Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 października 2017

Krzysztof Wirpsza

Fabryka geniuszy • 2
I żeby się chciało chcieć

Geniusz w nas, jak dziecko, wszystkimi zmysłami chce połknąć świat. Chce żyć lepiej, pełniej, bardziej soczyście, wrąc dziką ochotą, doświadczając życia ad hoc, tańcząc przy ogniu, śpiewając po lesie, kochając na zabój i ogólnie – celebrując Siebie.

Pamiętasz czasy dzieciństwa, kiedy uczyliśmy się chłonąc wszystko jak gąbka, prawdopodobnie przenikliwiej niż Einstein, głębiej niż Nietzsche, ostrzej niż Picasso, oryginalniej niż Bosch i bardziej przejmująco niż Edith Piaf?

A teraz zdradzę ci sekret – zapewne pierwszy z serii, ale kto wie, czy nie najważniejszy...

Ono wciąż tu jest.

Twoje Wewnętrzne Dziecko

Wewnętrzne Dziecko pulsuje pod skorupką jak pisklak, szczelnie obudowane tym wszystkim co „podarowała” mu w schedzie stara śpiewka, to znaczy szkoła, rodzice, politycy, media, rodacy czy partnerzy. I chcę ci drogi Czytelniku powiedzieć, że ono jest rzeczywiście „pod skorupką” - dosłownie na głębokość palca.

To chodzi po prostu o Twój Geniusz. Geniusz, czyli Entuzjazm, czyli Pasja, czyli Wola, czyli Kreatywność, czyli Dusza, czyli Jaźń. Wszystko to to samo, chociaż używamy różnych słów, ażeby naświetlić rozmaite aspekty.

Naturalną konsekwencją odczuwania i przeżywania swojej Kreatywności, swojej Radości Życia, swojej Pasji - jest Wola. Ważna rzecz: tak rozumiana Wola to coś zupełnie innego niż siła woli, znana nam z różnego rodzaju treningów i samorozwojów. Siła oznacza wysiłek. Musimy pokonać opór, aby realizować jedną z dostępnych opcji. To też jest potrzebne, a nawet niezbędne. Ale to nie ma nic wspólnego z autentyczną radością działania, czyli Wolą przez duże W.

Bez Woli, „siła woli” - no, cóż Nie powiemy, że „nic nie znaczy”, skoro to na niej stoi cały system edukacyjny (i w zasadzie każdy inny system w ogóle). Istnienie dowolnego gmachu, w tym i edukacyjnego, choć bez wątpienia kluczowe dla czegośtam (nie wnikamy czego), jest jednak mimo wszystko blade w porównaniu z prawidłami jakie rządzą Geniuszem.

Przy okazji - Wola to po prostu postanowienie aby coś zrobić. Nie ma tu „wysilania się”, jest pewność. I radość – no, bo skoro szczerze postanowiliśmy, to jakże? „Cała naprzód” a do tego pełen luz.

Albowiem „Dla Chcącego... itd”


„Jasiu, będziesz byk”

Ku tobie płynę, wszystko niszczący, lecz nie zwycięski wielorybie. Do ostatka zmagam się z tobą, z samego serca piekieł godzę w ciebie.
Ahab, Moby Dick

Aby zilustrować nasz powszechny problem z Wolą opowiem jedną historię z czasów kiedy zawzięcie ćwiczyłem... o pardon – z czasów kiedy zawzięcie postanowiłem ćwiczyć na siłowni. Pamiętam ich jak dziś – trzech podtatusiałych facetów, brzuchy i te de, obdarzeni budową ciała, przywodzącą na myśl nie tyle sztangę, co jakąś raczej dietę mięsno-piwną. Nie pamiętam też czy wszyscy, ale przynajmniej jeden prezentował się jako posiadacz typowo polskiej pary wąsów a la kierowca TIR-a.

Zasuwając w pocie czoła na rozmaitych urządzeniach, wędrowałem ciekawskim uchem w stronę rozmów tej trójki. Wyłapałem, że był to ich pierwszy dzień na siłowni, po prostu skrzyknęli się, aby „coś z tym zrobić”. I ruszyli. Wynikało też, że celowo przyszli tu razem, licząc że obecność współtowarzyszy umocni jakoś ich nadwątlonego ducha.

