Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

Szybki przegląd snów



2019-06-07

Czarne Pumy

Agata

Ξ jedzenie — o jedzeniu, pokarmach i jadłodajniach
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ zwierzę groźne — o groźnych zwierzętach, o zwięrzęcych napastnikach, drapieżcach, wężach, innych wstrętnych

Spotykam dwie czarne pumy, ojca i jego potomka. Młoda puma parokrotnie przemienia się w mojego 13-letniego syna. (W  rzeczywistości mój syn jest starszy.) Dorosła puma została poćwiartowana i ugotowana w wielkim garze. Jestem poruszona tym faktem.

Przeczytałam, że nie istnieją czarne pumy.


Otwórz osobno: Czarne Pumy
Tylko autora: Agata

2019-05-27

Inny świat

Kahuna

Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ kosmos — o przebywaniu w kosmosie, na innej planecie lub w przyszłości, podróż tam, alternatywne światy, kosmici
Ξ napastnik — o agresywnych osobnikach, mordercach i wampirach; o tych, którzy zmuszają do czegoś
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach
Ξ winda — o windach, kolejkach linowych i podobnych urządzeniach

Byłem w mieście, zupełnie mi obcym. Rządzącym był dość agresywny mężczyzna, jeździł na motorze, był potężnie zbudowany. Ukrywałem się przed nim, ludzie z tego świata pomagali mi się ukrywać. Dotarłem do budynku gdzie trafiłem na niego. Uwięził mnie i czekałem na przesłuchanie. Kto mi pomógł i zacząłem uciekać po schodach. Na jednym z pięter wsiadłem do windy z dziećmi. No i stało się to co zawsze, gdy pojawia się winda. Zrozumiałem, że jestem we śnie. Dzieci zadawały mi pytania, na które nie umiałem odpowiedzieć. Mówiłem, że nie jestem z ich świata, w moim to wygląda zupełnie inaczej. Nie pamiętam tych pytań, ale część z nich dotyczyła bardzo ogólnie czasu, materii i fizyki w ich świecie. Jadąc windą wiedziałem, że ten rządzący mężczyzna zorientował się, że uciekłem. Wpadł w szał. Zaczął mnie gonić jadąc motorem po schodach. Ja wciąż w windzie. Jednak świadomość we śnie spowodowała pozbycie się strachu. Inna sprawa, to to, że miałem poczucie, że to nie jest po prostu sen. Naprawdę byłem w innym świecie.


Otwórz osobno: Inny świat
Tylko autora: Kahuna

2019-05-24

Sierra Nevada

Agata

Ξ ból — gdy w śnie boli
Ξ góra — o górach i wspinaczce
Ξ gorąco — gdy w śnie jest gorąco
Ξ niebo — o widoku nieba i Słońca, Księżyca, gwiazd, planet i chmur na nim
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki; ludzie o dziwnym wyglądzie, ludzie-chimery
Ξ zabawka

Znajduję się w górach Sierra Nevada i jest bardzo gorąco, brakuje nam wody i kończą się zapasy jedzenia. Spoglądamy w niebo, tzn ja i moja koleżanka, w nadziei na deszczowe chmury, lecz niestety niebo jest bezchmurne a Słońce pali niemiłosiernie. Postanawiamy wracać. Do tego rozbolał mnie ząb i czuję się fatalnie. Po drodze mijamy jakieś budynki, w tym sklep z meksykańskimi marionetkami, jak obwieścił to sklepikarz, dodając, że to będzie sensacyjne lato.


Otwórz osobno: Sierra Nevada
Tylko autora: Agata

2019-05-23

Sen o paluchu

Bosenogi

Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany

Witam, mój wirtualny „tarakowy pamiętaczu” mych snów....
Dzisiejsze projekcie w nocnym kinie były bardzo wyraziste :) stąd konieczność uwiecznienia... Mianowicie:
Sen oczywiście opiewał w bujną fabułę, której nie pamiętam na jawie, lecz najważniejszy – czyli taki, który zrobił na mnie największe wrażenie był finał.
Wkładałam/myłam rękę prawą (nie pamiętam, aby była to też lewa) do szklanki i bardzo się kaleczyłam. przecinałam . W pewnym momencie zauważyłam, że obcięłam sobie środkowy palec, postawiłam go i utrzymywałam rękę tak aby nie odchylał się – z pełnym przekonaniem, że się zrośnie, przyrośnie... miał chwilowo bledszy kolor...
Ogólnie nie wiem czemu wciskałam te ręce do szklanki (jak byłam mała to gryzłam je, może tu jest jakiś mój symbol dodatkowo?) ale mimo świadomości, że się skaleczę jednak wciskałam je do środka – nie przejmowałam się ranami, przeprowadzała jakby oględziny – przesuwałam skórę, zaklejałam i dalej – podobne uczucie do tych szklanek które wiedziałam, że ugryzę... Hm...
Nie było zbyt wiele krwi, choć oczywiście widać było zranienia... Najważniejszy był ten ścięty paluch... Czułam wręcz fizycznie jego ciało...
Nie było lęku, strachu przed zranieniami, tylko jakby uwaga była skupiona na tym, żeby jak najmniej się skaleczyć – z tą świadomością, że na pewno do tego dojdzie... Szybko opatrzyć rany od czego jakby zależy, ile jeszcze razy włożę tę rękę tam :)
Po przebudzeniu pierwszą rzeczą, którą sprawdziłam to czy mam paluch – MAM :)
Dawno nie miałam potrzeby takiej konfrontacji snu z jawą :)
Myślę, że ma to związek z decyzją, którą podjęłam wczoraj i ujawnieniu pewnej „tajemnicy”...
A jeszcze jedna obserwacja – na dłoń patrzyłam od środka/ wnętrza oglądając paluch a inne rany „boczne” od strony wierzchniej... Hm...


Otwórz osobno: Sen o paluchu
Tylko autora: Bosenogi

2019-05-08

Matka i brat

Małgorzata Ziółkowska

Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ uroczystość — o uroczystościach, świętach, festynach, ślubach i zgromadzeniach rodzinnych lub publicznych, o warsztatach

Byłam w jakimś pomieszczeniu z mamą. Twierdziła, że brata nie ma. Jednak to były jego imieniny, więc zastanawiałam się, czy zadzwonić z życzeniami czy wysłać.
Jednak on był widoczny z jakimiś facetami. Obradowali i mieli plakat „Wielkie zwycięstwo”.

Komentarzy: 3.
Otwórz osobno, z komentarzami: Matka i brat
Tylko autora: Małgorzata Ziółkowska

2019-04-23

Brakujący element karty SIM

Dawid Wojciech Szarek

Ξ anioł — o aniołach lub podobnych
Ξ medycyna — o lekarzach, chorobach, szpitalach, sanatoriach, przychodniach i zabiegach medycznych
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki; ludzie o dziwnym wyglądzie, ludzie-chimery
Ξ podziemie — o podziemiach, piwnicach, lochach, jaskiniach i wchodzeniu do nich; o ciemnych miejscach, o schodzeniu w dół
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ technika — o mechanizmach i technicznych urządzeniach, o ich montażu, naprawianiu i psuciu
Ξ zagrożenie — gdy w śnie odczuwa się zagrożenie życia

Jest 2:20, a ja leżę zalany potem w kabinie ciężarówki. Właśnie miałem sen. Obudził mnie mój własny krzyk i rzut rękoma do góry w geście obrony przed atakiem nożem. Tak. Dźgnięto mnie. Leżę z realnym dyskomfortem w jamie brzusznej. Od początku zatem.

Najpierw może wstęp. Cały sen odbył się w kreskówce. W jednym z moich alternatywnych żyć. Kreskówka z takich nowoczesnych, postaci narysowane komputerowo, jakby z bajki "Iniemamocni" tyle że wszyscy z zadartymi noskami. 

Żyjemy sobie w skrajnej biedzie w chatynce na jakiejś wsi. Wieś jakby w Meksyku, albo Chile. Te klimaty. Sucha żółta gleba, roślinność klimatu gorącego, również suchego. Klimat okolicy latynoski. W chatynce mieszkam razem z siostrą i mamą. Jesteśmy biedni. Schludnie ubrani ale biedni. Mamy nie widzę, ale siostra ma czarne włoski, zieloną sukienkę za kolana w niemodnym kroju i botki czarne chyba. Jest nad wyraz smutna. Czuć, że życie ją boli. O sobie również nic nie mogę napisać. Czuję, że mam naście lat (ale przed 17) i jestem szczupłym zdrowym radosnym chłopcem. Jest ranek wychodzimy do szkoły. Mamy nie ma już w domu. Siostra idzie w lewo ekranu śnienia ja w prawo. Mijam samochód z dwoma Latynosami i idącą obok nich Cygankę w purpurowej sukni do ziemi. Przyglądam się im, a oni przyglądają się naszemu domowi. Ewidentnie chcą go okraść. Biegnę do szkoły , bo wiem że tam jest mój telefon komórkowy i stamtąd będę mógł zadzwonić do siostry i ostrzec ją. (Nie wpadam na pomysł powrotu do domu ani udania się po policję, muszę zadzwonić, czuję to.)

Wpadam do szkoły i od razu biegnę na ostatnie piętro (chyba trzecie) i siadam w kącie koło barierki koło schodów, plecami do nich. Wyciągam telefon. Stary klasyczny model (w końcu jesteśmy biedni) i poćwiartowaną na części kartę sim. Ręce mi się trzęsą a ja próbuję umieścić kartę w gnieździe aby móc zadzwonić. Nie udaje mi się. Czuję że czas ucieka, że siostrze grozi niebezpieczeństwo (nie wiem dlaczego). Trwa to długo. Pocę się. Gorąco mi. Jestem już coraz bliżej i podchodzi do mnie znajomy z klasy. Oferuje, że niepotrzebnie się męczę, bo jego znajomy ma w piwnicy szkolnej serwis gsm. Udajemy się tam. Po drodze w dół słyszę dochodzące z tegoż serwisu krzyki. Jakiś niezadowolony klient awanturuje się, jest niezadowolony, wyzywa serwisanta od złodziei (serwisant jest gruby, łysy, wypisz wymaluj Klaudiusz Sevkovič z pierwszej edycji BigBrothera, typ cwaniaka). Rezygnuję z jego pomocy i wracam do mojego miejsca na ostatnie piętro przy barierce przy schodach. Jednocześnie kolega się na mnie obraża i odchodzi ode mnie, a serwisant gapi się na mnie z uczuciem jakby mnie oszukał i chełpił się tym. Jest z siebie niezmiernie zadowolony.

