Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

Szybki przegląd snów



2018-04-25

Kwiaty czakramu serca

Alexandramag

Ξ magia — o magicznych ceremoniach i przemianach
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ roślina — o roślinach (drzewa i lasy: osobny tag), ich uprawie, sianiu lub sadzeniu, zbieraniu plonów

Na lewej ręce wyrosły mi  kwiaty z kamieni  półszlachetnych. Były to kwiaty i liście koloru ciemnozielonego z domieszką koloru różowego. Wiedziałam, że są to kwiaty czakramu serca.

W rzeczywistości mam taką bransoletkę, tylko z okrągłymi kamieniami, dobrze wyszlifowanymi. Prawdopodobnie to rodochrozyt z domieszką rubinu. Wiem, że te kamienie są na poprawę relacji w związkach.

Kwiaty mi wyrosły od dłoni do ramienia, po wewnętrznej stronie ręki.  Były tak piękne, że nie ma takich  w rzeczywistości. Komuś musiałoby zająć  wiele czasu, żeby takie wyszlifować. Martwiłam się, że kwiaty mi pozostaną i nic nie będę mogła z tym zrobić. Zaczęłam szukać lekarstwa. Przyrządziłam płyn,  wodę  z domieszką jakiejś białej mikstury. Zaczęłam polewać tą półprzezroczystą cieczą i smarować drugą ręką kwiaty. Kwiaty po jakimś czasie zaczęły znikać, pozostawiając na ciele małe wypustki pod skórą, w niektórych miejscach. Kilka wystających pozostało mi  na ciele.


Otwórz osobno: Kwiaty czakramu serca
Tylko autora: Alexandramag

2018-04-24

Płaskorzeźby i wzruszenie do łez

Kahuna

Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ podziemie — o podziemiach, piwnicach, lochach, jaskiniach i wchodzeniu do nich; o ciemnych miejscach, o schodzeniu w dół
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach

Przepiękny, emocjonalny sen. Działo się to w moim mieście. Pod budynkiem, po jego wyburzeniu, odkryto ogromne pomieszczenia (jakby mieszkalne/łaźnia) gdzie każdy z elementów wystroju był ozdobiony płaskorzeźbami. Umywalki, ogromne wanny, kolumny i ściany. Wszędzie płaskorzeźby postaci ludzi. Wszedłem tam, wracając do domu i zacząłem płakać. Najbardziej, przy ogromnej umywalce na której były rzeźby. Chodziłem od obiektu do obiektu i wzruszałem się do łez. Byłem szczęśliwy.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Płaskorzeźby i wzruszenie do łez
Tylko autora: Kahuna

2018-04-15

Wieżowiec możliwości i piętra: 5, 6, 7 i 11

Aliv

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ winda — o windach, kolejkach linowych i podobnych urządzeniach
Ξ wspinanie — o wspinaniu się na góry, drzewa, ściany; po drabinie, linie, schodach

(pomijam wstępną fazę tego snu)

Musiałam iść do pracy do widocznego na horyzoncie ogromnego, błyszczącego wieżowca, który składał się z kompleksu trzech wież.

Był to "wieżowiec możliwości" - jakby centrum wszystkiego co się może wydarzyć. Absolutnie wszystko we wszystkich możliwych kombinacjach znajdowało się własnie w tym miejscu, przychodzili tam więc ludzie z życzeniami, prośbami i sprawami do rozwiązania. 

Budynek nie był zbyt zatłoczony, ale znajdowało się tu sporo osób.

Pracę czy spotkanie miałam na 11-stym piętrze, więc pojechałam tam windą. Wszystko było bardzo nowoczesne i oświetlone neonami. Błyszczące podłogi, przestrzenie, było czysto. Pięter było sporo, ale 11-ste było chyba jednym z najwyższych. Jedyne co pamiętam, to to że było tam jasno i przestrzennie; z okna widać było przestrzeń po horyzont. Niepamiętam, jaką miałąm tam pracę do wykonania, chyba jakieś spotkanie - byłam tam jako pracownik uniwersytecki. Nie pamiętam kogo spotkałam i po co. Po wykonanej pracy zjechałam windą na piętro 6 albo 7, gdzie miałam mozliwość po prostu pobyć sobie i zastanowić się, jakie są moje najskrytsze pragnienia; cokolwiek mi przyszło do głowy, zauważałam natychmiast, że przedmioty, meble, ludzie okoliczności, rozmowy naokoło mnie przybierały formę idelaną do spełnienia pragnienia. Asystowała temu osoba, która była pracownikiem budynku. Bardzo ciekawe; niestety przez przypadek stanęłam w windzie i zanim się spostrzegłam winda ruszyła i straciłam ten tok zdarzeń; spróbowałam więc wrócić na tamto piętro, ale nie pamiętałam które to było. Nacisnęłam 5, ale to nie było to - poznałam po innych światłach; tu było mniej oświetlenia, były to jasnoniebieskie neony; siedzieli tam także ludzie czekając na swoją kolej aby dopiero móc przedstawić jakies pragnienie. Wiedziałam ze to był wyższy poziom, 6 lub 7, ale nagle przypomniałam sobie, że przecież w domu została moja córeczka, zjechałam więc na dół  -po drodze wybrałam jakiś poziom, który miał być tym wyjściowym, ale nie był - był to poziom bardzo obszerny i pełen zabawy, ale nie ten, którego potrzebowałam, aby wyjść z budynku.  W końcu trafiłam na piętro wyjściowe i pospieszyłam do domu. Martwiłam się o nią, chciałam tam dotrzeć jak najszybciej. Jak na złość nie było autobusu, więc biegłam do domu. Nie było to daleki, ale przeszkadzały mi ciężkie buty i podłoże, bo biegłam po piasku, było ciężko. Zdecydowałam się do niej zadzwonić, ale ikona na telefonie mi uciekała. Obudziłam się.

Po ponownym zaśnięciu wróciłam do budynku i wybrałam w windzie poziom 6, aby pobawić się w spełnienie życzenia. Ostatnią sceną była właśnie jazda windą. 


Otwórz osobno: Wieżowiec możliwości i piętra: 5, 6, 7 i 11
Tylko autora: Aliv

2018-03-26

Kometa

Helka

Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ spadające z nieba — o spadających z nieba pojazdach, przedmiotach, ludziach i światłach

Byłam w domu, gdy usłyszałam przeciągły huk. Zrobiło się bardzo, ZA bardzo jasno. Światłość stawała się coraz mocniejsza, nie do zniesienia. Domyśliłam się, że to efekt spadającej w ziemską atmosferę komety czy asteroidy. Chwyciłam syna, rzuciłam go na łóżko i schowałam nasze twarze głęboko w kołdry i poduszki, aby jasność nas nie oślepiła.
Udało się.



Otwórz osobno: Kometa
Tylko autora: Helka

2018-03-10

Zbieranie jabłek

Helka

Ξ drzewo — o drzewach i lasach; gdy sen dzieje się w lesie
Ξ jedzenie — o jedzeniu, pokarmach i jadłodajniach
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach

Dwukrotnie przyśnił mi się w tym tygodniu ten sam obraz:

Wdrapuję się na wysoką jabłoń, rosnącą w ogrodzie u mojej ś.p. Babci. Wszyscy wokół narzekają, że był słaby rok dla jabłek, drzewa nie obrodziły. Wśród gałęzi dostrzegam przepiękne, zdrowe, bardzo duże, złoto-zielone jabłka. Wyglądają, jak dojrzałe antonówki. Dziwię się narzekaniom rodziny, przecież tych jabłek wystarczy -  wyrosło ich akurat tyle, ile potrzebuję.


Otwórz osobno: Zbieranie jabłek
Tylko autora: Helka

2018-03-08

Spotkanie z Kimś i Muzeum Patentów w Rzymie

Asha

Ξ bóg — o Bogu, Jezusie, Maryi i innych osobach boskich, o duchach i istotach mitycznych
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach

Odbywaliśmy jakąś ekskursje. Najpierw była jazda autobusem, który jednak inaczej wyglądał. Ale to może nie ważne. Na uwagę zasługuje postać chłopca, który był czymś w rodzaju Pół-Boga, Kreatora nie wiem, Kimś bardzo szczególnym. Wiedziałam o tym z pewnością i wiedział synek, który też się tam znajdował. Byliśmy w ciągłej rozmowie z tym chłopcem - miał ok. 12-13 lat. Wiedziałam skądś, że on jest niesamowicie samodzielny. Umie i wie wszystko. Zachowuje się inaczej i działa zdecydowanie po swojemu. Odbiega całkowicie od norm. Nie wiem na czym to wszystko polegało. Wiedziałam, że on WIE. Wiedziałam, że kontakt z Nim nie jest przypadkowy. On niby mimochodem szukał z nami, że mną kontatku. To było wszystko robione w formie zabawy. Ale była w tym jakąś precyzja...a może chodziło o intencje.

