Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 października 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 2 (odcinków: 151)

Zwierzęta mocy w Brodkach


« Z festiwalu Mind@Heart, c.d. Nazbierało się... »

Piszę parę godzin po powrocie z Brodk (gmina Wodynie, powiat Siedlecki) – gdzie odbyły się warsztaty (albo retrit, jak kto woli) przywołania zwierząt mocy:

Jak było? Napiszę o tym więcej, na razie kilka zdjęć aparatem komórkowym.

Pierwszego dnia, w piątek 26 października, było ciepło, słonecznie, sucho – trwało babie lato. Używany dotąd szkielet szałasu potu zarósł muchomorami:

Palenisko zarosło piołunem, który tam wysiał się z ziół-darów dla Ognia:

Postanowiliśmy zbudować nowy. ... Gotowe! Oto kontemplujemy dzieło:

(Od lewej: ja (WJ) i gospodarz Brodk Marcin Hładki. Michał „Hardchief” fotografuje.)

Następnego dnia spadł śnieg i z babiego lata zrobiła się zima – 27 października! Gdzie to globalne ocieplenie?

Na nasze plany nie miało to wpływu. Pracujemy! Surowe maski wykonał Karol Smaczny. Obok masek Beza, suczka-labradorka Gospodarza.

Tak wyglądałem w surowej masce:

A tak w masce wstępnie pomalowanej:

Tu nasza grupa. Od lewej: Marcin (maska „wędrowny ptak”), Berenika (borsuk), Maria (niedźwiedź), Michał (lis), Karol (wilk)...

...oraz ja (tygrys)

A oto instalacje szałasu potu następnego dnia po pierwszej ceremonii. Kiedy ją w nocy prowadziliśmy, był mróz minus 7 stopni, oślepiający Księżyc bliski pełni, iskrzący się śnieg. Niesamowita sceneria.

W poniedziałek, w dzień pełni, odbyliśmy jeszcze drugi seans (lub ceremonię, jak kto woli) szałasu potu, bardzo długi, prawie 6 godzin. Było niezwykle. O samej praktyce przywoływania zwierząt mocy napiszę osobno i więcej.

Auto-promo Taraki 2: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogu Auto-promo.


« Z festiwalu Mind@Heart, c.d. Nazbierało się... »

komentarze

[foto]

1. 6 godzin w szałasie? • autor: Jan Szeliga2012-11-01 19:30:07

Co robiliście aż 6 godzin w szałasie?
Przyznam, że kiedyś też uczestniczyłem w takim szałasie który trwał 6 godzin. Zakończył się o 4 nad ranem. Z grupy około 30 osób które weszły do szałasu  do końca dotrwały 4 w tym ja. Uważam jednak że było to stanowczo za długo.
P.S. super wyglądacie w tych maskach. Szkoda że nie było mi dane wziąć udział w tym retricie.
[foto]

2. Co robiliśmy w szałasie • autor: Wojciech Jóźwiak2012-11-01 19:50:04

Janku, tyle czasu nie siedzieliśmy w szałasie. 6 godzin to był czas całej ceremonii, od zapalenia ognia do powrotu. Przebieg szałasu był raczej typowy. W pierwszej części, czyli po pierwszym wniesieniu kamieni, zapraszaliśmy kolejno osoby i postaci według 3 kluczy: (1) twoi mistrzowie i inspiratorzy na twojej drodze, (2) osoby z rodziny i przodkowie, żyjący lub nieżyjący, (3) zmarli: ważne dla ciebie osoby. Druga część była głośna, czyli z intonacjami i pieśniami. Zakończyliśmy ją mantrą z "Raroga" Jacka Dobrowolskiego: "Jasny mnie ogień dzień i noc pożera..." itd. Trzecia część była milcząca medytacyjna. Czwarta była z laniem wody na kamienie - z "toastami" - i wypowiadaniem intencji i życzeń. W tym szałasie potów połączyły się trzy wątki: warsztaty ze zwierzętami mocy, które niedawno skończyliśmy, tradycyjna pełnia i - Święto Zmarłych czyli Dziady Jesienne. Więc zabrało się dużo do powiedzenia i przerobienia. Szałas był nieduży, dość ciasny i dobrze ocieplony. Coś takiego się zrobiło, że sam szałas nas prowadził. Takie miałem wrażenie. Że jest tam obecna jakaś siła, która nas prowadzi, skupia, trzyma razem. Nie śpieszyło się nam. Kolejne rundy trwały długo. Np. wietrzyliśmy w trakcie rundy, żeby nie było duszno i żeby uniknąć ucieczkowych nastrojów.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)