Dodekaedr oznacza dwunastościan foremny. Przyjąłem go za symbol rozszerzenia enneagramu od dziewięciu do dwunastu stopni.W niniejszym cyklu, przewidywanym na dwanaście odcinków, chciałbym opisać po kolei dynamikę i właściwości tak rozumianego modelu. Nie będzie to, tak jak w przypadku enneagramu, tylko struktura opisująca osobowość. Dodekaedr uwzględni także stan pozaosobowy, czyli czyste istnienie, którego najbardziej znanym przedstawicielem jest Budda. Następnie model wykroczy nawet poza samo istnienie, oferując alternatywę dla tej, pozornie ostatecznej kategorii, znaną jako nagual lub Bóg.
Około roku 2000 powstała w fizyce koncepcja, twierdząca, że wszechświat ma kształt foremnego dwunastościanu. Wywołała w świecie nauki poruszenie, bo coś podobnego twierdził już Platon. Co ciekawe, zaproponowali ją tradycyjni fizycy, ponoć twierdząc, że taki kształt wynika z ich równań. Robiono eksperymenty i ostatecznie były jakieś problemy z potwierdzeniem tego w naturze. Teoria, o ile wiem, pozostała do dziś nie udowodniona. To taka ciekawostka. Tutaj przyjmę, że dodekaedr jednak jest mapą kosmosu, zakładając przy tym, że liczba dwanaście odzwierciedla najwyższą doskonałość, niezależnie od tego co wyszło fizykom, którzy, o ile wiem, wciąż na tym "pracują".
W kolejnych dwunastu odcinkach cyklu DODEKAEDR - DWANAŚCIE CZAKR chciałbym przedstawić jeden po drugim dwanaście aspektów wszechświata widzianego jako dodekaedr, czyli dwunastościan foremny. Inaczej mówiąc - po prostu pokazać wszechświat z dwunastu różnych perspektyw. O ile dziewięć pierwszych pól znają już entuzjaści enneagramu, o tyle konieczność i narzucającą się potrzebę pozostałych trzech sugerują m.in. Tarot, Kurs Cudów, Castaneda oraz kabalistyczne Drzewo Życia. Odkąd zauważyłem, że siedem pierwszych punktów enneagramu bardzo logicznie daje się przełożyć na czakry hinduizmu, odnoszę się też z szacunkiem do koncepcji dwunastu czakr postulowanej przez niektóre odłamy ruchu New Age. Czakr hinduizmu jest siedem, enneagram postuluje dwie dodatkowe, to razem dziewięć. Czemu nie więcej? Proszę zwrócić uwagę ile punktów, oprócz dziewięciu "enneagramowych" sefir [Chokmah (1) do Malchut (9)] zawiera w sumie Drzewo Życia? Wyjdzie że dwanaście. A zatem, co oznaczają trzy dodatkowe punkty - Daat, Kether i Ain Soph Aur? Coś tam po enneagramie jeszcze jest, i to "coś tam" wynika niby przypadkiem także z wielu innych teologii i metafizyk jakie studiowałem.
Nie ukrywam, że DODEKAEDR - DWANAŚCIE CZAKR będzie tworem na wskroś eklektycznym. Zamierzam w nim połączyć koncepcję enneagramu, koncepcję czakr, 22 Wielkie Arkana Tarota oraz Kurs Cudów, nie licząc wspierających "z zaplecza" idei kabalistycznego Drzewa Życia, dziesięciu byków Zen oraz nagualizmu Castanedy. Idee będą przedstawione tak, aby współgrały, tzn. postaram się ukazać ich zasadniczą jedność, bez naciągania, choć czasem - przy zupełnie arbitralnej interpretacji znanych symboli. Interpretacja ta, choć nowatorska, najczęściej też jest bardzo wyraźnie czytelna w kartach tarota i czakrach, do których się głównie odnosi. Pytanie, czy jest ona moim wynalazkiem, czy podyktowanym mi z innego wymiaru kluczem, niedostępnym szerokiej publiczności - i jeśli to ostatnie, to czy jedynym, czy jednym z wielu - pozostawiam otwarte. Dodam tylko, że DODEKAEDR, w tej formie w jakiej obecnie istnieje, powstawał we mnie przez siedem ostatnich lat, i jest praktyczną esencją wszystkiego, o czym do tej pory pisałem.
