze wyniki od teoretycznego prawdopodobieństwa i od wyników ów grupy kontrolnej. Grupa kontrolna ma na celu wyeliminowanie „błędów maszyny losującej”, a więc np. skrzywionej ruletki lub błędnodruków w kartach. W latach 30. XXw. uczonym niemieckim udało się przeprowadzić z eksperyment z pozoru udany, ale po bliższym zbadaniu okazało się, że wykonane przez nich karty były na tyle cienkie, że niektóre obrazki mogły być czytelne od strony koszulki. Co to znaczy „znaczące”? To rzecz uznaniowa. W statystyce istnieje cały dział dotyczący testowania hipotez, ale ostateczna decyzja należy do badacza.

Badanie takie może zorganizować każdy posiadać PCta lub Maca, o podstawowej umiejętności programowania. Wystarczy generator liczb losowych (są dostępne w ogromnej liczbie w necie, a często instalowane w komputerach przed sprzedażą, można też napisać samemu), połączyć z narzędziem graficzno-manualnym do dokonywania wyborów i arkuszem kalkulacyjnym do notowania wyników (najlepiej napisanym samodzielnie). Ta maksymalizacja samodzielnego przygotowywania narzędzi wydaje się dość istotna. Musimy pamiętać, że w przypadku pozytywnych wyników, narzędzia badawcze zostaną poddane bardzo starannej weryfikacji. Wyklucza to np. badania zdalne, za pomocą sieci. Badany powinien siedzieć przed komputerem, który z urządzeń peryferyjnych ma tylko ekran i klawiaturę, jeszcze lepiej konsolę, jeszcze lepiej staroświecki joystick, a najlepiej urządzenie trzystanowe (lewa strona, prawa strona, środkowy stan spoczynku) samodzielnie skonstruowane i oprogamowane.

Liczby losowe najlepiej skonwertować do postaci bardziej komunikatywnej, np. kółko czerwone i czarne lub pięciu klasycznych symboli do badania telepatii: kółka, kwadratu, trójkąta, gwiazdy i linii falistych. Był też badacz, który dawał do wyboru albo czarny ekran i zdjęcia nagich modelek, jego zdaniem z pozytywnym skutkiem, ale nie czytałem o pomyślnym powtórzeniu badań przez inny ośrodek. W każdym razie konwersja wydaje się konieczna, bo podświadomość/wszechświat/wieczność/Opatrzność chyba nie rozumieją cyferek.* No i oczywiście losowanie musi odbyć się po dokonaniu wyboru!

Najpierw wypada narzędzie wypróbować samemu, a potem sadzać do prób chętnych. O ile wiem, nikt dotychczas nie przeprowadził wiarygodnych eksperymentów tego typu, a te które wydawały się być przekonywujące, z czasem okazały się sfałszowane.

Być może jednak amatorzy mają pewną szansę w lepszej niż zawodowcy organizacji takich badań. Badania robione z użyciem komputera w ośrodkach naukowych przypominały grę w ping-ponga: pytanie – odpowiedź – losowanie – zapisanie w pamięci, całość w pojedynczych sekundach i następne pytanie - odpowiedź. Amatorowi się nie spieszy. Ankietowany może koncentrować się przez kilka dni, czekać na przypływ dobrego samopoczucia (czy może raczej przeczucia), przerywać badanie w dowolnej chwili i wracać do niego później itd. To zapewnienie komfortu badanemu, może mieć jakieś znaczenie. Można dodać wiele zmiennych, np.: pora doby, związek ze snem, jedzeniem (głód lub objadanie się), wpływ środków zmieniających nastrój (alkoholu – w tym kaca, marychy, koki itp.). Ten ostatni czynnik mógłby być o tyle istotny, że wykazanie jego wpływu wskazywałoby, że samokontrola umysłu zmniejsza/zwiększa szanse na trafienie. Informacja zwrotna o wynikach też może jedną z badanych zmiennych.** Uczeni nie mają takiej szansy. Nie mogą po trzech nieudanych próbach puścić badanego do domu i kazać mu przyjść, jak będzie miał przeczucie. Muszą wyrobić dwuletnią normę publikacji. 