Znów siadam do próby złączenia karty sim, ale w kieszeni bluzy znajduję nowoczesny smartfon, który jak się okazuje ma mniejszy slot na kartę sim. Układam kartę w całość, ale brakuje jednego kawałka plastiku, kwadratu 2mmx2mm. Gorąco narasta. Czas ucieka, jakby tykała bomba. Układam niekompletną kartę sim na czymś co przypomina kartę kredytową lub dowód osobisty - kawałek plastiku - i mam plan aby szybkim ruchem obrócić to do góry nogami i jednocześnie "wtłoczyć" kartę sim do środka smartfona. Czynność się udaje, ale karta sim rozpada się na setki kawałków i nie mogę jej już złożyć. Czuję panikę. Ale taką namacalną, fizyczną, poza snem, serce bije. Zaciskam mocniej powieki.

Nie wiadomo skąd na moim korytarzu (ogólnie to poza mną, kolegą który się ulotnił, oraz serwisantem który został na dole, szkoła jest kompletnie pusta) woła mnie moja bajkowa ciotka. Woła do jednej z klas. Idę. W klasie, do jakiejś aparatury stoi podłączony jej mąż. Aparatura wygląda jak PlayStation4 pierwszej generacji. Ciotka trzyma pada na kablu w ręku. Mówi żebym się podłączył pod aparaturę, że to mi pomoże. Podłączam się pod stojącego, nieprzytomnego wujka i patrzę. Ja jestem przytomny, a podłączenie to jakby system przeźroczystych rurek. Jakby nasze krwioobiegi zostały zespolone. Ja czuję wujka, on czuje mnie. Jedność.

Nagle ciotka zaczyna kręcić gałkami pada i czuję wymianę krwi. Jest gorąca, mocno brunatna, rozchodzi się po całym organizmie. Wujek dalej nic. Śpi na stojąco. Ja czuję to coraz mocniej. Ciotka zaczyna kręcić padem coraz mocniej i czuję nagle jak z mojej krwi wytrąca się biały osad. Jakby przez skórę chciały wyjść miliardy białych długich pasożytów. Skóra piecze. Boli. Zaczynam widzieć jak wyłaniają się spod mojej skóry. Czuję się dosłownie jak czosnek przeciskany przez wyciskacz. Telepatycznie każę Ciotce przestać. Ona ucieka z tym padem, jakby chciała do drugiego pokoju, ale nie może bo kabel od pada ją blokuje, ale ona ciągnie, kabel się wyciąga aż pęka i cały proces zostaje zatrzymany. Ulga. Temperatura mija, ból mija. Ciotka ryczy, płacze pomstuje na mnie, jakbym zabił jej męża. Uciekam. Wypadam za drzwi i obracam się za progiem gwałtownie.

Czas jakby staje w miejscu. Jest ciemno-szaro. Ciotka w niebieskiej sukience stoi przede mną bez twarzy (głowa z gładką skórą zamiast oczu, nosa itp, ale włosy są) w ręku trzyma sztylet. Nie widzę Ciotki dokładnie, bo oślepia mnie biały blask postaci, jakby anioła, który wisi za nią w powietrzu i śle to światło. 

Nagle ryk. Ciotka dźga mnie sztyletem prosto w mostek.

Budzę się z cieniutkim piskiem (jak nie ja, głos mam donośny, tubalny) i podniesionymi rękami w momencie uderzenia. Serce wali, gorąco mi. Jest 3:12. Skończyłem pisać. Jest mi zimno i czuję że muszę iść do wc. Dziwne...


Otwórz osobno: Brakujący element karty SIM
Tylko autora: Dawid Wojciech Szarek

2019-03-25

Młody 56-latek

Kahuna

Ξ liczba — gdy śnią się znaczące liczby
Ξ mężczyzna — o mężczyznach, których męska rola jest eksponowana lub szczególna
Ξ uroczystość — o uroczystościach, świętach, festynach, ślubach i zgromadzeniach rodzinnych lub publicznych, o warsztatach

Znów pojawia się motyw mężczyzny, znów krąg i znów zdziwienie. Tym razem sen bardzo krótki ale bardzo zaskakujący. Śnił mi się chłopiec, na oko 16-17 lat. Mały, wręcz karłowaty, z okrągłą twarzą. Dość pulchny. Był uczestnikiem znów jakiejś ceremonii, kręgu. Zapytałem, czy nie jest za młody na tego typu działania. 16 lat to jednak dość mało. On mi odpowiedział, że ma 56 lat. W tym momencie zacząłem się histerycznie śmiać. Było to dziwne, nie tyle nieprzyjemne co dość niekomfortowe. Nie mogłem tego śmiechu opanować. Wiedziałem, że powinienem przestać ale wciąż się śmiałem w bardzo dziwny sposób.


Otwórz osobno: Młody 56-latek
Tylko autora: Kahuna

2019-03-24

Kość wyjęta z czaszki

Dawid Wojciech Szarek

Ξ defekacja — o oddawaniu moczu i kału, wymiotowaniu, o ubikacjach
Ξ lustro
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ wnętrze — o wnętrzach domów i mieszkaniach, jeśli dziwne, niezwykłe, tajemniczne
Ξ wnętrzności — gdy śnią się wnetrzności lub wnętrze ciała: człowieka lub zwierzęcia
Ξ wyleczenie — o wyleczeniach i uzdrowieniach z choroby, o lekarstwach i tabletkach

Ostatnimi czasy śni mi się dużo. Dużo i często. Sny są różne. Kolorowe, magiczne, wyjątkowe w każdym calu. Jednakże dzisiejszy sen był inny. Nacechowany strachem, bardzo realny, i dziwny.

Nie mogę sobie przypomnieć gdzie byłem, jaka to była pora, z kim przebywałem. Poczułem potrzebę udania się do toalety. Nie była to jednak potrzeba załatwienia potrzeby fizjologicznej, a przemożna chęć spojrzenia na swoje odbicie w lustrze. I tak stoję i patrzę na siebie, oparty rękoma o umywalkę. Ważnym szczegółem jest tutaj rodzaj toalety. Taka z amerykańskich filmów. Z kremowych małych kafelków, ze spłuczką nad głową ze zwisającym sznurkiem do spuszczania wody. Naprzeciwko kabin na całą ścianę wielkie lustro z rzędem umywalek i migającą świetlówką dodającą cienie i strzelającą z charakterystycznym dźwiękiem. I tak stoję i wpatruję się w siebie i w swój nos. Trwa to długo. Kilka dni wcześniej przed snem składałem intencję, żeby dowiedzieć się w jakiś sposób o przyczynę moich niedomagań zdrowotnych. Tyle, że im bardziej prosiłem, tym bardziej nic mi się nie śniło. Zmagam się z podobno przyłuszczycą, która jest schorzeniem o równie niezbadanej etiologii. Nadmienię, że od jakiegoś czasu wygrywam z chorobą i jestem na prostej drodze ku odzyskaniu pełni zdrowia.

Ale wróćmy do snu. W pewnym momencie odczepiam sobie głowę (jakby to nie brzmiało dziwnie) i kładę na umywalce. Ważne jest to, że głowy nie ma na swoim miejscu, ale moje odczuwanie poprzez zmysły odbywa się jakby dalej z poziomu, na którym głowa być powinna. Sam patrzę na swoją głowę. Podnoszę ją z umywalki i patrzę na nią z zainteresowaniem. Obracam w rękach i podziwiam. W tym momencie do toalety wchodzi starsza kobieta ze swoją wnuczką. Wnuczka patrzy i wydziera się wniebogłosy, zaczyna uciekać z toalety. Jednocześnie kobieta patrzy na mnie ze zrozumieniem. Jakby chciała mnie utwierdzić, że to, co zamierzam zaraz zrobić, będzie słuszne. Że tak trzeba. Wychodzi za wnuczką w spokoju. Ja biorę swoją głowę i łapiąc za oczodoły otwieram czaszkę na pół. I widzę w niej jakąś kość. Jakby nie moją. Porośnięta żywym mchem. Zielonym i soczystym jak w lesie na kamieniach. Odkładam dwie części czaszki na umywalkę i zaczynam obrywać ten mech. Kość ta wydaje się niewspółmiernie duża do objętości mojej głowy. Ma kształt pestki od mango. Mech schodzi wielkimi płatami. Pod spodem kość jest spróchniała. Rozpada się na wiele części. Ja próbuję złożyć swoją czaszkę bez tej kości, ale czegoś brakuje. Czuję pustkę w głowie. Jakbym nie miał zatok. Dziura. Usadawiam głowę na swoim miejscu i chcę wyjść z toalety. Nie mogę. Wypadają mi zęby razem z dziąsłami. Jakby się wylewały z czaszki. Mam uczucie rozdrobnienia. Próbuję je „zamontować” z powrotem, ale jakbym trzymał w ręku ślimaka. Nie mogę. Walczę. W końcu mi się udaje. Czuję, że teraz mogę już wyjść. Wychodzę. I paradoksalnie wchodzę z dużej toalety, wprost do drugiej, mniejszej. Jednoosobowej jak w mieszkaniu w bloku. Siadam na sedesie i w tym momencie budzę się.



