
Obraz 1
Poranek w¶ród mgie³ i rosy. Bose dziecko w bia³ej, d³ugiej koszulce
stoj±ce w¶ród rosochatych wierzb. Czekaj±ce na czyj¶ znak, by za chwilê
udaæ siê w drogê. To dziecko nie narodzi³o siê jeszcze.
..................
To ja? Gdzie jestem? Kim jestem? Niedawno by³am gdzie¶ indziej... By³am kim¶ innym... Nie pamiêtam... Na co czekam? Ca³a jestem oczekiwaniem. Wokó³ mg³a nieprzenikniona, ale... Widzê co¶... Czy to pamiêæ wraca? Tak! Wiem ju¿! Za chwilê przyjd± One! Jak¿e dobrze jest pamiêtaæ! Och! Napiêta jestem oczekiwaniem jak struna pradawnych gê¶li, na których za chwilê kto¶ zagra pie¶ñ ¿ycia. Za¶ ja jestem niezaistnia³ym jeszcze akordem tej przysz³ej pie¶ni. Jestem dzieckiem w¶ród wierzb rosochatych. Jestem ma³±, marzn±c± istot±. Bosymi stopami depczê mokr± trawê. Czekam, by pój¶æ dalej - tylko swoj± drog± lecz nie samotna. Dok±d mam pój¶æ? Któ¿ mnie przyjmie? Nienarodzon± jeszcze istotê... Ale przecie¿ to tylko chwila i... cii... s³yszê d¼wiêk struny, na której ju¿ graj± One - Rodzanice!...
Obraz 2
Ch³odny poranek. Dziecko stoj±ce przed progiem starej chaty. Za chwilê go przest±pi. Wystarczy jeden krok.
..................
A wiêc to tutaj wiód³ mnie Rod przy d¼wiêkach odwiecznej pie¶ni Rodzanic? Nieznana strzecha, nieznany próg... Kim oka¿± siê ci, którzy mnie oczekuj±? I czy na pewno mnie oczekuj±? Czy w³a¶nie mnie? S³yszê bicie w³asnego serca, coraz mocniejsze i szybsze. Z oczu p³yn± ³zy. Niepewno¶æ, która opu¶ci mnie, je¶li tylko przekroczê ten próg. Wystarczy krok, by przej¶æ i zrozumieæ... Rodzie!...
Obraz 3
Wnêtrze izby rozja¶nianej biel± porannych promieni s³oñca. Stó³,
przy którym zasiedli ludzie oczekuj±cy czego¶ lub kogo¶. Na stole -
ko³acz, miód, ser i kasza. Próg domostwa przestêpuje dziecko.
..................
Spe³ni³o siê. Jestem tutaj. W izbie rozja¶nianej pierwszymi promieniami s³oñca i jêzykami ognia pe³gaj±cymi w palenisku i w oczach tych ludzi. U¶miechaj± siê do kogo¶, lecz... Oczy ich s± skierowane w moj± stronê. Dla mnie wiêc te u¶miechy? Dla wêdrowca nieznanego? Chcê zapytaæ: "Czy ten dom mnie przyjmie?", lecz nim zd±¿ê spytaæ, ju¿ czytam odpowied¼ w ich oczach: "Przyjêli¶my ciê. Zostañ z nami na dolê i niedolê, na ¿ycie, które jest i na ¶mieræ...". Jak ciep³o tak siedzieæ w¶ród promieni s³oñca i ognia domostwa. Przy jednym stole z lud¼mi otaczaj±cymi mnie d³oñmi oraz z tymi, którzy przy d¼wiêkach strun prowadzili mnie tutaj.
Obraz 4
Wnêtrze chaty rozja¶niane pe³gaj±cymi po ¶cianach p³omieniami ognia.
Stara kobieta nak³ada drew do pieca. W oczach dziecka odbijaj± siê
czerwone jêzyki ognia.
..................
W chacie jest mi tak ciep³o i przyjemnie. Ta kobieta, która nak³ada drew do pieca... Spogl±da na mnie u¶miechaj±c siê. I ja patrzê na ni± pe³na spokoju i pewno¶ci, ¿e to jest moje miejsce.