Wbrew pozorom, cel niniejszego cyklu, ma charakter bardzo praktyczny. Jest nim nie tyle rozważanie zawiłości, czy nawet jedności różnych metafizyk, co ukazanie myśli prowadzącej poza wszelkie metafizyki, którą jest idea poddania się. Idea poddania się (pozwolenia na to, aby zadziałało nieznane i niepoznawalne prawo naguala), towarzyszyła mi już w kilku tarakowych publikacjach. Duchowość oparta na poddaniu się jest moim konikiem od lat i zdecydowanie faworyzuję ją, w odróżnieniu od dwóch pozostałych obszarów duchowości - duchowości stwórczej woli (np. NLP) oraz duchowości świadomości (np. buddyzm). Te dwa ostatnie wprawdzie szanuję, ale nie uprawiam.
Poddanie się jest domeną mistyków. W równym stopniu sprzyjają tej idei mistycy chrześcijańscy, nagualiści Castanedy, żydowscy kabaliści, i jogini adwaity. Jest ona, dodajmy, także głównym mottem Kursu Cudów. Jednym z podstawowych narzędzi duchowości poddania się jest modlitwa. Jest to zarazem i nie jest "modlitwa" w klasycznym rozumieniu tego słowa. Dlaczego nie nazwać jej medytacją lub dekretem? Słowo "modlitwa" jest tu o tyle poręczne, że implikuje zwrócenie się kogoś, kto poddaje się i porzuca wszystko co ma i w co wierzy, uznając to za bezwartościowe, w stronę domniemanego kogoś (czegoś?) - kto/ co dostarcza rzeczywistej treści. Ten tranzyt, w odróżnieniu od statycznej świadomości medytacji, jest tu esencją zagadnienia. Oznacza on, że w każdej chwili, możemy uzyskać pomoc, prosząc domniemaną "moc większą niż my sami". Do chwili gdy ta pomoc jest tylko pobożną nadzieją, również i moc oczywiście pozostaje domniemana. Gdy jednak "pomoc" rzeczywiście przychodzi, sprawa staje się poważniejsza. Domniemanie zaczyna zamieniać się w pewność, ponieważ zainteresowana osoba została na własną prośbę, i w dosyć niezwykły sposób wydźwignięta z cierpienia.
Do kogo się modlimy w modlitwie? Odpowiem krótko i może trochę tajemniczo: ten, kto nie ma wyjścia, wie. Jeżeli rozpoznajemy beznadziejne położenie naszego umysłu, i nie umiemy (bądź nie chcemy) naprawiać go za pomocą woli lub świadomości - stajemy na granicy naguala. Kto tam raz się znajdzie, może prosić o pomoc, nie dbając, czy ta nadejdzie i, jeśli nadejdzie, to skąd. Nagual jest tym miejscem w umyśle, którego nie może być, którego nie sposób sobie nawet pomyśleć. Jest kompletną niemożliwością. Jeżeli ktoś potrafi do takiej niemożliwości modlić się, nie zważając na odpowiedź lub jej brak, czy też na własną intelektualną spójność, podąża ścieżką poddania się.
Idea naguala tożsama z ideą rzeczywistości a priori Kanta, oraz ideą Boga (właściwie Boga Żywego, w odróżnieniu od boga intelektualnej spekulacji), będzie w dodekaedrze sprawą kluczową. Ponieważ to właśnie nagualowi poddaje się praktykujący, i ponieważ to ku nagualowi się zwraca w intencji, warto wstępnie zdefiniować, czym ów nagual jest. Posłużę się w tym celu tu pewną przypowieścią z dzieciństwa.
W dzieciństwie zastanawiałem się intensywnie, nad naturą Boga, o którym dużo mówili dorośli i kościół. Tak jak się to robi z każdym nowym pojęciem, próbowałem go gdzieś zaszufladkować, z czymś porównać i jakoś sobie wyobrazić. Pamiętam jak pewnego razu bujając się na podwórkowej huśtawce, rozważałem wszystko, co starsi mówili o Bogu, Ku mojemu zdziwieniu, wychodziło z tego, że Bóg, jeśli potraktować go uczciwie, musi być czymś całkiem nieopisywalnym. Wszelki opis jest z natury punktem widzenia, a tu nie było mowy o punkcie widzenia.Określenie go zatem, jakimkolwiek przymiotnikiem, czasownikiem, rzeczownikiem czy przysłówkiem, było, z założenia, błędne. Dlaczego?Wszelki opis jest z natury punktem widzenia, a tu nie było mowy o punkcie widzenia. Rozważaliśmy prawdę całkowitą, prawdę, taką, która te wszystkie możliwe punkty jednoczy. Jeżeli więc Bóg jest taką uniwersalna prawdą, rozważałem, to musi być on zaprzeczeniem dowolnej wyobrażalnej cechy!
