28 marca 2012
Piotr Jaczewski
Serial: Okiem Hipnotyzera
Bogowie jako spersonifikowane wartości.
◀ Efekt Lucyfera - Zimbardo - Potrzeba bohaterów ◀ ► Urealnianie Rzeczywistości. Urealnianie Ja. ►
Na temat Bogów - "Postaci z wizji traktowanych w szczególny sposób"
naprowadziła mnie w dużej mierze praca nad wartościami i zastanawianie
się nad ich wpływem.
Wartości możemy postrzegać jako centralne siły naszego życia i naszą bramę do większych układów w których się poruszamy. Jest to oczywiście skrócone spostrzeżenie i założenie, że ludzie wybierają to, co dla nich ważne, robią to co dla nich ważne i inne sprawy stają się dla nich mniej ważne.
Przyglądając się wartościom,nie mogę nie zauważyć ich hipnotyzującej zawężającej świadomość natury (to co dla nas ważne naturalnie przykuwa naszą uwagę) oraz w rezultacie paradoksalności z nimi związanej płynącej z wycinania,usuwania niepasujących fragmentów doświadczenia przy zawężonej uwadze np. osoba dla której "miłość" jest wartością może (i najczęściej tak robi) nie dostrzegać jak jej zachowania są pozbawione miłości, a sieją strach rozpacz i nienawiść. Osoba dla której wartością jest "honor" może zachowywać się bardzo niehonorowo w skutek zawężenia tej wartości do jednej-dwu sytuacji. Esteta ceniący "piękno" może zupełnie nie dostrzegać otaczającego go piękna itd.
Ten efekt w dużym stopniu bierze się ze skupienia na myśleniu, hipnotycznego wpływu obrazów, narracji i odczuć czy niesprecyzowanego niedookreślonego mentalnego przetwarzania, które konkretyzuje się dopiero w interakcjach. Można powiedzieć, że myślenie jest niepełnym wejściem do świata wewnętrznego, procesem w większości nieświadomym i automatycznym!
W dużym stopniu myślimy, że myślimy. W przypadku myśli będących "explicite" - bardziej jawnymi, wewnętrznymi obrazami, werbalizacją, przepływem uczuć - zwykle nie jesteśmy świadomi całości kontekstu stojącego za danym obrazem, postaci do której pasują werbalizacje i zmiany uczuć w czasie pod wpływem zewnętrznych doświadczeń. To tak jakbyśmy zerkali do świata wewnętrznego przez dziurkę od klucza, podsłuchując przez drzwi i wyczuwając ruchy klamki.
Z kolei niewiele osób rozumie i wie coś na temat "implicite" - tego przetwarzania, które jest mgliste i niewyraźne, niedostępne świadomości za to równie mocno kształtuje nasze zachowania, co elementy świadome.
Jak te myślowe przekładają się na wartości ?
Z tych procesów nieświadomych wychodzi, że wartości kierują nami, a nie my wartościami. Stąd prosta droga do idei Bogów...
Bardziej skomplikowany argument ZA Pracą z Bogami pojawia się, jeśli rozumiemy, że nasz styl reagowania, podejście i założenia przy wkraczaniu do świata wewnętrznego przekłada się na świat zewnętrzny. Upraszczając:
Jeśli postacie ze świata wewnętrznego traktujemy jako "podosobowości", zbyt jednostronnie, monotematycznie, nierealne to w ten sam sposób zaczynamy traktować osoby ze świata zewnętrznego.
W dodatku ta tendencja do "spłycania ludzi" jest naturalna, nie mamy dostępu do ich punktu widzenia, a jedynie do własnego wyobrażenia o ich punkcie widzenia.
Stąd też jeśli chcemy przeciwdziałać owej degradacji postrzegania innych ludzi w innym świecie trzeba dodawać dodatkową wartość postaciom ze świata wewnętrznego! Ludzie są czymś więcej niż naszymi myślami o nich..
A zatem myślenie o postaciach ze świata wewnętrznego, jako odrębnych bytach i ich światach, bogach z własnymi dziedzinami - "boskich duchach" obdarzonych niezwykłą mocą, właściwościami, które chcemy zbadać ma ten sens pt. urealniam innych ludzi... A przez to siebie.
Wartości możemy postrzegać jako centralne siły naszego życia i naszą bramę do większych układów w których się poruszamy. Jest to oczywiście skrócone spostrzeżenie i założenie, że ludzie wybierają to, co dla nich ważne, robią to co dla nich ważne i inne sprawy stają się dla nich mniej ważne.