I nie wiem czy to mój u¶miech sprawia, ¿e malutkie p³omyczki zaczynaj± ruszaæ siê ¿wawiej? Ze zdumieniem obserwujê zabawê tych duszków - tak mi siê wydaje ¿e te czerwone p³omyki to ma³e stworzonka - wiecznie ¿ywe, uganiaj±ce siê za sob±. Kobieta staje za mn± i zaczyna ¶piewaæ. Có¿ to za pie¶ñ? Wydaje mi siê, ¿e s³ysza³am j± gdzie¶. S³owa o Bogach... Kim oni s±? O duchach... Nie pamiêtam... S³owa o ¶wiêtym ogniu?... Nie wszystko rozumiem, ale melodia podoba mi siê niezmiernie. Uko³ysana ¶piewem i ciep³em - zasypiam spokojnie i ¶niê sen znany...
Obraz 5
¦cie¿kê w¶ród z³otych pól przemierza stara kobieta. Krok w krok za
ni± idzie ma³e dziecko w bia³ej koszulce. Id± w stronê wschodz±cego
s³oñca.
..................
Pytam babki jak to jest, ¿e s³oñce z³ote ci±gle przemierza niebo. Dok±d ono wêdruje? Babka u¶miecha siê i cierpliwie t³umaczy. Zauroczona s³ucham jej historii o Swaro¿ycu i jego ojcu - kowalu. Jakie to dziwne. Powoli, powoli uk³adam sobie to wszystko w jedn± ca³o¶æ. Babka ¶mieje siê gdy pytam czy Swaróg wykuje dla mnie co¶ ³adnego. O, chcia³abym mieæ co¶ od niego! Ale po chwili ju¿ wiem, ¿e nie mo¿e mi daæ nic piêkniejszego ni¿ to z³ote pole, te k³osy w których tonê... Mówiê jej o tym. Nie wiem czemu, ale babka jest strasznie zdziwiona moimi s³owami. I nagle unosi mnie wysoko ¶miej±c siê rado¶nie, a ja trwam zawieszona miêdzy z³otem k³osów a z³otem promieni s³oñca.
Obraz 6
Ciep³a noc. Piaszczyst± drog± idzie dziewczyna wpatruj±c siê w gwiazdy.
..................
Noc taka ciep³a. Majowa. Mrok dooko³a lecz dzi¶ nie bojê siê mroku. Ksiê¿yc wiêkszy ni¿ zwykle... Czy mo¿e znowu co¶ mi siê wydaje? I droga znajoma ta sama, któr± wielu przede mn± kroczy³o. A mo¿e i noc jest ta sama? Bo ksiê¿yc przecie¿ od lat niezmienny w swej zmienno¶ci. I migocz±ce gwiazdy jakby nici± bogini jakiej¶ na zawsze przytwierdzone do czerni at³asowej - wskazuj±ce drogê wêdrowcom. Ale dzi¶? Dlaczego tañcz± po ciemnym niebie? Dlaczego kre¶l± znaki, których nigdy wcze¶niej nie widzia³am? Nie widzia³am?... Có¿ one znacz± i gdzie¿ nauczyciel, który odkryje przede mn± tajemnicê nieba rozpiêtego nade mn± jak ksiêga niezrozumiana?
Nagle zdajê sobie sprawê ¿e stojê na pocz±tku jakiej¶ drogi. ¯e do tej pory uczyni³am dopiero jaki¶ niewielki krok na niej. Co za uczucie! Po³±czenie niepokoju, niepewno¶ci, podekscytowania. Oddajê siê mu bezgranicznie.
Obraz 7
Ksiê¿ycowa noc. Dziewczyna k±pi±ca siê w jeziorze w¶ród bia³ych lilii wodnych.
..................
Dlaczego baæ siê nocy? Jest taka cicha, tchn±ca spokojem, którego za dnia pró¿no szukaæ. Czasem smutna, kiedy traci z oczu ksiê¿yc, lecz przecie¿ On wraca. Odchodzi i wraca wci±¿ tak samo od zawsze, przemierzaj±c czasy i ¶wiaty. Wêdrowiec niestrudzony, znaj±cy wszystkie imiona... Imiona moich bliskich - dziadków, rodziców, braci i sióstr - im wszystkim towarzyszy³ sw± zmiennokszta³tn± wêdrówk±.
