Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 grudnia 2017

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: Idea Pojedyncza (odcinków: 16)

Zostań pakerem uważności


« Wybieram żywego kota Spiritus movens »

Idea Pierwsza – czyli praca z Jedynką Enneagramową, Pierwszą Czakrą, trigramem ch`ien (Niebo) i tarotowymi symbolami I. Magik i XI. Moc

Cały sens pisania jakiejkolwiek (prawie) literatury pomocowej, od Dale Carnegie`ego po Nicka Vujcica, Joego Dispenzę, Roberta Kiosakiego, czy Tima Robbinsa zasadza się na tym, że siłę charakteru można ćwiczyć. Jak mówiliśmy, ćwiczy się ją przez naśladowanie. Ja zrobiłem, to ty też możesz. Jest to jak najbardziej prawda, nie negujemy, chcemy jedynie zwrócić uwagę, że nie jest to wszystko. A nie dość na tym, nie jest to wcale w tym wszystkim najważniejsze. Ćwiczenie siły charakteru pozostaje owszem ważne, niezbędne do osiągnięć – z tym, że wciąż pozostawia za sobą niewygodne pytanie: czy jak już przypakuję i stanę z medalem na rampie, naprawdę będę, ale tak szczerze, zadowolony?

Milion dla leniwych

Pomińmy proszę głosy oburzonych, które w tym momencie zaczną wykrzykiwać chórem, że przecież jak to! Trzeba zasłużyć! Trzeba wspólnie z innymi! Własną pracą! Okazać się godnym! Bo tylko nielicznych stać...! Nieliczni dorośli...! I tak dalej. Widzicie Państwo przy okazji, że nabijamy się tutaj z klasycznego creda enneagramowej Jedynki. To enneagramowa Jedynka bowiem żyje według zasady – staraj się, staraj się, staraj się człowieku całe życie, aż w końcu dojdziesz. Pokażemy że ta zasada jest stosowana nie tylko, jak to zazwyczaj się widzi, w sensie materialnym (ziarnko do ziarnka), ale również, a nawet jeszcze bardziej na obszarze tzw. rozwoju świadomości (pielgrzym).

Nasz rozwój świadomości bardzo często właśnie przypomina takie wieloletnie ciułanie. Pamiętam, mój pierwszy z nim kontakt to była szkoła Zen Kwan Um w Falenicy, gdzie już na wstępie poczęstowano mnie filozofią wieloletniego, niezłomnego drobienia. To był jeden z moich wręcz najwznioślejszych ideałów tamtych czasów (wchodziłem w moje lata dwudzieste), że cierpliwością i pracą ludzie się bogacą, a bardziej po buddyjsku – szczęście przychodzi do tego, kto zatraci się w codziennej, wytrwałej, zdyscyplinowanej rutynie.

Krok za krokiem, pokornie, o mnisi wędrujcie sznurkiem przez ogród.

Skoro już mowa o tamtych czasach, był to bodaj pierwszy wyraźny moment w moim życiu kiedy tak naprawdę konkretnie zmierzyłem się z filozofią duchowego drobienia. Zawsze jakaś filozofia człowiekowi potrzebna jest, więc u mnie na tamten czas była tamta, rozumiem. Tym niemniej dla mnie, dziecka indygo, z mieszanką aspergera, autyzmu i ADD, uważne zmywanie naczyń było nawet nie tyle torturą, co... Było po prostu niewykonalne. Odbierałem to wtedy pamiętam, jako gigantyczne, bolesne, niemożliwe do przeprowadzenia umniejszanie tego czym jestem. Buddyści na to: pokora, bracie, a ja swoje: nie daję rady, przerasta mnie.

Nie widziałem powodu umniejszać siebie, kiedy Wielka Idea Pojedyncza przypominała mi przez cały czas – jesteś Wielki! Doszło do tego, o czym już raz opowiadałem, że wchodząc na salę zen w trakcie wielotygodniowego sessin dostałem zawrotów głowy i upadłem, a wkrótce potem choroba błędnika odebrała mi słuch.

