Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

Szybki przegląd snów



2018-07-04

Na samolocie podróż, nie „w”

Wojciech Jóźwiak

Ξ kosmos — o przebywaniu w kosmosie, na innej planecie lub w przyszłości, podróż tam, alternatywne światy, kosmici
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ przewodnik — gdy śni się postać kogoś, kto prowadzi innych lub pojazd z pasażerami
Ξ samolot — o samolotach, lotnikach, lataniu samolotem i kierowaniu samolotem
Ξ światło — gdy śni się światło, jasność, przedmioty i widoki są rozświetlone, wysyłają światło

Leciałem samolotem, ale nie „w”, nie wewnątrz pojazdu, tylko „na”. Tzn. siedziałem, wraz z paroma innymi osobami i pilotem (albo przewodnikiem) na wierzchu tego pojazdu. Ten latający obiekt nazywam samolotem, ale jednocześnie przypominał balon: miał jakby nadmuchiwaną, elastyczną powłokę. Siedziało się w zagłębieniach tej powłoki, tzn. siedziska lub fotele, czy cokolwiek tam służyło do siedzenia, były zagłębione w tej elastycznej powłoce, robiącej wrażenie czegoś nadmuchiwanego. Nie zauważyłem, żebym miał jakieś osłony, ale też nie zauważyłem, żeby wiatr przeszkadzał. Z góry przyglądałem się miastu, które było w dole, ale nie całkiem w dole, tylko trochę w bok – kilometr lub więcej od osi samolotu. Co jest zrozumiałe, bo mogłem patrzeć tylko ponad grzbietem tego pojazdu, a nie prosto w dół. Najpierw patrzyłem na lewą stronę pojazdu i widziałem rozległe osiedla, raczej niskich, ale szerokich domów, krytych dachami (jeśli to były dachy) ze szkła, które na różne sposoby iskrzyły się od odbijanego światła, bo lot był w środku dnia przy bardzo jasnej słonecznej pogodzie. Poruszenie wśród współpasażerów kazało mi przenieść wzrok na prawą stronę i tam zacząłem poznawać znajome budynki w tamtym mieście. (Lecieliśmy nisko, na wysokości mniej więcej 200 metrów.) Tzn. tamte budynki wydawały mi się znajome, bo naprawdę tamto miasto żadnego nie przypominało. Raczej jakąś futurystyczną makietę z filmu SF.

Tyle snu, prócz tego chodzą jakieś skojarzenia, jakby z innymi snami. Sen gdy go spisałem brzmi bardzo rzeczowo. Naprawdę w tym śnie miałem dwa walczące ze sobą wrażenia: że to wszystko, w czym jestem, jest jakieś bez sensu i tego, co widzę, nie powinno po prostu być – nie tak wyglądają samoloty i tak się nimi nie lata; także światło dnia było zbyt silne: nie ma aż tak oślepiająco jasnej pogody; również to miasto w dole, szczególnie jego lewa strona, wydawały mi się obce, sztuczne i nie z tego świata. Drugie odczucie było takie, że muszę to, co tam jest i w czym jestem, przyjąć, zaakceptować – bo po prostu tak jest.

Ani początku lotu, ani ewentualnego wylądowania nie zarejestrowałem. (Jak w filmie „Incepcja”: tam o tym zjawisku mówili.)


Otwórz osobno: Na samolocie podróż, nie „w”
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2018-07-01

Lot na North Cup

Alexandramag

Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ pieniądze — o pieniądzach, płaceniu, przelewach i kontach
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ samolot — o samolotach, lotnikach, lataniu samolotem i kierowaniu samolotem

Byłam na wczasach. Koleżanka A. podeszła do mnie i powiedziała, że jeden z panów organizuje lot na North Cup.” - Jak będziesz chciała, to możesz opłacić ten lot i też polecisz ze mną. Lot jednak jest nielegalny.” Poszła pod górkę zapłacić temu pilotowi za lot. Uprzedziła mnie, że mnie ten lot będzie kosztował więcej, bo to jest jej znajomy. W portfelu miałam 500 dolarów. Ona prawdopodobnie zapłaciła 200 dolarów. Nie powiedziała mi, ile dała pieniędzy za lot. Udałyśmy się na miejsce zbiórki odlotu autobusem. Było kila autobusów transportujących ludzi. Jechały tam przeważnie kobiety. Koleżanka zniknęła mi. Prawdopodobnie była już w samolocie. Musiałam zapłacić przewoźnikowi pieniądze. Wyciągnęłam z portfela 250 dolarów. Było to w trakcie marszu, ruchu. Wycofałam lekko jeden banknot 50 dolarowy. On też mi oddał jeszcze 100 dolarów. Wiedziałam, że on nawet nie liczy tych pieniędzy. Kątem oka spojrzałam do portfela i zobaczyłam, że jeszcze kilka banknotów mi zostało. On gotowy był do odlotu. Były dwa samoloty naszykowane do wylotu, o dziwnych kształtach. Nie wyglądało na to, że podróż będzie bezpieczna. Dostałam się do tego samego samolotu, w którym była koleżanka. W samolocie były dziwne podwieszone elementy, wiszące sznurki, zupełnie jak w balonie. Ucieszyłam się, że będę podróżowała, nawet na stojąco. Oderwaliśmy się od ziemi. Koleżanka powiedziała, że to lot na North Cup. Po locie znalazłyśmy się przed mostem. Wyszedł mały chłopczyk, może 4-5 letni, który miał być naszym przewodnikiem.

Komentarzy: 6.
Otwórz osobno, z komentarzami: Lot na North Cup
Tylko autora: Alexandramag

2018-07-01

Zawiła droga do kina

Alexandramag

Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ impreza — o imprezach towarzyskich, artystycznych, festiwalach, zjazdach, fiestach, balangach
Ξ kupowanie — o kupowaniu, sklepach, targach
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach

Kupiłam bilet do kina. Do seansu pozostało mi 40 minut. Wyszłam stamtąd udając się do najbliższych sklepów. Zaczęłam się poruszać po asfalcie siedząc na czarnym filcu, przesuwając ten filc pod sobą. Inni ludzie także poruszali się w ten sposób skręcając w lewo. Była cała kolejka ludzi poruszających się w ten niezwykły sposób. Później weszłam do tramwaju. Była tam para – kobieta i mężczyzna przede mną jedna osoba, druga za mną, z Turcji. Kontrolerka zaczęła sprawdzać nie bilety, tylko dokumenty. Podeszła do nich i szczegółowo oglądała ich paszporty. Ja czekałam, że mnie także będzie kontrolować, szczególnie dokumenty samochodu. Mnie jednak nie chciała kontrolować. Wyszłam z tramwaju, szukając dokumentów w torebce. Nie mogłam ich znaleźć. Weszłam do zakładu fotograficznego mojego znajomego. Przeniósł moją torebkę do drugiego pomieszczenia. Miałam tam chwilę pobyć. Okazało się, że jest już po godzinie 16ej i seans się rozpoczął. Znajomy zapalił światło. W drzwiach były półprzezroczyste szyby. Wyjrzał przez drzwi i powiedział, że idzie jego znajomy z wózkiem dziecięcym. Postanowiłam wyjść. Idąc z powrotem do kina trafiłam na olbrzymi plac zabaw, gdzie bawiło się dużo dzieci. Było tam mnóstwo dmuchanych kolorowych zabawek. Weszłam przez przypadek na dół jednej z nadmuchanych zabawek. Nie było tam dna tylko, błotniste, nieuklepane podłoże. Stamtąd szybko udało mi się wyjść. Moje spóźnienie na seans było spore, ale chciałam szybko się znaleźć w kinie.