Nie bojê siê nocy. Bo znam j± od lat, jak ona mnie. Tak samo jak zna mnie to jezioro - najcudowniejsze zwierciad³o o jakim pomarzyæ mogê. Jak¿e ¿a³ujê, ¿e zabraæ go nie mogê i nosiæ przy sobie... I te wi³y, które zawsze tañcowa³y tu gdy by³am ma³a. Znaj± mnie przecie¿. ¯yjemy tutaj razem z t± wod±, niebem, ksiê¿ycem. On ci±gle zmienia siê, ale w jakim¶ sensie pozostaje ten sam. Zupe³nie jak ja. Inna. Nowa. Starsza. Ale jednak gdzie¶ w g³êbi ta sama, zwi±zana z t± ziemi± i t± krwi±, której nikt mi nie odbierze.
Dziwna my¶l przychodzi mi do g³owy. Przechodz±c za swojego nowiu w pe³niê, z pe³ni znowu w nów - zatoczê jakie¶ ko³o. To jaki¶ cykl. A one maj± to do siebie ¿e powtarzaj± siê. W nieskoñczono¶æ.
Obraz 8
S³oneczny dzieñ. Wzgórze w¶ród dêbów i brzóz. Na g³azie siedzi wsparta o drzewo, czytaj±ca ksiêgê dziewczyna.
..................
Mog³abym st±d nigdy nie wyje¿d¿aæ, ale z ¿alem mówiê sobie, ¿e to ostatni dzieñ. Nieprêdko tu znowu wrócê. Pewnie niejeden tydzieñ minie... I miesi±c niejeden raz zmieni swe oblicze.
Z sob± wezmê tê ksi±¿kê znalezion± w¶ród mchów. Bêd±c tutaj nie muszê czytaæ z niej ni s³owa, bo ka¿de s³owo w niej zapisane, ka¿de s³owo szepcze mi ta ziemia. Wystarczy tylko ws³uchaæ siê przez chwilê w opowie¶æ starego dêbu. Wystarczy dotkn±æ g³azu i wzrokiem pod±¿yæ w stronê, sk±d na skrzyd³ach wiatru przybywaj± ptaki ka¿dego dnia nios±c pozdrowienia Bogów ludowi tej ziemi.
Ptaki ¶piewaj± tak piêknie. Chmury tak cicho p³yn± po niebie. Woda w strumieniu ¶mieje siê srebrzy¶cie. Rozumiem dzi¶ wszystko. Wszystko.
Wiatr w chmury, chmury w deszcz, deszcz w ziemiê, ja na ziemi. Ca³o¶æ.
Obraz 9
Las pogr±¿aj±cy siê w wieczornym mroku. Dziewczyna galopuj±ca na czarnym koniu w zachodz±cym krwawo s³oñcu.
..................
Wieczór siê zbli¿a, las wokó³ mnie ciemnieje... Jak zawsze kiedy zmienia siê czas. Gdy odchodzi dzieñ, a wielkimi krokami zbli¿a siê noc. Ten czas "pomiêdzy" jest zawsze taki dziwny. A ten las... I ja tak daleko od domu... Czujê obecno¶æ jakich¶ istot. Nie z tego ¶wiata? Ale¿ ¶wiat jest jeden! I ten, który znam na pamiêæ, i ten w którym po omacku b³±dzê. Dlaczego dzi¶ znowu mój kary zb³±dzi³ w te knieje? Czy na czyje¶ wezwanie niemal co wieczór mnie tu prowadzi?
Dreszcz jaki¶ przebiega po plecach.
Kary r¿y i nagle staje dêba. Bez mojej woli, choæ chyba bardziej niczego w tej chwili nie pragnê, zawraca. Dot±d spokojny, dzi¶ oszala³! Czerwone oczy jak s³oñce, które przenika miêdzy drzewami i galop opêtañczy... Przywieram do niego ca³ym cia³em. Zdajê siê ca³a na niego. Przecie¿ zna drogê...
Przez u³amki sekund w¶ród drzew dostrzegam obraz, który gdzie¶ ju¿ widzia³am - dziecko w¶ród wierzb rosochatych, ma³±, marzn±c± istotê, bosymi stopami depcz±c± mokr± trawê. Chwilê pó¼niej - mg³y, mój kary w ostatniej chwili uskakuje w bok - omal kogo¶ nie tratuje kopytami. K±tem oka dostrzegam starsz± kobietê, samotnie przemierzaj±c± le¶n± ¶cie¿kê.
