Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 września 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Zrujnowana fabryka

Kategoria: Twórczość

« Pamięć seryjnego zabójcy Narowiste konie »

Miałam wczoraj w nocy sen, który pobudził mój intelekt. Sen był taki nic nadzwyczajnego; śniłam że przechodzę przez rozmaite zakamarki zbombardowanej fabryki, w której jestem urzędniczką i niosę jakiś meldunek, dosyć tajny, do innej urzędniczki, która od razu jego treść przekazuje telegraficznie w sobie tylko znane (albo nieznane) miejsce. Odnoszę wrażenie, że sen ten często się powtarza (a może to takie złudzenie), w każdym razie meldunek ten zanoszę dość często i jest to nudne zajęcie, w dodatku przedzieranie się przez teren fabryki między rozmaitym żelastwem, lejami, niespodziewanymi przeszkodami jest denerwujące. Tym razem na miejscu poprzedniej urzędniczki jest inna, która robi wrażenie, że nie ma pojęcia, po co ja do niej przychodzę. Przed jej czymś w rodzaju pomalowanego na czerwono "kiosku" stoi kilku mężczyzn w roboczych ubraniach i trudno mi się między nimi przecisnąć, w dodatku "kiosk" ten stoi na jakimś podwyższeniu i trudno mi się doń wspiąć i jeszcze otworzyć drzwi. Kiedyś takie budowano w zajezdniach, żeby kierowca mógł porozumieć się z dyspozytorem bez wysiadania z samochodu, a wysepki były nieco szersze, żeby stanowisko nie zostało uszkodzone przy nieostrożnym manewrowaniu. Jednak wyglądały inaczej.

Ktoś, jakiś mężczyzna usiłuje mnie zatrzymać, więc złoszczę się, że zamiast mi przeszkadzać, mógłby mnie przytrzymać i pomóc mi wspiąć się, więc ta osoba mnie przytrzymuje, o wiele za długo jak na potrzebę. Urzędniczka robi wrażenie, że nie wie o co chodzi, bierze ode mnie meldunek i z grymasem odkłada gdzieś na bok. Złoszczę się na ten dowód lekceważenia i wyrywam z rąk przytrzymującej mnie osoby odchodzę postanawiając, że więcej nie pójdę z tym meldunkiem, bo widać wszyscy zapomnieli po co on komu jest, a ja jak głupia stale z nim chodzę. Po chwili uświadamiam sobie, że nawet nie przyjrzałam się człowiekowi, który mnie przytrzymywał.

Sen był bardzo dosłowny, na pierwszy rzut oka nie symboliczny, ulokowany w czasie znacznie dawniejszym niż dziś, w okresie wojny lub tuż po wojnie. Bogaty w realistyczne szczegóły otoczenia. Nie mam pojęcia dlaczego uważałam, że scenerią są Niemcy.

            Kiedy przebudziłam się, jeszcze w półśnie, zaczęłam zastanawiać się, jak to możliwe, że za sprawą snów (niektórych w jednakowej scenerii i wielokrotnych) nasza świadomość pozostaje ta sama, choć przecież jesteśmy innymi osobami. Ja, Kasia, emerytka leżąca w łóżku w Warszawie w 2012 roku w istocie rzeczy jestem kimś innym, niż młoda urzędniczka ze snu, pracująca w zrujnowanej i siermiężnej choć bardzo rozległej fabryce, w roku nie późniejszym niż 1945 – gdy byłam jeszcze dzieckiem. A przecież nasza samoświadomość nie zgrzyta. Wiem, że ja to jestem ja i koniec. Na granicy jawy i snu miałam podwójne „JA”, na zdrowy rozsądek biorąc, nie mogące się między sobą pogodzić. Zaczęłam się zastanawiać: jak to się mogło stać, że te dwie osobowości zlały się w jedną. Do czego się mimowolnie podłączyłam?

