28 listopada 2012
Wojciech Jóźwiak
Serial: Auto-promo Taraki 2
Dlaczego Rosjanie się kamuflują?
◀ Indoeuropejczycy nie byli potworami ◀ ► Dariusz Misiuna, Okultura, Trans/Wizje ►
Dostałem (pominę od kogo) seryjnie rozsyłany mail tej treści:
Witaj, Zapraszamy na seminarium internetowe prowadzone przez szamankę Najadę z gór Ałtaju. 26.11.12r. godz.19.00 Tematem webinaru jest: Uzdrawiająca szamańska podróż do starożytnych światów tajemnic syberyjskiego szamanizmu. Otrzymywanie uzdrawiających mocy. Webinar będzie składał się z części wykładowej i doświadczenia transowego. Podczas transu odbędziemy podróż w głąb siebie, by połączyć się z uzdrawiającą mocą. Zachęcamy do zbierania się w grupach (w trosce o jakość odbioru, żeby nie obciążać zbytnio łącza) Do wzięcia ze sobą instrumentów muzycznych (bębny, drumle, grzechotki) jak również notatników. Będą konkrety: wiedza i ubogacające doświadczenia.
Dalej instrukcja, jak się podłączyć do tego webinarium. Oraz zdjęcie szamanki Najady, fakt, wyglądającej sympatycznie.
I dalej:
Webinar jest okazją do poznania osoby i sposobu pracy Najady – szamanki z Ałtaju, która będzie gościć w Polsce od 29 listopada do 6 grudnia. Więcej informacji o grupie w której pracuje Najada i o szamanizmie syberyjskim stronie na www.unitedwisdom.net Jeśli spodoba się wam sposób pracy Najady i odczujecie indywidualne korzyści szukajcie kolejnych prowadzonych przez Nią wydarzeń na stronie szamanradosci.wordpress.com oraz na facebooku na Przestrzeń Inspiracji - wydarzenia.
Problem taki, że na podanych stronach jest kamuflaż. Strona „Unitedwisdom” jest po angielsku, zajmuje się tematami: „Healing, Astrology, Esoteric, Shamanism, Tantra, Joga”, ale w dziale About Us nie ma ani jednego nazwiska, tylko zapowiedź, że „my” jedziemy na nowy rok do Brazylii. W dziale „Events” jest mowa o praktykowaniu „kręgów uzdrawiającej modlitwy”, która jest „starożytnym rytuałem, praktykowanym w świętym Ałtaju od ponad 3 i pół tys. lat”. I dalej żadnego nazwiska, a ten „święty Ałtaj” działający od 3,5 tys. lat z daleka pachnie ściemą. Na zdjęciu przykładowego kręgu (ok. 30 osób) nie widać niczego lokalnego syberyjskiego, gładka sala do ćwiczeń baletowych lub jogi, Budda na ścianie, typowy New Age. Nazwisk, miejsc, adresów nadal żadnych.
Na tej drugiej stronie jest więcej treści, także o Najadzie:
Najada jest nowoczesną szamanką, etnoterapeutką, psychologiem, trenerem.
Od 2004 prowadzi treningi w Europie, Rosji, krajach WNP, Ameryce Łacińskiej. Są to warsztaty rozwoju kobiecości, biznesowe, samoregulacji oraz zarządzania stresem.
Na stronie „Seminarium internetowe Uzdrawiająca szamańska podróż z Najadą” czytamy więcej: że podróżowała niemal po całym świecie. Studiowała „ekologię na uniwersytecie ” (ale nie podano na którym). W tym czasie „pojechała wraz z grupą studentów na Ałtaj [gdzie] zapoznała się z archaicznymi praktykami szamanów i uzdrowicieli. Przez siedem lat żyła w izolacji w niewielkiej ałtajskiej wiosce, gdzie pobierała nauki.” Prosi się pytanie: od kogo? Może warto byłoby wypromować w świecie także tamtych etnicznych szamanów. Albo wspomnieć imiona przez szacunek dla nich. Na tej samej stronie jest punkt „Wykształcenie”, gdzie są informacje w rodzaju „2000-2005 instytut ekologii i ochrony socjalnej, 2003-2005 kurs podstawy terapii systemowej, 2006 – Indie aśram Kodżuracho” (sic!) - ale nadal żadnych danych, które pozwoliłyby zidentyfikować te uczelnie, kursy i ośrodki. Prócz tego w chronologii chyba nie mieszczą się te lata – siedem – spędzone na retricie na Syberii.