Potem dooko³a mnie ju¿ tylko czerñ... Wiem, ¿e trafi³am w jakie¶ dziwne miejsce pomiêdzy
¶wiatami. Dziwne d¼wiêki, dziwne obrazy... Sam Leszy chyba zwróci³ na mnie swoje wilczy wzrok. Zamykam wiêc oczy, aby przypadkiem nawet nie skrzy¿owaæ spojrzenia z nim i przywieram do mego zwierzêcia jeszcze bardziej. Obiecujê sobie i jemu nigdy, przenigdy ju¿ nie wyruszaæ w bory, kiedy tak ³atwo pomyliæ ¶wiaty...
Obraz 10
Letni chmurny wieczór. Dziewczyna p³acz±c szarpie p³atki kwiatów.
..................
Tyle piêknych chwil, po których zosta³y mi tylko te kwiaty... Da³ mi je zaledwie kilka dni temu... Chcê blu¼niæ ¶wiatu i Bogom. Czy naprawdê tak okrutny musia³ byæ Weles? ¯eby odebraæ mi tak blisk± osobê? By odebraæ mi jego?...
Gdzie¶ w g³êbi duszy czujê, ¿e przecie¿ ani Welesa, ani nikogo innego winiæ nie powinnam. Mo¿e taki w³a¶nie los utka³y mu Rodzanice, gdy - tak jak kiedy¶ opowiada³a mi babka - by³ tylko oczekiwaniem, gdy by³ niczym struna pradawnych gê¶li, na których pó¼niej zagrano pie¶ñ ¿ycia? Gdy by³ jeszcze niezaistnia³ym akordem tej przysz³ej pie¶ni. Pie¶ni któr± - nie mogê wyzbyæ siê tego uczucia - mieli¶my wy¶piewaæ razem...
To ju¿ ostatni p³atek z kwiatów, które odesz³y wraz z nim. Ju¿ pada na ziemiê, tak samotny jak ja. A po nim tylko pustka. Szara ¶ciana... Bogowie! Rodzanice! Okrutny los... Czy mo¿e niepotrzebnie nadziejê straci³am?...
P³aczê, klnê... W koñcu zasypiam. Szarym snem bez ¿adnych wizji ani obrazów.
Obraz 11
Kobieta siej±ca ziarnko.
..................
Ziarno, które w niezwyk³y sposób ro¶nie w g³êbi ziemi, wilgotnej i ciep³ej. Mokoszy! Twoim cudem i we mnie to ziarno dzi¶ rozkwita. Ka¿dego dnia czujê jak kwitnie i wzrasta. To takie niesamowite uczucie. Byæ sob± i jednocze¶nie tym, który nadejdzie. Dlaczego ca³y czas drêczy mnie ta wizja? Wizja bosego dziecko w bia³ej, d³ugiej koszulce, stoj±cego w¶ród rosochatych wierzb... Czekaj±cego na czyj¶ znak, by za chwilê udaæ siê w drogê. Wizja poranka w¶ród mgie³ i rosy. Sk±d przysz³a? Czemu mnie nawiedzi³a? Odk±d pamiêtam, jestem pe³na snów i obrazów. Rzadko kiedy znajdujê odpowied¼.
Ale w koñcu - co jest wa¿niejsze? I co bardziej potrzebne - gotowe odpowiedzi czy pytania, które stawiam sobie przez ca³e ¿ycie?
Obraz 12
Parny poranek. Kobieta nios±ca wodê z jeziora, by podlaæ usychaj±ce drzewo.
..................
S³oñce niemi³osiernie pali. Mój oddech sam w sobie jest ¿arem. Moja skóra chyba zaraz popêka, tak jak popêka³a ju¿ ziemia po której st±pam. Z ka¿dym krokiem na ziemiê wylewa siê z koromys³a woda, któr± z takim trudem niosê dla mojego drzewa. Za chwilê sama chyba napijê siê jej... Pragnienie jest zbyt wielkie. Ka¿dy kolejny krok jest tak ciê¿ki do przebycia niczym siedem mil.
Gor±cy dzieñ. Powietrze faluje. To przed tym zawsze ostrzega³a babka. Czas Po³udnic. Zza pleców dochodzi mnie dziki ¶miech, jaka¶ si³a popycha mnie, przewracam siê na ziemiê. Prosto w kurz i py³. Czarne p³aty wiruj± przed oczyma, odp³ywam w ciemno¶æ.