Z tak opisanymi badaniami są tylko dwa problemy. Po pierwsze czy ewentualne pozytywne wyniki badań wskazują na zdolność badanych obiektów do prekognicji, czy psychokinezy, czyli wpływu na urządzenie losujące. Po drugie, nie wiadomo jak ewentualna zdolność do prekognicji krótkookresowej byłaby tożsama ze zdolność do prekognicji długookresowej, czy też byłyby to dwa różne zjawiska, jak pamięć długo- i krótkookresowa, u ludzi realizowane przez dwa różne obszary mózgu. 

Badanie wydarzeń rzeczywistych nie musi dotyczyć wydarzeń przyszłych. Można przestudiować wcześniejsze przepowiednie, pod warunkiem, że data i treść zapisu były całkowicie pewne. Mówiąc o dacie pewnej, nie mam na myśli potwierdzenia proroctwa przez notariusza. Wspaniałym przykładem jest przepowiednia z Tęgoborzy (kto nie zna, niech koniecznie przeczyta, choćby w necie!). Podobno pochodzi jeszcze z XIX w., ale została ogłoszona w wysokonakładowej prasie w 1939 r. i nie była na tyle wieloznaczna, żeby nie można było zrozumieć jej tekstu. Np. orzeł co znak krzyża splugawi, to oczywiście hitlerowska „gapa” ze swastyką w szponach. 

Tu jednak pojawia się wiele problemów. Prorocy lubią mówić wierszem, operować symboliką, czasem jednoznaczną (niedźwiedź to Rosja, smok to Chiny) i posługiwać się wieloznacznościami. Ale skąd Nostradamus wziął „wielki sześcian” – wg znawców tematu podobno określenie Polski – zabijcie mnie, nie wiem! Już lepszy byłby biały orzeł (w godłach państw czterech kontynentów roi się od orłów czarnych, brązowych, złotych, wielokolorowych, ale czysto biały jest tylko jeden) albo nieco obraźliwa, ale bardziej czytelna biała butelka (wielka flacha). Z tego względu wygodniejsze byłyby teksty jednoznaczne, napisane prozą. Ale i o te trudno. „Cesarz zrujnuje wielkie mocarstwo”. Albo „zawodniczki polskie pokonają zawodniczki niemieckie”. Które mocarstwo zostanie zrujnowane i kto tu kogo pokona? W obu przepowiedniach prawdopodobieństwo trafienia wynosi 100%. Skoro tekst jest wieloznaczny, to trudne/niemożliwe jest skwantyfikowanie szans takich przepowiedni. Skwantyfikowanie oznacza w tym przypadku odniesienie się do szans nastąpienie zdarzenia. Konieczne jest uwzględnienie wzoru Shannona. Mówiąc prościej: plus 40 stopni Celsjusza w Warszawie jest bardziej prawdopodobne w lipcu niż w styczniu. A także bardziej prawdopodobne na warszawskiej Pradze, niż w czeskiej. Jak w bieżącym życiu czy polityce zastosować wzór Shannona? Zwłaszcza, że podstawowy wzór Shannona zakłada bezszumowy przepływ informacji. W przepowiedniach o przepływie bezszumowym nie ma co marzyć. Jak oszacować skalę tego szumu? Co w ogóle w życiu i historii jest silniejsze: sygnał czy szum, długo by dyskutować. Czy ośmiorniczki były szumem i POPSL hulałby na koszt podatników po dziś dzień, gdyby żywił się schabowym z kapustą, czy też był to sygnał lekceważenia wyborców i szpiegów ościennego mocarstwa? Czy Pancerny Marian jest sygnałem polityki kadrowej polegającej na selekcji negatywnej (najlepszy jest taki kandydat, na którego są najmocniejsze haki) czy też szumem polegającym na tym, że w ABW nie znalazł się nikt, kto odważyłby się powiedzieć Zwykłemu Posłowi, że jest w błędzie? Jasnowidz zapewne potrafiłby odpowiedzieć na te pytania, tylko kto i jak sprawdzi jasnowidza? Dwie rzeczy są pewne przy takim sprawdzaniu: w dokumentach nie będzie odpowiedzi na pytanie, a indagowani/piszący pamiętniki /przesłuchiwani politycy będą łgać, nawet pod przysięgą. 

