zdjęcie Autora

27 czerwca 2014

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Żyjemy w systemie - nie bądźmy obojętni


« Szamańskie mosty między kulturami Muzyczno-wakacyjne refleksje »

Chyba rok temu śniło mi się, że na moich dolnych powiekach otworzyły się drugie oczy.  Przez wiele lat moja  intuicja objawiała się w przeczuciach i snach. Tutaj jednak otworzyła się najwyraźniej nowa umiejętność. Szukałam w głowie, o jaki talent chodzi. Po zakończeniu kursu Konstelacji Systemowych prowadzonego przez Johna Whittingtona chyba zobaczyłam. Ja po prostu rozpoznając sytuację w systemie wiem i czuję, gdy całość nie funkcjonuje. Niesłyszalny głos intuicji mówi mi, gdzie to Coś jest umiejscowione.

Tak to jednak jest, że działania uzdrowiciela, coacha czy terapeuty tylko uruchamiają procesy zależne tak naprawdę od nas samych. To my musimy powiedzieć, tak, chcę być zdrowy i rozpoczynam właśnie proces leczenia. To prawda znana przez szamanów, psychologów i wielu innych.

Niestety większość ludzi nie ma pojęcia, że trawi ich ciężka choroba duszy związana z obciążeniami pokoleniowymi. Mają chore korzenie swojej rodziny, a to powoduje trudności w ich życiu, a na dodatek w życiu ich potomstwa. Naturalnym odruchem jest zaprzeczenie. Nie, to nie dlatego, że ja sobie nie radzę z życiem, bo taki negatywny bagaż pokoleniowy nazbierałem, moje dziecko choruje. A ja po prostu widzę, że właśnie z tego powodu niedomaga ludzki system rodzinny i zawodowy. Bo te dwa systemy się łączą. Wszystko w systemie się łączy. Wszystko się łączy. Mówi już nawet o tym nauka. Ludzie jednak twardo zaprzeczają.

Dziesięć lat temu w mojej bliskości wydarzyła się tragedia, która mnie również dotknęła. Kilkunastoletnia córka wyskoczyła przez okno w czasie kłótni rodziców. Oni byli w przedpokoju, a ona spokojnie weszła do drugiego pomieszczenia i wyskoczyła przez okno. Zorientowali się dopiero po jakimś czasie, tak byli zajęci własnymi dyskusjami. Zapewne to nie była jedyna przyczyna desperackiego czynu dziecka, ale ważna. Może gdyby oni wskazali, że problemy są po to, aby je rozwiązywać, dziecko wiedziałoby, że życie nie jest ciężarem nie do udźwignięcia, ale zadaniem do przerobienia. Można być szczęśliwym pomimo kłopotów.

Niedawno wmieszano mnie w wielkie poplątanie emocji i zdarzeń u bliskich znajomych. Próbowałam pomóc i wysłuchać kilka stron waśni. Po dużej pracy włożonej w uzdrowienie skomplikowanych relacji, usłyszałam niestety, że dogadanie się i uzdrowienie schorowanego organizmu rodzinnego nie jest możliwe. Wzajemna złość i udowadnianie racji aż się wylewały. Nie widziałam innego wyjścia z sytuacji, jak wskazanie konieczności terapii i nauczenia się tego, czego w większości domów się nie uczy - rozmowy i rozwiązywania konfliktów. Czasami zakańczania relacji w umiejętny sposób. Wycofując się powiedziałam: zastosujcie jaką chcecie metodę i zróbcie to szybko, nie mieszając w to dzieci. Uważajcie, aby wam z tych wszystkich waśni dziecko nie wyskoczyło przez okno. Tamta historia sprzed lat mocno we mnie siedziała. Zadbałam o własne granice i zdrowie i cieszę się z tego.

Wczoraj dotarła do mnie wiadomość. Jedno dziecko z systemu wyskoczyło przez okno. I to wcale nie było dziecko osób, które ostrzegałam. Czy wyczuwałam wiszący cios dla systemu? Sądzę, że teraz wszyscy zobaczą, że problem i to potężny, jest. Może dostrzegą, że wloką za sobą bagaż pokoleniowy, który należy rozpakować. Mam nadzieje, że uratuje to inne dzieci w systemie.