Szukanie w sieci na hasło „Najada”, w różnych pisowniach, kieruje przeważnie do klubów nurkowych, no bo najady to boginki wodne.
Dlaczego się czepiam? Bo to jest kolejny, chyba szósty, przypadek, kiedy dowiaduję się, że przyjeżdża do nas szaman lub szamanka z Rosji, powołuje się na wtajemniczenia uzyskane gdzieś w górach Ałtaju, używa tylko pseudonimu, a w informacjach o nim/niej nie ma danych, które pozwalałby jakoś „uchwycić” tę osobę. Powołuje się na „syberyjskie inicjacje”, ale nie ma przy tym żadnych szczegółów ani imion czy narodowości tubylczych nauczycieli. Znowu na zdjęciach widać, że imprezy, które prowadzą, są w stylu New Age, a parafernalia i scenariusze wywodzą się od Indian via amerykański etno-fandom: bębny, grzechotki, ustawianie się w krąg. (Nie mówię, że to jest złe – sam to robię! - ale niech to się nie nazywa „pradawny od mnóstwa tysięcy lat obrzęd syberyjski”.) Do tego mieszane są „kroniki akaszy”, tantra i inne wątki okultystyczne lub teozoficzne. I znowu; nie mówię, że to złe, ale jeśli ktoś, kto pod tym szyldem działa, nauczył się tego z książki albo od, powiedzmy, Jurija Iwanowa, to niech to powie, a nie, że zaliczył „wtajemniczenia w ukrytych aśramach” w które nikt nie uwierzy. Jeśli mistrzem był jakiś Jurij Iwanow z Kaługi, to też zasługuje na szacunek należny nauczycielom.
Mam wrażenie, że między nami a Rosją idzie jakieś pękniecie, że ludzie stamtąd czegoś nie rozumieją. Tego, że u nas wszystko jest jawne i do sprawdzenia. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Że się nie ukrywamy i nie kamuflujemy. Pod nickiem można występować w Internecie, ale kiedy przychodzi do spotkań na żywo, to wypada się przedstawić. Pseudonimowość nauczycieli wcale w naszych oczach nie podnosi ich wartości, przeciwnie: budzi podejrzenia, że chodzi o jakąś hucpę, że ktoś kogoś robi w balona. Także przywiązujemy wagę do linii przekazu, i nie zależy nam na tym, żeby ktoś chwalił się trzy-tysiącletnią tradycją, tylko żeby powiedział, komu faktycznie zawdzięcza swoje inspiracje.
Rosjanie „na niwie” rozwoju duchowego mają niezwykłe atuty. Szerokie obszary bezludnej (lub prawie) ziemi. Magiczną przyrodę. Wielką tradycję ezoterycznych poszukiwań. Mnóstwo ludzi o otwartych umysłach – kontrast wobec umysłów Zachodu wciśniętych w gazetowo-telewizyjne schematy. Mają u siebie tubylcze narody przechowujące i rozwijające tradycje pogańskie, buddyjskie i szamańskie. Żywy kontakt z magiczną Azją, która wcale nie potrzebuje, by ją pakować w „biznesowy produkt”. Więc dlaczego ci trenerzy, którzy do nas przyjeżdżają, upierają się pokazywać nam plastik?
Nadawcę tamtego maila w odpowiedzi zapytałem, jak się nazywa szamanka Najada. Jak na razie, nie odpowiedziano.
