TARAKA

Wiesiek Or³owski - wspominki
8 maja 1958 - 1 lutego 2010


Wie¶ka pozna³em w 1986 lub 7 roku, kiedy zapisa³em siê do sangi tybetañskiej. Mia³em wtedy trochê ponad trzydziestkê, on m³odszy parê lat ode mnie, ale w wielu sprawach, m.i. w buddyjskich praktykach, bardziej obyty. Mieli¶my za sob± podobne do¶wiadczenia bieszczadzko-beskidzkie. Potem przez kilka lat pracowali¶my w jednej brygadzie przy pracach wysoko¶ciowych, najpierw w Polsce, potem w Finlandii. To by³o trochê jak wojna: wprawdzie nikt do nas nie strzela³, ale... wisisz w górze w uprzê¿y na ¿elaznych konstrukcjach, trzymasz dyszê do piaskowania, z tej rury ryczy i sypie iskrami, gdzie¶ obok przewody pod napiêciem, pod tob± kadzie z p³ynnym cynkiem albo ¶ciana pieca wapienniczego, która parzy przez buty... Takie przygody. Wiesiek by³ jak... towarzysz broni, niezawodny. Gotów pój¶æ na najtrudniejszy odcinek. Dla przyk³adu: ja nigdy nie malowa³em galerii od spodu; widok kilkadziesi±t metrów w dó³ pod stopami mnie nie straszy³, ale kiedy do tego mia³em strop tu¿ nad g³ow±, to pojawia³ siê opór - lêk wysoko¶ci plus klaustrofobia i tego by³o trochê za wiele. Ale Wiesiek tam wchodzi³, pod najbardziej klaustrofobiczne balkony. Próbowa³ wielu zawodów, by³ z tych, co mog± wszystko :) Kiedy¶ uczy³ mnie prowadziæ samochód, bo okaza³o siê, ¿e zapomnia³em umiejêtno¶ci z kursu prawa jazdy, a on pracowa³ (wcze¶niej, tak¿e) jako zawodowy kierowca. Ale najwiêksz± jego pasj± by³a muzyka - gra³ na gitarze, ¶piewa³ i znakomicie o muzyce opowiada³. Wtedy, w Finlandii, dziêki niemu (i z nim) by³em pierwszy i jedyny raz na koncercie Boba Dylana. Kiedy¶ w mie¶cie Hämeenlinna, pracowali¶my wtedy na dachu, by³o ju¿ po "przewrocie" 1989 roku, Wiesiek rzuci³ pomys³, ¿eby po powrocie do Polski za³o¿yæ wydawnictwo. I tak zrobili¶my. Wtajemniczyli¶my w przedsiêwziêcie trzeciego znajomego - i ruszy³o! Razem uczyli¶my siê pierwszych wersji Windows i programów od desktopowego sk³adu. Wydawnictwo nazywa³o siê figlarnie "Wyd. G³odnych Duchów"; pierwsz± ksi±¿k±, któr± wyprodukowali¶my, by³a powie¶æ "Demian" Hermanna Hesse. Wiesiek przez kilka lat by³ jedn± z najbli¿szych mi osób... Ale pó¼niej nasze drogi siê rozesz³y. Ja z wydawnictwa siê wycofa³em i wyprowadzi³em siê z Warszawy. Od buddyzmu Kagyu przeszed³em do szamañskich warsztatów - on w inn± stronê: do zen. W nastêpnych latach Wiesiek ca³y wszed³ w muzykê. Za³o¿y³ - s³awn± w swoim gatunku, folk-country - kapelê Jak-Wolno¶æ-To-Wolno¶æ. Ale o tym wiedzia³em ju¿ tylko ze s³yszenia. Kiedy dowiedzia³em siê, ¿e nie ¿yje, nie mog³em uwierzyæ, my¶la³em ¿e pomy³ka, ¿e to musi byæ jaki¶ inny Or³owski... W sieci znalaz³em jego zdjêcie sprzed lat:

baner_owiehu.jpg

Jego przyjaciele wstawili do YouTube film z jego wystêpów 1» (tak¿e , )

Podczas pogrzebu, na koniec spotkania przy jego urnie, jego syn pu¶ci³ piosenkê Jaromira Nohavicy (w czeskim oryginale), pt. Až to se mnou sekne, co siê wyk³ada "Gdy odwalê kitê". Jak widaæ, Wiesiek do koñca - i jeszcze d³u¿ej - pozosta³ kim by³, enneagramow± Siódemk±, czyli ¿yj±cym pe³n± par± Epikurejczykiem. Do zobaczenia, Wie¶ku, gdzie¶ tam, po drugiej stronie samsary!

(WJ, 8.02.2010)

Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.

Udostêpnij: Facebook   Wykop
drukujDrukuj

Warsztaty Taraki

Promocje

Og³oszenia

Zamów og³oszenie/reklamê. Cennik, zasady | Abonament | Jak publikowaæ u nas teksty | Jak za³o¿yæ i prowadziæ blog | Mapa i przewodnik po Tarace

© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrze¿one.
wróæ na górê wróæ na górê

Logowanie:

- e-mail jako login
- has³o
Zaloguj
Pomiñ   Zapomnia³em/am has³a!

Zapisz siê (za³ó¿ konto w Tarace)