O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana "Psychologia, wychowanie a obłęd". Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu, a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości.
Jacek Sieradzan pisze:
"Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych. W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą"
Problem, o którym pisał Andrzej Skulski w swoim artykule "Od inkwizycji do psychiatrii - niechciana prawda"
zwrócił moją uwagę na tendencję traktowania przez współczesną
psychiatrię czarowników, czarownic i szamanów jako schizofreników. Tę
tendencję zauważyłem już kilka lat temu, jednakże nie zdawałem sobie
sprawy z podobieństw przeciwnych obozów inkwizycji i psychiatrii jako
takiej. Sądziłem, że podejście psychiatrii do tzw. chorych psychicznie
bierze się z niewiedzy typowej dla samej nauki, która ma manierę
odrzucania wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z życiem duchowym.
Jako że mam doświadczenie zarówno psychiatryczne jak i szamańskie, łatwo
było mi dostrzec pewne prawidłowości występujące w obu grupach -
szamanów i schizofreników. Jedyna różnica jest taka, że współcześni
szamani żyjący w naszej kulturze, u których zdiagnozowano schizofrenię,
nie mają oparcia w mapie, jaką dysponują szamani w tradycjach, która
kultywowała lub wciąż kultywuje to zjawisko. W kulturze plemiennej, w
której istnieje funkcja szamana, człowiek przechodzący proces rozpadu
(śmierci) i ponownych narodzin ma oparcie w całej tradycji jak i w
przewodnikach - starszych szamanach lub duchach (np. tzw. głosy). W
naszej kulturze, jak zauważył pan Skulski, skutecznie wytępiono tę linię
przekazu, przez co ludzie predysponowani do funkcji szamana zostali
pozbawieni korzeni, wsparcia w bardzo trudnym procesie inicjacyjnym.
Mało tego, wmówiono im, w co uwierzyli (jakżeby inaczej, skoro mają
tylko dwa źródła nie-wiedzy - religię i jej następczynię, psychiatrię),
że proces, który przechodzą, jest chorobą, czymś nienormalnym i
szkodliwym dla ich zdrowia. Sami psychiatrzy odcinając się od
wielotysiącletniej tradycji szamańskiej odcięli się też od kopalni
wiedzy na temat samego zjawiska inicjacji szamańskiej. Oczywiście
szamanizm bada się, ale są to badania z punktu widzenia osób, które nie
doświadczają samego procesu inicjacyjnego. Tym czasem istotne jest w tym
procesie, by osobę doświadczającą dezintegracji przeprowadzał ktoś
doświadczony, kto sam wcześniej przeszedł ten sam proces. Psychiatria od
początku podeszła do zagadnienia z postawą potępiającą, nie rozumiejącą
zjawiska i z góry zakładającą, że proces transformacji, któremu
towarzyszą takie zjawiska jak głosy i wizje, jest chorobą. Doszło do
absurdu - osoby doświadczone w tej materii, które zostały wyszkolone w
linii przekazu mającej korzenie w prehistorii, zostały uznane za
niekompetentne i niegodne zaufania. Jaki był tego efekt? Tradycja
szamańska została niemal doszczętnie wytępiona w kulturze Zachodu. Linia
przekazu, tak istotna dla tej tradycji, została przerwana przez
wielowiekowy holokaust. Dziś osoby, które są ze swej natury powołane do
funkcji szamana, są napiętnowane, pozbawione szansy na zdrowe przejście
procesu inicjacyjnego do końca, zawieszone gdzieś pomiędzy fazą rozpadu a
niemocy. Tylko nielicznym udaje się przejść proces do końca, nie mając
oparcia w tradycji, która dawałaby odpowiednie techniki i przygotowanych
do tego przewodników.
Nie twierdzę, że wszyscy, którym przyczepiono etykietkę schizofrenika to potencjalni szamani, zawieszeni w połowie procesu i skazani na dożywotnie uzależnienie od systemu psychiatrycznego. Twierdzę, że współczesna psychiatria popełnia karygodny błąd, żeby nie powiedzieć - zbrodnię, lecząc coś, czego sama nie rozumie. Oczywiście wiem, że psychiatria nie przyzna się do błędu, tylko będzie dalej brnąć w swoim samouwielbieniu.
Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:
1. Głosy i wizje;
2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);
3. Zmiana osobowości;
4. Odmienne stany osobowości;
5. Ból i ekstaza.
Istnieją też zasadnicze różnice, które sprawiają, że schizofrenia może, ale nie musi być etapem inicjacji szamańskiej.
|
|
szamanizm | schizofrenia |
| przewodnik | przewodnik szaman, który też przeszedł proces dezintegracji i ponownego scalenia | brak przewodnika lub przewodnik bez przygotowania i znajomości fenomenu |
| metoda pomocnicza | środki psychodeliczne, pod ścisłą kontrolą specjalistów, oraz środki niechemiczne (np. vision quest, post, sweatlodge, warrior grave), w zależności od tradycji | środki zmieniające świadomość - chemiczne zagłuszanie, elektrowstrząsy, lobotomia i inne wynalazki, psychoterapia |
| przebieg procesu inicjacji | proces przeprowadzony do końca kończy się powołaniem do funkcji społecznie użytecznej - nauczyciel, lekarz, opiekun tradycji i społeczności | proces transformacji zatrzymany i zablokowany |
| zakończenie procesu | samodzielność po zakończeniu procesu, pełna integracja wewnętrzna (silna scalona osobowość) i zewnętrzna (ważna funkcja w społeczności) | zależność od systemu, drastyczne ograniczenie rozwoju psychicznego |
| kontekst | kultura plemienna, szamańska, paradygmat animistyczny | scjentyzm, materializm |
| podejście | dezintegracja jako zdrowy etap procesu rozwoju poprzedzający ponowną integrację | dezintegracja jako objaw choroby |
Brakuje fachowej literatury w tej dziedzinie, która przybliżałaby zagadnienie pod kątem innym niż ta, która obecnie dominuje w psychiatrii, a która jest jednostronna i tendencyjna. Kazimierz Dąbrowski w swojej teorii dezintegracji pozytywnej dotyka zagadnienia nieco inaczej niż główny nurt, choć gdyby miał wiedzę, która obecna jest w szamanizmie od dawna, nie wymyślałby koła po raz drugi.