Teraz powiedziałbym tak: nie chciałem w ogóle słyszeć o tym, że jestem mały!

Tenzing Brungdung

To całe umniejszanie siebie, jest niestety nieodłączną konsekwencją wszelkiego naśladowania. Aby kogoś naśladować, najpierw muszę poczuć żem kiepski. Nie widzę sposobu aby to ominąć. Stanowi on powód dla którego nauczyłem się obchodzić, szerokim łukiem rozmaitych motywujących guru. Przypuszczam, że chodziło o moją pleniącą się już wtedy Grzybnię-Q, która bardzo pilnowała, żebym nie poczuł się ani na chwilę kiepski. Tymczasem wszelkie jaśniejące gwiazdy niestety mi to poczucie tylko wzmacniały.

I stąd moje dociekania o Wielkiej Idei Pojedynczej. Nie chciałem być kiepski. Nigdy. Choć miewałem, jak każdy, napady arogancji, nigdy tez tak naprawdę nie chciałem aby kiepski czuł się ktoś inny. Z wyjątkiem wyjątków, nie interesowali mnie lepsi i gorsi – taki był kierunek. Zawsze zadawałem sobie pytanie – jak mogę iść naprzód, ale jednocześnie na 1000% w tym wszystkim szanować zarówno swój jak i innych punkt widzenia? Nie dzielić rzeczywistości na małą i dużą – szanować wszystkich, czyli pamiętać, że już jestem super – tak jak i Ty. Bo skoro Tim Robbins, to ja też. I skoro Joe Vitale to i ja! I skoro Tenzing Brungdung Dharmapa Trzynasty, to ja się zabieram na łódź razem z całą ekipą! A w dodatku już tu, teraz, nie dopiero jak zarobię swój pierwszy milion.

Milion (czy co tam jeszcze jest naszym improvement) w ogóle nic do tego nie ma. Milion powinien po prostu naturalnie wynikać stąd, że człowiek czuje się super. To czucie się super powinno być celem, nie milion. Czujesz się super, znaczy, czujesz wartość. Wszechświat wtedy odbija ci wartość, ponieważ Wszechświat i ty jesteście jedno. Czy to będzie milion, czy cokolwiek, miłość, wolność, inteligencja, ludzie, sława, rozkosz, co tam chcesz. Tak przynajmniej uczy nas duchowa wersja bajki o Kocie (Schrödingera).

Pułapka

Tak? Dobra! – zakrzyknął mój umysł. To ja się poczuję wartościowy!

Będę się czuł wartościowy, będę postrzegał wartość w innych, a wtedy wszechświat, który jest jednym z nami, nagrodzi mnie wartością w postaci spełnionego życia! Dokładnie tak jak mówisz! Już wiem! Znam sekret! Zmuszę się do tego siłą mojego charakteru!

To jest typowe myślenie duchowe. Jest i zawsze było. Purytanin w dawnych czasach myślał tak: będę wytrwały w moich wysiłkach i wybaczający dla innych – a Bóg wynagrodzi mi to dostatkiem, zdrowiem i spokojem. Współczesny duchowiec-kwantowiec z USA myśli sobie w sumie tak samo. Mówi – będę dobry, miły, będę życzył wszystkim dobrze, wszelkie negatywne myśli mocą uważności zamienię w pozytywy, a Wszechświat mi to wynagrodzi pokojem, dostatkiem, spełnieniem. To samo, tak przy okazji, dzieje się u buddysty. To samo u katolika. To samo u ateisty z uniwerku, agnostyka handlowca, tylko u nich pod hasłami raczej tzw. prakseologii niż ducha.

Żeby było ciekawiej – to działa! Mija dziesięć dwadzieścia lat takiego ćwiczenia siły charakteru i życie tego człowieka zmienia się. Jest spokój, medytacja, dom, dzieci, psy, podróże, co tam jeszcze chciał.... To jest fakt. Inaczej skąd braliby się ci wszyscy ludzie zrównoważonego sukcesu? Skąd braliby się pisarze książek? Być może sami jesteście kimś takim. To się dzieje.