Zbud¼ siê. Pole. S³oñce jeszcze wy¿ej. Ja ¿yjê? Chyba jestem przedmiotem czyjej¶ okrutnej zabawy. Z oddali dochodzi mnie ten sam dziki ¶miech. Podnoszê puste koromys³a. Nie wiem sk±d nabieram si³, by jeszcze raz wróciæ nad jezioro.
Nape³niam wiadra do pe³na. Wtem - dos³ownie znik±d, w jednej chwili - zrywa siê deszcz. Dziêkujê Bogom ¿e s± ze mn± w takiej chwili. Zafascynowana, patrzê na te za¶lubiny nieba z ziemi±. Chwytam pe³ne koromys³a i tanecznym krokiem zmierzam ku mojemu drzewu.
Obraz 13
Dzieñ chyli siê ku koñcowi. Kobieta na wzgórzu po¶ród szalej±cych ¿ywio³ów.
..................
Wyjcie! ¦wiszczcie! Grzmijcie! Zabijcie mnie nawet. Spróbujcie! Z³ych s³ów, z³ych my¶li, z³ych ludzi mog³abym siê obawiaæ. Ale z wami, ¿ywio³ami za pan brat od dziecka jestem. Perunie! W³adco! Je¶li zechcesz, w piorunow± strza³kê zamieñ mnie tu teraz, twoim kamieniem bêdê. Nie lêkam siê tego.
Któ¿ zbli¿a siê w moj± stronê? Có¿ za szaleniec ¶mie siê sprzeciwiaæ ¿ywio³om? Olbrzym jaki¶, ciemna postaæ, co chwila rozja¶niana wybuchami b³yskawic... Zamieram zupe³nie, gdy przechodzi obok mnie. Serce przestaje mi biæ. I takie ju¿ bêdzie na zawsze - kamienne, piorunowe...
A mo¿e Bogowie ka¿de serce odmieniæ potrafi±? Sk±d¿e ludziom o tym wiedzieæ?
Nie, nie bêdzie takie zawsze, ale ja sama jeszcze o tym nie wiem. Jeszcze.
Obraz 14
Sad o zmierzchu. Kobieta podaj±ca owoc komu¶, kto go pragnie.
..................
Spójrz, to w³a¶nie dla ciebie zerwa³am ten owoc. On mo¿e byæ wszystkim, czego pragniesz ode mnie. Mo¿e byæ wszystkim co mogê ci daæ. Mo¿e byæ te¿ wszystkim, co ja chcia³abym kiedykolwiek mieæ. Czy zechcesz go ze mn± dzieliæ? B³aga³am Roda by tak by³o. B³aga³am bezlitosne i ¶lepe Rodzanice.
Ale ciebie b³agaæ nie bêdê, mój mi³y. Sam wyci±gniesz po to d³oñ .
Wizja przenosi mnie gdzie indziej. Znowu jestem w moim miejscu nad jeziorem. Setki razy tu bywa³am, ale dzi¶ pierwszy raz w ¿yciu nie jestem tu sama. Jest ze mn± On. Powoli rozbieram siê i próbujê zapamiêtaæ na zawsze to jak na mnie patrzy. A patrzy jak na jak±¶ boginiê chyba. Cudne uczucie. Ju¿ teraz wiem ¿e bêdê chcia³a je powtarzaæ w nieskoñczono¶æ. Nie ¶piesz±c siê wchodzê do wody, ka¿dy mój ruch jest tak leniwy jak to tylko mo¿liwe. Niech to trwa wieki ca³e, b³agam. Odwracam siê. Z najwiêkszym trudem z zaci¶niêtego gard³a wydobywa siê ciche: "Chod¼..."
Obraz 15
Deszczowa noc. Kobieta w szalonym tañcu.
..................