I on się bawił. Robił to w różny sposób. Robił rzeczy dziwne i pisanie o nich tutaj staje się bardziej niedorzeczne niż oddające to, o czym piszę. Chodziło na przykład o chrupanie jakichś dziwnych chrupek;), proponował mi je i namawiał do beztroski, mówił o niej jak o czymś naturalnym i koniecznym, bo był tą beztroska, więc jeśli beztroska mówi o beztrosce...tam w tej zabawie coś w nas działało, coś było głębokim przekazem i pogłębiało w nas aspekt beztroski w bardzo osobliwy sposób.

Było w nim coś, czego jeszcze nigdy i z nikim nie odczułam. Wyglądało na to, że to ktoś kto wie wszystko, ma moc, zdolność szczególną, nie wiem jak to określić. Było w tym i pokrzepienie i coś, co wcale tego nie wymaga. Wielka sprzeczność która była wielką zgodnością i to było coś absolutnego - coś co on miał w idealnych proporcjach! I był to ktoś bardzo bliski, choć rzadko spotykany.

Sama jego obecność była już czymś Wielkim, dawała nam tą wielkość, dawała nam pewność, radość i zachwyt. ON TYM EMANOWAŁ. Słowo Emanacją wydaje mi się bardzo odpowiednie i z Nim powiązane.
Była o Nim mowa, ktoś pytał o Niego, ktoś się dopytywał a synek powiedział tylko, że On jest niesamowity i umie więcej niż pokazuje...jakoś tak. Misterium jedno wielkie więc.Do tej pory cieszę się z tego spotkania...
Epizod II
Potem wysiedliśmy z pojazdu autobusowego i okazało się, że jesteśmy w Rzymie.
Szliśmy wszyscy - a była to grupa może ok. 7 osób - w dość szybkim tempie. Pamiętam, że prowadzący powiedział, że najpierw zobaczymy muzeum patentów. To zabrzmiało mi trochę nudnawo i wyraziłam swoje powątpiewanie...ale jednak to miało być ważne. Więc wszyscy podążyli za grupą.
Tylko nagle ja gubię grupę i stoję na jakimś placyku i myślę sobie, że to niesamowite, że tak właśnie tutaj stoję nie znając nikogo i niczego w pobliżu. Zaczynam się rozglądać i próbuje pytać po angielsku gdzie tu takie muzeum. W kocnu ktoś pokazuje mi i mówi:tutaj u góry. Patrzę i faktycznie stoję przed tym muzeum, Myślę, jeszcze "nic dziwego, że tak nagle mi zniknęli", bo w końcu od razu weszli gdzieś tutaj.
Zanim wchodzę do muzeum zaczepia mnie młody mężczyzna i  mówi dość nieskładnie i bez związku ale chce mi koniecznie powiedzieć, że doskonale się czuję, że jest szczęśliwy i ma tutaj wielu przyjaciół, którzy też są podobnie jak on...chce mu coś na to odpowiedzieć, zastanawiam się jaki to był język, którym on mówił i w tym momencie mężczyzna odwraca się leci do tych swoich towarzyszy i już wtapia się w rytm i wir tego tam...Pamiętam jakie ważne było to jego wyznanie, jak bardzo to chciał powiedzieć. Jednostronne wprawdzie ale i tak nie miałabym wiele do odpowiedzenia. Teraz jednak edytując ten tekst odczuwam dziwny smutek i tęsknotę na myśl o tym momencie. Myślę, że mógł to być ktoś mi bliski, komu zależało na tym spotkaniu.
Wchodzę w końcu  do muzeum patentów.
Pomysł jest taki, żeby wydobyć z ludzi kreatywność i samodzielność myślenia. Tak to się od razu narzuca.
Każdy patent to nie patent tylko rzecz, która wymaga żeby wymyślić rozwiązanie. Czyli to dopiero jest patentowanie na miejscu...ludzie patentują na żywo i właśnie teraz... Czytam instrukcje/zasadę postępowania w tym muzeum. I wydaje mi się to niesamowite, niesamowite, że takie coś zostało wymyślone i istnieje tutaj. Objawia mi się to wszystko jako coś genialnego.
Widzę przed sobą bardzo archaiczną rzecz  - coś w kształcie kamienia, kuli. Obok leżą przyrządy jakieś i dostrzegam, że ktoś już próbował, to jest udokumentowane - dość lakonicznie ale skrupulatnie. Widać próby.
I właśnie kiedy  chciałam zająć się jednym z miliona projektów, tych tam w tych gablotach leżących a każdy zupełnie inny, jak Kosmos złożony z planet...wtedy właśnie zadzwonił tutaj telefon.
Wstałam i pomyślałam, że może dobrze, że zadzwonił, bo to gwarantuje ewentualnie zapamiętanie

Komentarzy: 4.
Otwórz osobno, z komentarzami: Spotkanie z Kimś i Muzeum Patentów w Rzymie
Tylko autora: Asha

2018-03-07

Śnieżne schody

Asha

Ξ kolor — gdzie widać szczególne kolory
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ ubranie — o szczególnych strojach i częściach garderoby, o butach

Jadę w dorożce z innymi. Wielka ta dorożka. Oprócz mnie jest jakiś bardzo stary mężczyzna (między innymi) i pomaga mi nieco. Czuję jego wspierająca uwagę. Jak zwykle grzebie w dużej torebce, chcę coś znaleźć. Łapie się na tym, że nie patrzę na piękny krajobraz, nie zauważam go przez to grzebanie... Postanawiam patrzeć. Koryguję się! Teraz przypominam sobie, że dostałam przedtem dziwnie wyglądające przedmioty, jeden lub dwa. To miał być rodzaj klucza – chociaż klucze wyglądają inaczej. Jedziemy dorożką. Zbliżamy się.

Epizod II

Pamiętam, że robię dziadkowi pewna prezentację. Jest za stary, żeby nadążać za mną, biegnąca coraz wyżej... jednak jest wciąż za mną i śledzi i widzi. Jest masa pyłu śnieżnego i biała suknia, może mam ją na sobie. Wirująca biel – i wchodzę z tą bielą i w bieli po schodach. Schody są strome i pną się w górę – identyfikuję je jako schody jakiejś katedry, sakralność jest w tym... Idę po nich a one spowite w śniegu (to może być też coś innego, puszystego) – jednak – jest to materiał lżejszy, bardziej eteryczny i wszystko jest wyjątkowo piękne, dopracowane do głębi, do największej głębi, mam wrażenie, że każda molekuła, każda najmniejszą cząstka pracuje dla mnie w tym obrazie. Tak to sobie wymyśliłam. Tam i tu.

Dziadek patrzy a ja wchodzę szybko wciąż wyżej i wyżej i coś się dziwię, że nie ma w tym odrobiny strachu ani czegoś, co jakby strachem jest a tak naprawdę nie ma go wcale, nie istnieje tam, tam nie ma tej energii. I patrząc na to – bo patrzę i wchodzę równocześnie – wiem, że ten temat nie egzystuje. Nie ma tam nic, co mogłoby zakłócić kreację. Chodzi o nią.

I jej poświęcone jest to WCHODZENIE.

Puszyste jest to wchodzenie też, to słowo ważne. Śnieżność i biel. Lekkość, puszystość. Lekkość i szybkość tego wchodzenia jest widoczna. Jest do zapamiętania. Trochę lekkiego chłodu przy tym jest może. Albo to teraz tak się wydaje.

Suknia z eteru albo tiulu czysto białego. I schody jako widoczna konstrukcja, prześwietlone są te schody i widzę je inaczej niż normalne schody. Schody są bardzo obecne i widoczne. Całość się rozmywa ale schody stanowią ważna cześć – łącznie z bielą i śniegiem i tym pobłyskiem tworzą całość. No i ten, kto wchodzi – wyżej i wyżej i wyżej.