Nie wiem co tam było – prostolinijność, dziecięca wiara, ten optymizm, że ot, tak z ulicy wejdą? A może specyficzna dziewicza poniekąd (hy, hy...) niepewność jaką dawało się wyczuć w tekstach typu: „Będziesz, Jasiu, byk”? I potem w tym ciągłym poklepywaniu się nawzajem, nieśmiałym, jakby wstydliwym zagrzewaniu do boju?

Gdy jeden ćwiczył, dwaj pozostali czekali – w sumie więc nie spocili się jakoś, i widać było, że cała ta maszyneria, atmosfera, pot, szum, skupiona praca, raczej ich stresują. Widziałem też tych panów jeszcze chyba z raz, na tej samej siłowni, po dwóch może dniach. I tyle. Po trzech miesiącach sam, nawiasem mówiąc, zrezygnowałem.

Nurtowało mnie jednak zawsze pytanie:

Czemu?

Muszę przyznać, że rozumiałem świetnie to zdesperowane towarzystwo. Ich raźność wyglądała podobnie do moich regularnie palących na panewce planów budowaniu klaty. Ja wytrzymałem całe cztery miesiące, oni kilka dni, ale w sumie efekt ten sam. Żaden. Przypomina to trochę niesmaczne pytanie: co warte postanowienia noworoczne? Albo lepiej: co warte w ogóle jakiekolwiek postanowienia?

Widzę, że wielu moich słuchaczy na kursach angielskiego boryka się z podobnym dylematem. Można by to pewnie jakoś naukowo nazwać, na przykład Zespołem Załamania Entuzjazmu (Enthusiasm Deficiency Syndrome?). Ponieważ angielski, podobnie jak siłownia, jest jednym tych postanowień jakie rutynowo podejmujemy planując różnego typu entuzjastyczny abordaż, wydaje się, że podlega on analogicznym prawom. Ach ten drżący płomyk kiedy wyobrażam sobie wstydliwie, że „będę byk”! I to szczere westchnienie gdy po jakichś trzech tygodniach rzeczywistość jednak bierze górę (a marzenia grzecznie maszerują do kąta)!


Dreptak w Mielcu

Nie mogę się powstrzymać, żeby tu nie przytoczyć piosenki Andrzeja Waligórskiego, jaką przed laty interpretował na deskach warszawskiej „Stodoły” Olek Grotowski. Tytuł o ile pamiętam brzmiał „Porwanie samolotu”, bohaterem był oczywiście sam Dreptak, znany bohater poezji Waligórskiego, z postury i zachowania przypominający jednego z trzech moich „tatusiow”. Akcja polegała na tym, że Dreptak uprowadził samolot, no, ale potem nie wiedząc do jakiego kraju chciałby dolecieć, po przekartkowaniu atlasu kazał pilotowi wylądować w okolicach... Mielca. Piosenka kończy się słowami: „...wiele jest samolotów, w wielu lecą Dreptaki – lecz lądują bliziutko – pod tym względem są pewni.”

Metoda „na Dreptaka” wydaje się dominującym narzędziem w edukacji. Sale lekcyjne wypełnia tłum zdesperowanych Dreptaków, kiwających się nad książką, w rytm sennego brzęczenia much. W zamerykanizowanej wersji, Dreptaki podskakują i wykrzykują wesoło, powtarzając coś co zalecił trener, jednak ich rzeczywisty poziom entuzjazmu – jako żywo przypomina codzienność mieszkańców Mielca.

Niestety system edukacyjny konsekwentnie oducza nas czerpania radości z nauki. Często uczymy się na siłę, z poczucia winy lub obowiązku, po drodze co i rusz oceniając i krytykując własne postępy. Zdecydowanie przeceniamy przy tym rolę wysiłku jako rzekomo niezbędnej przeciwwagi dla własnego tzw. lenistwa.