Otwórz osobno: Zawiła droga do kina
Tylko autora: Alexandramag

2018-06-19

Nocny pociąg

Wojciech Jóźwiak

Ξ ciemność — gdy śni się ciemność, gdy sen dzieje się w ciemności i jest to ważne
Ξ niższy — o ludzich niższych/niskich rangą: bezdomny, żebrak, pijak, więzień itp.
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki
Ξ pociąg — o pociągach i tramwajach, jeździe nimi, o dworcach kolejowych
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ przejście — o przejściu na drugą stronę
Ξ przewodnik — gdy śni się postać kogoś, kto prowadzi innych lub pojazd z pasażerami

Jadę nocnym pociągiem. (Po śnie uświadomiłem sobie, że nic nie było widać w oknach.) Ale brakuje wolnych miejsc. Konduktorka każe mi przejść do przodu, że wolne miejsca są dopiero w pierwszym wagonie. Przechodzę przez wagonowe korytarze. Przechodzę przez łącznik między aktualnym wagonem, a następnym w kierunku jazdy, czyli tym pierwszym. Łącznik jest nieoświetlony, ciemny, dłuższy niż to bywa normalnie, wygląda jak tunel: jakbym zstępował tunelem do podziemia. Na podłodze przesuwają się ruchome płyty, łączące wagony. Zaglądam do tego pierwszego wagonu. Faktycznie, widzę wiele wolnych miejsc do siedzenia, co zachęca. Ale pasażerowie nie wyglądają zachęcająco. Siedzą tam lub stoją opierając się o coś, sami mężczyźni, ewidentnie należący do jakiejś sub-klasy, wyglądają jak Cyganie lub muzułmanie, śniadzi, niechlujnie ubrani. Cały ten pustawy wagon jest taki, że najlepiej określa go słowo: niechlujny. Zwraca uwagę grupa „wyrostków”, chłopców lat około czternaście, którzy siedząc na ławkach lub krzesłach, biją się. Robią to z jakąś mechaniczną zawziętością, raczej jest to jakaś „gra w bijanego” niż prawdziwa walka. Innym pasażerom to nie przeszkadza, zresztą atmosfera jest naładowana agresją, czuję to, jakbym wszedł do baru w podejrzanej dzielnicy. Wagon nie ma przedziałów i jest znacznie szerszy niż te realne, właściwie jest to duża sala i bardziej wygląda na wnętrze baru. Podłoga jest zarzucona torfem, właściwie ściółką, jak w oborze. W głębi, które w barze było zapleczem lub kuchnią, siedzą kierowcy. Bałagan za ich plecami zupełnie im nie przeszkadza. Wychodzę stamtąd, ale zauważam, że miałem jakieś rzeczy, bagaże ze sobą:wracam, ale niczego nie znajduję, pytam, nikt nic nie wie.

Komentarzy: 10.
Otwórz osobno, z komentarzami: Nocny pociąg
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2018-06-19

Podziemia z cegieł i transowy taniec

Kahuna

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ impreza — o imprezach towarzyskich, artystycznych, festiwalach, zjazdach, fiestach, balangach
Ξ podziemie — o podziemiach, piwnicach, lochach, jaskiniach i wchodzeniu do nich; o ciemnych miejscach, o schodzeniu w dół
Ξ światło — gdy śni się światło, jasność, przedmioty i widoki są rozświetlone, wysyłają światło
Ξ taniec — gdy w śnie tańczą

Dotarłem do starego, ale pięknie odrestaurowanego budynku z cegieł. Przy wejściu była recepcja, mogli tam wchodzić tylko "swoi" lub obcy, ale wprowadzani przez "swoich". Wszedłem do środka, wprowadzony we śnie, przez kolegę z pracy. Po prawej stronie ogromnej i wysokiej sali były schody którymi właśnie schodziło się w dół. Wysokość to mniej więcej cztery piętra. Od środka, wszystkie ściany były z odnowionej cegły. Czyste, równe, symetryczne. Idealne. Kolega wraz z kimś z obsługi pokazywał pozostałe miejsca w środku budynku. Ta ogromna sala służyła do tańczenia. Po przekroczeniu pewnej linii wpadało się w swego rodzaju trans. To działo się samoczynnie. Kolega zademontstrował i faktycznie. Zaczął tańczyć w hipnotycznym transie. Poszedłem wtedy, już sam, zwiedzić resztę tego "klubu". Była sala nauki baletu dla dzieci, można było to obserwować przez ogromne szyby. Dorośli w pewnej chwili też zaczęli tańczyć. Coś było tam, na dole takiego, że taniec wywoływał trans. Doszedłem do miejsca, gdzie można było zejść głębiej. Tam też wszystko było ceglaste, odnowione i bardzo głębokie. Sto a może i więcej pięter podziemnego budynku. Wydaje mi się, że albo sam wiedziałem, że tam jeszcze nie teraz, albo ktoś mnie powstrzymał, że jeszcze nie pora na mnie tam schodzić. Bardzo bardzo pozytywny sen. Czysty i jasny. To też ważne. W tych podziemiach nie było źródła światła. Wszystko było jasne, biło wręcz blaskiem. Nie oślepiało, ale nie było źródła tego blasku. 


Otwórz osobno: Podziemia z cegieł i transowy taniec
Tylko autora: Kahuna

2018-06-11

Zacząć od nowa

Helka

Dwie kolejne noce, dwa sny.
Sen pierwszy.
Jestem w ciąży. To dopiero początek.  Zalewa mnie fala miłości do nienarodzonego jeszcze istnienia. Dosłownie czuję fizycznie, jak miłość ogarnia całe moje ciało i umysł. Odczuwam, że tym razem wszystko będzie dobrze, że tym razem urodzę zdrowe dziecko.

Sen drugi.
Spotykam M - moją pierwszą miłość. Jest starszy i zmęczony życiem. Jakaś kobieta go zostawia. Ja również jestem sama/samotna. Jesteśmy zaproszeni na jakieś wesele. Pada propozycja byśmy tam poszli razem, zgadzam się. Pytam: czemu wtedy, w młodości nam nie wyszło? Błysk, zrozumienie -  zalewa nas fala miłości. Znów czuję ją w ciele i umyśle. Wtulam się w jego tors z całej siły, on głaszcze mnie po głowie. Znaleźliśmy się ponownie i tym razem wiem, że się uda.

Oba sny identyczne w schemacie i oba bardzo zmysłowe (nie w sensie erotycznym). To poczucie miłości, bliskości i pewności, że teraz się uda, wibrowało w każdej komórce ciała.


Komentarzy: 3.
Otwórz osobno, z komentarzami: Zacząć od nowa
Tylko autora: Helka

2018-05-31

Automatyczna kasa

Wojciech Jóźwiak

Ξ gubienie/znajdowanie — o gubieniu i znajdowaniu przedmiotów i osób
Ξ kupowanie — o kupowaniu, sklepach, targach
Ξ przejście — o przejściu na drugą stronę

To było na lotnisku. Żeby dostać się do samolotu, musiałem jeszcze przejść przez jakąś bramkę i tam coś opłacić. Ludzie stali w kolejkach. Na szczęście ostatnia w rzędzie bramka była automatyczna i przed nią nie było kolejki. Co miałem tam zrobić: trzy czynności. Postawić moje rzeczy na przesuwającej się taśmie na ladzie na wysokości mniej więcej metr dwadzieścia, przeciągnąć je przed czytnikiem i zapłacić kartą. Wszystko zaczęło mi się mieszać, lepiej powiedzieć: kićkać. Nie wiedziałem, co mam położyć na taśmie. Ani gdzie jest czytnik. Wydało mi się też, że wolę zapłacić gotówką, monetami, a nie kartą, której nie mogłem znaleźć albo myliła mi się, mieszała z innymi kartami, dowodem, prawem jazdy itp. Wyciągałem jakieś przedmioty z kieszeni, przy okazji wypadały mi jakieś pogniecione papiery, śmieci. Ta kasa już nie była pusta, bo za mną ustawiali się pasażerowie w coraz dłuższej kolejce i czułem za sobą ich pośpiech i wkurzenie. Samolot zaraz odleci. Nagle okazało się, że ta kasa nie była automatyczna, tylko obsługiwała ja kobieta w średnim wieku, taka z tych typowych, które siedzą za kasami. Ponagliła mnie, żebym szybciej przechodził i opłacił swoje rzeczy. (Czy chodziło o cło? Ale o tym w śnie nie było wzmianki.) Ja podałem moje trzy rzeczy. Były to: jakiś kulisty przedmiot, jakby zabawka (niebieski?). Drugi: jakiś przedmiot z paciorków na sznurkach (brązowych?), które razem tworzyły coś w rodzaju koszyka. Trzeciego nie opiszę, jakiś rupieć z tkaniny i metalowych zaczepów. Kobieta za kasą uprzejmie zauważyła, że dwa pierwsze przedmioty pokazuję niepotrzebnie, bo opłaciłem je już kiedy je kupowałem. Trzeci tak, ale żeby było szybciej i prościej, to niech kartę przyłożę nie do czytnika, tylko bezpośrednio do metalowej części tego przedmiotu. I to zrobiłem.