Co zrobić, aby uciszyć wojnę, która w nas trwa? Co zrobić, by uleczyć jątrzące się rany i rozwijającego się raka lub inne choroby toczące nasze rodziny?

Ja myślę, że rozwijać się, korzystać z pomocy, jeśli to konieczne, bez obaw, jakie wrzuca nam tradycyjne myślenie społeczne. No i nie być obojętnym na inne elementy naszego życiowego systemu, innych ludzi.

Ja nie mam dzieci i nie muszę się obawiać, że moje własne dziecko wyskoczy przez okno. Ale jak powiedział znajomy: wszystkie dzieci są nasze. No i jest jeszcze jedno małe dziecko, które wymaga troski. To jest to nasze dziecko wewnętrzne. Jeśli ono zostanie uleczone, możemy zrobić wiele dla konstelacji w której żyjemy. O wolność walczą ludzie na całym świecie. Zawalczmy o tą wolność od złej przeszłości. I nie bądźmy obojętni.


http://www.youtube.com/watch?v=NjlhsyNmkiE

Tylko o to proszę Boga
Aby ból nie był dla mnie obojętny
Aby wysuszona Śmierć nie znalazła mnie
Pustej i samotnej nie uczyniwszy tego co byłoby wystarczające.

Tylko o to proszę Boga
Aby niesprawiedliwość nie była dla mnie obojętna
Niechaj mnie nie uderzą w drugi policzek
Po tym gdy wojna mnie zadrasnęła tym szczęściem.

Tylko o to proszę Boga
By wojna nie była dla mnie obojętna
To jest wielki potwór i depce mocno
Całe niewinne ubóstwo ludzkości.

Tylko o to proszę Boga
By fałsz nie był dla mnie obojętny
Jeśli jakiś zdrajca zwalczy kilku innych
Niech tych kilku nie zapomni tego tak łatwo.

Tylko o to proszę Boga
By przyszłość nie była mi obojętna
Pozbawiony nadziei jest ten, który musi wyruszyć
By żyć w odmiennej kulturze.

To jedna z piosenek Mercedes Sosy, argentyńskiej pieśniarki zwanej "głosem milczącej większości". Autora tekstu nie znam. Jej piosenki śpiewa cała Ameryka Łacińska i ja. Usłyszałam ją gdzieś w czasie wyprawy. Nie wiedziałam wtedy, że jest królową pieśni.
www.youtube.com/watch?v=SIrot1Flczg
Ten jej utwór chyba usłyszałam pierwszy:
www.youtube.com/watch?v=hf2cnIDyKL8



Korekta przez: Radek Ziemic (2014-06-27)



« Szamańskie mosty między kulturami Muzyczno-wakacyjne refleksje »

komentarze

[foto]

1. ciekawa historia • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-27 14:07:16

ciekawa historia, ciekawe doświadczenia...widzę Gosiu, że starasz się pomagać i rzeczywiście pomagasz ludziom ...

p.s.

Działa na nas wiele "sił"...jedne z nich biorą się z naszego wnętrza (w tym również te o których piszesz...tj. "obciążenia pokoleniowe") inne pochodzą z zewnątrz, to głównie "ciśnienie systemu" (sieć powiązań, zależności, rodzinnych, służbowych w tym wydawałoby się prozaicznych, takich jak: ustrój, klimat, ...itp.). Chodzi o to, żeby nie stracić równowagi ...

Pozdrawiam

2. Ja bym to... • autor: Nierozpoznany#15472014-06-27 15:28:04

Ja bym to wszystko nazwała różnymi systemami, które wpływają na nasze życie. Wiążą się ze sobą w niezwykły sposób. Mówimy o tym samym, tylko innymi słowami.Z całą pewnością ty masz więcej wiedzy a ja posługuję się  intuicją własnym doświadczeniem i obserwacją.  Jak ślepiec, który musi poznać świat innymi zmysłami bo mu oczy wydłubano. Może następnym razem opiszę warsztaty u Johna. To też ciekawa historia. Mogę powiedzieć, że dostałam nakaz wewnętrzny udania się w to miejsce. Nie chciałam, ale musiałam :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)