Rzeźbiarz i dłuto

Rzeźbiarz jak co dnia usiadł przed bryłą. Jak co dnia wyciągnął rylec i młotek. Jak zawsze przyłożył je do nieukończonej rzeźby i zaczął kuć. Bang-bang-bang – rozlegało się jak każdego ranka w pracowni. Bryła powoli, milimetr po milimetrze, ustępowała. Miesiąc po miesiącu, rok po roku, wyłaniał się z niej ostateczny, piękny kształt.

Zapytano potem Rzeźbiarza – jak się czuje. Stał opierając się o gotowa rzeźbę, krople potu na szerokim czole. Uśmiechał się gdy mu gratulowano, przyznawano Złote Dłuto jako nagrodę ministra. Czternaście lat pracował na wyrzeźbieniem jeźdźca na koniu w zamaszystym geście wznoszącego nad głową niezwyciężoną szablę. To miał być duch życia – mówił – Ale nie jestem pewien. Uśmiechał się gdy dawano mu kwiaty, serdecznie przytulał żonę. Zastanawiał się jaka część jeźdźca pozostała w nim ukryta przez te wszystkie lata, część najistotniejsza, odżywiająca jego istotę, część której nigdy dotąd nie udało mu się wydobyć.

Zadawał sobie pytanie – jak Jej dotknąć?

Niewygodne pytania

Moja Wielka Pojedynczość bezczelnie pytała: czy bycie pozytywnym, majętnym, wrażliwym, obdarzonym siłą charakteru to jest już wszystko czego można by chcieć? Czy jest coś więcej? Czy istnieje coś, czego ci charakterni nie mają, albo mogą nie mieć, coś, co samo w sobie stanowiłoby o wartości życia per se, i to bardziej niż stan posiadania, bardziej niż praca na rzecz społeczności, bardziej nawet niż dobrostan wewnętrzny?

Bo nasuwa się proste pytanie: skoro to wszystko kwestia wyboru, tj, jeśli każdy z nas może wybrać sobie wspaniałe życie, a (spora) część tego nie czyni, to dlaczego? Może wspaniałe życie wcale nie daje tego, po co tu przyszliśmy? A może nie zawsze i nie u każdego? Dlaczego człowiek, posiadając wszelką kwantową możliwość uczynienia swojego życia bajką, powstrzymuje się przed tym? Wygląda to tak, jakby było tam coś – ba, chyba ważnego? – czego taki spokój nie daje, a wręcz od czego, o zgrozo, może odciągać (nas lub niektórych z nas)?

Czy mimo mrówczo zasłużonego życia, wciąż pozostaniemy wtedy na stare lata z przysłowiową ręką w nocniku?



« Wybieram żywego kota Spiritus movens »

komentarze

[foto]

1. Mana • autor: Wojciech Jóźwiak2017-12-18 15:41:49

Dodałbym do rozważań słowo (pojęcie) mana. Kto ma mana, ten może. Kto nie ma mana, to mu się nie udaje, nie wychodzi, pozostaje w mrzonkach. Nie wiem, czy są poradniki, jak mieć mana lub jak je zdobyć bądź powiększyć.
[foto]

2. otototo • autor: Krzysztof Wirpsza2017-12-18 19:40:22

j/w
[foto]

3. Z ręką w nocniku • autor: Arkadiusz2017-12-18 20:29:48

Albo jak Himilsbach z angielskim. Napracujemy się na Sukces, a dusza chciała co innego. Głupio tak się z nią rozminąć.