Po zapisaniu ten sen zupełnie się rozpada, traci sens. A zaraz po tym, jak mi się przypomniał, wydawał się pełen głębokiego wglądu.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Automatyczna kasa
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2018-05-29

Cmentarny sen: bal na cmentarzu

Jarosław Koziński

Ξ bóg — o Bogu, Jezusie, Maryi i innych osobach boskich, o duchach i istotach mitycznych
Ξ cmentarz — o cmentarzach, grobach, pogrzebach
Ξ uroczystość — o uroczystościach, świętach, festynach, ślubach i zgromadzeniach rodzinnych lub publicznych, o warsztatach
Ξ zmarły — o zmarłych ważnych osobach; gdy wiadomo, kto to jest

Był jakiś 2011 rok, listopad. Brałem udział w terapii psychodynamicznej, prowadzonej przez starszą o jakieś 3 lata terapeutkę. Na cmentarzu było popołudnie. Był bal. Widziałem doskonale poprzebierane postacie w odświętne strony balowe. Muzyka iście barokowa. Nagle zaczęła zbliżać się północ. Jakaś postać, świetlista Pani z latarnią w ręku wyszła od strony grobu mego pradziadka mówiąc do mnie "Jarku, już pora, czas iść, zbliża się północ". Staliśmy tak na głównej alejce, gdy zaczęły się wycia, zaczęły strzelać łańcuchy, groby zaczynały się trząść, a nad cmentarną bramą zaczęła się opuszczać metalowa nabita pikami u góry i w dole krata. W ostatniej chwili zdążyłem. Gdy byłem w jakiejś odległości od cmentarza, usłyszałem męski głoś" "Jarek, wracaj, Jarek, wracaj". W interpretacji której po pewnych czasie do mnie dotarła - ta świetlista postać to Anima - (JUNG się kłania), zaś głos męski, to Jarosław I - ja jestem z 1982 roku, siostra z 1975 roku, zaś Jarosław I był chłopczykiem zmarłym rodzicom w trzy dni po porodzie. Na jego cześć dostałem imię. Miał poważną wadę letalną. No i ta lampka - wisiała nad łóżkiem moim i siostry w dzieciństwie.


Otwórz osobno: Cmentarny sen: bal na cmentarzu
Tylko autora: Jarosław Koziński

2018-05-28

Dziecięce Święto Zmarłych

Jarosław Koziński

Ξ cmentarz — o cmentarzach, grobach, pogrzebach
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ uroczystość — o uroczystościach, świętach, festynach, ślubach i zgromadzeniach rodzinnych lub publicznych, o warsztatach

Jestem rocznik 1982. Nie pamiętam dokładnie, od kiedy to Rodzice zabierali mnie na cmentarze na Wszystkich Świętych. Pierwsze wspomnienia to mnogość chryzantem na parkingach otaczających cmentarze. I lampki, zupełnie inne niż te, które można dziś kupić. Sen pojawił się zupełnie znienacka. Tata wziął mnie jako dziecko na barana do parafii i cmentarza z którego pochodził. Był jakiś 1985 rok. Weszliśmy na cmentarz, było jeszcze wtedy pełno grobów ziemnych, aktualnie zlikwidowane pod nowe groby. Święto we śnie wyglądało następująco: żałobnicy odkopywali trumny, i otwierali je, modląc się w ten sposób, przy widocznych zwłokach. Atmosfera snu jednak nie była okropna, była spokojna, pełna wiary, skupienia. Sen mnie nie przeraził. Ale bardzo mnie zastanowił.


Otwórz osobno: Dziecięce Święto Zmarłych
Tylko autora: Jarosław Koziński

2018-05-07

Cmentarz i wypadek

Alexandramag

Ξ cmentarz — o cmentarzach, grobach, pogrzebach
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ ubranie — o szczególnych strojach i częściach garderoby, o butach
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora
Ξ zmarły — o zmarłych ważnych osobach; gdy wiadomo, kto to jest

Pojechałam do rodzinnego miasta.  Weszłam do małego pomieszczenia, gdzie wszystkie meble były białe. Dowiedziałam się, że mój znajomy profesor umarł. Zapaliłam mu znicz. Znicz umieściłam na białej półce. Powiedziałam do siebie – Trzeba kochać ludzi tak szybko odchodzą. Później zobaczyłam zdjęcie grobów na cmentarzu. Zdjęcie przedstawiało groby, pełne żółtych i czerwonych kwiatów, bardzo kolorowe. Wszystkie ścieżki i chodniki na cmentarzu zalane były wodą. Pytam we śnie jakie to miasto. Dostaję odpowiedź, że to Ciechocinek. Ktoś mi opowiada, że była tam taka ulewa, że zalała cały cmentarz.  Nie można było przejść przez alejki. Znalazłam się na tym cmentarzu. Nie było tam już wody. Wyszłam z cmentarza i doszłam do kobiet sprzedających znicze. Ściągnęłam bluzkę. Zaczęłam zakładać nową. Leżała już tam mała sterta moich bluzek, w kolorach pastelowych, niektóre białe,  ściągałam je  po wyjściu z cmentarzu. Wiedziałam, że na cmentarzu sprzątałam, zdążyłam się spocić  i muszę założyć następną bluzkę. Wzięłam wszystkie te bluzki i powiedziałam sobie, że muszę wszystkie uprać.

Później znalazłam się w dużym mieście, była to Łódź. Jechałam  lewym pasem drogi trzypasmowej, na wiadukcie. Uczestniczyłam w wypadku. Ktoś we mnie wjechał. Wypełniałam dokumenty ubezpieczeniowe. Byłam w pomieszczeniu. Znalazła się tam też dawna znajoma. Oparta była o kant  stołu. Był tam też młody mężczyzna. Przesunął się w jej kierunku i delikatnie uderzył w jej biodro. Stwierdziła, że musi też ubiegać się o ubezpieczenie. Ja mówię do niej, że mój wypadek był poważniejszy. Ona też wypełniła te dokumenty. Nie uważałam we śnie, że jest to sprawiedliwe.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Cmentarz i wypadek
Tylko autora: Alexandramag

2018-05-03

O prastarej puszczy przy końcu świata

Autorów Wielu Lub Nieokreślony

Witam wszystkich Tarakowiczów! Znam Tarakę od wielu lat, często korzystam z zamieszczonych przez pana Wojciecha opisów kart tarota i interpretacji heksagramów, ale poza AstroAkademią nie brałem udziału w tutejszych dyskusjach i nic nie publikowałem. Dopiero niedawno odkryłem Zawijawę i myślę, że to bardzo ciekawa koncepcja. 


Sen, który Wam opowiem, miał swój początek na przyleśnej polanie, gdzie znalazłem się wraz z rodziną, a może z grupą przyjaciół. Bujna zieleń, ciepłe powietrze i nasze pogodne nastroje wskazywały na wiosenny lub letni spacer albo piknik. Pamiętam, że bawiliśmy się w jakiś rodzaj dziwnej i naiwnej, dziecięcej gry. W powietrzu fruwały kolorowe piłki, bańki mydlane, a my skakaliśmy, tańczyliśmy i niczym bohaterowie „Piotrusia Pana” uczyliśmy się latać. Nie potrafię bliżej określić jak długo trwała ta sielanka. Pamiętam tylko, że minęła wraz z nadejściem ciemnych chmur, złowieszczego wiatru i dojmującego poczucia grozy.  