Na koniec albo w którymś miejscu jest scenka w moim własnym pokoju, w którym śpię. Ten dziadek stoi za zasłona. Chcę ją odsłonić i pocałować go na dobranoc. Odsłaniam i odsłaniam ale nie mogę za szybko tak naprawdę odsłonić. To trwa trochę ale dziadek czeka. W końcu chyba się udaje. Dziwne, że stał w tym miejscu. Było więcej osób w moim pokoju. Wszystkie miały swoje funkcję. Ale nic o tym nie mogę powiedzieć. Tylko może to, że był w tym ustalony porządek. Był sens. W tym momencie.

Komentarzy: 9.
Otwórz osobno, z komentarzami: Śnieżne schody
Tylko autora: Asha

2018-03-06

Basen i sauna

Asia

Ξ centrum — o centralnych miejscach naładowanych mocą
Ξ kąpiel — o kąpieli, myciu się, zanurzaniu w wodzie
Ξ nago — o nagości i obnażaniu się
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora

Wchodzimy na basen. Ja i mój mąż. Na sankach ciągniemy syna. Basen jest pełen ludzi. Wszyscy to dorośli, sporo starszych. Odbywa się coś w rodzaju wyścigu, albo raczej sprawdzian. Kilkoro ludzi pływa w basenie w tę i z powrotem, reszta stoi i patrzy. Kiedy ktoś kończy wyczuwam emocję ulgi i zadowolenia płynącą od obserwatorów. Ktoś bije brawo. Starszy człowiek wychodzi zmęczony z basenu. Czyjeś ręce pomagają mu wyjść.Idziemy dalej. Podchodzimy do kobiety i mężczyzny. Są ubrani dość elegancko, kobieta ekscentrycznie, mężczyzna w smoking. Nie pasują do tego miejsca. Kupuję od kobiety bilet dla syna i idziemy dalej. Kobieta nas zatrzymuje i każe kupić bilety również dla nas. Mężczyzna tylko stoi i przygląda się. Kupujemy dodatkowe bilety i idziemy dalej. Przechodzimy przez basen i idziemy tak jakby na zaplecze. Jest tam ciepło. Widzę dwa pomieszczenia, z których wylatuje para. To sauny. W tej części basenu chodzą inni ludzie. Część z nich ma biodra przepasana ręcznikami. Są znacznie młodsi niż ci na basenie. Panuje tu spokój i odprężenie. Obserwuję wszystko. Nie idę dalej. Budzę się.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Basen i sauna
Tylko autora: Asia

2018-03-06

Deszcz krwi

Cathan27

Ξ destrukcja — o niszczeniu, rozwalaniu, burzeniu i bałaganie; o czymś, co zniszczone, spróchniałe itp.
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ zabijanie — o zabijaniu i przygotowaniach do zabijania

Jestem tutaj pierwszy raz. Chciałabym podzielić się snem, który prześladował mnie przez okres podstawówki i liceum. Minęło 14 lat odkąd skończyłam szkołę o śnie zapomnieć nie sposób.

Budzę się w swoim domu, mieszkam na 4 piętrze. Dookoła mnie przedmioty są zakurzone, a gdzieniegdzie zaśniedziałe. Nie czułam strachu, po prostu szłam przed siebie miałam kolejne pokoje i wołałam za członkami rodziny. Tylko głucha cisza wypełniała wnętrze. Wyszłam na klatkę schodową. Pukałam do drzwi sąsiadów. Jedne były otwarte (drzwi mojej sąsiadki z którą się przyjaźnimy), ale puste, a następne zamknięte. Wyszłam przed blok. Ujrzałam mnóstwo dzieci w różnym wieku, całe we krwi. Ciała leżały bezwładnie na ziemi lub przewieszone przez trzepak. Parę ciał było nawet przybitych do płyt bloków w kształcie krzyża. Kiedy zadałam sobie sprawę co widzę, upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Kiedy oderwałam dłonie od oczu ujrzałam łzy krwi i wtedy zaczął padać deszcz, deszcz krwi.

Brzmi to jak z horroru i nie przejmowałabym się tym jako miłośnik tychże filmów, gdyby on nie wrócił do mnie kilka razy. Zapytałam księdza co on może oznaczać, ponieważ nie mogłam sobie z tym poradzić. Uznał, że powinnam się zacząć modlić, bo straciłam wiarę. Trochę mnie zaszokował, bo nigdy nie czułam się chrześcijanką, a wiary nigdy we mnie nie było w Wyższego. Czy miał on racje?

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Deszcz krwi
Tylko autora: Cathan27

2018-02-27

Ocean

Nefri5

Płynę statkiem rejsowym. Jestem na pokładzie, ale widzę go z boku jak pokonuje ogromne fale, wzburzony ocean. Wygląda jak miotająca się makieta,  a zarazem pokonuje fale w łatwy sposób, ślizga się na ich grzbietach. Pogoda dopisuje, fale są wynikiem potęgi oceanu, nie niepogody. Obserwowanie tego zjawiska wzbudza we mnie spokój. Cumujemy do brzegu. Teraz podziwiam te gigantyczne fale z brzegu. Są piękne, niebiesko-granatowe. Widzę ludzi chcących się wykąpać. Myślę, że bardzo ryzykują. Fale wzbierają, a potem jakby odbijają się o niewidzialną szybę dzielącą statek od brzegu. Czuję, że nic mi nie grozi. Jestem na pokładzie. Zwiedzam kajuty. Jestem w kuchni. Jest bardzo ciasno jak to na statku. Jakiś mężczyzna-rybak, mówi, że idzie łowić ryby, że tam są piękniejsze widoki niż tutaj. Zaciekawiona idę za nim. Wchodzę po stromych schodkach, mój pies ma problem z wejściem, więc jest pająkiem. Puszczam go przed siebie i asekuruje, pomagam wejść, podsadzam. Nagarniam na rękę a on z pająka rozsypuje się w różne małe robaczki, czerwone- zbożowe oraz mniejsze-czarne. Próbuję je pozbierać jednak one nie chcą współpracować- to nie jest już mój pies.


Otwórz osobno: Ocean
Tylko autora: Nefri5

2018-02-17

Ścigany i łowca. Jedna świadomość w dwóch ciałach.

Kahuna

Przechodzę świadomością z ciała do ciała. Jestem myśliwym, jakimś policjantem i latam na wysokości około 10 metrów (tylko ciałem, bez użycia technologii) a jednocześnie uciekam na ziemi przed tym myśliwym. Ja "policjant" szukam zabójcy i jednocześnie jestem tym zabójcą na ziemi. Zmiana ciała jest bardzo nieprzyjemna i męcząca. Powoduje trudności w oddychaniu i ból. Jestem jednocześnie w dwóch ciałach. Czuję strach (być może to ciało na ziemi, nie jest wcale zabójcą, lub po prostu się boi tego co go czeka) a ten drugi, który go szuka, jest opanowanym dziwnym uczuciem. Zaciekłość i złość, choć jednocześnie pewność swoich racji. Bardzo męczący sen. Przebudzenie (o 00:30) było ostatnim  wyjściem z ciała. Podczas przebudzenia coś jakby wycisnęło ostatnie resztki powietrza z moich płuc. To był fizyczny, już realny ból.