◀ Indoeuropejczycy nie byli potworami ◀ ► Dariusz Misiuna, Okultura, Trans/Wizje ►
Komentarze
Mi się to odruchowo kojarzy z początkami "Śpiącego Niedźwiedzia" kiedy chyba w 2000? przez jakieś pół roku występowałem publicznie pod pseudonimem. A zdawało się, że mam coś ważnego do przekazania a świat był pełen strasznych ludzi i demonicznych zjawisk ;))))
Po czym stwierdziłem jednoznaczne "Po co ?" to jakiś dziwny strach, a jeśli to co myślę i mówię jest racjonalne to znaczy tylko, że trzeba to umieć uargumentować i za tym obstać, znaleźć ku temu podstawy. A zbyt usilne kontrolowanie wizerunku - wprowadza tylko zamieszanie i przerost formy nad treścią.
I tak traktuję te artystyczne pseudonimy - jako bicie piany wokół własnej osoby i jako sygnał o takim nawyku.
Myślę, że nie tylko. Możliwe są tu dwa inne mechanizmy:
1) Środowiskowy obyczaj. U nas pod dziwnymi imionami-pseudonimami występują jako norma wróżki: Wróżka Roxana, Wróżka Hosanna, Wróż Bożydar. Fryzjerzy/rki też ogłaszają się samym imieniem. Taka norma. Widocznie w Rosji podobną normę mają "szamani".
2) Postawa "nauczyciel jest poza twoim zasięgiem" - tzn. nauczyciel jest poza zasięgiem uczestnika warsztatów. Z nauczycielem się nie dyskutuje i nie ocenia, nie ma miejsca gdzie uczeń mógłby się z nim spotkać jak równy z równym. Pseudonim i brak danych ma budować ten "nimb" niedostępności i wywyższenia. To sygnał: "ja, nauczyciel, jestem poza twoją codziennością".
Jeśli ktoś przyjeżdża z dalekiej Rosji czy też z drugiego końca świata, to czasami rzeczywiście trudno jest zweryfikować to kim taka osoba jest na prawdę.
Z tego co zauważyłem to uczestnicy warsztatów u takich "szamanów" nie zwracają specjalnej uwagi na autentyczność danego szamana, tylko na to że przyjeżdża on z zagranicy, często jest "dziwnie" ubrany i otacza się aurą tajemniczości.
Dlaczego się czepiam?
Otóż dlatego, że "szamani" ci najczęściej robią to samo co my robimy pod szyldem "Twardej ścieżki" i ich działania wcale nie są lepsze od naszych.
Osoby te po prostu wprowadzają ludzi w błąd przez podawanie się za kogoś , kim nie są naprawdę.
Czy Najada jest prawdziwą szamanką? tego nie wiem, ale mam spore wątpliwości po wysłuchaniu tego webinaru do którego link jest podany powyżej.
Kilka tygodni temu też uczestniczyłem w webinarze , który prowadził niejaki Oyun też podający się za szamana z dalekiej Rosji.
W jednym i drugim przypadku nie zauważyłem żadnych rewelacji w tym co te osoby przekazywały. Pomijając to że łączność ciągle się rwała i w pewnym momencie Oyun w czasie podróży chyba do ósmego nieba poleciał gdzieś w przestrzeń i do końca webinaru nie wrócił :D
Oczywiście było też bardzo wiele takich osób które były bardzo zadowolone z tych webinarów. Ja jednak nie podzielam ich entuzjazmu.
A wracając do kamuflowania się to ostatnio po Facebooku krąży informacja o ceremoniach Ayahuaski , które odbywają się w Czechach. Pomimo wielokrotnych próśb nie udało się jak do tej pory uzyskać informacji od organizatorów, kto te ceremonie prowadzi?
>>> Jeśli ktoś przyjeżdża z dalekiej Rosji czy też z drugiego końca świata, to czasami rzeczywiście trudno jest zweryfikować to kim taka osoba jest na prawdę.