Na przestrzeni dziejów możemy zaobserwować sukcesywne tępienie specjalistów procesu transformacji. Czarownicy i szamani od początku uznawani byli za konkurencję chrześcijaństwa. Kapłani chrześcijańscy, a później lekarze i psychiatrzy przejęli obowiązki szamanów, czarownic, zamawiaczy i szeptunek. Z jakim skutkiem, widzimy - religia "miłości" z narzędziem tortur na sztandarze.
Ci, którzy przeszli długą i ciężką drogę inicjacji śmierci duchowej są źródłem cennej wiedzy. Niestety u nas na wyginięciu. Zwłaszcza, że po drodze trafia się na proroków nowej doktryny, z magicznymi pigułkami, którzy nie szli tą drogą a mają najwięcej do powiedzenia. Co powinniśmy zrobić? Być może rozwiązanie ukryte jest w odciętych korzeniach, które wciąż tkwią mocno w ziemi"
Na zakończenie pozwolę sobie zacytować Ediego Pyrka:
"Często szamani są uważani za szaleńców, a radziecki etnograf Sergiusz Tokariew tak o nich kiedyś napisał: "Nerwowy i histeryczny charakter szamana jest oczywiście w dużej mierze wynikiem jego zawodu, albowiem, poczynając od okresu przygotowań i w czasie całej swojej działalności szaman specjalnie kultywuje w sobie takie właśnie cechy. Ale oznacza to tylko, że uprawianie zawodu szamana wzmaga neuropatologiczne cechy charakteru człowieka, natomiast same te skłonności poprzedzają decyzję pozostania szamanem...".Tak więc temu, kto się zdecyduje na wyruszenie na szamańską ścieżkę grozi...szaleństwo.
Kilkakrotnie miałem okazję spotkać szamanów i czarowników różnych kultur, i zawsze starałem się odnaleźć w nich to coś, co powoduje, że są oni inni niż całe społeczeństwo. Tym, co było najbardziej widoczne, było zarówno ich szaleństwo, jak i samotność. Szaman jest szaleńcem i autsajderem.
Zwykle w społeczeństwach, gdzie szamanizm był rzeczą powszechną istniała cała kultura mająca przygotować adepta na to, co się może przydarzyć "po drugiej stronie". W Europie, na skutek wprowadzenia chrześcijaństwa siłą, doszło do prawie całkowitego wyniszczenia kultury szamańskiej [szaman=wiedzący=wiedźma], tak więc nie mamy u siebie żadnego "kaftana bezpieczeństwa" tradycji, która by umożliwiła nam łagodne (w miarę) wejście w świat szamański."
Nes Havason
2. Co zatem... • autor: Maria Borkowska 2011-02-10 12:01:22
3. Długa droga, komu by się chciało • autor: Nes W. Kruk 2011-02-11 08:30:38
4. 0_o • autor: Krzysiek Joczyn 2011-02-11 12:07:25
re-komentarz Autora:
5. ad 0_o • autor: Terravis - Wiktor Rumocki 2011-02-14 20:20:07
re-komentarz Autora:
główna różnica polega według mnie na tym, że szaman kontroluje swoje wejścia w odmienne stany świadomości i ich odbiór potrafi skutecznie wyłączyćTym czasem praktyka psychiatryczna jest taka, że te odmienne stany świadomości się usuwa, czyli "leczy". Nie powinno się mieć takich stanów, bo nie mieści się w statystykach i tzw. normie. Proszę zgadnąć, co by się stało, gdybym dziś poszedł do przeciętnego psychiatry i powiedział, że zdarza mi się rozmawiać z duchami, że jakimiś znaczkami (np runy) mogę wpływać na rzeczywistość? Ale wierzyć, że bóg wszechmocny jest w trzech osobach, z których jedna żyła 2 tyś lat temu, mogę bez szkody dla swojej poczytalności. ;)
6. o_0 • autor: Krzysiek Joczyn 2011-02-16 22:31:58
Ale wierzyć, że bóg wszechmocny jest w trzech osobach, z których jedna żyła 2 tyś lat temu, mogę bez szkody dla swojej poczytalności. ;)Gdyby jednak wyznał Pan, że jedna z tych osób codziennie wieczorem wpada do Pana na na herbatkę z konfiturami, to bez szkody raczej by się nie obeszło. Co innego jest wierzyć w istnieje czegoś abstrakcyjnego, w jakiś sens czegoś, a co innego twierdzić, że się realnie prowadzi kontakty z bytami nadprzyrodzonymi.
re-komentarz Autora:
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Udostępnij:

Drukuj
wróć na górę
1. Kulą w płot • autor: Nes W. Kruk 2011-02-10 09:37:20
http://interia360.pl/artykul/eksperyment-rosenhana,24689
- sławny-niesławny eksperyment prof. Rosenhana.