Otwórz osobno: Ścigany i łowca. Jedna świadomość w dwóch ciałach.
Tylko autora: Kahuna

2018-02-12

Kanibale, ksiądz i Szamanka

Kahuna

Ξ destrukcja — o niszczeniu, rozwalaniu, burzeniu i bałaganie; o czymś, co zniszczone, spróchniałe itp.
Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ kapłan — o kapłanach, księżach, zakonnikach i zakonnicach
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ trickster — o ludziach lub innych istotach czyniących złośliwe psoty
Ξ trup — o zwłokach, trupach, zabitych - zwłaszcza anonimowych; o kościach, szkieletach, czaszkach
Ξ zapach — o zapachach, aromatach, wąchaniu
Ξ zło — sny, w których zło atakuje lub grozi

Trafiłem do grupy ludzi, którzy może nie tyle byli wampirami, oni zjadali innych ludzi. Dostałem możliwość dołączenia do nich. Byli także nieśmiertelni. Odmówiłem, koszmar smrodu ludzkiego, zepsutego mięsa i widok krwawej papki była nie do przyjęcia. Nie potrzebowałem innych argumentów. Potem, widziałem oczami dziewczyny/kobiety. Jechała samochodem z inną kobietą, wydawała się złem, ale ona była Szamanką. Okadzała tę dziewczynę ukradkiem, a ona (i także ja, bo znałem jej myśli) wciąż się jej bała. Uważała ją za demona. Ta dziewczyna szukała kościoła i księdza. Przyjechały do jakiegoś miasta. Na papierowej mapie znalazła kościół. Pytała ludzi, żeby jej wskazali drogę. Trafiła do slamsów, gdzie starszy mężczyzna wskazał jej budynek. Wyglądało to niesamowicie. Budynek 8 lub 10 piętrowy, jakiś stary ośrodek medyczny (wojskowy! tak powiedział) przechylił się i zatrzymał na drzewach i innym budynku. Ruina. Tam miała być kaplica. Dziewczyna poszła tam (wciąż widziałem jej oczami) ale nie udało się wejść na teren budynku. Wszystko było ogrodzone. Wróciła się, jakby do centrum, szukając księdza. Zobaczyła jakiegoś (miałem wrażenie, że go zna) ale przez chwilę, gdy mrugnęła ksiądz zamienił się w zwykłego przechodnia w szarym, długim płaszczu i kapeluszu. Ciekawe było to, że ona zdezorientowana zawróciła, jakby nie wierzyła w to co widzi. Ja natomiast wiedziałem, że to działania Szamanki z samochodu to sprawiły. Pojawiło się bardzo dużo dymu z ziół. Tutaj sen się urywa.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Kanibale, ksiądz i Szamanka
Tylko autora: Kahuna

2018-02-09

Hagia Sophia

Nefri5

 Jestem na wycieczce z mamą w Istanbule. Mama jest nienajlepszym piechurem, z tego powodu czuję poirytowanie. Mama spowalnia zwiedzanie, absorbuje zbytnio, ma sto pytań do...żałuję,że ją wziełam ze sobą. Jacyś ludzie ją zaczepiają i proponują pieniądze w zamian za oprowadzenie jako przewodnik. Mama z zadowoleniem odmawia. Popędzam mamę,żebyśmy szły zwiedzać Hagie Sophie. Widzę w oddali jej zieloną kopułe i minarety. Podchodzimy do Świątyni. Do jej wnętrza prowadzą strome schody w dół, ciemne, ponure. W momencie kiedy obie zbliżamy się do wejścia mama zamiast zchodzić wpada do jamy jak do studni. Łapie ją za rękę w ostatniej chwili, wołam o pomoc. Jakiś mężczyzna łapie mnie za rękę i razem wyciągamy mamę. Mama na powierzchni, rozsypuje się w moich rękach, jest kolorowymi koralami. Paciorki spadają na ziemię, a w rękach zostaje mi tylko sznur. Jestem zdruzgotana i zszokowana. Czuję, że nie udało mi się uratować mamy i wpadła do studni.


Otwórz osobno: Hagia Sophia
Tylko autora: Nefri5

2018-02-04

Grzyby na czole

Nefri5

Ξ obraz — o obrazach; zwłaszcza gdy pojawiają się w niezwykły sposób
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach

Widzę mamę. Jej czoło porastają grzyby kapeluszowe. Jest to widok odrażający. Grzyby żyją,ruszają się,ich kapelusze lekko falują. Myślę,że to jakaś choroba skórna. Spoglądam w lustro i widzę u siebie jednego grzyba. Jestem zdruzgotana. Jestem za młoda,żeby chorować. Mam mniej niż 40 lat a już mam to samo co mama.



Otwórz osobno: Grzyby na czole
Tylko autora: Nefri5

2018-01-28

Pobyt w hotelu i przygotowania do biegu

Alexandramag

Byłam w hotelu. Wszystkie hole były w kolorze ciemno niebieskim. Poszłam do restauracji. Dostałam do zjedzenia rybę. Zjadłam ten posiłek. Dostałam klucze do pokoju. Okazało się, że nie dostałam jednego klucza tylko dwa. Jeden pokój był na pierwszym piętrze, drugi na siódmym piętrze. Pokój na pierwszym piętrze, był mocno zagracony.  Dałam klucze od tego pokoju koleżance. Sama wybrałam pokój na piętrze siódmym. Okazało się, że do pokoju na siódmym piętrze już zawitał znajomy z Niemiec. Już tam dotarł.  Próbowałam dotrzeć do pokoju z siódmym piętrze, czekając na windę. Winda okazało się zatrzymała się przez dłuższy czas na czwartym piętrze. Później pojechała na siódme piętro. Ja cały czas czekałam, aż zjedzie w dół. Ona jednak miała wszędzie długie postoje. Pod windą pojawiła się już grupka ludzi czekających, aż zjedzie w dół. Jedna z kobiet powiedziała, że ta winda ma cały czas przestoje i trzeba wymienić w niej skrzydła drzwi. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie pójść na pieszo po schodach. Zdecydowałam,  że jednak poczekam na wymianę skrzydeł drzwi w windzie i wtedy dotrę na siódme piętro.

Później szłam na szkolenie . Część osób ukończyła już szkolenie, a część osób była w trakcie szkolenia. Zjadłam ciasto. Miałam na tym szkoleniu biegać.  Zastanawiałam się, że powinnam więcej zjeść, bo czeka mnie duży wysiłek. Okazało się, że już jest za późno na wydawanie jedzenia w restauracji, bo za dużo czasu zmarnowałam czekając na windę. Zastanawiałam się, jaką trasę biegową będę miała przydzieloną. Zobaczyłam tego znajomego z Niemiec z kolegami, który zjechał z siódmego piętra.

Byliśmy w małej miejscowości na południu Polski.  Dookoła były domki  góralskie.

Znajomy opowiadał mi, jakie sprawy już załatwił w Polsce.  Dał  mi tabliczki czarnej czekolady. Czekoladę  umieścił w schowku przy drzwiach, na ziemi. Odłamałam kawałek czekolady, żeby zjeść.

Nadal przygotowywałam się do biegu. Szukałam mety startowej.


Otwórz osobno: Pobyt w hotelu i przygotowania do biegu
Tylko autora: Alexandramag

2018-01-27

Delikatny tygrys

Alexandramag

Zobaczyłam ogromnego tygrysa. Wolno podszedł. Blisko niego znalazła się moja znajoma A.

Podeszła do tygrysa. Tygrys siedząc niemo otworzył paszczę bardzo szeroko. Moja znajoma włożyła do jego paszczy całą swoją głowę, bardzo delikatnie, z uśmiechem na ustach. Jej długie  blond włosy dotykały jego ostrych zębów. Tygrys wiedział, czuł, że nie może ruszyć swoją szczęką choćby na milimetr, żeby nie zgnieść jej czaszki. A. delikatnie wysunęła swoją głowę z paszczy tygrysa. Nikomu nic się nie stało. Tygrys zamknął paszczę. Obserwując go, czułam, że jest zadowolony z siebie i bardzo spokojny.


Otwórz osobno: Delikatny tygrys
Tylko autora: Alexandramag

2018-01-26

Umarłem

Krabat

Ξ nago — o nagości i obnażaniu się
Ξ ptak — o ptakach
Ξ śmierć — o śmierci, umieraniu, zmarłych
Ξ wnętrze — o wnętrzach domów i mieszkaniach, jeśli dziwne, niezwykłe, tajemniczne

Umarłem, nie pamiętam jak. Jako duch, niewidzialny dla innych, spaceruję po wielkiej sali, podobnej do wrocławskiej Auli Leopoldina. Na stoliku w kącie leży preprint mojego nekrologu. Autorem jest człowiek, który napisał kiedyś recenzję mojego pierwszego naukowego artykułu. Nekrolog zaczyna się panegirykiem, ale przechodzi w banały skopiowane z internetu. Czuję się tym obrażony i dyskutuję przez chwilę z innymi obecnymi (duszami? ludźmi?).

Po sali latają uwięzione w niej ptaki. Otwieram porośnięte bluszczem okno i wypuszczam jednego. Drugi nie może trafić i potrzebuje naganiania. Trzeci nie chce wylecieć - kiedy go wyganiam, wraca zza okna i dziobie mnie w rękę.


Otwórz osobno: Umarłem
Tylko autora: Krabat

2018-01-25

I znowu sen o katastrofie kolejowej

Leszek Piliszewski

Ξ katastrofa — o katastrofach
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki
Ξ pociąg — o pociągach i tramwajach, jeździe nimi, o dworcach kolejowych
Ξ technika — o mechanizmach i technicznych urządzeniach, o ich montażu, naprawianiu i psuciu

24/25.01 . 2018 r.