Otwórz osobno: Kość wyjęta z czaszki
Tylko autora: Dawid Wojciech Szarek

2019-03-24

Oczyszczanie stóp i inicjacja

Kahuna

Ξ boso — o chodzeniu boso
Ξ kolor — gdzie widać szczególne kolory
Ξ mistrz — o mistrzach duchowych i magicznych: joginach, szamanach, uzdrowicielach
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki; ludzie o dziwnym wyglądzie, ludzie-chimery
Ξ rana — o ranach i uszkodzeniach ciała, o zmianach na skórze i w ciele, o tatuażach; uszkodzenia, które przypominają rany
Ξ uroczystość — o uroczystościach, świętach, festynach, ślubach i zgromadzeniach rodzinnych lub publicznych, o warsztatach

To były w sumie dwa sny. Ten pierwszy wydał mi się dość banalny i krótki, żeby go opisać w dwóch słowach. Jednak dzisiaj, po przebudzeniu od razu połączyłem te dwa sny. Pierwszy - śniło mi się, że mam stopy w koszmarnym stanie. Skóra tak zrogowaciała, że tworzyła właściwie buty. Pojawił się ktoś kto potrafił zdjąć z moich stóp te podeszwy. Zrobił to bezboleśnie i sprawnie. Stopy wyglądały jak chwile po wyjściu od pedicurzystki. Gładkie, miękkie i różowe. Widać było świeżą skórę, delikatną. Pozostały jednak dwa okrągłe miejsca, dokładnie na ścięgnie Achillesa, gdzie ta gruba i twarda jak kamień warstwa skóry została. Nie mogłem tego zdjąć. Dzisiaj, bardzo długo gdzieś jechałem. Różnymi środkami transportu. Dojechałem do małego miasteczka. Było tam bardzo czysto, niesamowite kolory ulic, brązy drzew, liści (więc to musiała być jesień) i cienie drzew skąpane w żółtym, mocnym, ale nie rażącym świetle słońca. Wszystko nienaturalnie ostre, jakby ktoś podkręcił kontrast w TV. Poszedłem z jakimś mężczyzną do domu. Tam, przy owalnym stole siedzieli starcy. Ale nie dziadki. Starcy indiańscy, Inuici i chyba jeden biały. Indianin, potężny, postawny mężczyzna przyniósł turkusowy pled, narzutę którą założył mi na ramiona i plecy, mówiąc jakieś niezrozumiałe słowa, jakby śpiewał pieśń. To była bardzo ciężka tkanina. Zapytał czy ten kolor mnie nie drażni, taki turkus. Ale zapytał nic nie mówiąc. Po prostu wiedziałem. Odpowiedziałem, że wszelkie odcienie niebieskiego, sam niebieski jest moim ulubionym kolorem. Szczególnie głęboki chabrowy. Zacząłem się rozglądać po zgromadzonych, nie wiem dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem, każdy z nich miał na sobie coś w turkusie i coś w tym moim chabrowym. To było niesamowite. Po chwili wydawało mi się, że kolory ich ubrań zmieniły się na moje niebieskości w chwili, gdy powiedziałem o tym. Z ich min było widać, że to taki żarcik, mieli delikatny ubaw gdy patrzyli na moje zdziwienie, że dostosowali kolory ubrań do moich ulubionych. Gdy już miałem tę tkaninę na sobie, nie bardzo wiedziałem co zrobić. Podchodziłem do każdego po kolei (ale w odwrotną stronę niż ruch wskazówek zegara, co dla mnie jest dość istotne, bo nie lubię tego kierunku w realnym życiu) i albo kucałem albo przyklękałem obejmując każdego z nich dziękując za wszystko. Gdy podszedłem do mężczyzny który mnie tam przyprowadził (siedział na godzinie 11 przy stole) uklęknąłem przy nim, schowałem się w jego uścisku i usłyszałem "kocham Cię". Chwilę trwaliśmy w tym braterskim geście, wstałem, podszedłem do Indianina który mi założył ten niby płaszcz, zrobiłem to samo, ale tym razem to ja powiedziałem - kocham Cię. Odpowiedział tym samym.


Otwórz osobno: Oczyszczanie stóp i inicjacja
Tylko autora: Kahuna

2019-03-10

Dwa sny o odwiedzaniu się

Radek Ziemic

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach

Dwa sny, które zdają się być swoim dopełnieniem.  Najpierw dwóch moich znajomych odwiedza mnie w rodzinnej wsi mojego ojca. Jestem tym trochę zaniepokojony, bo przyjeżdżają nie sami, ale z dość dużą grupą studentów czy uczestników jakiejś konferencji w Lublinie. (Rodzinna miejscowość ojca to wioska niedaleko Tomaszowa Lubelskiego.) Zamierzam ich przenocować w dużym pomieszczeniu jakiegoś dziwnego budynku, przypominającego trochę kamienicę, jest dość wysoki. To pomieszczenie to ni hol, ni duży pokój. Rozkładają się tam, z kimś rozmawiam. Realia posesji nie odpowiadają jednak zagrodzie moich dziadków. Dom jest murowany, inaczej niż w rzeczywistości, ale jest w koło jakiś duży ogród, jakaś taka zacieniona przestrzeń, która jakby osłaniała tę przestrzeń od góry. W pewnym momencie myślę, że szkoda, że już nie ma stodoły, bo nie byłoby problemu z noclegiem. Gdzieś obok są jakieś zabudowania i pokazuję komuś, jak niszczeją, używając terminu „folwarczny modernizm”. Nie wiem z jakiego powodu udaję się na wioskę, która wioską raczej nie jest. Szukam policji, odsyłają mnie do jakiegoś lokalu, który mimo późnej pory jest otwarty (byłem w nim wcześniej), mówią, że tam jest SPO czy jakoś tak i że tam mi powiedzą, gdzie jest policja. Chodzę po tej wiosce-miasteczku, a ono jest coraz większe, odkrywam nowe jego przestrzenie, często jakieś takie dziwne architektonicznie, i ta wioska mojego ojca, staje się dla mnie coraz większa, nie będąc zarazem już dawno wioską.

W drugim śnie to ja jestem odwiedzającym, jadę bez zapowiedzi do mojej znajomej, która mieszka w Londynie (we śnie, w rzeczywistości gdzie indziej). Martwię się, jak ona zareaguje. Zacząłem do niej pisać jakiegoś maila, zamierzałem zadzwonić, ale ostatecznie tego nie zrobiłem. Stoję przed tą kamienicą, to dość długi fragment snu – ja przed drzwiami domu, gdzieś przy domofonie, niepewny, przypominający sobie, trochę żałujący, że nie skontaktowałem się z nią. Myślę, co będzie, jeśli nie zgodzi się, abym u niej przenocował. Ściana domu, drzwi, domofon, ruch na ulicy. Wpuszcza mnie jej córka, idę do mieszkania na górze, są tam jacyś ludzie, ona też. Ci ludzie zachowują się moim zdaniem zbyt swobodnie. Sen się kończy. Chyba ważne, znajoma to żona nieżyjącego już przyjaciela, który pojawił się w jednym z poprzednich snów, w tamtym śnie żył, w tym nie ma go już wśród żywych.


Otwórz osobno: Dwa sny o odwiedzaniu się
Tylko autora: Radek Ziemic

2019-03-04

Starszy pan

Bosenogi

Śnił mi się sen , bardzo nieprzyjemny i obrazujący mechanizm uzależnienia  jakiegokolwiek , od niewinnego po ciężki kaliber – tak to odczytałam  na bazie symboli – „ludzi” i zdarzeń  …

W przeddzień,  podczas konferencji z cudnie poznaną osobą , wykonywałam ćwiczenie – opowiedz o swoim sukcesie - my wybrałyśmy sobie jako sukces  zerwanie z nałogiem – ja papierosy, ona słodycze :)

Potem po powrocie do domu zastałam „wesołego” męża – niby nic w sobotni wieczór , ale jego słowa nie odrzucaj mnie dziś jakoś mnie ruszyło i mimo wszystko „pozwoliłam ” się przytulić , choć zazwyczaj skończyłoby się ostrą reprymendą – być może ta akceptacja dopuściła „wizję” …

Rzecz działa się w moim rodzinnym domu – znajomość jego możliwych miejsc, przez które można do niego wejść i wyjść okazała się pomocna – myślę, że to jeszcze ma jakiś inne znaczenie ważne do którego jeszcze nie dotarłam – a okazuje się było kluczowe …

Byłam w nim więziona przez człowieka, który pojawił się w moim życiu i na pewno jest symbolem uzależnienia … Było to ciężkie doświadczenie – niby nic mi złego nie robił , ale co chwilę widziała aplikował kolejną dawkę odurzającej substancji – a po każdej był strach, że może coś się wydarzyć…

Drzwi wejściowe były uszczelnione wieloma warstwami jakby waty . Wchodzili ludzie i wychodzili  - wszyscy goście byli uzależnieni (symbolicznie było to przerysowane – osoby symbole) – ja byłam tam cały czas „więźniem” Były to różne osoby -  od sympatycznych po wyjątkowo opryskliwe gębulce.

W pewnym momencie była tam bardzo bliska mi osoba – którą na moich oczach ten który więził mnie „Dyrygent”  , odwrócił się i udusił , a właściwie przydusił  -pokazując właściwemu katowi – był drugi też tam „gość” w tym  momencie , co ma zrobić i usłyszałam chrząszczenie wymowne, sparaliżowało mnie …

Wystawiono mnie z pokoju w którym się to działo – widziałam jak zapakowali ciało w walizkę i wynieśli bez szacunku …

Po akcji znów zostałam sama z nim … Jestem bardzo kreatywną osobą ale serio nie było możliwości ucieczki … Postanowiłam zabić gada … Planowałam jak – że to będzie w obronie własnej i wtedy uratowało mnie niedobite okno, które misternie przygotowałam do stanu – „jednego pchnięcia” , skoku i galopu … stało się . Było dość wysoko ale skoczyłam bo nie było wyjścia innego – pobiegłam dalej i już widziałam że się zorientował… Myślę nie ma szans , nie dam się znów tam zaciągnąć …

Ulicą szedł starszy pan w okularach i lasce … jego pamiętam ostatniego ze snu- wiedziałam że to koniec , że mi się udało…

Tak … odczytałam sen wymowny i trudny … podjęłam decyzję o kolejnych eliminacjach „złych”, uzależniających nawyków aby nie być więźniem i aby nigdy tam nie trafić , bo widziałam tam różnych ludzi – różne uzależnienia, niektóre nawet były piękne i atrakcyjne , czasem na się kilku takich znajomych – i to raczej przeważnie i wtedy zakończyć imprezę jest trudno …

Niestety nigdy nie było wiadomo było , kiedy dokona się ten zwrot akcji … i nagle „odbije ” któremuś nich i nie zaatakuje nas …

Obudziłam się zmęczona ale wiedziałam , że to był bardzo ważny sen !