Fałszywa samoświadomość? Nie, to zbyt banalne wyjaśnienie. Samoświadomość płynna, bez określonego kształtu? To już bliższe chyba prawdy. Może jest tak, że dysponujemy na co dzień tylko fragmentami samoświadomości i tylko w nielicznych chwilach potrzebne są i aktywizują się konkrety typu: data, zawód, wiek, ale wówczas rejestrujemy swoje miejsce i czas, a nie przeżywamy w swoim życiu jakiejś akcji. Czytałam gdzieś, że świadomość ludzi starszych zatrzymuje się na ogół na jakimś ich wcześniejszym wieku, najczęściej 30-40 lat i wiele lat egzystują na tym poziomie, raczej na co dzień nie uświadamiając sobie, że w istocie mają 60 lat lub więcej. Jednak tu byłam bardzo młoda, zmęczona i niepewna siebie. I dość głupia, jak sądzę, oceniając jako Kasia swoje emocje.

 

            Jeśli więc chwilowo żyjemy przeważnie tylko cząstką swojej świadomości, dość płynną i niejasną, nie zdefiniowaną we wszystkich szczegółach – wówczas możemy być bez zgrzytów co chwila kimś innym. Jeśli ja, jako urzędniczka w zrujnowanej fabryce, dokładnie rejestruję swoje otoczenie, nie zapamiętując jednak szczegółów w rodzaju mojego ubrania (choć pamiętam szmaciane buty na drewnianej podeszwie), to po przysłonięciu otoczenia równie dobrze mogę być emerytką Kasią,  w koszuli nocnej ze starej sukienki. Koszula czy sukienka? Czy nazwa przesądza czy zaciemnia?

Czy więc nie oznacza to faktu, że nasza samoświadomość, to w istocie kompletne złudzenie, to tylko ulotny wniosek wyciągany z kształtu i oblicza otoczenia? Gdy ktoś (nawet ja sama) spyta mnie o datę, to przywołuję obraz kalendarza albo dokonuję obliczeń przypominając sobie ostatnią informację o dacie, czyli znów nie posługuję się instynktownym umiejscowieniem siebie w czasie i nie samoświadomością, tylko swoistym rodzajem rejestracji stanu otoczenia, z którego wnioskuję o tym, jakie jest moje miejsce w czasie. Czy więc samoświadomość w ogóle istnieje? I na ile jest skomplikowana? A może równie prosta, jak zwierzęca. To, co wiemy o sobie, na ogół chyba nie jest samoświadomością. Ja na przykład wiem, że lubię rozważać rozmaite rzeczy, że chętnie w myśleniu zapędzam się w dziwne rejony, ale to nie moja samoświadomość to wie, tylko są to rezultaty przeprowadzonej niejako z zewnątrz analizy mojej osobowości. Odkryłam je patrząc na siebie „spoza siebie”, a nie odczuwając ze swojego wnętrza, a przecież samoświadomość, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z własnego wnętrza.

            Jeżeli przyjmę założenie, że mogę być jednocześnie emerytką Kasią i urzędniczką zrujnowanej fabryki o nieznanym imieniu i że łączy nas jednakowa samoświadomość, oznaczać to może, że zarówno we śnie jak i w życiu, a możliwe, że też po śmierci, nawet w grobie, możemy poruszać się swobodnie między odrębnymi samoświadomościami, a więc nie ma rzeczy niewzruszonych, które zakotwiczają nas w realnym „tu i teraz”.

Dalsze implikacje moich rozważań są tak dziwaczne, że przez chwilę poczułam się jak osoba stojąca na rozkołysanej fali, za chwilę mająca pogrążyć się w odmętach. I na  ten „zawrót umysłu”, jak zwykle w takich sytuacjach, zareagował mój intelekt wytrącając mnie z rozważań, które zapewne uznał za szkodliwe. Tak często jest, że przestaję rozmyślać w momencie intelektualnego zawrotu głowy – jakby coś broniło mi posuwać się dalej.

            Podobno to jest uraniczne, jak twierdzi WJ.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Pamięć seryjnego zabójcy Narowiste konie »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)