Moi towarzysze postanowili wrócić do domu, zanim nad polanę nadciągnie powodujące nasz strach, bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo. Ruszyliśmy więc grupą wzdłuż lasu, lecz ja w pewnym momencie z nieznanych mi do końca przyczyn, odłączyłem się od reszty. Być może wiodła mną ciekawość, a może z jakiegoś powodu straciłem zaufanie i poczucie przynależności do grupy, z którą jeszcze chwilę temu tak miło spędzałem czas. Cokolwiek mną kierowało, sprawiło, że wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą w głąb lasu i po chwili marszu oddaliłem się od polany na tyle, że przestałem dostrzegać bijące z jej strony światło, które wcześniej oświetlało mi drogę.


Drzewa początkowo niskie, wąskie i młode ustąpiły miejsca drzewom potężnym i starym. Las przypominający typowy las miejski, zamienił się w ciemną i gęstą puszczę, w której jedynym źródłem światła były jego cienkie smugi przebijające się tu i ówdzie przez kopułę zbudowaną z koron drzew. Ponownie zaczęło narastać we mnie poczucie zagrożenia, które osiągnęło swój zenit, gdy usłyszałem trzask łamanych gałęzi i ujrzałem zbliżające się z oddali czarne sylwetki wilków.


Zacząłem biec i gdy nadciągająca z prawa i z lewa wataha była na kilka metrów ode mnie, spróbowałem wzbić się w powietrze. Moje początkowe próby lotu wyglądały bardzo marnie i bezradnie. Kilka razy wzniosłem się na wysokość najwyżej dwóch metrów, by po chwili opaść na ziemię. Wilki szarpały mnie za nogawki i koszulkę oraz gryzły po kostkach i łokciach, a w krótkich chwilach lotu zahaczałem o gałęzie drzew, które raniły mi twarz, ręce i nogi. Myślałem, że to już koniec, ale pomimo braku nadziei zdecydowałem się odbić raz jeszcze i tym razem mi się udało. Wzniosłem się ponad korony drzew i po chwili leciałem zupełnie swobodnie nad rozciągającą się po sam horyzont puszczą.


Niebo znów było bezchmurne, słońce grzało mnie w plecy, towarzyszyło mi uczucie szczęścia i wolności, lecz puszcza zdawała się nie mieć końca, więc zdecydowałem się wylądować na leżącej w oddali leśnej łące. Lądując dostrzegłem znajdujący się w jej centrum ogromny stary dąb i po chwili stałem już naprzeciwko niego i opartej o jego pień kobiecej postaci. Osobą opartą o drzewo okazała się być moja obecna współlokatorka, Francuzka o fizjonomii zbliżonej do neolitycznych przedstawień Bogini Matki. Anne, bo tak ma na imię, nic nie powiedziała, tylko pomachała mi ręką na przywitanie. Przez chwilę staliśmy tak naprzeciwko siebie, jakby nie wiedząc, co dalej robić. Chwilę naszej niepewności przerwał wiatr, chmury, które ponownie przesłoniły słońce i przyniosły ze sobą jeszcze silniejsze niż poprzednio poczucie zbliżającego się wielkiego niebezpieczeństwa.


Ja i Anne wspięliśmy się szybko na ów ogromny, stary dąb i usiedliśmy na jego przeciwnych gałęziach. Drzewo to było na tyle wysokie, że z pozycji, w której się znajdowaliśmy widzieliśmy rozległą panoramę puszczy, a na jej horyzoncie otaczające ją pierścieniem czarne sylwetki gór i jak okazało się za chwilę - wulkanów. Powietrze zrobiło się gęste i duszne, chmury stawały się coraz ciemniejsze, a moje poczucie zagrożenia osiągnęło wymiar apokaliptyczny. Czułem, że zbliża się koniec świata i chyba na potwierdzenie moich obaw zatrzęsła się ziemia, a wspomniane góry na horyzoncie zaczęły wybuchać. Jakby tego było mało, dym wydostający się z wulkanów uformował na niebie kształt czarnego jak ołów okręgu, z którego po chwili, niczym z między-wymiarowego portalu, wynurzyła się i zstąpiła na ziemie wiejąca grozą postać olbrzyma, przypominająca czarny charakter z baśni „o Jasiu i magicznej fasoli”. Sen zakończył się obrazem drzew wyrywanych przez wielkoluda.


Był to jeden z bardziej barwnych snów, jakie miałem w życiu, ale pozostawił mnie z poczuciem małości, słabości i bezradności. Po obudzeniu długo myślałem o tym śnie i zastanawiałem się jak wyglądałby jego dalszy ciąg. Ucieknę, znowu odlecę, a może tym razem stanę do walki? Jak poradzić sobie w obliczu tak wielkiego zagrożenia?



Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: O prastarej puszczy przy końcu świata
Tylko autora: Autorów Wielu Lub Nieokreślony

2018-04-28

Wdychałam kokainę i młode towarzystwo

Alexandramag

Byłam w ciasnym pomieszczeniu. Z lewej strony stała szafa. W pokoiku była młoda kobieta. Powiedziała do mnie, że nie wytrzymywałaby pracy, którą wykonuje, gdyby nie narkotyzowała się.  Pokazała mi na małej łyżeczce od herbaty kokainę. Powiedziała, że ona to codziennie wdycha. Ja powiedziałam, że nigdy nie miałam do czynienia z narkotykami, ale mogę spróbować. Wzięłam tą łyżeczkę i wciągnęłam w nozdrza biały proszek. Poczułam, że zakręciło mi się w głowie. Świat zaczął mi się podobać. Powiedziałam – acha, w ten sposób  narkotyki działają. Byłam trochę odurzona. Myślenie miałam znacznie ograniczone. Zdawałam sobie sprawę, że myślenie jest gdzieś bardzo daleko. Byłam oszołomiona.

Potem zaczęłam przygotowywać teczki biurowe. Podszedł  do mnie syn. Był w towarzystwie młodych ludzi. Oprócz niego było dwóch młodych mężczyzn i jedna kobieta. Poprosił, żebym przygotowała dla jego żony też kilka teczek, bo jego żona zasługuje na to. Przygotowywaliśmy to razem. Za filarem pojawił się obserwujący wszystko, mój stary znajomy. Stał w krużganku, gdzie dalej było ciemne przejście. Oparł się o filar. Był elegancko ubrany, miał dobrze obcięte włosy. Pomyślałam, że nareszcie zadbał o siebie. Powiedziałam do młodych ludzi, -  chodźcie chłopcy, pomimo tego, że była tam też dziewczyna.  Zaczęliśmy iść w przeciwnym kierunku niż to ciemne przejście.


Otwórz osobno: Wdychałam kokainę i młode towarzystwo
Tylko autora: Alexandramag

2018-04-28

Tor Formuły Jeden

Alexandramag

Weszłam do sklepu. Był to sklep sąsiadki. Sprzedawała konfekcję damską. Wchodzili tam ludzie, żeby obejrzeć odzież wiszącą na wieszakach.

Później udałam się do budynku i weszłam na poziom minus jeden. Okazało się, że za oknem jest tor wyścigowy Formuły 1. Widziałam, przez panoramiczne okna -  tor i kręcące się kolorowe bolidy, przygotowujące się do startu. Ucieszyłam się, że nie będę musiała kupować biletów, żeby obejrzeć to widowisko.  Za oknem pojawił się mały chłopczyk. Podszedł do okna i podał mi żółte plastikowe jajeczko, takie na wodę. Przyjęłam to jajeczko od chłopca. Chłopiec stał znacznie wyżej niż ja.


Otwórz osobno: Tor Formuły Jeden
Tylko autora: Alexandramag

2018-04-25

Kwiaty czakramu serca

Alexandramag

Ξ magia — o magicznych ceremoniach i przemianach
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ roślina — o roślinach (drzewa i lasy: osobny tag), ich uprawie, sianiu lub sadzeniu, zbieraniu plonów

Na lewej ręce wyrosły mi  kwiaty z kamieni  półszlachetnych. Były to kwiaty i liście koloru ciemnozielonego z domieszką koloru różowego. Wiedziałam, że są to kwiaty czakramu serca.

W rzeczywistości mam taką bransoletkę, tylko z okrągłymi kamieniami, dobrze wyszlifowanymi. Prawdopodobnie to rodochrozyt z domieszką rubinu. Wiem, że te kamienie są na poprawę relacji w związkach.