Otwórz osobno: Starszy pan
Tylko autora: Bosenogi

2019-03-03

Nowe drogi

Ludmiła

Ξ przedmioty latające — o nietypowych przedmiotach latajacych
Ξ zapach — o zapachach, aromatach, wąchaniu

Wpisuję  sen choć to takie nie wiadomo co. Nigdy dotąd taki mi się nie śnił. Bez wyraźnego obrazu, sen z zapachów i sensów.

Byłam piłką, która porastała szczeciną podróży. Odbijałam się na raz dwa trzy bo miałam łamać granice. Pierwsza była niby ze szkła, dźwię/jęczała, spadały ostre odłamki. Musiałam odczekać, ale upajał mnie zapach nagrzanego słońcem sosnowego lasu.  Druga huczała  przybojem. Niosła  odpowiedzialność  piorunów, bez ograniczeń. Trzecia  zapędzała mnie w odór zgniłych jajek. Jakże tam śmierdziało. Z obrzydzenia zaciskałam powieki i spadałam w mgnieniu oka. Rysowałam  połowy sinusoidy nad kreską zera. Z każdej  podróży pozostawały na mnie kępki sztywnych nici, dla przyszłego czasu. Wiedziałam,że  go nie ma , ale przygotować wszystko trzeba. Drogi te były złotożółte. Rosłam i rosłam i zaczęłam się martwić co dalej. Usłyszałam złośliwy chichocik i ciach- wyłączyło się. Nie kłócę się z moją podświadomością, a skąd, ale tak ważna to ja raczej nie jestem ! Nie przesadzajmy.

Nie wiem jak widziałam i wąchałam nie używając zmysłów. Obrazy otaczały mnie na stopniu trzecim, tym cuchnącym.

I niech mi to ktoś wytłumaczy...


Otwórz osobno: Nowe drogi
Tylko autora: Ludmiła

2019-02-26

Powrót do domu

Bosenogi

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora
Ξ zwierzę groźne — o groźnych zwierzętach, o zwięrzęcych napastnikach, drapieżcach, wężach, innych wstrętnych
Ξ zwierzę przyjazne — o przyjaznych zwierzętach, o psach, kotach, o zwierzętach-przewodnikach

Powrót do domu 25.01.19r. …

Oczywiście jak to śnie (nie wiem, czy tylko w moim, czy jest tak w ogóle), że całość fabuły snu jakby tylko prowadzi lub podkręca w clou, meritum – które nie jest w stanie być niezauważone i odczute, że to właśnie to… – u mnie to jakby obraz-symbol w postaci sceny ruchomej, reszty snu nie jest się w stanie odtworzyć bardzo często – albo jest nieważna – nie wiem …

I tu też …

Grupa ludzi na statku chce zejść/wejść do domu – jestem częścią tej grupy . Część jest w domu, część chce zejść…

Dom z jednej strony ma wejście-drzwi i psy, które go pilnują – takie jak w bajce „Zaczarowane krzesiwo”: duże, kochane i strzegące – czasem asymilują się z zewnętrznym światem, jakby celem przetrwania, wtedy nie jest bezpiecznie wpuszczać je do domu… cudne wielkie cielska…

Z drugiej strony jest jakby otwarta przestrzeń i woda/morze: widać statek przycumowany i ludzi czekających do zejścia…

Trzeba przepłynąć, bo to dość daleka odległość, a niestety pomiędzy domem a statkiem pływają różnego rodzaju „potwory wodne”.

Mój małżonek – który zupełnie w innej roli w pierwszej fazie snu i życiu – tu ostatecznie pełnił funkcję odwracania uwagi „potworów”. Jego niefrasobliwość często tak irytująca, w tej roli okazała się wręcz niezbędna – bo nikt inny o zdrowych zmysłach nie odważyłby się tego zrobić – tylko ktoś, kto nic nie robi sobie z potworów, lub udaje, że tak jest – a tymczasem z wielką odwagą daje przestrzeń do przejścia kolejnym osobom ze statku do domu. Postawa, która zawsze była dla mnie zagadką…

Oczywiście te osoby, które są już w domu, pomagają osobom z wody wychodzić, wciągają je, asekurują, jeśli chodzi o uwagę i bliskość potworów, istot z wody, które po prostu chcą się nażreć – może nie są wcale potworami.

Jednak zeżarcie przez te istoty unicestwiłoby wracających, tych którzy chcą dotrzeć do domu w całości ☺…

W domu nic specjalnego się nie dzieje, po prostu jesteśmy i uwaga skierowana jest na powracających, chcących wejść.


Otwórz osobno: Powrót do domu
Tylko autora: Bosenogi

2019-02-24

„A ja idę samotny ulicą mego miasta”

Radek Ziemic

Ξ kupowanie — o kupowaniu, sklepach, targach
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ niższy — o ludzich niższych/niskich rangą: bezdomny, żebrak, pijak, więzień itp.
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ zmarły — o zmarłych ważnych osobach; gdy wiadomo, kto to jest

Wystawiamy z żoną jakieś książki i czasopisma na straganie, a właściwie na kilku, na jakimś jarmarku (jasny dzień, nie prześwietlony, ale jakoś tak przejrzyście jasny) i przychodzi moja dawna przyjaciółka, z którą byłem ponad ćwierć wieku temu, z jakąś znajomą której nie znam. Moja przyjaciółka zauważa, że na jakiejś półce? straganie mamy stertę egzemplarzy „Vogue'a”, ale takich jakby grubszych, podwójnych czy jeszcze większych numerów, co ją cieszy, bo jak się okazuje pisywała do tego czasopisma.

Kolejny obraz, idę prze jakąś dużą, rynkową przestrzeń miejską, by odzyskać? odebrać egzemplarze „Vogue'a”, spotykam znajomą przyjaciółki, ale jej samej nie udaje mi się znaleźć. Ciągle ta jasność przestrzeni.

Potem idę po jakichś salach wystawowych, mijam płótna z ciemnymi ekspresjonistycznymi plamami, podpisane, ręcznie, jakimś dziecinno-kobiecym charakterem pisma koloru zielonego. Szukam innych obrazów, które interesują mnie bardziej, jak mi się czasem zdarza, gdy jestem w jakiejś galerii i idę do czegoś, co znam i chcę zobaczyć jeszcze raz.

Potem dwa niezwiązane z fabułą obrazy. Płynę żaglowcem (w tamtym roku zrobiłem patent żeglarza, a w czerwcu wybieram się na pierwszy, dziesięciodniowy rejs morski). Na belce dziobowej w kształcie krzyża przywiązany jest jakiś brodacz, chyba tęgi, coś w rodzaju wygi morskiego, przywiązany rękoma do ramion krzyża. I w pewnym momencie, mimo że ma lewą rękę również przywiązaną, wykonuję nią gwałtowne ruchy w taki sposób, że długa, zwisająca z lewej strony lina owija mu się wokół ramienia. Myślę wtedy, że dzięki temu będzie lepiej przywiązany. Pamiętam też, że on krzyczy, gdy płyniemy, jest przerażony, bo uderzają w niego ogromne fale, które go zalewają. [Zastanawiałem się nawet, czy to nie był osobny sen.]

Ważną okolicznością w tym obrazie jest to, że płynę z kimś, kto mówi z żalem o długiej nieobecności bliskiej osoby, chyba ojca, nieobecności nie realnej, raczej emocjonalnej, i mówi o tym jak o stracie. Odczuwam coś podobnego, nie pamiętam już w stosunku do kogo, i ogarnia mnie silne wzruszenie.

Tą osobą, która wywołuje to uczucie, która opowiada o stracie-nieobecności, jest mój nieżyjący przyjaciel, człowiek, ktoś bardzo bliski kiedyś, nadal, z którym w następnym obrazie siedzę na platformie („pace”) samochodu, pod plandeką. To jakiś stary typ tego rodzaju samochodów, widzę w pamięci zwężającą się ku przodowi maskę, choć może to projekcja. Jest z nami mój inny znajomy, ze szkoły podstawowej. Podjeżdża bardzo blisko inny samochód ciężarowy, z jakąś kobietą z tyłu, jest zagracony, wyraźnie widzę tę kobietę i rzeczy z tyłu, coś do nie mówię. Potem mówię nieżyjącemu na jawie przyjacielowi, że zadzwonię, a znajomemu z podstawówki, żeby to on zadzwonił do mnie.

Idę ulicami, uliczkami, ze starymi, podniszczonymi domami, może są i stare, i nowe, ale takie niewykończone. W pewnym momencie mijam dwa niskie konie, które mają na sobie siodła, które być może są plamami ich umaszczenia. Te konie nieco mnie dziwią. Jeden z nich jakoś mnie wyprzedza czy idzie przez chwilę obok.

W pewnym momencie pytam ludzi na balkonie domu, który mijam, którędy do rynku. Oni coś mi tłumaczą. To cztery osoby, pamiętam mężczyznę, tęgawego, w podkoszulku, taki „himilsbachowski” klimat, może jakaś żulia, on coś mówi. Stoi z lewej, a starsza kobieta z prawej coś krzyczy. Orientuję się, że jest niewidoma, że mnie nie widzi.