Tañczê dla niego, wirujê, obracam siê, w tej chwili jestem swarzyc±, ognist±, p³omienn±, spragnion± wody, któr± mój p³omieñ ugasi na zawsze. Swarzyc± u¶miechniêt±, rozbiegan±, roztañczon±, ¿yw±, daj±c± rado¶æ, daj±c± ¿ycie. O, spaliæ siê, sp³on±æ wraz z tob±... Chcê byæ Swarzyc± rozpalon± i ugaszon±. Goñ mnie! Z³ap mnie a bêdziemy tañczyæ jak s³oñce z chmurami tañczy na niebie, tañcem odwiecznym i tañcem koniecznym by dalej Swarzyca krêci³a siê ruchem odwiecznym, jak wiatr, jak s³oñce, jak chmury.
Z³ap mnie a bêdziemy trwaæ w nieskoñczonym tañcu ¿ycia, przemierzaj±c czasy, pêdem nieziemskim porwani w przestrzenie dalekie...
Okrêgi w okrêgach, po horyzont nieskoñczone, kobieta i mê¿czyzna stoj±cy w ka¿dym okrêgu. A doko³a ich inne okrêgi - swarzyce.
Tañcz± dla siebie, wiruj±, obracaj± siê, w tej chwili s± swarzyc±, ognist±, p³omienn±, spragnion± wody, któr± p³omieñ ugasi na zawsze. Swarzyc± u¶miechniêt±, rozbiegan±, roztañczon±, ¿yw±, daj±c± rado¶æ, daj±c± ¿ycie.
Obraz 16
Staruszka siedz±ca przy piecu, wpatrzona w ogieñ. Dziecko, w oczach którego odbijaj± siê czerwone jêzyki ognia.
..................
Nak³adam drew do pieca. U¶miechaj±c siê, spogl±dam na wnuka. I on patrzy na mnie pe³en spokoju i pewno¶ci. Wie, ¿e to jest jego miejsce. Zaczynam ¶piewaæ. S³owa o Bogach. O duchach. O Przodkach. S³owa o ¶wiêtym ogniu. Dziecko kocha te melodie. Uko³ysane ¶piewem i ciep³em - zasypia spokojnie i ¶ni sen znany...
I ja zastygam na ³awie. Melodia, któr± nuci³am unosi siê leniwie w powietrzu. Prowadzi krótk± rozmowê z trzaskaj±cym weso³o ogniem, potem znika zupe³nie. A do mnie przychodzi dziwna my¶l, dziwny obraz. Widzê wêdrowca przemierzaj±cego ci±gle tê sam± drogê. Uko³ysana ciep³em i wizj±, równie¿ zasypiam.
Obraz 17
¦cie¿kê w¶ród z³otych pól przemierza stara kobieta. Krok w krok za
ni± idzie ma³e dziecko w bia³ej koszulce. Id± w stronê zachodz±cego
s³oñca.
..................
Spacerujê dzi¶ za rêkê z ma³ym ch³opcem, krwi± z mojej krwi. Pyta mnie jak to jest, ¿e s³oñce z³ote ci±gle przemierza niebo. Dok±d ono wêdruje? U¶miecham siê i cierpliwie t³umaczê. Ch³opiec z ognikami w oczach s³ucha mojej historii o Swaro¿ycu i jego ojcu - kowalu. W g³owie mu siê to nie mie¶ci, ale powoli uk³ada sobie to wszystko w jedn± ca³o¶æ. ¦miejê siê, gdy s³yszê jego pytanie "czy Swaróg wykuje dla niego co¶ ³adnego". Po chwili stwierdza, ¿e nie wie czy móg³by od tego Boga otrzymaæ co¶ ³adniejszego ni¿ to z³ote pole, te z³ote k³osy, w których toniemy. Dziwi± mnie takie s³owa w ustach ma³ego ch³opca.
Po chwili u¶wiadamiam sobie co¶ tak wielkiego, przyt³aczaj±cego mnie, ¿e przera¿ona przerywam opowie¶æ, zatrzymujê siê i otwieram usta ze zdumienia. To wszystko kiedy¶ ju¿ by³o. Pamiêtam dok³adnie. Tylko ¿e to ja by³am tu zamiast tego ma³ego ch³opca. Czy to prawda, ¿e powtarzamy czas od pocz±tku? Mo¿e to byæ?
Unoszê ch³opca wysoko ¶miej±c siê rado¶nie. Trwamy tak, zawieszeni miêdzy z³otem k³osów a z³otem promieni s³oñca.
Obraz 18
Staruszka stoj±ca pod rozdartym piorunem dêbem.
..................