Przyglądając się wartościom,nie mogę nie zauważyć ich hipnotyzującej zawężającej świadomość natury (to co dla nas ważne naturalnie przykuwa naszą uwagę) oraz w rezultacie paradoksalności z nimi związanej płynącej z wycinania,usuwania niepasujących fragmentów doświadczenia przy zawężonej uwadze np. osoba dla której "miłość" jest wartością może (i najczęściej tak robi) nie dostrzegać jak jej zachowania są pozbawione miłości, a sieją strach rozpacz i nienawiść. Osoba dla której wartością jest "honor" może zachowywać się bardzo niehonorowo w skutek zawężenia tej wartości do jednej-dwu sytuacji. Esteta ceniący "piękno" może zupełnie nie dostrzegać otaczającego go piękna itd.
Ten efekt w dużym stopniu bierze się ze skupienia na myśleniu, hipnotycznego wpływu obrazów, narracji i odczuć czy niesprecyzowanego niedookreślonego mentalnego przetwarzania, które konkretyzuje się dopiero w interakcjach. Można powiedzieć, że myślenie jest niepełnym wejściem do świata wewnętrznego, procesem w większości nieświadomym i automatycznym!
W dużym stopniu myślimy, że myślimy. W przypadku myśli będących "explicite" - bardziej jawnymi, wewnętrznymi obrazami, werbalizacją, przepływem uczuć - zwykle nie jesteśmy świadomi całości kontekstu stojącego za danym obrazem, postaci do której pasują werbalizacje i zmiany uczuć w czasie pod wpływem zewnętrznych doświadczeń. To tak jakbyśmy zerkali do świata wewnętrznego przez dziurkę od klucza, podsłuchując przez drzwi i wyczuwając ruchy klamki.
Z kolei niewiele osób rozumie i wie coś na temat "implicite" - tego przetwarzania, które jest mgliste i niewyraźne, niedostępne świadomości za to równie mocno kształtuje nasze zachowania, co elementy świadome.
Jak te myślowe przekładają się na wartości ?
Z tych procesów nieświadomych wychodzi, że wartości kierują nami, a nie my wartościami. Stąd prosta droga do idei Bogów...
Bardziej skomplikowany argument ZA Pracą z Bogami pojawia się, jeśli rozumiemy, że nasz styl reagowania, podejście i założenia przy wkraczaniu do świata wewnętrznego przekłada się na świat zewnętrzny. Upraszczając:
Jeśli postacie ze świata wewnętrznego traktujemy jako "podosobowości", zbyt jednostronnie, monotematycznie, nierealne to w ten sam sposób zaczynamy traktować osoby ze świata zewnętrznego.
W dodatku ta tendencja do "spłycania ludzi" jest naturalna, nie mamy dostępu do ich punktu widzenia, a jedynie do własnego wyobrażenia o ich punkcie widzenia.
Stąd też jeśli chcemy przeciwdziałać owej degradacji postrzegania innych ludzi w innym świecie trzeba dodawać dodatkową wartość postaciom ze świata wewnętrznego! Ludzie są czymś więcej niż naszymi myślami o nich..
A zatem myślenie o postaciach ze świata wewnętrznego, jako odrębnych bytach i ich światach, bogach z własnymi dziedzinami - "boskich duchach" obdarzonych niezwykłą mocą, właściwościami, które chcemy zbadać ma ten sens pt. urealniam innych ludzi... A przez to siebie.
◀ Efekt Lucyfera - Zimbardo - Potrzeba bohaterów ◀ ► Urealnianie Rzeczywistości. Urealnianie Ja. ►
Komentarze
1. po co urealniać coś co jest realne? • Katarzyna • 2012-04-02
Znowu wtrącę swoje 3 grosze, bo najpierw się zachwyciłam, a potem oburzyłam... Nie wiem, czy jest zawsze tak się dzieje, ale coś jest na rzeczy, że ludzie którzy dużo mówią o jakiś wartościach, często nie kierują się nimi w życiu, albo kierują się w jakiś wybiórczy sposób: esteta, który zachwyca się dziełami uznanych artystów, a obrazy "ulicznych malarzy" uważa za kicz albo dewotka, która ciągle mówi o miłości bliźniego, a nie rozmawia z ateistami, bo uważa, że nie będzie w stanie się z nimi porozumieć. Może w ogóle "wartości" są groźne, bo powinniśmy w każdej sytuacji zastanowić się, co powinniśmy zrobić i czy cokolwiek trzeba robić. Sama przekonałam się parę razy, że działając z dobrą intencją można spowodować katastrofę. Świat jest bardzo złożony i niekoniecznie trafne jest przykładanie do niego prostych szablonów. Co najważniejsze, wydaje mi się, że wartości nie mogą być ponad ludźmi i życiem, one mają im służyć: nie podoba mi się sytuacja, kiedy dla kogoś wartością jest "rodzina", w związku z czym nie rozwiedzie się ze współmałżonkiem alkoholikiem, narażając dzieci na lata kłótni i przemocy w domu, albo rozwiedzie się i będzie przez resztę życia cierpieć, zamiast pozwolić komuś innemu pokochać się i stworzyć z tą nowo poznaną osobą szczęśliwą rodzinę.