Idę dalej, widzę jakiś prześwit między domami, z jakimś dawnym budynkiem, chyba kościołem, znów przestrzeń, ta widziana, jest jasna, ale tym razem rozsłoneczniona. Mam wrócić do rynku (choć wydaje się, że jest tu więcej takich przestrzeni rynkowych), tam, gdzie jest żona. Przede mną jest miasto, które jakoś niby znam i nie znam jednocześnie. Jakby w oddali widzę ten jakiś rynek. Idę.

---

Kiedy się budzę przypominam sobie swoje pierwsze deja vu, jakieś 35 lat temu, gdy z kolegami z drużyny harcerskiej pojechałem do Zaniemyśla, by zorientować się, czy okolice nadają się na obóz. Potem myślę o innym deja vu, które tak naprawdę może było wcześniejsze, ale w znanym mi dziś dość dobrze miejscu w mieście rodzinnym i zastanawiam się, czy deja vu można odczuć w miejscu znanym. Przypomina mi się, że wtedy ktoś mi tłumaczył, że to dowód na to, że żyłem wcześniej, w inny wcieleniu.

Trochę jeszcze leżę, potem medytuję, robię dwanaście powitań Słońca, i mogę o sobie powiedzieć słowami wiersza Józefa Czechowicza pt. ranek: „na cały dzień przestał być tajemniczym ptakiem” (Choć nie do końca się z tym zgadzam, bo przecież i jawa bywa snem).

---

Rozumiem ten sen jeśli chodzi o znajomych, nie rozumiem natomiast niektórych symboli: małe konie osiodłane łatami sierści, niewidoma kobieta, obrazy, łódź, belka dziobowa, która jest krzyżem, „Vogue”, którego chyba nigdy nie miałem w ręku. Labirynt miasta w miarę jasny, lubię takie niepiękne dzielnice. Książki też oswajam, bo biblioteka mi się trochę za bardzo rozrosła. :-)  Oczywiście, jak mawia znajoma psycholożka, nie powinno się samemu interpretować snów, a i przy czyjejś pomocy nie jest to wcale proste.


Otwórz osobno: „A ja idę samotny ulicą mego miasta”
Tylko autora: Radek Ziemic

2019-02-24

Wieczny Otryt

Wojciech Jóźwiak

Ξ dom — o domach i szczególnych budynkach, ich zwiedzaniu i budowaniu
Ξ drzewo — o drzewach i lasach; gdy sen dzieje się w lesie
Ξ góra — o górach i wspinaczce
Ξ pies — o psach
Ξ zmarły — o zmarłych ważnych osobach; gdy wiadomo, kto to jest

Jestem na Otrycie, tzn. przybyłem tam, przyszedłem tam. Na wierzchołku tego pasma znajduję się to, z czego to miejsce słynie: wielka hala, w której rośnie las. Hala jest budowlą z drewna: z belek i desek, ale jest ogromna, zamyka pod drewnianym dachem wielką przestrzeń, w której rośnie tutejszy las: stary, pierwotny, z grubymi drzewami. Widzę i dowiaduję się, że ta hala ma być zlikwidowana i rozebrana, a drzewa wycięte i właśnie to się dzieje. Mijam ścinane drzewa – rosnące pod dachem! – które już częściowo zrąbano lub spiłowano i wokół nich leżą kupy klocków, na które tnie się ścięte drzewa. Stare, bardzo grube dęby. Mówię do kogoś albo do siebie, albo głośno myślę, pocieszam się: To jest wyzwolenie dla tych drzew. Przecież one tu nie miały szans na rośniecie, na rozwój. Tam mówię lub myślę, w sprzeczności z tym, że przecież te drzewa żyły tu te swoje kilkaset lat, chociaż stały w półmroku pod dachem tej drewnianej hali.

Zbliżam się do miejsca, gdzie ta leśna hala została już częściowo rozebrana i w części nierozebranej widać jej konstrukcję w pełnym świetle. Mam przez chwilę nadzieję, że las „odetchnie” i będzie mógł rosnąć na nowo w pełnym świetle, ale nie, okazuje się, że las, który teraz jest w świetle dnia, a wcześniej rósł w ciemności, jest jednak wycinany.

Ale jestem już blisko celu. Jest łąka, pora roku wygląda na czerwiec, intensywnie świeżo zielona wilgotna roślinność, przez teren płynie strumień, właściwie mała rzeczka. Jakieś „brutalne” dzieci przebiegają w kaloszach wzdłuż tej rzeczki, mącąc ją, ktoś starszy je strofuje i hamuje. Na łące przysiadła grupa osób – ale zaraz za plecami mają drewnianą ścianę schroniska, którego w całości ani razu w tym śnie nie widzę. Sytuacja jest taka, jakby szedł rajd, który na dłuższą chwilę zatrzymał się, przysiadł przy schronisku. Ludzie siedzą, lub „przysiadują” w tymczasowych pozycjach, ciasno jedni przy drugich. Ja jakbym chwilę się spóźnił i osobno dołączył po przyjściu: dołączam do siedzących. Wmieszam się w rozmowy. Jest tam Krzysztof W., który opowiada mi o jakichś swoich najnowszych sprawach. Jest Chrystian (Belwit), który rozmawia z Krzysztofem i „rzuca”, że dzisiaj będzie nocować u niego, skorzysta z jego gościnności. Z Chrystianem mam dłuższą konwersację. Pytam go: „Powiedz mi, Chrystian, w którym właściwie roku ty się urodziłeś?” odpowiada: „W ósmym.” Dopytuję dalej: „W pięćdziesiątym ósmym?” On: „W siedemdziesiątym ósmym.” Wstyd mi z powodu tej pomyłki, patrzę w płynącą wodę w strumieniu i mówię: „Mieszają mi się te liczby.” Wśród siedzących są też Henryk H. i Krzysztof K., tzn. „starzy otrytczycy”, jednak wyglądają dość młodo. Pytam Henryka („Ty na pewno coś wiesz...”), co będzie urządzone na górze po rozebraniu hali i wycięciu lasu? Odpowiada, że korty tenisowe, wielki ośrodek do tenisa. Dziwię się, zebrane towarzystwo jakoś to komentuje, dziwne, że tenisiści akurat to miejsce sobie upatrzyli. Henryk wstaje i idzie po lekkiej pochyłości pod górę w stronę wycinki, jakby chciał zbadać sprawę na miejscu. Za nim na smyczy biegnie pies, brązowy mały w typie ratlerka. Ja też wstaję, inni wstają, ale grupa przesuwa się w przeciwną stronę, gdzie mamy nadzieję dostać obiad.

Niezbędny komentarz: W latach 1970-tych brałem udział w powstawaniu Chaty na Otrycie i Klubu Otryckiego. Henryk Kliszko był „głównym” w tamtych przedsięwzięciach. Chrystian Belwit (także TU) naprawdę urodził się w 1956 r., a nie w 1978; w tym drugim roku poznałem go na Otrycie. Krzysztofa Wirpszę poznałem w 2005 r., bez związku z Otrytem. Krzysztof z Chrystianem się nie znali, ponieważ tamten zmarł w 2003. Stary las rosnący pod dachem to obraz, który wcześniej pojawiał się w moich snach. Żadnych instalacji w rodzaju tych z tego snu na realnym Otrycie nigdy nie było. Tamtejszy las w latach 1970-tych był pierwotną karpacką puszczą, którą w kolejnych dekadach leśnicy coraz bardziej dewastowali. Jak wygląda teraz, nie wiem. Na Otrycie dębów nie ma, za to buki. Żadnego strumienia przy schronisku nie ma. W tenisa nikt tam nie grał. Tytuł zapisu snu na wzór powieści „Wieczny GrunwaldSzczepana Twardocha.


Otwórz osobno: Wieczny Otryt
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2019-02-23

Dziwna wizyta

Helka

Ξ nago — o nagości i obnażaniu się
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ wnętrze — o wnętrzach domów i mieszkaniach, jeśli dziwne, niezwykłe, tajemniczne

Jadę przez okolice M w sprawach służbowych. Brat  jedzie ze mną -prowadzi. Rozmawiamy o kupnie auta z leasingu. Zatrzymujemy się nieoczekiwanie przed drewnianym domem-dworkiem, jak na Warmii. Brat postanowił nieoczekiwanie przywieźć mnie do ciotki. Cieszę się, ze jesteśmy tylko we dwoje, ale jestem nieprzygotowana, nie mam gościńca, zdążyłam złapać z auta tylko 1 wizytowy but.

Wchodzimy do wysokiej pięknej sieni, jestem zaskoczona urodą i wielkością pomieszczenia, komplementuję domostwo. Z sieni prowadzą na boki 4 podwójne drzwi, ale zostajemy w sieni. Widzę w jednym rogu stary wiejski piec kuchenny, obok nas jest wersalka ze skotłowaną  pościelą, na która zaraz kładzie się brat. Czuję się skrępowana, widzę radość ciotki, ale nie wita mnie żadnym słowem, za to bacznie się przygląda. Zaskoczona jestem urodą i młodym wyglądem ciotki, spodziewałam się staruszki. Mówię, ze poznałabym  ja wszędzie - nic się nie zmieniła.  Pojawia się obok niej córka, moja kuzynka. Widzę, że obie są karłami z bardzo ciemnymi włosami.

Nie wiem, jak powinnam się zachować, przykucam więc, żeby je uścisnąć, ale widzę, że tylko ja mam problem z ich wzrostem, wszyscy traktują panie normalnie.  Pojawia się kolejna kuzynka (jasne długie włosy), mówi i wygląda normalnie. Wita się ze mną radośnie.

W kącie sali widzę olbrzymie drzewka owocowe i krzewy ozdobne, zarastające prawie połowę pomieszczenia. Chwalę piękne rośliny. Staram się zachować taktownie jak księżna Kate, by nikogo nie urazić.

Pytam brata, gdzie jest jego pokój, może mnie tam zaprowadzi. Jest zdegustowany moją propozycją, nie po to mnie tu przywiózł, żeby siedzieć w jego pokoju. Podczas tej wizyty jest dla mnie bardzo oschły. To nie pora na sympatie, trzeba załatwić coś ważnego. Moje pytanie było nietaktowne, wprawdzie wiem, że źle mnie zrozumiał, ale nie mamy czasu na tłumaczenia.