Programowanie: chyba bez programu.

Nie pamiętam wcześniejszych snów, za to nad ranem, przed godziną piątą śniłem:

Jechałem tramwajem, długim jak „Krakowiak”. Wsiadłem do niego w podziemnym tunelu pod dworcem kolejowym w Krakowie. Przy wejściu, na środku przejścia wzdłuż wagonu stała kolumna, przypominała urządzenie sterownicze spotykane na niektórych lodziach ratowniczych. Był to kasownik, na którym należało wyszukać spośród wielu nazw przystanków swój i wcisnąć właściwy przycisk, po czym wrzucić do maszyny wyświetloną kwotę euro. Gdy miałem wcisnąc nazwę przystanku Milano, przed kasownikiem dwóch Włochów wszczęło hałasliwie spór, stukając palcami w pulpit. Nie znając włoskiego, byłem bezradny a tramwaj jechał nie zatrzymując się na przystankach, które nie zostały wybrane na kasowniku. Włosi kłócąc się już wrzeszczeli, ani myśląc udostępnić mi dostęp do kasownika. Uznałem, że moja dalsza podróż może się źle skończyć i nie mam innego wyjścia, jak obudzić się. Tak więc obudziłem się i zadowolony z wymyślonego rozwiązania, obróciłem się na drugi bok i na krótko zasnąłem, już z inną akcją pod powiekami.

Komentarz:

W dn. 25.01.2018 r w godzinach rannych wydarzyła się katastrofa kolejowa, wykoleił się pociąg jadący z Cremony do Mediolanu (Milano). Gdy piszę te słowa, media donoszą o 3 ofiarach śmiertelnych i ok. 100 rannych. Tym razem nie był to sen wyprzedzajacy fakty, chyba muszę go potraktować jako „relację na żywo”, jakby kronikarski zapis faktów  w  wpowszechnym polu informacji.


Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: I znowu sen o katastrofie kolejowej
Tylko autora: Leszek Piliszewski

2018-01-13

Sen militarny

Leszek Piliszewski

11/12.01. 2018 r.

Bez programowania.

W środku nocy pojawił się sen: byłem w mundurze żołnierza, byłem oficerem. Działo się to w jednym z leśnych garnizonów w woj. lubuskim. W lesie była bardzo liczna grupa zbuntowanych ludzi w mundurach (żołnierzy?). Wznosili okrzyki, przemieszczali się, byli bardzo aktywni, buńczuczni i zdesperowani. Między nimi dostrzegłem kolegę, R.P. dawnego oficera politycznego który z nimi współpracował. Na odkrytej przestrzeni zgromadzeni byli żołnierze wojsk operacyjnych, wśród nich byłem ja, w gotowości do zwarcia ze zbuntowanymi. Coś zaczęło się dziać; „nasi” żołnierze wchodzili do lasu, dochodziło do walk wręcz. Ja, rzucałem w las kilkumetrowymi oszczepami (były niesymetryczne, kształtem przypominały łamane wzdłuż laski cynamonu; poprzedniego dnia tak traktowałem cynamon, przygotowując napar herbaty), wskazywałem w ten sposób kierunki ataku. Sen zakończył się wyprowadzeniem z lasu i pojmaniem zbuntowanych.

Mój komentarz:

Поживём – увидим, jak mawiają Anglicy.


Otwórz osobno: Sen militarny
Tylko autora: Leszek Piliszewski

2018-01-03

Apokalipsa planety, obcy i ratunek w genach

Kahuna

Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ góra — o górach i wspinaczce
Ξ kosmos — o przebywaniu w kosmosie, na innej planecie lub w przyszłości, podróż tam, alternatywne światy, kosmici
Ξ przyszłość — gdy akcja snu dzieje się w przyszłości; podróże w czasie, pętle czasu
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora
Ξ wojna — o wojnie, działaniach wojennych, powstaniach, żołnierzach i zagrożeniu wojną; manewry i ćwiczenia

Jeździłem po mieście. Spotykałem znajomych, których od dawna nie widziałem w realnym świecie. Byłem w jakimś centrum handlowym. Stałem na stromym podjeździe i nie mogłem ruszyć (a skrzynię mam automatyczną). W końcu jakoś się udało. Pojechałem po córkę, bo poczułem dziwny niepokój. Ukazało się bowiem ogłoszenie, o badaniach genetycznych całej ludzkości. Władze prosiły (lecz nie był przymus), aby zgłaszać się na dość nieprzyjemne badanie (pobranie materiału). To miało w czymś pomóc. Ja, zdecydowanie sceptyczny do tego typu akcji, pojechałem w dość daleką podróż w góry. Własnie z córką. Mijaliśmy kilometrowe kolejki aut i pieszych, którzy zdecydowali się odpowiedzieć na wezwanie rządów. Byłem dość przerażony, jak długo będziemy musieli czekać na swoją kolej. Coś się jednak stało. Gdy wysiedliśmy z samochodu, obcy (kosmici!), którzy pomagali rządom, wykryli naszą obecność (moją i córki) i stworzyli pas odsuwając auta na bok, umożliwiający nam przejazd. Moja córka była podobno bardzo ważna. Doszliśmy do ogromnego budynku, całkowicie ze szkła. Byliśmy na szczytach gór. Dziwne były to góry. Góry z węgla. Okazało się (po pobraniu materiału od córki), że ma wyjątkowe geny i jakąś informację zaszytą w tych genach. Później, jakby przeskok w czasie w przyszłość, do chwili, gdy na szczytach gór (ściętych, aby uzyskać płaski teren), było zbudowane miasto, lub bardziej osada. Parterowe baraki w których mieszkali ocaleni. Oczekiwaliśmy na apokalipsę. Inna rasa obcych wywołała ogromną powódź na ziemi. Większość ludzi zginęła. Niedobitki ukryły się własnie w takich osadach. W oddali, widzieliśmy ogromne fale pędzące w naszą stronę. Obca rasa, która nam pomagała, starała się zniwelować te fale, ale było coraz trudniej. Nagle, moja córka gdzieś zniknęła. Bardzo się bałem. Szukałem jej po osadzie. Znalazłem, a właściwie doprowadzono mnie do niej. Okazało się, że kosmici, Ci "nasi" znaleźli sposób na zdekodowanie tej informacji z genów mojej córki. To była "broń ostateczna". Nie była to jednak broń do ataku. To jakby rodzaj tarczy, która pozwoliła przepędzić/zniechęcić tych złych obcych. Niebo było od wielu lat sine, mroczne. Woda, fale oceanów którymi atakowali obcy, były mroczna. Spienione pędziły po raz ostatni, gdy uaktywnili tę tarczę. To nie było coś widzialnego. To jakiś rodzaj energii, którym zatrzymali wody zalewające najwyższe szczyty gór. Fale ustały, deszcz jeszcze padał. Wiedziałem jednak, że nic nam nie grozi.


Otwórz osobno: Apokalipsa planety, obcy i ratunek w genach
Tylko autora: Kahuna

2017-12-27

Ból głowy

Alexandramag

Ξ ból — gdy w śnie boli
Ξ jedzenie — o jedzeniu, pokarmach i jadłodajniach
Ξ medycyna — o lekarzach, chorobach, szpitalach, sanatoriach, przychodniach i zabiegach medycznych
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach

Podjechałam pod uczelnię samochodem. Były to stare budynki. Wyjrzałam  zza rogu kamienicy gdzie mogę stanąć samochodem. Było sporo miejsc  parkingowych wolnych, bo był to wolny dzień bez zajęć.  Na niektórych zaznaczone były koperty. Weszłam do budynku. Wewnątrz stały proste drewniane ławki bez oparcia.  Bardzo bolała mnie głowa. Ból był bardzo dotkliwy, rozsadzał mi przednią część głowy.  Bardzo chciałam ten ból usunąć.  Aż uklękłam z tego bólu. Kobieta podeszła do mnie i dała mi tabletki, lekarstwo.  Zajęłam sobie miejsce na brzegu ławki kładąc torebkę w kwiaty.  Na niektórych ławkach siedzieli już ludzie. Dalej jednak klęczałam  nie mogąc wstać z bólu. Drugi raz doszła do mnie kobieta i dała mi na dłonie, po trzy winogrona, czyli sześć sztuk . Ból nadal nie ustawał, dalej nie mogłam wstać z kolan. Kobieta ponownie przyniosła mi 6 winogron, po trzy do każdej dłoni. Miałam zamiar usiąść i słuchać wykładu, ale ból nie przechodził nadal. Obudziłam się bez bólu.