Bóg bez cech? Czy to nie bluźnierstwo? Poradziłem sobie jakoś z cechami pt "dobry", "miłosierny", "pomocny" czy "święty". Wydawało mi się w końcu oczywiste, że nazwanie totalnej Wszystkości "dobrą" jest taką samo pozbawione podstaw, jak nazwanie jej "złą", a nawet "obojętną", czy jakąkolwiek inną. Wtedy jednak natrafiłem na prawdziwą szaradę. Co samą z cechą "istnienia"? A co jeśli mówienie, że coś istnieje, lub nie istnieje, to też jest tylko błazeństwo ludzkiego punktu widzenia? My się owszem, przejmujemy istnieniem bardzo, bo w naszym świecie to jest towar najważniejszy. Ale czy tak od razu musi być we wszelkich możliwych światach ? I czyżby Bóg, ten największy z wielkich, miał być na tyle ograniczony, aby musieć istnieć, nie móc zaś nie istnieć?
Tu wszelkie spory dorosłych o to czy On istnieje, wydały mi się z gruntu chybione. Samo założenie Absolutu, rozumowałem, nie może zawierać w sobie czegoś, co nie byłoby nim. Absolut jest jeden i jest wszystkim co jest, także własnym niebytem!
Dorosłe życie i ścieżka duchowa pokazały, że nie jest to wcale czczy paradoks. Samo tylko rozważanie tej kwestii stanowi najczystszą formę praktyki duchowości poddania się. Do tego rozważania sprowadza się cały Kurs Cudów, ku niemu dążą modlitwy mistyków i świętych na całym świecie, a także wewnętrzne wołania wszystkich ludzi którym kwestia ostatecznej jedności wszystkości jest bliska.
Nigdy też w późniejszym życiu nie natrafiłem na równie obrazowe i przejrzyste wyjaśnienie sprawy, jak u Castanedy. Don Juan mówi po raz pierwszy o nagualu, dając Castanedzie przykład ze stolikiem. Wszystko co na stoliku, włącznie z samym stolikiem, to jest forma istnienia, czyli w języku Don Juana - tonal. Czym jest w takim razie to co z istnieniem (stolikiem) nie ma nic wspólnego? To nagual. Nagual jest tym wszystkim, co kompletnie tonala nie dotyczy, i co istnieje kompletnie poza nim.
A zatem: mamy dwa światy - tonala i naguala.. Pierwszy z nich, tonal, to wszystko co, jak stwierdzamy, jest, lub być może. Zawiera w sobie to, co myślimy, że postrzegamy, to, co myślimy, że wiemy, to, co myślimy, że myślimy i to, co myślimy, że rozumiemy. Ostatecznie, jest to potencjalna zawartość całej naszej świadomości, z samą świadomością włącznie.
Drugi świat to nagual. Rozważając naguala, musimy założyć, że świadomość, pomimo iż obejmuje wszystko co można sobie tylko uświadomić, a zatem wszystko co jest i być może - nie jest końcem. Tuż za nią musi znajdować się coś, czego uświadomić sobie z definicji nie można, ponieważ ludzka świadomość tam po prostu nie sięga. Byłoby to coś, co jest kompletnie niepojęte, pozbawione formy, związku, wymiarów, czasu, celu, wpływu oraz cech.
Proponuję zatem, na użytek cyklu DODEKAEDR - DWANAŚCIE CZAKR - następujące definicje tonala i naguala:
Ba! Ale czy takie niewygodne, dziwaczne "coś" jak nagual jest nam koniecznie potrzebne?
Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie - czy nie wystarczy nam sam "normalny" tonal, jako końcowy szczebel wszystkiego. Gdyby tak było, ostatecznym kryterium tego, czy coś istnieje, lub może istnieć, byłoby pytanie, czy można sobie to uświadomić. Jeśli można, to to - jakoś gdzieś, choćby za miliard lat - istnieje, albo istnieć mogłoby. Jeśli nie - to nie. System jest intelektualnie wygodny, ma jednak poważną wadę. Jest dość odważnym faworyzowaniem świadomości. Czy świadomość na to zasługuje? Czy nasza zdolność do uświadamiania sobie rzeczy, i to w wykonaniu garstki robaczków na maleńkiej planecie w rogu wszechświata, jest rzeczywiście najwyższym kryterium obowiązującym w całej nieskończoności? Przychodzi na myśl średniowieczne przekonanie, że ziemia stoi w środku świata...