Zatrzymujê siê i z namys³em spogl±dam na poczernia³y pieñ wspania³ego niegdy¶ dêbu. ¦wiête drzewo i ¶wiêty jego koniec, zginê³o boskim piorunem pora¿one. I có¿, ¿e koniec nadszed³? Mimochodem rozgl±dam siê czy jaki¶ ma³y d±b nie pojawi³ siê w okolicy. Ziarno z ziarna, kwiat z kwiatu, krew z krwi - w g³owie przetaczaj± siê dziesi±tki my¶li. Czy i mój koniec taki bêdzie? ¦wiêty, dostojny, boski wrêcz?
W chwilê pó¼niej omal nie ginê stratowana kopytami czarnego konia, na którym mknie jaka¶ szalona dziewczyna. Gna na rumaku jakby j± sam Leszy goni³. W ostatniej chwili cofam siê z drogi, staj±c tu¿ pod rozdartym dêbem. Dotykam go i u¶miecham siê. Tak. I ja i on odejdziemy z naszej ziemi w podobny sposób. ¦wiêcie. Dostojnie.
Obraz 19
Staruszka odchodz±ca w mg³y.
..................
Lata minê³y i gdy dzi¶ patrzê w lustro nie zawsze umiem w nim rozpoznaæ t±, któr± znam z w³asnych wspomnieñ. Mo¿e dlatego, ¿e staram siê czêsto wracaæ do tych najlepszych, te gorsze zostawiaj±c gdzie¶ daleko? Wiem, ¿e to nie koniec, wiem ¿e po prostu czas pój¶æ dalej, do tego ¶wiata, o którym nie do koñca umiem rozmawiaæ u¿ywaj±c naszego jêzyka.
Ale czy to czego nazwaæ nie potrafimy, nie istnieje? Istnieje tak samo jak ta mg³a, która skryæ potrafi wszystko i w której wszystko ma ten sam kszta³t...
A kraina, do której ka¿dy dzieñ przybli¿a mnie bardziej, istnieje i przyzywa ka¿dego dnia g³o¶niej i g³o¶niej. A mo¿e to g³osy moich bliskich - dziadów, braci i sióstr i... jego?... Przecie¿ nigdy nie straci³am nadziei, nawet wtedy gdy niszcz±c kwiaty z³orzeczy³am Bogom...
Wygl±dam za okno. Mg³a. Tak gêsta, ¿e wiem i¿ w niej zgubiê siê i zniknê, by odnale¼æ... ¿ycie.
Obraz 20
W chacie staruszka stoj±ca nad ko³ysk±. Na dworze poranek w¶ród
mgie³ i rosy. Bose dziecko w bia³ej, d³ugiej koszulce stoj±ce w¶ród
rosochatych wierzb. Czekaj±ce na czyj¶ znak, by za chwilê udaæ siê w
drogê. To dziecko nie narodzi³o siê jeszcze.
..................
Nim wyjdê, na chwilê zatrzymujê siê jeszcze nad ko³ysk±. Jeszcze pust±, lecz wiem ¿e ju¿ lada dzieñ, lada godzina pojawi siê w niej krew z mojej krwi. Ale na mnie ju¿ czas. Otwieram drzwi, robiê pierwszy krok na mojej nowej ¶cie¿ce. Droga poch³ania mnie w zupe³no¶ci, stajemy siê jedno¶ci±.
Mijam dziecko stoj±ce w¶ród rosochatych wierzb. Ma³± marzn±c± istotê w d³ugiej, bia³ej koszulce. Bosymi stopami depcze mokr± trawê. Czeka, by dok±d¶ pój¶æ, by zostaæ przyjêt±. Nie narodzi³a siê jeszcze. U¶miecham siê. Ju¿ twój czas - my¶lê. Za chwilê ty zjawisz siê w chacie, któr± ja w³a¶nie opu¶ci³am. Wtem s³yszê d¼wiêk struny, na której ju¿ graj± One - Rodzanice!...
Mg³a poch³ania mnie.
¯ycie to kr±g. Nie ma ¶mierci.
Nie ma ¶mierci. ¯ycie to kr±g.
¯ycie to kr±g. Nie ma ¶mierci.
Nie ma ¶mierci. ¯ycie to kr±g.
¯ycie...
Iwya Kruk
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Udostêpnij:

Drukuj
wróæ na górê