Nie krytykuję widzących przyszłość za niejasności i wieloznaczności ich wypowiedzi. Może być to środek, za pomocą którego prorocy pokazują, że znali przyszłość, ale jednocześnie unikają samospełniających się i samoanalujących przepowiedni.

Jednym zdaniem: badanie proroctw rzeczywistych jest problemem, w którym input szacunków prawdopodobieństwa zdarzeń jest i być może pozostanie na zawsze niekompletny. 


Problemy własnych analiz

Wspomniałem wcześniej, że wszelkie badania historyczne powinny być prowadzone na materiałach źródłowych, a nie na opracowaniach, tak naukowych, jak popularnonaukowych lub beletrystycznych. We wszystkich opracowaniach występują błędy. Jak uczył mnie jeden z najwybitniejszych polskich historyków gospodarczych prof. W. Kula, jeśli brzydkie fakty są sprzeczne z piękną teorią, to tym gorzej dla faktów. W rzeczywistości niedokładnie tak, ale moje upiększenie też jest świetnym przykładem zniekształcania rzeczywistości w relacjach świadków wydarzeń.***

Gdybyśmy analizowali rzeczy mniej emocjonujące, np. spalanie śmieci i wykorzystanie silników Stirlinga (ostatnio brałem udział na Tarace w wymianie komentarzy na ten temat), zniekształceń na pewno byłoby mniej. Ale prekognicja jest tematem emocjonującym, o którym mówią i piszą fanatyczni wyznawcy, ludzie szukający sensacji i krytycy negujący możliwość wystąpienia zjawiska z przyczyn „naukowych”. Oczekiwać, że ktoś w tym towarzystwie czegoś nie zniekształci, to bluźnić rozumowi. Jaka byłaby jego zasługa, gdyby nie przyczynił się do spopularyzowania lub wykluczenia tego zjawiska, a co najmniej nie zwiększył potencjału sensacyjnego tematu? Wszak każde upiększenie zwiększa liczbę czytelników i słuchaczy, przekazujących informacje kolejnym osobom. 

Wiele lat temu czytałem gdzieś, że Baba Wanga pytana o nadchodzącą III w. światową, zaczęła się śmiać i powiedziała: „…na razie nic nam nie grozi, jeszcze Syria istnieje”. Zapamiętałem, bo zastanowiło mnie skąd ta Syria? Mały, pustynny kraik na uboczu, bez bogactw naturalnych i przemysłu, zamieszkały przez małą populację, w konsekwencji ze słabiutką armią i okupowanym od dziesięcioleci strategicznym terytorium. Jak ona może ochronić światowy pokój? W grudniu br. przeczytałem na Onecie, że Baba Wanga powiedziała, iż kiedy Syria upadnie, wybuchnie III w. światowa. Wg. mnie, powiedziała coś zupełnie innego. Tylko czy autor zmienionych słów Baby Wangi w ogóle zdawał sobie sprawę, że warunek konieczny i warunek wystarczający to dwie różne kategorie logiczne? A może przekłamanie nastąpiło w łańcuchu przepływu informacji? Takie są kłopoty z popularyzatorami i dziennikarzami. 