Nagual zatem wydaje się wypływać z rozsądnej skromności. Skoro jesteśmy taką drobinką, to czy można uważać naszą świadomość za doskonałą? A może jest ona czymś równie szczątkowym jak ogon kijanki, albo trzecie oko hatterii? A więc owszem czytajmy Newsweek'a, ale bądźmy przy tym konsekwentni. Jeżeli wszystko w człowieku jest tylko ewoluującym narządem, jest nim także świadomość.
Nagual nie jest, wbrew pozorom, wygodny. Niemożliwość określenia czym tak naprawdę jest i czemu służy nagual, potrafi w nas wywołać niezły zamęt. Co gorsza, nawet powiedzenie o nagualu "jest" lub "znajduje się" jest nieporozumieniem, ale, niestety, także i milczenie nie oddaje naguala. Cokolwiek nie powiemy jest to wyzwanie, ponieważ, aby choć trochę dotknąć istoty sprawy odbiorca musi, chcą nie chcąc, spróbować się modlić o wewnętrzne zrozumienie. To dlatego samo mówienie o nagualu już jest modlitwą.
Wszelkie metafizyki zajmujące się nagualem, mówią to samo. Modlitwa do naguala stanowi ostateczny i uniwersalny środek zaradczy na wszystkie bolączki. Dlaczego?
Pytanie: Czy modlitwa do naguala pomaga dlatego, że nagual jest dobry i lituje się nad nami w swej dobroci?
Popatrzmy na to jak na czystą mechanikę. Mamy to, co skończone, doświadczalne (tonal) i coś co nieskończone, niepojęte (nagual). Ale zaraz, chwileczkę... Gdzie tu skończoność, skoro przyszła nieskończoność? Czy było coś "wcześniej", co było skończone, a potem się zrobiło niekończone? Ale dobrze wiemy, nie ma żadnego wcześniej, bo jest Jedno, Nieskończone, i ono obejmuje już wszystko. Czyli skończoność, w obliczu nieskończoności okazuje się nieistniejąca!
Gojenie się, pomoc, uzdrowienie, jest jedną z iluzji, pod jakimi jawi się nam "nadchodzący" nagual. Stawanie się pełnym, z niepełnego, którego nigdy tam notabene nie było, jest może logicznie zabawne, tym niemniej niewątpliwie pożądane. Wiadomo, że stan "pełności" jest bardziej pożądany od stanu bycia "niepełnym". A zatem przywrócenie go, w naturalny sposób, cieszy. No, ale oczywiście, ciesząc się, trzeba po drodze przyznać ten niewygodny fakt. Niczego nie przywracamy, to zawsze tam było! Trochę głupio to przyznać, bo to czyni z nas osła. Samo stwierdzenie tego, nawiasem mówiąc, zwraca nas ku nagualowi i jest praktyką poddania.
W jaki sposób, technicznie, nagual pomaga? Dzieje się tak dlatego, że nagual , właśnie przez swoją bezpostaciowość i całkowity brak kryterium opisu, potrafi - lub tak to dla nas wygląda - omijać i likwidować nawet najbardziej permanentne z przeszkód. Jest to oczywiście iluzja - tych skończonych przeszkód po prostu nigdy tam nie było. Nieskończoność okazuje się jedynym co jest.
Z naszego punktu widzenia, wszystko, co w jakikolwiek sposób poważne, w nagualu wydaje się niepoważne, ponieważ wszelkie dosłownie prawa fizyki i świadomości nie mają w nim sensu. Nagual odwołuje prawa tonala, prawa masy, energii, czasu, przestrzeni i umysłu. Wielbicielom don Carlosa wystarczy może przypomnieć sobie don Genaro wędrującego w górę po drzewie prostopadle do pnia.