Kwiaty mi wyrosły od dłoni do ramienia, po wewnętrznej stronie ręki.  Były tak piękne, że nie ma takich  w rzeczywistości. Komuś musiałoby zająć  wiele czasu, żeby takie wyszlifować. Martwiłam się, że kwiaty mi pozostaną i nic nie będę mogła z tym zrobić. Zaczęłam szukać lekarstwa. Przyrządziłam płyn,  wodę  z domieszką jakiejś białej mikstury. Zaczęłam polewać tą półprzezroczystą cieczą i smarować drugą ręką kwiaty. Kwiaty po jakimś czasie zaczęły znikać, pozostawiając na ciele małe wypustki pod skórą, w niektórych miejscach. Kilka wystających pozostało mi  na ciele.


Otwórz osobno: Kwiaty czakramu serca
Tylko autora: Alexandramag

2018-04-24

Płaskorzeźby i wzruszenie do łez

Kahuna

Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ podziemie — o podziemiach, piwnicach, lochach, jaskiniach i wchodzeniu do nich; o ciemnych miejscach, o schodzeniu w dół
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach

Przepiękny, emocjonalny sen. Działo się to w moim mieście. Pod budynkiem, po jego wyburzeniu, odkryto ogromne pomieszczenia (jakby mieszkalne/łaźnia) gdzie każdy z elementów wystroju był ozdobiony płaskorzeźbami. Umywalki, ogromne wanny, kolumny i ściany. Wszędzie płaskorzeźby postaci ludzi. Wszedłem tam, wracając do domu i zacząłem płakać. Najbardziej, przy ogromnej umywalce na której były rzeźby. Chodziłem od obiektu do obiektu i wzruszałem się do łez. Byłem szczęśliwy.

Komentarzy: 2.
Otwórz osobno, z komentarzami: Płaskorzeźby i wzruszenie do łez
Tylko autora: Kahuna

2018-04-15

Wieżowiec możliwości i piętra: 5, 6, 7 i 11

Aliv

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ winda — o windach, kolejkach linowych i podobnych urządzeniach
Ξ wspinanie — o wspinaniu się na góry, drzewa, ściany; po drabinie, linie, schodach

(pomijam wstępną fazę tego snu)

Musiałam iść do pracy do widocznego na horyzoncie ogromnego, błyszczącego wieżowca, który składał się z kompleksu trzech wież.

Był to "wieżowiec możliwości" - jakby centrum wszystkiego co się może wydarzyć. Absolutnie wszystko we wszystkich możliwych kombinacjach znajdowało się własnie w tym miejscu, przychodzili tam więc ludzie z życzeniami, prośbami i sprawami do rozwiązania. 

Budynek nie był zbyt zatłoczony, ale znajdowało się tu sporo osób.

Pracę czy spotkanie miałam na 11-stym piętrze, więc pojechałam tam windą. Wszystko było bardzo nowoczesne i oświetlone neonami. Błyszczące podłogi, przestrzenie, było czysto. Pięter było sporo, ale 11-ste było chyba jednym z najwyższych. Jedyne co pamiętam, to to że było tam jasno i przestrzennie; z okna widać było przestrzeń po horyzont. Niepamiętam, jaką miałąm tam pracę do wykonania, chyba jakieś spotkanie - byłam tam jako pracownik uniwersytecki. Nie pamiętam kogo spotkałam i po co. Po wykonanej pracy zjechałam windą na piętro 6 albo 7, gdzie miałam mozliwość po prostu pobyć sobie i zastanowić się, jakie są moje najskrytsze pragnienia; cokolwiek mi przyszło do głowy, zauważałam natychmiast, że przedmioty, meble, ludzie okoliczności, rozmowy naokoło mnie przybierały formę idelaną do spełnienia pragnienia. Asystowała temu osoba, która była pracownikiem budynku. Bardzo ciekawe; niestety przez przypadek stanęłam w windzie i zanim się spostrzegłam winda ruszyła i straciłam ten tok zdarzeń; spróbowałam więc wrócić na tamto piętro, ale nie pamiętałam które to było. Nacisnęłam 5, ale to nie było to - poznałam po innych światłach; tu było mniej oświetlenia, były to jasnoniebieskie neony; siedzieli tam także ludzie czekając na swoją kolej aby dopiero móc przedstawić jakies pragnienie. Wiedziałam ze to był wyższy poziom, 6 lub 7, ale nagle przypomniałam sobie, że przecież w domu została moja córeczka, zjechałam więc na dół  -po drodze wybrałam jakiś poziom, który miał być tym wyjściowym, ale nie był - był to poziom bardzo obszerny i pełen zabawy, ale nie ten, którego potrzebowałam, aby wyjść z budynku.  W końcu trafiłam na piętro wyjściowe i pospieszyłam do domu. Martwiłam się o nią, chciałam tam dotrzeć jak najszybciej. Jak na złość nie było autobusu, więc biegłam do domu. Nie było to daleki, ale przeszkadzały mi ciężkie buty i podłoże, bo biegłam po piasku, było ciężko. Zdecydowałam się do niej zadzwonić, ale ikona na telefonie mi uciekała. Obudziłam się.

Po ponownym zaśnięciu wróciłam do budynku i wybrałam w windzie poziom 6, aby pobawić się w spełnienie życzenia. Ostatnią sceną była właśnie jazda windą. 


Otwórz osobno: Wieżowiec możliwości i piętra: 5, 6, 7 i 11
Tylko autora: Aliv

2018-03-26

Kometa

Helka

Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ spadające z nieba — o spadających z nieba pojazdach, przedmiotach, ludziach i światłach

Byłam w domu, gdy usłyszałam przeciągły huk. Zrobiło się bardzo, ZA bardzo jasno. Światłość stawała się coraz mocniejsza, nie do zniesienia. Domyśliłam się, że to efekt spadającej w ziemską atmosferę komety czy asteroidy. Chwyciłam syna, rzuciłam go na łóżko i schowałam nasze twarze głęboko w kołdry i poduszki, aby jasność nas nie oślepiła.
Udało się.



Otwórz osobno: Kometa
Tylko autora: Helka

2018-03-10

Zbieranie jabłek

Helka

Ξ drzewo — o drzewach i lasach; gdy sen dzieje się w lesie
Ξ jedzenie — o jedzeniu, pokarmach i jadłodajniach
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach

Dwukrotnie przyśnił mi się w tym tygodniu ten sam obraz:

Wdrapuję się na wysoką jabłoń, rosnącą w ogrodzie u mojej ś.p. Babci. Wszyscy wokół narzekają, że był słaby rok dla jabłek, drzewa nie obrodziły. Wśród gałęzi dostrzegam przepiękne, zdrowe, bardzo duże, złoto-zielone jabłka. Wyglądają, jak dojrzałe antonówki. Dziwię się narzekaniom rodziny, przecież tych jabłek wystarczy -  wyrosło ich akurat tyle, ile potrzebuję.


Otwórz osobno: Zbieranie jabłek
Tylko autora: Helka

2018-03-08

Spotkanie z Kimś i Muzeum Patentów w Rzymie

Asha

Ξ bóg — o Bogu, Jezusie, Maryi i innych osobach boskich, o duchach i istotach mitycznych
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ przedmiot mocy — o magicznych narzędziach, amuletach, insygniach i monetach

Odbywaliśmy jakąś ekskursje. Najpierw była jazda autobusem, który jednak inaczej wyglądał. Ale to może nie ważne. Na uwagę zasługuje postać chłopca, który był czymś w rodzaju Pół-Boga, Kreatora nie wiem, Kimś bardzo szczególnym. Wiedziałam o tym z pewnością i wiedział synek, który też się tam znajdował. Byliśmy w ciągłej rozmowie z tym chłopcem - miał ok. 12-13 lat. Wiedziałam skądś, że on jest niesamowicie samodzielny. Umie i wie wszystko. Zachowuje się inaczej i działa zdecydowanie po swojemu. Odbiega całkowicie od norm. Nie wiem na czym to wszystko polegało. Wiedziałam, że on WIE. Wiedziałam, że kontakt z Nim nie jest przypadkowy. On niby mimochodem szukał z nami, że mną kontatku. To było wszystko robione w formie zabawy. Ale była w tym jakąś precyzja...a może chodziło o intencje.