Z uczonymi wykształconymi na świetnych uczelniach, pracującymi w najlepszych ośrodkach naukowych, kłopoty bywają nie mniejsze. Jak to mówiliśmy w latach siedemdziesiątych XX w. na Uniwersytecie Warszawskim: „natura sprzyja badaczom”. Prawo Mendla jest w świetle współczesnej nauki jest prawdziwe, ale wszystko wskazuje na to, że wielki uczony poprawił wyniki badań, aby były bardziej przekonujące. I wygląda na to, że nie był jedyny. Niekoniecznie musi to być zła wola. Mogą być ograniczone możliwości badawcze. Jedną z pierwszych nagród im. A. Nobla w dziedzinie ekonomii otrzymał Simon Kuznets, za wykazanie, że w miarę rozwoju gospodarczego nierówności społeczno-ekonomiczne maleją. Thomas Piketty w najgłośniejszej pracy ekonomicznej ostatnich wykazał, że może być i faktycznie jest odwrotnie. Który miał rację, a który wykazał się nierzetelnością lub nieudolnością? Obaj pracowali bardzo fachowo i rzetelnie, ale S. Kuznets wybrał do badań mniejszą liczbę państw i krótszy czasowy zakres analizy. Był więc nierzetelny lub leniwy? Niekoniecznie. W jego czasach nie było komputerów mogących dokonać analizy na skalę podobną do badań L. Piketty’ego, więc wybrał do badań wysoko rozwinięte kraje kapitalistyczne w XX w., może dlatego, że ich statystyki były najbardziej wiarygodne? Trzeba było wielu lat pracy ekonomistów uzbrojonych w coraz większe komputery, żeby zebrać dane i skonstruować narzędzia do szacowaniu PKB na podstawie wskaźników wtórnych; niektórzy za swe odcinkowe badania też dołączyli do listy noblistów. Nawet do wyników badań nagrodzonych Noblem należy więc podchodzić ostrożnie.  

W przypadku proroctw źródła powinny być w zasadzie kompletne. Żeby wykazać, że Adam Mickiewicz wielkim pisarzem był, wystarczy dotrzeć do „Pana Tadeusza”, Dziadów” i „Sonetów krymskich”; resztę można zgubić. Żeby wykazać, że Adama Mickiewicza należy czcić i kochać, można wywalić z tej listy „Sonety krymskie”. Tymczasem badania proroctw powinny obejmować cały dorobek ich autora. Tylko w ten sposób możemy oszacować trafność jego przepowiedni. W końcu ślepej kurze też może trafić się ziarno. Np. znakomity poszukiwacz zwłok Krzysztof Jackowski, wzorem niezliczonej rzeszy Polaków pragnie przewidywać przyszłość polityczną. Żeby zwiększyć swoją wiarygodność w prawie każdym odcinku swojego vloga przypomina, że prawidłowo przewidział kryzys gospodarczy w 2008 r. Przewidział, nie zaprzeczam, tyle że on w każdym odcinku przepowiada kryzys gospodarczy. Dodaje też, że najgorzej nam będzie jak rozpadnie się Unia Europejska. Rzeczywiście po wyjściu Wlk. Brytanii z UE pogorszy się zarówno Brytyjczykom, jak i pozostałej reszcie, może z wyjątkiem tych, którzy przejmą brytyjskich klientów w Europie. Żeby to przewidzieć nie trzeba być jasnowidzem. Wystarczą ze dwa lata studiów ekonomicznych. Dla ścisłości, jeśli Węgry rozstaną się z UE, pogorszy się nie tylko w prowincjonalnej Rumunii, ale i w potężnej gospodarce niemieckiej. Do kompletu, K. Jackowski ciągle przypomina o nadchodzącej wojnie. Ponieważ pokój jest stanem przejściowym, mającym na celu lepsze przygotowanie wojny, w końcu będzie mógł poszczycić się kolejnym wielkim osiągnięciem. Czy K. Jackowski rzeczywiście jest w stanie przewidywać przyszłość i w jakim stopniu? To można ocenić tylko mając do dyspozycji komplet jego przepowiedni, nie zaś dwa, z których każde musi się w końcu spełnić. Wg. noworocznej przepowiedni K. Jackowskiego, reprezentacja polski odpadnie z rozgrywek Euro 2020 dopiero w meczu ćwierćfinałowym. Kto ciekawy, niech zapamięta i sprawdzi.