Rosja nie jest daleko, a internet każdego przybliża. Pseudonimowcy nie podają swoich namiarów nie dlatego że nie mogą technicznie, tylko dlatego, że nie chcą. Kamuflują się celowo.
>>> Czy /.../ jest prawdziwą szamanką?
(To ja zapytam: Kto to jest "prawdziwy szaman"? Kogo uznałbyś za "prawdziwego szamana"?)
Problem nie, czy ktoś jest "prawdziwy" czy "fałszywy", tylko KIM w ogóle ów ktoś jest?
Ogłoszenie święta i przesunięcie reguł poza codzienność: "To ty drogi kliencie musisz poznać reguły tej gry, uczestniczyć w spektaklu najlepiej i najgrzeczniej jak potrafisz"
W drugim bym to interpretował właśnie tak jak piszesz, jako otoczenie się aureolą niedostępności, wywyższenia, bycia spoza tego świata, i przypisanie sobie takiej roli(mocy). Na razie i przynajmniej na ten czas bez planowania zmian mam wyrobione całkiem mocne stanowisko na nasze realia.
Z drobnym wyjątkiem dla tradycji (drobnym, bo zasadniczo nie popieram, poza opcją np. planowane odosobnienie i powrót do świata), mam hm. stosunek do ogłaszających się jako będących poza codziennością i poza tym światem: bicie piany wokół własnej osoby i sygnał o takim nawyku.
Poza światem i tak się znajdziemy wszyscy za lat kilka, naście, kilkadziesiąt. Nie ma potrzeby robić z tego wielkiego halo:) Stąd też mój stosunek, bo to zwykłe rozpychanie się łokciami i przepychanie na przód w kolejce w której wszyscy czekamy.
"czego się pchasz?"
"Bo cośtam dają"
"co dają?"
"dziwna rzecz, fascynująca! Mówią o tym wpierdol. Ale promocja świetna, bo całkiem gratis dają". "Znaczy darmo? A to ja też chcę!"
;)
W kraju macierzystym byłoby trudno, a wystarczy przeskoczyć granicę i można się stać tajemniczą damą z Rosji, z tysiącletniej linii przekazu. Może ktoś naiwny to kupi?
P.S. a wiesz yvonne.b że czasem się zastanawiam czy nie sprawić sobie jakiś dziwaczny strój (taki np jak na poniższym zdjęciu, który przymierzałem będąc w Turcji) i nie pojechać gdzieś w dalekie kraje udając "wielkiego szamana" ;)

Z braku kompetencji nie mogę wzbogacić tej polemiki merytorycznie, więc skupie się na stronie, nazwijmy to, obyczajowej. Parę miesięcy temu pracowałem nad cyklem programów telewizyjnych dotyczących szeroko pojętej medycyny niekonwencjonalnej, jeden z odcinków poświęciłem praktyką szamańskim. Przygotowanie, dokumentacja do poszczególnych odsłon cyklu była dla mnie często błąkaniem się po terra incognita, dysponowałem wiedzą bardziej niż ogólną przez co często musiałem polegać na ludziach, których nie byłem w stanie weryfikować inaczej jak intuicyjnie. Tak też było przy pracy nad odcinkiem ,,szamańskim”. W pewnej chwili nawiązałem kontakt z organizatorami spotkań, z szamanami rosyjskimi. To było bardzo dziwaczne doświadczenie, przez dwa dni byłem zbywany telefonicznie, raz mówiono mi że szaman jest zbyt zmęczony aby podjąć decyzję o spotkaniu ze mną, innym że jakkolwiek już się zdecydował i zasadniczo się zgadza, to jednak pragnie to jeszcze skonsultować z duchami. Przy czym konsultację tą przedstawiono mi jako rodzaj formalności. Byłem bardzo podekscytowany perspektywą spotkania z ,,prawdziwym syberyjskim szamanem”, zależało mi na nim nawet w wypadku braku zgody na jego rejestrację video. Po dwóch dniach zwodzenia i przekładania terminów telefon organizatora umilkł. Ostatecznie mój kontakt z tradycyjnym, rdzennym szamanizmem przyjął formę popołudnia w samochodzie na parkingu przed mcdonaldem gdzieś w okolicach Jabłonnej, które spędziłem w naiwnej nadziei że telefon organizatora banalnie się rozładował i zaraz zostanę poinformowany o szczegółach spotkania. Chciałbym być dobrze zrozumiany, ja znakomicie rozumiem nieufność w stosunku do mediów, ci ludzie nie znali mnie i nie mieli żadnego obowiązku mi ufać jednak sposób w jaki mnie potraktowali budzi do dzisiaj moje zdumienie. W końcu można to było zakończyć deklaracją w rodzaju – nie jesteśmy zainteresowani.