Otwórz osobno: Ból głowy
Tylko autora: Alexandramag

2017-12-25

Ja, wujek

Marcin Michalik

Ξ bóg — o Bogu, Jezusie, Maryi i innych osobach boskich, o duchach i istotach mitycznych
Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ intrygi erotyczne — o zawiłych sytuacjach z erotycznym tłem
Ξ spanie — o spaniu, budzeniu się, zasypianu i niemożności tegoż

Hej

Parę dni temu odbyłem nietypowy sen. Sceneria mojej projekcji była dość uboga, bowiem w zupełnej ciemności,

jaka otaczała mnie dookoła, znajdowała się jedynie niebieska wersalka, na której zresztą leżało moje ciało. Po krótkiej chwili nie wiadomo w jaki sposób pojawiło się na mnie dziecko w wieku 7-10 lat. Był to ciemnoskóry chłopak przypominający bohatera serialu Shameless. Kochałem tego dzieciaka bardzo mocno, mając jednocześnie w głowie całą historię naszej znajomości. Nie kolidowało to z tym, że jednocześnie towarzyszyła mi świadomość mojego aktualnego, "realnego" życia. Osobnik ten usypiał na mnie a ja czułem się przez to naprawdę spełniony. Po dłuższym czasie spostrzegłem w przestrzeni pojawienie się nowych elementów takich jak meble, okna czy też drzwi. Całość przypominała mój dawny pokój z dzieciństwa. Nadal widziałem bardzo słabo, lecz bardzo, bardzo mocno dało się odczuć dawny klimat tego miejsca.

Po paru minutach chłopiec zmienił się w stuprocentowego blondyna ( biała skóra, oraz białe włosy). Zacząłem z rozmawiać o jakimś niemiłym , spowodowanym przez niego incydencie, który stał się przedmiotem naszego sporu. Koleś był dość mocno pyskaty, lecz szybko udało nam się wyjaśnić sprawę. Widać było prawdziwą skruchę w słowach, oraz zachowaniu blondynka (dostałem nawet przeprosiny ze strony jego osoby). Na koniec malec objęty przez moje ramię zasnął.

Następnego dnia odczuwałem bardzo silny spokój i harmonię. No może do momentu jak dowiedziałem się, że zostałem wyrzucony z pracy, lecz nawet wtedy o dziwo jakoś specjalnie się nie załamałem.


Otwórz osobno: Ja, wujek
Tylko autora: Marcin Michalik

2017-12-21

Żona dozorcy wręcza Solaris

Wojciech Jóźwiak

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ gubienie/znajdowanie — o gubieniu i znajdowaniu przedmiotów i osób
Ξ kobieta — o kobietach, których kobiecość jest eksponowana lub szczególna
Ξ księga — o książkach, księgach, napisach, literach, czytaniu i przekazach
Ξ ogień — o ogniu, ogniskach, paleniu, płomieniach i pożarach
Ξ wnętrze — o wnętrzach domów i mieszkaniach, jeśli dziwne, niezwykłe, tajemniczne

Z jakąś sprawą-interesem przyszedłem do dozorcy domu. Ale nie domu, w którym (w śnie) mieszkałem, tylko domu-bloku obok. Bo wyjaśniam mu, że „ja nie mieszkam tu, tylko w bloku obok.” Coś robiłem – smażyłem, gotowałem – na kuchni gazowej, która stała przed jego domem (blokiem), pod gołym niebem. Ludzie schodzili z pięter, kręcili się przed blokiem, wracali, odchodzili – niektórzy z nich byli mi w śnie znajomi lub należeli do tego samego „dziania się”, co ja. Ja wcześniej też schodziłem z górnego piętra po schodach i pamiętam, że zdziwiło mnie, że ta klatka taka ciasna, a to dlatego, że barierki są niepotrzebnie pogięte, zajmują za dużo miejsca, jakby stanowiły jakąś artystyczną instalację. Dozorca nadzorował tamtą kuchenkę, bo wielu z niej korzystało. Uświadomiłem sobie, że sprawa, z którą przyszedłem do niego, wymaga pójścia do jego mieszkania. Więc wszedłem do budynku i dalej w głąb. Była tam żona dozorcy, kobieta około 32 lat. Wiedziałem, że ma dwoje dzieci. Miała długie ciemne włosy. Było tak, jakbym przynajmniej już raz tam – u niej lub u nich, u „dozorcostwa” – był, bo przyszedłem tak, jakbym był umówiony. Miałem dostać lub odebrać książkę. Jakieś słowa z nią wymieniałem; gdzieś niedaleko był jej mąż czyli tamten dozorca. Stałem przed półkami z książkami i krążyłem wzrokiem, gdzie jest ta mi potrzebna. Szukałem „Solaris” Lema.

Dwie rzeczy zadziały się jednocześnie. Żona dozorcy wyszła (lub znikła) i zaraz pojawiła się, i położyła przede mną na stole książkę. „Ale to nie jest Solaris?” – upewniłem się. „Bo to jest książka dla dzieci”. Książka była dużego formatu, miała lakierowaną okładkę i kolorowe obrazki na okładce i w środku, i była raczej cienka, wyglądała na książkę dla dzieci. Żona dozorcy odpowiedziała: „To jest Solaris, tylko trochę skrócona”. Była w tym też sugestia, że ta książka jest tak samo dobrą „Solaris” jak ta, której ja się spodziewałem. Kiedy to się działo, jednocześnie wtargnął pewien mężczyzna z zewnątrz – był to mój znajomy, nawet przypominał jednego z realnych znajomych, przemknął za moimi plecami, wskoczył na tapczan, który stał obok półek z książkami, szybko wyciągnął jedną z książek (ale nie wiem, czy to faktycznie była „Solaris” Lema) i natrętnym ruchem mi ją wręczył. – Dając do zrozumienia, że on jeden wie, że to właśnie tej książki ja szukałem.


Komentarz. Dozorca i jego żona tworzą razem postać w rodzaju „wyższego ja”, podzieloną na dwie płci, coś jak u bóstw tantryczno-tybetańskich. On opiekuje się zewnętrzem, tzn. zewnętrzem domu i ogniem do przyrządzania jedzenia, który jest na zewnątrz. Ona strzeże wnętrza: spotykam ją wewnątrz mieszkania, gdzie rezyduje, i znika w jeszcze głębszej części wnętrza. Jest kobietą w krasie wieku; dwoje dzieci (o których wiem, ale nie pokazują się) podkreśla jej kobiecą pełnię. Przychodzę po książkę, czyli po wiedzę. Dwie sceny dostania książki, które dzieją się jednocześnie, przedstawiają dwie drogi do wiedzy. Obie te drogi są jakoś wadliwe, ułomne. Kobieta, do której czuję podskórne zaufanie, daje mi uproszczoną wersję, „preparat dla dzieci”. Druga droga (do wiedzy) polega na tym, że ktoś inny gwałtownie wynajduje książkę i za mnie decyduje, że to jest ta mi potrzebna. W obu przypadkach ktoś drugi za mnie podejmuje decyzję. Różnica jest taka, że na „drodze czarnowłosej kobiety” dostaję przekaz chociaż uproszczony, więc zniekształcony, to z ładnymi obrazkami, estetycznie podany. Na drodze „szalonego znalazcy” dostaje coś, o czym nic nie wiem i muszę to zaakceptować w ciemno. Przypomnę, że powieść „Solaris” Stanisława Lema jest o niemożności nawiązania kontaktu z obcą inteligencją.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Żona dozorcy wręcza Solaris
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2017-12-21

Wieża i jazda windą w dół

Alexandramag

Byłam na wysokiej wieży. Wieża była oszklona, z góry rozprzestrzeniał się piękny widok. Przeszklone okna były naokoło wieży.  Było tam sporo ludzi. Wyglądało to jak na lotnisku. Ludzie rozmawiali, coś załatwiali. Ja byłam sama wśród tych ludzi. Postanowiłam zjechać windą na dół. Weszłam do zaniedbanej  windy. Nacisnęłam przycisk. Winda zaczęła poruszać się w dół. Jazda jednak nie była stabilna, mocno się chwiała to jednym bokiem w górę, to w dół. Musiałam stanąć okrakiem, żeby utrzymać równowagę. Trzymając torbę w ręku, miałam wrażenie, że jestem nie tylko w windzie, ale jeszcze na huśtawce. Torba zaczęła poruszać się w wolnej przestrzeni szybu, która była pusta koło platformy windy.