Tu dochodzimy do ostatniej cechy przepowiadaczy: w zasadzie wszyscy oni się mylą. Jeanne L. Dixon, która bezbłędnie przepowiedziała zamachy na M. Gandhiego i J. F. Kennedy’ego, omyliła się w kilkudziesięciu procentach przepowiedni. Przodująca w owym czasie radziecka myśl społeczna zwracała uwagę, że do kluczowych cech parapsychologów należą nie tylko osiągnięcia i omyłki, ale również skłonność do oszustw. Tego ostatniego nie wykluczają nawet autentyczne sukcesy. Być może na odwrót, prawdziwe osiągnięcia skłaniają do sprawdzania się zawsze, za wszelką cenę - nawet oszustwa. Cyganka wróżąca na placu Defilad, że „masz więcej szczęścia niż rozumu, ale nie wierzysz swojemu szczęściu”, a nawet sprzedająca wypełnione zwycięskie kupony totolotka po 10 złotych od sztuki, może się omylić. Erik Jan Hanussen mógł się pomylić w czasie prywatnej porady, ale nie w Wielkim Kryształowym Pałacu Magii, czy też jak się nazywał ten przybytek w Berlinie. Za wiele w ten teatr zainwestował, żeby tracić klientów. Musiał pomagać sobie cyrkowymi sztuczkami. To też problemy, z jakimi musi zmierzyć się badacz prekognicji. 

Moim podstawowym problemem był brak materiałów źródłowych. U schyłku PRL swoboda wypowiedzi w sprawach przepowiedni była jeśli nie pełna, to bardzo daleko posunięta. Początkowo najłatwiej było wydać mniej lub bardziej naukowe tłumaczenia z rosyjskiego, oczywiście wcześniej opublikowane w ZSRR, ale książki L. Szumana wydane przez KAW w roku 1982 przetarły szlak w zasadzie wszystkim. Tym niemniej były to prace wtórne. Dotarcie do źródeł było bardzo utrudnione. Właściwie było ich jak na lekarstwo. Mimo tych wszystkich trudności, wydaje mi się, że udało mi się dostrzec pewne prawidłowości wśród przepowiedni wygłaszanych przez autentycznych proroków i wizjonerów.


Horyzont czasowy przepowiedni a jej treść

Studiując, czy może poprawniej czytając o rozmaitych przepowiedniach, zauważyłem pewną prawidłowość. Czym krótszy był czasowy horyzont przepowiedni, czyli czym bliżej było od wygłoszenia proroctwa, do chwili jego spełnienia, tym większe było prawdopodobieństwo trafności wizji. Znakomitym przykładem były wizje Oskara Miłosza na temat II w. światowej. Podobno z datą pewną, bo ogłoszone drukiem wcześniej, niż prorokowana data ich spełnienia. Przepowiedział on, że nadchodząca wojna światowa zacznie się we wrześniu 1939 r. od Gdańska. Zakończyć się miała wiosną 1945 czy 1946 r. zrzuceniem przez USA kawałka księżyca na Krym. Krytyczny horyzont czasowy przepowiedni Oskara Miłosza wynosiłby więc kilka lat. Później parametry rozchwiewały się, biorąc pod uwagę, że ów kawałek księżyca mógł oznaczać bombę atomową, z braku rakiet zrzuconą z bombowca na peryferia ZSRR. Prorok-dyplomata nie widział więc wydarzeń w Teheranie i w Jałcie, ani ich skutków. A może dla proroka-poety bomba atomowa nie stanowiła tajemnicy, tylko nie drukując jasnej przepowiedni nie chciał ostrzegać totalitarnych mocarstw przed potężną bronią, aby same nie zabrały się szybko do roboty? Przepowiednie Oskara Miłosza wskazują na inne elementy problemów oceny wizji. Czesław Miłosz wrócił z Francji do Polski latem 1939 r., bo kuzyn przepowiedział mu, że nadchodzącą wojnę przeżyje. Może więc w sprawach, z które był zaangażowany emocjonalnie, ów horyzont czasowy był dłuższy? A może była to samospełniająca się przepowiednia? Czesław Miłosz wspominał, że kiedyś kąpał w gliniance znajdującej się 100 m od miejsca łapanki. Łapanka miała miejsce na ul. Puławskiej, a glinianka (pamiętam ją z dzieciństwa) gdzieś w okolicach południowego szczytu budynku przy ul. Puławskiej 2 lub jezdni przy końcu ul. Waryńskiego. Zupełnie spokojny dzięki przepowiedni, Czesław Miłosz łapanką nie przejmował się zupełnie. Być może organizatorzy obławy, widząc zachowującego spokój wysokiego, szczupłego blondyna, nie ruszyli nawet w jego stronę, nie chcąc zmniejszać kontroli nad zatrzymanymi, tylko po to, żeby dostać opieprz od mieszkańca pobliskich koszar SS (stoją jeszcze).