W sumie jednak, kiedy czytam powyższą wymianę opinii, myślę że dobrze się stało, bo ostatecznie dzięki temu odcinek współtworzyłem z takimi ludźmi jak Janek Szeliga i Grzesiek Halkiew, których z tego miejsca serdecznie pozdrawiam.
Z głoszeniem wszędzie zdrowej czujności i nieustraszoności. Tj. świadomości sposobów straszenia, grania na fantazjach, własnych zachowań pod presją, szacowania ryzyka, w tym finansowego etc. Wiedzenia w co się człowiek pakuje. I jak to ładnie Wojtek ujął "Chcącemu nie dzieje się krzywda".U Sprawdź prawdziwość własną, zanim rzucisz kamieniem. Ale jeszcze szybciej wyraź swoje zdanie i sprawdź jaka będzie reakcja.
To jest to zdanie spoza racjonalnego świata pt. bierzesz z dobrodziejstwem inwentarza ewentualnie odsiewając co twoje albo odrzucasz i omijasz szerokim łukiem. Te całe zabawy z "prawdziwością szamanów" "nieprawdziwością szamanów" tylko radykalizują i to środowisko i nas samych.
Zabawa polega na tym, że spełnione czy włączone kryterium "prawdziwości" wyklucza myślenie w tym części krytyczne("To co głoszę jest świntą prawdą").
A jak lubimy myśleć, to za jego pomocą robi się w ... samego siebie("to nie prawdziwy ja, prawdziwy jest dużo wspanialszy niż zdaje się mi lub wam") lub osoby dookoła("nigdy nie będziesz wystarczająco prawdziwy dla mnie ważnego").
W boju o prawdziwy szamanizm wszyscy przegrywają.
Przede wszystkim: tym samym słowem "szaman" określa się dzisiaj dwie całkiem różne role:
1) Uzdrowiciel (pokreślam: uzdrowiciel) stosujący trans, czyli odmienne stany świadomości - "kamłanie", albo ayahuaska albo inne, zależnie od kultury;
2) Trener-przewodnik wprowadzający ludzi w "doświadczenie szamańskie".
To są dwa całkiem różne - jeszcze raz podkreślam - zawody. Także kryteria "prawdziwości" w obu tych zawodach zapewne są inne. (Powinny być inne.)
Ale i jedni i drudzy nie powinni się kamuflować. Gdy idę do kogoś i ta osoba będzie robić na mnie działania, które głęboko ingerują w moją duszę/psyche/karmę itd. to chce U PERUNA wiedzieć, z KIM mam do czynienia. Wiedzieć, u kogo się uczył, kogo naśladował, kto go inspirował, gdzie się urodził i wychował i z jakiej kultury pochodzi, jakie studia skończył. Jakie książki, jakiej treści napisał. Nie widzę najmniejszego powodu, żeby to miała być jakaś tajemnica o którą NIEL'Z'A (нельзя ) pytać.
Prócz tego jest jeszcze ważny wątek, ale może o nim innym razem. Wojtek
Problemem nie jest tu oszustwo (tu narzędzie jest oczywiste- prawo), czy brak czyiś zdolności a głupota. Czysto ludzka, życiowa głupota.