I on się bawił. Robił to w różny sposób. Robił rzeczy dziwne i pisanie o nich tutaj staje się bardziej niedorzeczne niż oddające to, o czym piszę. Chodziło na przykład o chrupanie jakichś dziwnych chrupek;), proponował mi je i namawiał do beztroski, mówił o niej jak o czymś naturalnym i koniecznym, bo był tą beztroska, więc jeśli beztroska mówi o beztrosce...tam w tej zabawie coś w nas działało, coś było głębokim przekazem i pogłębiało w nas aspekt beztroski w bardzo osobliwy sposób.

Było w nim coś, czego jeszcze nigdy i z nikim nie odczułam. Wyglądało na to, że to ktoś kto wie wszystko, ma moc, zdolność szczególną, nie wiem jak to określić. Było w tym i pokrzepienie i coś, co wcale tego nie wymaga. Wielka sprzeczność która była wielką zgodnością i to było coś absolutnego - coś co on miał w idealnych proporcjach! I był to ktoś bardzo bliski, choć rzadko spotykany.

Sama jego obecność była już czymś Wielkim, dawała nam tą wielkość, dawała nam pewność, radość i zachwyt. ON TYM EMANOWAŁ. Słowo Emanacją wydaje mi się bardzo odpowiednie i z Nim powiązane.
Była o Nim mowa, ktoś pytał o Niego, ktoś się dopytywał a synek powiedział tylko, że On jest niesamowity i umie więcej niż pokazuje...jakoś tak. Misterium jedno wielkie więc.Do tej pory cieszę się z tego spotkania...
Epizod II
Potem wysiedliśmy z pojazdu autobusowego i okazało się, że jesteśmy w Rzymie.
Szliśmy wszyscy - a była to grupa może ok. 7 osób - w dość szybkim tempie. Pamiętam, że prowadzący powiedział, że najpierw zobaczymy muzeum patentów. To zabrzmiało mi trochę nudnawo i wyraziłam swoje powątpiewanie...ale jednak to miało być ważne. Więc wszyscy podążyli za grupą.
Tylko nagle ja gubię grupę i stoję na jakimś placyku i myślę sobie, że to niesamowite, że tak właśnie tutaj stoję nie znając nikogo i niczego w pobliżu. Zaczynam się rozglądać i próbuje pytać po angielsku gdzie tu takie muzeum. W kocnu ktoś pokazuje mi i mówi:tutaj u góry. Patrzę i faktycznie stoję przed tym muzeum, Myślę, jeszcze "nic dziwego, że tak nagle mi zniknęli", bo w końcu od razu weszli gdzieś tutaj.
Zanim wchodzę do muzeum zaczepia mnie młody mężczyzna i  mówi dość nieskładnie i bez związku ale chce mi koniecznie powiedzieć, że doskonale się czuję, że jest szczęśliwy i ma tutaj wielu przyjaciół, którzy też są podobnie jak on...chce mu coś na to odpowiedzieć, zastanawiam się jaki to był język, którym on mówił i w tym momencie mężczyzna odwraca się leci do tych swoich towarzyszy i już wtapia się w rytm i wir tego tam...Pamiętam jakie ważne było to jego wyznanie, jak bardzo to chciał powiedzieć. Jednostronne wprawdzie ale i tak nie miałabym wiele do odpowiedzenia. Teraz jednak edytując ten tekst odczuwam dziwny smutek i tęsknotę na myśl o tym momencie. Myślę, że mógł to być ktoś mi bliski, komu zależało na tym spotkaniu.
Wchodzę w końcu  do muzeum patentów.
Pomysł jest taki, żeby wydobyć z ludzi kreatywność i samodzielność myślenia. Tak to się od razu narzuca.
Każdy patent to nie patent tylko rzecz, która wymaga żeby wymyślić rozwiązanie. Czyli to dopiero jest patentowanie na miejscu...ludzie patentują na żywo i właśnie teraz... Czytam instrukcje/zasadę postępowania w tym muzeum. I wydaje mi się to niesamowite, niesamowite, że takie coś zostało wymyślone i istnieje tutaj. Objawia mi się to wszystko jako coś genialnego.
Widzę przed sobą bardzo archaiczną rzecz  - coś w kształcie kamienia, kuli. Obok leżą przyrządy jakieś i dostrzegam, że ktoś już próbował, to jest udokumentowane - dość lakonicznie ale skrupulatnie. Widać próby.
I właśnie kiedy  chciałam zająć się jednym z miliona projektów, tych tam w tych gablotach leżących a każdy zupełnie inny, jak Kosmos złożony z planet...wtedy właśnie zadzwonił tutaj telefon.
Wstałam i pomyślałam, że może dobrze, że zadzwonił, bo to gwarantuje ewentualnie zapamiętanie

Komentarzy: 4.
Otwórz osobno, z komentarzami: Spotkanie z Kimś i Muzeum Patentów w Rzymie
Tylko autora: Asha

2018-03-07

Śnieżne schody

Asha

Ξ kolor — gdzie widać szczególne kolory
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ ubranie — o szczególnych strojach i częściach garderoby, o butach

Jadę w dorożce z innymi. Wielka ta dorożka. Oprócz mnie jest jakiś bardzo stary mężczyzna (między innymi) i pomaga mi nieco. Czuję jego wspierająca uwagę. Jak zwykle grzebie w dużej torebce, chcę coś znaleźć. Łapie się na tym, że nie patrzę na piękny krajobraz, nie zauważam go przez to grzebanie... Postanawiam patrzeć. Koryguję się! Teraz przypominam sobie, że dostałam przedtem dziwnie wyglądające przedmioty, jeden lub dwa. To miał być rodzaj klucza – chociaż klucze wyglądają inaczej. Jedziemy dorożką. Zbliżamy się.

Epizod II

Pamiętam, że robię dziadkowi pewna prezentację. Jest za stary, żeby nadążać za mną, biegnąca coraz wyżej... jednak jest wciąż za mną i śledzi i widzi. Jest masa pyłu śnieżnego i biała suknia, może mam ją na sobie. Wirująca biel – i wchodzę z tą bielą i w bieli po schodach. Schody są strome i pną się w górę – identyfikuję je jako schody jakiejś katedry, sakralność jest w tym... Idę po nich a one spowite w śniegu (to może być też coś innego, puszystego) – jednak – jest to materiał lżejszy, bardziej eteryczny i wszystko jest wyjątkowo piękne, dopracowane do głębi, do największej głębi, mam wrażenie, że każda molekuła, każda najmniejszą cząstka pracuje dla mnie w tym obrazie. Tak to sobie wymyśliłam. Tam i tu.

Dziadek patrzy a ja wchodzę szybko wciąż wyżej i wyżej i coś się dziwię, że nie ma w tym odrobiny strachu ani czegoś, co jakby strachem jest a tak naprawdę nie ma go wcale, nie istnieje tam, tam nie ma tej energii. I patrząc na to – bo patrzę i wchodzę równocześnie – wiem, że ten temat nie egzystuje. Nie ma tam nic, co mogłoby zakłócić kreację. Chodzi o nią.

I jej poświęcone jest to WCHODZENIE.

Puszyste jest to wchodzenie też, to słowo ważne. Śnieżność i biel. Lekkość, puszystość. Lekkość i szybkość tego wchodzenia jest widoczna. Jest do zapamiętania. Trochę lekkiego chłodu przy tym jest może. Albo to teraz tak się wydaje.

Suknia z eteru albo tiulu czysto białego. I schody jako widoczna konstrukcja, prześwietlone są te schody i widzę je inaczej niż normalne schody. Schody są bardzo obecne i widoczne. Całość się rozmywa ale schody stanowią ważna cześć – łącznie z bielą i śniegiem i tym pobłyskiem tworzą całość. No i ten, kto wchodzi – wyżej i wyżej i wyżej.