Zmniejszenie prawdziwości, czy dokładności wizji (kawałek księżyca), prawdopodobnie nie przebiega liniowo, jak równik, czy temperatura wrzenia wody. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że wraz z wydłużaniem się horyzontu czasowego wizji, coraz więcej błędów wkrada się do przepowiedni. Entropia, czy coś więcej? A może wraz z upływem czasu w rachubę zaczyna wchodzić indeterminizm? Jeane L. Dixon na wiele lat przed zamachem w Dallas przewidziała, że wybrany zostanie młody, wysoki, przystojny prezydent, który zginie w zamachu. W miesiącach poprzedzających zamach podobno bezskutecznie usiłowała dotrzeć do ludzi bliskich J. F. Kennedy’emu i Białego domu. 22.11.1963 r. nie robiła już nic. Mówiła, że jest za późno, żeby cokolwiek zmienić. Może więc horyzont trafności przepowiedni ma coś wspólnego z indeterminizmem i determinizmem naszych losów?

Kiedy horyzont proroctw wzrasta jeszcze bardziej, zaczyna się dziać coś dziwnego: wszyscy prorocy mówią to samo. Przepowiadają wielką wojnę i wielką katastrofę o charakterze kosmicznym. Żeby było jasne: nigdzie nie spotkałem się z zagładą w wyniku ocieplenia. Ks. Czesław Klimuszko przepowiadał, że klimat się ociepli tak bardzo, że w przydomowych ogródkach Polacy będą uprawiać drzewka cytrusowe**** i o migracji ciemnoskórych do Włoch, na małych okrągłych łódeczkach. W tym drugim przypadku użył nawet słów „wygląda to jak inwazja”. Mogła to być ucieczka pontonami przed gorącem i suszą. Ale nie mówił nic o zagładzie ludzkości na skutek ocieplenia. Czym jest więc ta wizja kosmicznej katastrofy? Zbiorowym wspomnieniem, jungowskim archetypem, czy wydarzeniem tak potężnym, że przebija się przez najdłuższe horyzonty czasowe?

To jeszcze nie koniec. Po dwóch tragediach, wojennej i kosmicznej, ludzi zostanie mało, a ci co przeżyją przestaną się nienawidzić, a zaczną kochać. Występuje to zarówno w Nowym Testamencie, jak i przepowiedniach z XX w. naszej ery. Prawda, czy nieosiągalne marzenie proroków? Nic, tylko życzyć powodzenia. 