4. a sława, to pies? • autor: Jerzy Pomianowski2017-12-18 21:03:31

Wymieniając rozkosze płynące z udanego życia pominąłeś sławę i władzę. Może ich brak rodzi jakieś poczucie niespełnienia, gdy że wszystko inne już jest.
[foto]

5. O Himilsbachu muszę... • autor: Krzysztof Wirpsza2017-12-19 08:31:53

O Himilsbachu muszę w takim razie koniecznie doczytać :)A co do sławy - jasne. Władza jakoś mnie nigdy nie pociągała, wręcz trudno mi sobie to wyobrazić (naprawdę musze próbować), ale Sława jak najbardziej

6. Mana • autor: Nierozpoznany#94402017-12-20 18:07:50

jest - samo przychodząca -  w relaksie - czyli bez-  wysiłkowo .I tu jest ....jak komuś "kazać" siedzieć i czekać - oczywiście w sprawdzonym miejscu - gdzie jest jej nadmiar - czekać , gdyż tylko w doskonałych warunkach przychodzi w takiej formie i ilości by zaspokoić "wielkie" cele. W Tybecie dostaje się kąt do spania , minimum jedzenia i "nic do roboty" - bo wiadomo , dopóki się mana nie zjawi - to nic dobrego taki osobnik nie zdziała. Nie powinien taki nawet herbaty parzyć - bo będzie nijaka w smaku. Takie miejsca przyciągają jednak i "złoczyńców" - gdyż oni też są czuli na braki energii- wiele aszramów - mimo doskonałego położenia nie uchroniło się od "upadku". Na Hawajach też nie było "różowo" - były walki i inne incydenty - wojownicy się "wykazywali" w jak najgorszym znaczeniu.Sława ta lokalna czy "wielka" to naturalny dodatek do mana - bo jaki przepływ energii taka sława - i to wiele wieków po fizycznym życiu.

7. iluzja • autor: Nierozpoznany#94402017-12-20 18:16:10

Iluzja bycia obibokiem - zakałą itp. epitety trzeba znosić - podjadając kucharce smakołyki - unikając ludzi obrotnych  i siedzieć cicho na zapiecku . Po czym ci sami przychodzą i pytają "jak to tak" - zrób coś i dla nas - skoro masz możliwości.
  I tu lepiej by naśladowali - czyli przekaz z umysłu do umysłu i postęp gwarantowany.

8. trzy drogi do sukcesu • autor: Jerzy Pomianowski2017-12-20 19:39:08

Z punktu widzenia zdolności, i drogi do osiągnięcia sukcesu ludzie dzielą się na tylko trzy typy:
ludzie pracy (potrafią solidnie wykonać pracę która ich nie interesuje, ’bo tak trzeba")
ludzie czynu (przestępcy, przedsiębiorcy, ludzie skuteczni, "wrodzone mana")
ludzie tapczana (artyści, myśliciele, lenie patentowane, szczęściarze, dzieci bogatych i ustosunkowanych rodziców).
 
[foto]

9. Super • autor: Przemysław Kapałka2017-12-20 21:48:12

Czy ja muszę być super? Chyba mi to do szczęścia potrzebne nie jest. Mogę być zwyczajny. Przynajmniej tak mi mówi moja świadomość.

10. skoro jest jeden • autor: Nierozpoznany#94402017-12-21 14:28:49

 to znaczy ,że jest wielu ,bardzo wielu -- tak kiedyś zaskoczył mistrz Dzogczen swych uczniów -   ....chodziło o Dalaj Lamów -    są zwyczajnymi "Dalaj Lamami’ - różnych narodowości i    w różnych zakątkach świata .
[foto]

11. super • autor: Krzysztof Wirpsza2017-12-22 13:29:25

Przemysław: chodzi o czucie się super. Nie o to, że jesteś "super" jako "gwiazda", "talent" itp. Czuć się "super" to jak czuć się "bardzo dobrze". Każdy, wydaje mi się chce się czuć "bardzo dobrze" :)
[foto]

12. Obibokiem... • autor: Krzysztof Wirpsza2017-12-22 13:35:51

Pan Adam - dziękuję za wypowiedź. Ponieważ nie dyskutuję o tekstach, nie będę zajmował stanowiska, ale na pytania chętnie odpowiem (if any). Dodam, że celem nie była krytyka ludzi obrotnych, jak również buddyzmu. Jeżeli tak to zabrzmiało, to przepraszam (wnoszę to po ostrości tonu, czy mi się zdaje? )

13. epigenetyka • autor: Nierozpoznany#94402017-12-22 13:44:32

Czujemy się dobrze już w zarodku - o ile nie "piętnowano gametycznie"   naszych przodków - i nie dziedziczymy "lęków" itp. zaciemnień-

stąd nasza doskonałość - od początku człowieka - choć zaciemniana pokoleniowo - wraca do najlepszych wzorców.
http://www.totylkoteoria.pl/2017/04/epigenetyka-dziedziczenie-epigen

Wracamy sami do doskonałości - tej nazwanej stanem pierwotnym.