Dotarłam na dół. Wyszłam z windy. Zaczęłam iść wokół widowni, na dole, gdzie siedzieli ludzie, w ustawieniu teatralnym. To był prawdopodobnie stadion sportowy.

Później znalazłam się na jednej z ulic mojego rodzinnego miasta.  Gdziekolwiek spojrzałam,  widziałam kobiety, które przypominały mi wyglądem zmarłą przyjaciółkę. Znalazłam się we wnętrzu budynku domu kultury. Wzdłuż jednego korytarza były trzy punkty, budki, gdzie sprzedawane były lody z niespotykanymi smakami. Zjadłam jedną gałkę. Ktoś mi wskazał, że w innej budce są najlepsze lody, nawet zawierające mak, były  to lody tradycyjnie robione.

Spotkałam córkę przyjaciółki,  która zmarła. Powiedziałam jej o fakcie, że wszystkie kobiety, przypominają mi jej mamę. Ona odpowiedziała mi, że ma tak samo, wszędzie widzi swoją zmarła matkę.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Wieża i jazda windą w dół
Tylko autora: Alexandramag

2017-12-18

Sen o ulicy Spokojnej

Leszek Piliszewski

Ξ tarot — o kartach tarota i wróżeniu nimi

Czy warto zapisywać wszystkie sny, nawet te „bzdurne”? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie, dopiero po przeczytaniu mojej wyśnionej rzeczywistości.

Sen dojrzewa do spełnienia się w fizycznym świecie. Czas dokonuje selekcji, pokazuje, który z tych zapisanych, faktycznie stanowił skierowane do nas przesłanie. Rzadko zdarza się, że sen brutalnie wdziera się w rzeczywistość natychmiast (mój sen: Samowola mojego komputera), w niektórych moich snach, ten okres dojrzewania to często ok. 60 dni (Sen o katastrofie w Szczekocinach), po tym okresie senne puzzle stają się rzeczywistym zdarzeniem lub ich ciągiem. Inne sny muszą dojrzewać do spełnienia się dłużej, nawet dwa, trzy lata. Nie zamierzam wnikać w senne archetypy, szukać w snach wyznaczników do działania na najbliższe dni, a już nie przepadam za sennikowymi interpretacjami. Za to z doświadczenia wiem, że każdy chcący musi samodzielnie wypracować własne techniki współpracy ze swoją podświadomością - operatorem aparatu projekcyjnego naszego wewnętrznego kina. Chyba, że wchodzimy na ścieżkę szamańską, tu już potrzebny jest inny poziom wiedzy, samodzielnie będzie trudno. W opisach moich snów wraz z dołączonym do nich osobistym komentarzem, staram się pokazać, że sny stanowią część nas samych a drogi dotarcia do ich zrozumienia, uczymy się cały czas.

Cóż można wywnioskować z zapisanego przez mnie snu: „na ulicy Spokojnej mieszka jakiś badacz, interesujący się tematami pokrewnymi moim zainteresowaniom”. Czy taki zapis jest wart uwagi? 

Zapis snu sporządzany na bieżąco.

16/17. 03 2015 r.

Programowanie przed snem: co przyniosą najbliższe dni.

Do godz. 1.15- w śnie losowałem karty tarota, z wydrukowanymi w różnej ilości kółkami - symbolami, sen sugerował tarotowe puchary lub monety, rysunek nie był wyraźny. W tym zadaniu współpracowałem z rozmówcą telefonicznym lub internetowym, on zgadywał które kółeczka wypełnię rzadkim, płynnym roztworem mąki. Jednym z grających rozmówców był Tadek (kolega z ławy szkolnej i dawny sąsiad, zmarł w lutym 2017 r.).

Do g. 4.15 – szalony sen-film, z kontrolowanym, a częściowo świadomie sterowanym przeze mnie rozwojem akcji, ze skracaniem przeze mnie akcji zbędnych lub rozbudowywaniem innych scen. Głównym tematem było przygotowywanie gdzieś w Polsce mieszkania do sprzedaży i wyszukiwanie kupców. Nie wiem, czyje to było mieszkanie moje? Córki?

Znalazł się kupiec z okolic Warszawy, z któregoś z miast na wschód od Warszawy (?), może Wołomin, Radzymin, lub Legionowo. Mężczyzna w wieku ok. czterdzieści parę lat, z żoną i dzieckiem kilkuletnim. Kiedy znalazł się kupiec, rozpoczęliśmy pakowanie naszych rzeczy,

Od g.7.30 sen już w scenerii sieradzkiej (tu obecnie mieszkam), Lenka (koleżanka) przekazała mi informację że na ulicy Spokojnej mieszka jakiś badacz, interesujący się tematami pokrewnymi moim zainteresowaniom.

Koniec snu.

Rok później:

W marcu 2016r. zmarła moja Mama, mieszkająca w Krakowie, przy ul. Spokojnej. W kwietniu 2016 r. zamieściliśmy ogłoszenie o sprzedaży tego mieszkania,  a w maju (od snu o maja: mój okres: rok + 2 m-ce), wśród wielu zainteresowanych kupnem, pojawili się przyszli nabywcy. Mężczyzna, jak ów, ze snu, mający żonę i jedno dziecko ( realny nabywca był starszy niż ten ze snu, dziecko też parę lat starsze, czyżby plan do snu tworzony był wcześniej?). To już moje dywagacje, może naciągane, a może nie?

Że Główny Konstruktor ma poczucie humoru, niech poświadczy poniższe wyjaśnienie; cyt. „na ulicy Spokojnej (w Krakowie) mieszka jakiś badacz, interesujący się tematami pokrewnymi moim zainteresowaniom”.

Nabywca okazał się być autorem, publikującym na stronach Taraki.

Dziękuję za uwagę.



Otwórz osobno: Sen o ulicy Spokojnej
Tylko autora: Leszek Piliszewski

2017-12-14

Samowola mojego komputera

Leszek Piliszewski

Ξ bóg — o Bogu, Jezusie, Maryi i innych osobach boskich, o duchach i istotach mitycznych
Ξ pieniądze — o pieniądzach, płaceniu, przelewach i kontach
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ technika — o mechanizmach i technicznych urządzeniach, o ich montażu, naprawianiu i psuciu

Teoria R. Sheldrake'a o polach morficznych (powszechnej bazie informacji) mówi o wszechobecności świadomości w tych polach i obiegu informacji w polach wszystkich wymiarów. Ale mówi o świadomości, reprezentującej istoty żywe. A czy maszyna, komputer ma własną świadomość? Pytam, gdyż mój sen...

Żona wraz z koleżanką, byłą księgową, z lekkim zdenerwowaniem naciskały na mnie, bym niezwłocznie zapłacił nową, nadprogramową kwotę czynszu (faktycznie miałem takie zobowiązanie). Koleżanka snuła czarne wizje konsekwencji niezapłacenia. Jakiś niepokój był w głosie moich rozmówczyń; ja w śnie starałem się je uspokoić zapewnieniami, że zawsze zaplanowane przelewy są dokonywane i nie ma powodu do obaw.

Obudziłem się zaniepokojony. Wielokrotnie ostrzegające mnie sny sprawdzały się, rozbudzony odczułem niepokój o stan konta w banku, a konkretnie o uszczuplenie (okradzenie) konta. Włączyłem komputer. Była godz. 1.50. Co się okazało? Pół godziny wcześniej bo o godz. 1.28, zgodnie z wprowadzonym zleceniem, nadprogramowy przelew został zrealizowany. Kilkanaście dni wcześniej ja sam takie takie zlecenie wprowadziłem i zapomniałem o tym.

Jak to możliwe?

Oto moje dwie hipotezy robocze, może coś, może ktoś , pozwoli mi je wzbogacić lub dodać następną;

1. Komputer (maszyna) – dysponuje własną świadomością, utrzymującą kontakt z polem powszechnej świadomości. Brzmi dziwnie lecz mój tok rozumowania trochę zahacza o przesłania zawarte m.in. w książce dr. Danuty Adamskiej-Rutkowskiej: „Świadomość wielowymiarowa w świetle badań naukowych”.