 

Ciotka mówi, że idzie do kościoła, chce byśmy ją tam zaprowadzili. Łapie nas  pod rękę, czuję bardzo silny, porozumiewawczy uścisk jej ramienia, jakby nie mogła oficjalnie mnie przywitać przy świadkach, więc w ten sposób okazuje sympatię. Kościół (wiejski drewniany uroczy) jest tuż obok. Ciotka i brat wchodzą do środka, ja idę pospacerować, nie będę tracić czasu na mszę. Całe ręce mam pod bluzką, rękawy dyndają mi luźno. Czuję się z tym niewygodnie, wchodzę do toalety na rynku, żeby poprawić garderobę i wyjąć ręce. Zamyślam się, wytrąca mnie z tego chrząkanie mężczyzny, który czeka, aż zwolnię kabinę. Czuję się skrępowana jego obecnością i wystraszona bliskością. Drzwi, które nas rozdzielają nie maja zawiasów ani klamek, wystarczy je przestawić. Wystraszyłam się, na szczęście mężczyzna nie ma wrogich zamiarów, po prostu chciał siusiu . Wychodzę na plac pod kościołem. Jest gorąco, jakiś festyn, mnóstwo ludzi.

Nie widzę brata i ciotki, idę w kierunku domu, może tam już wrócili beze mnie. Odwracam się i jeszcze raz spoglądam na plac. Z tłumu wyłania się ojciec. Jest młody/stary, w okularach, pije piwo i lekko się zatacza.  Widzę jego samotność, rozpacz i bezradność. Nie chcę, by mnie dostrzegł, więc idę do auta. Jednak mnie zobaczył. Boje się,  przyspieszam, żeby mnie nie dogonił, bo wiem, że zrobi awanturę z powodu mojej tu obecności, choć nic nie rozumie. Wsiadam do auta, daję gazu, udało się.

 

Ciotki w domu nie ma, muszę więc wrócić na festyn, aby ja odnaleźć. Dziwię się, że spotkałam ojca w takim miejscu. Ktoś z tłumu tłumaczy, że to blisko od miasta, jest promenada, można zrobić zakupy, sporo ludzi tu przyjeżdża na rozrywkę. Atmosfera robi  luźniejsza, nie ma już osób wychodzących z kościoła, są jedynie turyści. Spaceruję uliczkami, jakiś mężczyzna staje się natarczywy, każe mi odsłonić piersi. Jestem wystraszona i oburzona jego zachcianką, ale widzę,  że wokoło wszystkie panie zrzucają górną część garderoby. Czas na zmysłowe uciechy, po które przyjechali turyści. Zrozumiałam, że odczułam nie swój strach, mnie nic nie grozi – więc spokojnie bardzo siarczystą wiązanką spławiam pana i jego zaloty. Skręcam w boczną ulicę na północ, jest tam spokojnie i bez ludzi. Widzę, że dojdę nią do miejskiego osiedla z wysokimi blokami, gdzie we śnie mieszka ojciec. Faktycznie jest tu blisko do wsi, w której byłam.


Otwórz osobno: Dziwna wizyta
Tylko autora: Helka

2019-02-22

Leśna polana i bliskie spotkanie

Dawid Wojciech Szarek

Ξ koń — o koniach, jeźdźcach i konnej jeździe
Ξ napastnik — o agresywnych osobnikach, mordercach i wampirach; o tych, którzy zmuszają do czegoś
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora

Las. Jadę swoim motocyklem (czerwone enduro BMW f650gs- znowu Ci Niemcy!!!), po lesie w swoich okolicach, mam zamiar odnaleźć istniejące źródełko,podobno krystalicznie czystej wody.

Odnajduję je, ale w tym samym czasie dojeżdżają do mnie dwaj panowie strażnicy leśni. Pouczają, że tu motocyklem nie można wjeżdzać i że pokażą mi owo źródełko, mogę nawet spróbować tej wody, ale musimy sie oddalić, bo za długo nie możemy tu przebywać(widać strach w ich oczach). Las jest nasz, są rodzime gatunki drzew, w końcu to las w niedalekiej odległości mojego miejsca zamieszkania, ale wszystko jest jakby dwa razy większe, bardziej dostojne, i bardziej kolorowe. Piękna zieleń. Źródełko znajduje się na przepięknej zielonej polanie, zaraz obok rzeczki, czy raczej górskiego strumyka. Czuć od niej chłodem.


Kiedy spróbowałem wody i chciałem wstać, jeden ze strażników zawołał, żeby zachować spokój i wykonywać spokojne ruchy. Na brzegach polany pojawiły się nad wyraz wyrośnięte, piękne białe konie. W ich oczach było czuć gniew, że naruszyliśmy ich spokój. Strażnicy wzięli mnie pod boki i równym krokiem, w ciszy, ruszyliśmy ku zaparkowanym pojazdom(mój motocykl i ich samochód). Atmosfera zrobiła się groźna. Wszyscy byliśmy mocno wystraszeni. W połowie drogi, a był kawałek, może z 200m, największa z klaczy(ewidentnie była to klacz, miała w sobie taką kobiecość), zaczeła z niesłychaną prędkością zataczać kręgi w koło nas. Od wielkich jak cała polana, schodząc bliżej ku nam. Strażnik po prawej krzyknął:
- Uwaga!!! Zaczyna się okrążanie!!!
I w tym momencie klacz jeszcze przyśpieszyła w zataczaniu kręgów, aż była tak blisko, że oddzieliła mnie i strażnika po prawej, który mnie nie puścił, od strażnika po lewej, którego odrzuciło w las. Było czuć jej gniew, moc, szybkość...
Zadzwonił budzik a ja wstałem zlany potem

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Leśna polana i bliskie spotkanie
Tylko autora: Dawid Wojciech Szarek

2019-02-09

Latanie w wirze...

Dawid Wojciech Szarek

Ξ celebryta — o sławnych ludziach, wielkich Polakach, postaciach z telewizji itp.
Ξ latanie — o lataniu, unoszeniu się w powietrze, lewitacji
Ξ podróż — o byciu w podróży, byciu przejazdem, o zwiedzaniu niezwykłych miejsc; przygotowania do podróży, do wyjazdu
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach
Ξ spadanie — sny, w których się spada

Zanim opiszę mój dzisiejszy sen chciałbym napisać o pewnym fakcie.

Jakiś czas temu odwiedziłem świat równoległy. Czy był to sen? Nie wiem. Ale jakież było to piękne. Tak bajkowej krainy nie doznałem nigdy... Wydawało mi się jakbym przeżył inne życie. Całe życie od narodzin aż do śmierci. Jedno wiem na pewno. Od kiedy pije przed snem wrotycz na zmianę z piołunem, które zaleciła mi Pani Doktor, moje doświadczenia stały się bardziej pełne, kolorowe i jakby bardziej dosadne.

Od dziecka byłem śniący, ale dopiero od niedawna jestem tego świadom.

Ale do rzeczy. Jako że jest to pierwszy mój tekst proszę o wyrozumiałość i z góry przepraszam za chaotyczność myśli.


Na drodze krajowej 92, niecałą godzinę od granicy z Niemcami, w miejscowości Poźrzadło, znajduje się zajazd dla ciężarówek, oraz restauracja w piramidzie. Na tymże parkingu odbywała się moja kłótnia ze znanym politykiem S. Niesiołowskim. Tematu sporu nie mogę sobie przypomnieć. Ale w momencie kiedy chciałem odlecieć (w snach zawsze latam, albo raczej skaczę na ogromne wysokości i spadam potem lotem ślizgowym jakby latająca wiewiórka), stało się coś zaskakującego. Jego lewa ręka zamieniła się w niebieską mackę ośmiornicy. On sam zniewolił mnie jakimś czarem i nie mogłem wykonać żadnego ruchu. Jednocześnie zaczął dźgać mnie tą macką w bok i krzyczał:

"- Nie możesz tego zrobić!?!?"...

Nagle coś huknęło i udało mi się wzbić w powietrze, na ogromną wysokość. Jak nigdy. Ja wiem, ze 300m. Zawisłem na chwile w powietrzu, poczułem radość i jednocześnie lęk z wysokiej wysokości spadania. W tej samej chwili przyszła do mnie myśl, że chciałbym przestać tylko skakać jak pasikonik, ale chciałbym latać. Jak superman, jak wolny ptak, jak wiatr. I że w tej chwili chciałbym znaleźć się w Rumunii (nie wiem dlaczego tam). I spadając w tym lęku wessało mnie w wir. Leciałem w wirze. Bez opamiętania. W jakiejś matematycznej proporcji. Jakby w wirze świętej geometrii. I to uczucie boskości. Jeszcze nigdy w żadnym śnie nie byłem taki szczęśliwy. W tym samym momencie oglądałem Rumunię. I pyk: przebłysk. Teraz Kalifornia. I pyk, jestem tam. Ale uczucie jakbym był i w Rumunii i w Kalifornii. I ten wir. Coś wspaniałego. Czułem że mogę wszystko... 

Zadzwonił budzik. Wstałem wypoczęty. Jak zawsze kiedy latam we śnie i czuje ten błękit...

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Latanie w wirze...
Tylko autora: Dawid Wojciech Szarek

2019-02-04

Piwnica, jasna, czysta i obszerna.

Kahuna

Ξ kobieta — o kobietach, których kobiecość jest eksponowana lub szczególna
Ξ podziemie — o podziemiach, piwnicach, lochach, jaskiniach i wchodzeniu do nich; o ciemnych miejscach, o schodzeniu w dół

Śniła mi się sąsiadka, z realnego życia, która lubi być na "nie bo nie". We śnie przyszła miła i ugodowa. Oddała mi garaż pod budynkiem, stykający się z moją piwnicą i oddała mi część pozostałych piwnic. Bardzo się ucieszyłem, chodziłem po zakamarkach piwnic odkrywając coraz to nowe przejścia i korytarze. Cieszyłem się, że to wszystko w końcu jest moje. Piwnice były bardzo czyste, nie były oświetlone ale były jasne.