Włącznie z tym, że uznanie arbitralne prawdziwości to jest uruchomienie wyobraźni i świadomości tejże wyobraźni. I to jest najbardziej złośliwa rzecz jaką możesz zrobić hipnotyzerowi, który usiłuje cię zabrać tam gdzie nie chcesz :) Na zasadzie:
"Uwierz, że ktośtam pobili za twoje zachowanie"
"Ok, wierzę. Co dalej?"
"Nie, musisz uwierzyć naprawdę"
"Naprawdę w 1000% wierzę"
"Żartujesz sobie z poważnego tematu".
"Ależ mówię w 100% poważnie
Najbardziej mądra rzecz jaką można sobie zrobić - "A otworzą się wrota niebieskie i zstąpi anioł, i ogniem wypali zło" - "Wiesz, to jakaś strasznie ponura i stresująca wizja, nie macie tam czegoś pozytywniejszego?"
Włącznie z tym(w temacie uzdrawiania dość istotne), że w obrębie sugestii posthipnotycznych łatwiej wtedyo placebo niż nocebo. Większość z kiepskich efektów, które nakręcają chore wizje i nawrócenia na czyjąś moc, sekciarskie pranie mózgu to efekt konfliktu przekonań tj. tego, że ktoś usiłując zachować racjonalność zwalcza idee/sugestie - dodam w głupi sposób tj napięciem;)
Po pierwsze - na "Tarace" jestem pod prawdziwym imieniem i prawdziwym drugim imieniem. Dlaczego nie podaję nazwiska? Zostawiam dla "uzgodnionej rzeczywistości". Bardzo mocno i bardzo ściśle uzgodnionej, sztywnej w zasadach i shierarchizowanej. Tylko w przeciwieństwie do przypadku "braci Moskali" (a raczej sióstr) można znaleźć mnie na facebooku, można napisać do mnie meila (zapewne odpowiem), w końcu można znaleźć ludzi, którzy "hardchiefa" znają w niektórych przypadkach od dobrych ponad piętnastu lat. Poza tym ja nie jestem szamanem - ani uzdrowicielem, ani przewodnikiem, więc z mojej "plemiennej maski" nikomu żadna krzywda się nie stanie.
To o czym napisał Wojtek, te wątpliwości i kwestie "transparentności" (uwielbiam to słowo!) dla mnie jest cholernie istotne. To kwestia BHP - dla ciała i psyche. Wiem co piszę, bo uczestniczyłem w niejednym świadomym lub nieświadomym procesie grupowym. I niektóre odchorowałem... Po prostu nie znoszę wciskania kitu, a dodatkowo mam ten "problem" że w polu grupy chłonę jej emocje jak gąbka. Taki los potencjalnego ofiarnego kozła (albo lisa na Hubertusa...). Więc nie ma zmiłuj: albo piszesz "kim jesteś", "skąd się wziąłeś" "kto cię uczył" "co chcesz przekazać" - albo nie mamy o czym rozmawiać. Dlaczego? Bo potrzebuję Tobie przewodniczko/ przewodniku zaufać. Jeśli więc nie stać cię na szczerośc, na pokazanie otwartych dłoni, że w nich nic nie trzymasz, to nie wejdziemy w bliski kontakt.
I na pewno nie chodzi o certyfikaty. Nie zależy mi na dyplomach, bo zdaję sobie sprawę jak niektóre z nich są "produkowane". Nie potrzebuję egzotyki, smaku Ameryki czy Orientu. Potrzebuję kogoś, kto daje mi świadectwo, że już był i że asekurował w trakcie podróży. I że są ludzie którzy mogą to potwierdzić. A jeżeli robi to pierwszy raz (a byłem na takim warsztacie - bardzo fajny) to o tym z pokorą mówi. I wtedy wiem na co się decyduję. Transparentność, transparentność i jeszcze raz transparentność. Czyli po ludzku - szczerość i przejrzystość!
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