Nie trzeba dodawać, że w takiej „przymusowej gimnastyce” niewiele jest z Wewnętrznego Dziecka. Ale wierzę, że nie musi tak być. Wiem, że istnieje sposób dokonywania zmian, który odbywa się bezwysiłkowo – ponieważ wynika z wewnętrznej iskry. Gdy działamy w ten sposób – mówienie o wysiłku robi się trochę śmieszne. Pamiętam jak kiedyś pani w muzeum na wycieczce szkolnej tłumaczyła nam, że „twórca bardzo ciężko pracuje, po to aby stworzyć swoje dzieła”. Jak to? - myślałem sobie wtedy. - To Twórcy jest trudno? Myślałem, że Tworzenie to jedyna rzecz na tym świecie, która prawidłowo wykonywana, dodaje mu skrzydeł (zamiast czynić jeszcze poważniejszym i wyczerpanym).

Więc tu uwaga. Woli, nie należy tu w żadnym wypadku mylić z siłą woli. To jest po prostu co innego. Wola przez duże W jest działaniem samoistnym. „Samo się” robi, ty nic do tego nie masz – natomiast owszem, ma do tego wiele Twoja iskra. Przy otwartym kanale, Jaźń sama kieruje lekcją (życia), a zarówno „uczący się” jak i „nauczyciel” (nie zawsze do końca wiadomo kto jest kim), stają się przy tej okazji wręcz krwiście umotywowani. Jako efekt uboczny pojawiają się też: błogość, radość, zapał, przyjemność, i... tajemnica.

Aha, no i co to ma wspólnego z powtarzaniem sobie, że „Jasiu, będziesz byk”?

O ile wiem, nic.


Organiczny entuzjazm

Pracując z Jaźnią w edukacji, widzę, że entuzjazm powstaje wtedy gdy nie wywołujemy zmian „na pych”, a w zgodzie z potrzebami jakie akurat mamy. Wykracza to oczywiście poza salę lekcyjną, ale sala lekcyjna, coaching, czy dowolnego rodzaju profesjonalne wsparcie, może – powinno – pomóc nam te potrzeby sobie uświadomić. Wola naturalnie wypływa ze wzrostu witalności, ten zaś, całkiem po prostu bierze się z faktu, że dbamy o siebie.

To jest coś, czego wydaje się nie rozumieć mnóstwo propagandzistów - chęci do zmiany nie wykrzeszesz nawet z najbardziej zawziętych „postanowień”.

Ona może się tylko narodzić w Tobie, gdy będziesz dla siebie dobry.


Jak zachwyca skoro nie zachwyca

Podsumujmy. Rzeczywiste pytanie sformułował Gombrowicz, ponad 80 lat temu:

Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?

Człowiek szczęśliwy i zadbany, wiedzący Kim Jest w naturalny sposób chętnie się zmienia, jeżeli oczywiście ta zmiana odzwierciedla jego prawdziwe wartości. Jeżeli żyjemy w oddzieleniu od swoich wartości – to i żyć i uczyć i zmieniać nam się nie chce. Jesteśmy wtedy leniwi, i wymyślamy sobie siłę woli, której nam rzekomo „brakuje”. Aby zapełnić brak, ogromnym nakładem sił psychicznych tworzymy arsenał środków zmuszania się, których celem jest – po raz kolejny - udawanie, że problem leży gdzieś tam.

Ewentualnie idziemy w zaparte i nie robimy nic.

Większa część edukacji, coachingu, treningu motywacyjnego, terapii – lwia część tego wszystkiego stwarza iluzję, że istnieje jakiś sposób zdobycia władzy nad własnym :”ja”.

Z pewnością taki sposób istnieje. Z pewnością można wziąć samego siebie „za fraki”, „kopnąć się w tyłek” czy w inny sposób zmusić do podążania w wymarzonym kierunku. Pytanie tylko Kto wtedy pozostanie, ażeby smakować owoc?

A przecież to właśnie o smak nam chodziło, nie?


Koniec


Tekst pojawił się (także) na blogu autora: www.englishinside.pl



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)