Tutaj przeskoczę do drugiej części: piszesz Piotrze, że nie powinno się traktować Bogów jako postaci nierealne, jako część naszej osobowości, bo może to prowadzić do traktowania ludzi jako kogoś nierealnego. Ja tu nie widzę związku. Ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych i dotykalnych, natomiast kontakt z Bogami jest bardziej metafizyczny. Mamy bezpośredni dostęp do punktu widzenia innych ludzi, bo oni nam go przedstawiają. Natomiast co do Bogów/bogów/boga/Boga to mam wrażenie, że właśnie przez to, że piszesz, że urealnia te postaci ze świata wewnętrznego myślenie o nich jako o odrębnych bytach, świadczy o tym, że uważasz ich za jakieś nierealne idee, które potrzebują zaistnieć. Ja tu widzę rozmywanie czegoś co w myśleniu o religii (religioznawstwo i teologia raczej były w tym zgodne) było jasno określone: wiary i niewiary. Albo uznajemy, że Bóg/bogowie itd. istnieją (tu najwyżej precyzujemy sobie w jaki sposób) albo mówimy, że są wytworami umysłu człowieka, czyli wymysłem (tu precyzujemy czy świadomym czy nie). Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby ludzka świadomość wytworzyła boga. To jest bluźnierstwo i to w każdej religii. Bóg istniał, zanim pojawili się ludzie jako ludzie. Nie można "urealaniać" innych ludzi, bo oni SĄ realni; co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są.
Tutaj przeskoczę do drugiej części: piszesz Piotrze, że nie powinno się traktować Bogów jako postaci nierealne, jako część naszej osobowości, bo może to prowadzić do traktowania ludzi jako kogoś nierealnego. Ja tu nie widzę związku. Ludzi mamy fizycznie widocznych, słyszalnych i dotykalnych, natomiast kontakt z Bogami jest bardziej metafizyczny. Mamy bezpośredni dostęp do punktu widzenia innych ludzi, bo oni nam go przedstawiają. Natomiast co do Bogów/bogów/boga/Boga to mam wrażenie, że właśnie przez to, że piszesz, że urealnia te postaci ze świata wewnętrznego myślenie o nich jako o odrębnych bytach, świadczy o tym, że uważasz ich za jakieś nierealne idee, które potrzebują zaistnieć. Ja tu widzę rozmywanie czegoś co w myśleniu o religii (religioznawstwo i teologia raczej były w tym zgodne) było jasno określone: wiary i niewiary. Albo uznajemy, że Bóg/bogowie itd. istnieją (tu najwyżej precyzujemy sobie w jaki sposób) albo mówimy, że są wytworami umysłu człowieka, czyli wymysłem (tu precyzujemy czy świadomym czy nie). Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby ludzka świadomość wytworzyła boga. To jest bluźnierstwo i to w każdej religii. Bóg istniał, zanim pojawili się ludzie jako ludzie. Nie można "urealaniać" innych ludzi, bo oni SĄ realni; co najwyżej można odkrywać jacy naprawdę są.
2. Priming • Piotr Jaczewski • 2012-04-03
Dodam, że te zjawiska wokół wartości to w dużym stopniu efekt primingu, torowania. To naturalne dla nas zjawisko powoduje, że stykając się ze zdaniem z którym częściowo się zgadzamy, lub nie jesteśmy go pewni pewnie ciężko wyjść z przeciwną narracją.
Na tekst "W życiu ważne jest piękno, szczęście i harmonia" relatywnie ciężko jest zareagować "Mówisz, że pięknie będzie jak harmonijnie będę robić tak, żebyś TY był szczęśliwy?".
Taka reakcja wymaga wyrobionego zdania, czy też pewnej dawki złości lub nakręcenia. W dodatku do mechanizmu primingu obie pozycje są niewygodne społecznie!
Ten sam mechanizm wykorzystują często skrypty telemarketingu.
Na tekst "W życiu ważne jest piękno, szczęście i harmonia" relatywnie ciężko jest zareagować "Mówisz, że pięknie będzie jak harmonijnie będę robić tak, żebyś TY był szczęśliwy?".
Taka reakcja wymaga wyrobionego zdania, czy też pewnej dawki złości lub nakręcenia. W dodatku do mechanizmu primingu obie pozycje są niewygodne społecznie!
Ten sam mechanizm wykorzystują często skrypty telemarketingu.
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