14. ćwiczenie ciała i ... • autor: Nierozpoznany#94402017-12-22 13:56:04

https://www.youtube.com/watch?v=MfYRSxAVBx4

nie okłamywanie samych siebie - "że to mało ważne" itp. Mudry , mantry , jantry - są sposobami na odwracanie niektórych nabytych "cech" - są mądrością pierwotną - samo powracającą tam gdzie coś złego się zadziało. To ostateczne - wybieranie dla samego siebie i pokoleń następnych . Bo żeby je ćwiczyć trzeba twórczo zadziałać w środowisku gdzie żyjemy teraz - nikt nie zrobi tego za nas.

   ps. to nie ostrość tonu - tylko takie zawieszenie - by była możliwość własnej "twórczej" interpretacji - poza dyskusjami....

15. świadomość • autor: Nierozpoznany#94402017-12-22 17:19:10

"zaciemnień" epigenetycznych - czyli np. pewnych "złych" skłonności które objawiają się od "pokoleń"[tzw. tradycji np]  - może nas uchronić od poglądu "nihilistów" , że tak było ,jest i będzie. Może to być trudne - gdy sami mamy "zametylowane geny"  - jednak i tak możemy się zmienić  i wpłynąć na zmiany w przyszłości.
     Ostatnio usłyszałem opinię , że "mistycy" nie chcą wpływać na bieżące wydarzenia - mogli by zrobić "tyle dobrego" ....lub paść ofiarą jakiś "zmetylizowanych  od pokoleń oprawców" których w XX w było aż zanadto - i gdzieś ich geny są obecne.

     Byłem kiedyś na rozprawie studenta medycyny - który już na studiach postawił się "wyżej" i szkodził na prawo i lewo . Okazało się ,że jest wnukiem ss-mana - i jest z tego dumny i Polaków ,ich prawo do uczciwego traktowania  ma gdzieś ....on ma własną "tradycję" wpojoną wiadomo kiedy i gdzie .  Takie skrajne objawy są "eliminowane" - co pokazała historia XX w , jednak ich koszty są "niepoliczalne" .
  Żeby się dobrze czuć - trzeba przetrawić wiele trucizn tego typu i wykazać się ....
[foto]

16. Uważność i świadomość • autor: Arkadiusz2017-12-22 18:12:07

to chyba mniej więcej to samo. Faktycznie, jak nie jesteśmy wystarczająco uważni, to powielamy nieustannie automatycznie pewne niesprzyjające szczęśliwemu harmonijnemu życiu wzorce. Skutki tych niekorzystnych wzorców wydarzają się nam przed oczami przez całe życie. Wydaje się, że im wytrwalej "nie zauważamy" tych problemów, naszego uczestnictwa w powielaniu tych wzorców, tym brutalniej się one przejawiają. Uważność być może jest pierwszym krokiem w harmonizacji życia, bo wtedy zaczynamy oglądać wzorzec z wszystkich stron, zauważamy go natychmiast po pojawieniu się w coraz większej ilości sytuacji, w pewnym momencie dochodzimy do miejsca w świadomości, gdzie ten wzorzec powstaje, poznajemy jego źródło, zauważamy alternatywy, oswajamy się z nimi, próbujemy postępować inaczej, a jeśli jesteśmy wytrwali i dostajemy korzystne informacje zwrotne z ciała, to zmieniamy się na dobre. Niezbędne są więc i uważność i dotarcie do źródła wzorca, bo tylko w tym miejscu istnieje możliwość innego wyboru. Tam istnieje wolność.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)