Na koniec albo w którymś miejscu jest scenka w moim własnym pokoju, w którym śpię. Ten dziadek stoi za zasłona. Chcę ją odsłonić i pocałować go na dobranoc. Odsłaniam i odsłaniam ale nie mogę za szybko tak naprawdę odsłonić. To trwa trochę ale dziadek czeka. W końcu chyba się udaje. Dziwne, że stał w tym miejscu. Było więcej osób w moim pokoju. Wszystkie miały swoje funkcję. Ale nic o tym nie mogę powiedzieć. Tylko może to, że był w tym ustalony porządek. Był sens. W tym momencie.

Komentarzy: 9.
Otwórz osobno, z komentarzami: Śnieżne schody
Tylko autora: Asha

2018-03-06

Basen i sauna

Asia

Ξ centrum — o centralnych miejscach naładowanych mocą
Ξ kąpiel — o kąpieli, myciu się, zanurzaniu w wodzie
Ξ nago — o nagości i obnażaniu się
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora

Wchodzimy na basen. Ja i mój mąż. Na sankach ciągniemy syna. Basen jest pełen ludzi. Wszyscy to dorośli, sporo starszych. Odbywa się coś w rodzaju wyścigu, albo raczej sprawdzian. Kilkoro ludzi pływa w basenie w tę i z powrotem, reszta stoi i patrzy. Kiedy ktoś kończy wyczuwam emocję ulgi i zadowolenia płynącą od obserwatorów. Ktoś bije brawo. Starszy człowiek wychodzi zmęczony z basenu. Czyjeś ręce pomagają mu wyjść.Idziemy dalej. Podchodzimy do kobiety i mężczyzny. Są ubrani dość elegancko, kobieta ekscentrycznie, mężczyzna w smoking. Nie pasują do tego miejsca. Kupuję od kobiety bilet dla syna i idziemy dalej. Kobieta nas zatrzymuje i każe kupić bilety również dla nas. Mężczyzna tylko stoi i przygląda się. Kupujemy dodatkowe bilety i idziemy dalej. Przechodzimy przez basen i idziemy tak jakby na zaplecze. Jest tam ciepło. Widzę dwa pomieszczenia, z których wylatuje para. To sauny. W tej części basenu chodzą inni ludzie. Część z nich ma biodra przepasana ręcznikami. Są znacznie młodsi niż ci na basenie. Panuje tu spokój i odprężenie. Obserwuję wszystko. Nie idę dalej. Budzę się.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Basen i sauna
Tylko autora: Asia

2018-03-06

Deszcz krwi

Cathan27

Ξ destrukcja — o niszczeniu, rozwalaniu, burzeniu i bałaganie; o czymś, co zniszczone, spróchniałe itp.
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ zabijanie — o zabijaniu i przygotowaniach do zabijania

Jestem tutaj pierwszy raz. Chciałabym podzielić się snem, który prześladował mnie przez okres podstawówki i liceum. Minęło 14 lat odkąd skończyłam szkołę o śnie zapomnieć nie sposób.

Budzę się w swoim domu, mieszkam na 4 piętrze. Dookoła mnie przedmioty są zakurzone, a gdzieniegdzie zaśniedziałe. Nie czułam strachu, po prostu szłam przed siebie miałam kolejne pokoje i wołałam za członkami rodziny. Tylko głucha cisza wypełniała wnętrze. Wyszłam na klatkę schodową. Pukałam do drzwi sąsiadów. Jedne były otwarte (drzwi mojej sąsiadki z którą się przyjaźnimy), ale puste, a następne zamknięte. Wyszłam przed blok. Ujrzałam mnóstwo dzieci w różnym wieku, całe we krwi. Ciała leżały bezwładnie na ziemi lub przewieszone przez trzepak. Parę ciał było nawet przybitych do płyt bloków w kształcie krzyża. Kiedy zadałam sobie sprawę co widzę, upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Kiedy oderwałam dłonie od oczu ujrzałam łzy krwi i wtedy zaczął padać deszcz, deszcz krwi.

Brzmi to jak z horroru i nie przejmowałabym się tym jako miłośnik tychże filmów, gdyby on nie wrócił do mnie kilka razy. Zapytałam księdza co on może oznaczać, ponieważ nie mogłam sobie z tym poradzić. Uznał, że powinnam się zacząć modlić, bo straciłam wiarę. Trochę mnie zaszokował, bo nigdy nie czułam się chrześcijanką, a wiary nigdy we mnie nie było w Wyższego. Czy miał on racje?

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Deszcz krwi
Tylko autora: Cathan27

2018-02-27

Ocean

Nefri5

Płynę statkiem rejsowym. Jestem na pokładzie, ale widzę go z boku jak pokonuje ogromne fale, wzburzony ocean. Wygląda jak miotająca się makieta,  a zarazem pokonuje fale w łatwy sposób, ślizga się na ich grzbietach. Pogoda dopisuje, fale są wynikiem potęgi oceanu, nie niepogody. Obserwowanie tego zjawiska wzbudza we mnie spokój. Cumujemy do brzegu. Teraz podziwiam te gigantyczne fale z brzegu. Są piękne, niebiesko-granatowe. Widzę ludzi chcących się wykąpać. Myślę, że bardzo ryzykują. Fale wzbierają, a potem jakby odbijają się o niewidzialną szybę dzielącą statek od brzegu. Czuję, że nic mi nie grozi. Jestem na pokładzie. Zwiedzam kajuty. Jestem w kuchni. Jest bardzo ciasno jak to na statku. Jakiś mężczyzna-rybak, mówi, że idzie łowić ryby, że tam są piękniejsze widoki niż tutaj. Zaciekawiona idę za nim. Wchodzę po stromych schodkach, mój pies ma problem z wejściem, więc jest pająkiem. Puszczam go przed siebie i asekuruje, pomagam wejść, podsadzam. Nagarniam na rękę a on z pająka rozsypuje się w różne małe robaczki, czerwone- zbożowe oraz mniejsze-czarne. Próbuję je pozbierać jednak one nie chcą współpracować- to nie jest już mój pies.


Otwórz osobno: Ocean
Tylko autora: Nefri5

2018-02-17

Ścigany i łowca. Jedna świadomość w dwóch ciałach.

Kahuna

Przechodzę świadomością z ciała do ciała. Jestem myśliwym, jakimś policjantem i latam na wysokości około 10 metrów (tylko ciałem, bez użycia technologii) a jednocześnie uciekam na ziemi przed tym myśliwym. Ja "policjant" szukam zabójcy i jednocześnie jestem tym zabójcą na ziemi. Zmiana ciała jest bardzo nieprzyjemna i męcząca. Powoduje trudności w oddychaniu i ból. Jestem jednocześnie w dwóch ciałach. Czuję strach (być może to ciało na ziemi, nie jest wcale zabójcą, lub po prostu się boi tego co go czeka) a ten drugi, który go szuka, jest opanowanym dziwnym uczuciem. Zaciekłość i złość, choć jednocześnie pewność swoich racji. Bardzo męczący sen. Przebudzenie (o 00:30) było ostatnim  wyjściem z ciała. Podczas przebudzenia coś jakby wycisnęło ostatnie resztki powietrza z moich płuc. To był fizyczny, już realny ból.


Otwórz osobno: Ścigany i łowca. Jedna świadomość w dwóch ciałach.
Tylko autora: Kahuna

2018-02-12

Kanibale, ksiądz i Szamanka

Kahuna

Ξ destrukcja — o niszczeniu, rozwalaniu, burzeniu i bałaganie; o czymś, co zniszczone, spróchniałe itp.
Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ kapłan — o kapłanach, księżach, zakonnikach i zakonnicach
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ trickster — o ludziach lub innych istotach czyniących złośliwe psoty
Ξ trup — o zwłokach, trupach, zabitych - zwłaszcza anonimowych; o kościach, szkieletach, czaszkach
Ξ zapach — o zapachach, aromatach, wąchaniu
Ξ zło — sny, w których zło atakuje lub grozi