2. To powszechna świadomość, obecna we we wszystkich wymiarach i przestrzeniach, penetruje wszelkie dostępne jej (a niedostępnych dla niej nie ma) zasoby wszelkich istniejących form w polach energii Wszechświata. Uzyskanymi tą drogą informacjami powiększa swoją bazę.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Samowola mojego komputera
Tylko autora: Leszek Piliszewski

2017-12-11

Moje narodziny

Leszek Piliszewski

Poniższy sen, wraz z opisem wcześniej publikowanego w Tarace o katastrofie w Szczekocinach (16.11.17), ukazał się w n-rze 12/17 Nieznanego Świata

Sen z 4 stycznia 2012 r.

Byłem w ciemnej przestrzeni, naprzeciw mnie znajdowały się cztery postacie. Nie osoby cielesne, lecz istoty jakby utkane z poświaty plazmy. Nie miały nóg, były wyższe i smuklejsze od przeciętnego człowieka. Nie używam określenia „stały” bo one były zawieszone nad... właśnie, to była przestrzeń bez jakiegokolwiek podłoża. Po prostu byliśmy zawieszeni w przestrzeni. Pamiętam, że ja również wyglądałem jak tamte istoty. W przyjaznej atmosferze kończyliśmy wspólną rozmowę, a raczej ustalenia. Wyraźnie zabrzmiały słowa wypowiedziane przez jedną z istot, stanowiące podsumowanie wcześniejszych rozmów a skierowane do mnie:

„Poddałeś pod rozwagę propozycję swoich ziemskich narodzin. Ustaliliśmy wraz z tobą, że tak się stanie. Urodzisz się. Teraz jest rok 1941.”

Koniec snu.
Moja znajomość literatury ezoterycznej niewątpliwie deformuje optykę mego widzenia świata, mając więc tego świadomość, ze szczególną uwagą filtruję każdy przytrafiający mi się przypadek, balansujący na granicy odbioru świata materialnego. Tym bardziej, że o takich scenach jak w moim snie, czytałem w relacjach z regresji hipnotycznych Bruca Moena czyRoberta Monroe a może Michaela Newtona. Z tego powodu sen zapisałem, nie przywiązując doń żadnej wagi.

Niesłusznie. Sen zaczął żyć we mnie, zacząłem mu się podporządkowywać. Dawał o sobie znać wielokrotnie w czasie najbliższych dni, aż zakotwiczył się w moich świadomych myślach tak mocno, że już nie dał o sobie zapomnieć. Sytuacja przerodziła się w obsesję, w natręctwo myśli. Co mogłem zrobić? To nie było normalne. Wewnętrzny przymus nakazał mi zatelefonować do mojej Mamy, z pytaniem o wspomnienia z lat poprzedzających moje narodziny. Oj, dobrze moja ponaddziewięćdziesięcioletnia Mama musiała poszperać w pamięci, by ożywić zagubione w pamięci, bo dawno już nieistotne dla Niej wspomnienia. Udało się.

To, czego dowiedziałem się, było potwierdzeniem, uwiarygodnieniem snu. Proszę zwrócić uwagę na osadzenie zdarzeń w czasie, w powiązaniu z datą z mojego snu.

Oto treść Mamy opowieści:

Mama w roku 1938 lub 1939 r była w okolicy Krakowa na ślubie koleżanki wraz ze swoim narzeczonym. Wśród gości był znajomy rodziny pana młodego, przyjechał na tę uroczystość z Warszawy. Mama nie zwracała na tego pana uwagi i później o nim nie słyszała. Wybuchła II Wojna Światowa, zabrała mamie narzeczonego, rzucając go na szlak walk w Afryce i ślad po nim na wiele lat przepadł. Mama była przekonana że zginął na wojnie. Tymczasem ów mężczyzna obecny na weselu, a dotychczas mieszkający w Warszawie, w latach okupacji pojawił się w Krakowie. Został zatrudniony w firmie, w której pracowała moja przyszła Mama. Zaczęli się spotykać. To był rok 1941. W następnym roku wzięli ślub i dwa lata później, w Krakowie, ja pojawiłem się na tym świecie.


No i jestem i piszę. Ale niesamowita była ta presja, bym poznał chronologię zdarzeń, jej uwiarygodnienie, w związku z tym nasunęło się pytanie: jaki był cel moich narodzin w obecnej ziemskiej formie. Niestety, pomimo takiego pytania, wielokrotnie zadawanego przed medytacją lub snem, nadal oczekuję odpowiedzi.

Komentarzy: 5.
Otwórz osobno, z komentarzami: Moje narodziny
Tylko autora: Leszek Piliszewski

2017-12-04

Trauma

Cytryniarz

Ξ ciąża — o ciąży i rodzeniu dzieci
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ trup — o zwłokach, trupach, zabitych - zwłaszcza anonimowych; o kościach, szkieletach, czaszkach

Witajcie,

zadałem pytanie przed snem, czy bardzo bliska mi osoba miała jakieś przeżycia traumatyczne (przemoc, gwałt). Odpowiedz była zaskakująca, mianowicie przyśniła mi się matka tej osoby podczas porodu: jedno dziecko urodziło się żywe, drugie martwe. Jak traktować ten sen - dosłownie, czy jest to przenośnia, sen zawierający symbole?
Proszę o Pomoc w interpretacji.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Trauma
Tylko autora: Cytryniarz

2017-12-03

Namalowane twarze

Kahuna

Chodziłem ulicami, ludzie, jak to na ulicach. Ich ciała były normalne, cielesne. Twarze były namalowane na płótnach, deskach, ciężko powiedzieć. Wszystkie były czarno-białe, bez wyrazu. Nie dało się odczytać żadnych emocji. Były puste, choć żywe. Przemieszczały się z ciałami, ale same twarze pozostawały nieruchome. Żadnych ruchów ust, brwi, policzków. Kolejna sprawa, to to, że bez względu na odległość z której patrzyłem na te twarze, wciąż wyglądały tak samo. Jakby miały nieskończoną rozdzielczość. Próbowałem się przypatrywać tym twarzom z bardzo bliska, ale wciąż widziałem je tak samo, choć ciała to się oddalały to zbliżały.


Otwórz osobno: Namalowane twarze
Tylko autora: Kahuna

2017-11-30

Drzewa na balkonie

Alexandramag

Ξ defekacja — o oddawaniu moczu i kału, wymiotowaniu, o ubikacjach
Ξ drzewo — o drzewach i lasach; gdy sen dzieje się w lesie
Ξ picie — o piciu, napojach i ich przyrządzaniu

Byłam w gronie znajomych. Od syna dostałam dwie butelki alkoholu. Na jednej z nich był krótki napis – „Ech”. Butelki miały niespotykany kształt, były bardzo dziwne. Później idąc ulicą zobaczyłam na balkonie budujący się dom kultury. Na tym samym balkonie był y przepiękne drzewa, z niespotykanie pięknym kwiatostanie. Postanowiłam wejść na ten  balkon, i porobić zdjęcia, o ile ochrona budynku mnie wpuści. Ten zamiar zrealizowałam. Na balkonie siedział mężczyzna w fotelu. Zezwolił mi na zrobienie zdjęć. Zrobiłam kilka ujęć zdjęciowych tych drzew, wzdłuż i w poprzek. Jedno z drzew było z czerwonymi kwiatami, inne z różowymi. Dom kultury się rozbudowywał także na tym balkonie. Szukałam miejsca, gdzie mogę wyrzucić  śmieci. Mężczyzna powiedział, że inna kobieta spakowała już śmieci. Później szukałam toalety, żeby oddać mocz. Zobaczyłam grupkę studentów uczących się. Wskazali mi toaletę. Oddałam mocz w tej toalecie. Wróciłam do pierwszego pomieszczenia, z początku snu. Wiedziałam, że muszę wypić alkohol z bliskimi, żeby uczcić spotkanie. Później okazało się, że stoję na skraju autostrady. Ona była lekko oblodzona. Miałam zamiar przejść przez autostradę pomimo jadących pojazdów. Przeszłam już przez jeden z pasów drogi. Droga była trzypasmowa. Miałam zamiar przejść przez drugi pas, oczywiście patrząc, czy nie nadjeżdża jakiś pojazd.


Otwórz osobno: Drzewa na balkonie
Tylko autora: Alexandramag


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)