Wracając do początku, czyli moich wizji przyszłości z pierwszej części tekstu. Jak to się działo, że osiągnąłem 100 % poprawność wizji? Pierwsza możliwość, o której wspominałem, to mała liczba wizji. Druga to króciutki horyzont czasowy prognoz. W żadnym przypadku nie osiągnął jednego roku. Może więc nie osiągałem granicy czasowej, w której pojawia się indeterminizm? Możliwa jest także inna przyczyna. Pamięć jak wiadomo jest selektywna. Podobno szczęście polega na dobrym zdrowiu i złej pamięci. Może więc zapamiętywałem wizje spełnione, a zapominałem o błędnych? Też możliwe, ale jeśli tak było, to tych niespełnionych nie mogło być wiele, bo odróżniałem sen od wizji.



* Wyjątkiem od tej reguły był chyba tylko Cagliostro, który w szczycie formy (w londyńskim okresie jego życia) dawał potrzebującym zwycięskie numery na loterię. Później gdy gorączkowo potrzebował pieniędzy na ukrycie się lub łapówki dla organów ścigania, nie umiał tego powtórzyć. A może umiał przewidywać przyszłość dla cudzych korzyści, a nie umiał dla własnej?

** Z literatury wynikałoby, że ten czynnik może mieć istotny wpływ na wyniki.

*** W rzeczywistości mówił, że brzydkie fakty burzą piękne teorie, a może wręcz że brzydkie fakty są sprzeczne z pięknymi teoriami. Czyż moje zniekształcenie nie brzmi lepiej i – niestety – bardziej prawdziwie?

**** Może ktoś z czytelników Taraki, kto ma warunki i cierpliwość, przejdzie do historii i dokona introdukcji w Polsce cold hardy mandarin, czyli citrus unshiu, czyli wg polskiej Wikipedii mandarynki Satsuma? To japońska mandarynka, słodka i niemal bezpestkowa, wytrzymująca chłody do minus dziewięciu, a nawet – 11 stopni Celsiusa. 


komentarze

[foto]

1. Co do Syrii,... • autor: Mirosław Czylek2020-01-08 12:02:08

Co do Syrii, zastanawia, czy Vanga pisała to w zupełnym oderwaniu od wydarzeń dziejących się w jej czasach. Zmarła w 1996 roku. A tutaj miał miejsce co najmniej jeden ciekawy fakt: https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_islamist%C3%B3w_w_Syrii . Cecha wspólna wydarzeń w latach 1979 - 1982 i współczesnych od 2011 r.? Zaangażowanie w konflikt sporej grupy państw, potencjalna beczka prochu.
[foto]

2. Tak w ogóle... • autor: Mirosław Czylek2020-01-08 12:40:48

Tak w ogóle o całości tekstu - bardzo mi się on spodobał. Spojrzenie na świat ezoterii okiem krytycznym, ale jednocześnie merytorycznym. Osobiście mam problemy w spojrzeniu na kilku wymienionych bohaterów (Vangę, Szumana, Jackowskiego czy Dixon), tym bardziej takie opinie mnie absorbują i każdy głos w sprawie jest cenny i ważny.
[foto]

3. Baba Vanga i Syria • autor: Michał Mazur2020-01-22 20:31:05

Baba Vanga... oglądałem kiedyś rosyjskojęzyczny serial o niej. Trochę tez później poczytałem. Ciekawa postać. Nie spodziewam się, by niewidoma osoba wychowana na bułgarskiej wsi orientowała się w zawiłościach geopolityki, specyfice kulturowo-religijnej Syrii czy... w eschatologii islamskiej. Jednak mogła sobie założyć, że niebezpieczna sytuacja z lat 1978-82 mogłaby się tam powtórzyć w przyszłości, w dużo większej skali. 

A, no i bardzo ciekawy ten tekst

4. Cóż za powtórka... • autor: Young & Fraud2020-02-03 18:38:22

... z metodologii nauk. Wspaniałe! Już czuję drżenie. Czy to wstrząsy tektoniczne czy to może szuria dygoce? :) 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)