Trafiłem do grupy ludzi, którzy może nie tyle byli wampirami, oni zjadali innych ludzi. Dostałem możliwość dołączenia do nich. Byli także nieśmiertelni. Odmówiłem, koszmar smrodu ludzkiego, zepsutego mięsa i widok krwawej papki była nie do przyjęcia. Nie potrzebowałem innych argumentów. Potem, widziałem oczami dziewczyny/kobiety. Jechała samochodem z inną kobietą, wydawała się złem, ale ona była Szamanką. Okadzała tę dziewczynę ukradkiem, a ona (i także ja, bo znałem jej myśli) wciąż się jej bała. Uważała ją za demona. Ta dziewczyna szukała kościoła i księdza. Przyjechały do jakiegoś miasta. Na papierowej mapie znalazła kościół. Pytała ludzi, żeby jej wskazali drogę. Trafiła do slamsów, gdzie starszy mężczyzna wskazał jej budynek. Wyglądało to niesamowicie. Budynek 8 lub 10 piętrowy, jakiś stary ośrodek medyczny (wojskowy! tak powiedział) przechylił się i zatrzymał na drzewach i innym budynku. Ruina. Tam miała być kaplica. Dziewczyna poszła tam (wciąż widziałem jej oczami) ale nie udało się wejść na teren budynku. Wszystko było ogrodzone. Wróciła się, jakby do centrum, szukając księdza. Zobaczyła jakiegoś (miałem wrażenie, że go zna) ale przez chwilę, gdy mrugnęła ksiądz zamienił się w zwykłego przechodnia w szarym, długim płaszczu i kapeluszu. Ciekawe było to, że ona zdezorientowana zawróciła, jakby nie wierzyła w to co widzi. Ja natomiast wiedziałem, że to działania Szamanki z samochodu to sprawiły. Pojawiło się bardzo dużo dymu z ziół. Tutaj sen się urywa.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Kanibale, ksiądz i Szamanka
Tylko autora: Kahuna

2018-02-09

Hagia Sophia

Nefri5

 Jestem na wycieczce z mamą w Istanbule. Mama jest nienajlepszym piechurem, z tego powodu czuję poirytowanie. Mama spowalnia zwiedzanie, absorbuje zbytnio, ma sto pytań do...żałuję,że ją wziełam ze sobą. Jacyś ludzie ją zaczepiają i proponują pieniądze w zamian za oprowadzenie jako przewodnik. Mama z zadowoleniem odmawia. Popędzam mamę,żebyśmy szły zwiedzać Hagie Sophie. Widzę w oddali jej zieloną kopułe i minarety. Podchodzimy do Świątyni. Do jej wnętrza prowadzą strome schody w dół, ciemne, ponure. W momencie kiedy obie zbliżamy się do wejścia mama zamiast zchodzić wpada do jamy jak do studni. Łapie ją za rękę w ostatniej chwili, wołam o pomoc. Jakiś mężczyzna łapie mnie za rękę i razem wyciągamy mamę. Mama na powierzchni, rozsypuje się w moich rękach, jest kolorowymi koralami. Paciorki spadają na ziemię, a w rękach zostaje mi tylko sznur. Jestem zdruzgotana i zszokowana. Czuję, że nie udało mi się uratować mamy i wpadła do studni.


Otwórz osobno: Hagia Sophia
Tylko autora: Nefri5

2018-02-04

Grzyby na czole

Nefri5

Ξ obraz — o obrazach; zwłaszcza gdy pojawiają się w niezwykły sposób
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach

Widzę mamę. Jej czoło porastają grzyby kapeluszowe. Jest to widok odrażający. Grzyby żyją,ruszają się,ich kapelusze lekko falują. Myślę,że to jakaś choroba skórna. Spoglądam w lustro i widzę u siebie jednego grzyba. Jestem zdruzgotana. Jestem za młoda,żeby chorować. Mam mniej niż 40 lat a już mam to samo co mama.



Otwórz osobno: Grzyby na czole
Tylko autora: Nefri5

2018-01-28

Pobyt w hotelu i przygotowania do biegu

Alexandramag

Byłam w hotelu. Wszystkie hole były w kolorze ciemno niebieskim. Poszłam do restauracji. Dostałam do zjedzenia rybę. Zjadłam ten posiłek. Dostałam klucze do pokoju. Okazało się, że nie dostałam jednego klucza tylko dwa. Jeden pokój był na pierwszym piętrze, drugi na siódmym piętrze. Pokój na pierwszym piętrze, był mocno zagracony.  Dałam klucze od tego pokoju koleżance. Sama wybrałam pokój na piętrze siódmym. Okazało się, że do pokoju na siódmym piętrze już zawitał znajomy z Niemiec. Już tam dotarł.  Próbowałam dotrzeć do pokoju z siódmym piętrze, czekając na windę. Winda okazało się zatrzymała się przez dłuższy czas na czwartym piętrze. Później pojechała na siódme piętro. Ja cały czas czekałam, aż zjedzie w dół. Ona jednak miała wszędzie długie postoje. Pod windą pojawiła się już grupka ludzi czekających, aż zjedzie w dół. Jedna z kobiet powiedziała, że ta winda ma cały czas przestoje i trzeba wymienić w niej skrzydła drzwi. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie pójść na pieszo po schodach. Zdecydowałam,  że jednak poczekam na wymianę skrzydeł drzwi w windzie i wtedy dotrę na siódme piętro.

Później szłam na szkolenie . Część osób ukończyła już szkolenie, a część osób była w trakcie szkolenia. Zjadłam ciasto. Miałam na tym szkoleniu biegać.  Zastanawiałam się, że powinnam więcej zjeść, bo czeka mnie duży wysiłek. Okazało się, że już jest za późno na wydawanie jedzenia w restauracji, bo za dużo czasu zmarnowałam czekając na windę. Zastanawiałam się, jaką trasę biegową będę miała przydzieloną. Zobaczyłam tego znajomego z Niemiec z kolegami, który zjechał z siódmego piętra.

Byliśmy w małej miejscowości na południu Polski.  Dookoła były domki  góralskie.

Znajomy opowiadał mi, jakie sprawy już załatwił w Polsce.  Dał  mi tabliczki czarnej czekolady. Czekoladę  umieścił w schowku przy drzwiach, na ziemi. Odłamałam kawałek czekolady, żeby zjeść.

Nadal przygotowywałam się do biegu. Szukałam mety startowej.


Otwórz osobno: Pobyt w hotelu i przygotowania do biegu
Tylko autora: Alexandramag

2018-01-27

Delikatny tygrys

Alexandramag

Zobaczyłam ogromnego tygrysa. Wolno podszedł. Blisko niego znalazła się moja znajoma A.

Podeszła do tygrysa. Tygrys siedząc niemo otworzył paszczę bardzo szeroko. Moja znajoma włożyła do jego paszczy całą swoją głowę, bardzo delikatnie, z uśmiechem na ustach. Jej długie  blond włosy dotykały jego ostrych zębów. Tygrys wiedział, czuł, że nie może ruszyć swoją szczęką choćby na milimetr, żeby nie zgnieść jej czaszki. A. delikatnie wysunęła swoją głowę z paszczy tygrysa. Nikomu nic się nie stało. Tygrys zamknął paszczę. Obserwując go, czułam, że jest zadowolony z siebie i bardzo spokojny.


Otwórz osobno: Delikatny tygrys
Tylko autora: Alexandramag

2018-01-26

Umarłem

Krabat

Ξ nago — o nagości i obnażaniu się
Ξ ptak — o ptakach
Ξ śmierć — o śmierci, umieraniu, zmarłych
Ξ wnętrze — o wnętrzach domów i mieszkaniach, jeśli dziwne, niezwykłe, tajemniczne

Umarłem, nie pamiętam jak. Jako duch, niewidzialny dla innych, spaceruję po wielkiej sali, podobnej do wrocławskiej Auli Leopoldina. Na stoliku w kącie leży preprint mojego nekrologu. Autorem jest człowiek, który napisał kiedyś recenzję mojego pierwszego naukowego artykułu. Nekrolog zaczyna się panegirykiem, ale przechodzi w banały skopiowane z internetu. Czuję się tym obrażony i dyskutuję przez chwilę z innymi obecnymi (duszami? ludźmi?).

Po sali latają uwięzione w niej ptaki. Otwieram porośnięte bluszczem okno i wypuszczam jednego. Drugi nie może trafić i potrzebuje naganiania. Trzeci nie chce wylecieć - kiedy go wyganiam, wraca zza okna i dziobie mnie w rękę.


Otwórz osobno: Umarłem
Tylko autora: Krabat


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)