Komentarzy: 6.
Otwórz osobno, z komentarzami: Piwnica, jasna, czysta i obszerna.
Tylko autora: Kahuna

2019-02-02

Tygrys i martwa, ciężarna kotka

Kahuna

Ξ kobieta — o kobietach, których kobiecość jest eksponowana lub szczególna
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ zabijanie — o zabijaniu i przygotowaniach do zabijania
Ξ zwierzę groźne — o groźnych zwierzętach, o zwięrzęcych napastnikach, drapieżcach, wężach, innych wstrętnych


„The Tyger”: fragment wiersza-grafiki Williama Blake'a


Jadę autem, obok teatru w moim mieście. Chcę przejechać przez osiedlową uliczkę, ale stoją tam jakieś ciemne postacie. Przestraszyłem się i pojechałem inną drogą. Wziąłem jakiś klucz od mieszkania/biura? Oszklona klatka schodowa. Widzę, ze biegnie w moją stronę tygrys, okazuje się, że nie biegnie na mnie, a goni za zdobyczą. Widzę jak układa się za filarem i zjada to co upolował. Przed filarem leży martwy kot (wiem jednak, że to kotka w ciąży). Ma rozszarpane gardło, ale nie przez tygrysa. Widzę, że idzie w stronę tygrysa kobieta, chcę ją ostrzec, jednak przechodzi obok zupełnie nie widząc zagrożenia. Tygrys potem zjawia się przed szklanymi drzwiami za którymi stoję i zjada zwłoki ciężarnej rudej kotki patrząc na mnie. Dziwne jest to, że sam obraz, choć dość mało przyjemny, nie wzbudził we mnie złych emocji po przebudzeniu.

Komentarzy: 3.
Otwórz osobno, z komentarzami: Tygrys i martwa, ciężarna kotka
Tylko autora: Kahuna

2019-01-06

Podpalenie poddasza

Kahuna

Śniłem o koledze, z realnego życia. Byłem u niego w domu. Prosił, żebym pomógł mu podpalić poddasze. Nie wiem dlaczego chciał to zrobić. Układałem koce, poduszki i inne łatwopalne elementy na schodach, miałem to polać benzyną. Wciąż jednak mówiłem, że to zły pomysł. To wzbudzi podejrzenia, drugi (!!?) pożar w ciągu dwóch tygodni. Poza tym od razu zobaczą resztki tych materiałów na stole, znajdą opary benzyny. Nikt nie uwierzy, że to przypadkowy pożar. Wciąż jednak przygotowywałem się do podpalenia. Zrezygnowałem jednak, gdy zobaczyłem, że dom nie jest pusty. Jego syn nagle się pojawił, zaczął się bawić w pokoju na poddaszu, skakać z piętra na dół. Zupełnie nieświadomy zagrożenia. Kolega też wydawał się nie przejmować obecnością syna. Domu nie podpaliłem.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Podpalenie poddasza
Tylko autora: Kahuna

2019-01-04

Duszący się niemowlak

Renata Dominiak

Ξ dziecko — o dzieciach i młodzieży
Ξ wyleczenie — o wyleczeniach i uzdrowieniach z choroby, o lekarstwach i tabletkach

04.01.2019


Zaglądam w gardło małemu dziecku i widzę tam korek plastikowy od butelki, już prawie w przełyku.  Dziecko się dusi. Robi się sine. Wkraczam do akcji. Odwracam je do góry nogami i potrząsam. Nie mam nic do stracenia, muszę działać szybko. Korek wyskakuje...ufffff


Otwórz osobno: Duszący się niemowlak
Tylko autora: Renata Dominiak

2018-12-22

Między piętrami

Mieczy.slowa

Ξ kupowanie — o kupowaniu, sklepach, targach
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ przejście — o przejściu na drugą stronę
Ξ rodzina — o krewnych, rodzinie, rodzicach, dzieciach, przodkach
Ξ zmarły — o zmarłych ważnych osobach; gdy wiadomo, kto to jest

Znalazłam się na ulicy wielkiego miasta i na jednym z budynków widniał napis, kino Słońce. Nieopodal stały stragany z warzywami i owocami a sprzedawca głośno namawiał do kupna granatów. Znalazłam się nagle w przestronnej sali o wysokim sklepieniu gdzie odbywała się jakaś uroczystość wręczania nagród albo medali za działalność charytatywną. Wyglądało to jak licytacja kto kogo bardziej uratował, że dzieci od śmierci głodowej, ludzi chorych, biednych, wykluczonych, bezdomnych. Każdy chciał kogoś uratować i mój Dziadek (już nieżyjący) który przy mnie się nagle pojawił był bardzo tym zadziwiony. Mowił też coś o chlebie, autyzmie i że znajdujemy się między piętrami.


Otwórz osobno: Między piętrami
Tylko autora: Mieczy.slowa

2018-12-19

Zielone światło gwiazd

Ludmiła

Ξ gorąco — gdy w śnie jest gorąco
Ξ niebo — o widoku nieba i Słońca, Księżyca, gwiazd, planet i chmur na nim
Ξ ogień — o ogniu, ogniskach, paleniu, płomieniach i pożarach

Przez ciemniejący las dochodzę do drewnianej chaty pośród drzew. Rozpalam pod kuchnią suty ogień. Palenisko staje się nowoczesnym kominkiem osłoniętym niepalną płytką. Przez pewien czas kontroluję płomień, potem na chwilę wychodzę z domku. Jest głęboko granatowa noc, nikogo! Wracam do izby, a tam żywy gorąc, zapłonęła osłona. Jak reagować?! Oślepiający blask obezwładnia. Niby się boję, ale bardziej mi wstyd. Trzeba radzić, a nie wiem jak. Zaglądam ogniowi głęboko w oczy i  "budzę się" - z dźwięczącym pytaniem - CO ROBIĆ!!? - Może nic? Może - niech się spali??! Płomienie! Płomienie!

Na niebie siano gwiazd sieje zieloną sól. Kisną w kącie chrupiące ogórki.

Komentarzy: 1.
Otwórz osobno, z komentarzami: Zielone światło gwiazd
Tylko autora: Ludmiła

2018-12-10

Problemy językowe

Wojciech Jóźwiak

Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki; ludzie o dziwnym wyglądzie, ludzie-chimery
Ξ pociąg — o pociągach i tramwajach, jeździe nimi, o dworcach kolejowych
Ξ zwierzę groźne — o groźnych zwierzętach, o zwięrzęcych napastnikach, drapieżcach, wężach, innych wstrętnych

Byłem w regionie na dalekim północnym wschodzie Finlandii. Na ten obszar ledwo sięgała mapa. Mieszkali tu prócz innych Polacy, ale mieli kłopoty ze swoimi nazwiskami, trudnymi do wymówienia, które przez to musieli sobie zmieniać. Ja brałem tam udział w..., tak to nazwijmy, ...warsztatach integracyjnych. Kobiety i mężczyźni, raczej starzy, którzy brali w nich udział, byli poprzebierani za zwierzęta, w tym niedźwiedzie, jak również wśród nich były niedźwiedzie nieprzebrane. Jedni popędzali drugich, naśladowano tresurę, chodzono w koło na czworakach. Gdy przyszła kolej na mnie, żebym się w to włączył, odmówiłem. Powiedziałem, bo mówiło się tam po angielsku: I refuse. Na to kobieta, która te „zabawy z niedźwiedziami na czworakach” prowadziła, zaczęła agresywnie domagać się ode mnie wyjaśnień. Mówiła: You don't refuse, you escape. Why do you escape? (Po obudzeniu byłem przekonany, że rozmowy odbywały się w dość biegłej angielszczyźnie. Nie wiem, czy naprawę tak było.) Na to ja chciałem odpowiedzieć, że to, co tam się dzieje, powinno zostać ukarane, ale nie potrafiłem tego powiedzieć, bo zamiast angielskiego słowa na „kara”, przypominało mi się niemieckie: Strafe. Po obudzeniu przypomniałem sobie, że punishment.

Dalej zmieniały się sceny, tak jakbym opuszczał tamto miejsce, przechodził gdzie indziej, w końcu jechał pociągiem... w którym był tłok i bałagan. Nie mogłem doliczyć się swoich bagaży, chociaż pamiętałem, że zabierałem kilka pełnych toreb. W końcu do moich rąk trafiła torba podróżna, która prawdopodobnie należała do mnie (chociaż zdziwiło mnie, że w środku była, chyba, gitara). Zamek-suwak był na całej długości rozcięty zapewne żyletką. W wagonie był ciągły ruch, ludzie przybywali i zwalniały się po nich miejscach, a półki na ścianach przez okulary widziałem jedne, a bez okularów inne.