Druga sprawa, to, że nagual, z pozoru, działa od wewnątrz do zewnątrz. Jest to złudzenie, jakiego doświadczają "mieszkańcy" tonala, ponieważ dla naguala nie ma żadnych kierunków ani warunków. Jednak dla nas warunkiem naguala jest nasza jego intencja, a ta - z naszej perspektywy - wydarza się w umyśle. Mówiąc o "pomożeniu sobie przez naguala", nacisk kładziemy zatem w pierwszej kolejności na bolączki wewnętrzne, raczej niż naprawianie świata na zewnątrz nas. Patrzymy na emocjonalną traumę, jaką nosimy, bo tylko ona jest w stanie wzbudzić w nas intencję naguala. Bez traumy nagual jest nam zwyczajnie niepotrzebny.
Również i dodekaedr wykorzystuje poddanie się nagualowi, jako środek dopomożenia sobie. Dopomożenie jest naturalną konsekwencją powrotu do Wszystkiego, w którym zawsze byłeś. Praca z poddaniem się ma tu (podobnie jak w Kursie Cudów i enneagramie) dwa aspekty. Pierwszy aspekt polega na usunięciu naszego oporu przed ideą naguala w ogóle. Drugi - na faktycznym poddaniu się nagualowi.
W pierwszym przypadku pracujemy z enneagramową linią stresu. To ta linia, po której nasze punkty na enneagramie przesuwają się w sytuacjach gdy nasza świadomość znajduje się w defensywie. Defensywa i stres powodują, że nie jesteśmy w stanie odczuć żadnych korzyści z naguala, zwyczajnie dlatego, że się przed nim, nieświadomie, bronimy. W drugim przypadku pracujemy z linią relaksu. Relaks następuje wtedy, gdy nasze zawzięcie się w tonalu zostało odwołane w wystarczającym stopniu, aby mogło zacząć wydarzać się rzeczywiste, odczuwalne poddanie.
Specyficzną cechą cyklu DODEKAEDR - DWANAŚCIE CZAKR, będzie wyjaśnienie rodzajów energii czakr na przykładach Wielkich Arkanów Tarota. Ustaliłem, że poszczególne karty Wielkich Arkanów odpowiadają numerycznie poszczególnym czakrom oraz punktom na enneagramie. Korelacja staje się widoczna dopiero przy syntezie wszystkich trzech systemów, i tego właśnie zamierzam dokonać w kolejnych odcinkach cyklu. W zarysie wygląda to tak:
| czakra | punkt enneagramu | aspekt stresu, karta... | aspekt relaksu, karta... |
|---|---|---|---|
| I. Pierwszych sześć czakr, czyli dodekaedr mechaniczny | |||
| Pierwsza czakra | enneagramowa Jedynka | XI. Moc | I. Mag |
| Druga czakra | enneagramowa Dwójka | XII. Wisielec | II. Arcykapłanka |
| Trzecia czakra | enneagramowa Trójka | XIII. Śmierć | III. Cesarzowa |
| Czwarta czakra | enneagramowa Czwórka | XIV Umiarkowanie | IV. Cesarz |
| Piąta czakra | enneagramowa Piątka | XV. Diabeł | V. Arcykapłan |
| Szósta czakra | enneagramowa Szóstka | XVI. Wieża | VI. Kochankowie |
| II. Drugich sześc czakr, czyli dodekaedr metafizyczny | |||
| Siódma czakra | enneagramowa Siódemka | VII. Rydwan | XVII Gwiazda |
| Ósma czakra | enneagramowa Ósemka | VIII. Sprawiedliwość | XVIII. Księżyc |
| Dziewiąta czakra | enneagramowa Dziewiątka | IX. Pustelnik | XIX. Słońce |
| Dziesiąta czakra (czakra tonala) | X. Koło Fortuny | XX. Sąd Ostateczny | |
| Czakry naguala: | |||
| Jedenasta czakra | - | 0. Głupiec | |
| Dwunasta czakra | - | XXI. Świat | |
Każdy odcinek cyklu poświęcony będzie jednej czakrze i dwóm odpowiadającym jej Wielkim Arkanom (oprócz czakry jedenastej i dwunastej, gdzie arkana są pojedyncze). W czakrach 1-10 arkana ilustrować będą zawsze dwa aspekty danej czakry: stresu i relaksu. W przypadkach 1-9 czakry oraz przyporządkowane im arkana, skorelowane będą z odpowiednimi punktami na enneagramie i z ich liniami. W czakrze 10 podane będą dwa dodatkowe aspekty stresu/relaksu, nie omawiane na enneagramie.
Krzysztof Wirpsza
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Drukuj