Otwórz osobno: Problemy językowe
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2018-12-02

Cielito lindo

Wojciech Jóźwiak

Ξ góra — o górach i wspinaczce
Ξ jedzenie — o jedzeniu, pokarmach i jadłodajniach
Ξ miasto — o miastach i ich zwiedzaniu
Ξ muzyka — gdy w śnie gra muzyka lub się śpiewa, słychać muzykę lub śpiew, lub muzyka się przypomina
Ξ obcokrajowiec — o ludziach egzotycznych: Murzynach, Japończykach, Arabach, Cyganach, Indianach itp. płci obojga; obce języki; ludzie o dziwnym wyglądzie, ludzie-chimery
Ξ samochód — o samochodach i podobnych pojazdach, prowadzeniu samochodu, jeździe samochodem, o drogach i autostradach
Ξ świątynia — o świątyniach i kościołach, o pałacach
Ξ zimno — gdy w śnie jest zimno

(Coś było wcześniej.) Jadę ulicą w mieście (którego raczej nie znam) za strzałkami namalowanymi na jezdni. Półmrok. Skupiam się na patrzeniu na jezdnię przede mną. Strzałki idą przez chodnik dla pieszych, co mnie pociesza, że skoro „tu” są strzałki, to jednak nie złamałem przepisów drogowych, o co się obawiam, jadąc przez nieznane miasto. Przejeżdżam tunelem pod nasypem. Dalej ulica jest szersza i prosta, ale przegrodzona znakami „brak przejazdu”. Trzeba wjechać na chodnik. Przed sobą widzę, jak po tym chodniku do przodu posuwa się starsza kobieta z rowerem; prowadzi, nie jedzie. To mnie zachęca, żeby zrobić to samo: bo wydaje mi się, że też mam rower. (Czyli jest tak, jakbym w trakcie tej podróży przesiadał się: z samochodu na rower, a w końcu i tak dalej idę pieszo.) Jest zimno. Leży śnieg. Dzień jest pochmurny i ciemny. Tą drogą idę dalej, droga idzie pod górę i czuję „w nogach” to podejście. Śnieg jest wydeptany i śliski, uważam, żeby się nie pośliznąć. Po prawej stronie mijam wielkie drzewa, dalej w głębi są wzgórza, na których znajduje się „podwójny kościół”. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że zależnie jak się patrzy, widać jeden lub dwa kościoły. Obie budowle są takie same, wielkie, dalekie i z dawnej epoki. Tą samą wznoszącą się drogą idzie drugi mężczyzna, który raz jest z tyłu, raz z przodu i chcę go wyminąć tak, żeby nie wejść z nim w interakcję.

W pewnym miejscu z „moją” drogą krzyżuje się druga droga, która idzie w prawo, wyraźnie w stronę tamtego kościoła (lub dwóch kościołów) – jest podejściem na ich wzgórze. Skręcam i tam idę. Po drodze mijam grupy ludzi. Zaczynam wiedzieć, czego tam szukam: szukam stołówki lub jadłodajni, bo jestem z wycieczką, od której się odłączyłem, i teraz jest czas, kiedy nam, tzn. tej wycieczce, miano wydawać obiad. Czuję się głodny i czuję pomieszanie, jak wtedy, kiedy jest się głodnym, a posiłku nie widać. Szukam budynku, który mógłby być tą jadłodajnią, w tym celu wchodzę w boczne ścieżki na zboczu tamtej góry. Znajduję jakieś drewniane domy-pawilony, w których mieszkają ludzie lub spotykają się jakieś grupy turystyczne, ale jestem pewny, że żadne z tych miejsc nie jest tym, którego szukam. Widzę ludzi w kolejce po posiłek, ale również widzę, że jest już po godzinie 17:00, czyli za późno dla mojej grupy.

Znajduję się w miasteczku w rodzaju tych, jakie są nad Morzem Śródziemnym. Wąska uliczka. Słyszę lub raczej słyszę jakimś wewnętrznym uchem wspomnieniowym melodię piosenki „Cielito lindo”. Po dwóch stronach uliczki siedzą tamtejsze starsze kobiety w lokalnych strojach i wymawiają pojedyncze słowa z tamtej piosenki. Zostawiając duże przerwy pomiędzy tymi słowami. Słowa te słyszałem wyraźnie, ale po przebudzeniu nie umiałem ich powtórzyć.



Otwórz osobno: Cielito lindo
Tylko autora: Wojciech Jóźwiak

2018-11-27

Sen o fryzjerze

Bosenogi

Ξ pieniądze — o pieniądzach, płaceniu, przelewach i kontach
Ξ rozbieżność — gdy w śnie ukazuje się rozbieżność interesów lub celów
Ξ włosy — o włosach, ich czasaniu, fryzurach

Kilka dni temu przyśnił mi się przedziwny sen... A właściwie nic nowego - bo ciągle to robię. Tym razem sen uświadomił mi jak bardzo lojalność, przywiązanie, różne lęki powodują, lenistwo, czy nie wiem co jeszcze powoduje, że wciąż trwam przy tym samym fryzjerze :)

Chciałam się obciąć i ufarbować - nic nowego u kobiety - raczej norma :) Zadbać o siebie.
Miałam umówionego fryzjera na farbowanie gdzieś dalej - mistrza, ale tak się stało, że pewna znajoma fryzjerka przyjęła mnie po znajomości. W wielkim pośpiechu, prawie na korytarzu, bardzo ciągnęła mnie za włosy, źle obcięła, ale ja mimo to mówię, że może i farbowanie też niech zrobi... Czekałam kilka godzin... Kolor zupełnie odbiegł od moich oczekiwań, był totalnie inny - taki jak po prostu był... Widziałam banknot 200 PLN obok na lutrze po obcięciu jakiegoś pana - ile zapłaciłam nie pamiętam, ale wiem, że dużo, dużo za dużo jak na usługę z której nie byłam w ogóle zadowolona i kolor, i traktowanie i czekanie i ogóle...
A jednak nie wyszłam, a jednak dałam robić z sobą to czego nie chciałam. Chciałam wyglądać ładnie, zrobić coś dla siebie... I najciekawsze, że jeszcze za to zapłaciłam haha :)


Otwórz osobno: Sen o fryzjerze
Tylko autora: Bosenogi

2018-11-27

Chłód i gorąc

Kahuna

Ξ gorąco — gdy w śnie jest gorąco
Ξ katastrofa — o katastrofach
Ξ przestrzeń — o przestrzeni: gdy jest rozległa, są dalekie widoki itp.
Ξ zimno — gdy w śnie jest zimno

Jechałem po czymś w rodzaju prerii. Przeogromna przestrzeń. Nagle zaczęła zalewać tę powierzchnię woda. Auto było praktycznie pod wodą. Przyszedł bardzo zimny wiatr, zrobiło się sucho i mroźnie. Woda zniknęła, a ja patrzyłem w dal. Potem stara ceglana (w sensie materiału budowlanego) fabryka, dziwne korytarze, łukowe sklepienia korytarzy. Wszystko z cegieł. Czułem się jakbym biegł w rurze. Wyszedłem z budynku, oglądałem niby wiadomość w tv, ale ja to widziałem własnymi oczami. Bezdomny zsuwał się po popiele do wnętrza pieca (też okrągłe wejście, jakby rura, ale tylko dolna połowa, zsuwał się do pieca!!), krzyczy, woła o pomoc. Rzuca mu się ktoś na ratunek, wyjmuje go, ale sam potrzebuje pomocy. Pojawia się strażak w srebrnym kombinezonie i wchodzi do tego pieca. Ma ogromny problem z wyjściem. Jednak wszystko się udało, inni strażacy pomogli.


Otwórz osobno: Chłód i gorąc
Tylko autora: Kahuna

2018-11-24

Zmywanie

Ludmiła

Ξ skarb — o skarbach, ich szukaniu, znajdywaniu i ukrywaniu, o cennych przedmiotach, złocie i klejnotach, monetach
Ξ sprzątanie — o sprzątaniu i porządkowaniu
Ξ woda — o wodzie, pływaniu, żeglowaniu, tonięciu, zalewaniu przez wodę i o świecie podwodnym; morze i jeziora

Sny mi się meldują ostatnio dwupłaszczyznowe. Jedna spokojna, nie wadzi nikomu, łagodnie opisowa i kolorowa – druga jest wrednie zaczepna, odgryza się ząb za ząb! Dlaczego tak się rozwarstwiłam nie wiem, ale bardzo mi się to nie podoba.Pośród domowych zatrudnień najchętniej zmywam naczynia.

Śni się – Stoję przy zlewie i pod strumieniem łagodnie płynącej po dłoniach dość ciepłej wody zmywam talerzyki i miseczki. Odstawiane szczękają czyściutko. Na siatce odpływu widzę kilka otoczaków. Skąd one tu, przeszkadzają przecież! Wśród nich miga złoto – obrączka! Złodziejskim ruchem wydłubuję ją sprawdzając, czy nikt nie podgląda. Kilka kolejnych kamyków ... i ooo... znów śliczna obrączka. Zabieram i tę, bo gdy się powiedziało „a” należy dalej abecadło recytować! Każdy z kamyków ma „w talii” taki załącznik. Zaczynają się same wpychać na palce! Sio! Precz! Ani strzepać, wczepiają się prosząco, błagają!  „Znajdujesz co KTOŚ zgubił! Trzeba będzie oddać, bo to nie twoje. Złoto... hihi... tamten król już to przerobił... Chcesz sprawdzić? A nie wstyd ?!  I jak teraz sięgniesz po bób?”. Komentator, cholera! Ale faktycznie, po kiego mi cudzy złoty bób!


Otwórz osobno: Zmywanie
Tylko autora: Ludmiła

2018-11-17

Rozbieranka

Ludmiła

Ξ celebryta — o sławnych ludziach, wielkich Polakach, postaciach z telewizji itp.
Ξ drzewo — o drzewach i lasach; gdy sen dzieje się w lesie
Ξ nago — o nagości i obnażaniu się

Dzisiejszy sen wprawił mnie w nieliche pomieszanie. Śniłam: Idę przez park pełen dłoni klonowych liści szeleszczących pod nogami, nagle naprzeciwko pojawia się sylwetka przesadnie grubo ubranego Kaczora. Otaczają go wyprężone Psy. Z daleka sylwetkę polityka z niesmakiem rozpoznaję. Podchodzi i prosi o pozwolenie na zadanie mi pytania. Zgadzam się pod warunkiem, że oddali ochronę. Daje gestem znak, wolno idziemy we dwójkę aleją. Pyta „Dlaczego ludzie mnie nie lubią?” Zerkam spod oka: „Ty schudnij, człowieku!” Zaczyna się rozbierać pozostawiając za sobą sztuki odzieży. W końcu idzie obok całkiem goły, mizerny kurdupel. „Czemu zwróciłeś się akurat do mnie?” – pytam. „Bo pani ma taką uczciwą twarz” odpowiada i zanika z parkiem i ochroniarzami jak prześwietlany film. Budzę się zbrzydzona. Uczciwa twarz! Nigdy nie sądziłam, że mogłabym pójść na współpracę z reżymem. A tu proszę, jednak!


Otwórz osobno: Rozbieranka
Tylko autora: Ludmiła


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)